Za oknem tylko światła Warszawy, a w środku biura cisza tak gęsta, że słyszałam własny oddech. Siedziałam nad tymi fakturami od szóstej wieczorem. Marek, mój szef, to kawał drania, który myśli, że jak wsadzi lewe koszty w dział logistyki, to nikt się nie połapie. No to się przeliczył. Mam przed sobą wyciągi, które go pogrążą, jeśli tylko wyślę to do centrali. Właśnie miałam kopiować pliki na pendrive, kiedy usłyszałam przekręcany klucz w zamku.
Drzwi się otworzyły. Marek wszedł do środka, nie zapalając światła. Stał w progu, rozluźniając krawat. Wyglądał, jakby właśnie wyszedł z jakiejś kolacji z inwestorami, ale w jego oczach nie było tej korporacyjnej uprzejmości. Była czysta, zimna kalkulacja.
- Co ty tu jeszcze robisz, Marta? - zapytał. Głos miał niski, spokojny, aż mnie ciarki przeszły po plecach.
Nie odpowiedziałam. Wbiłam wzrok w ekran. On podszedł do mojego biurka i oparł się o blat. Czułam jego wodę kolońską, drogą, duszącą.
- Pytam, co robisz. Sprawdzasz moje rozliczenia? - wyciągnął rękę i zamknął klapę mojego laptopa. Zrobił to powoli, patrząc mi prosto w oczy.
- To moja praca, Marek. Mam prawo widzieć, gdzie znikają pieniądze firmy - rzuciłam, próbując brzmieć pewnie, chociaż dłonie mi się pociły.
- Twoja praca polega na słuchaniu mnie. A teraz słuchaj uważnie. Wiesz, co jest na tym pendrivie? - wskazał na urządzenie wystające z boku komputera. - Moja wolność. I twoja kariera, jeśli będziesz grzeczna.
Podszedł bliżej. Za bardzo. Przesunął dłonią po moim ramieniu, a potem w górę, w stronę szyi. Nie odsunęłam się. Wiedziałam, że to błąd, ale byłam ciekawa, jak daleko się posunie.
- Jesteś ambitna, Marta. Lubię to. Ale ambitne suki muszą wiedzieć, kiedy przestać kopać.
Jednym ruchem przeciągnął mnie na krześle do środka pokoju, a potem złapał za włosy i odchylił moją głowę do tyłu. Zaczęło się. Nie było tu miejsca na żadne gierki psychologiczne. Marek zaczął rozpinać guziki mojej bluzki jeden po drugim, patrząc na mnie jak na kawałek mięsa, który zaraz ma zostać skonsumowany.
- Chcesz mnie szantażować? - zapytał, wpychając dłoń pod mój stanik.
Zacisnęłam zęby. Czułam jego chłodne palce na skórze. Byłam wściekła, ale pod tą wściekłością czułam coś jeszcze. Czysty, surowy głód.
- Nie szantażuję. Wykonuję audyt - wycharczałam.
- Audyt? - zaśmiał się pod nosem, a potem brutalnie pociągnął mnie w górę, sadzając na skraju ogromnego, dębowego biurka. Przewrócił papiery, nad którymi siedziałam, rozsypując je po całej podłodze. - To będzie twój ostatni audyt.
Wsunął dłoń między moje uda. Nie bawił się w żadne czułości. Rozsunął moje nogi i wbił palce w moją bieliznę, aż czułam, że zaraz pęknie. Moje ciało zareagowało natychmiast, wilgoć momentalnie przesączyła się przez materiał. To było upokarzające, a jednocześnie tak cholernie podniecające.
- Jesteś tak samo mokra, jak twoje ambicje, Marta. Taka profesjonalna, taka poukładana, a teraz siedzisz na moim biurku i czekasz, aż cię wydyma twój szef.
Rozpiął rozporek spodni. Słyszałam szelest materiału. Kiedy wyciągnął swoją pałę, poczułam, jak moje serce bije w gardle. Był twardy, duży i śmierdział pożądaniem. Bez żadnej gry wstępnej, bez zbędnych słów, chwycił mnie za biodra i przyciągnął do siebie.
- Zdejmuj te spodnie - warknął.
Zrobiłam to drżącymi rękami. Zostałam w samej koronkowej bieliźnie, która w tym sterylnym biurze wyglądała jak żart. Marek nie czekał. Złapał mnie za włosy, przyciągnął moją twarz do swojego rozporka i wcisnął mi fiuta prosto w usta. Smakował słono, był gorący, a każde jego pchnięcie było mocne i zdecydowane.
- Ssij, skoro chcesz wiedzieć, jak wygląda moja robota od kuchni - rzucił, kręcąc biodrami.
Robiłam to. Nie dlatego, że chciałam być uległa, ale dlatego, że byłam uzależniona od tego napięcia. Po kilku minutach wyciągnął mnie za włosy w górę, obrócił przodem do siebie i jednym ruchem wbił się we mnie bez żadnego zabezpieczenia. Jęknęłam głośno, gdy jego członek wypełnił mnie po same brzegi. Było ciasno, boleśnie i cholernie dobrze.
Zaczął pompować, opierając się o blat biurka. Każde pchnięcie uderzało w moje wnętrzności. Czułam, jak moje paznokcie wbijają się w jego plecy, zostawiając czerwone ślady na drogiej koszuli. Nie dbałam już o audyt, o firmę, o te przeklęte dokumenty leżące na podłodze. Liczyło się tylko to, jak mocno mnie walił o krawędź mebla.
- Powiedz, kto tu teraz rządzi? - krzyknął, chwytając mnie za piersi tak mocno, że aż zapiekło.
- Ty... ty skurwysynu - wydusiłam między jękami.
- Dobra dziewczynka.
Tempo przyspieszało. Jego dłonie zaciskały się na moich udach, zostawiając ślady. Czułam, jak zbliżam się do szczytu, jak wszystko wokół przestaje istnieć. Byłam tylko ja, on i ten brudny, biurowy seks, który miał być moją kartą przetargową, a stał się moim wyrokiem.
W końcu Marek uderzył we mnie ostatni raz, z taką siłą, że niemal zwalił mnie z blatu. Jego ciało napięło się, poczułam gorące spuszczenie głęboko w sobie. Opadł na mnie, ciężko dysząc, a ja czułam, jak po moich nogach spływa jego nasienie.
Przez chwilę nie mówiliśmy nic. Tylko słyszałam, jak w wentylacji szumi powietrze. Powoli odsunął się, poprawił spodnie i wygładził koszulę. Wyglądał, jakby nic się nie stało. Wziął pendrive z biurka, schował go do kieszeni marynarki i spojrzał na mnie z góry.
- Dokumenty na podłodze. Posprzątaj to. Jutro rano masz urlop. Dwa tygodnie. Jak wrócisz, zajmiemy się korektą twoich raportów.
Odwrócił się i wyszedł, zostawiając mnie samą w ciemnym biurze. Nie patrząc na mnie ani razu. Pozostało tylko to, że byłam roztrzęsiona, obolała i wciąż czułam go wewnątrz siebie. Moja kariera właśnie legła w gruzach, ale kiedy patrzyłam na te wszystkie porozrzucane papiery, wiedziałam, że to dopiero początek. Wstałam, drżącymi rękami zaczęłam zbierać dokumenty, z których każde było dowodem na jego przestępstwo.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz