NIEZNAJOMY

Strugi deszczu uderzały dźwięcznie o parapet. Absolutnie nie było mowy o zaśnięciu. Powodem nie był jedyne hałas, lecz także ogromny ból jaki odczuwał podkomisarz Bąkowski. Liczne obrażenia zadane mu przez człowieka, którego ścigał od wielu dni nie pozwalały na spokojny odpoczynek. Prócz cierpienia fozycznego dręczyły go również myśli. Nurtowało pytanie: "Dlaczego mnie oszczędził?" Wystarczyło zadać ostateczny cios i byłoby po sprawie. Jednak oponent się zawahał. Ten moment zwątpienia go uratował. Zapewne nie bez znaczenia był fakt, że zbliżało się wsparcie. Syreny alarmowe słyszane z daleka spowodowały kres pomysłu egzekucji. Czas ten wspomina jako upokorzenie, dlatego myśl iż wtedy spotkałaby go śmierć wydawała się kojąca dla jego duszy. Zdecydowanie chciał aby tamtego dnia poległ na służbie. Szyderczy śmiech na pożegnanie prześladował komisarza. Demoniczny, donośny powracał w krótkich epizodach snu...  

Szpital usytuowany był w dość spokojnej zachodniej części miasta. Stary budynek, ale solidnie zbudowany. Otoczony licznymi drzewami oraz żywopłotem, gęstymi krzewami tworzył atmosferę sprzyjającą dochodzeniu do zdrowia. Wijące się ścieżki niczym spagetti pozwalały w komfortowych warunkach zażywać codziennego ruchu. W samym ośrodky medycznym aparatura i personel dbały o podopiecznych, którzy przechodzili leczenie na dobrym poziomie. Tak z zewnątrz jak i wewnątrz klimat sprzyjał rehabilitacji. pokój dawało się wyczuć od pierwszego wejrzenia. Czystość bieli uspokajała wprawiając pacjentów w pogodny nastrój. jednakże po raz pierwszy pojawiła się tu postać, która miała złe zamiary. Wkroczyła do budynku pewnym krokiem niosąc za sobą cień zbrodni.  

Powoli zanurzywszy się w objęcia snu komisarz poczuł się bezpieczniej. Od wielu tygodni był przewlekle zmęczony ciągłym pościgiem, przesłuchaniami oraz licznymi uwagami przełożonych. Wszystko to i tak poszło na marne. NIEZNAJOMY uciekł - wymknął się w ostatniej chwili.  

- Witam panią, szukam pokoju podkomisarza Bąkowskiego. Byłaby pani tak łaskawa wskazać mi salę, w której przebywa? - zapytał niski męski głos.  
- A kim pan jest dla naszego pacjenta?
- jestem szwagrem i chciałbym zobaczyć jak się czuje, wiem że został ciężko ranny. Wie pani jest policjantem. Niestety żona, siostra Marka przebywa na delegacji. Dlatego chciałbym się z nim zobaczyć. Z pewnością ucieszy się na mój widok.  
- Chwileczkę... - odparła.  
Przeniosła wzrok na ekran monitora, a palcami wystukała na klawiaturze dane. Moment później zwróciła się do stojącego przed nią mężczyzny:
- Chory leży w sali 107 na pierwszym piętrze.  
- Bardzo pani dziękuję, jest pani aniołkiem - mówiąc to puścił do niej oko.  
Kobieta oblała się lekkim rumieńcem i uśmiechnęła się. Wyraźnie zadowolona powróciła do swoich obowiązków.  

Pod drzwiami gabinetu nr 107 stał młody, niedoświadczony posterunkowy Fąfara. Mniej więcej od miesiąca służył w policji. Nie było to wymarzone zajęcie dlatego nie wiązał przyszłości ze służbą. Musiał mieć źródło utrzymania, ponieważ jego grafiki nie sprzedawały się na tyle dobrze aby mógł wieść życie spełnionego artysty. Pojawiła się okazja więc czemu by nie. Obecnie jego zadaniem było dbanie o bezpieczeństwo oficera policji. Spojrzał na zegarek. 21:28. Za chwilę zjawi się zmiennik. Nareszcie. Usłyszał kroki co zwiastowało z pewnością Krzyśka. Srogo się rozczarował widząc obca postać zmierzającą w jego kierunku. Potężny mężczyzna obudził w nim niepokój. Będąc blisko posterunkowego uśmiechnął się, ale dało się wyczuć grozę. Fąfara zastopował mu drogę:
- Tu nie wolno wchodzić!
- A to niby dlaczego? Czyżby chorował tam ktoś ktoś ważny, powiedzmy komisarz Bąkowski? - spytał rozbawiony.  
- Nieważne, nie można przeszkadzać temu pacjentowi.  
- tego się spodziewałem. Jest w ciężkim stanie prawda. Wiesz chłopcze tak się kończą spotkania z ludźmi mającymi skłonności do przemocy. Z człowiekiem takim jak ja!
Mówiąc to uderzył policjanta prawym łokciem w twarz łamiąc mu nos. Fąfara wpadł na drzwi i osunął się po nich. NIEZNAJOMY chwycił go za kark odsuwając w dół jego głowę. Wyciągnął strzykawkę, a następnie wbił igłę w szyję chłopaka. Po tym młodzieniec stracił przytomność. Oprawca zabrał swoją ofiarę chowając go do schowka na szczotki. "Dobrze teraz zabawa się zaczyna" - pomyślał zaciskając dłoń na klamce pokoju nr 107.  

Przekroczył próg, a oczom jego ukazał się obraz śpiącego oficera. Podszedł do łóżka patrząc na bezbronnego komisarza Bąkowskiego. Leżał spokojnie oddając się objęciom Morfeusza podpięty do kroplówki oraz kilku innym sprzętom monitorującym stan jego zdrowia. Policjant był teraz na jego łasce. Jednym strzałem mógł rozwiązać kwestię egzystencji stróża prawa. Strzał padł, lecz nie z broni palnej. Otwartą dłonią wymierzył cios w twarz komisarza budząc go ze snu.  
- Co jest kurwa mać?! - wrzasnął oburzony.  
- Ej bez wulgaryzmów! Nie ma co prawda wśród nas dam, ale i tak było to niegrzeczne. Chcesz dostać jeszcze raz?
Wyrwany z odpoczynku czuł się skołowany. Szum w głowie, ból lewego policzka, do tego miał mgłę przed oczami. Wiedział, że nie będzie to miła wizyta.  
- Kim jesteś? Czego chcesz? I jak się tu dostałeś, przed drzwiami jest strażnik!
- Nie przedstawiłem się. Och też jestem niegrzeczny. Obawiam się, iż moje dane osobowe nic ci o mnie nie powiedzą. Na potrzeby rozmowy nazwę się Kubuś Puchatek. Choć zawsze wolałem Gofera. Ha, ha, ha. taka mała dygresja. Jak się tu dostałem? Więc twój strażnik okazał się... jakby to ująć... Miękki - tak to dobre słowo. A teraz przejdźmy do sedna. Sprowadza mnie tu kilka spraw. Po pierwsze nie było mnie tutaj od dnia narodzin, a sporo czasu minęło... Po drugie jest tutaj fajna pani w rejestracji i jeśli dobrze pójdzie umówię się z nią. Komplikacja może być fakt, że przedstawiłem się jej jako twój szwagier, a żona jest w delegacji, ale jakoś wybrnę. Jednakże to ty mój drogi oficerku jesteś moim języczkiem uwagi.  
Po tym spojrzał na niego wskazując palcem i uśmiechając się szeroko.  
- Słuchaj ludku nie jestem twoim Krzysiem ani nawet Prosiaczkiem, więc łaskawie wynoś się stąd!
- Niestety Puchatek nie posłucha... Panie komisarzu zjawiłem się tu aby wyrazić mój podziw dla szeregu działań jakie pan podjął w moim kierunku. Od ponad trzydziestu lat wszystkie możliwe służby w tym sokiści i strażacy próbują mnie złapać. Jestem oskarżany o tyle rożnych czynów, że sam się w tym pogubiłem...  
- Zaraz, zaraz czy ty jesteś NIEZNAJOMY? - przerwał mu.  
- Tak jest panie komisarzu! Dokładnie tak! - krzyknął z radością w głosie.  
Twarz oficera zbladła, a w oczach pojawiło się przerażenie. Natychmiast wrócił pamięcią do wszystkich ofiar jakie było dane mu oglądać. Porozrywane, maltretowane przed śmiercią zwłoki ponownie wypełniły jego umysł. Jak zwykle w chwilach takiego stresu zaczęła drgać mu lewa powieka.  
- W takim razie... zjawiłeś się aby dokończyć to co ze mną zacząłeś... - wymamrotał z rezygnacją w głosie.  
- Wpadłem obgadać to zagadnienie - rzekł spokojnie.  
Głos NIEZNAJOMEGO wydawał się kojący, opanowany. Mogło się odnieść wrażenie, że tak mógł opowiadać dziecku bajkę na dobranoc.  
- Widzisz chłopcze zasłużyłeś na mój szacunek.  
Mówiąc te słowa złapał za krzesło, przesunął je bliżej łóżka i usiadł.  
- Co to ma znaczyć?!
- Ciężko ci to zrozumieć, ale podziwiam twój upór, determinację. Stawiłeś mi czoła, odważnie śledziłeś moje ruchy, choć wielu miało ci za złe, że działasz sam, na własną rękę. Twój instynkt nie zawiódł. Pędziłeś opuszczony przez tych idiotów z wydziału. Kierunek był słuszny. Niemal mnie dopadłeś, lecz przegrałeś bezpośrednią konfrontację. Zgubił cię tupet, zarozumiałość, a także nadmiar pewności siebie. Na arogancję trzeba sobie zasłużyć! Gdybyś postrzelił mnie na dzień dobry nie tkwiłbyś teraz w pościeli. Moje doświadczenie wzięło górę, ale nie zrażaj się. Zabijałem mnóstwo stróży prawa z podobną determinacją - kończąc to zdanie wyciągnął zza płaszcza pistolet z tłumikiem.  
- Moja śmierć nic nie zmieni... W końcu ktoś cię dopadnie, prędzej czy później, ale nadejdzie taki dzień, w którym odpowiesz za wszystkie zbrodnie! Nie będę to ja...  
- Chwila, nie chcę cię zabijać, nie teraz... Mam z tobą zbyt wielki ubaw by pozbawiać cię życia. Twoja egzystencja jest potrzebna. Brakowało mi takiego oponenta.  
- Co zamierzasz zrobić?
- W tej chwili - nic. Absolutnie nic. Przeczekam całe to zamieszanie. Dam ci czas na poprawę formy. A jak będziesz w pełni sił powrócę by szerzyć chaos. To mnie nakręci do dalszej destrukcji, Mam kilka pomysłów na uprzykrzenie życia temu miastu...  
Po tych słowach NIEZNAJOMY powstał ruszyć do drzwi. jednak komisarz Bąkowski zatrzymał go:
- Muszę cię o coś spytać. Dlaczego to robisz? Skąd w człowieku tyle okrucieństwa?
- Ha, ha, ha! No cóż. Chodzi o poczucie kontroli, to władza jaką daje mi czynienie tego wszystkiego. Stało się to dla mnie takie uzależniające, że nie mogę ot tak tego porzucić. Nie zrozumiesz poziomu satysfakcji ogarniającej cały umysł. Spełniam się w tym, świetnie się czuję w tej roli. A patrząc jak ludzie wokół są bezradni w obliczu moich poczynań napawam się dumą. Tym bardziej nie mogę się doczekać drugiej rundy młody.  

Odwrócił się do wyjścia, chwycił klamkę. Przystanął, wyciągnął dłoń w której wciąż trzymał broń i BUM! Roztrzaskał się wazon obok łóżka policjanta rozlewając dookoła wodę i rozpryskując szkło. Podszedł bliżej, zabrał kwiatek leżący wśród potłuczonego naczynia, odwrócił się a na końcu wyszedł.

moonky

opublikował opowiadanie w kategorii kryminał, użył 1797 słów i 10096 znaków.

5 komentarzy

 
  • retrezed

    Drogi ''G'' nigdy nie spotkałeś się z utworami, w których autor celowo używa wielkich liter? Najczęściej służy to podkreśleniu, uwypukleniu ;)

  • eda14

    Dobry tekst i wyglada, jak prawdziwy fragment z kryminalu. Zapowiada sie fajnie, jesli ma swoja dalsza czesc. Trzyma rowniez w napieciu. Musze napisac, ze zawierasz rowniez dobre dialogi w swoim tekscie. Tak trzymac. I nie ma, co sie zrazac opiniami innych o interpuncji. Nikt nie pisze idealnych tekstow, a od poprawiania autorow sa korektorzy. Pozdrawiam:)

  • G.

    Oj, popraw literówki w tekście i interpunkcję. Bo w ten sposób można oszpecić nawet najlepszy tekst. Nie rozumiem, dlaczego ciągle piszesz "NIEZNAJOMY", zamiast "Nieznajomy"?...

  • G.

    Cześć.
    Jeśli mogę wyrazić moją opinię, to:
    Popraw interpunkcję. W pierwszym akapicie przed "aby" ma być przecinek. W drugim akapicie przed "jak" też przecinek.
    Nieciekawie wygląda zdanie: "Wszystko to i tak poszło na marne. NIEZNAJOMY uciekł - (...)" zmieniłbym na: "Wszystko to i tak poszło na marne. Nieznajomy UCIEKŁ. -(..)" lub "Nieznajomy uciekł!" - chodzi o zaakcentowanie, sądząc według treści, że UCIEKŁ, a nie, że NIEZNAJOMY. 4-ty akapit "- jestem szwagrem...", popraw na wielką literę.

  • retrezed

    W końcu jakiś kryminał ;) szeroki zakres słownictwa, zapowiada się ciekawie, oby tak dalej!