
W oddali majaczą skały Gibraltaru…, za nimi zaś zachodzące słońce chowa się powoli, zalewając wszystko krwistą czerwienią i gorejącą pomarańczą. Na błękitnym niebie cynober miesza się z opalem i akwamaryną, by kawałek dalej połączyć się z fioletowymi postrzępionymi chmurami. To najdoskonalsza symfonia natury, odgrywana na niebie i odbijająca się w spokojnych wodach. Zachwycił mnie ten widok, wpatruję się więc w niego pożądliwym wzrokiem, próbując przyswoić takie piękno.
O miejscu pobytu zobowiązałem się nie mówić, jednak po wielu moich prośbach Joanna zgodziła się ujawnić cel naszej podróży. Zanim o nim, słów parę o jachcie. Jeśli miałbym jednym zdaniem opisać stujedenastometrowy Excellence, powiedziałbym o nim: ponadczasowa klasyka na oceanie.
— To cudo zaprojektowali najlepsi projektanci na świecie, a zbudowano je w Hamburgu — oświadcza z dumą Midnight Pearl, po czym dodaje: — Ma silnik hybrydowy, asymetryczne miecze, ścięty grotżagiel…
Nic mi to nie mówi, nie chce jednak wyjść na ignoranta. Nie przy tej kobiecie… Mimo wszystko stawiam na prawdę, kłamstwo by się nie opłacało.
— Brzmi fachowo, choć, szczerze mówiąc, jestem totalnym laikiem, niemniej jacht jest skrajnie imponujący — za te słowa mogę wziąć całkowitą odpowiedzialność.
Joanna bacznie mierzy mnie wzrokiem, jakby chciała wysondować, czy mówię z serca czy z rozumu i uśmiecha się tajemniczo. Zamieram. Tracę grunt pod nogami.
— Czyżbym popełnił gafę i to już na samym wstępie? — owe pytanie przebiega mi przez myśl, budząc lekki niesmak.
Na szczęście po chwili w głębi spojrzenia Lady J. widzę akceptację. Przepełnia mnie radość. Upajam się nią, a czym dłużej to robię, czuję znajome przyciąganie, jak wzywany przez słońce Ikar. Zdążyłem się już sparzyć, a mimo to ponownie frunę. Wróćmy jednak na ziemię, a dokładniej rzecz ujmując, na pokład Excellence…
Pierwsze, co rzucało się w oczy, to łukowaty dziób i szklane panele od podłogi po sufit oraz „garaż” na dwie motorówki i kilka skuterów wodnych. Na rufie znajdował się klub plażowy — z wygodnymi sofami, stołem do spożywania posiłków lub gier towarzyskich, bar, a także duże telewizory do wspólnego oglądania filmów lub sportowych rozgrywek. Nie zabrakło lądowiska dla helikoptera, które — gdy nie jest używane — może służyć jako parkiet taneczny lub zewnętrzne kino. Gdyby korzystanie z tego ostatniego było niemożliwe ze względu na pogodę, na pokładzie było też drugie kino, pod dachem. Wnętrza, utrzymane w klasycznym, pałacowym stylu, były inspirowane francuskim wzornictwem.
Można było ulec iście królewskiemu otoczeniu, bez dwóch zdań. Co więcej, okalająca atmosfera zaostrzyła i tak już duży apetyt. Stało się. Oczarowany umysł puścił wodze fantazji. Jej skrzydła zatrzepotały pełną mocą, a Ikar wzbił się ku niebu, upragnionemu marzeniu, które kilka miesięcy później ziściło się co do joty.
…Stałem przed Joanną, emanując odurzającą zmysłowością. Wwiercałem w ukochaną płonące spojrzenie. Tak, pragnąłem jej. Pożądałem ciała. Łaknąłem duszy. To, co widziały moje oczy, podobało mi się do tego stopnia, że wzbierała we mnie ogromna fala nieprzyzwoitości. Lady J. wyczuła głód, który trawił niespełnione fantazje. Rozszerzone źrenice nie były w stanie ukryć budzących się do życia marzeń. Stało się więc to, co musiało…
Przepadła zanim ją dotknąłem. Potem było jeszcze… cudowniej… Gdy moja dłoń spoczęła na twarzy Joanny, ukochana zapłonęła. Palce wędrujące po brodzie, szyi oraz mostku roznieciły ogień jeszcze bardziej. Pożar przeistoczył się w pożogę.
— Ukaż mi się — wydaję polecenie, a wtóruje mi zręczne rozpięcie guzika sukienki.
Czuły pocałunek złożony na rozchylonych ustach Lady J. otwiera drzwi, za którymi kryje się rozkosz. Delikatne kołysanie jachtu nadaje surowej seksualności urzekającej urody.
— Rozbierz się, chcę zobaczyć twoje piękno — szepczę do Midnight Pearl a wzrok mi płonie.
Za palącym spojrzeniem kryje się skrajne pożądanie. Widać je nie tylko na twarzy… Podniecenie wypełnia lędźwie Joanny sprawiając, że na moich ustach pojawia się lubieżny uśmiech. Cieszę się widokiem, który mam przed oczami. Leila stoi przede mną w bieliźnie, którą jej sprezentowałem. Jest markowa, a jej cena przyprawia o zawrót głowy. Nie tylko intymny komplet należy do mnie. Jego właścicielka też. Kompletnie. Z całą nagością. Skrajną gracją. Brakiem wstydu. Nic jednak nie mówię, tylko patrzę. Podziwiam swoje najdoskonalsze Dzieło, widząc w nim pożądanie wręcz uwielbienie.
Emocje sięgają zenitu, w końcu Joanna przewraca kostkę domina, uruchamiając rozkoszny efekt. Palec ukochanej przesuwa się po męskim wybrzuszeniu. Po kilku chwilach miłego dotyku, Leila pociąga za suwak. Jestem bliski omdlenia, gdy kobieca dłoń zaciska się na penisie. Pieszczota wydobywa ze mnie niski jęk, a mój oddech omiata twarz Joanny.
— Och, tak bardzo cię pragnę, maleńka — mówię bez tchu.
— Widzę, że nie potrafisz mi się oprzeć… — słowa Midnight Pearl rozpalają krew, przyspieszają bicie serca.
To jednak dopiero początek. Z jękiem wyginam się w łuk, gdy Joanna bierze penisa do ust a jej język wiruje wokół naprężonej męskości. Celowo wypycham biodra w górę. Chcę, aby mnie połknęła aż do utraty tchu, żeby ssała nabożnie.
Nie mija mgnienie oka a ja rozciągam usta oblubienicy pazernie, zachłannie wypełniam słodyczą, do tego stopnia drapieżnie, że Lady J. głośno łapie powietrze.
— Mhm…, pyszny jest… — szepcze, posyłając mi lubieżne spojrzenie.
Przygląda mi się w napięciu, a usta ma rozchylone. I dobrze. Moje ciało zaczyna drżeć. Ach… To uczucie, które tak dobrze znam… Jestem blisko… Och…”.
Wróćmy jednak do rzeczywistości, scenariusz z przyszłości zostawiając niedalekiej perspektywie.
Podczas rejsu miałem do dyspozycji SPA z sauną, pokojem masażu i siłownią. Najwygodniej miała jednak Joanna; jej sypialnia, z sufitem sięgającym trzech metrów, ze świetlikiem i panoramicznym widokiem, wyposażona w fortepian i bar, miała dwa balkony i taras. To tam najwięcej czasu spędzałem z Joanną, prowadząc długie rozmowy, z których wyłaniał się nietuzinkowy obraz polskiej luxury escort girl. Wśród poruszanych tematów prym wiodły te stricte erotyczne. Rozmawialiśmy o klubach nocnych, ich umiejscowieniu, reklamie, o zasadach marketingowych, których efektywne przestrzeganie owocuje spektakularnym sukcesem. Zeszliśmy też na temat pracy tancerek, ich walorów wizualnych, rotacji, różnorodności i umiejętności związanych z plastyką ciała.
Ladacznica była odpowiednią osobą na właściwym miejscu. Minęło sporo czasu od chwili, kiedy postanowiła przyjrzeć się polskim klubom nocnym. Dziś, jak sama nieskromnie przyznaje, jest jedyną osobą na rynku medialnym, która tak wnikliwie, z tak wielkim pietyzmem zajęła się tą kwestią. Efekt? Na jej stronie jest cyklicznie publikowana największa baza lokalów “o zmysłowej proweniencji”. Są wśród nich kluby go-go, ze striptizem, dla swingersów i dżentelmenów… Można wybierać w szerokim erotycznym portfolio, dowiedzieć się o aktualnych wydarzeniach, imprezach, obejrzeć zdjęcia tancerek parających się striptizem, a także poczytać opinie bywalców tego typu przybytków.
Największa baza klubów nocnych, która zajmuje ważne miejsce na stronie erotycznej Joanny, daje wiele możliwości. Wszak w jednym miejscu są wszyscy ważni gracze klubowego rynku erotycznego, wiadomości o konkurencji są więc na wyciągnięcie ręki. Można szybko, bezproblemowo zobaczyć i przeczytać, co robią inni i, co istotne, jak ludzie odbierają konkretny night club. Nie bez znaczenia jest również rozpoznawalność w wyszukiwarkach internetowych. Takie nagromadzenie odpowiednich słów kluczowych wokół jednego tematu ma wymierne przełożenie na efektywność, ta zaś wprost przekłada się na napływ nowych klientów.
— Niektórzy to zrozumieli, do innych osób ta prawda dopiero dochodzi, mój zespół zaś pracuje pełną parą nad dalszym rozwojem w kierunku maksymalnego progresu — zauważa Joanna, nie kryjąc dumy z osiągnięć, po czym dodaje: — Opisy klubów nocnych w języku niemieckim i angielskim, a w przyszłości także w innych językach, mają jeden cel: przyciągnąć klienta obcojęzycznego i przez stronę skierować go do konkretnego night clubu. Mamy w tej kwestii potwierdzone sukcesy, nie spoczywamy jednak na laurach. Stąd reklamy klubów nocnych w postaci banerów, logotypów, opisów, historii i opowiadań erotycznych. To jednak nie koniec. Zapiski Ladacznicy posiadają kontakty do wszystkich osób ściśle związanych z polską branżą erotyczną. Różowy newsletter trafia do ponad tysiąca osób, informując o wszystkim, co ważne, istotne i kluczowe dla naszego różowego półświatka. Mając to wszystko na uwadze, jasnym jest zagadnienie typu: być z nami czy nie być?
— Czyli odpowiedź powinna być wyłącznie twierdząca?
— Z ust mi to wyjąłeś — z radością zauważyła Joanna, spiesząc z kolejnym pytaniem. — Wiesz, gdzie otworzyć night club? Jaka lokalizacja jest najlepsza, jeśli chodzi o tego typu przybytek?
— Ścisłe centrum? — odpowiedziałem, chociaż było to raczej pytanie.
— I tak, i nie. Ścisłe centrum to wysoki koszt najmu i dość duża transparentność działalności. Rezultat? Płacimy duże miesięczne opłaty, za to koszty reklamy lekko spadają — zważywszy na często uczęszczane miejsce. Niestety, na reklamę i tak musimy łożyć spore sumy pieniędzy. Do tego dochodzi wystawienie się na widok ogółu. Nie każdemu to odpowiada, wszak możemy spodziewać się nieproszonych gości. I rzecz równie istotna — ścisłe centrum to lokalizacja, która nie każdemu może odpowiadać w kwestii dojazdu.
— No dobrze, przeanalizujmy to na przykładzie Warszawy.
— Proszę bardzo. Zacznijmy od tego, że ktoś, kto mieszka w Rembertowie, będzie miał większe problemy z dojazdem niż mieszkaniec Woli. Wniosek z tego taki, że powinno się zrobić rozeznanie wśród klientów — skąd w większości będą przybywać. Jak tego dokonać? Zrobić research we własnym zakresie lub wynająć kompetentną osobę, tudzież firmę. Cena takiej usługi nie jest mała, niemniej warto. Wszak jednorazowe wydanie dużej sumy w chwili „dobrego” rozpoczęcia funkcjonowania night clubu szybko się zwróci — nie pozostawiała wątpliwości Joanna, dodając: — Jeśli już jednym lokalem zarządzamy, wiedza na temat miejsca zamieszkania naszych klientów pozwoli nam założyć kolejny lokal w korzystnym miejscu. Gdy zaś dopiero zamierzamy otworzyć night club a research przeprowadziliśmy infiltrując sieć, wówczas mamy ułatwiony start. Omawiane kwestie są wątkami błahymi, niemniej brzemię ich skutków może niezwykle utrudnić prowadzenie interesu. Co bowiem z tego, że lokal znajduje się w podwarszawskiej Wesołej, skoro większość amatorów tańca na rurze pochodzi z dalekiej Woli?
— Rozumiem, jak jednak skutecznie zareklamować klub nocny?
— To bardzo ważne pytanie. Jak zapewne wiesz, reklama dźwignią handlu — tak było, jest i będzie. To pierwsza zasada, której efektywne przestrzeganie owocuje spektakularnym sukcesem. Druga reguła głosi: kto stoi w miejscu, ten się cofa. A istota trzeciej myśli przewodnej sprowadza się do tezy, w myśl której kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Jeśli te trzy dogmaty umiejętnie połączymy i ukierunkujemy na konkretny cel — sukces przyjdzie dość szybko. Tyle gwoli wstępu. Teraz skupmy się na precyzyjnych działaniach. Po pierwsze, rozpoznanie rynku (klientela, miejsce zamieszkania, przedział wiekowy, zarobki, preferencje seksualne, konkurencja). Po drugie, depozytorium wiedzy, czyli kontakty do ludzi, ewentualnie miejsc, gdzie owych ludzi możemy spotkać. Po trzecie, dotarcie z informacją (strona internetowa, blog, social media, newsletter). Po czwarte, nowatorskie koncepcje, kreatywne działania, systematyczność. Po piąte, fundusz na działania marketingowo-reklamowe, który nie tylko pozwoli upowszechnić markę, ale również związać z nią klienta. To tylko pięć reguł, niestety często są ignorowane. Efekt jest taki, że właściciele polskich night clubów zarabiają tak jak na warunki Europy Środkowo-Wschodniej przystało. Czyli szału nie ma…
— Nieprawdą jest zatem, że klub nocny nie potrzebuje reklamy?
— Potrzebuje i to bardzo, pamiętać jednak trzeba o odpowiedniej formie przekazu marketingowego. Różowe parasolki trzymane przez wynajęte hostessy, które spacerowały po ulicach polskich miast — były pomysłem dobrym, choć zbyt jaskrawym jak na polskie realia. Bilbordy z różową ofertą, które parę razy widziałam na skrzyżowaniach ruchliwych ulic — też wydają się zbyt natarczywe. Wszak w obu przypadkach w głównej mierze przekaz trafia do osób niezbyt zainteresowanych reklamą, co więcej — mogą go zobaczyć osoby wrogo nastawione do różowej branży, co będzie skutkować nieprzyjemnościami…
— Jak zatem dotrzeć do pożądanego przez reklamodawcę targetu?
— Są dwie drogi, które prowadzą do upragnionego celu. Pierwsza to marketing szeptany zorganizowany zarówno w realnej rzeczywistości, jak i w świecie wirtualnym. Drugie rozwiązanie to reklama w erotycznych mediach branżowych. Nie jest ich zbyt dużo, niemniej te co są, mają pewną siłę oddziaływania. Najważniejsze jednak jest to, że gwarantują reklamodawcy dotarcie ze swoim przekazem do konkretnych osób, które mają mocno sprecyzowane oczekiwania. A o to przecież chodzi.
— A co z główną atrakcją klubu nocnego, czyli striptizem?
— Night club to miejsce szczególne. Jeśli chodzi o rozrywkę, ta w głównej mierze opiera się na seksapilu zatrudnionych dziewczyn. Nie do przecenienia są również ich umiejętności taneczne. Tyle tytułem wstępu. Właściciel klubu nocnego, chcąc mieć w swojej „stajni” najlepsze okazy, powinien wybierać dziewczyny pewne siebie, kreatywne, które potrafią efektywnie i efektownie odnaleźć się w każdej sytuacji. To jedna strona medalu. Druga jest taka, że decorum powinno być dopełnieniem meritum. Klienta trzeba zaskakiwać kreatywnością, pokazywać mu świat przez pryzmat lubieżnej zabawy, razem z nim odkrywać niezbadane dotąd lądy… Sex party to idealna ku temu okazja, dlatego warto pochylić się nad tym tematem i pomyśleć, jak wykorzystać scenografię lokalu i dziewczyny do czegoś bardziej śmiałego… Pomysłów jest aż nadto, wystarczy uruchomić wyobraźnię i fantazje przekształcić w realną rozkosz…
Night cluby typu strip w głównej mierze opierają działalność na pracy tancerek erotycznych. Czym ich więcej, czym ich mniejsza rotacja, tym lepiej — klienci lubią wybierać i przywiązywać się… To pierwsza zasada, którą powinni mieć na uwadze właściciele strip clubów. Druga zasada jest taka, że czym większa różnorodność, jeśli chodzi o urodę, tym popyt większy. Innymi słowy, należy mieć w swojej „stajni” brunetki, blondynki, szatynki i rude… Oczywiście na tym nie koniec. Dziewczyny powinny różnić się uczesaniem, długością włosów, strojem, obuwiem czy makijażem. Są panowie, którzy lubią krótkowłose, “miedziane” piękności o aparycji rozkosznej kokietki; są też tacy, którzy preferują długowłose blondynki zachowujące się dość powściągliwie. Gusty są różne i trzeba się do nich dopasować — wszak klient nasz pan. I rzecz równie istotna co nagminnie nieprzestrzegana — tancerki muszą być wypoczęte. Mężczyźni lubią świeżość a nie „przechodzony towar”. Na koniec warto wspomnieć o umiejętnościach tanecznych dziewczyn zatrudnionych w strip clubach. Niestety, rzeczywistość nie napawa optymizmem. Aby zmienić realia, proponuję zatrudnić profesjonalne tancerki, które choć przez pewien czas podszkolą tancerki amatorki. Reasumując, nie można oszczędzać na tańcu, zwłaszcza w strip clubach. Osobiście uważam, że może być słabsza kuchnia, ale nie striptiz. Zresztą po beznadziejnym tańcu nie zaostrza się apetyt, wręcz przeciwnie — żołądek ściśnięty i mdłości — to reakcja na żenadę.
— Skoro jesteśmy przy nocnych klubach pozwól, że się spytam o jeszcze jedno. Otóż, czy według ciebie, w dobie mnogości wszelkiej maści klubów jest jeszcze miejsce na agencje towarzyskie z dawnych lat?
— Świat ma to do siebie, że ciągle gna do przodu. Postęp goni innowację, zmiana następuje po momencie zwrotnym. Prawidłowość ta dotyczy także branży erotycznej. Domów schadzek pozostało niewiele, niemniej te, co przetrwały próbę czasu, mają się całkiem dobrze.
— W czym tkwi sukces tego typu przybytków? Wszak wszelkiej maści night cluby mają o wiele więcej do zaoferowania…
— I tu pojawia się pierwszy błąd — otóż night cluby nie zawsze mają lepszą ofertę… Małe agencje towarzyskie charakteryzuje kameralna atmosfera, czasem rodem z PRL, niemniej — jak pokazuje rynek — jest na to zapotrzebowanie. Ktoś powie — no dobrze, przecież night cluby oferują VIP Roomy. To nie to samo — odpowiadam. Nie każdy nadaje się do nowych wnętrz, nowoczesnej muzyki, nierzadko natarczywych tancerek. Zasada ta dotyczy zwłaszcza mężczyzn starego pokolenia. Oni nie chcą styczności z selekcjonerem o aparycji i posturze umięśnionego “karka”. Oni oczekują „ochroniarza” wiekiem zbliżonym do nich. Poza tym nie chcą się spieszyć, czyli być potraktowani jak milionowy trybik w maszynce do zarabiania pieniędzy. To dla takich ludzi są agencje towarzyskie. Właściciele tych przybytków rozumieją oczekiwania swoich klientów i dzięki temu całkiem dobrze funkcjonują w rzeczywistości nie do końca im odpowiadającej. Tym samym popyt uzupełnia podaż i tak wolny rynek reguluje segment różowej rozkoszy.
— Jak długo będziemy obserwować ten trend?
— Wydaje się, że bez końca. Wszak stare pokolenie odchodzi, ale młode się starzeje i — nomen omen — zajmuje miejsce poprzedników…
Tak, Joanna była szatańsko inteligentna, bez dwóch zdań. Kochała też zwierzęta, zwłaszcza koty. Podczas rejsu towarzyszyły nam dwa czarne futrzaki — Diabolina o sierści miękkiej, przypominającej watę cukrową i Felini o złotych, lśniących oczach, zbliżonych kształtem do pary guziczków. Kicia ucieleśniała pragnienie małej dziewczynki, która marzyła, by objąć niebo i znaleźć kogoś, kto sprawi, że będzie szczęśliwa. Niemal zawsze lekko wycofana, akceptująca tylko swoją panią, rzadko rzucająca zaczepne spojrzenie. Kocur był zupełnym przeciwieństwem swojej siostry. Ten prawdziwy wilk skrywał w czeluściach duszy tajemniczą i mroczną istotę, która miała w sobie powab nocy. Był bardziej towarzyski, zawsze gotowy by wyruszyć na podbój świata.
— Dokąd idziesz Feluszku, wziąłeś już tobołek podróżny? — notorycznie pytała się Joanna Feliniego, który stał na krawędzi jachtu, szykując się do skoku życia. Do mnie zaś skierowała credo życiowe następującej treści: — Zapamiętaj Krzysztofie: kobieta, która nie lubi kotów, nie jest w stanie uszczęśliwić mężczyzny. Dokładnie wiem o czym mówię, wszak każdego dnia pochylam się nad małą częścią mnie, która ufnie mruczy…
Wypowiadając ową prawdę, wzięła na ręce Felka, a on fuknął zeźlony. W ramach przeprosin pocałowała go w pyszczek i podrapała za uszkami, tak jak lubił. Uśmiechnęła się, kiedy zaczął mruczeć. Pogłaskała go miękko, po czym odstawiła na miejsce. Spojrzał na nią z urazą, jakby było dla niego ujmą, że nie wypieściła go, jak należy.
— A propos twoich futrzaków… Czytałem, że pod wieloma względami właściciele zwierząt domowych uważani są za osoby upodabniające się do swoich pupili. I tak na przykład psiarze uchodzą za ekstrawertyków, kociarze zaś odwrotnie — dominują wśród nich introwertycy.
— A ja, jaka jestem według badań? — podchwyciła temat Joanna, wyraźnie zainteresowana poruszonym wątkiem.
— Na pewno równie mądra co piękna — bez jakiejkolwiek wątpliwości wyrzucił z siebie Krzysztof, dodając: — Musisz jednak wiedzieć, że wpływ zwierzaków na nas potrafi iść znacznie dalej.
— To znaczy? Ciekawość pęczniała jak drożdżowe ciasto.
— Posiadanie kota może mieć istotny wpływ na twoje zachowania erotyczne, wywołując na przykład fascynację sadomasochizmem. Oczywiście, wierząc badaniom opublikowanym w Journal of Evolutionary Psychology.
— Myślisz, że czerpanie przyjemności z dominacji nad partnerką/partnerem lub bycia podporządkowaną/podporządkowanym drugiej osobie jest równoznaczne z posiadaniem kota? Gdyby tak było, to zważywszy na to, że posiadam dwa futrzaki, moje zainteresowanie krępowaniem, przemocą, masochizmem, a nawet gwałtem sięgałoby zenitu… — Tak mnie postrzegasz? — z widocznym zaintrygowaniem Ladacznica zaserwowała pytania.
— Z pewnością, według naukowców, jesteś bombą z opóźnionym zapłonem… — padła odpowiedź, sygnalizująca zainteresowanie tematem.
Futrzaki były kochane, niemniej jak ogień i woda. Coś jednak tych indywidualistów do siebie ciągnęło, ponieważ nie mogły bez siebie żyć. Co ciekawe, nie były to koty rasowe, Diabolina trafiła do Joanny z warszawskiej Pragi Północ, Felini zaś został zabrany z Mazur. Obie istoty, które zostały uratowane od biedy, teraz ganiały się po jachcie — własności kobiety, która czego nie dotknęła, zamieniało się w złoto, jak u króla Midasa… Dziwny był to widok, osobliwa była cała ta sytuacja. Co gorsza, od momentu, kiedy poznałem Joannę, jej słodycz unosiła się nade mną niczym miecz Damoklesa…
Blichtr otoczenia i blask mojej rozmówczyni, choć niejednego mogłyby skonfundować, mnie nie wprawiały w zakłopotanie. Miałem już na koncie kilka wywiadów z osobami, nazwijmy to, „nie z tej bajki”. Wśród nich znalazł się między innymi autor zmysłowych powieści erotycznych, których był głównym bohaterem… Zagadkowa postać, skupiająca na sobie zaciekawione spojrzenia kobiet i mężczyzn. Pan swoich talentów i swojego czasu. Przeprowadziłem również wywiad z Janem Szybawskim, tajemniczym biznesmenem z Krakowa. Swego czasu “polski król striptizu” zarządzał klubami go-go. Sieć Cocomo była obecna w kilkudziesięciu polskich miastach, a zrobiło się o niej głośno po tym jak goście, którzy przyszli zobaczyć striptiz w poznańskim lokalu, wyszli z niego z rachunkiem opiewającym na kwotę blisko miliona złotych. Tego było już za wiele — do lokalu wkroczyła policja, podejrzewając handel narkotykami i dosypywanie ich klientom.
Miałem także przyjemność poznać alfonsa z Madrytu, który opowiedział mi o sekretach najstarszego zawodu świata, skupiając się na rodzimym rynku. Dzięki mojemu rozmówcy dowiedziałem się, że prostytucja w Hiszpanii jest legalna. Za uprawianie nierządu nie idzie się do więzienia, ani nie grożą za to żadne sankcje karne. Hiszpanie mają bardzo otwarte umysły i do seksu oraz do kupczenia ciałem podchodzą w zupełnie inny sposób niż większość krajów europejskich. Są zdecydowanie bardziej tolerancyjni niż inne nacje zamieszkujące Stary Kontynent. W całej Hiszpanii funkcjonują tak zwane kluby. Są to po prostu domy publiczne, gdzie pracują dziewczyny do towarzystwa. Tego typu przybytki znajdziemy dosłownie wszędzie, od Madrytu i Barcelony, po najmniejsze miasta i miasteczka. Czasami nawet na wsi, przy drodze z jednej wioski do drugiej. Dom publiczny to tradycja i instytucja do zarabiania pieniędzy oraz dogadzania mężczyznom, funkcjonująca od dawien dawna. Zwykle wejście do domu publicznego w Hiszpanii jest za darmo, ale za to musisz kupić jeden drink, który kosztuje minimum dziesięć euro. Najlepsze lokale posiadają do stu dziewcząt. W dobrych klubach ceny za seks zaczynają się od kilkuset euro za godzinę. Jeszcze kilka lat temu w hiszpańskich domach publicznych można było spotkać mnóstwo pięknych dziewczyn z Ameryki Południowej, z takich krajów jak Brazylia, Kolumbia, Wenezuela, Argentyna, Ekwador czy Urugwaj. Niestety, kryzys wygonił dziewczęta z Hiszpanii. Dziś, wchodząc do hiszpańskiego burdelu, spotkasz tam Rumunki, czasami Bułgarki lub Mołdawianki, są też Turczynki i Albanki. Płacą właścicielowi klubu ustaloną sztywną stawkę za pokój. To, co wypracują od klientów podczas jednej nocy, należy do nich. Prostytutka ma również procent ze sprzedanych drinków na terenie domu publicznego.
Jeżeli odwiedzasz Costa Blanca lub mieszkasz tutaj, to na drodze krajowej N332 z Alicante znajduje się kilka domów publicznych oraz jeden klub dla swingersów. Lokal w Guardamar del Segura na Costa Blanca jest prowadzony przez Holendrów mieszkających od lat w Hiszpanii. Łatwo go znaleźć, jest widoczny po prawej stronie na wiadukcie, na drodze z Alicante do Torrevieja, tuż przed zjazdem na Guardamar del Segura. Odwiedzając burdel w Hiszpanii nie masz obowiązku korzystania z serwisów seksualnych. Wystarczy, iż wejdziesz i zamówisz aperitif. Nie musisz płacić za seks, możesz tylko popatrzeć na półnagie dziewczyny, wypić drinka i pójść spokojnie do domu. Nikt nie będzie cię tutaj zmuszał do czegokolwiek.
Najpopularniejszym burdelem w okolicach Orihuela Costa był od dziesiątek lat klub Scala, znajdujący się przy drodze N332 na wysokości Cabo Roig. Kilka lat temu przeniósł się bliżej Torrevieja i znajduje się tuż przy rondzie Punta Prima. Lokal zobaczysz po prawej stronie, mieści się tam również kasyno. W Guardamar del Segura znajduje się klub Nancy, również przy drodze N332. Jeżeli chciałbyś poswingować z żoną lub dziewczyną, odwiedź Puerto de Amore w Guardamar de Segura, na drodze z Alicante do Torrevieja. Z kolei odwiedzając Costa Blanca i szukając wysokiej jakości seksu, koniecznie wybierz się do klubu D’Angelo. To pięciogwiazdkowy dom publiczny, położony przy Avenida Denia w Alicante, przy drodze na Benidorm. Dziewczęta pracujące w D’Angelo przechodzą bardzo ścisłą selekcję i nie znajdziesz tutaj brzydkiej czy grubej prostytutki. Dominują dziewczyny o wymiarach modelek, z klasą, doskonale wykształcone i oferujące wszystkie rodzaje seksu.
Tyle o kupczeniu ciałem na Półwyspie Iberyjskim. Jeśli zaś chodzi o niemieckie realia, tu z pomocą przyszedł szef eleganckiej agencji towarzyskiej Brentmodels, dla którego pracują kobiety w Berlinie, Monachium, Hamburgu, Kolonii, Düsseldorfie i Lipsku. Ów menadżer uświadomił mnie, że w Niemczech prostytucja jest prawnie uregulowana, legalna i od 1987 roku opodatkowana, a damy do towarzystwa mają prawa i obowiązki jak każdy zatrudniony. Nie muszą zgadzać się na wszystkie życzenia swoich klientów, z kolei “nabywcy” nie mają prawa wymagać zwrotu pieniędzy, jeśli nie są usatysfakcjonowani z usługi. W porównaniu do wszelkiego rodzaju sklepów i zakupów — w tym biznesie nie ma reklamacji. Poza tym świadczenia usług seksualnych skutecznie chronią przed przemocą i wykorzystywaniem oraz chorobami zarówno prostytutki, jak i klientów. Taka asekuracyjna profilaktyka jest również w rozumieniu państwa niemieckiego zdecydowanie tańsza niż ewentualne leczenie. Nie „przemęczając” się, przeciętna prostytutka w Niemczech, według magazynu Briggite, zarabia tysiąc pięćset euro netto, lecz ceny ciągle spadają, głównie ze względu na konkurencję przybyłą ze wschodu Europy — Białorusi, Ukrainy i… Polski. Ten ostatni kraj zaczyna stanowić główną część niemieckiej prostytucji. Na zdecydowanie większe, przynajmniej oficjalnie, zarobki mogą liczyć kobiety zatrudnione w luksusowych klubach i agencjach, nawet cztery tysiące euro netto miesięcznie.
Niezaprzeczalnie najbardziej znaną ulicą domów publicznych w Niemczech jest Reeperbahn, uznawana również za jedną z głównych „atrakcji” Hamburga. Przecina ona dzielnicę rozrywki i grzechu, St. Pauli. Przez wiele lat jej status i legenda opierała się na marynarzach, którzy po tygodniach rejsów zawijali do portu, a dzielnica czerwonych latarni i jej „bogactwa” rozwijała się równolegle z portowym miastem. Znajduje się tu również ulica Herbertstrasse, na którą mogą wejść tylko panowie, a dzielnica St. Pauli nierzadko jest celem z góry opłaconych wycieczek zakładowych jako forma nagrody dla pracowników. Wszystko to składa się na opinię Hamburga jako niemieckiej stolicy rozpusty. Z kolei Paradise w Saarbrücken to największy dom publiczny w Niemczech. Wraz z ogrodem, basenem, a nawet własnym kinem ma powierzchnię pięciu tysięcy metrów kwadratowych i zatrudnia setkę prostytutek. Lokalizacja blisko francuskiej granicy, podobnie jak wielu mniejszych przybytków w mieście, nie jest przypadkowa. We Francji, w przeciwieństwie do Niemiec, obowiązuje restrykcyjne prawo. Korzystanie z usług prostytutek jest karane grzywnami sięgającymi kilku tysięcy euro, a nawet kilkumiesięcznym aresztem, więc cały biznes zszedł do nielegalnego podziemia… bądź sprowadza się do wycieczek za wschodnią, w tym wypadku niemiecką granicę.
Pomijając wszystkie oficjalne domy publiczne, znaczna część prostytutek łapie klientów na ulicach. Bonn jako pierwsze niemieckie miasto wprowadziło specjalne uliczne automaty. Kupno biletu, którego charakter można porównać do zapłaty za miejsca parkingowe, oznacza, że panie lekkich obyczajów przez wyznaczony czas mogą oficjalnie stać na ulicy, reklamując swoje usługi. Miasto dzięki przychodom z tego rodzaju biletów (sięgającym czterdzieści pięć tysięcy euro rocznie) zatroszczyło się o dziewczyny, stawiając dla nich oświetlone, zadaszone budki, mające chronić przed warunkami atmosferycznymi zmiennych pór roku. Warto w tym miejscu również wspomnieć o legendarnym, jedenastopiętrowym wieżowcu w Kolonii, siedzibie domu publicznego Pascha, który pamięta jeszcze czasy ery RFN-owskiego porno na kasetach VHS, gdzie karty jako aktorka, a z czasem producentka rozdawała Teresa Orlowski. Gdyby ktoś chciał zobaczyć, jak wygląda „chluba” Kolonii, może wybrać się na dziesięciominutowy spacer przez pobliski park przy okazji załatwiania spraw w polskim konsulacie. Bez specjalnych wycieczek obędzie się za to, gdy ktoś pociągiem lub autokarem przyjedzie do Frankfurtu nad Menem. Chcąc dostać się z dworca do ścisłego centrum, nie sposób ominąć mnogości klubów, burdeli i hoteli na godziny, zabudowanych wokół ulic Elbe oraz Taunusstraße. Jest to dzielnica Bahnhofsviertel, gdzie bez problemu można oddać się trzeciemu grzechowi głównemu. Innym popularnym miejscem w mieście dla szukających wrażeń jest ulica Theodor Heuss Strasse. Zapełnia się wieczorami, przeważnie podczas wszelakiego rodzaju targów. Jak powszechnie wiadomo, gości z całego świata trzeba przywitać „niemiecką”, do tego w pełni legalną gościnnością, z czego dziewczyny oraz ich alfonsi doskonale zdają sobie sprawę, „okupując” Theodor Heuss Strasse w odpowiednim czasie.
Kończąc temat płatnej miłości, nie sposób nie wspomnieć o tym, że ostatnio gościłem w agencji towarzyskiej Cinderella Escorts, która za grube pieniądze sprzedaje niewinność nastolatek. Klient wchodzi na stronę, przegląda zdjęcia dziewic i niczym w sklepie wybiera kogoś dla siebie. Po dokonaniu transakcji nastolatka czeka na swojego kupca w jednym z niemieckich hoteli. Mają czas do rana. O agencji stało się głośno, gdy Aleexandra Kefren, osiemnastoletnia modelka z Rumunii, ogłosiła, że sprzedaje swoje dziewictwo za pośrednictwem Cinderella Escorts. Dziewczyna wyznała, że na jej decyzję wpłynęła bardzo trudna sytuacja finansowa rodziny. Oprócz doraźnej pomocy, część zarobionych pieniędzy nastolatka chciała wydać na studia. O dziewictwo Aleexandry walczyli mężczyźni z całego świata. Zwycięzcą, jak poinformowała agencja, okazał się biznesmen z Hong Kongu, który wyłożył za noc z modelką ponad dwa miliony euro.
— Nigdy nawet nie marzyłam o tym, że oferta będzie tak wysoka. To naprawdę spełnienie moich marzeń. Zdecydowanie wolę stracić dziewictwo w ten sposób niż z chłopakiem, który prędzej czy później i tak by mnie zostawił. Podejrzewam, że wiele dziewczyn uważa podobnie — napisała modelka.
Do Cinderella Escorts zaczęły się zgłaszać inne dziewczyny, które również traktowały dziewictwo jako inwestycję w swoją przyszłość.
— Będę miała na naukę, na podróże — twierdziła każda z nich.
Kolejnym „sukcesem” Jana Zakobielskiego, właściciela agencji, stała się dziewiętnastoletnia Giselle z USA. Atrakcyjna szatynka o idealnej figurze została sprzedana za blisko trzy miliony euro. Tym razem zawrotną sumę na konto agencji przelał biznesmen z Abu Dhabi.
Spotkałem się również z najbogatszym Węgrem. Gyorgy Gattyan dorobił się kroci na produkcji filmów dla dorosłych. To dzięki niemu Węgry są stolicą światowego przemysłu porno a majątek króla wynosi sześć miliardów euro. Pomysł biznesowy, który wywindował go na szczyt, to streaming materiałów video. Działający od 2001 roku serwis Livejasmin.com oferuje taką oto usługę: panie lekko traktujące nagość pokazują się na monitorach komputerów panom, którzy lubią na nie popatrzeć. Proste? Tak banalne i innowacyjne, że strona generuje największy ruch spośród wszystkich serwisów internetowych kierowanych do dorosłych na świecie.
W Polsce podobne biznesy zaczęły się pojawiać dopiero niedawno i są „marną”, lokalną kopią modelu biznesowego wymyślonego przez Węgra. Aktywny na tym polu jest zwłaszcza Michael Bagnati, który za pomocą swojej infrastruktury daje dziewczynom szansę, by zarabiały pieniądze na czatach z zagranicznymi klientami. Najpierw zatrudnił dwie wideomodelki, które pracowały w biurze firmy. Na początku dziewczyny się nie rozbierały — zaczęły to robić, kiedy wprowadzono komunikator i była możliwa praca w domu. Wówczas czuły się mniej skrępowane niż siedząc metr przed moderatorem w studiu. Komunikator pozwolił Michaelowi rekrutować dziewczyny z Polski, Rosji i Ukrainy. Finalnie — mieć klientów z całego świata.
— Duża część wideomodelek to kobiety powyżej trzydziestego roku życia. Ludzie chcą realności i osób, z którymi mogą się utożsamiać. Filmy pornograficzne klasy wyższej wyszły już z mody. Najlepiej sprzedają się ekranizacje amatorskie. To przeciętny odbiorca jest w stanie sobie wyobrazić. Dziewczyny z okładek są dla niego nieosiągalne — tłumaczył mi Bagnati.
Dziewczyny zarabiają na tym, że przyciągają klientów, którzy płacą za każdą minutę rozmowy. Moderatorzy logują modelkę na ośmiu czy dziewięciu portalach jednocześnie. Wideomodelki mogą więc mieć dwóch klientów z Niemiec, jednego ze Szwajcarii i dwóch ze Stanów Zjednoczonych. Dostają pięciokrotną stawkę minutową. Warto w tym miejscu podkreślić, że klient płacąc wyższą stawkę, może wejść na czat one-to-one, blokując innym możliwość rozmowy z wybraną modelką.
— Określamy, jak dziewczyny powinny być ubrane i jak się zachowywać. Wskazane jest, aby miały na sobie obcisłe stroje, najlepiej sukienki, które w sposób skrajnie kuszący uwydatniają dekolt. Ustawienie kamerki powinno być takie, by można było zobaczyć całą sylwetkę. Jako że trzeba zwracać uwagę na płynną transmisję obrazu, zalecamy dziewczynom, by miały stabilne łącze internetowe i dobre oświetlenie. Ważna jest też pierwsza reakcja na klienta. Dziewczyna nie powinna znikać z pola widzenia, być znudzona, zdenerwowana. Wręcz przeciwnie, powinna pokazywać gościom, że cieszy się z ich wizyty, uśmiechnąć się czy nawet pomachać. Spoglądając w obiektyw kamerki, sprawiać wrażenie, jakby patrzyła klientowi prosto w oczy. Cały czas pieczę nad tym, co widzi odbiorca naszych usług, sprawują moderatorzy. Piszą, żeby poprawić kadr albo zapalić światło. W imieniu dziewczyny prowadzą rozmowę z klientem po niemiecku lub angielsku. Mają podgląd do obu kamerek. To oni przekazują przez komunikator prośby mężczyzn. Przez podświetlanie się ikonek wideomodelka wie, czy na przykład wszedł nowy, zainteresowany gość, kiedy powinna się uśmiechnąć albo w którym momencie moderator odpisuje w jej imieniu klientowi. Wtedy dziewczyny powinny upozorować odpisywanie na klawiaturze, tworząc wrażenie, że kontrahent prowadzi z nimi bezpośrednią rozmowę — wyjaśnia Bagnati.
Wracając do południowego sąsiada Polski, dlaczego na Węgrzech Gyorgy Gattyan dorobił się kroci? Bo ten kraj to prawdziwe eldorado dla przemysłu porno. Masowo produkuje się tam filmy, wydaje poczytne magazyny dla dorosłych, międzynarodowe agencje porno szukają tam aktorek i modelek, przedsiębiorcy tworzą coraz to nowe odważne serwisy internetowe. Towarzyszy temu prostytucja i seksturystyka. W przeciwieństwie do kraju nad Wisłą…
Reasumując, miałem duże doświadczenie branżowe, nie wypadłem więc sroce spod ogona, niemniej Joanna Dark biła na głowę wszystkie wymienione osoby. Deklasowała je już na wstępie. Przede wszystkim za sprawą diabelskiego piękna… Jej zjawiskowa twarz była pełna wyrazu, emocje zaś czyniły Joannę kobietą intrygującą i fascynującą. Z kolei oczy były prawdziwą bramą do zmysłowości. Odzwierciedlały wnętrze, nadawały twarzy charakteru, śmiały się, błyszczały, czarowały. I choć spojrzenia krótkie, były niezwykle wymowne. Jedno mówiło więcej niż tysiąc słów. Uśmiech za to był niezawodną bronią owej piękności. Raz przybierał postać tajemniczego wyrazu twarzy Mony Lisy, będąc pełnym zagadek i skrytych obietnic, innym razem był piękny i szeroki — pełen wdzięku i czaru.
Płynąc monstrualnym jachtem z Królową Polskiej Prostytucji miałem już pewien obraz tej nietuzinkowej postaci. Wiedziałem, jak wygląda, miałem świadomość kim jest, poznałem jej opinie na kilka ważkich, kontrowersyjnych tematów i… to wystarczyło bym chciał spędzić z nią całe życie. Teraz, gdy zaspokajała mnie jako słuchacza, wzbudzała jeszcze większą ciekawość. Jej opowieści nawiedzały mnie w snach. Jej wizje były czyste jak w technikolorze, zaś treść napakowana zwyrodnieniem, niewinnością, nienawiścią, zazdrością i humorem. Wątki bogate i wysokokaloryczne, a pirotechnika językowa wprawiała w zachwyt. Tak, Joanna była jak książka. Nie potrafiłem czytać jej szybko, zmuszała mnie do zatrzymania się, podduszała, wciągała powoli, na trochę, zupełnie…
— Jesteśmy na miejscu! — nagle, stanowczym głosem oznajmił kapitan, wybudzając mnie z zachwytów nad pięknem Joanny i rozwiązując zagadkę, dokąd płyniemy.
Wciągnąłem pierwszy łyk słodkiego powietrza tajemniczej wyspy, włożyłem ciemne okulary i zlustrowałem krajobraz. Palmy szeleściły na wietrze, po lazurowym niebie przetaczały się delikatne chmurki. Woda była spokojna, promienie słońca przyjemnie grzały skórę, wiatr szumiał mi w uszach, kiedy motorówka ślizgała się po wodzie.
Gdy przybiliśmy do nabrzeża, uderzyło mnie piękno plaży z różowym piaskiem. Kapitan skierował nas ścieżką przez las tropikalny, tak ocienioną palmami, że było tam z dziesięć stopni chłodniej. Świergotały wielobarwne ptaki, od czasu do czasu pod nogami przemknęła jaszczurka.
Szliśmy pod baldachimem liści aż po chwili dostrzegliśmy dwa domki stojące w odległości kilkuset metrów od siebie, jeden w odcieniu błękitnego nieba, drugi turkusowy, oba wykończone bielą i czerwonym dachem. Wokół była plaża z różowym piaskiem, słońce odbijało się od spokojnej krystalicznej wody. Trudno sobie wyobrazić bardziej zachwycający krajobraz.
Otworzyłem drzwi domku i wszedłem do środka. Mój wzrok natychmiast przyciągnęły okna i zapierający dech w piersi widok na ocean. Ruszyłem przez pokój z belkami na suficie do ściany okien. Wszystkie były otwarte i wpuszczały do środka morską bryzę. W środkowej części znajdowały się oszklone drzwi prowadzące na patio, z altaną zapewniającą cień. Dalej był basen otoczony tropikalną roślinnością.
Po chwili znalazłem sypialnię, gdzie stało misternie rzeźbione drewniane łoże i skąd roztaczał się kolejny widok na ocean. W międzyczasie dostarczono mi walizki, więc nie tracąc czasu, przebrałem się w spodenki do pływania, wziąłem ręcznik z pięknej łazienki i wyszedłem na patio, by po chwili wskoczyć do basenu.
Woda była chłodna, idealny kontrapunkt dla silnego słońca. Odsunąłem włosy z twarzy i podpłynąłem do brzegu basenu, oparłem na nim ręce i podziwiałem urodę oceanu. Nagle zauważyłem Joannę przed drugim domkiem idącą do wody. Była odwrócona do mnie tyłem, ale musiałbym być martwy, by nie podziwiać włosów do połowy pleców, opalonej skóry kontrastującej z kolorowym sarongiem, sprężystych nóg i pięknych bosych stóp. Zatrzymała się w miejscu, gdzie różowy piasek spotykał się z wodą i odwróciła się w moją stronę.
Tętno natychmiast mi przyspieszyło, kiedy na moment przesunęła okulary na czoło, uśmiechnęła się i pomachała ręką. O Szatanie, to niesprawiedliwe, że jest taka piękna. Ruszyła w moim kierunku. Nie mogłem tego zatrzymać…
Joanna wiedziała, czego chce. Była też świadoma, że los nie podrzuca nam co i rusz szans czy okazji. Nie tak wygląda życie. Trzeba brać to, czego pragniemy, wtedy, gdy mamy szansę. Patrząc, jak Krzysztof wychodzi z basenu, a jego ciało ocieka wodą, nie musiała zadawać sobie pytania, jaki ma cel. Chciała czuć na sobie jego wargi. Musi go mieć, choćby przez te kilka dni w raju.
Przyglądała mi się, kiedy wycierałem się ręcznikiem. Jej wzrok utkwił przede wszystkim na wyrzeźbionych ramionach. Uwadze nie uszedł też środek klatki piersiowej, gdzie biegł wąski pasek zarostu. Miała chęć wpleść palce w te włosy. Całować skórę, pod którą prężyły się mięśnie brzucha, pociągnąć za sznurki spodenek…
Nie mogła nie zauważyć języka mego ciała, napiętych ramion i rąk przyciskających ręcznik do piersi, jakbym się przed nią chował. Rozpaczliwie pragnęła to zmienić. Zresztą ja też miałem ochotę ją objąć i nie wypuścić z ramion do końca świata, ale panujące między nami dziwne napięcie działało na mnie obezwładniająco.
Rozejrzała się, szukając miejsca do siedzenia.
— Pozwolisz? — wskazała na leżak pod parasolem.
— Tak, jasne.
Usiadła wygodnie i nie poprawiła sarongu, który rozchylił się, odsłaniając nogi, a także spory fragment brzucha. Uwielbiała mnie obserwować, gdy starałem się na nią nie patrzeć…
— Czy pragnął jej tak jak ona jego? Marzył o jej dotyku? Pocałunku?
Myśl o tym, że mogłaby uwolnić trzymane w ryzach pożądanie, i to w tym raju, gdzie mogli cieszyć się rozkoszną prywatnością, była tak kusząca, że dostała dreszczy. Łatwo byłoby rozwiązać węzeł sarongu i pozwolić mu opaść, przesunąć palcami wzdłuż brzegu stanika, gdzie krągłość piersi przykuwała uwagę. Wiedziała jednak, że nie należy się spieszyć.
Krzysztof również tłumił emocje, choć nie było to zadanie łatwe. Sam na sam z kobietą marzeń na nieznanej nikomu wysepce, kropce na Atlantyku, z pewnością tysiące kilometrów od cywilizacji. Jakby tego było mało, piękny słoneczny dzień, pusta plaża, lekka bryza głaszcząca skórę, słodko pachnące powietrze. I ona. W chwili, gdy sarong rozsunął się, pokazując kuszące uda Joanny i to miejsce na biodrze, gdzie znajdował się sznureczek od bikini, wszystko mogło się zdarzyć. Wiedział, co chciałby z nią zrobić — paść na kolana i całować każdy centymetr pięknej nogi, zaczynając od smukłej kostki. Posuwając się w górę dotarłby do biodra. Jedynym, co miałoby sens, gdyby dotarł tak daleko, byłoby pociągnięcie za ten sznureczek, najlepiej zębami, by go rozwiązać i przywrzeć do Joanny wargami, aż wsunie palce w jego włosy i wyszepta jego imię.
— Dziś wieczorem zapraszam cię na kolację, przygotuję coś pysznego. — Halo Krzysztof, jesteś tu? — ponowione trzykrotnie pytanie pięknej wyspiarki w końcu dotarło do świadomości niespełnionego kochanka.
— Tak, oczywiście, z chęcią przyjdę.
Odpowiedzi towarzyszyło urocze dziwactwo, a mianowicie zwilżenie językiem wargi. Krzysztof robił to za każdym razem, gdy ktoś wybijał go z rytmu. Zauważywszy ową prawidłowość, Joanna nie mogła sobie odmówić prowokowania tego stanu, z przyjemnością patrząc na usta swojego gościa.
— Tylko kolacja? — padło z jego strony pytanie, które w tym momencie nie powinno mieć miejsca, ale nie zawsze da się utrzymać emocje na wodzy.
Joanna poprawiła sarong, wstała i rzuciła w stronę Krzysztofa płomienne spojrzenie.
— Najprawdopodobniej wrócisz do domu nadzwyczaj usatysfakcjonowany…
— Doprawdy?
Interakcja miała świadczyć o tym, że sytuacja została opanowana. Nic bardziej mylnego.
— Owszem, moja kuchnia jest naprawdę dobra… — padła kokieteryjna fraza, po czym pojawił się pocałunek. Tak zmysłowy i namiętny, że Krzysztof odniósł wrażenie, iż ziemia się pod nim osuwa.
Erekcja, z którą tak rozpaczliwie walczyłem, wymusiła na mnie powrót do domku. Pocałunek przyjemnie zakręcił mi w głowie, a słone balsamiczne powietrze zaostrzyło apetyt na więcej…
— Może zimny prysznic zmyje ze mnie skutki działania Joanny? — owa myśl przebiegła przez moją głowę. — Nie, to nic nie da, muszę się od nich uwolnić… — wtórowała jej przeciwstawna koncepcja. — Tak, to jedyne wyjście… — słodycz wyboru przyprawiła mnie o rozkoszny grymas malujący się na ustach.
Poszedłem do sypialni, rozebrałem się i położyłem na wielkim łóżku.
— Pora wziąć sprawy w swoje ręce — pomyślałem, po czym puściłem wodze fantazji, wprowadzając je do świata rzeczywistego.
Zamknąłem oczy i pozwoliłem sobie na luksus przywołania obrazu Joanny, jej lśniących włosów, oczu o niezwykłej głębi, pełnych warg i uśmiechu, który roztopiłby najgrubszy lód. Zgrabnych nóg i krągłych bioder. Pysznych piersi. Wyobrażałem sobie, że znów ją całuję, tyle że tym razem nie ma końca. Nasze języki łączą się w namiętnym tańcu i pragną więcej…
— Jesteś taka piękna. Chcę cię zobaczyć, całą…
Jej serce przyspieszyło. Mimo ciepłego wiatru ramiona i dekolt pokryła gęsia skórka. Bez słowa sięgnęła do tyłu i pociągnęła sznureczek stanika, by zrzucić go na piasek.
— O tak…
Podszedłem bliżej, wpatrując się w jej twarz, po czym przeniosłem spojrzenie niżej.
— Tak, właśnie tak…
Z podniecenia jej piersi zrobiły się ciężkie.
Półprzymknięte w rozkoszy oczy Joanny tak podniecały, że nie byłem w stanie nad sobą zapanować. Gdy morska bryza zwiała mi włosy z czoła, wziąłem głębszy oddech. Pochyliłem głowę, zacisnąłem powieki, dotknąłem wargami jej ust. Skutek był taki, jakbym rzucił zapaloną zapałkę na stertę gazet. Wargi Joanny były miękkie i zmysłowe, wprost doskonałe.
Przesunęła językiem po mojej dolnej wardze. Wspięła się na palce i przylgnęła do mnie, a dla podkreślenia, że nie może dłużej czekać, chwyciła moje pośladki, przyciskając do siebie. Poczułem tak wielki ucisk w lędźwiach, że pociemniało mi w oczach. Tymczasem Joanna przeniosła dłonie na moją pierś, rozsuwając palce.
— Pragnę cię, Krzysztofie. Łaknę każdego centymetra twojego diabelsko pięknego ciała.
Ponownie stanęła na palcach i pocałowała namiętnie, wplatając dłonie w moje włosy. Ten pocałunek zmiótł wszelkie wątpliwości. Wziąłem Joannę na ręce i zaniosłem do sypialni. Ująłem piersi, westchnęła, a ja wiedziałem, że jestem na dobrej drodze. Chciałem jej sprawić taką rozkosz, by wzdychała raz za razem.
Przycisnęła pośladki do mego ciała i zakołysała biodrami, podkręcając napięcie, które we mnie szalało.
— Jesteś taka seksowna — szepnąłem.
Pomrukiwała z aprobatą, ja zaś całowałem delikatną skórę za jej uchem i łuk prowadzący do ramienia. Jej niesamowity zapach — słodki jaśmin i cytrusy — połączony ze słonym morskim powietrzem wypełniał mi nozdrza i odurzał.
Przeniosłem ręce na jej biodra i szarpnięciem rozwiązałem dół bikini. Przycisnąłem dłoń do gładkiego brzucha, przesuwając ją w dół, aż dotarłem do celu. Była wilgotna i gorąca. Z sykiem wciągała powietrze, gdy poddawałem ją wysublimowanej pieszczocie. W pewnym momencie oplotła palcami moją szyję, ja zaś drugą ręką pieściłem jej piersi, ciesząc się aksamitną gładkością skóry i przyciskając wargi do jej karku. Oddech się rwał, niechybnie zbliżała się do orgazmu. Ujęła w dłonie moją twarz i obdarowała pocałunkiem, przy którym wszystkie inne przestały się liczyć.
Nie pozostawała obojętna na moje karesy i odwdzięczała się pięknym za nadobne. Penis w jej dłoniach czuł się jak w raju. Zacisnąłem powieki i bardzo starałem się nie przekroczyć granicy między czerpaniem przyjemności z każdego ruchu jej dłoni i ucieczką w myślenie o wszystkim innym, byle nie o tym, jak jest seksowna.
Nasze ciała drżały w oczekiwaniu spełnienia. W końcu wylądowaliśmy w łóżku. Chwyciłem jej nogi w kostkach i rozsunąłem szeroko. Oboje rozkoszowaliśmy się każdą sekundą tego obrazu. Pochyliłem się i pocałowałem Joannę pod kolanem, potem moje wargi powędrowały w górę uda, bez pośpiechu, zatrzymując się po drodze na sekundę czy dwie.
Pisnęła, gdy ponownie dotknąłem jej szczeliny. Przez moment patrzyła zdumiona, lecz rozkosz była zbyt wielka. Musiała zamknąć oczy. Głowa opadła jej na poduszkę. Teraz mogła wyrazić swój podziw wyłącznie przy pomocy westchnień i jednosylabowych słów,
Gdy poczuła w sobie mój palec, napięcie urosło do niebotycznych rozmiarów. Trzy czy cztery ruchy i tama puściła, zaś Joannę zalało błogie uczucie spełnienia. Wplotła palce w moje włosy, lekko masując głowę.
— To było niewiarygodne — powiedziała, choć słowa nie oddawały tego, czego doświadczyła.
Potrzebowała czasu, by do niej dotarło, co się właśnie stało. Na razie w głowie miała radosny zamęt. Uśmiechnąłem się z satysfakcją i pocałowałem jej udo, na którym złożyłem intymny autograf, nic o tym nie wiedząc…
Cóż, obraz nagiej Joanny w moich myślach był brzemienny w słodkie skutki. Nawet nie musiałem wyobrażać sobie, że jestem w niej, wypełniam po brzegi, bezgranicznie posiadam to, co ma najcenniejsze. Zabrała mnie na szczyt mimo to, doprowadzając do stanu, w którym uniosłem się, wyginając plecy i poddając się falom rozkoszy. Oddech mi się rwał, a po chwili westchnąłem z ulgą. Opadłem na poduszkę i powoli podniosłem powieki. Joanny już nie było, pozostał tylko biały sufit i kręcący się wentylator.
Spojrzałem na zegarek, który znajdował się na stoliku. Do kolacji zostały cztery godziny. Miałem nadzieję, że ta randka solo przygotuje mnie do wieczoru.
— Wezmę prysznic, przeczytam kilka rozdziałów książki, zdrzemnę się i będę liczyć na to, że zapanuję nad libido — pomyślałem i postanowiłem zamierzenia wprowadzić w czyn.
Pięć minut przed szóstą wyruszyłem do domku Joanny. Szedłem boso po piasku, zaś słońce zniżało się nad wodą, malując niebo żywymi odcieniami różu i oranżu. Gdy dotarłem do celu, zobaczyłem Joannę krzątającą się w kuchni.
— Puk puk — powiedziałem, stając w oszklonych drzwiach. — Przyniosłem butelkę wina, którą znalazłem w lodówce. Biorąc pod uwagę miejsce, w jakim się znaleźliśmy, myślę, że jakość owego trunku będzie adekwatna do scenerii.
Joanna odwróciła się i uśmiechnęła. Wyglądała świeżo, lekko muśnięta słońcem. Kreacja zaś, którą miała na sobie, była tak dopasowana, że podkreślała jej znakomitą figurę i odsłaniała cudownie zgrabne nogi.
— Cieszę się, że przyszedłeś — stwierdziła, zabierając wino i zanosząc je na blat kuchenny. Obok niego, na wolnym ogniu pichciło się coś o bardzo apetycznym zapachu. — Proszę, bądź użyteczny — zaśmiała się i podała mi korkociąg.
— Oczywiście.
Otworzyłem butelkę, potem pozwoliłem sobie poszukać kieliszków, co nie było trudne, gdyż kuchnia miała ten sam rozkład co w moim domku.
— Zrelaksuj się, jesteśmy tu po to, żeby odpocząć. Kolacja będzie gotowa lada moment.
— Co zjemy?
— Na początek sałatkę z owocami morza, limonką i świeżym chilli. Potem pieczonego kraba z ryżem i niklą indyjską.
— No tak, teraz już wiem, dlaczego wszystko tak świetnie pachnie.
— Poczekaj z komplementami do momentu aż posmakujesz.
Joanna nałożyła sałatkę do dwóch niedużych misek i ich zawartość posypała ziołami.
— Nakarm mnie, a będę szczęśliwy.
Uśmiechnęła się.
— Zjemy na patio?
— Jak i gdzie chcesz.
Joanna wzięła z blatu dwie salaterki, a ja poczułem napływającą do ust ślinkę. Nie, nie dlatego, że sałatka wyglądała apetycznie. Bynajmniej. Doszukiwałem się drugiego dnia we wszystkim, co Joanna mówiła i robiła. A propos tego ostatniego, to wtedy zauważyłem, że ubrudziła sobie kciuk. Podniosła do ust na wpół zaciśniętą pięść i przesunęła palcem po dolnej wardze, którą następnie musnęła językiem. Zamknęła usta na opuszce, po czym powolnym ruchem wysunęła palec spomiędzy warg, zlizując sos. Spojrzała na mnie, odkładając łyżkę. Jej oczy błyskały spod brwi, głębokie i zwężone…
Kolacja, co było do przewidzenia, smakowała wyśmienicie. Po posiłku usiedliśmy wygodnie na leżakach i patrzyliśmy na gwiazdy, które tego wieczoru obficie dopisały.
— Chyba długo nie sięgnę po jedzenie.
— Prosiłeś o dokładkę.
Uśmiechnąłem się serdecznie.
— Mówiłem nakarm mnie, a będę szczęśliwy. Tymczasem ty ugościłaś mnie tak dobrze, że powinienem powiedzieć, iż jestem w euforii.
— Pragnienia trzeba zaspokajać… — ową frazę wypowiedziała w sposób niezwykle zmysłowy, po czym kokieteryjnie zatrzepotała seksownymi rzęsami.
Była oszołomiona pożądaniem i przepełniona czymś, czego nigdy nie doświadczyła — czystą nadzieją.
— Byłbyś zainteresowany spaleniem jutro tych kalorii?
Bez wątpienia miała świadomość, że w jej słowach jest podtekst seksualny.
— Co masz na myśli? — udałem nieświadomego i wróciłem spojrzeniem do nocnego nieba, nie ryzykując flirtu.
— Nurkowanie z rurką. Od północnej strony wyspy woda i ryby są niewiarygodnie piękne. Jeśli szczęście nam dopisze, zobaczymy też żółwia morskiego. Miejscowa ludność wierzy, że gdy kobieta i mężczyzna ujrzą owe zwierzę, zakochają się w sobie bez pamięci…
— Dajesz temu wiarę?
— A czemu nie? Nigdy nic nie wiadomo…
— Zatem ahoj przygodo! O której wyruszamy?
— W południe słońce będzie operowało zbyt mocno, by spędzić dłuższy czas w wodzie. Proponuję więc wczesny ranek, dziewiąta?
— Nie ma problemu, stawię się punktualnie. Tymczasem dziękuję za kolację, była wyśmienita.
— Cała przyjemność po mojej stronie.
Pochyliłem się i pocałowałem Joannę w policzek. Skromna w wymowie pieszczota miała moc niszczącą. Zwiększyła głód wszystkiego, czego nie mogła mieć, Wystarczył jeden niewinny dotyk, by przyprawić o zawrót głowy. Jeśli kiedykolwiek do czegoś między nimi dojdzie, chyba stanie w płomieniach…
— Do zobaczenia jutro rano.
— Tak, do jutra.
Odprowadzała go wzrokiem, gdy oddalał się plażą, aż całkowicie zniknął w ciemności. Bolało ją, że nie dostała od niego nic więcej, ale ten ból towarzyszył jej od zawsze. Być może nigdy jej nie opuści, być może na zawsze pozostanie pytaniem bez odpowiedzi, wszak jest kobietą do towarzystwa. Wyłącznie zabawką w rękach bogatych mężczyzn. Nic ponad to.
— A czy Krzysztof to ten jedyny, wymarzony książę z bajki, który zdobędzie się na to, by odmienić los zagubionej księżniczki…? — na to pytanie trzeba było jeszcze poczekać.
Następny dzień.
Czuję na skórze ciepło porannego słońca, rozganianego podmuchem chłodnej oceanicznej bryzy. Mrużę oczy i patrzę z zadowoleniem na kratę z pnącymi roślinami, rzucającą cień na łóżko. Obudziłem się w słoneczny ranek z natłokiem myśli. Byłem podekscytowany perspektywą spędzenia dnia z Joanną. Nurkowanie zapowiadało się na świetną zabawę. Tymczasem prawdziwa przyjemność czaiła się tuż za rogiem…
— Potrzebuję pomocy przy posmarowaniu pleców, zanim wejdę do wody. Ty pewnie też — kokieteryjnie zakomunikowała współtowarzyszka rajskiego pobytu.
Wszedłem za Joanną do domku, gdzie na kuchennym blacie stała butelka z balsamem.
— Najpierw ja się tobą zajmę, odwróć się — zaproponowała, a ja nie śmiałem odmówić.
Słyszałem, jak wyciska balsam i rozciera go w dłoniach. I choć wiedziałem, co mnie czeka, wzdrygnąłem się, gdy mnie dotknęła.
— Mam zimne ręce? — spytała, kiedy zaczęła wcierać jedwabisty płyn w moje ramiona i plecy.
— Nie, jest super.
Zamknąłem oczy, usiłując nie myśleć, jak wspaniale jest czuć jej dotyk. Próbowałem wyciszyć myśli, ale to tylko przesunęło na plan pierwszy fizyczne doznania. Ręce, które wcierały balsam w moją skórę, były magiczne. Zwłaszcza gdy krążyły w okolicach talii.
— Gotowe — oznajmiła, przekazując mi butelkę.
Odwróciłem się i zobaczyłem, że zdjęła sarong, zostając w czarnym bikini. Usiadła do mnie plecami. Zebrała rękami włosy i uniosła je wysoko. Myślałem o tym, jak wykonać zadanie w sposób niewinny i aseksualny, ale było to niemożliwe. Każdą komórką swojego ciała pragnąłem rozwiązać bikini, pocałować jej kark, wziąć za rękę i… zaprowadzić do sypialni.
Pierwsze dotknięcie wydawało się dość niewinne. Jej skóra była niewiarygodnie miękka, a balsam tylko dodał jej połysku. Z tym sobie poradziłem. Drugie dotknięcie, w środkowej części pleców, wywołało nagłe napięcie w moim ciele. Miałem tuż przed sobą sznureczek góry jej kostiumu, milimetry od swoich palców, a wszystko zdawało się mnie zapraszać. Robiło się ciężko. Trzecie dotknięcie, w niższej części pleców, aż do dołu bikini… No cóż… Erotyzm w czystej postaci…
— Tylko nie pomiń żadnego miejsca.
To akurat nie groziło. Nie zamierzałem pominąć ani centymetra jej skóry. Niestety po dłuższej chwili przyjemność dobiegła końca.
— Gotowe.
— Dziękuję, wezmę tylko kapelusz.
Pobiegła gdzieś i niemal natychmiast wróciła. Ruszyliśmy wzdłuż brzegu, oddalając się od domków. Był to leniwy spacer po piasku, który po kwadransie, doprowadził do upragnionego miejsca.
— To właśnie cel naszej wycieczki — zakomunikowała Joanna i wskazała palcem na fragment oceanu. — Dopłyniemy tam w dwadzieścia minut. Płynie się bez wysiłku, a po drodze masz przepiękne widoki. Płyń za mną.
Skinąłem głową i przemilczałem, że skoro mam płynąć za nią, to nie piękno oceanu będę podziwiał.
Założyliśmy płetwy i maski z rurką, weszliśmy do wody i zaczęliśmy powoli płynąć. Dno oceanu było usiane skupiskami rozgwiazd, a ławice żółtych i niebieskich ryb przemykały pośród morskiej roślinności. Gdy zbliżaliśmy się do kresu podróży, woda robiła się coraz płytsza, co pozwoliło nam przejść ostatnie pięćdziesiąt metrów na ląd, czyli ogromną piaszczystą łachę z paroma skałami, drzewami i roślinami. Po chwili dotarliśmy do zacienionego miejsca, usiedliśmy i zdjęliśmy płetwy.
— To było fantastyczne — powiedziałem zdyszany, Joanna zaś starała się nie patrzeć na moją pracującą klatkę piersiową, nie myśleć, jak bardzo chciałaby jej dotknąć.
— Bardzo ci dziękuję, że mnie tu zabrałaś.
— Nie ma za co. Chodź, oprowadzę cię po wyspie, to nie zajmie wiele czasu.
Relaksowaliśmy się w słońcu, upajając się jego ciepłem. Po spacerze wróciliśmy na ocienione miejsce, gdzie było nieco chłodniej, by chwilę odpocząć. Uspokajał nas szelest liści kilku palm rosnących wzdłuż wybrzeża, poruszanych przez lekką bryzę.
— Połowa przyjemności płynie z tego, że pokazujesz to komuś, kto jest ci drogi — szczerze wyznała Joanna.
Usiadłem prosto, oparłem ręce na kolanach i patrząc na piasek, pokiwałem głową.
— To miło, że tak mówisz. Ty też jesteś… mi droga…
Zapanowała niezręczna cisza po tym jak czara szczerości wylała się z serc Joanny i Krzysztofa. Tymczasem najlepsze miało dopiero nadejść.
— Mogę zadać ci osobiste pytanie? — Lady J. nie kryła się z bezpośredniością.
— Oczywiście. Mam tylko nadzieję, że będę umiał na nie odpowiedzieć.
— Zatem… Czym jest dla ciebie miłość?
— Hmm… Poważny temat podjęłaś. Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się takiej otwartości do, bądź co bądź, obcego mężczyzny.
— Jeśli cię onieśmielam, nie musisz odpowiadać…
— Pozbawiasz mnie pewności siebie od momentu, kiedy cię pierwszy raz zobaczyłem. Gdybym miał się tym kierować, nie tylko nie wydusiłbym z siebie ani jednego słowa, ale również nie byłoby mnie tutaj.
— Chciałeś zrezygnować, pamiętasz?
— No tak… Na szczęście cię posłuchałem. W przeciwnym razie popełniłbym największy błąd w swoim życiu.
— Przez grzeczność nie zaprzeczę… — usta Joanny wygięły się w zmysłowym uśmiechu. — Więc jak z tą miłością…? Podejmiesz rzuconą rękawicę?
— Miłość to… coś spontanicznego. Nikt cię jej nie nauczy. To jak ze śmiechem: dopóki jesteś mała, wszystko wychodzi naturalnie. Zanim się zdążysz zorientować, twoje usta rozbłyskują pięknem. Tak samo jest z miłością. Zanim się zorientujesz, masz serce pełne tego jednego człowieka.
— Wow! Jestem pod wrażeniem. W życiu nie słyszałam czegoś równie pięknego — Joanna nie była w stanie ukryć wzruszenia, zresztą nawet gdyby chciała zachować emocje tylko dla siebie, nie dałaby rady. — Wiesz, kiedy się nabiera pewności, że miłość jest prawdziwa?
— Kiedy nie umiesz powiedzieć, dlaczego tak naprawdę kochasz tę drugą osobę. Po prostu ją kochasz i już. Wtedy… wtedy już wiesz…
— Ale co?
— Że już dawno oddałaś mu serce…
Fala wzruszenia rozlała się po całym ciele Joanny, puls przyspieszył, a oczy lekko się zeszkliły.
— Proszę, napij się, muszę o ciebie dbać.
Zaśmiał się seksownie.
— Myślę, że jesteśmy tu wzajemnie za siebie odpowiedzialni. Pociągnąłem spory łyk, zamknąłem butelkę i położyłem się na piasku, opierając się na łokciach. — To niesamowite, jak o tym pomyśleć, prawda?
— O czym?
— Przyszło ci kiedyś do głowy, że wylądujemy razem na maleńkiej wyspie?
— Cóż… może to przeznaczenie…
— Nie zaprzeczę… — stwierdziłem zgodnie, po czym poderwałem się na równe nogi.
Wbiegłem do wody po kolana, a Joanna za mną. Nim się zorientowała, odwróciłem się i ochlapałem ją.
— Hej! — zaprotestowała, choć podobała jej się ta zmiana nastroju. — To nie fair.
Przez dłuższą chwilę bawiliśmy się jak szaleni.
— Okej, już zgoda.
Gwałtownie wciągała powietrze, więc dałem się ubłagać.
— Jestem przemoczony do nitki.
Przesunąłem się w cień palmy, wciąż stojąc w wodzie.
— Ja też.
Była zdeterminowana, by nie uczynić pierwszego ruchu, choć o niczym innym nie myślała jak o tym, co należy zrobić z jej mokrym kostiumem i jego kąpielówkami.
— Ładnie wyglądasz taka mokra.
— Dziękuję, ty też nieźle się prezentujesz.
Kolejna odsłona niezręcznej ciszy, która krzyczała rozkoszą…
— Wracamy?
— Myślę, że już pora.
Zanurzyli się ponownie w krystalicznie czystej wodzie i pośród objęć oceanu odebrali od losu znak, który połączył ich życia na dobre i złe. Związani niewidzialną nicią, którą utkało uczucie zwane budzącą się miłością, zostali sobie przeznaczeni… Oznajmił to wszem i wobec… żółw morski. Potężny gad sunął w ich kierunku do momentu, gdy znalazł się zbyt blisko, wtedy się odwrócił. Piękny, pełen gracji i zupełnie sam. W przeciwieństwie do owej pary… Spojrzeli sobie głęboko w oczy i wymownie się uśmiechnęli. Oboje znali stare wierzenia, w myśl których żółw morski to zwiastun burzy. Uczuć, pasji, zatracenia…
— Co dalej? — zapytałem.
— Dubaj, kochanie.
— A więc kolejny istny raj na ziemi — wyszeptałem pod nosem.
— Nie ma w tym stwierdzeniu krzty kłamstwa. Bogactwo, beztroska, przepych i blask najlepiej oddają charakter miasta Zjednoczonych Emiratów Arabskich. I pomyśleć, że jeszcze niedawno na miejscu metropolii była mała wioska poszukiwaczy pereł… — głos Joanny nie pozostawił jakichkolwiek złudzeń co do miejsca.
Wystarczyło kilkadziesiąt lat, aby z piasków pustyni wyrosło cudo architektoniczne, którego znakiem rozpoznawczym są drapacze chmur. Dubaj jednak łaknie więcej. Nie wystarczają mu osiemnastokilometrowy pasaż handlowy, ponad setka pięciogwiazdkowych hoteli (w tym siedmiogwiazdkowy Burj Al Arab), czy Atlantis — najdroższy kurort świata, który został wybudowany na sztucznej wyspie kształtem przypominającej palmę. W mieście „tysiąca i jednej nocy” wciąż trwają prace budowlane, a architekci kreślą coraz to śmielsze wizje…
Będąc w Dubaju dotychczasowe myślenie zmienia się diametralnie. Gdy znaleźliśmy się na tarasach widokowych najwyższego budynku świata — Burj Khalifa — przed naszymi oczami nie tylko pojawiły się przepiękne krajobrazy. Przede wszystkim poczuliśmy się jak Nimrod i Semiramida, starożytni władcy Babilonu. Tak jak oni przed tysiącami lat realizowali „nieosiągalne” wizje, tak i my odnieśliśmy wrażenie, że niemożliwe nie istnieje. Brzmi niewiarygodnie? A jednak. Wystarczy wspomnieć, że w mieście skąpanym w upalnym słońcu bez problemu można wybrać się na narty. Możliwość tą oferuje Ski Dubai — miejsce, które posiada pięć stoków o długości czterystu metrów. Z kolei w Dubai Mall zobaczyliśmy ponad trzydzieści tysięcy morskich stworzeń. Zamknięte w zbiorniku o pojemności dziesięciu milionów litrów i umieszczone tuż nad ludzkimi głowami — to niesamowite przeżycie, które na trwałe zapisze się w pamięci.
Nie dziwne, że Dubaj upodobali sobie ludzie majętni. Co ich przyciąga do tego miejsca? Niektórych kusi mnogość meczetów, których jest tu stosunkowo dużo (średnio jeden na kilometr kwadratowy). Innych wabi bogactwo, a dokładniej rzecz ujmując — słynne souki, gdzie od wyrobów ze złota aż bolą oczy. Większość jednak przybywa do tego miejsca, aby poznać cielesne oblicze owej metropolii… Aby zasmakować go osobiście, Ladacznica zaprosiła mnie do muzułmańskiego sex shopu, który — jak się dowiedziałem — jest jej własnością… Tak, nie przesłyszeliście się, okazało się bowiem, że polska luxury escort girl z powodzeniem prowadzi internetowy przybytek rozkoszy dla muzułmanów.
— Nie wiem, czy jesteś świadomy faktu, że kultura islamu jest mniej pruderyjna w kwestiach seksu niż chrześcijańska. W Koranie można na przykład znaleźć ustępy, które dobitnie mówią o tym, że życie seksualne muzułmańskiego małżeństwa służy nie tylko prokreacji. Prorok Mahomet nauczał nawet, aby mężczyźni nie wyjeżdżali z domu na dłużej niż sześć miesięcy. Wszystko po to, by ich żony nie czuły się opuszczone. Jestem świadoma owych “niuansów” i, postępując zgodnie z zasadami religii muzułmańskiej, sprawiam, że zakupy u nas nie obciążają sumienia.
— I jaki jest efekt? — ciekawość Krzysztofa wzięła górę nad powściągliwością.
— Wybitnie zadowalający. Zainteresowanie przerosło moje najśmielsze oczekiwania — pierwszego dnia zanotowaliśmy trzydzieści trzy tysiące odwiedzin. Co ciekawe, wśród klientów dominowały kobiety — wyjaśniając zawiłości „obcej” kultury Joanna nie kryła, że jej działalność w Dubaju napawa ją dumą.
Sklep różni się znacząco od tego, do czego przywykliśmy w Europie Zachodniej. Logowanie odbywa się zgodnie z zasadami purdah, czyli segregacji płci: panie logują się po lewej, a panowie po prawej stronie. Na próżno szukać tutaj kusych, damskich strojów. W asortymencie znajdują się wyłącznie olejki do masażu i lubrykanty. Wszystko jest wyprodukowane zgodnie z halal, czyli według procedur i składników dozwolonych w prawie szariatu. Znaczy to, że jeśli w skład produktu wchodzą składniki zwierzęce, na przykład tłuszcze, to muszą pochodzić od zwierząt zabitych w tradycyjny sposób. Zresztą na każdym kroku, jeśli chodzi o design i asortyment, obowiązuje prawo szariatu. Ten pierwszy jest halal między innymi dlatego, że nie uświadczymy roznegliżowanych kobiet. Oznaczałoby to bowiem, że sklep eksponuje awrah, czyli części ciała kobiety nie przeznaczone do widoku publicznego. Zabroniona, czyli haram, jest pornografia, a także różnego rodzaju zabawki, między innymi wibratory. Muzułmańscy uczeni wielokrotnie wydawali fatwy, czyli interpretacje muzułmańskiego kanonu, które wprost zabraniają używania takich gadżetów.
Bogaty w tę wiedzę otrzymałem kolejną dawkę zaskoczenia.
— Słyszałeś o polskich modelkach w szponach tajemniczej grupy międzynarodowych sutenerów? — pytaniu towarzyszył szeroki uśmiech, najwyraźniej ów „brudny” proceder rozbawił Ladacznicę.
— Kto nie słyszał, swego czasu cała Polska mówiła, że dziewczyny wysyłane do Francji i Hiszpanii jako luksusowe prostytutki “usługują” najbogatszym ludziom świata. Mam nadzieję, że nie jesteś w to zamieszana?
Za odpowiedź posłużyła wymowna cisza, po chwili przerwana lakoniczną konstatacją: nie potwierdzam, nie zaprzeczam… Po niej zaś usłyszałem:
— Luksusowa prostytucja dziewczyn z Europy i całego świata to norma. Za pieniądze, które krążą w Dubaju, kobiety zaspokajają nawet dziwniejsze rzeczy niż te, które im przypisywano. Powszechne są kupczenie ciałem, zdrady małżeńskie i homoseksualizm. Co więcej, targi dziewczynek, które są dziewicami, są na porządku dziennym. Porywa się je na przykład w Indiach, później służą szejkom jako niewolnice albo się je po gwałcie porzuca na pustyni. De facto islam dopuszcza stosunki z dzieckiem, jeżeli miało pierwszą miesiączkę.
Nie lubię rzucać fałszywych oskarżeń, ale to, co się potem wydarzyło, nie napawało spokojem. Spotkaliśmy się bowiem z tajemniczym księciem, który miał pochodzić z jednego z krajów rejonu Zatoki Perskiej. W trakcie rozmowy z Joanną chwalił się, że w porcie w Cannes cumuje jego jacht i kiedy ma kaprys, to — wraz z ludźmi ze swojej świty — leci śmigłowcem na Ibizę, aby się zabawić w towarzystwie pięknych Słowianek. Te zaś, jak donosiła prasa, dostarcza mu znajoma z Polski. Urocza, sympatyczna, elegancka. Obyta w świecie. Znająca języki… To ona organizuje luksusowe wyjazdy za granicę. Latem do Cannes, a zimą w Alpy do Courchevel. Pobyty są w drogich hotelach, willach z basenem, na jachtach. Dziewczyny wiedzą, po co jadą i za co otrzymują krocie. Tak naprawdę zarabia jednak tajemnicza polska pośredniczka. Według prasy, są to kwoty kilkukrotnie wyższe od honorarium dam do towarzystwa. To jednak nie wszystko. Podobno władza, jaką w krótkim czasie osiągnęła, ułatwiła jej rozszerzanie strefy wpływów i inwestowanie we wszystko, co przynosi pieniądze, niekoniecznie zgodnie z prawem. W grę wchodził przede wszystkim przemyt alkoholu i narkotyków. Zwłaszcza te ostatnie upodobała sobie tajemnicza pośredniczka.
Wiedziała bardzo dobrze, że dzięki haszyszowi sztuka miłości staje się rajską ucztą ciał. Podzielała również opinię, że kobieta może mieć sto orgazmów w trakcie jednej sesji LSD. Nie przeszła obojętnie także obok białej szlachetności… Stosując perłowy proszek, rozświetlała umysły escort girls tysiącami słońc…, w haniebny sposób eksploatując naćpane dziwki i przy okazji piorąc brudne pieniądze. Sięgała również po amfetaminę, która dodawała skrzydeł, jednak najbardziej przypadła jej do gustu “ekstaza”. Ów orgiastyczny narkotyk znosił bariery między ludźmi, dochodziło do rozkosznej wymiany energii, rozwijała się empatia, a wraz z nią wzmagały doznania. Ekstatyczne przeciążenie zmysłowe najlepiej współgrało w połączeniu ze stymulantami pokroju kokainy lub amfetaminy. Wszystko dla podrasowania efektu. Tak więc na czubku języków escort girls srebrzyła się w mroku biała pigułka, zaś wzdłuż rowka ich biustów widniała ścieżka koki… Tymczasem tajemnicza nieznajoma mamiła garścią “magicznych” ciasteczek oraz częstowała truflami nadziewanymi haszem i kulkami pejotlu… Wszak, jak stwierdził Georges Bataille, “życie, od zawsze toczące się na oślep, bez ładu i składu, jedynie w ekstazie i w ekstatycznej miłości odnajduje swoje dostojeństwo i swoją rzeczywistość”…
Podejrzenie, że Joanna mogła być związana z księciem Sato, nie dawało mi spokoju. Tym bardziej, że gospodarz traktował nas po królewsku, sypiąc na lewo i prawo nieprzebraną ilością banknotów euro o najwyższym nominale. Nie było to całkiem normalne zachowanie, nie miałem jednak żadnych dowodów na potwierdzenie niecnego procederu. Poznałem za to historię pewnej menadżerki znanego banku, która w jednym tygodniu zarządzała grupą ludzi w placówce finansowej, a w następnym wyjeżdżała za granicę i stawała się luksusową prostytutką.
— Co się dzieje z dziewczynami, które opuszczają “dubajskie klimaty”? — zagaiłem Joannę, gdy byliśmy sam na sam.
— Część ukończyła studia i pracuje w firmach zajmujących się Public Relations czy marketingiem. Są też takie, które przewijają się w tak zwanym celebryckim świecie. Jest tam zwyciężczyni konkursu Miss Polonia, inna zdobyła kilka europejskich tytułów w plebiscytach piękności, a kolejna była uczestniczką popularnego programu w komercyjnej stacji telewizyjnej. W tym gronie jest też znana piosenkarka oraz pewna „aktorka”, która gra w serialach — z rozbrajającą szczerością oznajmiła Ladacznica.
Nie autentyczność mnie jednak przeraziła, zaniepokoił mnie ogrom wiedzy jaki posiadała Joanna…
To dzięki niej dowiedziałem się także o powiązaniach Dubaju z kilkoma tajnymi organizacjami. Pierwszą z nich jest nowojorska agencja towarzyska Cachet, “obsługująca” liczne grono finansistów z Wall Street, menadżerów wszelkiej maści korporacji i dyplomatów reprezentujących interesy najpotężniejszych krajów świata. Założycielka owego przybytku Sydney Biddle Barrows, pseudo Sheila Devin, pochodzi z zamożnej rodziny z Filadelfii, wywodzącej się z ojców pielgrzymów, pierwszych anglosaskich osadników w Ameryce i stąd jej przydomek Mayflower Madam — od nazwy statku, na którym przybyli oni w 1607 roku do Jamestown. Szlachectwo zobowiązuje, więc pani Barrows — która, jak mówi, sama nigdy nie trudniła się prostytucją — prowadzi biznes zgodnie z najwyższymi standardami profesji. Drugą organizacją, o której opowiedziała mi Joanna, jest działający w Londynie klub Killing Kittens. Szefową owego przybytku jest postać z brytyjskiej śmietanki towarzyskiej, Emma Sayle, która nie ukrywa, że jej ambicją jest zgromadzenie elity seksualnej świata. Co warte odnotowania, na imprezy Killing Kittens przylatują także pary i singielki z Polski.
— Mamy stu aktywnych członków z waszego kraju. Ze świata finansów, mediów, reklamy i mody — stwierdziła swego czasu właścicielka stowarzyszenia.
Na koniec warto wspomnieć o Skirt Clubie, czyli zamkniętym przybytku dla kobiet, realizującym erotyczne imprezy. To ekskluzywna organizacja tylko dla płci pięknej, do której należy blisko dziesięć tysięcy pań na całym świecie. Ma „oddziały” w wielu miastach i kieruje ofertę do “kobiet lubiących ryzyko”.
— Nieważne, czy jesteś bi-ciekawa, czy bi-seksualna, to platforma do eksplorowania swoich granic w prywatnym klimacie — czytamy na stronie klubu.
Erotyczne imprezy odbywają się zwykle w „tajnych” miejscach, ale — jak zdradziła mi Joanna — niedługo zawitają do czterogwiazdkowego MiM Ibiza Hotel. Placówka jest położona przy plaży Es Figuereta. Panie będą miały do dyspozycji dach, na którym złapią “ostatnie promienie wakacyjnego słońca”, w planach także joga tantryczna…
Opuszczając Dubaj miałem mieszane uczucia co do dotychczasowego postrzegania świata. Jedno nie będzie jednak ulegać wątpliwości — Dubaj to miejsce, gdzie umiar jest grzechem a próżność cnotą. Potwierdzenie tej tezy znajdziemy na każdym kroku. Gdy przejedziemy po siedmiopasmowych autostradach i gdy obejrzymy hotelowe akwaria z żywą rafą koralową. W Dubaju mit o Babilonie znalazł swoje ucieleśnienie. W tej megalomani jest jednak metoda. Powierzchnie pokryte dwudziestodwukaratowym złotem, dywany o indyjskich rodowodach, brazylijski granit czy egzotyczne kwiaty na pustyni mają być skutecznym wabikiem turystycznym. Skłamałbym gdybym powiedział, że nie było mi żal rozstawać się z tym miejscem, byłem jednak ciekaw dalszego biegu wydarzeń. Słusznie, Joanna Dark mnie nie rozczarowała…
Tropikalne krajobrazy, schodkowe pola ryżowe, rozległe lasy deszczowe oraz wulkany — to wszystko już na nas czekało, dlatego załoga jachtu obrała kurs na Indonezję.
— A teraz zobaczysz piękne plaże, krystaliczną wodę i rafy koralowe, czyli zasmakujesz raju na ziemi — wyraźnie rozbawiona Joanna poinformowała mnie o dalszej części naszej podróży.
— Bardzo bym chciał, naprawdę, ale nie mogę, mój szef mnie zabije, przecież wiesz, że mam do oddania wywiad — stwierdziłem, nie kryjąc żalu.
— Już to załatwiłam, o nic nie musisz się martwić.
— Ale jak to…, w jaki sposób…? — przez chwilę próbowałem się dowiedzieć jak to możliwe, otaczające mnie widoki były jednak tak piękne, że przestałem drążyć temat. — Skoro załatwiła, to załatwiła, nie ma co wnikać. Korzystaj z życia — wewnętrzny głos stawał się coraz bardziej donośny, w końcu skapitulowałem.
Indonezja to z pewnością jeden z najciekawszych i najbardziej tajemniczych zakątków świata. Wyspiarskie państwo leży w Azji Południowo-Wschodniej, jest porozrzucane na ponad siedemnastu tysiącach wysp, które opływają Ocean Spokojny i Indyjski. Z czego wynika niezwykłość Indonezji? Przede wszystkim z różnorodności kulturowej i przyrodniczej. Państwo zamieszkuje sto siedemdziesiąt grup etnicznych, które mówią w ponad dwustu językach i czterystu lokalnych dialektach. Zaskakujące jest to, że na jednych wyspach buduje się drapacze chmur, tworząc nowoczesną metropolię, na innych zaś daje się władzę przyrodzie. Indonezja jest więc barwną mozaiką ludzi, kultur, religii, obyczajów i prastarych tradycji. Tutaj każdy znajdzie coś dla siebie. W naszym przypadku zasada ta również znalazła potwierdzenie. Będąc w Indonezji zdobyliśmy kilka szczytów prowadzących do potężnych wulkanów, nurkowaliśmy przy jednej z najpiękniejszych raf koralowych, żeglowaliśmy po wodach okalających archipelag.
Teren tego wyspiarskiego kraju to prawdziwe bogactwo niespotykanej nigdzie indziej fauny i flory. Będąc na Bali zachwycaliśmy się obrzeżami miasta Ubud. Znajdują się tam pola ryżowe, od których ciężko oderwać wzrok. Urzekają przepięknym położeniem i soczystą zielenią. Uroku dodają znajdujące się obok srebrzące się w słońcu strumyki, widoczne z daleka małe wioski oraz plantacje przypraw i tropikalnych owoców. Niezwykle fascynujące jest to, że w wielu miejscach Indonezji można spotkać domy ukryte w gąszczu dżungli pozbawione dopływu prądu. Dzieje się tak dlatego, że mieszkańcy tego pięknego zakątka ziemi chodzą spać wraz z zachodem słońca, a wstają, skoro świt — funkcjonując tym samym zgodnie z biorytmem ziemi. Jako rozrywkę, w przerwie między pracą w polu, traktują grę na gamelonie, śpiew, rozmowy i wspólne parzenie kawy czy herbaty. To dopiero work-life balance!
Dla tych, którzy szukają równowagi w życiu, godnym polecenia miejscem jest wyspa Gili. Leży na północny-zachód od Lomboku, zaledwie piętnaście minut jazdy łodzią motorową oraz półtorej godziny, używając tej samej formy transportu, od wschodniej części Bali. Obowiązuje tam całkowity zakaz poruszania się pojazdami silnikowymi, co potęguje nieskazitelność tego miejsca. Na przejażdżkę można się wybrać niewielkim wozem, zwanym cidomos, zaprzęgniętym w koniki. Wyspa jest chętnie odwiedzana przez fascynatów nurkowania ze względu na bogactwo podwodnego świata. Miejsca do nurkowania są tu bardzo różnorodne. Począwszy od stromych skał a skończywszy na płytkich ogrodach koralowych — można tu podziwiać całą galerię tropikalnych raf.
Jak widać, indonezyjskie wyspy mają do zaoferowania wiele — zaczynając od pięknej przyrody, a kończąc na bogatej kulturze i niezwykłym klimacie. Wszystko to jednak bladło przy Joannie; gdyby nie ona, ów raj byłby wyłącznie bezludną pustynią. To dlatego, gdy żegnałem się z tą niezwykłą kobietą przy wodospadzie Gitgit, tonąłem nie w bajecznej wodzie malowniczo buzującej wśród bogatej roślinności, lecz w bezgranicznym smutku spowodowanym rychłym końcem.
— Czy to naprawdę epilog, czy już nigdy się nie spotkamy… — owe pytania pogrążały mnie w bezgranicznej nostalgii za utraconym rajem…
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz