W objęciach światła – rozdział 18

W objęciach światła – rozdział 18Hayley

Podwójna randka w pizzerii przyniosła wspomnienia z poprzedniego razu i chociaż próbowałam wyrzucić je z głowy, ciągle o tym myślałam. Czułam, że Nick był spięty i czułam od niego papierosy, ale nie zamierzałam zwracać mu uwagi. Wiedziałam, że to przeze mnie i że to go uspokaja, więc musiałam zacisnąć zęby i jakoś to przetrwać. Miałam nadzieję, że ból w końcu zniknie tak nagle jak się pojawił i wszystko wróci do normy, a palenie Nicka to tylko chwilowa niedogodność. Między nami było jakieś dziwne napięcie spowodowane brakiem zbliżeń. Nie drażniliśmy się ze sobą i nie flirtowaliśmy tak jak kiedyś, bo to prowadziło tylko do jednego, a nie chcieliśmy ryzykować, że zakończy się bólem i moim płaczem.
Nie widzieliśmy przez kilka następnych dni. Oboje pracowaliśmy, a kiedy Nick w końcu miał wolne, ja miałam rozgrzebane dwa zlecenia. Musiałam je dokończyć, ale nie wiedziałam, czy zdążę do wieczora, więc się nie umawialiśmy, chociaż bardzo chciałam. Tęskniłam za nim, za to za smrodem papierosów wcale, ale przecież to był Nick. Mój Nick. Nie zamierzałam pozwolić mojej chorobie zniszczyć tego, co między nami było.  
Uwinęłam się z pracą szybciej niż przypuszczałam. Nie gotowałam, bo Will miał przywieźć coś dobrego, wracając z pracy, więc mogłam wyczesać Milo i zabrać go do parku pobiegać. Później rozciągałam się na macie, czując, jak strzelają mi kręgi w kręgosłupie, ale od razu poczułam się lepiej. Po zjedzeniu obiadu z bratem postanowiłam, że zrobię Nickowi niespodziankę. Spakowałam swój niewielki plecak, namalowałam kreski na powiekach i wytuszowałam rzęsy, a potem założyłam jeansy z wysokim stanem i bluzkę z długim rękawem, odsłaniającą kawałek brzucha. Było chłodno, więc narzuciłam ramoneskę na ramiona i wyszłam.  
Po drodze do mieszkania Nicka wstąpiłam do sklepu, żeby kupić składniki na ciasto drożdżowe. On upiekł dla mnie jagodowe, więc też chciałam zrobić coś, co kojarzyło mu się z dzieciństwem. Miałam nadzieję, że się ucieszy. Gdy dotarłam na miejsce i zapukałam do drzwi, odpowiedziała mi cisza. Chyba nie było go w domu. Może wyszedł na zakupy. Miałam zapasowy klucz, który dał mi całkiem niedawno i trochę głupio było mi go użyć, ale przecież nie powinien się gniewać. Tym bardziej, że pewnie niedługo wróci. Weszłam do środka, odłożyłam plecak na kanapę, a ramoneskę powiesiłam na wieszaku, po czym zabrałam się za pieczenie.
Ciasto siedziało już w piecu i było prawie gotowe, a Nick nadal nie wrócił. Powoli zaczynałam się martwić. A może jego kolega nagle zachorował i nie mógł przyjść do pracy, więc poprosił Nicka, żeby go zastąpił? A może… spotkał się z Angeliką. Na samą myśl poczułam ukłucie zazdrości. Ufałam mojemu chłopakowi, ale jej ani trochę. Widziałam, jak na niego patrzyła. Piekarnik zapiszczał, oznajmiając, że czas, który ustawiłam, dobiegł końca, więc go wyłączyłam i wyjęłam blachę z ciastem. Pachniało wspaniale i miałam nadzieję, że tak samo smakowało. Spojrzałam na drzwi, spodziewając się, że lada chwila się otworzą i wejdzie Nick, ale nic takiego się nie stało. Wyjęłam telefon z kieszeni, gotowa do niego zadzwonić, jednak wpatrywałam się w ekran, nie wybierając numeru. Niespodzianka to niespodzianka. Może zaraz wróci. Odłożyłam komórkę na blat i nie mogąc się powstrzymać, odkroiłam malutki kawałek ciasta. Wyszło lepiej niż się spodziewałam. Oby tylko Nickowi smakowało.
Minuty mijały, jedna za drugą, dłużąc się niemiłosiernie. Ciasto zdążyło wystygnąć, więc je przykryłam. Nicka nadal nie było i naprawdę zaczynałam się martwić. Nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Co chwilę zerkałam na telefon, a kiedy w końcu się poddałam i wybrałam numer, usłyszałam chrzęst kluczy w zamku. Nick wszedł do środka, ubrany cały na czarno. Jego spojrzenie zatrzymało się na mnie i od razu zorientowałam się, że był pijany. Zmarszczył brwi, po czym się uśmiechnął.
— A cóż to za piękna dama na mnie czeka? — Zamknął głośno drzwi i podszedł do mnie, po czym chwycił moją rękę i szybko obrócił mną dookoła, jakbyśmy tańczyli. — Powinnaś być owinięta kokardą.
W mojej głowie to zdanie od razu połączyło się z nieprzyzwoitymi rzeczami. Może mogłabym kiedyś zrobić mu taką niespodziankę: czekać na niego zupełnie naga, owinięta wielką kokardą. Gdyby tylko endometrioza raczyła nie pokrzyżować ciągu dalszego...
— Nie pomyślałam. Może następnym razem. — Uśmiechnęłam się lekko, chociaż nadal byłam zmartwiona. Teraz nawet jeszcze bardziej, kiedy zobaczyłam, że pił. — Upiekłam ci ciasto.
— Naprawdę? Czym sobie na to zasłużyłem? — Mocno mnie pocałował.
Smakował alkoholem, ale chyba wolałam to niż papierosy.
— Skończyłam wcześniej pracę, więc chciałam ci zrobić niespodziankę.
— I zrobiłaś — mruknął, przesuwając ręce na moją talię.
— Gdzie byłeś? — zapytałam, dotykając palcami jego policzka. — Myślałam, że może wezwali cię do pracy, bo długo nie wracałeś.
— Byłem na basenie.
— Wypełnionym alkoholem?
— Zgadłaś — parsknął śmiechem. — Dokładnie tak. Pływałem w alkoholu. Gdybym wiedział, że przyjdziesz, to wróciłbym wcześniej.
— Miałam zadzwonić, ale… wtedy nie byłoby niespodzianki. Ukroić ci ciasta?
Nie chciałam go przepytywać jak jakaś zazdrosna, kontrolująca dziewczyna. Tym bardziej, że przypuszczałam, dlaczego poszedł pić. Odpowiedź była przecież prosta — przeze mnie. Papierosy plus alkohol oznaczały powrót dawnego Nicka, ale nie wiedziałam, czy byłam na to gotowa. Nie wiedziałam, czy byłam w stanie wyciągnąć go z jego ciemności, skoro moja ciągle deptała mi po piętach.
— Mhm. Chętnie je zjem. Z twojego nagiego ciała — wymruczał, dotykając delikatnie swoimi ustami moich.
Zrobiło mi się gorąco, a w mojej głowie od razu pojawił się obraz syropu klonowego i nagiej klaty Nicka.
— Ale… czy do tego nie nadawałoby coś bardziej płynnego?
— Obojętne. Byle byś była naga. — Pociągnął mnie nagle na łóżko, zmuszając, bym się położyła, a sam położył się obok. Przekrzywił głowę, spojrzał na mnie i powiedział cicho: — Ja już tak nie mogę, Hayley… Próbowałem być wyrozumiały, naprawdę, może to wszystko czyni mnie zboczonym dupkiem, ale… tak strasznie tęsknię za seksem z tobą. — Wyciągnął rękę i pogłaskał mnie po policzku.  
Zachciało mi się płakać. To brzmiało, jakbym to ja z jakiegoś powodu nie chciała się z nim kochać. A przecież chciałam. To endometrioza utrudniała mi życie. Chociaż teraz już nie tylko mnie. I wychodziło na to, że miałam rację.
— Ja też za tym tęsknię — wykrztusiłam w końcu.
— Czy jestem dupkiem, tak bardzo się tym przejmując? — zapytał cicho.
— Nie jesteś. Wiem, że dla ciebie seks jest ważny, nawet bardzo, dla mnie też, ale ja nie mam na to kompletnie żadnego wpływu. Przecież wiesz… — Głos prawie mi się załamał, ale nie chciałam się przed nim rozpłakać. Znowu. Nie chciałam znowu być tą biedną, chorą, ciągle płaczącą Hayley.
— Wiem. Nie chcę niczego na tobie wymuszać. Po prostu mówię… — Wypuścił cicho powietrze z ust. — Że bardzo mi tego brakuje.  
Znowu dotknęłam jego policzka, a potem przeczesałam palcami czarne włosy, które tak mi się podobały.
— I dlatego… jesteś pijany? — zapytałam niemal szeptem.
— Wypiłem tylko trochę. Przepraszam… wiem, że miałem już tego nie robić.
— W porządku… rozumiem. Musiałeś odreagować.
— Tak — potwierdził cicho. — Ale obiecałem ci, że już nie będę pił tak jak kiedyś… I nawet nie chcę. Nie będę się upijał do nieprzytomności. Będę wszystko pamiętał. Nie jesteś na mnie zła?
— Nie, nie jestem. Dlaczego miałabym być, skoro to przeze mnie?
— To nie przez ciebie. — Cicho wypuścił powietrze z ust. — Nie jestem zły na ciebie, kochanie. Jestem zły… na całokształt. — Przesunął rękę na moje biodra i przyciągnął mnie do siebie, delikatnie przytulając. — Jestem zły, bo chyba po raz pierwszy chcę uprawiać seks, bo kogoś kocham, a nie tylko dlatego, żeby się zaspokoić… — Z każdym słowem mówił coraz ciszej. — I z jakiegoś powodu zostało nam to odebrane. A przecież było tak dobrze…  
Naprawdę nie chciałam płakać, ale kiedy mówił takie rzeczy, aż bolało mnie serce. Wtuliłam się w niego, próbując powstrzymać łzy, pchające się do oczu.
— Wiem… Mam nadzieję, że to tylko chwilowe i niedługo wszystko wróci do normy.
Już nic nie odpowiedział, tylko zaczął mnie całować, a jego ręka delikatnie wsunęła się pod moją bluzkę.
— Możemy spróbować jeszcze raz? — zapytał cicho. — Proszę. Jeśli będzie cię bolało, natychmiast przestanę.
Strach przed bólem pojawił się na samo wspomnienie, ale nie chciałam, żeby nam przeszkodził, więc zepchnęłam go daleko w głąb umysłu.
— Jesteś pewny? — Spojrzałam mu w oczy.
Też chciałam spróbować, ale to on powiedział, żebyśmy przestali.
— Tak. A ty?
Nie odpowiedziałam, tylko popchnęłam go lekko, żeby położył się na plecach, a potem usiadłam na nim i zaczęłam całować. Szybko pozbyliśmy się ubrań i przeszliśmy do rzeczy. Widziałam po twarzy Nicka, że się bał i że był ostrożniejszy niż zazwyczaj. Ja też się bałam, ale nie zamierzałam pozwolić, żeby strach mnie rozpraszał albo, co gorsze, przejął nade mną kontrolę, więc skupiłam się na tym, co było tu i teraz. Na ustach Nicka i jego dłoniach, dotykających moje ciało. Na moich palcach w jego włosach. I na przyjemności, która tym razem nie zamieniła się w ból, uszczęśliwiając nas oboje.  
— Boli cię? — zapytał cicho Nick, na chwilę przestając się poruszać.
— Nie boli. Nie przerywaj.
Wyraźnie mu ulżyło i mocno mnie pocałował. Poruszał się we mnie jeszcze przez parę minut. Było tak cudownie jak dawniej i miałam wrażenie, że nasze problemy i zmartwienia zniknęły. Oby tylko nie wróciły, żeby zaatakować ze zdwojoną siłą.
Gdy już uspokoiliśmy oddech, szepnął:
— Kocham cię.
— Ja ciebie też — odpowiedziałam z uśmiechem.
— Teraz już możesz ukroić mi ciasta.
Zaśmiałam się, wstając z kanapy. Nie chciało mi się ubierać, a przynajmniej jeszcze nie, więc podeszłam nago do blatu i ukroiłam kawałek ciasta, które chwilę później podałam Nickowi na talerzyku.
— Proszę. Mam nadzieję, że mi się udało, bo robiłam takie pierwszy raz, ale jak będzie niedobre to powiedz.
— Nawet jak będzie niedobre, to chyba już nic nie zepsuje mi humoru — odparł z szerokim uśmiechem, którego tak dawno nie widziałam. Zjadł spory kęs i wykonał zapraszający gest w moją stronę. — Chodź tu.
Wdrapałam się na kanapę i usiadłam obok niego.
— I jak? — zapytałam, uważnie go obserwując. — Zjadłam malutki kawałek, ale nie wiem, czy tak powinno smakować.
— Smakuje idealnie. Dziękuję. — Pocałował mnie w czubek głowy. — Za wszystko.


Nicholas

Miałem już nie pić, ale okazało się, że samo palenie było niewystarczające, dlatego nic nikomu nie mówiąc poszedłem do baru. Zastanawiałem się, co by powiedziała Hayley, gdyby mnie teraz widziała. Już od dawna nie potrzebowałem alkoholu, ale nasza nowa sytuacja sprawiła, że dawne nawyki zaczynały wracać.
Tak bardzo brakowało mi seksu z nią — tego normalnego, bezbolesnego, bez wrażenia, że to ja sprawiałem jej ból. Przez to miałem wrażenie, że byłem dupkiem, przywiązując do tego aspektu tak wielką uwagę. Może to była spuścizna po związku z Kim, która beształa mnie za samo uczucie podniecenia. Dla niej seks nie był ważny. Religia go zabraniała, a więc zajmował niskie miejsce na liście priorytetów. W moim przypadku było odwrotnie. Zacząłem nawet szperać w Internecie i czytać jakieś bzdurne artykuły, byle tylko potwierdzić, że nie byłem ostatnim chamem i że przecież nie zależało mi tylko na seksie. Internet wszystko to potwierdził — pseudonaukowymi zdaniami o tym, że nauka dowiodła, że człowiek jest istotą seksualną i że aspekt seksualny towarzyszy nam od urodzenia aż do śmierci — ale i tak nie czułem się przekonany. Do cholery, nie chciałem przecież być Seanem. Ostatnie, czego chciałem, to zachować się jak tamten kretyn i wzbudzić w Hayley poczucie, że znowu źle wybrała i że historia się powtarzała. Nie było tak. Nie obwiniałem jej. Obwiniałem przeklętą chorobę, której nie rozumiałem. Nie rozumiałem, od czego to zależało, czemu raz było dobrze, a raz nie. I nie rozumiałem, dlaczego aż tak bardzo mi to przeszkadzało. Czy gdyby Hayley uległa jakiemuś wypadkowi, który sprawiłby, że nie moglibyśmy już uprawiać seksu — czy kochałbym ją mniej? Nie. Ale czy czułbym się podobnie? Czy wściekałbym się tak samo? Pewnie też nie. Gdyby stało się coś tragicznego, pogodziłbym się z tym. Więc dlaczego tutaj nie mogłem? Co było ze mną nie tak, do cholery?
Nie spodziewałem się, że akurat dzisiaj Hayley zrobi mi niespodziankę i w duchu przeklinałem samego siebie, że wróciłem pijany i zapewne obudziłem dawne wspomnienia, ale chyba nie miała mi tego za złe. Jej też przeszkadzała ta sytuacja. W pewnym momencie przestraszyłem się, że sądziła, że chciałem wymusić na niej seks. Przecież nie o to mi chodziło. Byłem tylko zdesperowany. Bałem się jej dotknąć, bo przecież sam powiedziałem, że nie powinniśmy próbować, ale jeśli tego nie zrobimy, to skąd będziemy wiedzieli, czy może nie będzie lepiej? Alkohol stłamsił nieco moje wewnętrzne bariery, choć i tak byłem przekonany, że Hayley zaraz znowu zacznie płakać z bólu, a ja będę nienawidził siebie jeszcze bardziej… ale nic takiego się nie stało. Nie bolało jej. Było tak jak kiedyś. Po raz kolejny nie rozumiałem dlaczego, ale z radości serce mało nie wyrwało mi się z piersi. Wróciło to, co tak kochałem.
Ale na jak długo?
***
Ten ostatni raz chyba przekonał nas oboje, by jednak nie stronić od seksu i próbować — następnym razem już baliśmy się mniej. Wrócił ukradkowy dotyk i pożądanie. Owszem, przez myśl przemknęła mi obawa, że nasze szczęście już się skończyło, ale nic na to nie wskazywało. Hayley mówiła, że jej nie bolało i na pewno tak było, bo nadal bacznie ją obserwowałem, ale nie widziałem na jej twarzy śladu bólu. Powoli znów zaczynałem być szczęśliwy. Było dobrze, lepiej niż dobrze. Zacząłem wierzyć, że tak już zostanie… aż nagle wrócił nasz koszmar. Być może zrobiłem się zbyt nieostrożny, przestałem się hamować. Nie wiedziałem, od czego to zależało, ale gdy następnym razem mieliśmy mieszkanie tylko dla siebie — Will był u Emmy — i szybko zrzucaliśmy z siebie ubrania, rzucając się na łóżko, nie doczekaliśmy się finału. Ledwo zdążyliśmy zacząć, a ja już wiedziałem, że endometrioza postanowiła się przypomnieć. Przez twarz Hayley przebiegł grymas bólu, który był bolesnym rozczarowaniem i sprowadzeniem na ziemię. Znowu. Wszystko zaczynało się od nowa — i znowu miałem ochotę pieprznąć się w łeb za to, że w ogóle miałem nadzieję, że ból już nie wróci.
Nie wiedziałem, co powiedzieć, ale nawet nie miałem szansy niczego zrobić, bo Hayley szybko chwyciła swoje ubrania i pobiegła do łazienki, zatrzaskując drzwi. Nie wiedziałem, czy płakała, bo nic nie słyszałem — może przez to, że grzmotnąłem pięścią w łóżko, czując wzbierającą wściekłość i rozżalenie. Tak miało teraz wyglądać nasze życie? Brak seksu albo jeszcze gorzej — jeden udany seks, a następny już nie? Hayley uciekająca do łazienki, palące rozczarowanie, poczucie bezradności?
Siedziałem tak przez chwilę, próbując się uspokoić. W końcu ubrałem się i podszedłem do drzwi łazienki. Zapukałem, ale Hayley nie odpowiedziała ani nie otworzyła drzwi. Otworzyłem usta, ale nie wiedziałem, co powiedzieć. Że nic się nie stało? Stało i oboje o tym wiedzieliśmy.  
Po chwili uznałem, że lepiej będzie milczeć, skoro i tak nie wiedziałem, co jej powiedzieć. Ona chyba też nie chciała mnie w tej chwili oglądać. Poszedłem więc na balkon, mijając po drodze Milo, śpiącego na kanapie w salonie. Wieczór był chłodny, ale nie chciało mi się ubierać. Zimno nieco wystudziło moją wściekłość, ale nie pomogło przegnać tego okropnego uczucia beznadziejności. Nie wiedziałem, co robić, jak poprawić sytuację. Chyba się nie dało i to dobijało mnie jeszcze bardziej.
Kątem oka zauważyłem, że Hayley w końcu wyszła z łazienki i szła w stronę mojego dawnego pokoju, więc wróciłem do środka. Poszedłem za nią i zapaliłem lampę, bo zaczynało się już robić ciemno. Spojrzałem na Hayley, która usiadła na łóżku. Owijała się kocem i miała nieprzeniknioną minę.
— Wszystko dobrze? — zapytałem, choć miałem świadomość, jak bardzo idiotyczne było to pytanie.
— Nie. Nic nie jest dobrze.
— Wiem. — Usiadłem obok niej. — Idiotyczne pytanie. Przepraszam.
— Nie przepraszaj — westchnęła i oparła głowę o moje ramię. Przez chwilę milczała, a potem zapytała cicho: — Mogę zadać ci niestandardowe pytanie?
— Pewnie.
— Gdybyś mógł… Gdybyś miał szansę, żeby mieć swoje, biologiczne dziecko… wykorzystałbyś ją?
Zatkało mnie. Nie spodziewałem się… czegoś takiego. Skąd to pytanie? Przecież nie mogłem mieć dzieci. Milczałem przez dłuższą chwilę, starając się znaleźć jak najszczerszą odpowiedź.
— Nie wiem. To… zależy od wielu czynników. Ale myślę, że tak. — Nie wiedziałem czemu, ale miałem wrażenie, że atmosfera zgęstniała, gdy to powiedziałem. — Kiedy dowiedziałem się, że jestem bezpłodny, nie myślałem aż tyle o dzieciach, ale byłem jeszcze młody i głupi, nie miałem nawet dwudziestu lat… Byłem przekonany, że to w ogóle nie wpłynie na moje życie, że i tak nie będę chciał mieć dzieci. Myliłem się. — Uciekłem wzrokiem w bok, bo miałem wrażenie, że odsłaniałem się jak jeszcze nigdy w swoim życiu. — Bo myśl, że nigdy nie zobaczysz, jak wyglądałoby twoje biologiczne dziecko… cholernie boli. Więc… odpowiadając na twoje pytanie — tak. Wykorzystałbym taką szansę. — Przeniosłem wzrok na Hayley. — Dlaczego pytasz?
Nie patrzyła na mnie, tylko gdzieś przed siebie. Milczała przez dłuższą chwilę, aż w końcu westchnęła.
— Bo… być może ja mam taką szansę… jedyną, ostatnią… jeśli torbiele nie znikną i trzeba będzie operować, nie wiadomo w jakim stanie będą jajniki, więc lekarz kazał mi się zastanowić, czy chcę… — urwała, ale nadal na mnie nie spojrzała.
Potrzebowałem chwili, by przetworzyć to, co do mnie mówiła, a gdy w końcu to do mnie dotarło, mój żołądek stał się nagle dużo cięższy. Wróciło to, co jeszcze niedawno spędzało mi sen z powiek — temat dzieci. Tego, czy Hayley na pewno chciała ze mną być. Czy godziła się na przyszłość tylko we dwójkę. Skoro pytała, czy wykorzystałbym taką szansę… Czy ona właśnie mówiła mi, że chciała odejść? I spróbować z kimś, kto mógł mieć dzieci?
Fala bólu przecięła mi brzuch i klatkę piersiową. Wziąłem głęboki oddech.
— Co to znaczy? Co chcesz mi powiedzieć?
— Ja… nie wiem. Nie wiem, co mam o tym myśleć. Ponoć ciąża pomaga w jakiś sposób na endometriozę, jakoś ją wycisza, ale z drugiej strony endometrioza utrudnia zajście i powoduje poronienia, a ja nie jestem gotowa ani na jedno ani na drugie. Dowiedziałam się jeszcze zanim się wyprowadziłeś, ale nikomu o tym nie mówiłam, bo… bo po co? Mieszkam z bratem, mamy długi i wtedy byłam sama, ale teraz… jesteśmy razem i chciałam, żebyś wiedział. Nie zamierzam szukać faceta, który będzie chciał mieć ze mną dziecko ani nie zamierzam wybierać anonimowego dawcy z banku spermy. Nie zamierzam robić niczego w tym kierunku, bo nie wiem nawet, czy w ogóle chcę… — W końcu na mnie spojrzała przestraszona, jakby bała się mojej reakcji.
Odsunąłem się od niej, bo miałem wrażenie, że się przesłyszałem.
— Wiesz o tym od tylu miesięcy? I nikomu nie powiedziałaś, “bo po co”? — wycedziłem. — Nie powiedziałaś nawet mi? Nie jesteśmy razem od wczoraj! Miałaś cholernie dużo czasu, żeby to zrobić, ale po raz kolejny wolałaś zataić jedną z najważniejszych informacji! — Idiota. Pieprzony idiota. Uwierzyłem, że nie powtórzy się sytuacja z zatajeniem naszego pierwszego seksu, a ona… zrobiła to kolejny raz. Wstałem gwałtownie i zacząłem chodzić po pokoju. “Chciałam, żebyś wiedział”... akurat. Powiedziała to dopiero, gdy zrobiło się źle. Byliśmy razem od tygodni i cały ten czas milczała. — Naprawdę aż tak mało dla ciebie znaczę? Znowu wolałaś zamieść problem pod dywan, zamiast o nim porozmawiać?! Zaufałem ci! Zaufałem, że nie okłamiesz mnie po raz kolejny!
— Nie wiedziałam, jak ci to powiedzieć — jęknęła ze łzami w oczach. — To nie takie proste, jak ci się wydaje. Nie byłam w stanie nawet o tym myśleć, a co dopiero komuś powiedzieć… A między nami było tak dobrze i nie chciałam tego psuć… Chciałam być z tobą, bo cię kocham i tak bardzo mi na tobie zależy, że wolałam to niż wałkowanie tematu ciąży, która pewnie nigdy nie będzie mieć miejsca.  
— Czyli postanowiłaś powiedzieć dopiero, jak samo się popsuło. Świetny rozwój sytuacji — warknąłem.
— Mogłam nie mówić wcale. Mogli mi wszystko wyciąć już za pierwszym razem i byłby spokój. Nie musiałabym się zastanawiać i analizować miliona opcji. Po co mam się tak męczyć, skoro mam wszystko, czego chciałam?  
— Ale nie wycięli. A ty mogłaś powiedzieć mi od razu. Mam dość tego, że zatajasz przede mną najważniejsze informacje i mówisz dopiero wtedy, kiedy ci się podoba albo kiedy nie możesz dłużej ich ukrywać! — Usiłowałem oddychać spokojnie, ale jak miałem to robić, skoro właśnie sypał się cały nasz związek? Bolało mnie serce. Nie miała wszystkiego, czego chciała. Gdyby tak było, nie zadawałaby mi pytania, czy wykorzystałbym taką szansę. Nie analizowałaby, co ma zrobić. Nie wściekłaby się tak drugiego dnia wesela, gdy padło pytanie o dzieci. Chciała ich. Sama sobie przeczyła, ale widać było, że pragnęła je mieć — swoje, a nie czyjeś. Ale nie mogła ich mieć ze mną. Skoro zapytała, co ja bym zrobił, najwyraźniej sama się zastanawiała, czy ode mnie odejść. Poczułem pieczenie w kącikach oczu.  
Miałem rację — od początku. Byłem zepsuty, a ona, choć bardzo chciała to zignorować, nie mogła. Bo może i mnie kochała, ale to nie wystarczało. Chciała więcej, a ja nie mogłem jej tego dać. Jeśli miała ostatnią szansę, by zajść w ciążę, powinna ją wykorzystać. Nawet jeśli to oznaczało, że ode mnie odejdzie, łamiąc mi przy tym serce.  
— Skoro to twoja ostatnia szansa, powinnaś ją wykorzystać — powiedziałem, odwracając się do niej plecami, by nie widziała moich wilgotnych oczu.
— Powiedziałam, że być może ostatnia. Nikt nie wie na pewno, nawet lekarz. I czemu powinnam to wykorzystać? Bo ty tak mówisz? Bo matka Patricii mówi, że już czas i dziecko to dar od Boga? A jeśli ja nie chcę? — Poczułem, że dotknęła moich pleców.
Odwróciłem się w jej stronę, odsuwając ją delikatnie.
— A nie chcesz? Spójrz mi w oczy i z ręką na sercu powiedz, że nie — powiedziałem zbolałym tonem.
— Ja… — zaczęła, patrząc mi prosto w oczy. — Nie wiem — jęknęła i pierwsza łza spłynęła jej po policzku, a zaraz po niej kolejne.
Nadal miałem wilgotne oczy i już nawet nie próbowałem tego ukrywać. Bolało mnie całe ciało. Ziścił się mój koszmar, który tyle razy od siebie odpychałem. Mówiła, że nie wie, ale to tylko potwierdzało, że pragnęła dzieci, a pytając mnie, co bym zrobił, prosiła o to, bym ją uwolnił — i właśnie to zamierzałem zrobić. Ona miała szansę, której ja nie miałem. Powinna ją wykorzystać, nawet z kimś, kto nie będzie mną. Uśmiechnąłem się delikatnie drżącymi wargami, choć serce miałem rozdarte na pół. Ująłem jej twarz w swoje dłonie, by pocałować ją ostatni raz.
— Nie będę stał ci na przeszkodzie, Hayley. Będziesz wspaniałą mamą.
— Nie… Nick, nie — wykrztusiła, płacząc. — Nie zgadzam się… nie każ mi tego robić bez ciebie… nie chcę…
— Ze mną nie masz takiej szansy. — W końcu i po moim policzku spłynęła łza, ale dalej się uśmiechałem. Musiałem. Musiałem być silniejszy, bo wiedziałem, że robiłem dobrze. — I nie zgadzam się na to, byś przeze mnie zmarnowała swoją szansę. Kocham cię, i jeśli pozwolenie ci odejść sprawi, że będziesz miała to, czego pragniesz, to jestem w stanie to zrobić.  
— Nie, nie mów tak. Ja nie chcę odchodzić… Już mam wszystko, czego chcę. — Otarła palcami moje łzy i mnie pocałowała. — Nigdzie się nie wybieram…
— Oboje dobrze wiemy, że to nieprawda. — Coraz trudniej było mi ją odpychać, ale musiałem to zrobić. Wiedziałem, że ona nie odpuści. — Mam nadzieję, że wszystko ci się uda. Że znajdziesz kogoś, z kim… — urwałem, bo samo wyobrażenie o niej z innym facetem bolało tak, że nie mogłem oddychać. — I obiecaj mi, że wykorzystasz tę szansę, bo jeśli nie, to przez resztę życia będziesz się czuła jak ja. I będziesz tego żałować. Zwłaszcza, jeśli zostaniesz ze mną.
— Przestań. Przestań mówić takie rzeczy. Niczego nie będę ci obiecywać. Chcę być z tobą… — Objęła mnie rękami wokół szyi i przycisnęła swój mokry policzek do mojego. — Jesteś moim światłem, bez ciebie nie dam rady… — załkała.
Musiałem stąd wyjść. Ona nie chciała się poddać. Wiedziałem, że nie odpuści, bo nie widziała, że przecież robiłem to dla niej. Jeszcze nie wiedziała, jak żyło się z poczuciem, że nigdy nie spojrzysz na swoje dziecko i nie zobaczysz w nim siebie. Nie chciałem, by musiała się o tym przekonywać. Kochałem ją na tyle, by ją uwolnić.
— Dasz sobie radę — powiedziałem stanowczo, sięgając po jej ręce i odklejając je od mojego ciała. — Masz Willa. I życzę ci, żebyś znalazła ogarniętego faceta, takiego, który cię pokocha i da ci dzieci. Takie, które będą potem biegały z różowymi włosami na głowie. — Zrobiłem krok do tyłu. — Muszę już iść.
— Will nie jest tobą. Nikt nie jest tobą — zaszlochała, wyciągając do mnie ręce, ale się odsunąłem. — Proszę, Nick… Nie zostawiaj mnie…
— Muszę już iść — powtórzyłem zdławionym głosem, szybko biorąc komórkę z komody. Zanim zdążyłem się rozmyślić i wziąć Hayley z powrotem w ramiona, odwróciłem się i niemalże pobiegłem do drzwi wejściowych. Po chwili głośno nimi trzasnąłem, ponownie czując wilgoć na policzkach.  
Zostawiłem w środku miłość mojego życia.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użyła 4990 słów i 27551 znaków.

3 komentarze

 
  • aile

    Och... :sad: Myślę, że nie możemy dziwić się Nickowi. Zazwyczaj, gdy kogoś kochamy, chcemy szczęścia tej osoby, a tego właśnie chciał bohater. Nie powinniśmy oceniać jego zachowania, czuł, że Hayley nie byłaby szczęśliwa będąc z nim w związku, dlatego właśnie to postanowił zrobić (nie zwracając uwagi na to, że dziewczyna twierdziła inaczej), jednak na myśl nasunęło mi się, że postąpił samolubnie. To dość smutny rozdział.

  • candy

    @aile Mogłabyś rozwinąć myśl? :) czemu postąpił samolubnie?

  • aile

    @candy nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Nickiem nie kierowała tylko chęć uszczęśliwienia Hayley (sądzę, że w jakimś stopniu tak próbował to sobie wytłumaczyć). Może kierował nim strach, iż dziewczyna, gdyby wciąż tworzyli związek, w jakiś sposób mogłaby obwiniać go za brak potomstwa (nawet jeśli robiłaby to nieświadomie)? Dlatego w tej sytuacji postąpiłby samolubnie - chcąc sobie tego oszczędzić. Hayley prosiła go, by został, lecz tego nie zrobił.

  • candy

    @aile coś w tym jest, bardziej niż chęć uszczęśliwienia to po prostu chęć oszczędzenia bólu, ale nie tylko sobie, jej też, bo gdyby faktycznie zaczęła go obwiniać, to ich związek ponownie przechodziłby kryzys i raczej by się z tego nie podnieśli

  • Wer...

    Aż mi łzy poleciały mimo wszystko trzymam za nich kciuki zawsze może stać się cud że  Nicholas będzie tatusiem i razem z Hayley stworzą wspaniałą rodzinę bo to nie może tak się skończyć osoby które są dla siebie przeznaczone zawsze się że sobą zejdą i z tą dwójką będzie tak samo ❤️

  • candy

    @Wer... my też płakałyśmy, jak to pisałyśmy :sad: zwłaszcza że powoli zbliżamy się do końca...

  • Wer...

    @candy Oo nie już koniec 😩 to jest piękna historia ❤️

  • candy

    @Wer... jeszcze troszkę, ale niestety tak :sad: choć ciężko nam się z tym pogodzić, mega się przywiązałyśmy do Nicka i Hayley i chyba będziemy przeżywać żałobę, tak jakby byli prawdziwi...

  • Wer...

    @candy Niestety wszyscy odczujemy brak ich historii 😢 Ale jeśli ich drogi się zejdą to myślę że zakończenie też będzie wielkim happy endem ❤️

  • Gazda

    Już nic z tego nie rozumiem, ale poczekam co będzie dalej :bravo:

  • candy

    @Gazda my też już nie rozumiemy  :rotfl: