Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Jedyne czego chcę / ROZDZIAŁ 4

Jedyne czego chcę / ROZDZIAŁ 4~Halia~

Kiedy otwieram oczy, moje myśli wciąż krążą wokół tego, co jeszcze przed chwilą widziałam w moim śnie.

Coś się zmieniło.

Coś, czego nie potrafię wyjaśnić.

To tak, jakbym śniła kolejny sen… ale z zupełnie innymi ludźmi. Nawet otoczenie i ubrania były inne niż dotychczas.

Nie rozumiem tego.

Przecież od tylu lat śnię o tych samych osobach. Dlaczego więc nagle moja wyobraźnia pokazuje mi zupełnie inny świat?

Czy coś przeoczyłam?

A może to wszystko ma jakiś sens… tylko ja jeszcze go nie dostrzegam?

Pierwszy raz od tak dawna moje sny wyprzedziły to, co zdążyłam już poukładać sobie w głowie. Nie potrafię tego zrozumieć, ale mam wrażenie, że to wszystko ma jakiś sens. Czuję, że kiedyś w końcu uda mi się rozwiązać tę zagadkę.

A wtedy… może moja głowa wreszcie będzie wolna.

Powoli wstaję z łóżka i z zaciekawieniem podchodzę do okna.

Po raz pierwszy od tak dawna świeci słońce.

Zero deszczu.

Czy może być jeszcze dziwniej?

Korzystając z ciepłego, jesiennego poranka, zakładam sukienkę, a na ramiona narzucam skórzaną kurtkę.

Moja lodówka świeci pustkami, więc postanawiam wybrać się na targ, który na szczęście w weekendy jest zawsze otwarty.

Kiedy wychodzę z domu, jest jeszcze wcześnie. Słońce ogrzewa całe Mirvael, sprawiając, że po raz pierwszy od dawna naprawdę cieszę się z ciepłego dnia.

Miasteczko jeszcze śpi. Dookoła leżą złote liście, które zdążyły opaść z drzew. Delikatny wiatr muska moje włosy, a jakaś cicha część mnie podpowiada, że… to będzie dobry dzień.

Tak jak się spodziewałam, większa część miasteczka również przyszła zrobić zakupy.

Z daleka widzę uśmiechy kierowane w moją stronę. Niektórzy machają mi na powitanie, więc z uśmiechem odwzajemniam ten gest.

Kiedy zatrzymuję się przy stoisku z warzywami, mój wzrok pada na wysokiego bruneta, który w tym samym momencie spogląda w moją stronę i posyła mi ciepły uśmiech.

Odwzajemniam go, kupuję kilka pomidorów i ruszam do kolejnego stoiska.

Gdy mam już wszystko z listy, postanawiam wrócić do domu i zrobić śniadanie.

W tym momencie z zamyślenia wyrywa mnie znajomy głos.

— Halia! Jak miło Cię widzieć!

Odwracam się i dostrzegam Soren z promiennym uśmiechem na twarzy. Jej włosy są związane w luźnego koka i tak samo jak ja ma na sobie sukienkę.

— Hej, Soren! Ciebie również. — Podchodzę do niej i mocno ją przytulam.

— Jak zwykle ranny ptaszek?

— Taaak. — Śmieję się. — Zapomniałam, że nie da się żywić samym powietrzem.

Obie wybuchamy śmiechem.

— A Ty? Dlaczego jesteś tu tak wcześnie? Z tego, co pamiętam, nie przepadasz za porannym wstawaniem.

— To prawda. — Przewraca oczami z rozbawieniem. — Ale muszę nakarmić mojego gościa, więc skutecznie zmotywował mnie do wyjścia.

Patrzę, jak jej luźny kok podskakuje przy każdym ruchu głowy.

— Ach tak… Nico coś wspominał.

— A wspominał też, żebyśmy wybrali się wszyscy razem coś zjeść? — pyta, unosząc jedną brew.

— Tak… o tym też mówił. — Czuję, jak moje policzki delikatnie się rumienią.

— To świetnie! W takim razie do zobaczenia niedługo. Muszę już lecieć, bo znając Raya, za chwilę zacznie marudzić, że zostawiłam go samego.

Śmieje się.

— Jasne. Do zobaczenia, Soren.

— Pa, Halia.

Całuje mnie w policzek i szybkim krokiem odchodzi w stronę, z której przed chwilą przyszłam.


                                        ~Rayden~

Kiedy rudowłosa dziewczyna znika mi z oczu, zaczynam rozglądać się za Soren.

Przechodzę między kolejnymi alejkami, a mijający mnie ludzie co chwilę posyłają mi ciepłe uśmiechy.

W pewnym momencie jakaś starsza pani łapie mnie za rękaw i niemal siłą ciągnie w stronę stoiska z kwiatami. Zanim zdążę zaprotestować, wciska mi do ręki bukiet tulipanów.

— Dla tej ślicznej blondynki.

— To tylko przyjaciółka.

Starsza pani patrzy na mnie z takim oburzeniem, jakbym właśnie popełnił największą życiową pomyłkę.

— I właśnie dlatego powinieneś dać jej kwiaty.

Patrzę na nią przez chwilę, kompletnie nie wiedząc, co odpowiedzieć.

Starsze osoby naprawdę potrafią być… uparte.

Po kilku minutach w końcu dostrzegam Soren idącą w moją stronę z szerokim uśmiechem.

— Tu jesteś. Myślałem, że mnie zostawiłaś. Jakaś babcia prawie mnie napadła.

— Napadła? — pyta z rozbawieniem.

— Kazała mi to wziąć i dać Tobie.

Wręczam jej tulipany, przewracając oczami.

Soren bierze ode mnie kwiaty i zaczyna głośno się śmiać.

— Widzisz? Nawet starsza pani próbuje nauczyć Cię manier.

— Bardzo śmieszne.

— Nie dąsaj się. Chodź, wracamy do domu. A później wyskoczymy gdzieś na miasto. Co ty na to?

Wzdycham teatralnie.

— Niech Ci będzie.

Ruszamy powoli w stronę domu, a Soren przez całą drogę co chwilę zerka na tulipany i z trudem powstrzymuje kolejny wybuch śmiechu.

Siedzimy z Soren w salonie, rozwaleni na kanapie, i gramy w Mortal Kombat.

Aż sam się dziwię, że dostaję taki łomot.

— Nie spodziewałeś się, że przegrasz z dziewczyną, co? — Śmieje się Soren, nie odrywając wzroku od ekranu.

— Po prostu dawałem Ci fory. To wszystko.

— Jasne. — Przewraca oczami. — Już nie udawaj, że we wszystkim jesteś taki dobry.

— Lepiej uważaj. Następnym razem mogę nie być taki wyrozumiały.

Pokazuję jej środkowy palec.

Soren udaje, że tego nie zauważyła.

— Jeśli znowu wygram, kupujesz mi książkę. — Mówi po chwili.

Patrzę na nią, unosząc lekko brew.

— Nie dam Ci tej satysfakcji.

Kilka sekund później znowu wygrywa.

— Ha! Znowu wygrałam!

Pokazuje mi język, odkłada pada i z szerokim uśmiechem wstaje z kanapy.

— Idę się trochę ogarnąć. A później może pozwiedzamy okolicę?

Patrzę na ekran, na którym właśnie po raz kolejny wyświetla się moja porażka.

Wzdycham.

— Następnym razem wybieram inną postać.

— Czekam na książkę! Zaskocz mnie. — Krzyczy w drzwiach łazienki, po czym znika mi z oczu, zamykając za sobą drzwi.

Dodaj komentarz