Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

N.I.S. – SZANSA KAŚKI : PIERWSZY PONIEDZIAŁEK

To moja skromna próba przeniesienia uniwersum „Nago(ść) w szkole” w realia polskiej rzeczywistości (alternatywnej? przyszłej?). Pomyślałem sobie: jak mogłoby wyglądać wprowadzanie osławionego Programu do liceum prowadzonego przez beznadziejnego dyrektora i złych nauczycieli? Zwłaszcza jeżeli do Programu trafią nie lubiani i popularni licealiści-sportowcy, ale „zwykli” uczniowie?
-Nazwę „Program Akceptacji Ciała” zapożyczyłem z opowiadań „Koszykarz i Cheerleaderka”
-Jak zwykle u mnie, erotyka to jeden z elementów opowieści, a nie jedyny.
No to… zaczynamy rok szkolny!



PIERWSZY PONIEDZIAŁEK czyli DZIEŃ ZERO MINUS SIEDEM DNI

Kaśka


Z nerwów nie spałam przez pół nocy. Nie dość, że nowa szkoła, nowi ludzie to jeszcze plotki o tym debilnym Nagim Programie, czy jak go tam teraz zwą. Mama mimo znajomości nie mogła wypisać mnie z niego, potrzebne byłyby jakieś zaświadczenia od psychiatrów. Po jakimś czasie trafię do niego, a z moimi warunkami fizycznymi to nie będzie miłe. Mam 170 cm wzrostu, ciemne włosy i jestem raczej… duża. Nie jestem ani ładna ani brzydka, nie gruba ale i nie najchudsza, spore piersi ale niestety również za duży tyłek. Z jego powodu byłam wyśmiewana w poprzednich szkołach i jakoś nie wierzyłam, że tu będzie inaczej. Mam już doświadczenia z chłopakami, ale nie publicznie!

- Jedz, z pełnym żołądkiem będzie ci łatwiej znieść dzisiejszy dzień – stwierdziła mama przy śniadaniu. – Jak się czujesz?
- Nie mogłam zasnąć, a potem śniły mi się koszmary, ten Nagi Program. Prędzej czy później tam trafię, a tak naprawdę niewiele o nim wiadomo poza oficjalnym bełkotem. Wiesz, że nie jestem święta, ale…
- Oj, wiem, wiem…
- Mamo, nie o to chodzi! Mówię o seksie i tych sprawach. Nie przeraża mnie nagość pod prysznicem z dziewczynami, ale na korytarzu szkolnym? Jeżeli to prawda z tym obmacywaniem przy wszystkich...
- Nie martw się na zapas, kochanie. Zaaklimatyzujesz się w szkole, poznasz uczniów i dasz się im poznać od dobrej strony, więc potem w Programie będzie ci łatwiej.
  
Mama wyściskała mnie na pożegnanie i ruszyłam do szkoły. W sali gimnastycznej odnalazłam nową wychowawczynię, panią Rowicką. Zaprowadziła mnie tam, gdzie siedziała klasa II B, przedstawiła mnie im krótko i powiedziała, że więcej powiemy sobie po uroczystości.  

Mirek

Obudziłem się jeszcze przed budzikiem, chyba z nerwów. Prysznic, ubieranie się i pakowanie - próbowałem się skupić, ale nie mogłem. Jedna myśl nie dawała mi spokoju: ten cholerny, pieprzony, pierdolony Program. Czy ruszy? Co będzie, jeżeli zostanę wybrany? Zabiją mnie śmiechem, zanim umrę ze wstydu!

Mam 168 cm wzrostu, choć jeszcze rosnę, ciemne włosy i jestem po prostu… średni. Nijaki i niewidoczny. Średniej tuszy, średnio przystojna gęba, średnio się uczę, średnio wychodzi mi piłka nożna i inne sporty… Tylko pływam trochę lepiej niż średnio, ale i tak tylko amatorsko. Fiut trochę powyżej średniej, ale to mało ważne, bo z kolei powodzenie u dziewczyn znacznie poniżej średniej, a dotychczasowe doświadczenia erotyczne z nimi – prawie zerowe, więc często walę konia, jak każdy nastolatek. Nie jestem samotnikiem, mam kumpli, ale duszą towarzystwa też nie jestem, i ogólnie dobrze mi tak, jak jest. Nie chcę łazić nago!

- Jak tam, synek, gotowy na następne dziesięć miesięcy męki? – zapytał tata przy śniadaniu.
- Nie – odburknąłem, przełykając kanapki i herbatę.
- A bo co?
- A bo ten głupi „Program” wisi nade mną.
- Daj spokój, sam bym się do niego zapisał, gdybyśmy mieli taki za moich czasów, he, he! Darmowe macanki przez tydzień, dzieciaku, toż to marzenie każdego nastolatka!

To jest właśnie cały mój ojciec, matka zresztą też taka jest. Wyluzowani na tematy seksualne aż do przesady, podobno zdziwieni tym, że nie odwiedza mnie co weekend inna koleżanka na jakąś "stosunkowo udaną noc". Tymczasem ja jestem ich przeciwieństwem. Nie jestem wstydliwy, korzystam z prysznica z innymi chłopakami po wf czy na basenie, ale co innego kąpiel, a co innego przymusowa masturbacja przed całą klasą, a podobno takie sytuacje zdarzały się w innych szkołach. Właśnie - podobno. Dostaliśmy oficjalne, czytaj: propagandowe materiały o Programie, za to nieoficjalnych informacji o nim było znacznie mniej, przeważały dziwne plotki.

- Darmowe macanki? Jasne, chętnie, pod warunkiem, że to ty macasz, a nie ciebie macają pod przymusem. A bieganie nago po boisku na wf też by ci się podobało tak bardzo?
- Dajcie spokój, na początku roku szkolnego każdy jest w nerwach – wstawiła się za mną mama. – A co do tego programu, to przecież wiesz, Mireczku, że jest obowiązkowy, więc i tak nie mogliśmy cię z niego wypisać.
„...nawet gdybyśmy chcieli, ale tak naprawdę to byśmy nie chcieli dokończyłem za nią w myślach. Ciekawe czy byłabyś tak samo na luzie gdybym był córką, a nie synem? Gdyby każdy dzień w Programie groził mi gwałtem?”

Ruszyłem do szkoły w złym humorze. Dotarłem na czas, odnalazłem swoją klasę, od dzisiaj już nie I B ale II B. W sali gimnastycznej w ostatniej chwili dołączyła do nas nowa dziewczyna w towarzystwie naszej wychowawczyni, Rowickiej. Rozsiedliśmy się na rozsuniętych trybunach.

Kaśka

Po hymnie państwowym dyrektor liceum Jan Piotrowicz wstąpił na mównicę i oficjalnie powitał uczniów i nauczycieli w nowym roku szkolnym. Przedstawił dwie nowe nauczycielki – od historii i geografii, omówił krótko remonty i zmiany w szkole zaszłe podczas wakacji, wspomniał o zakupie nowych komputerów do pracowni informatycznej, i wreszcie...

- Drodzy uczniowie, ostatnia ale bardzo ważna sprawa: rozpoczynamy eksperymentalne przedsięwzięcie adaptacyjno-wychowawcze „Program Akceptacji Ciała”, znane także pod skrótem N.I.S., który przywędrował z tym programem z USA i Europy Zachodniej. Albo po prostu „Program”.
Przez salę przeszedł głośny szmer.
  
- Ponowne wprowadzenie P.A.C., nieco zmienionego w porównaniu do poprzedniego roku szkolnego, było zapowiadane jeszcze w czerwcu. Odpowiednie akty prawne zostały znowelizowane w wakacje, otrzymaliście potem wszelkie potrzebne materiały o Programie, więc mieliście czas przygotować się do niego. Niestety tak się niefortunnie złożyło, że wciąż czekamy na dodatkowe wytyczne z ministerstwa i kuratorium dotyczące respektowania zaświadczeń lekarskich; dlatego Program rozpocznie się nie już jutro, ale dopiero w najbliższy poniedziałek.
  
Kolejne poruszenie przeszło przez tłum. Nie wiedziałam, czy to jęki ulgi czy żalu, ja zdecydowanie odczułam ulgę.
  
- Są już jednak pewne ważne zmiany jego zasad i ogłoszę je od razu teraz, aby wam się utrwaliły. Zatem po pierwsze: zgodnie ze zmianami w prawie Program nie będzie obejmował uczniów klas pierwszych. Proszę o ciszę! – dyrektor stuknął kilka razy dłonią w mównicę – Już wyjaśniam: uczniowie klas pierwszych, zwani u nas zwyczajowo „juniorami” nie będą powoływani do Programu, ale jednocześnie nie mają prawa do zgłaszania tak zwanych „rozsądnych próśb” do jego uczestników. W skrócie: mogą tylko patrzeć.  
  
- O kurwa, ale chała – usłyszałam półgłośny komentarz gdzieś z tyłu i z góry, gdzie siedzieli uczniowie starszych klas – no i nie pomacamy sobie juniorek!
- Zamknij się, głupku – padła cicha, ale wyraźna odpowiedź – mało ci było kłopotów?
  
„No pięknie pomyślałam sobie zboczeńcy i potencjalni gwałciciele w szkole? A nauczyciele to są głusi czy co?”.

- Następna zmiana, na szczęście tymczasowa, dotyczy korzystania z toalet. Uczestnicy Programu mają korzystać z toalet płci przeciwnej, ale ponieważ niestety dwie łazienki są jeszcze remontowane, chwilowo dopuścimy również korzystanie z toalet swojej płci. Pobyty uczestników w łazienkach będą nadzorowane czasowo, aby nie chowali się w nich za długo.

„Świetnie, do tego szykuje się szczanie i sranie na czas.”

Dyrektor zrobił przerwę i rozejrzał się po sali.
- Szczegółowe zasady Programu Akceptacji Ciała zawarte w przesłanych materiałach i ulotkach są wam, mam nadzieję, doskonale znane, ale na wszelki wypadek przypomnę najważniejsze: uczestnicy przebywają na terenie szkoły w godzinach zajęć lekcyjnych i treningów całkowicie nago, za wyjątkiem butów i skarpetek, i oczywiście obuwia sportowego na wf oraz fartuchów ochronnych na chemii i fizyce. Mają też obowiązek uczestniczyć nago w innych przedsięwzięciach i imprezach szkolnych w budynku i na boisku oraz korzystać w trakcie zajęć wf z szatni i pryszniców płci przeciwnej. Wszystkie działania w ramach „rozsądnych próśb” tylko po wcześniejszym uprzedzeniu, a nie z zaskoczenia; wolno wtedy oglądać, wymagać pozowania i dotykać uczestników płci obojga, maksimum przez dwie minuty, penetracje palcami i seks oralny są dozwolone wyłącznie za ich wyraźną i niewymuszoną zgodą; a prośby o pełne stosunki seksualne są zabronione! Nauczyciele mogą wymagać od uczestników płci obojga udziału w lekcji w charakterze pomocy dydaktycznych; tak zwana „ulga”, czyli rozładowanie napięcia seksualnego jest dozwolona wyłącznie w ciągu pierwszych pięciu minut lekcji, w wykonaniu własnym lub innej osoby obecnej na lekcji, a na korytarzach i w łazienkach zabroniona. Obowiązuje całkowity zakaz fotografowania i filmowania uczestników.
  
Szepty na sali nie ustawały. Przy słowach o używaniu uczestników jako nagich pomocy dydaktycznych ładna długowłosa szatynka siedząca obok mnie nagle szturchnęła mnie łokciem i ruchem głowy wskazała wysoką szczupłą nauczycielkę, która na dźwięk tych słów zaczęła z niemiłym uśmiechem rozglądać się po sali.

- Jesteś nowa, więc lepiej od razu ją zapamiętaj – szepnęła – to Latterowa, od biologii, najgorsza z belfrów. Uważaj na nią. A przy okazji, jestem Klara.
- A ja Kaśka. Dzięki za ostrzeżenie, ale o co chodzi?
- Wredna jest. Później się dowiesz.

Dyrektor kontynuował przemówienie:
- Wprowadzamy także, na razie eksperymentalnie, zakaz „rozsądnych próśb” podczas pierwszej połowy długiej przerwy, żeby uczestnicy Programu mogli spokojnie zjeść. Za tydzień nie będzie apelu, a nazwiska wylosowanych uczestników ogłosimy przez głośniki parę minut po godzinie 8:00; zgodnie z nowo wprowadzaną zasadą „partnerstwa w Programie” po jednym uczniu i jednej uczennicy z każdej klasy, którzy będą wspierać się wzajemnie podczas tego jakże ciekawego i potrzebnego przedsięwzięcia. Proszę teraz o udanie się z wychowawcami do waszych sal.

+++

Gdy dochodziliśmy do wyznaczonej klasy z głośników na korytarzu rozległ się dźwięk gongu. Nic mi to nie mówiło.
- Klara, co to jest?
- To tak zwany gong minutowy, nasz lokalny sygnał. Odzywa się zawsze o 8:27, czyli na trzy minuty przed początkiem pierwszej lekcji, a potem na minutę przed końcem każdej przerwy. Kiedy go słyszysz to wiesz, że trzeba już gnać do klasy. Pożyteczna sprawa.

W sali chciałam usiąść z tyłu, ale Klara zachęcająco pomachała do mnie, więc usiadłam na wolnym miejscu obok niej pod ścianą. I tak musiałam prawie od razu wstać, bo wychowawczyni chciała mnie przedstawić.
- Jak już mówiłam jest z nami nowa uczennica, Katarzyna Wolska. Powiedz proszę parę słów o sobie.
- No cóż… Mam 17 lat. Chodziłam do I LO, potem do III LO, tego na Mickiewicza, ale miałam przerwę, dlatego powtarzam drugą klasę. Uczę się średnio, wolę przedmioty humanistyczne od ścisłych, lubię wf, dużo czytam. I w ogóle, jeżeli wolno, to wolę formę imienia „Kaśka”. Tylko mama mówi do mnie „Kasia”, a ojca nie mam.

Skończyłam na tym, bez pitolenia głupot o ulubionych zespołach, kochaniu kotków i piesków i walce z globalnym ociepleniem. I tak nic by to nie dało, pierwszy spodziewany cios padł szybko:
- Czemu tak dziwnie zmieniałaś licea? Chorowałaś? – zapytała piękna rudowłosa dziewczyna w ławce pod oknem.
Nabrałam głęboko powietrza i skoczyłam na głęboką wodę.
- Nie. Powiem otwarcie, bo i tak byście się dowiedzieli. Byłam w poprawczaku.
Zaszeptali.
- Ostatnio zmieniły się przepisy i, można tak powiedzieć, dostałam szansę. To takie jakby zwolnienie warunkowe ale z poprawczaka, a nie z więzienia. Jeżeli będę dobrze się uczyć i sprawować, nie wrócę tam.
Ruda skrzywiła się i pomruczała coś pod nosem do sąsiadki. Chyba miałam już pierwszego wroga.
  
- Kaśka, a czy w którejś twojej poprzedniej szkole był Program? – zapytał któryś z chłopaków.
- Tak, ale ja do niego nie trafiłam, akurat w tamtej szkole byłam krótko.
- I jak to tam wyglądało?
Zauważyłam, że wychowawczyni przysłuchuje się jakby w napięciu.

- Szczerze mówiąc kiepsko. Dyrekcja w ogóle nie panowała nad sytuacją, często dochodziło do różnych incydentów, do szkoły ciągle przyjeżdżała policja. W końcu interweniowało kuratorium i wycofali Program, ale mnie już wtedy tam nie było. A zaczęło się od afery na rozpoczęciu roku, bo po ogłoszeniu Programu niespodziewanie kazali kilku osobom rozebrać się do naga w sali gimnastycznej, przy wszystkich uczniach. Ci odmówili, więc dyrektorka kazała nauczycielom rozebrać ich siłą; kilku uczniów wystąpiło w obronie dziewczyn i zaczęła się bijatyka…
- Wolska, przestań opowiadać bzdury! – nagle wtrąciła się Rowicka. – Co ty wymyślasz?!
- Mówię prawdę, pani profesor, zresztą było o tym głośno.
- Nie możesz opowiadać takich rzeczy! Zresztą w tym roku Program jest wprowadzany w zmienionej formie, wyeliminowano wszelkie nieprawidłowości, więc nie ma mowy o jakichś incydentach. I nie mów „pani profesor”, wystarczy „pani”, jesteśmy nowoczesną szkołą!

Temat Programu chwilowo zdechł, ale teraz spadł drugi cios, znów od Rudej:
- Za co tam siedziałaś? Nie idzie się do poprawczaka za kradzież wafelka!
Odpowiedziałam najspokojniej jak mogłam:
- Za ciężkie pobicie.

Wychowawczyni pozwoliła by te słowa zawisły w powietrzu przez dłuższą chwilę, potem zmieniła temat.
- Słuchajcie, jest ważna zmiana w planie lekcji: zajęcia w poniedziałki będą zaczynać się o godzinie 8:00 przedłużoną godziną wychowawczą, a w pozostałe dni normalnie, o 8:30.
Poklikała na tablecie i wyświetliła nowy plan na tablicy.
- Pierwsza lekcja przez godzinę i piętnaście minut? – zdziwił się ktoś. – A co to za dziwoląg, proszę pani?
- To właśnie z powodu Programu Akceptacji Ciał. W poniedziałki po godzinie 8:00 i sprawdzeniu obecności wylosowani uczestnicy będą wzywani do sekretariatu, potem wrócą do swoich klas już nago, na normalną godzinę wychowawczą.
- Ale zaraz, lekcje po 50 minut, nie po 45? Dlaczego? Będziemy później wychodzić ze szkoły!
- Przedłużenie było konieczne, ponieważ przez pierwsze pięć minut lekcji uczestnicy będą korzystać z ulgi, a nie można było skracać czasu zajęć metodycznych. To wszystko na dziś, teraz jesteście już wolni, bo nauczyciele spotykają się teraz z dyrekcją na radzie pedagogicznej. Jutro spotykamy się o 8:30 według planu wtorkowego. Aha, byłabym zapomniała: pani Latter wyjątkowo nie będzie jutro, ja będę u was na zastępstwie na biologii. Do zobaczenia.

Gdy wychodziliśmy ze szkoły wreszcie mogłam zagadnąć Klarę o Latterową. Westchnęła ciężko.
- Mieliśmy z nią jazdy już w zeszłym roku, inne klasy też. Jest chamska, wyśmiewa uczniów, a do tego jest orędowniczką Programu, bo twierdzi, że młodzież jest niedouczona pod tym względem. Tylko że jej metody edukacji, nie tylko o ciele ludzkim, są poniżające. Darek, pozwól tu do nas!
  
Wysoki chłopak idący samotnie przez dziedziniec zawrócił do nas.
- Poznaj Darka Kamińskiego, jest ponurakiem i samotnikiem ale też olimpijczykiem i kosą z biologii i chemii. Dzięki temu jest chyba jedynym uczniem w szkole, który czasem potrafi przekonać Latterową do czegoś. Innych uczniów ona po prostu olewa.
- Nie przesadzaj, Klara. Owszem, parę razy udało mi się ją do czegoś przekonać, ale jeszcze więcej razy nie udało. Jest nie-re-for-mo-wal-na. Powodzenia w nowym miejscu, Kaśka, będzie dobrze – dodał niespodziewanie, po czym pomachał nam i odszedł.

Przy bramie zahaczyłam Klarę jeszcze raz.
- Słuchaj, dzięki za miły gest, ale jeśli chcesz, to równie dobrze jutro mogę usiąść z tyłu, są wolne miejsca.
- A niby dlaczego?
- Przez to kim jestem. Nie będziesz bała się siedzieć ze mną w ławce?
Klara roześmiała się tylko, machnęła mi na pożegnanie i poszła. Więc - był przynajmniej jeden mały plusik w podsumowaniu dnia.
Też jej machnęłam i poszłam w kierunku domu.

Mirek

Rodzice wracali dopiero wieczorem, więc na luzie odgrzałem sobie obiad i pograłem na kompie, żeby się odstresować. Wieczorem opowiedziałem im o wszystkim. Oczywiście uważają moje obawy co do Programu za przesadzone, ale ja wiem lepiej. Nasza klasa nie jest zgrana, sporo w niej zwykłych złośliwców i chamów, więc ktokolwiek będzie wybrany do Programu jako pierwszy nie będzie miał łatwego życia.

Spakowałem się na następny dzień i przewidując kłopoty ze snem poszedłem wcześniej spać.

Kaśka

Mama wróciła z pracy dopiero wieczorem. Oczywiście jej pierwsze pytanie było „Jak cię przyjęli?” Spytała też, co sądzę o mojej nowej klasie.

- A co ja mogę sądzić po dwóch godzinach z nimi? Poznałam na razie właściwie tylko dwie osoby: Klarę, z którą chyba będę siedzieć w ławce i Darka, dziwnego ale miłego. No i jest jeszcze ta ruda, nawet nie znam jej imienia, raczej nie będziemy przyjaciółkami. Ale słuchałam jak wszyscy gadali ze sobą i o sobie, i mam wrażenie, że nie są zgraną klasą. Jedni nie lubią drugich, drudzy nie lubią trzecich, wychowawczyni mówi do uczniów po nazwisku… Do tego dyrektor i inni mówią o Programie wyłącznie oklepanymi frazesami z ulotek. Czyli uczestnicy w tej klasie będą mieli trudny start, bo nie będą mieli koleżeńskiego wsparcia. Obym trafiła do niego jak najpóźniej.

- Wszystko będzie dobrze – pogłaskała mnie po włosach – musisz jeszcze tylko trochę poprawić oceny i wyjdziesz na prostą. A potem, kto wie, może znajdzie się jakiś przystojny kawaler do pary?
- Wiedziałam, że to powiesz! – roześmiałam się. – Ale nie licz na to. Posłuchałam sobie co potem mówili o mnie między sobą; jak na razie jestem dla nich bandytką, jestem gruba i mam wielki tyłek, a na taki zestaw nie połasi się żaden kawaler, ani bardziej ani mniej przystojny.

Spakowałam się na następny dzień, poczytałam jeszcze trochę i poszłam wcześniej spać.


Koniec wstępu,   c.d.n.

Dodaj komentarz