Miłość do starszego - cz.3.




                      

DAMON
ww
Coraz bardziej żałowałem, że przeniosłem się do tego małego miasteczka. Po pierwsze decyzja była spontaniczna, po drugie na tyle idiotyczna, że powinienem dwa razy zawalić głową o ścianę zanim wsiadłem w samolot i znalazłem się w Northlake. Jednak musiałem go odnaleźć. Matka całkowicie zbzikowała. Chlała na umór. Myślała, że tym sposobem uda jej się zapomnieć, że kilka lat temu wyrzekła się pierwszego syna na korzyść poślubienia mojego ojca - milionera. Kolejna z jej fatalnych decyzji, która miała swoje skutki jedynie odwleczone w czasie. Owszem mogłem ją winić, że wszystko na co mogła mieć wpływ, tak spierdoliła, ale nie potrafiłem. Widziałem jak każdego dnia cierpi i opłakuje swoje dawne życie. Jak boleśnie opłakuje tego malutkiego chłopca, którego oddała do domu dziecka. Zdawałem sobie sprawę, że gdyby miała magiczny przycisk cofnięcia czasu - zrobiłaby to. Dlatego w tajemnicy przed nią wynająłem prywatnego detektywa, zleciłem mu odszukanie przyrodniego brata i czekałem. Poszukiwania trwały około roku, ale jak tylko poznałem wszystkie dane, odnalazłem uczelnie, która odpowiadała mojemu aktualnemu programowi nauczania. Spakowałem się i wyjechałem. Potraktowałem to jako odskocznie od problemów, które zalewały mnie z każdej strony. Sam także chciałem go poznać. Nie wiem co mu powiem. Nie wiem czy w ogóle będzie chciał ze mną rozmawiać, ale chcę chociaż żeby wiedział, że odkąd poznałem prawdę poznanie jego było moim priorytetem.

- Damon Shmitt? Jest pan obecny tylko ciałem? Czy zechciałby pan również popracować nad swoją oceną duchem? - Wszyscy stażyści patrzyli w moim kierunku, wraz ze świdrującym spojrzeniem profesora. Momentalnie odsunąłem wszystkie myśli nie związane z medycyną.

- Oczywiście profesorze, że jestem całym sobą. - Skinął w moją stronę i zwrócił się do reszty stażystów.  

- To dobrze, bo mam dla was całkiem nieskomplikowany przypadek. Dziewczyna lat osiemnaście, uderzenie w przód głowy piłką podczas meczu. Przypuszczalnie złamanie nosa. Wstrząśnienie mózgu wykluczone, po wykonaniu rezonansu, ale pacjentka skarży się na nudność. Jakie kroki powinniśmy teraz zastosować? - Wszyscy zaczęli się główkować, a ja instynktownie przemówiłem. Był to banalny przypadek, z którym wielokrotnie się spotykałem.

- Nastawienie kości i założenie tamponady w celu unieruchomienia nastawionych struktur, wypisanie kuracji antybiotykowej, leków przeciw nudnością oraz przeciwbólowych w razie nasilenia bólu i wypisanie do domu z zaleceniami odpoczynku.

- A co z mechanicznymi uszkodzeniami? - Pomyślałem przez chwilę.

- Opatrzyć tkanki miękkie, a chrząstne powinny być ukazane w prześwietleniu RTG, jeżeli przegroda nosowa nie została naruszana a tylko kości budujące nos, w dalszym ciągu przystaje za nastawieniem i unieruchomieniem.

- Pójdziesz ze mną do pacjentki. - Inni stażyści zaczęli na siebie z zaciekawieniem spoglądać, a mnie dosłownie wryło w ziemię. Rzadko kiedy profesor Johnsons brał ze sobą do pacjentów stażystów, ale jednego czego jestem pewien w stu procentach, nie stracę takiej okazji. - Idzie pan ze mną, czy chce zaprzepaścić jedyną szansą? - Szybko poderwałem się z miejsca i ruszyłem za profesorem, który nie musiał spoglądać do tyłu, żeby wiedzieć, że idę za nim.

Pierwszy raz odkąd przystąpiłem do stażu trzęsły mi się ręce ze strachu. Medycyna była w naszej rodzinie od zawsze. Moja matka zanim zaprzestały praktyki lekarskiej, była uznanym nowojorskim neurochirurgiem. Dlatego wiedziałem, że wybór specjalizacji w kierunku chirurgii ogólnej, będzie strzałem w dziesiątkę. Już w high school, byłem wybitnym uczniem. Ukończyłem szkołę z wyróżnieniem, dzięki czemu byłem valedictorian uczniem, który wygłaszał przemowę w ostatnim roku nauki. Było to dla mojej rodzinie, jak i dla mnie spore wyróżnienie i otwierało drzwi najlepszych uczelni w USA.

Profesor po uprzednim zapukaniu, wszedł do środka, gdzie spowijały się egipskie ciemności. Drobna postać leżała na wznak z zamkniętymi oczami pośrodku łózka. Gdy tylko usłyszała, że podchodzimy w jej kierunku, poderwała się do góry, a mnie spiorunował jej kolor oczu.

Zielone.

Piękne zielone oczy, które urzekły mnie jednej sekundzie.

Kobieta, która była ich posiadaczką, oczarowała mnie do tego stopnia, że chciałem się wpatrywać w tą uspokajającą zieleń bez ustanku. Gdy tylko udało mi się siłą oderwać od jej spojrzenia, przyjrzałem się z dokładnością chcąc zapamiętać, każdy nawet najmniejszy szczegół z jej drobnej twarzy. Nie sądziłem, że będę zmuszony dzisiejszego dnia wstrzymywać powietrze, ale nie byłem przygotowany na tak kuszące widoki. Mimowolnie drgnął mój penis. Kurwa co było ze mną nie tak? Do tej pory nie miałem czasu na kobiety, ale jeszcze nigdy nie reagowało tak moje pieprzone zdradzieckie ciało, na nieznajomą dziewczynę.

- Jak się pani czuje? - Dziewczyna szybko przeniosła wzrok na profesora. Na jej policzka wyszedł słodki rumieniec. Utwierdziło mnie to tylko w przekonaniu, że ona także poczuła te dziwne wibracje między nami.

- Trochę boli mnie głowa. Na szczęście nos już przestał, czuję się jakby została go pozbawiona. - Jej usta wykrzywiły się w seksownym uśmiechu. Ja pierdole, czemu ja wcześniej nie zauważyłem, że ona ma wargi stworzone wprost do... Pokiwałem głową starając się w ten sposób odpędzić myśli, co mógłbym z nimi zrobić. Czułem, że powinienem jak najszybciej stąd wyjść, ale moje nogi nie współgrały z poleceniami wydawanymi przez zdrowy rozsądek.

- Nos jest cały. Na tym etapie niestety nie możemy zagwarantować, że będzie taki sam, jak przed złamaniem - Profesor podszedł do niej i latareczką zaczął sprawdzać wielkość źrenic. - Nie ma na szczęście śladu wstrząśnienia mózgu, dlatego będziesz mogła opuścić dzisiaj szpital. - Tym razem popatrzyła w moim kierunku podejrzliwie, jakby chciała się dowiedzieć, co ja tutaj do licha robię. Sam to chciałem wiedzieć. Gdybym kurwa wiedział, że zostanę tak emocjonalnie zmiażdżony przez jakoś drobną brunetkę, nigdy bym tutaj nie wszedł. Nawet kosztem stracenia w oczach profesora.

- Przepraszam pani Amando, to jest stażysta w naszym szpitalu Damon Shmitt... Jeżeli nie będzie miała pani nic przeciwko, zajmie się zmienieniem opatrunku.. – Pokiwała zrozumiale głową i daję uciąć sobie rękę, że jej oczy mnie przejrzały na wylot.

- Oczywiście, nie będę miała nic przeciwko.  – Uśmiechnęła się. Dosłownie miałem ochotę podejść i wziąć ja w ramiona. Wiem, jestem żałosny, ale nie mogłem również przestać mentalnie jej rozbierać z ubrań, które miała na sobie. Zwykła biała bokserka, nieco poplamiona krwią, ukazywała całkiem pokaźnych rozmiarów piersi. Musiałbym być ślepy, żeby nie zauważyć, że uroda Amandy była południowa. Stawiałbym na Brazylijkę, Meksykankę, w porywach Argentynka. Miała wszystko co kobiety z takimi genami. Śliczną buzię, biodra o których marzy większość kobiet, oraz naturalnie ciemne włosy. Jeżeli miałbym opisać ją jednym słowem, byłoby to - zniewalająca.

- W takim razie pan Shmitt zmieni opatrunek, a mi pozostaje życzyć szybkiego powrotu do zdrowia. - Uścisnął jej dłoń, podszedł do mnie i zaznaczył na karcie pacjentki jakie leki mają zostać wypisane. Pierwszy raz zostanę sam na sam z pacjentem a do tego musiała to być Amanda Hala, jedna z najlepszych rzeczy, która przydarzyła mi się w ostatnim czasie. Przeniosłem się w kierunku dziewczyny i złapałem oddech z jednym zbyt mocnym uderzeniem serca.

Mijało kilka solidnych minut, ale nie zdobyłem się na rozpoczęcie rozmowy. Skupiłem się bardziej na ściągnięciu tymczasowego opatrunku. Podszedłem do stołu na którym znajdowały się wszystkie potrzebne przyrządy, wybrałem odpowiedni opatrunek i ruszył w jej kierunku. Kiedy już moje ciało znalazło się blisko niej, przestałem racjonalnie myśleć. Amanda ułożyła się wygodniej na poduszce w taki sposób, że jej włosy porozrzucały się do około, dodając jej tym większego seksapilu.

- Proszę teraz się nie ruszać, muszę ściągnąć gips i nałożyć odpowiedni opatrunek. Może zaboleć. - Uprzedziłem i nachyliłem się w jej kierunku. Pachniała tak dobrze, że znowu mimowolnie drgnął mój penis. Skupiłem się na wszystkim, nie na podnieceniu, które już obejmowało całe moje ciało. Amanda zaczęła się wpatrywać we mnie intensywniej, wiedziałem, że to zasługa tatuaży, które były widoczne nawet pod lekarskim kitlem. Każdy z nich był dla mnie wyjątkowy, każdy ukazywał moje dotychczasowe życie. Jeżeli ktoś spojrzałby głębiej dostrzegły, że one są szlakami do mojej skompilowanej osobowości i zachowania. Były wskazówki dla innych osób, dla mnie były talizmanem, ukazującym jakim jestem człowiekiem.  

- Dwunasty czerwca jest dla ciebie ważny? - Jej pytanie było tak zaskakujące, że zamarłem w połowie drogi do jej nosa. Nie spodziewałem się, że pierwsze pytanie jakie padnie z tych pełnych ust, będzie takie intymne i pogmatwane. Nie spodziewałem się także tego, że nieznajoma dziewczyna sprawi, że dotąd uśpione uczucia wyjdą na światło dzienne ze zdwojoną siłą. Amanda jako jedyna od bardzo dawna spojrzała głębiej i nie potrzebowała do tego kilku tygodni znajomości. Po prostu patrzyła na mnie, a jej wzrok pozostawiał po sobie niewidzialne blizny, które należały już tylko do niej.




AMANDA





- Gotowe. Przez kilka dni opuchlizna może się nasilić, proszę się nie przestraszyć jak nagle oko będzie koloru śliwki. To normalna reakcja w tego typu urazach. - Nie odpowiedział mi na wcześniejsze pytanie. Nie musiał tego zrobić werbalnie, wystarczyło mi to, że jego zachowanie uległo diametralnej zmianie. Już nie patrzył na mnie namiętnym wzrokiem, a bardziej zdystansowanym, jakby dotknęła niewidzialnej bariery, która była zbyt słabo przymocowana. Wiem, nie powinnam. W ogóle go nie znam, ale jak tylko zobaczyłam wystającą datę na jego szerokich barkach, musiałam dowiedzieć się czy jest dla niego równie ważna. Dla mnie była. Olbrzymie ważna. W ten dzień straciłam ojca i całe moje życie runęło jak domek z kart.

- Przepraszam, nie powinnam... - Przerwał mi i wręczył do ręki receptę. Przez chwilę nasze dłonie się złączyły i poczułam jak prąd powędrował od ręki po same koniuszki u nóg. Przyjemne uczucie, które chciałam w sobie zachować.

- Proszę się nie przejmować. - Chłodna odpowiedzieć. Nie tego się spodziewałam. A czy ja czegokolwiek się spodziewałam? Przecież to ja miałam za długi język.  

- Wiesz, gdzie... - Poprawiłam się natychmiastowo. – Znaczy, wie pan gdzie znajduję się moja przyjaciółka? – Jestem pewna, że zrobiłam się czerwona, ale jak tylko jego usta wykrzywiły się w leniwym uśmiechu, przepadłam. Czy można być idealnym? Owszem w jego przypadku to słowo nabierało nowego znaczenia. Dołki, które pojawiły się w raz z uśmiechem są tego niezaprzeczalnym dowodem.

- Czekają na korytarzu. Zawołać ich? –  Czekają?  Pewnie przyjaciółka zawiadomiła mojego brata. Podniosłam się do pozycji siedzącej i pożałowałam tego. Zakręciło mi się w głowie, przez co nie mogłam napawać się idealnymi oczami.  

Niebieskie.  

Niebo.  

Woda.  

Ulubiony kolor taty.  

- Amando?!

- Wszystko dobrze. Wszystko dobrze, tylko zakręciło mi się w głowie.

- Proszę na siebie uważać i odpoczywać. Szczególnie unikać gwałtownych ruchów i brać lekarstwa. Ból może jeszcze towarzyszyć przez tydzień, więc w razie uporczywego i nasilającego się, brać środki przeciwbólowe.  

Wstał, podszedł do drzwi i gestem ręki zaprosił moich towarzyszy do środka. Poczułam nutkę rozczarowania, jak tylko spojrzał na mnie, pokręcił głową i wyszedł.  

- Ale ciacho... - Nadia zrobiła krok do tyłu. – Stara, co się stało z twoją twarzą? – Przestraszyłam się, że już zaczęłam śliwiec.  

- Co z nią nie tak? – Zaczęłam dotykać delikatnie każdego niezakrytego skrawka. Oprócz opatrunku, nie wyczułam nic niepokojącego.

- Czerwienisz się dzisiejszego dnia drugi raz!

- Nadia, ty jesteś zdrowo walnięta, przysięgam! – Obruszyłam się i z pomocą brata, który chyba był już przyzwyczajony do sposobności życia przyjaciółki wstałam do góry.

- Nieźle się załatwiłaś, malutka. – Poklepałam go po ramieniu.

- Dziękuję, że to ty mnie odbierasz. – Stanęłam na palcach i pocałowałam Chrisa w policzek. Różniliśmy się. Ja byłam czarna jak matka, on z kolei odziedziczył urodę skandynawską naszego ojca. Blondyn o zielonych oczach stapiał zimne serca, nawet wrednych suk. Taka była oczywiście Morgan, jego obecna dziewczyna. Chris jednak był na tyle dobry, że i ona przejęła kilka jego cech i stworzyli całkiem udany związek.  

- Na szczęście do matki się nie dodzwonili dzięki Nadii. – Przyjaciółka puściła do mnie oczko.

- Widzisz mała jędzo, a ty mnie jeszcze śmiesz wyzywać od walniętych, kiedy ratuję ten twój krągły tyłeczek.

- Wiesz, przecież, że cię kocham nad życie! – Zaoponowałam. – Jesteśmy przyjaciółkami na śmierć i życie.  

- Nie masz wyjścia, któż inny chciałby się z tobą przyjaźnić.  

Tutaj miała rację, oprócz niej i Toma nie miałam, do kogo otworzyć gęby. Byłam odludkiem, ale nie z wyboru, lecz z konieczności.

***

Chris odstawił nas bezpiecznie pod dom. Upewnił się, że Nadia zaopiekuję się mną i odjechał. Brat pracował, jako prawnik z kancelarii prawnej swojego przyszłego teścia. Był dobrym adwokatem i jeszcze lepszym radcą. Dlatego nie mógł zawalić ważnego spotkania z klientem, bo jego siostra przysporzyła pierwszy raz w życiu problemów.    

- Wspominałam kiedyś, że twój braciszek ma zajebiście kuszące pośladki w tych graniakach? - Spojrzałam nad nią spod łba i wyciągnęłam ze spodni klucze do drzwi.

- Zapomnij o nim. Nie dla psa kiełbasa!  

Naprawdę dziwiłam się jednego. Dlaczego Nadia jeszcze nie próbowała zarzucić swoich macek na mojego brata? Dostawała zawsze to, czego chciała bez większych przeszkód. Pamiętam jak przespała się z młodym nauczycielem biologii, pomimo tego, że posiadał żonę. Traktowała ten romans jak rozgrzewkę – nic nieznaczący bieg, który musiała w swoim życiu wykonać. Uczyła się anatomii nie z podręczników, ale na żywym przykładzie i takim sposobem zaliczyła przedmiot z najwyższą z możliwych ocen. Więc przypadek mojego brata, był dla niej łatwizną, ale z jakiejś przyczyny dała sobie z nim spokój. Chociaż wielokrotnie wachlowała przy nim twarz i miała kisiel w majtkach.

- Masz szczęście, że już dzisiaj raz zostałaś poturbowana.

- Uwielbiam twoje groźby.  

- To dobrze, bo słyszysz je, co najmniej kilka razy dziennie. - Uśmiechnęłam się pod nosem i pchnęłam drzwi. Jesteśmy jak woda i ogień. Połączenie wybuchowe, ale jestem pewna, że oddałabym życie za nią. Była moją najbliższą rodziną, siostrą, której nigdy nie posiadałam

***

Obudziłam się na drugi dzień w ramionach przyjaciółki. Klatka piersiowa Nadii unosiła się miarowo i opadała. Bezapelacyjnie znajdowała się wciąż w głębokim śnie. Niestety, dzisiejsza noc, była dla mnie koszmarna. Budziłam się, co najmniej czterokrotnie. Gdy już udało mi się zasnąć, widziałam spojrzenie, które wyryło się w mojej świadomości. Ciemne i tajemnicze oczy, były najpiękniejszą i wartą zapamiętania rzeczą na całym Bożym świecie. Jeszcze nigdy nie widziałam takiej głębi i zarazem błyszczących chochlików. Nieznajomy piłkarz był przystojnym i wyróżniającym się z tłumu mężczyzną, ale nie ten fakt spowodował przyspieszenia krwi w moim krwiobiegu, ale właśnie oczy. One były jego niewątpliwą wizytówką.

- Jak się czujesz? – Głos Nadii był zachrypnięty, ale zdołał mnie wyrwać z zamyślenia.  

- Chyba dobrze... Przynajmniej mnie już nie boli głowa. – Mruknęłam i przeciągnęłam się. Wcześniej nie uczyniłam tego. Chciałam, aby przyjaciółka jeszcze trochę pospała. W szczególności, że poprzedniego wieczoru pozwoliłyśmy sobie oglądać horrory do drugiej nad ranem . „Ostatni dom po lewej" tak nas pochłonął, że przez cały seans nie odezwałyśmy się do siebie ani słowem. Jadłyśmy tylko popcorn z mikrofalówki i co jakiś czas naciągałyśmy koc na głowę.  

- To chyba... dobrze. – Posłała mi jeden ze swoich zabójczych uśmiechów. – Nos wygląda też całkiem spoko. Chyba nawet jest prosty. Dobrze Ci go nastawili w szpitalu. Odetchnęłam. Wizja krzywego nosa, była druzgocąca. Niedługo miałam rozpocząć studia psychologiczne i rzecz ujmując nowe życie, więc lepiej byłoby wkraczać w niego z prostym nosem.

- Śniadanie? – Zapytałam i podniosłam się z sofy.

- Jajka z bekonem?

- I tostami!

Pognałam do kuchni i przygotowałam w zawrotnym tempie śniadanie. Nadia wypiła jeszcze ze mną kawę i zebrała się do domu. Musiała się przebrać i załatwić kilka dokumentów. Wybierała się na studia do Bostonu. Tylko tam mieli odpowiedni według niej rozkład zajęć kosmetycznych. Do dzisiaj był termin ostateczny, aby dostarczyć świadectwa i niezbędne informację do kartoteki. Cieszyłam się, że miałam już to za sobą. Przynajmniej mogłam spokojnie spędzić ostatnie dni wakacji. Jednak Nadia miała w zwyczaju załatwiać wszystko na ostatnią chwilę. Adrenalina i te sprawy. Lubiła wyzwania i dobrą zabawę, a ja lubiłam w niej te cechy. Popatrzyłam na zegarek i pisnęłam. Za godzinę miał zjawić się tutaj Chris, a ja pachniałam popcornem i nieszczęsnym szpitalem. Musiałam jak najszybciej zmyć z siebie wczorajszy dzień.  

***

Równo o godzinie trzynastej mój brat przekręcał klucz w zamku. Zawsze posiadał zapasowy i zawsze był irytująco punktualny. Czy kiedykolwiek zdarzyło się, aby nie przyszedł na czas? Po krótkim namyśle musiałam dać przeczącą odpowiedź. Właśnie przewijałam kanały i trafiłam na powtórkę „Kryminalnych zagadek Nowego Jorku", kiedy brat wszedł do salonu. Byłam zwrócona plecami, ale dałabym sobie rękę uciąć, że z kimś przyszedł.    

- Cześć, staruszku! – Nie odwróciłam się, ale poczułam rękę Chrisa na moim ramieniu.

- Witaj, kaleko, jak się dzisiaj czujemy? – Pochylił się i ucałował w policzek. Zawsze mieliśmy w zwyczaju, że brat dosiadał się do mnie i losowo wybieraliśmy kanał, a następnie byliśmy skazani na dany film, w najgorszym wypadku trafiało na TLC. Tymże razem było inaczej. Chris stał za mną. Nie ruszał się, tylko ponownie przemówił.

- Amanda, chciałbym przedstawić... - Nie dokończył. Szybko odwróciłam się i z wrażenia opadła mi szczęka. Zamarłam i dziękowałam, że znajdowałam się na sofie. W przeciwnym wypadku, poleciałabym jak długa i nieznajomy przystojniak, zobaczyłby mój upadek po raz drugi.  

- Poznaj mojego najlepszego kumpla, Davida. – Piłkarz, którego nie mogłam zapomnieć. Kuźwa, nawet tego nie chciałam. Stał w moim salonie z wyciągniętą dłonią i przeszywał mnie zaciekawionym spojrzeniem. Kocie łapki w około jego oczu, robiły się z każdym spojrzeniem wyraźniejsze. Wyraz jego twarzy zmieniał się z sekundy na sekundę. Mogłam przysiąc, że zanim zorientował się, że jestem tą dziewczyną, która oberwała od niego piłką. Cieszył się na spotkanie z siostrą swojego kumpla, ale teraz zaciekawienie uszło na poczet zmartwienia.  

- Miło cię poznać, Amando. 

- Ciebie równie.  

Szlag! Mój głos zdradzał wszystko. Chris spoglądał na nas, ale myśli, które się narodził w jego głowie szybko odpędził. Pewnie pomyślał, że nie możliwym było, abyśmy się poznali kiedykolwiek. Jednak, czekaj, czekaj. Skoro lekarz, wiedział o meczu, jestem pewna, że on też musiał się dowiedzieć. No chyba, że Nadia, po raz kolejny okazała się lojalną sojuszniczką. Uśmiechnęłam się krzywo i przestałam wpatrywać się Davida.  

- Wpadłem tylko na chwilę. Chyba nie jesteś zła, że przyprowadziłem kumpla, ale ma mi pomóc przy przeprowadzce. – Oczywiście, że byłam zła. Gdybym wiedziała, nie siedziałabym teraz w dresach i poczochranych włosach.  

- Nie! Zapomniałam na śmierć, że dzisiaj wyprowadzacie się z Morgan na swoje. Mogę wam jakoś pomóc?

- Nic z tych rzeczy, Ama. Odpoczywaj, należy ci się. – Zerknęłam po słowach brata na Davida. Nerwowo wpatrywał się we mnie. Gdyby jego oczy mogły mówić, z pewnością wypytałyby się o moje samopoczucie. Nieznajomy przystojniak doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że był odpowiedzialny za mój wizerunek.  

- Jakiś palant otworzył na oścież drzwi, kiedy Amanda wraz z przyjaciółką, były w centrum handlowym. – Chris wyjaśniał Davidowi, dlaczego mam opatrunki na nosie. Nadia. Co ja bym bez tej ukochanej istoty zrobiła? Ratowała mój tyłek za każdym razem. Osobisty i niepowtarzalny przyjaciel.  

- Nieprzyjemne zderzenie. – Skwitował. Z żalem musiałam stwierdzić, że David był przybitym tym, że wyrządził mi taką krzywdę.  

- Już nie boli. Wyglądam teraz jak Tiger Woods? – Chris zaczął się śmiać i spoczął obok mnie. Nie mogłam zerwać oczu z twarzy Davida. Był tak piękny. Tak zimnie piękny, że bałam się, że wszystko, co przy nim poczułam, może się okazać tylko snem.  

- Wyglądasz teraz jak zawodniczka MMA. Zawsze jednak dla mnie będziesz najpiękniejsza – znowu pocałował mnie, ale tym razem w skroń. – Zaraz wracam, muszę tylko przewertować pokój matki, aby znaleźć pewne zaświadczenie... Ugość, Davida, zaraz zejdę. – Wstał i wyszedł. Gdy tylko opuścił pomieszczenie, przestałam oddychać. Bałam się zostać z nim sam na sam. Nerwowo wstałam. Za nerwowo. David, stał z włożoną ręką w kieszeni. Czarna koszulka, luźno zwisała na jego umięśnionym ciele. Z kolei dresy, opinały biodra nieznajomego w kuszący sposób. Przegryzłam wargę a na moich policzkach pojawił się rumieniec. Ciekawe jak twarde jest jego ciało? Słodki Jezu! Pierwszy raz pomyślałam, o czymś tak nieprzyzwoitym i to w obecności mężczyzny, który nieustanie gości w moich myślach od wczoraj.

- Jaki ten świat jest mały. – Odezwał się pierwszy a ja przełknęłam ogromną gulę w gardle. Miał wysoki i brzmiący seksem baryton. GŁUPIA! - A więc to ty jesteś tą uwielbianą przez Chrisa, młodszą siostrą?  

- Dużo ci o mnie wspominał? – zapytałam. Czułam narastające zakłopotanie, z pewnością David już wiedział o mnie wszystko.

- Wystarczająco, żeby chcieć cię poznać– Uśmiechnął się leniwie.

- Jesteście w tym samym wieku? – Zmieniłam szybko temat, zanim spłonęłabym ze wstydu, usłyszawszy jakieś ciekawostki z mojego dzieciństwa, o których chciałam zapomnieć.

Miałam tylko nadzieję, że jest od Chrisa młodszy. Mój brat miał trzydzieści dwa lata. Bariera czternastu lat, była w stosunku do niego taka odległa, ale jak patrzałam na Davida, nie mogłam się skupić na niczym innym. Chciałam, żeby okazał się młodszy. Naiwnie myślałam, że wtedy mogłabym się z nim spotykać, uzyskawszy najpierw aprobatę Chrisa.

- Jestem starszy od niego o rok... - Podszedł krok do przodu i złapał w miejscu, gdzie spowijał się siniak. Nie jestem pewna, czy w godzinę coś się zmieniło, ale ostatnim razem, kiedy spoglądałam w lustro nie wyglądało to dobrze.

- Przepraszam.

- To nie twoja wina.  

- Mogłem bardziej uważać... - Przejechał kciukiem w miejscu tuż nad zgięciem, a ja wstrzymałam oddech. Skóra zaczęła mnie przyjemne szczypać, a w brzuchu narodziło się przedziwne uczucie.  

David stał blisko. Na moje oko za blisko, a jedyne co mogłam w tym przypadku robić, to wpatrywać się w wielkie, brązowe oczy. Nie byłam zdolna do jakiejkolwiek reakcji. Mój wzrok przesunął się po jego twarzy. Policzki pokrywał kilkudniowy, ciemny zarost. Grube rzęsy uniosły się wraz z gęstymi brwiami. Jego spojrzenie spotkało się na moment z moim.

Zacisnął szczękę i poprawił opadający kosmyk, delikatnie wciskając za ucho. Dotyk jego knykci spowodował dreszcze w miejscu zetknięcia się skóry.

- Gdybym mógł się jakoś zreflektować...

- Nie trzeba... Jak mówiłam, to nie była twoja wina.

- Jednak czuję się odpowiedzialny.

- Niepotrzebnie! – Sprytnie wywinęłam się spod jego dotyku. Nie zniosłabym dłuższego wstrzymywania oddechu. – Chcesz coś do picia? – Podeszłam do wyspy kuchennej w ekspresowym tempie. Sięgałam już po szklanki, kiedy poczułam wibrujący oddech na moich plecach. Dosłownie, każdy malutki włos, stanął dęba.

- Dlaczego musisz być tak młoda i ... - Wiedziałam doskonale, co chciał powiedzieć w dalszej części wypowiedzi.

- Dlaczego ty musisz mieć trzydzieści trzy lata? – Świetna strategia. Odpowiadać pytaniem, na pytanie. Nie ma, co!

Wzdrygałam się, kiedy odległość między nami można było liczyć w milimetrach. Każdy wolny centymetr był pochłonięty pożądaniem. David oddziaływał na mnie jak niemające prawa bytu, pole magnetyczne.  

- Czuję jak na siebie działamy. – Odgarnął włosy z mojego ramienia. – Ty działaś na mnie równie mocno. – Podskoczyłam oniemiała, a trzymany w ręku kubek, roztrzaskał się na marmurowej podłodze.

To było złe. Niewłaściwie. Wiek, który nas różnił, nie był jedynym powodem, przez który nie mogłam o nim myśleć. Chris nigdy nie dopuści, abym związała się z jego kumplem. Nigdy. Znam go już zbyt długo, żeby nawet się połudzić, że mogłoby być inaczej. Dochodziła do tego matka, która z pewnością wtórowałaby ukochanemu synowi i miałabym pozamiatane.

- Wydaję ci się. – Nałożyłam na usta sztuczny uśmiech i schyliłam się, aby pozbierać pozostałości po moim ulubionym kubki.

- Uważaj, bo się pokaleczysz. – Złapał za moje dłonie. Kurwa! Dlaczego ja tak na niego reagowałam? – Ja to pozbieram.

Wycofałam się do tyłu. Odetchnęłam głęboko, kiedy bezpieczny metr dzielił nasze ciała. David sprawnie posprzątał szkło. Nie mogłam oderwać wzroku od jego rąk i zbyt uwidocznionych żył.

- Wracając do twojej uwagi... - Pojawił się blisko mnie. Nie zdążyłam nawet zarejestrować, kiedy znowu pojawiły się tylko milimetry dzielące nasze ciała. – Drżysz, a na twoich policzkach pojawia się rumieniec. Wstrzymujesz oddech i jesteś przy tym rozkosznie seksowna... - Ujął moją twarz w dłonie, a ja kompletnie przestałam kontaktować z rzeczywistością. Instynktownie moje oczy zeszły na jego pełne wargi. Idealnie skrojone, do namiętnych pocałunków.

"Obiło mi.

Odbiło mi.

Odbiło mi.

Postradałam myśli!"

Wyswobodziłam się z uścisku. Zamknęłam oczy i policzyłam do dziesięciu. Jego wargi jeszcze przed sekundą, były blisko mnie, a ja musiałam zebrać w sobie wszystkie siły, żeby z tego zrezygnować. Dosłownie byłam wyczerpana, ale nie mogłam pozwolić zakorzenić się Davidowi w moich myślach i zdusiłam chęci pocałunku w zarodku.  

- Nie powinniśmy...

- Powiedź mi, dlaczego to musiałaś być ty, a nie jakaś inna Amanda?

- Życie jest popaprane, nie sądzisz?

- Widzę, że lubisz odpowiadać pytaniem na pytanie. – Uśmiechnął się krzywo, ale wciąż był przy tym nieprzyzwoicie przystojny.

- Takie moje małe zboczenie. – Uniosłam rękę i podrapałam się po karku. Z tych wszystkich cholernych emocji, nawet tam spowijały się świeże krople potu.

- W takim razie chcę poznać wszystkie twoje zboczenia. – Otworzyłam usta. Kompletnie zaskoczona, nie wiedziałam, co powiedzieć. Jestem pewna, że właśnie twarz, zdradzała wszystkie moje myśli.

- Chyba...chyba powinnam pójść na górę. – Ewakuacja, to najlepsza z możliwych form ucieczki, przed takimi facetami. Zapamiętać, wydrukować i powiesić na ścianie.

- Boisz się mnie? Czy tego, co cię do mnie ciągnie? – Prychnęłam pod nosem. David jak widać, posiadał także wielkie ego, ale za cholerę temu się nie dziwiłam.

Zmierzał w moja stronę. Instynktownie cofałam się do tyłu. Poruszał się z gracją, a mięśnie na jego rękach, napinały się ukazując przy tym żyły.

Wdech i wydech.

Brwi uniósł do góry i nie przestawał zmierzać w moim kierunku. W pewnym momencie poczułam zimną ścianę i na tym był koniec mojej ucieczki.

Gdzie jest Chris, kiedy go potrzebuję?

Stanęłam w miejscu, jakby została przymurowana do ziemi. David zbliżał się do mnie nieubłaganie z uśmiechem igrającym na grzesznych ustach. Zaczęłam nerwowo rozglądać się po pokoju.  

- Miałem rację. - Przyjrzał mi się dokładnie nie ukrywając, że moje zakłopotanie jest dla niego zabawne.

Pochylił się i przyszpilił mnie do ściany, układając ręce obok mojej głowy. Przestałam oddychać i skupiłam się na oglądaniu jego bicepsów, których pod wczorajszym sportowym strojem nie miałam możliwości dostrzec.

- Ja. Ja. Nie! - Przełknęłam ślinę, ale nie mogłam się skupić widząc jak żyły na jego rękach pulsowały coraz to bardziej.  

- Oświeć mnie, jeżeli chodzi o coś innego, niżeli o dwie opcje, które ci przedstawiłem. Jestem otwarty na jakiekolwiek nowe informacje. Szczególnie jak w grę wchodzi tak piękna nauczycielka - w tym momencie przepadłam a drugi błąd, jaki wykonałam to spojrzenie w jego ciemne brązowe oczy, których oblamówka byłam całkowicie inna, niż zeszłego dnia.

- Ja... pfff...Po prostu miałam ciężkie dwa dni.  

- Kłamiesz. Jestem niemal pewien, że myślisz od wczoraj tylko i wyłącznie o mnie. Fascynacja to zbyt banalne słowo, żeby opisać to co się między nami dzieje. - Wyszczerzył się w uśmiechu pełnym satysfakcji i napiął mocniej mięsień. Nie wytrzymałam i w okamgnieniu dostałam palpitacji serca. Pewność siebie Davida mi zaimponowała i jednocześnie sprawiła, że zaczęłam się obawiać tego szybko kiełkującego uczucia.

- Może już naprawdę pójdę stad, zanim... - Przerwałam, albo raczej ktoś przerwał mi kładąc palec na ustach w bezpośredni sposób...







---------------

Kochani kolejny rozdział, nieco dłuższy i mogą pojawić się literówki, bo chciałam go Wam szybko wrzucić, czekam na Wasze opinie

2 740 czyt.
100%91
Coori

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyczne i dramaty, użyła 5410 słów i 30652 znaków.

1 komentarz

 
  • Starzec

    Starzec 21 lutego ip:94254232

    Cofać można się wyłącznie do tylu, po vo to podkreślać? Spowija mgła las a nie krople potu🙂