narodziny nowej JA cz. 1

hmmmm... nie wiem czy to dobry pomysł ale... może to jakaś forma autoterapii dla mnie...
od kilku lat ciągle nie potrafię znaleźć swojego miejsca "w szyku" ... na co dzień jestem zwykła biurwą korporacyjną, potem matką, sprzątaczką, animatorką życia moich dzieci, ich znajomych ... ciągle ktoś coś i tak dzieje się od lat ale... dzieci wyrastają, PESEL się nie zmienia, coraz częściej dom staje się pusty, coraz częściej chce się znaleźć receptę na samą siebie;
to dotyczy sylwetki, ubierania się , odżywiania, pracy, znajomych, spędzania czasu...
dotąd byłam zaprogramowana na "innych" nigdy nie na samą siebie... bo dzieci, bo znajomi, przecież i rodzina...
jak to w życiu korpo bywa, praca to też i wygląd i "mundurki" w pracy... no i owczy pęd by styl wyrównywać...
nie cierpię na brak kasy czy nadmiar obowiązków służbowych, te ostatnie były, są i będą, tak samo jak zmiany i nowości... co do ubierania się ... też to się zmienia i ewoluuje...  
... mam 46lat i z perspektywy 2 lat sporo się pozmieniało a to... za sprawą znajomych mojego syna (!) ;
w zasadzie w 2 klasie jego liceum zaczęły się spotkania u nas w domu, imprezy, słuchanie muzyki, filmy no i nauka... po prostu życie;
kiedyś przyjechałam wcześniej w piątek do domu... zamiast jechać od razu na fitness, przyjechałam do domu przebrać się i pójść na zajęcia do innej trenerki które były później;
oczywiście po szkole syn ze znajomymi przyszli do nas na pizzę którą wcześniej sobie zamówili i... stojąc w kuchni mogłam usłyszeć kilka słów na swój temat i ...nie przyszło mi do głowy, że dzieciaki już nie są dzieciakami tylko dorastającą młodzieżą która patrzy, obserwuje i komentuje...nie przyszło do tamtej pory kiedy, nie mniej grzeczne i niewinne dziecko od mojego syna skomentowało "mnie"... może głupio zabrzmi ale hasło mamuśka i milfa... pierwszy raz tak to odebrałam...
... mam 161 cm wzrostu, ciemniejszą karnacją, długie kruczoczarne mocno kręcone włosy i słabość do obcasów, co już się mści na moim kręgosłupie...
tego dnia wróciłam po pracy normalnie, spódnica ołówkowa, biała bluzka, żakiet w ręce no i te... nieszczęsne klapki na szpilce... znaczy kiedy wchodziłam do domu... to jeszcze nie wiedziałam, że ONE tak działają na wyobraźnię 17latków... to nie jest też tak, że nie wiedziałam dotąd, że podobam się i potrafię sobą zainteresować ale ... jakoś dotąd nie pomyślałam tak o znajomych moich chłopaków... tu akurat tego starszego...
mam okno kuchenne pod tarasem i jeśli siedzi się pod jego zadaszoną częścią to... mając otwarte okno po prostu zza zaciągniętych rolet ja wszystko słyszę...
syn poszedł do garażu w poszukiwaniu "czegoś" a koledzy i koleżanki komentowali/ły... szczerze, myślałam, że źle słyszę....tym bardziej, że opowiadali o jakiejś "milfie", ale kiedy wyszedł temat obcasów i klapek,  no cóż... mam taki wzrost i szpilką "nadganiam" moje warunki, no i nie oszukujmy się, po prostu na obcasie wygląda się sexi...zrozumiałam, że oni mówią o mnie...
słuchałam potem z wypiekami tego co komentowali, nawet jak syn przyszedł i protestował to... i tak mu dogryzali z żartem, a ja ...a ja pierwszy raz od dłuuugiego czasu pomyślałam o sobie inaczej, milej, seksowniej... bo miło było słyszeć , nawet chwilami wulgarne teksty...  
...dzięki temu dowiedziałam się, że Dominik który przychodzi do nas również latem kosić trawniki....od dawna jest zapatrzony w mój tyłek, zaś Monika podczas naszej nieobecności nie raz zwiedziła moją garderobę i jak to określiła, ONA ma jeszcze "lepsze" szpilki, ciekawe jak w tym można chodzić ... może w pierwszej chwili nawet był nerw ale... komentarze podziałały na moją wyobraźnię i to baaardzo... stąd stojąc na boso w kuchni... wróciłam do przedpokoju i znów założyłam te klapki i zaniosłam im lodowatą wodę z nasionami bazylii, cytryną i miętą a w oknie salonu obserwowałam ich spojrzenia kiedy stawiałam na stole szklaneczki i dzban ... miałam dziką satysfakcję z tej ciszy bo nagle wszyscy przestali gadać i ... ucichli....
... potem poszłam jeszcze pod garaż (specjalnie) i ... wróciłam do domu... i ściągając szpile na boso poleciałam do kuchni... hahahah... syn poszedł włączyć nawadnianie ogrodu a ja słuchałam komentarzy co do nóg, pośladków, nawet sterczących sutków...choć ich akurat nie mogli widzieć pod biustonoszem...  akurat w chwili ich komentarzy sterczały na baczność wspomagane dotykiem moich rąk....
to było pierwsze wybudzenie się z letargu i pierwszym krokiem by odkryć się na nowo....
kiedyś byłam i aktywną sexualnie i chętną do zabaw wszelakich tyle, że dzieci, wiek , praca, monotonia i schematy życia,  gdzieś we mnie to uśpiły...
...sprawiło mi to wtedy wielką frajdę i uczucie podniecenia którego już zapomniałam, choć akurat to...było już inne, subtelniejsze ale i bardziej wciągające...
... to nie jest tak, że nie potrzebowałam do tamtej pory sexu... ale realizowałam to inaczej, mąż i owszem ale więcej z roku na rok zamiast męża potrzebowałam swojego dotyku... i to też było dość schematyczne... i bardzo miłe...
rozmowa młodych dała "nowego" kopa mojemu myśleniu... w końcu coś zaczęło się dziać, to "dzianie się" dotyczyło ubioru, zachowania makijażu, ćwiczeń itp itd. chciałam być świadoma tego, że jestem JESZCZE KOBIETĄ, dojrzałą, ale kobietą co po tamtej rozmowie zdominowało styl mojego życia do teraz...
odtąd często ... zamiast ściągać buty przed wejściem do samochodu i zmieniać na balerinki wygodne... znaczy dalej tak robiłam ale... wychodząc znów wkładałam obcasy... i czasem miałam frajdę łapiąc spojrzenia , do tej pory w bagażniku w koszu mam 3 pary szpilek...
...to spotkanie "młodzieży" było z końcem września... jeszcze dość ciepłego i słonecznego...  
prawdziwym "kopem" do życia zaś był grill , gdzieś w połowie października, gdzie w piątek przyszli nasi znajomi i... zamiast stylu "sąsiedzkiego" czyli dresów i kapci... zaprosiłam w strojach wieczorowych i nie sportowych ... jakież było moje zdziwienie jak znajomi przyszli ...po prostu fajnie wyglądając... panowie w koszulach lub polówkach a ich partnerki w sukienkach czy spódnicach... po prostu nie w tych cholernych dresach czy crocsach na nogach!!!
miałam wielką satysfakcję z super przyjęcia... pieczenie ( a raczej dopieczenie ) indyka, mięsk i innych potraw które każdy z nas miał przynieść a moi synowie pomagali w grillowaniu i podkradaniu piwka ( hahah) pod pozorem pilnowania temperatury i smażenia mięsa... wieczorem pomagać przyszedł nie kto inny jak Dominik ... po sąsiedzku, rzecz jasna... młodszy syn pojechał na basen ...a starsi chłopcy zostali pomagać... i wtedy pierwszy raz z premedytacją zaczęłam kusić młodego albo przychodząc i niebezpiecznie blisko niego sprawdzałam czy mięsko albo inne potrawy się nie przypalają albo... kucając podnosić "wyimaginowane" śmieci z kostki czy trawnika... moja wyobraźnia podpowiadała mi, że widzę u niego erekcję w spodenkach... albo to jednak była wyobraźnia i ...kolejny kieliszek wina..
kiedy siedziałam na ławeczce i rozmawiałam z koleżankami na tarasie, ściągnęłam pantofel i wiedząc,że Dominik kątem oka musi mnie widzieć i to jak naciągam rajstopę... i kręcę stopą... po prostu miałam frajdę i ... działało to na mnie cholernie... czułam, że uderza mi do głowy cała ta sytuacja...a to przecież był raptem początek imprezy, a gdzie śpiewy i tańce... i kolejny kieliszek wina...
kiedy zrobiło się już ciemno i chłodno przeszliśmy do naszego salonu i tam już były tańce i przytulańce i ekspresja na całość... widziałam jak młody wręcz przepala wzrokiem taflę szkła widząc jak tańczę a ja ... wiedząc, że patrzy jeszcze większą miałam frajdę z tańców
tego wieczoru miałam na sobie kusą sukienkę w czarno białą panterkę do tego stanik podnoszący i eksponujący mój biust, czarne rajstopy i klasyczne pantofle na obcasie ... po północy syn oznajmił mi, że idzie po torbę i ciuchy i śpi u Dominika, bo "tu się nie da" i zostawił nas samych z młodym na chwilę...poszliśmy do kuchni, żeby zapakować im coś na kolację i śniadanie choć to był pretekst bo ... w kuchni byliśmy sami, tylko paliły się ledy pod blatami a ... ja mogłam udawać , że tu się wygnę,  tu schylę, wiedząc, że on stoi i wgapia się w mój tyłek...i naprawdę napalił mnie na sex.... tyle, że skończyło się na napaleniu i... tym, że gdzieś coś w mojej głowie się zmieniało...a ja mogłam dalej bawić się ...
chciałam tych zmian, innego myślenia, innej motywacji, innych myśli... chciałam spojrzeń, chciałam może i flirtu... chciałam pożądania , być pożądaną ...  
skończyło się tylko trenowanie i potem w mokrych ciuchach w auto i do domu... zaczęło się i kąpanie i sauna w klubie... bo mamy taką u siebie...
zaczęłam się malować mocniej, zaczęłam w swoim ubieraniu się szukać pazura i swojego stylu, zrobiłam sobie paznokcie, zamiast tracić czas w domu na ich lakierowanie... zaczęłam czesać się "na mieście" po prostu jakoś zachciałam być znów sobą...(sobą???)
oczywiście młodzież dalej przychodziła do domu i dalej widziałam to czy tamto... ale potem oni zaczęli przygotowania do matury, zaczęły się korki, spotkanie tematyczne... nie zwracałam już tak na to uwagi... po prostu miałam swoje życie i dom i męża wiecznie na dyżurze  i pracę ale to już wszystko było inne, bardziej pode mnie niż pod kogoś...
kiedyś będąc z koleżankami na rytuałach saunowych które prowadził jakiś znajomy naszej recepcjonistki... któraś z par miała na sobie szlafroczki z nadrukiem czegoś tam, przypadkowo usłyszałam, że była to nazwa portalu erotycznego na którym można było oglądać się i flirtować i to był już totalny przełom w moim życiu...
była to końcówka stycznia 2017... zaczęłam być ja realna i opisana jak wyżej... i ta wirtualna która siedziała dotąd we mnie i nie znana nawet mi samej...no i to być może dość przydługi początek mojego zatapiania się w sexualne bagno pragnień i fascynacji które wciąga mnie coraz głębiej i boję się, że kiedyś zamknie się nade mną niszcząc to co do tej pory miałam... moje życie kompletnie przestało być dla kogoś... lub zwyczajnie dalej udaję siebie tylko po to by znaleźć czas na kolejny skok w przepaść...
... tym krokiem było zalogowanie się i... doświadczenie tego ile, ilu jest ludzi mających podobne myśli, nastawienie, pomysły itp. niby nikogo nie ranie, nie zdradzam, nikomu nie robię krzywdy, nie mam moralnego kaca po nocy spędzonej tam... i każdą godziną nakręcam się na coraz bardziej dziwne pomysły mogąc się realizować a każdej chwili uciec... a to był dopiero początek tego co do tej pory było niewinnym flirtem z netem...  

5 672 czyt.
90%103
Kasandrea48

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyczne, użyła 2021 słów i 11276 znaków.

3 komentarze

 
  • agnes1709

    agnes1709 · 17 stycznia

    Po co tyle wielokropków, to jakiś szyfr? Słabiutko.

  • Ora

    Ora · 17 stycznia · 281268581

    Czy będzie ciąg dalszy?

  • Indragor

    Indragor · 16 stycznia

    Widomy znak ferii w szkołach: analfabeci się produkują.