
Otwieram gwałtownie oczy łapiąc powietrze.
Spoglądam w stronę okna i widzę że znowu pada.
Przez kilka następnych minut leżę nieruchomo, próbując uspokoić oddech. Znajome uczucie, które ciągle się mnie trzyma, nie chce zniknąć.
Znowu ten sen.
Od kiedy pamiętam, wraca do mnie co noc.
Zawsze jest inny, ale kończy się dokładnie w tym samym momencie.
Nigdy nie widzę, co wydarzyło się później.
Czasami mam wrażenie, jakbym naprawdę tam była. Jakby te wszystkie emocje należały również do mnie.
Potem przypominam sobie, że to przecież niemożliwe. Że sny są wytworem naszej wyobraźni i cokolwiek one oznaczają, to tylko sny.
Powoli wstaje z łóżka i zarzucam na siebie bluzę, która leży na fotelu obok. Gdzieś za sobą słyszę dźwięk telefonu, więc zaczynam go szukać, próbując przypomnieć sobie, gdzie tym razem go zostawiłam.
Jak zwykle leży pod poduszką. Na ekranie widzę jedną wiadomość:
Od: Nico
Będę za 5 min, mam nadzieję że jesteś gotowa.
-Cholera...- mruczę pod nosem.
Zapomniałam o naszym spotkaniu.
Po chwili ekran ponownie się rozświetla.
Od: Nico
A i pada deszcz, mam parasol więc chętnie się podzielę.
Uśmiecham się pod nosem.
-Jakby to była jakaś nowość..
Rozpuszczam moje długie włosy tak, aby swobodnie opadały na plecy, biorę torebkę, zakładam buty i wybiegam z domu prosto w ramiona deszczowego Mirvael.
Kiedy jestem na dole, Nico czeka na mnie z uśmiechem na twarzy i parasolem wyciągniętym w moją stronę.
-Halia, już myślałem że prześpisz cały weekend - mówi, kiedy podchodzę do niego i daje mi szybkiego przytulasa.
-Nico, zabawny jak zawsze - odpowiadam szczerząc się w jego stronę.
-Założę się że znowu zasnęłaś z książką na twarzy.
-To był tylko raz! - Odpowiadam zażenowana.
-Chyba w tym tygodniu - mówi i zaczyna się głośno śmiać.
Nico jest moim najlepszym przyjacielem. Gdyby nie on, po śmierci rodziców trudno byłoby mi uwierzyć, że jeszcze kiedyś będę potrafiła usłyszeć swój śmiech. Zawsze był dla mnie wsparciem. Jest moim słońcem. Nawet w deszczowe dni, umie rozbawić mnie do łez.
I to nie tak że nie lubię deszczu.
Wręcz przeciwnie, odkąd pamiętam, był częścią mnie. Kiedy pada, czuję, że wszystko jest możliwe.
Jakby każda cząstka mojego ciała budziła się do życia.
-Halia? - Wszystko okej? - Z zamyślenia wyrwał mnie głos Nico.
-Tak, oczywiście - uśmiecham się. To co? Idziemy po naszą ulubioną gorącą czekoladę? - Pytam i spoglądam w jego stronę.
-Pytasz, a wiesz - odpowiada udając urażonego.
Kiedy przechodzimy na drugą stronę, mijamy park w którym często przesiadujemy kiedy jest ciepło. Zawsze jestem pełna podziwu, jak pięknie wyglądają alejki wieczorową porą podświetlone blaskiem latarni.
Nawet teraz w jesiennie popołudnia, dużo starszych osób przechadza się po parku. Starsze małżeństwo trzymając się za ręce, idzie powoli pod jednym parasolem. Mężczyzna poprawia szalik swojej żony, a ona tylko uśmiecha się do niego. Lubiłam patrzeć kiedy ludzie są szczęśliwi, wtedy świat wydawał się trochę lżejszy.
Trzymając Nicko pod rękę kierujemy się w stronę Sunnystreet na której jest nasza ulubiona kawiarnia, po czym śmieje się w duchu że ta ulica nigdy nie pasowała do pogody panującej w tym mieście.
~Rayden~
Jechaliśmy pustą drogą, a krople deszczu uderzały o przednią szybę tak głośno, że przez chwilę miałem wrażenie jakby spadła na nią garść kamieni.
-Soren czy Ty sobie ze mnie żartujesz? - Pytam całkiem poważnie patrząc na moją przyjaciółkę.
Właśnie odebrała mnie z dworca i jedyne co widzę to ten cholery deszcz. Przyjechałem z myślą że pokaże mi miasto, a teraz co najwyżej może pokazać mi pralnię, żebym nadążył z wymianą garderoby.
-Jak zwykle narzekasz Ray - śmieję się Soren. Przecież nie jest tak źle, boisz się deszczu jakbyś był z cukru - odpowiada, nie patrząc nawet w moją stronę.
-Czy Ty to widzisz? Tu zawsze tak leje?
-Nie.
-Serio? - Mówię, patrząc podejrzliwie.
-Czasami jest jeszcze gorzej - słyszę, po czym jej śmiech rozbrzmiewa w całym samochodzie.
-Soren jesteś niemożliwa - wzdycham.
-Przyzwyczaisz się, a może nawet pokochasz deszcz tak samo jak ja.
Kiedy dojeżdżamy pod dom Soren jestem zaskoczony tym jaki jest mały.
Serio. Zawsze powtarzała że chciałaby mieszkać w dużym domu z basenem, najlepiej w jakimś słonecznym miejscu, a później przywozi mnie tutaj. Czy naprawdę jest coś co mogłoby ją tu przyciągnąć na tyle że chce tu mieszkać?
Głos mojej przyjaciółki wyrywa mnie z myśli:
-Rayden rusz tyłek z samochodu, inaczej zostaniesz tu na noc, a myślę że tego byś nie chciał - mówi szczerząc się do mnie.
-Naprawdę Soren? Naprawdę? Co skłoniło Cię żeby tu zamieszkać? Przecież tu nie ma, ani jednej pozytywnej rzeczy - odpowiadam zmieniając temat.
Przyjaciółka patrzy na mnie z uniesioną brwią po czym mówi:
-Czasami jedna rzecz potrafi zmienić wszystko, Rayden i nie zawsze się tego spodziewamy - po czym bierze moją walizkę i wchodzi do domu zostawiając mnie samego w deszczu.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz