Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Marta i młody organista cz. 3

Marta stoi w wytwornej sukni, trzymając się za jej materiał, łopocze rzęsami i wzdycha.

Mariusz zaś mimowolnie odwiódł jedną rękę w okolicę swoich spodni. Niezgrabnie zasłaniając się ciałem, począł masować się przez spodnie, ustami zaś i drugą dłonią nadal był pochłonięty masażem i całowaniem stóp i nóg Marty.

- Panie Mariuszu... co też pan robi...

"Boże! To jest zniewalające! Podobają mu się moje nogi! Mój atrybut kobiecości... jak to dobrze, że on widzi, jakie są długie... jakie zgrabne... w tych pończochach muszą mu się wydawać szczególnie seksowne..."

- Pani Marto, czyż nie zezwoliła mi pani na masaż? - spytał podniecony.

- No tak... masz rację... jesteś mistrzem muzyki, wiec nie wątpię, że w tej dziedzinie też posiadłeś ponadprzeciętne zdolności... zatem... oddaję się cała w twoje ręce...

Zesztywniał na te słowa - Cała, madame?

- Ach... powiedziałam: "cała"? Cóż... nie powinnam zmieniać zdania... powiedziałam cała, to cała...

"Szybko wychwycił, to jedno malutkie słówko... ciekawe, do czego to nas zaprowadzi?"

Delikatnie podniósł się, obejmując dłonią jej nogę w okolicach manszety, delektując się jej fakturą.  
- Cóż, wobec tego chyba powinna pani zadrzeć suknię? - zapytał, wodząc palcami po jej udach.

"Boże! Ja wariuję! Chciałam to usłyszeć! Chciałam zadrzeć przed nim suknię... Oddać się mu cała... Ale... jak to tak? Po prostu? Jak jakaś łatwa? Puścić się? Ach... nawet te słowa wywołują we mnie dreszcz..."

- Ach... panie Mariuszu...

Nie zwracając uwagi na jej opory, począł zadzierać kiecę w górę. Tak bardzo chciał spojrzeć na jej dorodny tyłek opięty kusą bielizną, klepnąć mocno, zanurzyć się ustami. - Pani Marto, jest pani najpiękniejszą damą na ziemi...

- Panie Mariuszu... czy nie jest pan, aby nadto śmiały...

"O tak młodzieńcze! Zdobywaj mnie! Po to mam tę kieckę, żeby ją zadzierać... po to te skąpe i cienkie majteczki... żebyś mógł dobrze zobaczyć mój kuperek... moje łono..."

- Pani Marto, gdzieżbym śmiał... To wszystko w ramach współpracy i poznawania się! - powiedział z uśmiechem, gdy jego dłoń zadzierała suknię ponad udo, odsłaniając nieprzyzwoicie skąpe stringi.

- A to mnie pan uspokoił... rozumiem... masaż...

"Ciekawe, że nawet udawanie pozorów przyzwoitości, sprawia mi wrażenie, że rzeczywiście nie jestem taka łatwa..."

W momencie, gdy dotarł do jej kształtnego tyłka, zadarł suknię jeszcze mocniej i aż westchnął.
- Pani Marto, cóż to za bielizna! Ależ ona jest oszałamiająca. Czy zechciałaby się pani okręcić dla mnie?

"A to gówniarz! Pewnie przez tę cienką koronkę widzi zarys mojej bruzdki... a gdy się okręcę, obejrzy sobie porządnie moje wdzięki... Fascynujące!"

- Panie Mariuszu, a w czym to okręcanie się ma przysłużyć się masażowi?

- Cóż, dotrę do miejsc, które są przede mną ukryte - odpowiedział z rozbrajającą szczerością, masując się dyskretnie przez spodnie.

- No nie wiem, panie Mariuszu...

- Pani Marto, proszę nic się nie bać... Jest pani taka seksowna!

Marta, wahając się, jednak okręciła się wokół swej osi, bardzo powoli, jak starożytna waza na wystawie w jakimś szczególnie ważnym muzeum.

- No nie wiem, panie Mariuszu, o jakichże to ukrytych miejscach pan myślał?

"Czyż to nie urocze, gdy taki intrygujący młodzian ma na myśli właśnie moją różyczkę?! Ciekawe, co sobie o niej myśli? Na co miałby ochotę??? Czy chciałby ją sobie obejrzeć? Czy może dotknąć?"

- Och pani Marto, cóż za widoki! Czy zechciałaby się pani delikatnie pochylić?

- No dobrze... chociaż nie wiem, w jakim celu...

"A oglądaj mnie sobie gówniarzu! Popatrz sobie na mój zadek... spory, acz duży? Miałbyś pewnie ochotę mnie klepnąć? Czyż nie?"

Gdy odwróciła się do niego tyłem, z wielkim skrępowaniem, aczkolwiek pewny, że nie patrzy, rozpiął rozporek i zaczął onanizować się, klęcząc przed sporym tyłkiem wypiętym w jego stronę. Ależ to był kuszący widok, tak klepnąć mocno, wejść w niego językiem, zanurzyć się w tych krągłościach.

"Gnojek onanizuje się! Pewnie chciałby, żeby jego rękę zastąpiła zupełnie inna materia..."

Mariusz zabawiał się, z coraz mniejszym skrępowaniem, zachęcony delikatnymi ruchami tyłka. W chwili zapomnienia jego ręka powędrowała na kształtny, dorodny pośladek, który zaczął masować i ugniatać. Po chwili do ręki dołączyły usta, które zanurzyły się między wielkie jędrne pośladki.

- Mariuszu... ach... co robisz... ach...

"Kurcze... przecież ja kompletnie nie mam siły mu się przeciwstawiać... ja po prostu tego chcę..."

Jego język poczynił sobie coraz śmielej między pośladkami, dłońmi zaciskając je sobie wokół twarzy, języczkiem odszukując dziurki. Bez opamiętania na przemian to ściskał jej tyłek, to masował się po buhaju. W pewnym momencie nawet ścisnął ją za pierś!

"No cieniusie mam te majteczki... ależ intensywnie czuję jego język...
Na co on sobie pozwala!"

- Panie Mariuszu... ach... czy nie zbyt śmiele pan sobie poczyna...?

- Pani Marto, cóż za tyłek! - odparł w odpowiedzi i klepnął mocno w jej pupę, idealnie dwoma palcami uderzając w muszelkę.

- Ojej! - krzyknęła, jednocześnie podskakując - panie Mariuszu... ależ...

W tym momencie pomyślała, że absolutnie nie chce młodzieńca stopować, a wprost przeciwnie, wiele by dała, by go zachęcić, jedynie chęć odgrywania nobliwej i cnotliwej damuli, powstrzymywała ją przed usilniejszym zachęcaniem. Dlatego dodała:

- Czy moja pupa służy do klepania?

- Pani Marto, myślę, że Pani pupa jest tak idealna, że znajdziemy więcej zastosowań - powiedział, gładząc ją i wsuwając język między pośladki. - Cóż za dupeczka! - myślał.

"Boże! Jakie to rozkoszne, gdy on mnie tak obmacuje... ale... przecież w takiej sytuacji, muszę udać oburzoną... byle tylko nie przestał się do mnie dobierać..."

- Ochhh... och... panie Mariuszu, budzi się w panu zdobywca... czy aby kobieta w takiej sytuacji, może się czuć przy panu bezpieczna?

- Och, Pani Marto, przy mnie jest Pani super bezpieczna! - wybełkotał, gdy jego język zaczynał buszować od jednej dziurki do drugiej. Ach, a gdyby tak obnażyć jej wielkie cycki!? Zmusić ją do klęknięcia? Ale jak?? - myślał.

- Ach... ach... jak to dobrze, że mnie pan uspokoił. A już się obawiałam, że jest pan jednym z tych niecnych lubieżników - podrywaczy nastających na cześć niewieścią...

"Boże... ja zwariuję... co on ze mną wyprawia..."

- Pani marto - powiedział, wsuwając palec w jej tylną dziurkę i powoli ją masując. - ja jestem z tych, którzy doceniają każdy skrawek kobiecego ciała!

Marta drżała. Cała drżała.

- Occhhhhh - wzdychała przeciągle - Panie Mariuszu... chyba przekracza pan cienką granicę... powinnam chyba panu na to nie pozwolić... co pan sobie o mnie pomyśli... gdy pozwalam...?"

-Pani Marto... - wyjęczał - W samych superlatywach! A teraz proszę, niech Pani pokaże ten cudowny biust! - powiedział, masturbując się. - Jezu, obleje ją zaraz całą, wraz z jej bimbałami i dupeczką!

Marta ekscytowała się sytuacją, była rozpalona do czerwoności.

- Panie Mariuszu... dama... obnażająca piersi... no wie pan...

Jednak cała jej osobowość krzyczała - Tak, to będzie doskonałe - ująć jego męskość... w cycki!

- Z dumą Pani Marto z dumą! - ostatniemu słowu towarzyszył mocny klaps prosto w wypiętą psiochę!

Zadrżała jeszcze mocniej.

"Co za rozbisurmaniony młodzieniaszek! Tu, na chórze kościelnym podwija mi kieckę, każe obnażyć cycki! I do tego klepie mnie w piczkę!"

- Auuaa! Panie Mariuszu! Co też pan robi...

- Pani Marto, proszę to uczynić. Klęknie Pani i pokaże swojemu organiście wdzięki? W tej pozie Pani nogi w tych butach będą obłędne! Że o biuście nie wspomnę ,ach...

Marta, oszołomiona biegiem wydarzeń, działała jak w transie.
Klęknęła przed młodym organistą.

"Boże! Co ja robię?! Zachowuję się jak jakaś puszczalska... ladacznica!"

Po czym bez słowa chwyciła za górę sukni i zsunęła ją w dół. Oczom młodzieńca ukazał się bujny biust, opięty obcisłym, koronkowym stanikiem.

- Pani Marto, ależ, po co ta koronka? - zapytał, stojąc nad nią z dorodnym gładkim buzdyganem w dłoni.

Kobieta chciała się obnażyć... bardzo chciała...

"Patrz gówniarzu... i podziwiaj..."

- Panie Mariuszu - wyszeptała - to dla pana.

Po czym zsunęła stanik z piersi.

- Och! - przełknął ślinę - Pani Marto! - nie mógł złożyć zdania na widok bimbałów śpiewaczki. Mimowolnie klęknął i otarł się o nie sterczącym fiutem.

- Umie Pani zadbać o mężczyznę, Pani Marto?

- Cóż... nie mam wielkiego doświadczenia... nawet nie wiem, o czym pan myśli...

- Jesteśmy w takiej pozycji, że... liczę na Pani inwencję! - powiedział, klepiąc ją wypiętą maczugą po piersi. nie wierzył w swoje szczęscie. Czy zaraz ta gorąca suczka zabawi się jego sprzętem!?

- Cóż za instrument! Panie organisto...

"Boże... co się ze mną dzieje... chcę go poczuć wszędzie... między piersiami... w ustach..."

Nieśmiało chwyciła za trzon i ulokowała go między swymi obfitymi półkulami.

- Och Pani Marto! - zaczął ocierać się o wielki biust, palcami dotykając czerwonych ust i wodząc po nich.

- Ochhh... och... - wzdychała - wspaniały ten pański puzon...

Obejmowała go piersiami i ściskała.

Może Pani ma na coś ochotę, Pan Marto? - zapytał.

- Cóż... panie Mariuszu... instrument wygląda mi na typowo ustny... czy nie będzie pan miał nic przeciwko...?

Historyczka

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 1770 słów i 9909 znaków, zaktualizowała 23 lut o 7:41.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto