Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Porozumienie dusz

Porozumienie duszDziewiątego listopada po raz pierwszy spotkałem się z Joanną na stopie towarzyskiej. Był jesienny, chłodny, dżdżysty wieczór. Stoję z olbrzymim bukietem róż damasceńskich, ponieważ ta odmiana wydziela najbardziej uwodzicielską woń. Aksamitny splot płatków emanuje wprost zwierzęcym erotyzmem. Masywne kielichy, wieńczące giętkie acz kolczaste łodygi, aż tryskają kaskadą zapachów. Wybór bukietu nie jest przypadkowy. Róża jest archetypowym kwiatem seksu. Jej sok posiada właściwości magiczne, natomiast zapach, zamiast unosić się w powietrzu, kryje się chytrze w skarbcu jej płatków. Co więcej, dociera tam, gdzie nie trafiają słowa. Przenika do epicentrum kobiecości, niosąc orędzie niegasnącego pożądania…

Serce mi wali jak oszalałe. Wiem, że przyjechałem za wcześnie ale czekałem na ten moment tak długo… W końcu ponownie zobaczę ją na żywo… Chociaż bardzo staram się zachować spokój, oczekiwanie i niecierpliwość ściskają mi żołądek i przytłaczają klatkę piersiową. Ledwie mogę oddychać. To denerwujące.

— Do licha! Gdzie ona jest?! Kiedy przyleci!?

Zegar wystawia moją cierpliwość na ciężką próbę. Determinacja i pewność siebie, jakie odczuwałem przez cały dzień, znikają.

— Może zmieniła zdanie?

Sprawdzam godzinę.

— Cholera. Czemu ten czas tak wolno płynie?

W myślach przywołuję wszystkie nasze rozmowy i fantazje. Znam je na pamięć. Zwłaszcza jedną…

…Ujmuje w dłoń moją twarz, oczy jej błyszczą, potargane włosy lśnią w rannym świetle. Muska kciukiem moją brodę, łaskocząc zarost. Przewraca mnie na plecy i siada na moich biodrach. Jednym zwinnym ruchem zdejmuje koszulkę nocną, po czym rzuca ją na podłogę. Ja i mój członek nie posiadamy się z radości. Zanim zdążę się przygotować na jej dotyk, pochyla się i delikatnie całuje mnie w pierś. Nie odrywam płomiennego spojrzenia od jej twarzy. Przez jedną ulotną chwilę patrzy mi w oczy jakby miała jakieś niecne myśli a ja, jak zwykle, oddałbym wszystko, by je poznać.

— Mówisz, masz — szepce mi do ucha, jakby czytała w myślach.

Po chwili jej włosy tworzą kasztanowy namiot. Zerka na mnie swoimi ślicznymi oczami.

— Zacznę tutaj…

Znowu mnie całuje. Gwałtownie wciągam powietrze.

— A teraz przejdę tutaj… — językiem sunie w dół po moim mostku.

— Taaak…

— Wspaniale smakujesz kochanie — szepcze w skórę.

— Miło mi to słyszeć — mówię ochryple.

Tylko na tyle mnie stać, gdy liże i skubie mnie wargami wzdłuż linii żeber a jej piersi muskają mój brzuch.

— Ach… Asiu… — dyszę coraz szybciej, a moje kochanie przesuwa się niżej, wsuwa język w pępek i kontynuuje wędrówkę aż czuję przyjemny kęs na członku.

— Aj, tu jesteś! — mówi szeptem i łakomie wpatruje się w nabrzmiałego penisa.

Potem z kokieteryjnym uśmiechem zerka na mnie. Nie posiadam się z rozkoszy gdy wolno, nie odrywając ode mnie wzroku, bierze w usta. Jej bliskość jest taka podniecająca. Porusza rytmicznie głową, za każdym razem połykając głębiej. Odsuwam jej włosy, by moc się napawać widokiem. Pierwsze co widzę, to oczy — błyszczące, roześmiane, psotne, pełne pożądania… Jej źrenice się rozszerzają i wiem, że mógłbym zatonąć w ich spojrzeniu i nigdy nie wrócić… Nie jestem w stanie wydobyć z siebie głosu. Moje myśli są jak niebo, na którym przeplatają się krem, róż i akwamaryna. Tak perfekcyjnie jak matka natura potrafi. Spinam pośladki i unoszę biodra, by mogła wziąć mnie jeszcze pazerniej, co robi mocniej zaciskając wargi.

— O…, Asiu…, moja ty pieprzona Bogini…

Zamykając oczy, zaciskam palce na jej włosach. Ale jest w tym dobra!

— Tak… — syczę przez zaciśnięte zęby i zatracam się w rytmicznym ruchu jej ust.

Za chwilę dojdę. Jeszcze moment. Tylko mgnienie oka…

— Och… maleńka… — wydaje z siebie przeciągły jęk, któremu towarzyszy słodkie spełnienie…

Taka wizja towarzyszyła mi, gdy stałem na lotnisku i czekałem jak z prywatnego odrzutowca wyjdzie mój gość. W końcu upragniona chwila nadeszła, doczekałem się. Spowijająca mnie czarna chmura rozwiała się.

— Trzeba mieć niezwykle zasobną kieszeń, żeby zostać właścicielką prywatnego odrzutowca. Ale… trzeba mieć jeszcze grubszy portfel, a w zasadzie konto z wieloma zerami, żeby mieć coś takiego — to była pierwsza myśl, jaka mnie nawiedziła, kiedy zobaczyłem samolot, z którego wysiadła Joanna.

Boeing 747 — bo o nim mowa — to samolot o iście pałacowym sznycie, gdzie na powierzchni czterystu pięćdziesięciu metrów kwadratowych znajdują się dwa pokłady, na których rozmieszczono luksusowe pomieszczenia jak prywatne biura przeznaczone do pracy i organizacji spotkań podczas lotu, kabiny gościnne, łazienki, bar, siłownię i salę konferencyjną. Główna sypialnia mieści się na dziobie, pod kokpitem, na dolnym pokładzie. Duży salon przyozdobiony wygodnymi kanapami jest utrzymany w kolorystyce pustynnej. Ta maszyna bardziej przypomina luksusowy hotel zaprojektowany na prywatne zlecenie niż samolot. Jak się później dowiedziałem, prace nad nim trwały aż cztery lata.

Gdy po raz pierwszy zobaczyłem wnętrza, nie miałem wątpliwości, że tak długi okres tworzenia tej maszyny był jak najbardziej celowy. Za ową kwintesencję bogactwa w pełni odpowiada firma Alberto Pinto, która zajmuje się pełnymi przepychu projektami dla bardzo majętnych klientów. I choć jej przedstawiciele wielokrotnie tworzyli spektakularne wnętrza apartamentów, hoteli, domów i jachtów, sami przyznają, że Boeing 747 jest perełką w ich portfolio. Trudno się temu dziwić, maszyna jest nie tylko największym prywatnym samolotem świata, ale i kwintesencją luksusu — pełną ekskluzywnych mebli i elegancji.

Ta wielopokojowa rezydencja, w której można wypoczywać, pracować czy po prostu spędzać czas w gronie najbliższych, kusi stonowanymi kolorami — białym, ecru, beżowym i brązowym, uwodzi drewnem jaworowym, naturalną skórą i eleganckimi dodatkami — dziełami sztuki czy wyszukanymi lampami. Całości aranżacji dopełniają delikatne, złote listewki i wykończenia, a także lustrzane i szklane detale. W pomieszczeniach znajdują się wygodne łóżka, pozłacane umywalki „nakrapiane” dwudziestoczterokaratowym złotem, specjalnie zaprojektowane meble, obite skórą stoły otoczone zamszowymi krzesłami, najwyższej jakości armatura, telewizory i biblioteczki. Zadbano też o takie szczegóły jak eleganckie uchwyty na kubki czy lampki przy łóżkach, a wszystkie funkcje wnętrza są sterowane dzięki panelom dotykowym, które zawsze są pod ręką. Szesnaście dużych panoramicznych okien sprawia, że wnętrze jest naturalnie oświetlone, pasażerowie zaś mają do dyspozycji wyśmienite potrawy i alkohole — praktycznie wszystko, czego można zapragnąć. Ladacznica przyznała, że zarówno ona, jak i jej biznesowa rodzina dużo podróżują na długich dystansach. Biorąc jednak pod uwagę zasięg tej maszyny, który wynosi ponad czternaście tysięcy kilometrów, zwyczaje Joanny Dark nie stanowią żadnego problemu. Zwłaszcza, że prywatny odrzutowiec posiada również innowacyjny system, który co kilka minut dostarcza świeże powietrze.

Wróćmy jednak do mojego gościa. Istny tygiel myśli, oczekiwań, wyobrażeń i domysłów pękł jak bańka mydlana w chwili realnego spotkania.

— Na Lucyfera, w rzeczywistości wygląda jeszcze bardziej zjawiskowo niż na zdjęciach! — z tą myślą skierowałem się w stronę Joanny.

Była filigranowa i bardzo kobieca. Piękno zamknięte w zmysłowym ciele — tak można określić tę śliczną dziewczynę, która z dumą kroczyła po ścieżce zwanej pożądaniem. Owa kurtyzana lubieżnie świeciła na firmamencie rozkoszy, kusząco rozjaśniając drogę wiodącą do erotycznego zatracenia…

— To klejnot tylko dla wybranych, nie każdy bowiem zasługuje na to, aby sięgnąć gwiazd. Ci jednak, którzy dostąpią tego zaszczytu, na falach losu będą tańczyć z kobietą, której ekstaza na imię… — pomyślałem, powodowany jej widokiem. — Spójrzcie i powiedzcie: czy nie jest warta skarbów tego świata? Czy jej kusząco piękne ciało nie napawa dumą męskie jestestwo i nie szepcze do ucha: pora na grzech…? — wykrzykując w myślach te pytania, obserwowałem, jak stała w grupie ochroniarzy, rozglądając się za żurnalistą, którego wywiad tak bardzo przypadł jej do gustu.

Tradycyjnie najpierw skierowałem wzrok na nogi, które były kusząco długie i zmysłowo przyozdobione pończochami. Nie było ich wprawdzie widać, ale byłem pewien ich obecności. Przecież tyle razy rozmawialiśmy o tym, że nie ma nic bardziej seksownego od kobiecej nogi przyozdobionej w delikatną pończochę…

— Czarna koronka w manszecie i geometryczne nuty w deseniu umieszczonym wzdłuż ud będą pasować do biustonosza lub fig z paskami. Czy jednak czarny pas i figi czy wersja w cielistym lub białym kolorze? Zmysłowe koronki, atłasowe kokardki i subtelne tiule? Pończochy będą pasować także z białą i cielistą bielizną, na przykład z gorsetem — gładkim lub koronkowym — w mojej głowie trwała burza domysłów.

Tymczasem lekko beżowe oploty, które wpadały w złamaną biel, łączyły w sobie dwie odsłony kobiecej osobowości — romantyczność, jaką wyraża włoska koronka i uporządkowanie, które symbolizuje geometryczność wzoru. Delikatny odcień beżu podkreślał nogi w subtelny sposób i sprawiał, że prezentowały się doskonale, tworząc iluzoryczne wrażenie matowej skóry. Joanna udowodniła, że pudrowy odcień włókien nie jest wyłącznie zarezerwowany dla lolitek, kochają go również kobiety charakterne, które doskonale wiedzą czego chcą. Zgadzałem się z nią w stu procentach. Faktycznie, pudrowe pończochy nie muszą być nudne, nogi zaś muszą być… na pierwszym planie. Oczywiście nogi przyozdobione pończochami…

Tego dnia Joanna ubrała do nich czarną, gładką i ołówkową spódnicę, białą bluzkę i świetnie skrojoną, ciemną marynarkę, której mocny kolor podkreślał porcelanową cerę, ukazując naturalne piękno aksamitnej skóry. Do takiego outfitu dobrała wysokie szpilki i przyozdobiła się delikatnym makijażem. Idealnie dopasowana, efektowna, złota biżuteria stworzyła unikalny look szykownej elegantki. Eteryczne pończochy ukryte pod klasyczną linią ubrania uruchomiły kolejne fantazje.

— A jak by wyglądała, gdyby wymieniła ołówkową spódnicę na wersję ze skóry, a do tego włożyła elegancką, skórzaną ramoneskę? Strój inspirowany rockowym wyglądem i wyrazisty make-up jeszcze bardziej podkreśliłyby jej pewność siebie i zdecydowany charakter — snułem rozważania.

Tymczasem Joanna, która seksownie kroczyła w pończochach, była ucieleśnieniem wyrafinowania, wprost czarowała zmysłową elegancją.

Nie tylko jednak nogi kusiły, ich ponętna smukłość szła w parze z pełnym dumy spojrzeniem. Joanna doskonale zdawała sobie sprawę z jego magicznej siły, dlatego w makijażu podkreślała przede wszystkim oczy. Jej znakiem rozpoznawczym były „smoky eyes”. Ten zmysłowy, zamglony, trochę ekstrawagancki makijaż był idealny dla kobiety, która przyciąga i intryguje, ale jednocześnie chce pozostać nieodgadniona. Pomna tej zasady, Joanna idealnie operowała grafitem, czernią, srebrzystą szarością czy granatem, nie zapominając przy tym o mocno wytuszowanych rzęsach. Jej spojrzenie było uważne, ponieważ była doskonałym obserwatorem otaczających ją ludzi. Świadoma intencji i emocji innych, sama starała się nie ujawniać uczuć. Nie odkrywała od razu wszystkich kart, co nie znaczy, że ukrywała uczucia. Po prostu utrzymywała równowagę pomiędzy okazywaniem zainteresowania, a zachowywaniem pewnych spraw dla siebie. Miała wiele do opowiadania, ale zamiast dzielić się przeżyciami na wstępie, pozwalała je odkrywać. W ten sposób nie tylko pozostawała bardziej nieodgadniona i pociągająca, ale również robiła większe wrażenie.

Po dłuższej chwili wnikliwej obserwacji przywitałem się tak, jak kolega pozdrawia się z serdeczną koleżanką.

— Cześć, miło mi cię widzieć ponownie.

— Witaj, mówiłam, że się jeszcze spotkamy. Ja zawsze dotrzymuję obietnic — wyszeptała, przyprawiając me ciało o słodki dreszcz emocji.

Zaskoczyło. Spojrzenie, dotyk, od razu dało się odczuć porozumienie dusz. Jej pewność siebie i otwartość na nowe doznania zawróciły mi w głowie do tego stopnia, że w mgnieniu oka poddałem się silnemu uczuciu. Chcąc podtrzymać ten stan, postanowiłem ukoronować nasze spotkanie komplementem i, z całej palety zalet mego gościa, wyróżniłem… buty. Z początku chciałem zwrócić uwagę na włosy. Pochwalić, że pięknie lśnią, cudownie pachną i niesfornie opadają na plecy, jednak włosy Joanny były zebrane w kok, pokazując jedne z najbardziej seksownych części kobiecego ciała — kark i szyję. Tylko kilka czarnych kręconych kosmyków słodko opadało na twarz…, uświadamiając mi, że włosy to wspaniały dar, który natura wręczyła kobiecie. Gdy pierwszy raz ujrzałem Joannę w Berlinie, jej spływające strumienie długich włosów fascynowały i czarowały pięknem. Gesty, spojrzenia, wyraz twarzy, sposób zachowania — to wszystko kreowało wizerunek. Jednak sposób w jaki powolnym ruchem odgarniała włosy dodawało więcej uroku i zmysłowości niż seksowne ubranie. Tym bardziej nie wiem, dlaczego dokonałem takiego niefortunnego wyboru z butami, niemniej moja decyzja, jak się później okazało, nie do końca była taka zła…

Buty Joanny zachwycały wyglądem i jakością wykonania. Widać było, że z niezwykłą uwagą i precyzją zostały stworzone przez projektanta, który na kobiece stopy i nogi patrzy niczym architekt na projekt wzniosłego budynku. W tym przypadku wykreował kształt stopy oraz wydłużył nogi w taki sposób, aby wyglądały jak najbardziej atrakcyjnie… Trudno było od tego dzieła oderwać wzrok. Niebotycznie wysokie, o bardzo stromym podbiciu i mocno wyciętym przodzie. Do tego krwista czerwona podeszwa jako część archetypu, który niesie za sobą marka Christian Loubotin. Wiedziałem, że są to szpilki Pigalle, inspirowane słynną paryską dzielnicą, zastanawiałem się tylko, czy była to ich pierwotna wersja czy druga odsłona w postaci Pigalle Folies, inspirowana ważnym dla projektanta miejscem — kabaretem Folies Bergere. Tak naprawdę nie miało to jednak żadnego znaczenia w obliczu piękna, które raczyło me zmysły.

— Nie wiem kto wynalazł buty na wysokich obcasach, ale wszystkie kobiety zawdzięczają mu wiele — zapewne zgodzisz się z Marilyn Monroe? — pytanie Joanny wyrwało mnie z chwilowej zadumy.

— Bez dwóch zdań! Gdy się w nich poruszacie wasze nogi zdają się sięgać nieba… Wysoka szpilka to niewerbalny znak, że czujecie się kobieco, zaś pod względem seksualnym jesteście otwarte i pewne siebie. Chcecie czuć się pożądane i wiecie, że tak jest. Każdy odgłos szpilek, każdy kolejny stukot wprawia mężczyzn w trans. Dobrze to wiem… — wyrzuciłem z siebie niemal na jednym wydechu.

— Jesteście wzrokowcami, to fakt. Im dłużej patrzycie na seksowne ruchy i zmysłowe ciało, tym bardziej ich pożądacie. A wygląd i odgłos szpilek wydłuża czas waszej uwagi do granic możliwości. Kobiety w butach na wysokim obcasie wyglądają seksownie w obskurnej dzielnicy, na kanapie lub stole, w łóżku lub klubie. Pokaż mi mężczyznę, który marzy o zdejmowaniu kobiecie conversów w trakcie namiętnego seksu… Nie ma takiego, za to tych, którzy błagają byśmy miały szpilki podczas intymnych chwil… po prostu nie zliczysz.

— To fakt, z którym nie należy polemizować.

— Jesteś fanem dekoltu stóp?

— Dekoltu stóp?

— Tego odsłonionego fragmentu stopy z przodu, kiedy kobieta ma na sobie szpilki. Przy głębokim dekolcie widać odrobinę palców. Z pasją na to poluję i uważam, że najlepsze buty na obcasie są właśnie takie — mocno wydekoltowane i wysokie, minimum dziesięć centymetrów… Co o tym sądzisz? — kontynuacja zmysłowego wątku sprawiała Joannie wyraźną radość, tym większą, że flirt osiągał zamierzony cel…

— Cóż mogę powiedzieć… Chyba tylko tyle, że twoje słowa to miód na moje serce. Byłbym skrajnie nieszczery, gdybym powiedział, że nie chciałbym ciebie zobaczyć w takich butach… — kapitulacja zbliżała się wielkimi krokami…

GrzesznaBogini

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i erotyczne, użył 2775 słów i 16746 znaków.

Dodaj komentarz