Zimna suka zaskoczona w biurze

Zimna suka zaskoczona w biurze"Cholera, jestem spóźniona" - pomyślała Anka, zerkając na zegarek i wciągając ulubione kozaczki na wysokim obcasie.  

Anka była szefową marketingu w dużej firmie usługowej. Dziś było spotkanie zarządu, podsumowujące ostatnie półrocze. Ostatnie tygodnie były wyjątkowo pracowite i kobieta nie miała nawet czasu aby odespać. Tego dnia planowała uciąć sobie półgodzinną drzemkę. Cóż, z 30 minut zrobiło się trzy razy tyle, przez co teraz modliła się, aby nic ważnego jej nie ominęło. Spotkanie zaczynało się za 7 minut, a jej droga do pracy zajmowała co najmniej 25.  

Ruszyła pędem do samochodu, o mało nie wywracając się na schodach. Po drodze dwa razy przejechała na żółtym świetle, ale na szczęście w pobliżu nie było żadnego patrolu. Sam mandat nie byłby problemem, stać by ją było. Ale to na pewno kosztowałoby ją kolejne bezcenne minuty.  

Wreszcie dojechała pod biuro. 21 minut. "Hmm... nowy rekord, nieźle" - pomyślała i na jej twarzy pojawił się na moment uśmiech samozadowolenia. Nie było jednak czasu napawać się swoim wyczynem. Wbiegła do sali.

- Najmocniej przepraszam, mam nadzieję, że nie zaczęliśmy jeszcze kluczowych tematów - zaczęła.  

- Ależ nie Aniu, jak moglibyśmy cokolwiek zrobić bez naszej księżniczki - odparował Aleks.  

Aleks był najmłodszy w całym towarzystwie, odpowiadał za sprzedaż. Zawsze działał Ance na nerwy. Mimo młodego wieku, nie miał żadnego respektu do współpracowników. Choć trzeba mu przyznać, był dobry w tym co robił. Jego pewność siebie, często przechodząca w zarozumiałość była jednak bardzo irytująca. Choć jednocześnie było w niej momentami coś pociągającego. Coś męskiego, pierwotnego, dawał poczucie, że zawsze bierze to, na co ma ochotę.  

- Dzięki - rzuciła z przekąsem Anka i zajęła swoje miejsce.  

- No dobrze, to skoro dotarła już do nas pani Anna to możemy przejść do konkretów - zaczął prezes...

***

Po blisko trzygodzinnym spotkaniu większość osób udała się jeszcze na kawę, by w luźnej atmosferze omówić to, co właśnie usłyszeli.  

- Co to się stało, że nasza miss punktualności nagle ma problem z terminami? - zaczepił Ankę Aleks. To było ostatnie, na co miała teraz ochotę, przekomarzanki z tym gnojkiem.  

- Powiedz, czy zawsze musisz być takim sukinsynem? - spytała.

- Zawsze - odparował z nieskrywaną radością.

Anka tylko westchnęła głęboko. Był nie do zniesienia.  

- No uchyl rąbka tajemnicy. Może wreszcie w życiu naszej królowej lodu pojawił się jakiś mężczyzna? Może to on cię tak pochłonął - brnął dalej Aleks.  

Tego było za wiele. Miała ochotę dać mu w twarz, ale wiedziała, że to do niczego dobrego nie doprowadzi. Inna sprawa, że faktycznie uchodziła za jak to ujął Aleks "Królową Lodu". Nie miała stałego partnera od... w sumie nie pamiętała od kiedy. Zresztą niestałego też już dawno nie. Jej cipka momentami mocno jej o sobie przypominała, że chętnie przyjęłaby w siebie jakieś obce ciało.  

- Słuchaj wymoczku, to co robię, z kim, kiedy i ile razy to nie twoja sprawa - odparowała.  

- Ooo, czyli nie da się ciebie tak łatwo zadowolić jednym dobrym wypieprzeniem? - podłapał chłopak. Nie kontynuował jednak. Odszedł z dość niepokojącym uśmiechem.  

***

Anka wróciła do siebie. Stanęła przed drzwiami i sięgnęła do torebki po klucze... "cholera,  gdzie one są?" - zadała sobie pytanie. Wyrzuciła całą zawartość torebki na ziemię przed drzwiami - po kluczach ani śladu. Wróciła do samochodu i dokładnie przeszukała wszystkie schowki - nic.  

"Stołówka! Jasne" - przypomniała sobie, że przecież gdy szukała pomadki, wyjęła część rzeczy na szafkę. Klucze musiały tam zostać. No nic, trzeba wrócić do biura.  

***

Biurowiec był już opustoszały. Na portierni przywitał ją tylko pan Stefan pytaniem co ją tu sprowadza,  nie robi jednak większych problemów.  

Anka udała się na trzecie piętro, wpadła do stołówki - nie ma! "Gdzie one do cholery mogą być!?" - zastanawiała się coraz bardziej poirytowana. W tej chwili usłyszała trzask drzwi. Myślała, że jest sama, jak widać - myliła się.

- Szukasz czegoś? - to był ostatni głos, jaki chciała teraz usłyszeć.  

- Co Ty tu do chuja robisz? - wyraźnie zdenerwowana wypaliła do Aleksa.  

- Może trochę grzeczniej? - zapytał, w tym samym momencie wyciągając zza pleców połyskujący przedmiot. Jej klucze!

- To ja się zamartwiam, gdzie je zgubiłam, a to ty cały czas je miałeś sukinsynu? - warknęła Anka, próbując wyrwać swoją własność. Aleks jednak cofnął rękę.

- Ej, ej, ej, a jakieś znaleźne? - spytał z niewinną miną chłopak.

- Nie wkurwiaj mnie! Mogłeś mi je dać zanim bez sensu pojechałam do domu!  

- Nie wiem o czym mówisz - odparował Aleks. - Poza tym w takim układzie ominąłby nas ten romantyczny wieczór.  

"Romantyczny wieczór, co za pajac! Czy on jest normalny?" - myślała coraz bardziej zirytowana kobieta.  

- Dobra czego Ty chcesz? - spytała zrezygnowana.

- Czy ja wiem... jak ważne są dla ciebie te klucze? W końcu to ty jako właścicielka powinnaś ustalić znaleźne.  

- Ok, stówa. Zadowolony? - dla Anki pieniądze nie miały większego znaczenia, zarabiała dostatecznie dużo.  

- Czy Ty naprawdę myślisz, że chce od ciebie pieniędzy? - Aleks wyglądał na lekko zażenowanego. - A co gdybym ja oddał ci klucze, a ty w zamian pokażesz mi co skrywasz pod bluzeczką? Zawsze byłem ciekaw jak prezentuje się ten biust bez pushupów.  

Anka miała ochotę przywalić gówniarzowi z całej siły w czułe miejsce. Co za bezczelny cham! Jednocześnie poczuła delikatną zadrę na honorze. Uważała, że ma całkiem seksowny biust, miseczka d, jędrne, z dużymi brązowymi sutkami... faceci nie raz ślinili się na widok jej głębszego dekoltu, a ten pajac będzie posądzał ją o pushupy...  

- Aleks, chcesz narobić sobie problemów? Mogę to zgłosić i za dwa dni ciebie tu nie ma -  próbowała na spokojnie wybrnąć z sytuacji.  

- Możesz, to prawda. A ja mogę na przykład zgłosić, w jaki sposób podkręcasz wyniki w raportach.

"A to skurwiel! Jak on się o tym dowiedział!?" - przeraziła się kobieta. Ostatnio faktycznie nie szło jej najlepiej, musiała się ratować nieco zakłamując rzeczywistość. Ale przecież nie wiedział o tym nikt! Jak to się wyda, jej kariera może lec w gruzach... Nie miała wyjścia... musiała zgodzić się na jego żądania...

- Skąd Ty to kurwa wiesz?! - próbowała zyskać na czasie. W jej głosie słychać było jednak znaczną zmianę tonu. Cała pewność siebie momentalnie z niej uleciała.  

- Skąd ja to wiem, to moja tajemnica. Wciąż za to nie wiem, jak prezentuje się twój biust. No już, już, oboje wiemy, że nie masz wyjścia, a ja tu nie mam zamiaru spędzić całej nocy. No chyba, że jakoś mnie do tego przekonasz - dodał z najbardziej skurwysyńskim uśmieszkiem, jaki Anka mogła sobie tylko wyobrazić.  

"Dobra,  szybki pokazik i do domu" - Anka chciała mieć to za sobą, a wiedziała, że nie ma wyjścia. Szybkim ruchem rozpięła koszule, niedbale ściągnęła biustonosz, w najmniej seksowny sposób, w jaki mogła to zrobić.  

- Zadowolony? - spytała. Nie czuła wstydu. Nie należała do kobiet, które krępowała nagość. Czuła jedynie wściekłość, że ten gnojek miał ją w szachu.  

- No no..., spodziewałem się trochę więcej, ale nie są takie złe - ocenił Aleks.  

Anka myślała, że zaraz eksploduje. Jakby nie była dość wściekła, to ten cymbał śmiał jeszcze krytykować jej piękne piersi... Nie wytrzymała. Pchnęła go do ściany, wciąż naga od pasa w górę i patrząc mu w oczy syknęła: - Słuchaj gnojku, oddasz mi te klucze, albo niezależnie od tego co masz na mnie, jutro Cię tu nie ma, rozumiesz?  

Aleks nieco spuścił z tonu. Chyba przeraził się wściekłości koleżanki.

- Masz. Znaleźne wypłacone, jesteśmy kwita - odparł i zniknął za drzwiami.  

Anka szybko się ubrała i ruszyła w kierunku wyjścia. Przed drzwiami zatrzymał ją jednak pan Stefan.  

- Przepraszam, mogłaby mi pani pomóc? Mam mały problem w sali 27, a sam nie dam sobie rady, to tylko 5 minut.  

Ostatnie na co Anka miała ochotę, to użerać się jeszcze z jakąś robotą tego ciecia. Nie miała jednak ochoty przez kolejne 10 minut słuchać zapewnień, że to tylko moment, szybciej będzie pomóc. Ruszyła za Stefanem. Gdy tylko weszła do sali, usłyszała trzaśnięcie drzwi i szczęk zamka. Poczuła się nieswojo. O co tu chodzi?

Nim zdążyła przeanalizować sytuację, około 50-letni dozorca docisnął ją do biurka i właśnie ściągał jej spodnie. - Widziałem, na monitoringu Cię na stołówce - rzucił tylko. Anka była sparaliżowana ze strachu i zaskoczenia. Ten stary satyr z chujem na wierzchu właśnie nacelowywał na jej cipkę. Kobieta wciąż jeszcze nie była w stanie pojąć co się dzieje... zaraz stary obleśny dziad posiądzie jej muszelkę... to nie może być prawda!

CDN.

1 komentarz

 
  • altarica

    Nieźle, ale w stołówce szukała POMADKI

  • Verdon

    Dobra, dramatyczny błąd! Dzięki za czujność, poprawione ofc :D