Do mamy

Mamo!
(Bo chyba mogę cię już oficjalnie tak nazywać.)
Za kilka miesięcy zostanę Twoją córeczką. Dasz mi imię, jedno z tych, które wyszukasz w tej grubej książce albo w nowym laptopie. Otulisz mnie różowym kocykiem. Weźmiesz na ręce i przytulisz. A ja będę mogła pierwszy raz poczuć jak bije Twoje głośne serce od zewnątrz.  
Nie mogę się tego doczekać! Wciąż o tym myślę. Co prawda, nie mam za wiele do roboty... Ale jesteś dla mnie bardzo ważna. Chcę, żebyś to wiedziała już teraz, bo potem zabraknie mi śmiałości, by to wyznać. Poza tym przysporzę Ci wiele problemów i zmarszczek. Twoje włosy zrzedną i zsiwieją, a oczy napełni bliżej nieokreślony, tylko Tobie znany smutek. Wiele razy Cię zawiodę. Serce kilkakrotnie pęknie Ci z bólu albo rozczarowania, zagości w nim oślizgły wąż i będzie je kąsał i dusił... Gorzka trucizna wsączy się w Ciebie, nie dając Ci spać. Sprawi, że będziesz siedzieć całymi nocami, popatrując w okno, nasłuchując  kroków obcych, drżąc za każdym razem, gdy rozlegnie się sygnał syreny. I wiesz co? Staniesz się małoduszna, pragnąc, by ta syrena obwieszczała nieszczęście niewinnym ludziom, byle nie tobie. Kiedy w końcu wrócę, udasz, że spokojnie czytasz książkę, choć trzymasz ją odwrotnie. Nie pokażesz jak bardzo się martwiłaś, bo nienawidzisz mnie w tym momencie. Nienawidzisz, nastroszysz brwi, ale my będziemy wiedzieć, że to gra, starsza niż świat. Ja też zacisnę usta w brzydką kreskę, plując słowami niczym smoczym ogniem. Zamachniesz się mieczem swojej władzy i odetniesz smokowi głowę. Ucieknę, Ty zostaniesz, z plecami wstrząsanymi wibracją niemych łez. Przepraszam. Za to... i za wszystko inne. Przepraszam teraz, bo później może być za późno. Nie zostanę lekarką, nie zrobię studiów,  nie zarobię więcej niż ty, nie wyjdę za mąż za chłopaka, którego mamę lubisz, nie będę nosić golfów ani unikać makijażu. Nie będę jeść z Twojego serwisu w kwiatki, nie będę chodzić w szkaradnie praktycznych butach, które mi kupisz. Wybacz, że nie mogę zrobić tego wszystkiego. Wybacz, że nie stanę się taką, jaką chciałabyś mnie widzieć. Nie potrafię dać Ci nic poza miłością, choć wiem, że to niewiele. Patrzę jak stoisz przed lustrem bokiem, gładząc dłonią ciągle jeszcze zgrabny brzuch. W tle odbija się okno - szare niebo, czerwone drzewo, liście wirujące w powietrznym balecie. Twoją twarz rozjaśnia uśmiech. To piękna chwila. Jakby wyrwana z czasu specjalnie dla nas. Niemal słyszę zeschły szelest spódniczek jesiennych baletnic. Damy sobie radę, mamo. Poradzimy sobie. Prawda?

                                                                                Kochająca
                                                                                     XYZ

Somebody

opublikowała opowiadanie w kategorii inne, użyła 481 słów i 2710 znaków.

5 komentarzy

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • AuRoRa

    Podoba mi się to, że uzmysławiasz, że każdy jest wyjątkowy, a nie taki jakbyśmy chcieli go widzieć. Pomimo tego co w życiu zrobi może liczyć na matczyną miłość, chociaż nie jest idealny    <3 łapka

  • Somebody

    @AuRoRa Dzięki  ;)

  • Margerita

    łapka w górę nienawiść to jest coś okropnego która niszczy człowieka stopniowo

  • rosee00

    Super operujesz słowami...pełna profeska...niby taki zwykły tekst ale jaki wciągający :)

  • Somebody

    @rosee00 Dzięki, staram się jak mogę :)

  • AlexAthame

    Przeczytałem wczoraj, ale byłem zbyt zmęczony, żeby coś sensownego napisać. Widać, że powoli inni też dostrzegają twój kunszt. W jednym punkcie się trochę z tobą nie zgadzam. Mogę? W kwestii nienawiści. Albo to tylko słowo. Może nie myślałaś serio. Matka raczej nie ma tego uczucia. To tylko to. Reszta? Zgadzam się w zupełności z Agnes. Łapka w górę. :))

  • Somebody

    @AlexAthame Oczywiście, że nienawiść to tylko słowo, zwykła hiperbola:)

  • agnes1709

    Jesteś naprawdę świetna w tym, co robisz!
    :bravo:

  • Somebody

    @agnes1709 Dziękuję bardzo <3