Listy do ... - cz. 3

Zakradłem się dziś cichutko do kuchni. Obserwowałem Cię z progu. Ubrana jedynie w zwykłą bawełnianą koszulkę i koronkowe bokserki robiłaś fenomenalne wrażenie. Do tego taka bezbronna. Coś tam nuciłaś pod nosem, podrygując nieznacznie. Umknęłaś tak raniutko z łóżka żeby zrobić mi niespodziankę. Ulubione ciasto z rabarbarem. Ręce umorusane ciastem. Podszedłem kładąc ręce na Twoich biodrach. Później powoli w górę pod koszulkę. Udajesz, że to Cię nie obchodzi. Ważę piersi w dłoniach bawiąc się brodawkami. Każesz mi spadać jak chcę jeść to ciasto. Nie potrafisz jednak udawać złości gdy odwracasz się do mnie. Łapię za pośladki i sadzam na zakurzonym mąką blacie. Nie potrafię przy Tobie próżnować. Ciągnę za gumkę majtek. Idzie opornie, mogłem to zrobić wcześniej, gdy jeszcze stałaś. Twój śmiech godzi w moją ambicję. Mam jednak na Ciebie sposób. Pocałunkiem zmuszam byś się odchyliła. Tyłeczek nieco się uniósł. Wykorzystuję podle ten moment i gatki zjeżdżają z tyłka. I znów udawany foch. Sadzasz cipkę w mące. Majtki masz na kolanach. Nie chcę ich ściągać, bo bronisz ich zawzięcie. Łapię Cię za kostki i kładę nogi na ramieniu. Jesteś tak pięknie upudrowana. Opuszczam bokserki. Już dawno byłem gotów, więc wchodzę w Ciebie od razu, głęboko. Już też mam mąkę na kłaczkach. Trzymam mocno za uda, byś mi nie uciekła. Penetruję, robię kółka. Chyba Ci się podoba, bo wzdychasz. Cała już jesteś w mące. Pieścisz swoje piersi przez koszulkę, a po chwili już pod nią. Uwielbiasz jak biorę Cię mocno i zdecydowanie. Pierwsze skurcze dają mi znak do zwiększenia siły i prędkości. Oj, to ciasto będzie świetnie wyrobione. Uwielbiam jak jęczysz. Mała chlupie mocno. Boska przyprawa. Dochodzisz, a ja razem z Tobą. Po chwili wychodzę delikatnie, sadzając rozgrzaną cipkę powtórnie w mące. Narobiliśmy strasznego bałaganu, i Ty też jesteś cała brudna. Za to Twoje oczy błyszczą, a tego chciałem najbardziej. Muszę jednak znikać do pracy. Cały dzień marzenia o cieście przede mną, tylko cholera żeby kłaczków nie było.  
Wyrwałaś mnie jednak z tej matni rozmyślań. Po prostu weszłaś do mojego biura, w ulubionej plisowanej sukience i cieniutkich czarnych pończoszkach. No tak zapomniałem, że dziś masz wolny dzień. Zamknęłaś drzwi, i jakby nigdy nic weszłaś pod biurko. Bawisz się bezczelnie moim małym, palcami przez materiał spodni. Druga Twoja dłoń jest już pod sukienką. Wiesz jak lubię słuchać tych cichutkich mlaśnięć, gdy się pieścisz. Znasz mnie. Wiesz co lubię. Wiesz jaka ma być Twoja mała gdy chcę w nią wejść. I wiesz, że za chwilę oprę Cię o biurko. Wyciągasz mojego małego przez rozporek. Jest już Twój. Pieścisz go ustami. Niby ukradkiem pokazujesz mi drugą lśniącą od Twych soków dłoń. Musisz być cholernie mokra. Pieścisz fantastycznie, ale ja chcę więcej. Wyciągam Cię spod biurka. Te plisowane kiecki, są takie praktyczne. Sama opierasz się o biurko. Opuszczam spodnie, nie chcę by zamek zrobił jej krzywdę. Cipka lśni od wilgoci. Dobrze się spisałaś. O! Twój paluszek znów ją pieści. Jakie szczęście, że przed wyjściem z domu jeszcze ją oczyściłem z mąki. Do tego ta koronka pończoch. Nadmiar wrażeń. Wchodzę bez trudu. Strasznie jestem niecierpliwy. Twoje usta zdziałały cuda, teraz nie jesteś w stanie mnie powstrzymać. Moje ruchy są jednak wolne i obszerne. Chcę Cię czuć na każdym milimetrze małego. Każdą fałdkę, ciasny uścisk. Delektuję się nią. Ależ Twój palec ją miętosi, też jesteś niecierpliwa. Próbujesz się wsunąć nim do środka, obok mnie. Drapiesz tym francuskim pazurkiem. Strasznie tu ciasno dla nas obojga. Dociskasz przednią ściankę, a siłą rzeczy napieram na tylną. Zbieram z brzegów wilgoć na swój palec. I wciskam go w Twój tyłeczek. Teraz jesteś już kompletnie wypełniona. Łapiemy wspólny rytm. Znów narobiłaś bałaganu. Teraz moje biurko wygląda jak po przejściu huraganu. Leżysz na nim, wciskając zaciśniętą pięść w usta, by nie krzyczeć. Ależ mocno zaciskasz dziś swoją cipkę. Słyszę zduszony jęk. Ależ mi dobrze wypełniając Cię dzisiaj powtórnie gorącą spermą. Wysuwam się zanim oklapnę całkiem. Czym pomagasz ciągle silnymi skurczami. Cudna, silna cipka. Znów Twe oczy skrzą. Wiem, że dyszysz, ale chcę byś go wylizała, zanim pozwolisz mi go schować w spodnie. Opuszczasz sukienkę. Jest krótka. Gdy ukucniesz, z małej popłyną krople na wykładzinę. Jakże pięknie go czyścisz. Poprawiasz mi bokserki, zmuszam Cię do tego, bo wiem, że za chwilę znów bym urósł. Zapinam spodnie. Wstajesz. Czuję smak Twych ust, a na nich nasze soki. Nie mogę sobie pozwolić na więcej teraz, a czuję jak bardzo bym chciał. Będę za to marzył, jak wracasz do domu, a stróżka moczy pończochy. I tak nikt nie wie, że nie masz majteczek. Wychodzisz ze zbójeckim uśmiechem. Kręcisz tą zgrabną dupką, a z mojej pracy już dzisiaj nici. Więcej Ciebie, wciąż więcej i więcej, tylko ta myśl rozsadza mnie całego.

Szarik

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 927 słów i 5194 znaków, zaktualizował 20 wrz 2015.

1 komentarz

 
  • nienasycona

    Sprawdziłeś:) Daj jej to, powtarzam Ci, ucieszy się, a jej radość ucieszy Ciebie:)

  • Szarik

    @nienasycona z trudem, lecz się uczę ;)