Mowa Wilków - Rozdział 7

Mowa Wilków - Rozdział 7Zapach lasu łagodził mój smutek. Po pogrzebie była wykończona. Płakałam bez przerwy. Teraz idąc spokojnie myślałam nad moim życiem. Nie chciałam wracac do Seattle. W dodatku działy się tu dziwne rzeczy. Miałam ochotę uciec z tego miescja. I nagle poczułam zapach pięknych męskich perfum. Wdychałam głęboko zapach próbując określic gdzie się znajduję. Przyśpieszyłam kroku jednocześnie starając się zachowywac cicho. W końcu usłyszałam męski głos. Oparłam się o grube pień drzewa i spojrzałam za niego. To co zobaczyłam sprawiło, że zmarłam. Chłopak o zielonych oczach, którego imienia nie znam do tej pory głaskał czarnego wilka. Przestraszyłam się widząc, że to wilk z moich snów. Wilk, który mnie ugryzł. Wilk, który mógł mnie zabic. I wtedy usłyszałam ciche warknięcie.
- Co się dzieję ? - Zapytał szeptem chłopak i spojrzał mi prosto w oczy. Nim zdążyłam zareagowac zerwał się z miejsca i zaczął uciekac tak szybko, że sekunde później już go nie widziałam. Wilk został w swoim miejscu wpatrując we mnie swoje żółte oczy tak przerażające, że przechodził mnie dreszcz. Zaczęłam się cofac do tyłu. Mój koszmar stał się rzeczywistością. Ciągle cofając się do tyłu uderzyłam w pień drzewa i usłyszałam jak się łamię. Pisnęłam, gdy drzewo hukło z całej siły o ziemie. Wtedy usłyszałam wycie, a wilk pobiegł jeszcze szybciej niż chłopak. A ja stałam tak nieruchomo. Nie miałam siły uciekac. Widziałam tylko to groźne spojrzenie wilka. Jego kły. Jego...

                              ***
Czułam ciepło. Zdawało mi się, że się przemieszczam. Z trudem próbowałam otworzyc oczy. Otworzyłam oczy i drgnęłam, gdy zobaczyłam, że ktoś mnie niesie na rękach. Podniosłam głowę i zobaczyłam jakiegoś obcego mężczyzne o mocno zarysowanej szczęce. Był bez koszulki, a od jego ciała biło ciepło.
- Kim jesteś ? - Zapytałam ochrypłym głosem i zaczęłam kaszelec. Było mi tak cholernie zimno, a jego ciało był jedynym źródłem ciepła. Wszędzie wokoło było ciemno. Byłam przerażona. Kim on jest i gdzie mnie niesie ? Co chcę zobic ?  
- Policjantem. - Rzekł krótko niskim głosem.
- C-co się stało ?  
- Zemdlałaś w lesie. Znalazł cię leśniczy. Twoja rodzina już czeka. Co ty robiłaś sama w lesie tak daleko od domu ? - Zapytał ostrym tonem, a ja próbowałam sobie przypomniec co się wydarzyło. Jakim cudem zemdlałam ? Po kolei zaczęło mi się przypominac co się wydarzyło. Czy powinnam powiedziec o wilku ? Wtedy jednego uchroniłam, ale tego za bardzo się bałam. Zdecydowanie powinnam powiedziec co się zdarzyło naprawdę.  
- Spacerowałam. Widziałam tam wilka. - Powiedziałam po dłuższym czasie.  
- Wilka ? - Policjant na chwilę przystanął. Zobaczyłam w oddali światło. To chyba były lampy. - No dobrze opowiesz wszystko kiedy odpoczniesz. Twoje ciało jest wyziębione. Zbliżaliśmy się do ulicy pełnej lamp, a ja usłyszałam znajomy głos.
- Agnes ?! Agnes na litośc boską. - Obok mnie znalazła się Dalia, która mnie przytuliła. - Panie policjancie czy wszystko będzie z nią w porządku ? - Dalia miała bardzo zatroskany ton głosu.
- To musi stwierdzic lekarz. Jak na razie... - Więcej już nie słyszałam. Miałam wrażenie jakby lampy zgasły. Znalazłam się w ciemności. Już nie było mi zimno. Poczułam błogi spokój. Ostatnie co usłyszałam to moje imię, a potem nastała całkowita cisza...

lisxd15

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda, użyła 670 słów i 3472 znaków.

1 komentarz

 
  • Karou

    pisz dalej :)