Zbudujmy razem coś nowego cz. 5

ROZDZIAŁ V

- Przepraszam najmocniej - nie podnosząc głowy powiedziała Lena. Chciała jak najszybciej wyminąć tego człowieka i odejść.  
- Nie trzeba. Zrobiłem to celowo - gdy usłyszała ten głos, podniosła wzrok. - Chciałem z Tobą... znaczy się z panią chwilę porozmawiać.  
- Żeby znowu udzielać mi rad dotyczących wychowywania dziecka? - z sarkazmem zauważyła kobieta.  
- Własnie nie. Możemy porozmawiać w innym miejscu niż korytarz? - widać, że zakłopotało go, kiedy wspomniała na temat jego ostatniej uwagi.
- Dobrze. Może w takim razie wyjdziemy na taras? - zaproponowała.  
- Chodźmy.
W drodze Lena zastanawiała się, o co może chodzić mężczyźnie. Obawiała się, że ta rozmowa może zakończyć się kolejną kłótnią z której nie wyniknie nic konstruktywnego. Zerknęła kątem oka na mężczyznę i stwierdziła, że bardzo pasuje mu ciemnogranatowa koszula. Podkreślała jego oczy. Mateusz przepuścił Lenę w drzwiach. Ta jej czerwona sukienka rozpraszała go. Kobieta wyglądała w niej obłędnie. Jednak najbardziej działały na niego jej włosy. Ich zapach roznosił się, otaczał ją jak jakaś magiczna aura. Idąc za nią, zastanawiał się czy widział kiedyś tak piękne. Sięgały do pasa. Ich czerń lśniła, podkreślała jej egzotyczną urodę. Ta kobieta nie dawała mu spokoju. Myślał o niej. I to go irytowało. Dlatego tak na nią reagował, był opryskliwy, arogancki.  
- A więc? Co mi ma pan do powiedzenia? - pewnym siebie głosem odezwała się Lena. Była zła, czuła się upokorzona.  
- Chciałem przeprosić...  
- To chciał pan czy pan to robi? Bo to dwie różne sprawy.  
- Eh... Dobrze. Przepraszam. Zarówno za moje zachowanie w trakcie tańca, jak i za komentarz dotyczący pani syna - powiedzenie mu tego wszystkiego ewidentnie sprawiało mu trudność. - Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Mogę powiedzieć jedynie, że kierowały mną pozory. A te bywają zgubne. Nie wiem jaka jesteś jako kobieta ani matka. Nie powinienem więc pozwalać sobie na jakiekolwiek komentarze. Jeszcze raz przepraszam.  
- Widzę, że mówisz szczerze. Przyjmuję przeprosiny. Co jednak nie oznacza, że tak łatwo zapomnę.  
- Wiem, postaram się zatrzeć złe wrażenie o sobie - spojrzał na kobietę. Ta oparła się o barierkę i przyglądała oświetlonemu ogrodowi. Na jej twarzy odbijało się światło i uwydatniało oraz ukrywało pewne detale skóry.  
- Czasami bardzo trudno jest radzić sobie w świecie, gdzie każdy Cię ocenia. Gdzie wyrabia sobie o Tobie opinię na podstawie skrawków informacji - mówiła jakby do siebie. Mateusz jednak bardzo dokładnie jej słuchał i skupiał się na jej słowach. Czuł gorycz wypływającą z tych słów. Czuł, że mimo iż nie mówi tego otwarcie, to jednak te słowa dotyczą jej.
- Rozumiem dlaczego Cię... znaczy panią tak bardzo zabolało moje zachowanie.  
- Proszę mówić do mnie po imieniu. Lena - wyciągnęła dłoń w kierunku mężczyzny z delikatnym, trochę smutnym uśmiechem.  
- Mateusz. Miło mi. Teraz jeszcze bardziej moje zachowanie wywołuje u mnie wyrzuty.  
- Proszę przestać. Prawie każdy tak reaguje. Może tylko troszkę delikatniej okazuje swoje zdanie - zaśmiała się Lena.  
- Tym bardziej jestem zaskoczony, że nie oberwałem w twarz.  
- Z czasem człowiek się przyzwyczaja. Potrafi się opanować w takiej sytuacji. Dla mnie rekompensatą jest widok mojego syna. Kiedy uśmiecha się na mój widok. I jak śnią mu się koszmary, to moje imię woła przez sen. To wystarcza, abym była gotowa cierpieć tak jeszcze przez kilkaset lat.  
- To piękne i niesamowite - spojrzał w jej stronę i zobaczył, że kobieta płacze. Wziął jej twarz w dłonie, otarł kciukami łzy. Patrzyli sobie w oczy. Każde z nich próbowało odgadnąć, o czym myśli drugie. Wyglądali mistycznie. Dwie dusze. Tak obce, różne. A jednak coś ich przyciągało. Nie potrafili oderwać od siebie wzroku. Nie byli w stanie przerwać tej chwili. W umysłach obojga trwała burza myśli. A jednak otaczał je spokój. Oplatał ich mózg jak pająk swoją siecią ofiarę. Tak, byli niewolnikami chwili.  
- Mateusz, gdzie jesteś? Kochanie? Leci moja ulubiona piosenka a ja chciałabym zatańczyć - usłyszeli  głos Karoliny dochodzący ze strony drugich drzwi tarasowych.

Efkaaa

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 779 słów i 4315 znaków.

2 komentarze

 
  • koko

    Super. Kiedy kolejny

  • Efkaaa

    @koko Kiedy kolejny? Na dniach. :)

  • Efkaaa

    Mamy nową część. Wiem, że krótka, ale tak wygląda rozplanowanie najbliższych rozdziałów. Następny będzie dłuższy. Życzę miłego czytania. :)