Listy do ... - cz. 4

Patrzysz na mnie jak na wariata, gdy przy kolacji proponuję wieczorną wycieczkę na budowę. Mało przekonuje Cię fakt koniecznych ustaleń, których nie możemy zrobić tu i teraz. Uginasz się niechętnie. Wiem, że po całym dniu padasz z nóg i marzysz jedynie o błogim śnie. Nie odpuszczę, za dobrze mnie znasz. Zbyt wiele zachodu kosztowały mnie przygotowania. Wchodzisz niepewnym krokiem, choć znasz doskonale te pomieszczenia. Mrok rozświetla jednak płomień kominka. Patrzysz na mnie dziwnie, bo wewnątrz jest całkiem ciepło. Znikam, by po chwili zawołać Cię z łazienki. Idziesz do mnie z narastającym zdziwieniem. Łazienka rozświetlona jest świecami, a ze świeżo ustawionej wanny unosi się para. Całuję Cię delikatnie, rozpinając kolejno guziki koszuli. Stoisz już przede mną w koronkowej bieliźnie. Sutki przebijają wyraźnie. W wannie nie będzie Ci bielizna potrzebna przecież, więc i ona ląduje na drabinie. Wiesz, że to wszystko dla Ciebie. Zanurzasz ciało w gorącej wodzie, pokrytej grubą pianą. Roznosi się zapach owoców. Dziwnie kontrastuje z wszechobecną wonią betonów. Nie jest to jednak istotne. Myję Cię szorstką od pracy dłonią. Każdy kawałek ciała pokrywam pianą. Przymykasz oczy i oddajesz się tej ciepłej rozkoszy, której nie było Ci dane zaznać jeszcze po powrocie. Pomimo ciepła wody, czuję utrzymującą się twardość brodawek. Czyżby cień podniecenia? Podajesz mi do mycia stopy, choć wiesz, że na nich nie poprzestanę. Łydki i uda są już w moim zasięgu. Sięgam dalej, coraz dalej. Zanurzam rękę w wodzie. Moim celem jest teraz Twój słodki motylek. Docieram tam kciukiem. Zagłębiam i krążę. Palec środkowy wciska się w ciaśniejszy otworek. Tylko nieznacznie, by go nieco podrażnić. Do mojej ręki dołączyła Twoja. Spodobały Ci się widzę pieszczoty. Znów karmisz moją próżność w ten sposób. Piana skrywa naszą tajemnicę. Ciszę zakłóca jedynie Twój przyśpieszony oddech przerywany mruczeniem. Nie chcę byś teraz doszła. Chcę Cię jedynie przygotować, choć mój dalszy, niecny plan nie do końca jest równie romantyczny. Przynajmniej moje palce opuszczaj gościnne wnętrze. Twoje sądząc po ruchu wody pracują zawzięcie. O nie moja panno. Woda stygnie, ja za to płonę. Otwieram korek, i to bez dyskusji. Przynoszę ręcznik ogrzany w ogniu kominka i otulam Cię szczelnie. Biorę na ręce. Parskasz śmiechem widząc co przygotowałem. Na środku salonu, naprzeciw kominka, rozłożone styropianowe płyty przykryte kocem. Drugi koc czeka by nas okryć. Obok butelka wina i dwa kubki. Pozwalasz mi się tam położyć. Chowasz się naga pod koc, rzucając we mnie mokrym ręcznikiem. Nie potrafisz się gniewać zbyt długo, na moje szalone pomysły. Dołączam już również nagi do Ciebie. Pamiętam Twą wilgoć, więc nie zamierzam czekać, nie dziś. Twoje nogi oplatają mnie mocno gdy wchodzę w w rozgrzaną cipkę. Gorące wnętrze przyjmuje z rozkoszą. Każdemu ruchowi towarzyszy nieznośny pisk styropianu, nas jednak bawi. Mocniej, głębiej, głośniej. Słabiej, płycej, ciszej. W przeróżnych kombinacjach ruchu i dźwięku. Wszytko skąpane w świetlistym tańcu płomieni. Jęk, który wyrwa się z Twojego gardła, dudni echem pustego pomieszczenia, łączy z moim sapnięciem i zamiera. Dyszymy, pulsujemy. Opuszczam Twe wnętrze. Twoje usta wyschły z pragnienia i wysiłku. Sięgam po wino, nieręcznie nalewając je do kubków. Sączymy powoli, patrząc w ogień. Kładziesz głowę na moim torsie i zmęczona cichutko zasypiasz. Boję się poruszyć, boję się zniszczyć tę magię.

Szarik

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 631 słów i 3659 znaków, zaktualizował 20 wrz 2015.

1 komentarz

 
  • nienasycona

    Dałeś jej to?:)

  • Szarik

    @nienasycona  :redface: