Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Marta i młody organista

Marta jest nauczycielką, która amatorsko śpiewa w chórze.
Imponuje jej to, że młody organista zwykł gapić się w jej dekolt, gdy tak wystrojona przychodzi na mszę.

A organista Mariusz ma ciche pragnienie dojrzeć co się da, jednak niestety konsole ma idealnie za nią więc tylko czasem widzi obciągnięte nylonem nóżki.

Marta nieco się peszy, że założyła zbyt krótką mini do kościoła, ale jednak nie może sobie tego odmówić, by nie poczuć przyjemności bycia oglądaną przez młodziutkiego organistę.

Ten, cały pąsowy pilnuje się całym sobą, żeby nie zmylić nut, gdy widzi stojąca tuż przed nim biusciasta chórzystkę, której tylek opina mini. Ciekawe, czy nosi ponczoszki? I kto wie, jaką bieliznę!?

Kobieta obserwując twarz organisty, domyśla się trafnie, co do jego przemyśleń.
"Cóż... chyba mysli o moich nogach... o biuście... może zastanawia się, czy mam pończochy? Czy wyobraża sobie, że mam koronkowy stanik... i majtki???"

"Ach gdyby tak przypadkiem zadarła nieco tą kieckę do góry" - marzył młodziak masując się delikatnie ukryty za klawiszami i wpatrując w jej nogi. - ciekawe, taka wytrawna dama na pewno ma wytrawna jedwabna bieliznę. Nie w głowie jej frywolne stringi czy inne wulgarne wysokie obcasy...

Marta celowo tak kręciła się, oparta o ścianę, że spódnica nieco podwinęła się do góry.
Zdawała sobie też sprawę, że na młodziana mogą działać pobudzająco jej seksowne kozaczki na wysokim obcasie.

Napalony młodzieniec wręcz nie mógł wysiedzieć, obserwując ukradkiem ponętną Panienkę. Poczuł, że coś muis z tym zrobić, uciec do toalety, cokolwiek! Zamiast tego jednak zagaił - Pani Marto, Pani ma takie piękne walory... do śpiewania rzecz jasna! Nie chciałaby Pani poćwiczyć nieco solo?

"Jakie to miłe, że dostrzegł moje... walory... a więc warto było założyć bluzkę z dekoltem... gapił się na moje cycki..."

- Cóż... mój panie organisto... dziękuję za to wyróżnienie... A gdzież miałaby przebiec owa solowa próba?

- Tutaj, po godzinach? - Odpowiedział niepewnym głosem, starając się ukryć nieproszoną erekcję.

- Hm... na prawdę, czuję się zaszczycona, że chce pan poświęcić mi swój czas... - Powiedziała nachylając się w jego stronę, tym samym jeszcze silniej eksponując swoje obfite piersi.

- Pani Marto -, powiedział łamiącym głosem. - polecam założyć mocn odo dopasowana sukienkę, łatwiej Pani będzie wydobyć głos z przepony! I koniecznie trzeba tą przepone odkryc!- nie wierzył, że to mówi, ale w jego głowie ten fortel był genialny.

- Zdaje się, że nawet mam taką właśnie sukienkę... bardzo obcisłą...
"Cóż ten nasz organista młody knuje???"

- Pani Marto, koniecznie musi Pani ją założyć! - poziom jego ekscytacji przekraczał ogólnie przyjęte normy. Marta mogła dosłownie gołym okiem dostrzec jego cielęcy wzrok i źle skrywane wybrzuszenie w spodniach. Młody ewidentnie tracił nad sobą panowanie, nieustannie krygował się w myślach, że co on robi, że to dama jest, do tego od niego starsza i tak nie wolno. Ale ten biust, te nogi! - Pani Marto... - zaczął znowu. - A może ma Pani buty na platformie? - spłonął rumieńcem i spuścił wzrok - Czytałem gdzieś, że kobieta stojąca na wysokich szpilach potrafi wydobyć z siebie jeszcze czystsze tony...

- Doprawdy, to arcyciekawa teoria... Szczerze mówiąc, nie wydaje mi się prawdopodobna. Lecz... nic nie stoi na przeszkodzie, by ją przetestować.

"Przecież mam te szpile! Kupiłam je niedawno, jakby specjalnie na tę okazję! No może są nieco dziwkarskie... Ale jakże seksownie ja w nich się prezentuję!"

- Panie organisto... poeksperymentujmy zatem. Mam owe platformy na niezwykle wysokich obcasach...

Musiała wręcz usłyszeć, jak przełknął głośno ślinę. Lekko sie jąkając i próbując patrzeć jej w oczy wydukał. - to co, jutro o 18? Przećwiczymy sobie kilka technik.

- Doskonale! Stawię się niewątpliwie...

"Ależ on jest stremowany! Ciekawe co mu się kolacze w głowie? Wiele bym dała, by to wiedzieć."

- Zatem strój ustaliliśmy. Czy coś jeszcze?

- Cóż, może powinna Pani zwilzyć czymś gardło, żeby wydobyć głębszy śpiew? - podsunął mysl. - Ależ już późno - dopowiedział szybko. - To co, do jutra, proszę Pani?

- Oczywiście! Do jutra...

"Ciekawe co miał na mysli - mówiąc o tym gardle?"

Poprawiła spódniczkę i wyszła.

Mariusz pospiesznie zebrał swoje rzeczy i umknął do domu, by w zaciszu własnej sypialni oddać się marzeniom o Marcie "te jej bujne cycochy! Te kuse spódniczki! Cóż za dama, cóż za kobieta! Ciekawe, jaka nosi bieliznę? I jak się o nią otrzec jutro, bądź zobaczyć coś więcej?" myślał z wypiekami na twarzy, onanizujac się na samą myśl o jej kształtach.

Marta podobnie w swoich pieleszach myslała o mlodym organiście.

"Ależ on gapił się na moje cycki! Coś pięknego."

Nie mogąc powstrzymać się, zaczęła pieścić swoje piersi.

Od rana byl podminowany. Podczas zajęć codziennych był zamyślony, podniecony i przerażony wieczorem. Gdy zbliżała się godzina spotkania, ubrał swoj najlepszy garnitur i stremowany pognał do kościoła.

Marta stawiła sie puntualnie. W stroju który obiecała założyć. Wyglądała olśniewająco.

Tremował sie, wręcz bal ujrzeć jej blask
Był ogromnie ciekaw idąc, "jak się odstawiła?" myślał.

Otworzyła drzwi. Razem z nią wlała się fala pysznego, kobiecego zapachu kwiatowych perfum.

Marta miała na sobie platformy, które zapowiedziała i podobnież zapowiedzianą, obcisłą, bardzo seksowną sukienkę.

Gdy weszla, nogi się pod nim ugiely. Jego dama miała na sobie czarne, 18 cm szpile na 4 cm platformie, z odkrytymi palcami i zapinane za kostkę. Były tak wyzywające, że wręcz wulgarne. Do tego czarna suknia, sięgająca z jednej strony do kostki, z drugiej rozcięta do połowy uda, gdzie każdy ruch groził ujawnieniem manszetów czarnych, koronkowych pończoch. Wyżej, niczym ściśnięta gorsetem, opieta talia a nad nią dwie perly. Biust o dekolcie tak niskim, że niemal ukazującym miseczki eleganckiego koronkowego stanika. Całość wieńczyła wyrazista szminka nakreślona tak, aby nadać ustom jeszcze bardziej zmysłowy wizerunek - Pani Marto - zdołał jedynie wydukać młodzian.

- Tak... słucham pana...? - przeciągłym, niemal uwodzicielskim głosem, cicho wypowiedziała Marta.

Po czym, delikatnie kołysząc biodrami, obróciła się wokół własnej osi.

- Czy taki strój miał pan na myśli? Czy tak może być? - zapytała kokieteryjnie - Ach... przepraszam, przerwałam panu... coś chciał pan powiedzieć.

-nie, Pani Marto, nic nie chciałem powiedzieć... Wygląda Pani... Zjawiskowo. - nie mógł oderwać wzroku od jej piersi, bioder i te szpile! Jak ona może chodzić w czymś takim? Jezu, jakbym chciał jej paść do nóg i obejrzeć z bliska jak zadbany pedicure.
- jest Pppani idealnie uu rana do prób! - powiedział, nieudanie maskując erekcję.

- Dziękuję panu za tak miły komplement! Zjawiskowo... Chyba jeszcze żaden mężczyzna mi nic aż tak miłego nie powiedział...

"Ależ on mnie zjada wzrokiem! Dosłownie! Wręcz pochłania! Chyba zrobiły wrażenie na nim i te szpile... mimo, że godne ladacznicy... i to rozcięcie w kiecce... ciekawe czy dostrzegł koronkę manszety...?"

Ach, niech zrobi jeszcze jeden piruet. Czy to rajstopy, czy może ach pończochy? Co za zjawisko... Ach, jakby mnie poprosiła o poprawę sukni, albo do piecie buta, wulgarnego jak u ulicznicy! - pani Marto, może zaczniemy? - aż przysiadł, maskując podniecenie.

- Bardzo chętnie! Zaczynajmy. Jestem do pana dyspozycji - szepnęła dwuznacznie, przez co kusząco.

Uśmiechała się. Jedną dłonią trzymała suknię, jakby po to, żeby móc zrobić kilka kroczków, drobiąc w tych nieprzyzwoicie wysokich szpilkach.

- Och Pani Marto, jak pani w ogóle może chodzić w takich butach? - zapytał, maskując żar w lędźwiach i nachylając się, aby z bliska podziwiać jej zadbane stopy.

- Cóż... my baby, mamy hopla na punkcie mody... ma pan rację, chyba przeginam z tym strojeniem się...

"Ciekawe co powie? Wszak przecież to specjalnie dla niego ubrałam się jak... jak dziwka... jak ulicznica... Czy to go podnieca??? Chyba jednak tak."

-och, Pani Marto, jest dla mnie idealnie. Niech Pani stanie tylkiem, to jest tyłem do mnie i wypnie... Pierś! w stronę auli. Sprawdzimy akustykę.

- Oczywiście! Sama jestem ciekawa donośności mojego głosu.

Marta obróciła się. Pochyliła się, opierając na ściance chóru, tym samym mocno wypinając tyłek w stronę młodego organisty.

"No to ma niezły widok na mój kuperek! Obcisła suknia niewątpliwie robi swoje.

Usiadl za organami, masując się przez spodnie. Miał idealny widok, a kształtna pupa wręcz zachęcała, aby się w niej zanurzył " ciekawe, jakie ma majtki?" rozmyślał. - Pani Marto, najpierw dostroimy się na gamie i potem już zaczniemy z trenem czwartym.

- Wspaniale. Wyczuwam w panu fachowca... przepraszam, to niewłaściwe słowo. Mistrza!

"Czuję jego niesłychanie napastliwy wzrok na moim zadku! Niech widzi, jaki jest zgrabny... Pewnie zastanawia się, jak moje pośladki prezentują się nago? No tak... w tych mikrostringach, własciwie wyglądałyby jak nagie..."

Och, jak do niej, że jak zagadać. Alez byłoby cudownie, gdyby mnie poprosiła o podejscie. Te perfumy, ten biust..., - ależ to Późno jest tutaj gwiazda! Z Pani biust.. To jest - zakrztusił się - ust wydobywa się niebianski głos!

- Nie zasłużyłam sobie na tak... niebiańską pochwałę... - uśmiechnęła się odwracając wzrok ku niemu.

"Biust... ust... nie ma takich językowych pomyłek... co w duszy, to na języku..."

- Czy wystarczająco wypięłam się?

- Oj nie wiem, może spróbuje skorygować Pani postawę? - zapytał drżącym głosem dzieciak - " zaraz jej te balony rozerwą tą kieckę! Albo mój miecz rozerwie mi spodnie.

- Chce mi pan pomóc skorygować postawę? Ależ bardzo proszę... to pan jest fachowcem.

"A co, jeśli skoryguje mi tak postawę, że moja suknia peknie? Albo, że moje bimbały wyskoczą mi ze stanika!?"
- Z lubieżnością! Wykrzyknął i zamilkł. - to jest z przyjemnością! - poprawił ise i podszedł do niej. - czy mogę to zrobić rękoma, madame? - zapytał rozpalony, że zaraz jej dotknie.

- Ależ owszem... - szepnęła.

"Dlaczego tak mnie to podnieca, że poczuję na sobie dotyk jego rąk???"

Dotknął rękoma jej talii i delikatnie naparł, prostując. Drżąca rękę przesunął na jej pupę, po drodze szukając faktury majtek, druga zaś na udo, poprawiając jego ustawienie względem tułowia - tak powinno być lepiej. Teraz druga noga... - powiedział, łapiac ją pod kolanem i wyciągając jej nogę do przodu, aby maksymalnie napiąć rozcięcie sukni.

"Z lubieżnością...? Znów mu się wypsnęło! Przypadek???"

- Zdecydowanie wyczuwa to, że mam skąpe majtki... a może wydaje mu się, że nie mam majtek? Czyż to nie byłoby podniecające? Młodziak - organista fantazjujący, że taka dama jak ja, jest tuż obok niego... z gołą piczką pod kiecką..."

Jezu, czy ona nosi w ogóle bieliznę? Co za śmiała myśl, że jej kobiecość jest tak blisko i naga. Za to na pewno ma pończochy, to już wyczuł! Ach, jakby tak zrzuciła ta kieckę, a może? Kucnął do jej stopy, żeby poprawić jej nogi - ależ ma Pani ładny kolor paznokci, - wydukał... Jak z niej zrzucić ten ciasny fatalaszek? Jak dobrać się do Tych balonów? " - buzująca krew brała nad nim górę.

- Dziękuję. Naprawdę podoba się panu kolor moich paznokci?

"Specjalnie dobierałam lakier... tak chciałam, żeby mu się spodobał."

Pochylił się blisko, wręcz za blisko, niemal dotykając ustami jej palców oprawionych krwistymi paznokciami, pociagnietymi w dodatku perłowym odblaskiem. W dodatku nieco dłuższe, niż przyzwoitość nakazuje, tworzą bardzo wulgarną parę z tymi butami. - są... Idealnie. - wstał, wodząc palcem wzdłuż i nogi. - jak Pani cała.. -, wyszeptał, ustawiając twarz przy jej twarzy.

"Chyba ten kolor jeszcze bardziej zyskuje, gdy prześwituje przez pończochę... Zdecydowanie jest bardziej seksi... Ciekawe, czy moje stopy, w tych frywolnych bucikach, w tych nylonach i z tak pomalowanymi pazurkami rzeczywiście podniecają go? Kurcze... wiele bym za to dała...
Oj... chyba podniecają... ten ruch wzdłuż nogi, czyż na to nie wskazuje?"

- Dziękuję za kolejny komplement... powiedzieć kobiecie, że jest idealna... to chyba najwyższe szczyty... na jakie może wzbić się mężczyzna...

- Pani Marto - mimo wewnętrznego głosu złapał ja jedna ręka mocno za biust, a druga za tylek. - najwyższym szczytem jest krzyk rozkoszy kobiety przy mężczyźnie! - powiedział mocno i wbił się w jej pełne usta.

- Ależ... - i w tym momencie jej usta zostały zamknięte namiętnym pocałunkiem.

Udawała, że chce mu się wymsknąć, że niby go odpycha, ale jakby robiła to wyłącznie "pro forma".

W tym czasie napalony samiec oderwał się, krygujac własną postawę... - Pani Marto, ja... Ja przepraszam, nie wiem co mnie opętało!

- Panie Mariuszu... rozumiem, rozumiem młodych mężczyzn, to może też moja wina... nie powinnam ubierać się aż nadto odważnie...

"Matko! Cóż za przyjemne uczucie, poczuć jego dłonie na piersiach, na pupie..."

-Nie Pani Marto! Liczę, że zawsze Pani będzie miała takie kreacje... I... - zawachal się - pończochy... To bardzo kobiece!

"Ciekawe, co najbardziej go we mnie podnieciło? Czy dekolt? Czy rozcięcie w kiecce...? Chyba tak... musiał dostrzec, że mam pończochy..."

- Ojej! A więc mam chyba zbyt wysoki rozporek w tej sukni... widać, że mam na sobie pończochy...

- To tak nie powinno być? - zapytał smutnym głosem. - I ten łańcuszek! Ta złota kropla cudownie podkreśla Pani... Walory

"Ach ta kreacja jest tak ciasna. Ażeby pękła, ależ ucztą dla. Oczu!"

"Dlaczego tak bardzo podnieca mnie to, że się przy nim zawstydzam?! To, że on odkrywa moje kobiece sekrety?"

- Ach... dziękuję... walory? Co ma pan na myśli?

- Ekhem, nie wiem, czy wypada. Pani tak mnie onieśmiela. - usiadł, oddychając ciężko - aż zawróciło mnie w głowie...

"To przyjemne, że mnie tak zachwala... moja kreację... a nawet biżuterię... Walory? A więc podobają ci się moje cyce!
A kropla? Ciekawe z czym mu się kojarzy? Czyżby z kroplą nasienia? Spermą?!"

- Skoro powiedział pan "A"...

Siedząc spojrzał na nią, zatrzymując się na smuklych nogach. Ach, żeby to były kabaretki, chyba by doszedł w spodnie... - pani ogromny, kształtny biust- wydukał. "który idealnie pasowałby oblany spermą" dodał w myślach.

"Onieśmielam go? Z jednej strony to miłe... z drugiej... nie onieśmieliło go z komplementowaniem mi cycków... ba! Łapaniem ich!"

- Ach! Panie Mariuszu... to bardzo śmiały komplement...

- Przepraszam Pani Marto, musiałem... Pomoże mi Pani wstać?

- Ale też bardzo miły... naprawdę ocenia pan mój biust, jako kształtny?

"Pewnie chciałbyś go sobie porządnie pościskać...?"

- Ależ oczywiście, że pomogę.

Wstajac, zaczął mówić - tak, jest Pani niesa... - nie dokończył, zakrecilo mu się w głowie i poleciał na bok, łapiąc się tego co było najbliżej, kiecki Marty!

- Na moich kolczykach, też są takie kropelki... tylko znacznie większe niż w naszyjniku, czy również się panu podobają? - mówiła i przerwała, gdy chwycił się jej kiecki.

Mężczyzna zawisł na sukni Marty. Takiego ciężaru nie mogła wytrzymać, zwłaszcza, że była tak napięta na piersiach. Zsunęła się z nich natychmiast - kobieta nie zdążyła nawet otworzyć ust.

Oto nagle oczom młodego organisty ukazał się obwity biust opięty skąpym, koronkowym staniczkiem...

Mariusz zerwał się na nogi, mając przed oczami dorodne, kształtne piersi opięte czarnym, koronkowym biustonoszem, przez którego materiał miał wrażenie, że przebijały sutki! Biustonosz był luźny, idealnie modelujący biust, jego wykwintnie zakończone fiszbiny podkreślały jego jędrność i wielkość. Mariusz stał w cichy, wpatrując się w ten cud.

- Och! Och... Zostałam podejrzana... - Marta załamała ręce, demonstrując, jak skrajnie jest zawstydzona. Wiedziała doskonale, jak prześwitująca jest ta koronka. Najpierw jakby nie wiedziała, co robić, przejęta, skonsternowana - nie podejmowała żadnego działania. Ktoś mógłby uznać, że to właśnie po to, by nieśmiały młodzieniaszek mógł napatrzeć się na jej obfite bufory... Potem, teatralnym gestem zasłoniła je dłońmi, jak pensjonarka zaskoczona przez jakiegoś absztyfikanta, jakby nie mogła po prostu nasunąć materiału na piersi.

- Panie Mariuszu... niech pan nie patrzy...

Dopiero, gdy minęła chwila, gdy młody organista nasycił tą niezwykłą sceną swój wzrok, kobieta zdobyła się na ponowne nasunięcie materiału sukni na biust.

- Pa.. Pani Marto! Cóż za cudowny widok! - wydukał młodzian, a w jego głowie głębiły się mysli "ach, gdyby tak zanurzyć się w tych buforach, otoczyć twarz, wymiętosić, przygryźć sutki..." - Idealne warunki do śpiewania, idealne! - Wyprostował się, z wyraźnym wybrzuszeniem w spodniach, lekko się go wstydząc.

"Mój młody mężczyzna ma wyraźny wzwód! A więc tak podziałały na niego moje cycki! Czyż to nie urocze?"

- Dziękuję... że myśli pan o moich warunkach... do śpiewu... zatem możemy zaczynać lekcję? - uśmiechnęła się i w tej samej chwil spoważniała - tylko błagam... panie Mariuszu, niech pan nie mówi nikomu o tej mojej wpadce sprzed chwili... umarłabym ze wstydu...

Pod wpływem pewności siebie odezwał się - Oj nie wiem Pani Marto, nie wiem... To kusząca opowieść!

- Proszę się ze mną nie droczyć... Wiem, że założyłam zbyt obcisłą suknię... i zbyt transparentny biustonosz...

"Ciekawe co się naszemu młodzikowi roi w główce... ale pewnie wciąż myśli o moich cyckach... Dostrzegł pewnie nawet zarys moich sutków..."

"Jezu, tak ją tu dorwać, zerwać tą suknię, rzucić na organy... Zmusić do klęknięcia, do zabawy biustem... " fantazjował dzieciak. - Pani Marto, oczywiście, że się nie droczę.... To ciekawa karta przetargowa! Zapomnę o tej sytuacji... - zacisnąłzęby - jeżeli pokaże mi Pani majtki!

Martę zrazu zatkało. Nie była w stanie wydobyć z siebie głosu. Położyła dłoń na ustach i nic nie mówiła.

"Co za bezczelny gówniarz! Tylko dlaczego to mnie tak ekscytuje!? Jakby zalała mnie fala podniecenia..."

- O Boże! Nie... jest pan nadzbyt śmiały... -cicho cedziła słowa.

"Ponieść suknię przed takim młodzianem... ukazać mu swoje długie nogi w pończochach... emocjonujące! A pokazać jeszcze majtki... zwłaszcza takie... achhh!"

- No nie wiem nie wiem, panie Mariuszu... ma mnie pan za taką kobietę, która tak po prostu zadziera przed mężczyznami kieckę...?

- Pani Marto, nie przed mężczyznami, a przede mną, a to różnica. Nikt się nie dowie, a moje milczenie kupi Pani tym gestem. - nie wierzył. Jeżeli mu się uda, chyba eksploduje tak, jak stoi. Och, ciekawe, jaką ma bieliznę! Może nawet stringi?

- No nie wiem... nie wiem... tak się krępuję...

Podniecała się tym niesamowicie.

- Pani Marto, co to dla Pani, to powód do dumy! - naciskał młodzian a w jego oczach płonęło pożądanie.

Marta chwyciła drżącym dłońmi za materiał sukni. Długą chwilę wahała się, nie podejmując żadnego działania. Oboje trwali w milczeniu.

Wreszcie uniosła suknię, lecz niewiele, tuż nad kostki, jednak na tyle, że mógł dostrzec jej niesamowite buty, odkrywające pomalowane paznokcie damulki.

Och Pani Marto - powiedział pochylając się nad cudownymi stopami kobiety. Kunsztownie wykonana czerwień zadbanych paznokci hipnotyzowała jegowzrok. Wbrew sobie wystawił dłoń i powiódł nią po jej kostkę, aż po palce, wodząc to po skórze odzianej w nylon, to po nieprzyzwoicie wysokiej szpilce. (jaki kolor butów był?) Nie był w stanie zapanować nad sobą.

- Och, Pani Marto - powiedział pochylając się nad cudownymi stopami kobiety. Kunsztownie wykonana czerwień zadbanych paznokci hipnotyzowała jegowzrok. Wbrew sobie wystawił dłoń i powiódł nią po jej kostkę, aż po palce, wodząc to po skórze odzianej w nylon, to po nieprzyzwoicie wysokiej czarnej szpilce. Nie był w stanie zapanować nad sobą. Pochyli łsię jeszcze bardziej, językiem muskając jej smukłą kostkę.

- Ojej, ale co też pan robi... panie Mariuszu...

"Boże! Ależ szpile ja założyłam! Ale, jakże to na niego działa! Ech ci mężczyźni...

Mariusz odsunął usta jedynie nieznacznie, pochłonięty masowaniem stóp przez buty, delektując się dotykiem pończochy - Wyżej Pani Marto, wyżej... - powiedział bezpośrednio.

Marta działała bezwiednie. Jakaś nieznana siła kazała jej podciągnąć suknię wyżej.
Podwinęła ją powyżej kolan.

"A niech gówniarz ma!"

- Panie Mariuszu... na prawdę nie wiem, dlaczego to robię.

Spojrzał w górę. Zdziwiło go to, że niemal niczego nie dostrzegł. - Ależ Pani Marto, Pani jest bez bielizny! - wykrzyknął.

- Ojej! Mariuszu! - zakrzyknęła - jak możesz zaglądać kobiecie pod kieckę! Co za wstyd!

Odsunęła się nieco.

- Oczywiście, że mam bieliznę - powiedziała cicho - tyle, że to są skąpe stringi...

- A więc wyżej, do pupy Pani Marto - dodał napalony, nie dbając o konwenanse i dalej masując jej stopę i muskając ustami zadbane palce.

- Nie... nie... proszę... Mariuszu... co ty ze mną robisz... - szeptała wzdychając.

Uniosła suknię wyżej, do połowy uda, pokazując koronkowe manszety pończoch.

Historyczka

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 3922 słów i 22161 znaków.

3 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • jacek795

    mhymmmmmm, super - jak zwykle zresztą;)

  • Czytelnikg

    Lubisz się droczyć?

  • Historyczka

    @Czytelnikg Z czego wynika pytanie? Co miałeś na myśli?

  • Czytelnikg

    @Historyczka chcesz czegoś ale tego nie pokazujesz

  • Historyczka

    @Czytelnikg czyż to nie urocze, tak wodzić za nos panów... czy ich to bardziej nie rozpala...?

  • Czytelnikg

    @Historyczka oczywiście że tak, Ty wiesz jak rozpalić faceta :)

  • Jakub

    rewelacja...