Mowa Wilków - Rozdział 5

Mowa Wilków - Rozdział 5Rozdział 5
Kolejny dzień w szkole nie zapowiadał się obiecująco. Szczerze to sama nie wiem jak go przetrwam. Minęła raptem pierwsza lekcja, a ja już chciałam do domu. Nikt się do mnie nie odzywał z wyjątkiem rzecz jasna nauczycieli. Idąc korytarzem w stronę sali, w której powinnam mieć historię wpadłam na mojego kuzyna. Aż ciężko było mi w to uwierzyć, bo nie widzieliśmy się przez 6 lat. Na początek go nie rozpoznałam, ale gdy tylko podszedł i zrobił ten charakterystyczny uśmiech nie mogłam go pomylić z nikim innym.
- Agnes ! jak dawno się nie widzieliśmy. - Przytulił mnie na środku korytarza na co kompletnie nie byłam gotowa. Uczniowie przemierzający korytarz patrzeli na nas ze zdziwieniem.  
- Ee cześć Peter. Faktycznie sporo minęło.- Mruknęłam. Nieswojo czułam się w jego towarzystwie. Kiedyś co prawda byliśmy bardzo blisko, ale to były dawne czasy. Teraz nie byliśmy już dziećmi i było wyczuwalne pomiędzy nami małe napięcie.
- Jej jak wyładniałaś przez te lata. - Powiedział z uśmiechem.
- Jak zwykle najlepszy w komplementach.- Powiedziałam niechętnie.
- A ty jak zwykle najlepsza w sarkazmach.- Puścił mi oczko. Trochę dziwne, że wcześniej na niego nie trafiłam, ale biorąc pod uwagę to, że szkoła jest taka wielka to chyba nie powinnam być tym zaskoczona. - Idziesz na dzisiejszy mecz ?- Im dłużej na niego patrzałam tym bardziej byłam przekonana, że Peter wiele się nie zmienił. Ciemne brązowe włosy, które ciągle poprawiał. Cwaniakowy sposób chodzenia i mówienia. I te charakterystyczne słodkie dołeczki w policzkach, do których zdecydowanie miałam słabość.  
- Jaki mecz ? - Spytałam obojętnie. Dobrze wiedział, że nigdy się nie interesowałam sportem i to się nie zmieniło.  
- Dzisiaj gra nasza drużyna koszykarska z gepardami. Nic nie wiedziałaś ? - Zmarszczył czoło. No tak. Jak mogłam nie wiedzieć...
- Chodzę do tej szkoły od tygodnia. Skąd mam wiedzieć kiedy jest sezon ? - Zirytowana popatrzałam jak znowu poprawia sobie grzywkę.  
- Cześć misiu. - W naszą stronę przybiegła jakaś tleniona blondynka z tapetą na twarzy i dała Peterowi buziaka w policzek. Peter objął ją w talii.
- Yy Agnes to jest...
- Nieważne. - Przerwałam mu i odeszłam szybko zanim zacznie mi przedstawiać swoje dziewczyny. Szłam myśląc o tym czemu właśnie takie dziewczyny mają powodzenie u chłopaków. Zamyślona nawet nie zauważyłam, że na kogoś weszłam.
- Przepraszam. - Burknęłam cicho i spojrzałam w górę na wysokiego chłopaka. Przede mną stał chłopak o zielonych oczach. To były te oczy, które mnie zahipnotyzowały po rozwaleniu kosza. A więc to on.Chłopak zdawał się być zdenerwowany.
- Patrz jak chodzisz ! - Krzyknął i popchnął mnie lekko, żebym się posunęła. Odszedł zanim zdążyłam się zatracić w jego oczach...
                              ***
Wracając do domu musiałam przejść przez park. Bardzo lubiłam tędy chodzić. Był tu wyłożony śliczny chodnik z kamienia, pełno drewnianych ławek i oczywiście ogromna fontanna. Szłam wolno myśląc o wilku, z którym nie dawno biegłam. To było takie piękne. Poczułam z nim pewnego rodzaju więź. Chociaż wiem, że to głupio brzmi.
- Ej mała ! - Odwróciłam automatycznie głowę, żeby sprawdzić kto to woła. Nie daleko za mną szło kilku dorosłych mężczyzn z flaszkami. Byli pijani. Przyspieszyłam kroku.
- Mała gdzie się tak spieszysz ! Spokojnie ! Poczekaj na nas ! - Przyspieszyłam jeszcze bardziej, mimo że oni i tak raczej nie mieli szans na dogonienie mnie. I wtedy jeden z nich zaczął biec. Zaczęłam szybko ociekać przerażona. Bałam się, że mi coś zrobią. I wtedy mnie złapał. Objął w pasie i przysunął z całej siły do drzewa. Przestraszona miałam zacząć krzyczeć, gdy zatkał mi usta dłonią.
- Cichutko. - Powiedział, a mi się zrobiło niedobrze. Nagle usłyszałam ciche warknięcie. Niemożliwe. Było tak ciche, że aż nie byłam pewna czy słyszałam je naprawdę. Słyszałam ciche kroki jakby ktoś się czaił. I nagle upadłam z impetem na ziemię. Podniosłam głowę i zobaczyłam wilka, z którym ostatnio biegałam. Skoczył na mężczyznę, który mnie objął. Pod głową mężczyzny sączyła się kałuża krwi. Czułam jej silny zapach. Widocznie kiedy wilk na niego skoczył on uderzył głową o drzewo. Na widok takiej ilości krwi zrobiło mi się słabo. Już nic nie rozumiałam. Skąd ten wilk się wziął w parku ? I czemu znowu mnie uratował ? Reszta pijaków na widok wilka zaczęła uciekać, a ja nie mogłam się ruszyć, ale musiałam uciec. Musiałam uciec od tego zapachu krwi. On mi sprawiał ból. Przypominał mi ten sen. Podniosłam się z ziemi cała obolała. Uderzyłam o nią tak mocno, że pewnie będę cała posiniaczona. Wilk kiedy wstałam uciekł z powrotem do lasu. Chyba chciał, żebym pobiegła razem z nim, ale ja nie mogłam. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu. To co tu się dzieję mnie przeraża. Chcę zapomnieć o ostatnich tygodniach. Chcę wrócić do Phoenix. Chcę znowu mieć przy sobie tatę...

lisxd15

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda, użyła 954 słów i 5136 znaków.

3 komentarze

 
  • Karou

    to jest genialne :D

  • lisxd15

    Dziękuje :) Dobrze postaram się dodac jutro ;]

  • Nata;*

    Kolejna proszę, nie wytrzymamy tak długo. Jest genialne, mogłabym czytać Twoje opowiadania cały czas, tylko napisz szybciej;)proszę, miłego pisania, pozdrawiam , hej;):):)