Na parkiecie z Romeo

Spojrzała zrezygnowana na zegarek. Brakowało jedynie kwadransa do pierwszej w nocy. Nie dość co rano musiała wstać do pracy, to męczyła ją okropna czkawka, której nabawiła się biorąc łyk lodowatego piwa od koleżanki. Gdy siedziała przy stoliku, przechodzący klubowicze patrzyli na nią, a ta jedynie wznosiła oczy do góry i wzdychała "Nie. Wcale nie mam czkawki”.  
-Kama, piętnaście minut i spadamy –rzuciła zrezygnowana, gdy koleżanka ciągnęła ją z powrotem na parkiet. Nawet podczas tańca czkawka nie ustępowała, co jedynie dodatkowo ją irytowało. Na dyskotece nie znalazła nikogo godnego uwagi, no może poza dostawcą, którego jeszcze w lecie poznała w pracy. Oczywiste jednak dla niej było, że ten naiwnie zainteresował się Kamilą. Nie specjalnie jej to przeszkadzało, wręcz przeciwnie, bawił ją fakt, że chłopak zauroczył się koleżanką będącą w stałym, szczęśliwym związku.
Już wcześniej zauważyła, że na parkiecie zdecydowanie dominują dziewczyny, a żadnego samca, który wpadłby jej w oko nie dostrzegła. Po kilkunastu minutach, ponownie sprawdziła na telefonie czas. Spojrzała znacząco na koleżankę, po czym na telefon. Ta jedynie uśmiechnęła się i pokazała dwa palce. "Dobra jeszcze dwie piosenki zniosę” pomyślała. Gdy pierwsza piosenka dobiegała końca, a obie dziewczyny akurat wykonywały dziwaczny obrót, na dolny parkiet wkroczyło dwóch chłopaków. Od razu spojrzała na wyższego, zresztą on także nie odrywał od niej wzroku. Szybko przeniósł wzrok na osobę, z którą tańczyła, a gdy dostrzegł, że to jedynie koleżanka uśmiechnął się porozumiewawczo i wyciągnął w jej stronę otwartą dłoń, którą ta z lekkim wahaniem przyjęła. Posłała jeszcze pytające spojrzenie swojej towarzyszce, lecz ta także została już porwana do tańca. Niestety, nie trafiła tak szczęśliwie. Jej partner był bardzo niski, miał lekkiego garba i nie dałoby się określić go mianem przystojnego, niezależnie od ilości wypitego alkoholu. Nosił okulary, o bardzo grubych szkłach, co jedynie dopełniało ponury wizerunek tancerza. Mimo to, Kamila uśmiechnęła się, wskazując głową na nowego partnera swojej przyjaciółki. Całe te oględziny trwały zaledwie moment, lecz wystarczyło, by nowo przybyły zaczął ją, bardzo umiejętnie zresztą obracać. Dziewczyna zadarła wysoko głowę by ocenić urodę chłopaka. Wzrost był zdecydowanie jego atutem, sięgała mu, bowiem ledwie do ramion. Gdy jej wzrok napotkał jego roześmiane, niebieskie oczy, które świetnie kontrastowały z ciemną czupryną, posłała mu uśmiech. Na dobre zaczęli razem wirować po sali, i musiała przyznać, że chłopak miał niesamowite ruchy. Prowadził pewnie, ale był otwarty na jej inicjatywę. Świetnie się razem zgrali, i by być uczciwą musiała przyznać, że w życiu jeszcze tak dobrze jej się z nikim nie tańczyło. Gdy muzyka ulegała zmianie, w klubie bowiem miksowano wszystkie hity, niezależnie od gatunku, również jej partner zmieniał sposób tańczenia. Patrzyła oczarowana, w pewnym momencie złośliwie myśląc "No pewnie, trafił mi się walony zbieg z you can dance”. Autentycznie, facet potrafił tańczyć elektro, po czym prowadził jak do tańca klasycznego, by po chwili zamienić się w rasowego hiphopowca. Jednocześnie cały czas dbał o partnerkę, i pilnował by ich ruchy do siebie pasowały. Nie rozglądał się po sali, patrzył jej cały czas w oczy. Justyna również nie tańczyła najgorzej, szkoła muzyczna zrobiła swoje wyczulając jej zmysły na rytm. Była jednak typem osoby, która tańczyła jedynie w domu lub w klubie i wcale nie uważała się za specjalnie dobrą. Dlatego gdy ciemnowłosy nie przestając się poruszać, pochylił się do jej ucha i spytał czy coś tańczy, omal nie się nie roześmiała. Posyłając sceptyczne spojrzenie, pokręciła jedynie przecząco głową i dalej oddawała się tańcu.  
Będąc świadomą, że zostawiła przyjaciółkę w zasadzie samą, co jakiś czas starała się złapać jej wzrok. Gdy w końcu to się udało, ta spojrzała na nią z rozbawieniem na twarzy mieszającym się ze zrezygnowaniem. Wyrzuty sumienia zmusiły ją do zmiany partnerów. Przepraszająco uśmiechnęła się do Romeo, jak go w myślach zaczęła nazywać i przyciągnąwszy do niego Kamilę, sama złapała niskiego okularnika. Jak na swoją posturę i ten zdecydowanie umiał prowadzić. Co prawda jego taniec nie był tak żywiołowy, a jego ruchy nie były tak płynne, ale naprawdę umiał prowadzić i wykonywać z partnerką zgrabne obroty. Brakowało jej jednak chemii, którą dało się wyczuć między nią a jego kolegą, więc co jakiś czas zerkała na Kamilę i Romeo. Ta para jednak zdecydowanie nie była zgrana, co Justyna zaobserwowała z lekkim rozbawieniem. Kamila była zdecydowanie typem " silnej i niezależnej kobiety”, a życie traktowała z zadziwiającym spokojem. Zdawała się być obojętna na wszystko, i to świetnie można było odnaleźć w sposobie jej tańca. Wszędzie było jej pełno, wywijała głową i rękami, nie przejmowała się tym jak wyglądała, i nie próbowała się ruszać kusząco czy seksownie. Zdawała się czerpać niebywałą przyjemność nawet z samotnego tańca. Biedny Romeo, z pewnością nieprzyzwyczajony do tak tańczącej partnerki, nie umiał się z nią zgrać. Chcąc wynagrodzić przyjaciółce kilka piosenek przetańczonych w mało urodziwym towarzystwie, niechcący wepchnęła ją w ramiona, w których znów nie mogła tańczyć po swojemu. Jednakże oboje szybko to zrozumieli i równie szybko rozłączyli, a Romeo znów staną naprzeciwko Justyny. Piosenka się zmieniła i grano teraz jakąś szybką, romantyczną, hiszpańską piosenkę. Oboje szybko odnaleźli wspólny rytm, lecz po sekundzie usta nieznajomego znów były przy uchu dziewczyny.  
- To Latino, bioderka, zatem bioderka! – Gdy dziewczyna posłusznie wykonała polecenie uśmiechnął się jeszcze szerzej. Nie miał bynajmniej na myśli żadnych prowokujących ruchów, sprawiał ważenie zawodowego tancerza, przez co J. poczuła się jak w jakiejś tanecznej komedii romantycznej. Odczucie to spotęgowały jeszcze bardziej jego następne słowa - Nie wstydź się! Zacznij kusić!  
Gdy i tym razem odpowiedziała jedynie uśmiechem i zaczęła mocniej bujać biodrami i się okręcać dostrzegła jedynie uznanie i radość pojawiające się na jego twarzy. Ich taniec chwilami stawał się wręcz erotyczny, mimo że podczas tego utworu praktycznie się nie dotykali. Tańcząc tak, nie przerywali kontaktu wzrokowego. Gdy ta, oraz kilka następnych piosenek wybrzmiało do końca, oboje zostali rozdzieleni przez swoich znajomych. Justyna znów zaczęła tańczyć z Kamilą, a Romeo gdzieś zniknął.  
- Niezły ci się tancerz trafił – ryknęła Kamila
-CO NIE? Jak z you can dance! - Odpowiedziała ze śmiechem J.  
Po kilku minutach Romeo wrócił, a Kama popchnęła przyjaciółkę w jego stronę, raczej nie zbyt dyskretnie. Spojrzała pytająco przekrzywiając głowę, a ten olbrzym wskazując na trzymaną szklankę, drugą ręką złapał jej dłoń i pociągnął do korytarza, gdzie były nieco lepsze warunki do rozmowy, lecz nadal było widać parkiet. Po wcześniejszych spojrzeniach, które wymieniała z koleżanką prawdopodobnie zrozumiał, że tego wieczoru się nie rozdzielają.
-No, to chwilkę sobie pogadamy – powiedział z nieodłącznym uśmiechem, jednocześnie ocierając pot z twarzy. J. automatycznie w myślach ucieszyła się, że sama się tak nie zgrzała.
- akurat kiedy leci fajna piosenka? – to było chyba pierwsze, co do niego powiedziała. Uniosła znacząco brwi,  
-No już, chwilkę. – Pociągnął łyk ze szklanki czegoś, co wyglądało jak cola. Sama zabiłaby za łyk wody, ale nie chciała już nic zamawiać, wiedząc, że za chwilkę z Kamilą wychodzą. Gdy zauważył, ze przypatruję się ze śmiechem tańcowi swojej koleżanki i jego garbatego przyjaciela, zaśmiał się i dodał – Wiesz, podziwiam go, że się nie poddaje. – Jak na zawołanie chłopak próbował obrócić Kamile, która akurat wymachiwała rękami i próbowała się cofnąć. Oboje się lekko zachwiali, lecz faktycznie, jego kolega nieustępliwie próbował ponownie uchwycić ją za ręce.  
-Biedactwo – westchnęła – ona się męczy.  
Jeszcze chwile przypatrywali się tańczącym, posyłając sobie rozbawione spojrzenia. Po chwili westchnęła, wyciągnęła do niego rękę i rzuciła – Justyna.  
Od razu ją uściskał i z szarmanckim ukłonem kiwając głową, odpowiedział – Paweł.  
Z krótkiej rozmowy dowiedziała się jedynie, że jest z jakiejś wioski i że pracuje, jako barman. Gadali głownie o głupotach, chociaż w pewnym momencie z westchnieniem wskazał na przyjaciela i wspomniał, że garb jest zaniedbaniem ze strony rodziców chłopaka. Poważna atmosfera nie utrzymała się jednak nawet kilku minut, i po zmianie tematu znów żartowali w najlepsze. Wiedząc, że chłopak nie należy do nieśmiałych, co jakiś czas rzucała złośliwe komentarze.  
Gdy Romeo, jak nadal go w myślach nazywała, stwierdził że okropnie tam gorąco, ta udała przepraszającą minę i odparowała "wybacz, to chyba moja wina”. Słysząc to po raz kolejny wybuchnal śmiechem, punktując w oczach nowopoznanej. Po chwili spojrzała badawczo na szklankę ciemnego płynu i spytała "nic tu nie dosypałeś?” Uśmiechnął się konspiracyjnie i nachylił w jej kierunku mówiąc "dosypałem. Ale same dobre rzeczy, spróbuj”. Wiedząc, że sam wypił już większość, oraz nie podejrzewając go o bycie niebezpiecznym porywaczem, wzięła mały łyk i niemal go nie wypluła. Coś, co wyglądało jak cola miało sporo procentów.
-Biały rum z colą i lodem, najlepsze, co może być.- Widząc skrzywienie u rozmówczyni udał urażonego, łapiąc teatralnie za serce. Po chwili znów kierowali się na parkiet, gdzie spędzili jeszcze kilka minut, po których zostały na parkiecie sama z Kamilą.  
Kierując się do wyjścia, J. dostrzegła Pawła siedzącego w boksie. Pomachała mu na pożegnanie i kontynuując rozmowę z Kamą, ruszyła do szatni szukając w torebce numerka. Nie przestawała paplać o tym, że rano nie wstaną do pracy, gdy koleżanka mocno uderzyła ją w ramie. Kątem oka zobaczyła, że Romeo górujący o ponad głowę stał tuż za nimi i z uśmiechem, przedrzeźnił szturchnięcie w ramie Kamili, w równie "dyskretny” sposób.
-Justa są dwie sprawy- rzekł z uśmiechem.
-No, dawaj. – powiedziała, jednocześnie podając kluczyk szatniarzowi.  
-Po pierwsze, chciałem prosić żebyś nie wychodziła. – Od razu pokiwała przecząco głową.
-Mówiłam Ci, że musze rano wstać.  
- No, wiedziałem, zatem druga sprawa. Daj mi swój numer.  
W jego telefonie, który był popularny ładnych kilka lat temu z uśmiechem zapisała mu swój telefon i zadzwoniła. Wolała i by jej się wyświetlił. Będąc w domu odnalazła go w spisie połączeń i podpisała "You Can Dance”



Jednorazowo coś innego :) (napisane jakiś czas temu. Wiem, że czekacie na "Bezczela" którego dodam jutro jakby kto pytał ;) )

Joan

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2014 słów i 11331 znaków, zaktualizowała 2 cze 2015.

4 komentarze

 
  • claire

    Hihi :) spodobalo mi sie tylko nwm czy będzie jeszcze bo fajnie by bylo ;)

  • Joan

    @claire nie będzie bo to hmm jednorazowa część na faktach :D

  • Arailana

    Świetne opowiadanie! Również i tu czekam na dalsze losy bohaterów!  <3

  • nelka

    Fajne. Będą dalsze losy?

  • Joan

    @nelka raczej nie :p

  • Endajs

    "Brakowało jedynie kwadransa do pierwszej w nocy. Nie dość że rano musiała wstać do pracy (...)" tak adekwatnie, koleżanko! Tylko w moim przypadku to kwadrans do drugiej i szkoła, teścik, na który wstać trzeba o szóstej rano (czyt. środek nocy) :D Zamiast się miotać w pościeli, ja tu ślęczę nad Twoim tekstem i czoła uchylam :P

  • Joan

    @Endajs hahah sio w kimono mogłaś rano przeczytać!  :) aww mimo to miło, że się poświęciłas ;)