Nie lubię zmian cz. 1

Znów coś w klimatach BDSM. Wulgaryzmów brak, ostrych scen na razie również.  

To był potwornie długi dzień. Właśnie kończyła się 27 godzina, kiedy byłam na nogach. Miałam serdecznie dość. Bolało mnie wszystko. Nawet włosy i strasznie chciało mi się spać. Mam nadzieję, że będzie na mnie czekał przed domem. Za chwilę taksówka powinna dojechać do wilii. Jest. Jego szczęście. Nie miałam nawet ochoty go karać. Byłam koszmarnie zmęczona.
- Zapłać – rzuciłam cicho i wysiadałam z auta.
Szybko rozliczył się z kierowcą. Ten musiał być lekko zdziwiony, kiedy dostał prawie pięćdziesięciozłotowy napiwek, ale to nie było istotne. On wiedział, że za chwilę padnę. Złapał mnie, wziął na ręce i zaniósł do domu. Nawet całkiem dobrze mi było w jego ramionach. To kołysanie. Powoli odpływałam Obudziłam się, leżąc na łóżku. Nawet nie wiem, kiedy mnie rozebrał. Satyna pieściła moje ciało. Przeciągnęłam się leniwie. Miałam ochotę...
- Kąpiel czy kolacja?
- Kąpiel – zdecydowałam szybko.
Przez chwilę jeszcze rozkoszowałam się ciepłem łóżka.
- Właściwie to nie takie złe mieć własnego niewolnika – powiedziałam na głos, kiedy wrócił do sypialni.
- Cieszę się, o moja Bogini, pozwól, że będę wielbił ziemię, po której stąpasz.
- Pozwalałam. A co mi tam. Mogę.
- Tyś wielka, o Pani – powiedział i skłonił głowę.
- Czyżbyś czytał „Faraona” podczas mojej nieobecności?
- Przenikliwość Twa granic nie zna, o Wielka i Sprawiedliwa.
- Łobuz – powiedziała i rzuciłam poduszką.
- Wiem – złapał poduszkę i przycisnął do piersi jakby to był największy relikt.
Przeciągnęłam się. Zrobiłam to specjalnie. Piersi uniosły się ku górze. Widziałam jak pożera je wzrokiem. Lubiłam, jak je pieścił, ale jeszcze sobie na to dziś nie zasłużył.
- Do łazienki – zażądałam.
Przez chwilę przyglądał mi się. Miesiące bycia razem sprawiły, że nie musiałam mówić nie więcej. Posłusznie przyjął właściwą postawę. I pojechałam sobie na moim koniku do łazienki. Jednak coś było nie tak.
- Co zmieniłeś?
- Kupiłem nowy płyn do kąpieli.
- Zapytałeś o zdanie?
- No, nie. Myślałem...
I cały dobry nastrój diabli wzięli. Jedna z rzeczy, której nienawidzę to zmiany. Nawet tak drobne jak płyn do kąpieli. Wiedział o tym. A jednak śmiał coś zmienić.
- No tak. Chyba nie dość jasno się wyraziłam ostatnio.
- Przepraszam, wybacz.
- Wezmę teraz kąpiel, zastanowię się nad karą. Ty zejdź mi z oczu.
Pochylił głowę. Wyszedł. Zastanawiałam się jak go ukarać. I wtedy przyszedł mi do głowy szatański pomysł. Zwykle karałam go chłostą. Lubiłam zadawać ból. Podobały mi się ślady na jego skórze. Pięknie kontrastowały z cudownie wyrzeźbionymi mięśniami. Wyglądał wtedy jak niewolnik z hollywoodzkich filmów. Boski, piękny, ukarany. Teraz będzie wyglądał... Zaczęłam chichotać. Coraz bardziej podobała mi się ta kara. Woda wystygła. Pora zająć się rzeczami ważnymi
- Ręcznik – powiedziałam na tyle głośno, że powinien usłyszeć.
Pojawił się momentalnie. Jeszcze jedna miła rzecz z posiadania niewolnika. Nie trzeba się samemu wycierać. Wiedziałam, że czeka, aż powiem, jak chcę go ukarać. Był pewien, że załatwimy wszystko szybko. No cóż uczyłam się powoli, ale się uczyłam. Trochę niepewności nigdy nie zaszkodzi. Uwielbiałam chodzić po domu nago. Czułam się wtedy swobodnie. Dotykając bosymi stopami terakoty przeszłam przez łazienkę, zostawiając mokry ślad. Ładnie odznaczyły się paluszki i pięta. Widać było charakterystyczny łuk, świadczący o tym, że na płaskostopie nie cierpiałam. Stał i przyglądał się śladom. Przez moment był taki... bezradny. Duży chłopiec.
- Mój chłopiec –pomyślałam z odrobiną czułości.
Kiwnęłam palcem. Podszedł do mnie.
- Klęknij.
Posłusznie wykonał polecenie. Zanurzyłam palce w jego czuprynie. Szarpnęłam. Mocno. Bardzo mocno.
- Żadnych zmian, bez ustalania ze mną. Żadnych niespodzianek. Jasne?
- Tak. Wybacz. Okazałem się niewarty Twojego zaufania.
- Wiesz, że będę cię musiała ukarać.
- Tak. Zasłużyłem na karę. Proszę o nią. Ukarz mnie.
- Dobrze. Pamiętaj jednak, że sam o to poprosiłeś.
- Cokolwiek zdecydujesz, przyjmę z pokorą. Należę do ciebie.
- Czas na kolację. Głodna jestem.
Woń naleśników wypełniała cały dom. Nie wiem, jak to robił, ale nigdzie nie jadałam tak wspaniałych placów. Były cieniutkie i chrupiące. Rozpływały się w ustach. Do tego śmietana z jagodami i filiżanka dobrej herbaty. Czy można chcieć coś więcej?
- Podaj laptopa – powiedziałam, kończąc pić herbatę.
Szybko przyniósł sprzęt. Otworzyłam i zaczęłam przeglądać strony internetowe. Zanim jednak złożyłam zamówienie, dałam mu zajęcie.
- Niewolnik nie powinien pozostawać bezczynnie – mówiła moja mentorka
Po tylu godzinach w szpilkach moim stopom należał się odpoczynek.
- Masuj – powiedziałam.
Ledwie zmieścił się pod stołem. No cóż jego wygoda nie była, aż taka ważna. Miał fantastyczne palce. Pieniądze wydane na kurs masażu nie poszły na marne.
- Mrr - mruczałam sobie, przeglądając strony z ubraniami dla dużych pań. Tak... ten gorsecik, haleczka, a ta różowa sukienka. Wygląda bosko. On będzie tak zabawienie się w tym prezentował podczas kolejnego spotkania z przyjaciółkami. O i jeszcze ta duża błękitna kokarda.
- Tak, tak .. Cudownie to robisz. Moje stopy cię kochają – mówiłam cicho, klikając na kolejne rzeczy. Paczka powinna przyjść w ciągu tygodnia.

Przeklenstwo

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 1026 słów i 5684 znaków, zaktualizowała 28 sie 2019.

3 komentarze

 
  • pedicus

    piękny koncert życzeń ... na razie ... :)

  • Przeklenstwo

    @pedicus jak się ma niewolnika to i życzenia jest kto jest spełniać :)

  • pedicus

    @Przeklenstwo ja właśnie z jego niskiego punktu widzenia ... ;)

  • AnonimS

    Miał fantastyczne place. Literówka palce. Szykujesz sissi maid :). Pozdrawiam

  • Przeklenstwo

    @AnonimS dziękuję za zwrócenie uwagi na literówkę :)

  • Jasiek

    Rzadkość. Domina opowiada o sobie i na dodatek nie gnoi mężczyzny...