Listy do ... - cz. 2

Obserwuję jak boisz się drgnąć. Każdy ruch przesuwa tkwiące w Tobie przedmioty. Rozkosz była zbyt silna, więc teraz sprawiają wręcz ból. Potrzebujesz czasu by się z nim oswoić. By powtórnie zaczął przynosić przyjemność. Łamię się czy pozwolić Ci na tę chwilę wytchnienia. Gdzie jednak sens kary i słodkiego okrucieństwa? Znajduję się między Twoimi udami. Zaczynam taniec języka na spracowanej cipce. W obronie chcesz zacisnąć uda, lecz na nic to. Przecież jestem tam całym ciałem, nie zdołasz mnie zgnieść. Nie muszę silić się na wirtuozerię pieszczot. Krótkie szybkie muśnięcia. Kilka kółek, i już Twoje rozpalone do granic możliwości ciało wygina się w łuk. To już nie jęk, to szloch rozkoszy. Łzy zaczynają ciec z oczu. Usta niemo szepczą bym Cię uwolnił. Pociągam za sznureczek wystający z cipki, powoli i płynnie. Kuleczki opuszczają Twoje rozedrgane wnętrze. Pierwszy grymas ulgi przechodzi przez Twoją twarz. Koreczek wymaga większego zdecydowania, gdyż nieprzyzwyczajony otworek zaciska się na nim odruchowo. Jednak i to się udaje. Miękniesz cała i rozpływasz się w błogości.. Zasypiasz wtulona. Gdy budzę się świtem czuję na sobie ciepło miękkich piersi. Jednak prawdziwy żar czuję na udzie bijący od cipki. Nie chcę otwierać oczu, czuję się nadal senny, lecz Ty zaczynasz mruczeć, ocierać się o me udo jak napalona kotka. Czy wieczór niczego Cię nie nauczył? Mały już pręży się dumnie. Nie ułatwię Ci jednak, jeśli chcesz, sama musisz wskrobać się na górę. Kręcisz się niespokojnie, chcąc zainteresować mnie swoimi cyckami. A co mi tam? Zaczynam skubać pazurami brodawkę. To chyba dla Ciebie zbyt wiele. Wiercisz się co raz mocniej. Chyba chcesz go w sobie. A ja sobie poskubię jeszcze trochę. Podnosisz się i nabijasz na niego z głośnym mlaśnięciem. Chyba otworzę ślepia. Skąd w Tobie tyle wilgoci? Poranek pełny jest pytań. A Ty spływasz mi obficie po jądrach. I te kołyszące się piersi, czysta poezja ruchu. Boję się mrugnąć, by nie okazało się to snem. Pora okiełznać ten ruch i chwytam je mocno. Ty nie przestajesz poruszać się miarowo, trąc o moje włoski. Znów znajomy dreszcz. Drobne skurcze. Napięcie, które spływa falami do cipki. Wkręca mnie to straszliwie. Muszę coś zrobić. Zaczynam kręcić biodrami. Nie zdążyłem się rozpędzić w tym ruchu, a Ty ściskasz mocno i jęczysz. To działa cudownie, w sekundzie dołączam do Ciebie i wypełniam gorąco. Kładziesz się cicho na mnie. Soki płyną. Słychać tylko oddechy, żadnych słów. Głowę drąży banalna myśl. Kto do cholery zrobi kawę? Chyba czytasz w myślach, bo schodzisz ze mnie niechętnie i chwiejnym krokiem idziesz do kuchni. Naga, kręcąc tym pięknym tyłeczkiem. Nie mogę pozwolić byś zmarzła. Idę do Ciebie, by okryć szlafrokiem. Przez skórę czuję, co znów Ci chodzi po głowie. Wiem, że będziesz wyzywać, że nie możesz założyć majtek, bo tyle mnie w Tobie. Już widzę kolejną zniszczoną zastawę, ale ten tyłek tak korci. Wypinasz się, wiesz, że się nie powstrzymam. Wchodzę bez trudu. Pieprzę znów mocno i miarowo. Faktycznie omal niszczysz całą zastawę. Choć nie masz gdzie uciec, trzymam za piersi. Jak cudownie wypełniają dłonie. Mimo Twej wstydliwości, zupełnie nie przeszkadza Ci, że robimy to w oknie. Z głośnym sapnięciem znów wypełniam gorącą spermą. Teraz to impuls dla Ciebie. Drżysz i jęczysz. Opadam bezsilnie, owijam szlafrokiem. Ekspres już gotów. Pora na kawę. Teraz dopiero wyglądasz na spełnioną. Głośno burczy Ci w brzuchu. Jednak najpierw Twoja kąpiel. A ja zajmę się śniadaniem. Cichym, milczącym, szczęśliwym. Obserwuję Twoje ruchy, gesty. Widzę jak wciągasz jednak stringi, zakładasz stanik. Tylko jak to zniosą Twoja wymęczona cipka i piersi? Cały dzień marzeń przede mną.
Cierpię marząc i wspominając. Ciągle przed oczyma mam widok Twoich fenomenalnych cycków, w skąpym koronkowym staniku. Odznaczających się brodawek spod przeźroczystej materii. Zazdrość zżera mnie gdy pomyślę, że ktoś będzie widział ich kształt, kiedy owieje Cię zimny podmuch z klimatyzacji. Chyba żeby mnie udobruchać, naciągnęłaś tę bawełnianą koszulkę i luźne spodnie. Wiesz, że ja i tak bym się doszukał tam kształtu tej dupki, która mi rano tak dzielnie służyła. Może jednak kogoś zmylisz. Mnie na pewno nie. Przez Ciebie nie mogę skupić się na pracy. Techniczne wersy, zastępują wizje seksu. Dzikiego, namiętnego. Znów ja czekam w progu. A kolacja czeka na stole, kusi zapachem. Rumienisz się na widok tych kilku kwiatków w wazonie. Widzę wdzięczność w Twoich oczach, gdy z lubością pochłaniasz jedzenie. Wstajesz od stołu, całujesz mnie namiętnie. Nie będę Cię dziś męczył. Potrzebujesz wytchnienia. Chcę jednak poczuć wilgoć na dłoni. Wsuwam ją w Twoje spodnie. Patrząc mi głęboko w oczy, z diabolicznym uśmiechem wyciągasz z kieszeni majtki, które widziałem na Tobie rano. Cipka jest wilgotna i gorąca. Chyba jednak zmienię plany na wieczór.

Szarik

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 911 słów i 5155 znaków, zaktualizował 20 wrz 2015.

2 komentarze

 
  • mloda

    Wyobraźnia godna podziwu :-)

  • Szarik

    @mloda wyobraźnia? :D

  • nienasycona

    Ty chyba jednak sprawdzaj przed zamieszczeniem:P Popraw i daj W...będzie zachwycona:)

  • Szarik

    @nienasycona próbuję, ale jak widzisz nie daję rady. Emocje za duże  :redface: