Przypadek? cz. 7

Od mamy dowiedziałam się, że z bocznej drogi wyjechał nam tir. Kierowca był pijany i zahaczył o tył naszego autobusu. Weronika siedziała z prawej strony i najbardziej dostała. Osobom z przodu nic się nie stało, samodzielnie wyszli z autobusu. Ci w połowie mieli trochę siniaków. Nic poważnego. My mieliśmy najgorzej, gdyż siedziałyśmy na tyłach. Ciągle zastanawiałam się kto jeszcze jest w szpitalu.  
  Po rozmowie z Mateuszem poszliśmy na obiad. Tam spotkaliśmy Paulę i Filipa. Pobiegłam i przytuliłam ich z całych sił. Filip był trochę zszokowany bo przecież jego prawie wg nie znałam i on mnie też, ale to te emocje.  
-Słyszeliście o Weronice?  
-Tak... Miała dopiero 16 lat. - odpowiedział Filip cichym głosem.  
-Była moją przyjaciółką- powiedziała Paula i się rozpłakała. Nie byłam w stanie nic przełknąć więc poszłam z nią do sali. Nie mogła się opanować. Już jak szłam w jej stronę w stołówce, zobaczyłam że ma podpuchnięte oczy. No tak... Ja na kolonię przyjechałam z Anką a ona z Weroniką i nas po prostu połączyli. Ja sama nie wiedziałam co dzieje się u mojej przyjaciółki. Nikt nie wiedział. Paula też nie. Pytałam się pielęgniarek, ale mówiły że została przewieziona do innego szpitala. Pewnie coś poważnego. Ja miałam tylko złamaną rękę i rozcięta głowę, a ona ? Ona siedziała zaraz za Weroniką. Mogło się jej stać coś poważnego. Bardzo się martwiłam. Wieczorem zadzwoniłam do jej mamy.  
-Dzień Dobry z tej strony Ewa, czy z Anką wszystko w porządku? Dowiedziałam się tylko, że jest w innym szpitalu niż ja.  
-Cześć Ewa. . Z Anią nie jest najlepiej. Jest w śpiączce. Nie wiadomo kiedy się obudzi. - odpowiedziała mama Anki. Nie wiedziałam co powiedzieć. Czułam jak łzy płynął po moich policzkach, ale na to już nie patrzyłam. Płakałam ciągle. Chodziłam do Pauli i razem próbowałyśmy jakoś się pozbierać, ale i tak zawsze kończyło się tym że beczałyśmy jak nienormalne. Nikt nie był w stanie nas uspokoić.  
  Dni w szpitalu mijały mi strasznie wolno. Byłam tu 3 dni, a czułam się jakby był to rok. Mama nie mogła przyjeżdżać bo do pracy. Dobrze że miałam Mateusza, ale on również był załamany. Filip też ciągle rozpaczał. Chłopaki czasem też z nami płakali, ale zdarzyło się to tylko dwa razy. Pierdolony kierowca tira. Dlaczego akurat ten autobus? Gdybyśmy w pewnym momencie przyśpieszyli do tego by nie doszło, a on musiał wyjechać na drogę akurat w tej sekundzie. To niewiarygodne jacy są ludzie. Ile cierpienia może uczynić jeden człowiek.  
Czwartego dnia po wypadku miał się odbyć pogrzeb Weroniki. Paula wyszła z samego rana. Rozstanie z nią było dla mnie bolesne. Paula pojechała jeszcze na pogrzeb, a my zostaliśmy we trójkę. Jeszcze powinny być dwie osoby, ale nikt nie wiedział gdzie są i co się z nimi dzieje. Oni też podobno byli w innym szpitalu. Ja miałam wyjść piątego dnia, więc po odjeździe Pauli sama zaczęłam się pakować. Na Mateusza musiałam poczekać jeszcze 10 dni zanim wróci do miasta.  
  Rano gdy się obudziłam, czekała już na mnie mama. Szybko się ogarnęłam i poszłam do pokoju chłopaków. Przytuliłam Filipa i podeszłam do Mateusza. Pocałowałam w usta i przytuliłam.  
-Będę czekać. Może uda mi się wpaść.  
-No mam nadzieję. Filip wychodzi z 3 dni. Zanudzę się tu. - odpowiedział i pocałował w policzek.  
I tak się rozstaliśmy. Powiedziałam mamie że z nim jestem. Była trochę zdziwiona bo pierwszy raz jej powiedziałam że mam chłopaka. Wiedziałam że muszę jej to powiedzieć delikatnie. Tak zrobiłam. Uśmiechnęła się tylko do mnie i nic nie powiedziała. Między nami zapanowała cisza. Cisza w samochodzie i jeszcze taka sytuacja mnie przerażała. Wszystko ostatnio mnie przerażało.  
-Mamo, chcę żebyś w czwartek mnie zawiozła do Mateusza. - Przerwałam ciszę.  
-Dobrze, zawiozę cię, ale będziesz musiała wrócić autobusem bo idę do pracy na drugą zmianę.  
-Mamo nie !! Tylko nie autobusem. Już nigdy w życiu nie wsiądę do autobusu. - wykrzyknęłam a po moich policzkach znowu zaczęły lecieć słone łzy rozpaczy i bólu.  
-Rozumiem cię słonko, ale nie ma innego wyjścia. Zastanów się jeszcze, tata też pracuje.  
-Jak zwykle. jego to już nawet nie biorę pod uwagę. Zainteresował się mną wg jak byłam w szpitalu? -zapytałam
-Oczywiście że tak.  
-Jasne, nawet nie zadzwonił.  
-Nie mów tak, wiesz że ciężko pracuje żeby nas utrzymać. Nie miał czasu.  
  Reszta drogi minęła w ciszy. Siedziałam i słuchałam muzyki. Gdy dotarliśmy, od razu walnęłam się na łóżko i zasnęłam. Byłam strasznie zmęczona i jeszcze do tego na dworze było szaro i padał deszcz. Jeszcze bardziej mnie to przygnębiało. Miałam ochotę tylko spać.  
&  
Nadeszła środa. Teraz muszę się zastanowić czy zadzwonić do Mateusza i powiedzieć że nie przyjadę czy po prostu jechać. Bałam się tego autobusu, ale miłość wygrała. Wzięłam telefon i wybrałam numer do Mateusza.  
-Cześć słońce. - usłyszałam w słuchawce.  
-Cześć. Jak się czujesz?  
-Strasznie nudno i ogólnie to do dupy. Filip wczoraj wyszedł, a ja nawet nie mam do kogo gęby otworzyć. Strasznie jest. A ty?
-Chyba cię nie zaskoczy jak powiem że również do dupy. Jutro do ciebie przyjadę to pogadamy. Pa  
-Paa.  
Rozłączyłam się i poszłam do mamy powiedzieć jej że chcę żeby mnie zawiozła jutro i że wrócę o 18. Nic nie powiedziała. Ja poszłam do swojego pokoju i weszłam na neta. Tam oczywiście masa pustych lalek wypowiadała się na Fb jak im się fajnie spało, jak im krem pomaga na zmarszczki i ile mają na sobie ton tapety. Nie interesowało mnie to więc weszłam i zaczęłam czytać o wypadku. Kierowca tira przeżył i obecnie przebywa w szpitalu. Wyczytałam że w tym samym co leżałam ja. Nie. . Leżałam prawie tydzień czasu w tym samym miejscu co człowiek, który wyrządził mi tyle zła. Mi i innym ludziom. Gdybym wiedziała wcześniej, przysięgam że odnalazłabym go i rozszarpała. Nie chciałam o tym mówić Mateuszowi bo ciągle by się zastanawiał który to, a jak by się dowiedział to już bym nie chciała być w skórze tego faceta. Moje rozmyślenia przerwał dzwonek do drzwi, to była mama Anki. Gdy usłyszałam jej głos zerwałam się i pobiegłam na dół porozmawiać z nią. Ona nic nie powiedziała tylko mocno mnie przytuliła. Słyszałam jak płacze.  
-Co się stało ? - zapytałam po chwili.  
-Lekarze powiedzieli że wcześniej niż za pół roku się nie obudzi. - wybełkotała. . Jeszcze tego brakowało. Miałam nadzieję że jej mama przyszła mi powiedzieć, że Anka się obudziła i wszystko w porządku, ale nic nie było w porządku. No trudno. Najwyraźniej los lubi się bawić ludźmi. . Gdy mama Anki już poszła dochodziła 20. Poszłam pod prysznic i obejrzałam jakiś serial w telewizji. A raczej on tylko leciał a ja ryczałam jak bóbr.  
  Następnego dnia wstałam o 9. Mama zawołała mnie na śniadanie. O 11 wyjechałyśmy z domu. Cały dzień mijał mi dość dobrze. Z Mateuszem nie rozmawiałam już o Weronice. Wspominałam tylko coś o Ance, ale nie płakałam. Siedzieliśmy w korytarzu i rozmawialiśmy o różnych rzeczach i wtedy zobaczyłam tego faceta. Na zdjęciach nie było pokazanej twarzy. Poznałam go po sylwetce, włosach i bluzie, którą miał na sobie i na zdjęciu. Stary, durny spaślak zrujnował mi życie. Chciałam do niego podejść i wpie*dolić, ale nie mogłam, dla dobra Mateusza. Nie chciałam żeby się denerwował. Spojrzał się tylko na mnie a ja obdarowałam go lodowatym spojrzeniem. Nie wiedział kim jestem.  
  Spojrzałam na zegarek, dochodziła 16.  
-Muszę iść na autobus. Pa. -Powiedziałam i przytuliłam Mateusza. On pocałował mnie i odpowiedział:
-Tylko uważaj na siebie i odwiedź mnie jeszcze raz. W następnym tygodniu.  
-Mama ma we wtorek wolne to przyjadę- odparłam i oderwałam się od niego.  
Gdy weszłam do autobusu nie mogłam wypowiedzieć z siebie słowa. Ogarnął mnie lęk. Kierowca dwa razy pytał się dokąd jadę, ale ja nie mogłam wydobyć z siebie słowa, aż ktoś szturchnął mnie i powiedział że się śpieszy.  
-Do Olsztyna poproszę. - wymamrotałam. Gdy dostałam bilet usiadłam na samym przodzie autobusu, zaraz za kierowcą...

klaudia14500

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1570 słów i 8384 znaków.

4 komentarze

 
  • Czytacz

    Zaje*iste. Kiedy kolejna czesc ?

  • Czarna

    Kiedy następna część?????

  • x

    Fajne :)

  • ola

    kiedy następna część?????????????????? *o*