Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Grzeszna Bogini. Płonąca lanca

Grzeszna Bogini. Płonąca lancaWyobrażenia na granicy snu i jawy sprawiały, że kwitło życie intymne z ówczesną partnerką — Anastazją. Pracowała w wydawnictwie Zmysły, z którym kooperowałem a poznał nas ze sobą Paweł, właściciel owego magazynu. Patrząc na niego, trudno było nie odnieść wrażenia, że bardziej pasowałby do grupy tanecznej typu chippendales niż na stanowisko kierownicze w wydawnictwie o profilu erotyczno-pornograficznym. Pięknie rozbudowane ramiona, wąska talia, zmysłowo spięte pośladki, nogi mocno osadzone w parkiecie — wszystko świadczyło o tym, że właściciel takich cielesnych atutów to idealny kandydat na tancerza uwodzącego rozemocjonowane kobiety. Z faktami się jednak nie dyskutuje, więc — mimo iż przeczucie podpowiadało mi inaczej — zaakceptowałem realia.

Jak mawiał Paweł, pornografia to bezpośrednie narzędzie szybkiego zaspokajania potrzeb, erotyka zaś jest jak przystawka, inspiracja, fantazja… Takie też było pismo, które prowadził — forum przekonań wszelakich w mniej grzecznym wydaniu. Zmysły w głównej mierze tworzyły kobiety z myślą o kobietach, choć nie tylko. W każdym numerze znajdowały się opowiadania erotyczne, seksowne fotografie roznegliżowanych dam oraz obszerna rozprawka na typowo męski temat. Było też miejsce na wywiad miesiąca, który tym razem przypadł w udziale mojej skromnej osobie, bohaterką zaś miał być nie kto inny jak… Joanna Dark vel Ladacznica.

Jak do tego doszło? Inicjatywa wyszła ode mnie. Zgłosiłem się do wydawnictwa Zmysły z propozycją wywiadu z najsłynniejszą polską prostytutką, aby opowiedzieć o jej życiu w sposób niezwykle realistyczny, jednoznaczny i pozbawiony jakichkolwiek śladów pruderii. Chciałem opisać choćby fragment życia polskiej kurtyzany z pełną otwartością, językiem zawzięcie odrzucającym wszelkie eufemizmy. W tym celu zatrudniłem się w eleganckim i wysokonakładowym magazynie dla pań, gdzie roiło się od młodziutkich, platynowych blondynek o talii osy. Ich znakiem rozpoznawczym były filuternie uplecione włosy, przeważnie w rozmaite koczki, spojrzenie zamknięte za mozaiką kolorów, barw i cieni, ołówkowe spódnice w kolorze grafitu, krwista czerwień na ustach oraz nietuzinkowe umiejętności erotyczne…

— Słuchaj Paweł, jest sprawa… — pewnego dnia zagaiłem szefa. — Słyszałeś o Joannie Dark?

— Kto o niej nie słyszał, w tym światku aż huczy o dziewczynie, która na prostytucji dorobiła się bajońskich sum… — Czemu pytasz?

— Chciałbym zrobić z nią wywiad.

— Dlaczego akurat z nią?

— Ponieważ kieruje się w życiu nieposkromioną seksualnością, bo jej istny hedonizm, pozbawiony krzty ambicji, jest skrajnie ponętny… Poza tym ta odważna, bezkompromisowa i prowokacyjna kobieta przeciwstawia się sterylnej estetyce współczesnych pism kobiecych. Zainteresowany?

— Jak najbardziej, gratuluję pomysłu i życzę powodzenia — wyraźnie rozbawiony szef nawet nie krył sceptycyzmu co do mojego pomysłu. — Słuchaj Krzysztof, to nie nasza liga, nawet dla ciebie, ty nasz bon vivancie…

— Zakład, że dostarczę ci wywiad? Potrzebuję tylko twojej zgody na wyjazd do Berlina.

— Myślisz, że spotkasz ją na targach Venus? Nawet jeśli, skąd pewność, że się zgodzi na rozmowę?

— Już moja w tym głowa, więc jak?

— Nic nie tracę a zyskać mogę wiele, masz zatem moją zgodę, powodzenia przyjacielu, będzie ci potrzebne…

— Aha, jeszcze jedno.

— Taak…

— Obiecaj mi, że jak ci dostarczę wywiad z Joanną Dark, następnym krokiem będzie powieść o niej, którą opublikujesz?

— Hahaha, wysoko grasz kolego. Zdajesz sobie sprawę, że księgarskie półki są pełne erotycznych powieści o nietuzinkowych postaciach, a nowe pozycje pojawiają się jak grzyby po deszczu?

— Owszem, ale wszystkie są pisane według jednego schematu… Niemal nie różnią się jedna od drugiej, w sposób sztampowy opowiadają historie fikcyjnych bohaterów osadzonych w nierealnych miejscach, co gorsza, nie budzą żadnych głębszych emocji. Pozbawione serca, które nadaje rytm pracy twórczej, wyssane z dziewiczych impresji, które okraszają treści — są wyłącznie ugorem, na którym nie wyrośnie żaden piękny kwiat.

— Rozumiem, że u ciebie będzie inaczej?

— W rzeczy samej, moja powieść wywoła obyczajowy skandal i to nie tylko w naszym kraju. Kobiety sięgną po nią na całym świecie bez cienia wstydu, ponieważ będzie nowatorsko hipnotyczna, uzależniająca treścią, która odbiega od powszechnie przyjętego schematu, i — co najważniejsze — iskrząca seksem w sposób dotąd niespotykany…

— Zawsze mi się podobała twoja pewność siebie, zwłaszcza w kwestiach beznadziejnych. Zgadzam się, ale nie dlatego, że ci wierzę, ale dlatego, że i tak nic z tego nie będzie.

— Hmm… Dziwną logiką się kierujesz, ale zgoda. Słowo się zatem rzekło…

Faktycznie plan „na później” zakładał napisanie książki o polish luxury girl. W obcowaniu z takimi osobami miałem już pewne doświadczenie. Otóż swego czasu rozmawiałem z Alice Little, Amerykanką pracującą w agencji towarzyskiej Moonlite BunnyRanch w Nevadzie. Twierdziła, że jest najlepiej opłacaną damą do towarzystwa w kraju, co więcej — nie wstydzi się tego, że zarabia na życie ciałem. Kobieta chętnie opowiadała o tym, czym się zajmuje.

— Jestem psychologiem, doradcą i sekspertem w jednym — tłumaczyła.

Dowiedziałem się również, że każdego roku spędza godziny w salonach kosmetycznych i na siłowni.

— Wyobraź sobie, że stoisz w szeregu z kilkudziesięcioma, niesamowicie pięknymi kobietami. Wszystkie rywalizują o to, by „zostać wybraną” przez tego samego mężczyznę. Stresujące nieprawdaż? Teraz wyobraź sobie, że czujesz się tak przez kilkanaście godzin dziennie, pięć dni w tygodniu. Tak w skrócie przedstawia się moja praca — opowiadała Alice Little.

A jak wygląda jej profesja “od kuchni”?

— Spędzam intymne chwile z mężczyznami, parami, samotnymi kobietami, rozwodnikami, prawiczkami, czy wdowcami. Nie ma jednego, określonego typu ludzi, którzy korzystają z usług seks-pracowników. Nie ma też określonego typu ludzi, którzy nimi zostają. Moje koleżanki niegdyś służyły w armii, to absolwentki szkół wyższych, matki czy doktorantki. Jesteśmy niezwykle zróżnicowaną grupą kobiet, które łączy jedno: pasja do intymności — wyjaśniała Alice Little.

Kobieta twierdziła, że czerpie ze swojej pracy dużą satysfakcję. Podkreślała też, iż w profesji, którą się para, chodzi o coś więcej niż tylko o sam seks.

— Tak naprawdę sprzedaję intymność, ta zaś jest ważna dla zdrowia i samopoczucia. Dzieje się tak dlatego, gdyż w namacalny sposób wpływa ona na nasz stan fizyczny, psychiczny i emocjonalny — wyjaśniała.

To jednak nie wszystko.

— Czasami zgłasza się do mnie para, która zamierza spróbować trójkąta, niekiedy jest to dżentelmen z autyzmem, który chce poćwiczyć przed randką, by poczuć się pewniej…

Indagowana przeze mnie Alice tłumaczyła, że sama ustala stawki i godziny pracy, dzięki czemu może rozwijać swoje zainteresowania i doskonalić pasje.

— W wolnej chwili uczę się o ludzkiej seksualności. Poszerzam wiedzę z zakresu psychologii i socjologii poprzez liczne książki, różnego rodzaju wykłady i nieprzebrane filmy — usłyszałem od swojej rozmówczyni.

Wracając jednak do mojej twórczości, w przeciwieństwie do wielu autorów literatury tego nurtu, nie zamierzałem oszczędzać czytelnikowi najdrobniejszych szczegółów, chciałem opowiedzieć o partnerach, z którymi Joanna uprawiała seks we wszystkich odmianach i pozycjach, o jej uczestnictwie w licznych orgiach. “Grzeszna Bogini”, jak na dzieło stricte pornograficzne, miała być pełna ostrych scen erotycznych, nie tracąc jednak nic na emocjonalności. Zmysły nadawały się do tego w sposób idealny. Nieraz wydawano tu w atmosferze kontrowersji i protestów bezpretensjonalne powieści, za co wydawnictwo miało niezliczone procesy o rozpowszechnianie dzieł obscenicznych a autorów pomawiano o pornografię. Ja zaś pragnąłem skandalu, tak więc w sposób otwarty i nieskrępowany zagłębiałem się w tematykę seksualną, czerpiąc z własnej twórczości ogromną przyjemność. Najzabawniejsze w tym wszystkim było to, że w owym momencie sam nie wierzyłem w sukces mojego przedsięwzięcia. Tymczasem przyszłość malowała się w różowych barwach i to dosłownie, na końcu zaś miała się pojawić jedna z najostrzejszych i budzących największe kontrowersje powieści pornograficznych w dziejach. Głównym celem owego dzieła było poprowadzić czytelników przez królestwo seksualnego przebudzenia i spełnienia, dzieląc się z nimi najintymniejszymi doświadczeniami w najrozmaitszych formach pożądania…

Nie było mowy o żadnej miłości. Po pierwsze, nie wierzyłem w nią. Po drugie, w jej postrzeganiu przypominałem Hardina Scotta z książki “After”. Przeczytałem w życiu setki powieści. Większość z nich przedstawia miłość jako centrum wszechświata, jako lekarstwo na każdą ranę, element niezbędny nam do przeżycia. Nie dziwne więc, że wszystkich pisarzy uważałem za skończonych głupców. Miłość była dla mnie fikcją zapisaną na zniszczonych kartach książek. Wypowiadając owe frazy za bohaterem wykreowanym przez Annę Todd jeszcze nie wiedziałem jaką niespodziankę szykuje mi przewrotny los. W najśmielszych wyobrażeniach nie przypuszczałem, że to wszystko się zmieni gdy na osobistej drodze życia spotkam swoją Elizabeth Bennet. Wówczas nie sądziłem, że ktoś może mnie tak całkowicie pochłonąć, wziąć za rękę, wyprowadzić z ciemności i pokazać, że nasze dusze w swej istocie są bliźniacze…

Wróćmy jednak do Zmysłów. Wydawnictwo miało swoją siedzibę w ścisłym centrum Warszawy, na ostatnim piętrze wieżowca, który piął się ku niebu niczym Wieża Babel. Bryła owego drapacza chmur redukowała osobę ludzką do rzędu okazu biologicznego, a okaz — do molekuły, co stanowi niezły postęp ku nicości. U stóp tego gmachu człowiek był niczym ziarenko piasku unoszone podmuchem, jak cząsteczka w akceleratorze. Czasem sklejony w tłoku, który stał się ostatnią znaną formą życia wewnętrznego w podziemnych pasażach, czasem gnany podmuchem przez tunele wymuszonym torem, trwonił energię, aby uniknąć dezintegracji i nie dać się rozpłaszczyć. Zresztą ze starożytną budowlą łączyły ten drapacz chmur i inne rzeczy, na przykład to, że w jego wnętrzu swoją siedzibę miało wiele firm z branży erotycznej i pornograficznej. Nagromadzenie w jednym miejscu wszystkiego, co się kojarzy z szeroko pojętym seksem sprawiało, że owa strzelista budowla, wypełniona po brzegi grzechem, jawiła się jako współczesne wyzwanie rzucone temu, co przez ogół jest uznawane za czyste i przyzwoite.

Oczywiście nad tym całym „plugastwem” królowało wydawnictwo Zmysły, które było jak perła w koronie lubieżności… Choć w redakcji prym wiodły kobiety, wyjątkiem od tej reguły był Paweł, szef owego przybytku rozkoszy, i ja — “skromny” współpracownik. Sytuacja dziwna lecz ten, kto ma możliwość przebywać wyłącznie wśród pięknych kobiet, nie zadaje zbyt wielu pytań tylko korzysta z okazji, jaką dał mu los. Tak też było i w mym przypadku. Czerpiąc więc z luźnej formy współpracy, w wolnej chwili pisałem artykuły ociekające erotyzmem, przy okazji delektując się pięknem płynącym z otoczenia. A było co podziwiać…

Nie wiem, kto odpowiadał za dobór personelu, ale chapeau bas. W tym miejscu królował glamour rodem z filmów Marca Dorcela. Platynowe piękności wyłaniały się niczym Afrodyta z morza, z tą subtelną różnicą, że ich nadejście oznajmiał zmysłowy stukot szpilek. Właścicielkami seksownego obuwia były kobiety wyłącznie szczupłe, o skrajnie pięknej aparycji i nienagannym makijażu. W ich ciele i ruchach zawierał się erotyzm pomieszany z perfekcjonizmem. Ten ostatni był szczególnie widoczny w stroju. Biała bluzka w połączeniu z ołówkową spódnicą to must have tutejszego dress codu. Oczywiście dodatki również były istotne. Czerwone usta, krwiste paznokcie, jedwabne pończochy to „die absolute Notwendigkeit um normal in der heutigen Welt zu funktionieren”7, jak mawiano. Nikogo więc nie powinien dziwić fakt, że do pracy chodziłem z przyjemnością. Kto by nie chciał być „Hahn im Korb”…8

No dobrze, ale czym tak naprawdę się zajmowałem. Odpowiedź jest dość prosta — pisałem dużo i namiętnie o szeroko pojętej erotyce. Swoją przygodę z dziennikarstwem zacząłem od tego, że lepsze połowy są z Wenus a gorsze z Marsa. Temat wydał mi się wyjątkowo ciekawy, wszak od zawsze między kobietami a mężczyznami istnieją zawiłości interpersonalne. Są one tym większe, im w bliższych relacjach jesteśmy. One mają nikłą orientację, atrakcyjność oceniają przez pryzmat subtelności, wolniej dochodzą do orgazmu, kochają przytulanie, koncentrują się na szczegółach, silnie reagują na niski głos. Oni są wzrokowcami, operują ogólnikami, nie potrafią odczytywać emocji, stawiają na czyny. Bez wątpienia ta różnorodność kładzie się cieniem na komunikacji międzypłciowej. I pomyśleć, że kobiety od mężczyzn odróżnia jeden procent genomu. Mało? Z pewnością, jest tylko jeden problem — ta sama proporcja zachodzi między człowiekiem a szympansem.

Naukowcy za całe zło obarczają mózg, geny i hormony. Faktycznie, to one odpowiadają za kłótnie, nieporozumienia, niesnaski… Dlaczego do nich dochodzi? Kobiety stawiają na bliskość emocjonalną. Chcą rozmawiać, odkrywać osobowość… Tymczasem mężczyźni działają, osiągają cele… Bywa, że ta forma aktywności przybiera postać seksu, co często przez płeć piękną jest traktowane jako uprzedmiotowienie. To pierwszy krok uruchamiający pasmo nieprzyjemnych zdarzeń. Następnym jest wykorzystywanie seksu w celu manipulowania. Czujecie to? Destrukcja wisi w powietrzu. To jednak dopiero początek — następnie zaczynają się zarzuty o brak domyślności, w końcu dochodzi do flirtu, który wieńczy romans, czyli zdrada.

W swoich tekstach poruszałem też kwestię tak zwanej wilczej natury.

— W świecie zwierząt obowiązują twarde i nierzadko brutalne reguły dotyczące współistnienia. Przyroda tak funkcjonuje, że zwierzęta zawsze łączą się w grupy, którym przewodzą liderzy o ewidentnych cechach przywódczych. Samce alfa — bo o nich mowa — muszą być najsilniejsze, najgłośniej ryczeć, tudzież najpiękniej się poruszać. Podobnie jest w świecie ludzi — dowodziłem w jednym z artykułów.

Arogancki, agresywny, dominujący. Zawsze na szczycie, o każdej porze dnia i nocy jako przywódca. Najwyższa pozycja społeczna to jego znak rozpoznawczy. Któż to taki? Stuprocentowy mężczyzna. No właśnie, czy aby na pewno? Czy przypadkiem nie ulegamy stereotypom i, chcąc uprościć świat, nie racjonalizujemy zjawiska dotyczącego ludzkich samców alfa? W powszechnej opinii samiec alfa to prawdziwy archetyp męskości — człowiek silny, odważny, wiarygodny, prawy. Rzekłbym — ideał. Czy jednak ktoś taki istnieje we współczesnym świecie? Owszem, ludzi odpowiadających temu schematowi charakterologicznemu można spotkać. Miejscami, w których przebywają, są wszelkiej maści centra decyzyjne. Rozejrzyjmy się, gdzie okiem nie sięgnąć, szefowie korporacji, właściciele firm, prezesi spółek — wszyscy oni kochają władzę, pragną sukcesów zawodowych, odnotowują coraz większe podboje w sferze prywatnej. To świat „prawdziwych mężczyzn” — tych, którzy są pewni siebie a swoje umiejętności przekuwają w pasmo sukcesów, i to we wszystkich dziedzinach życia. Co warte podkreślenia, wysokie mniemanie o sobie występuje nawet wówczas, gdy nie odpowiada rzeczywistości. Nie ma to jednak znaczenia. Pewność siebie przechodzi w zarozumiałość, ponieważ samca alfa można jedynie podziwiać…

Kobietom imponuje, że samiec alfa dzięki dominującym cechom charakteru „płynie pod prąd”. Chodzenie własnymi ścieżkami, nie liczenie się z opinią innych, posiadanie wyrazistych poglądów na każdy temat, gardzenie powszechnie akceptowalnymi konwenansami, które porządkują społeczną egzystencję — to bez wątpienia przyciąga „płeć piękną”. Nie bez znaczenia pozostają tu również ponadprzeciętny urok osobisty, wrodzone umiejętności uwodzenia i pewność siebie. Kobietom odpowiada to, że są traktowane podmiotowo i mogą poczuć się bezpiecznie. Kusi je także lekki, chłodny dystans samców alfa. Co ciekawe, płeć piękną przyciąga też prawdomówność. (Samiec alfa nie kłamie, problem jednak w tym, że szczerość do bólu nie we wszystkich sytuacjach jest wskazana. Tak samo jak mówienie prawdy zawsze i wszędzie).

Zauroczenie mija z chwilą, gdy kobieta nie godzi się na rozbudowaną do granic możliwości dawkę męskiego egocentryzmu i egoizmu. Gdy postanawia „wybić się na niezależność”, wówczas w związku następuje kryzys, który trudno zażegnać. Pojawiają się kolejne pretensje, które uruchamiają lawinę przykrych zdarzeń. Na nic się to jednak zdaje, ponieważ samiec alfa nie zrezygnuje ze swojego dotychczasowego życia i zrobi wszystko, aby wygrać. Jeśli będzie trzeba, do celu dojdzie po trupach. Cóż więc pozostaje kobiecie? Albo zaakceptuje status quo, albo… musi zrezygnować z tej relacji. Tu nie ma mowy o żadnym kompromisie. Chyba, że zgniłym, czyli opierającym się na uległości partnerki. To jednak wyboista droga i dodatkowo usłana kolcami. Wszak samiec alfa nierzadko poniża innych, kwestionuje ich wiedzę i doświadczenie, krzyczy na ludzi, którzy mają inne poglądy na świat. Na domiar złego, nie potrafi się zrelaksować i skutecznie, przez swoje toksyczne zachowanie, utrudnia odpoczynek osobom z najbliższego otoczenia.

A jak wygląda funkcjonowanie samców alfa w pracy? Biorąc pod uwagę powyższe uwagi, sprawa nie wygląda kolorowo. I nie ma się co dziwić. Wszak upartość, zarozumiałość i aroganckość to cechy, które nie sprzyjają rozwojowi kariery. Wręcz przeciwnie — powodują regres zawodowy. Nie zawsze jednak mamy z nim do czynienia. Są zawody, w których samiec alfa poczuje się jak ryba w wodzie. Jednym z nich jest profesja menedżera. Praca ta wymaga przede wszystkim zdolności komunikacyjnych, te zaś są mocną stroną „stuprocentowego mężczyzny”. Dzieje się tak, ponieważ mężczyźni spod znaku samca alfa podświadomie dostrzegają schematy ludzkich działań. Więcej, są w stanie odpowiednio na nie reagować. Poza tym samiec alfa to urodzony lider, który potrafi przewodzić innym. W biznesie ta cecha charakteru jest niezwykle pożądana. Mając to na uwadze, chcąc stworzyć dobrze funkcjonującą firmę, nie powinniśmy z obojętnością podchodzić do osób wykazujących się cechami charakterystycznymi dla samca alfa. Taki pracownik to prawdziwy skarb, który nie tylko przyczyni się do dobrego zarządzania przedsiębiorstwa, ale również wprowadzi je na drogę wiodącą ku prosperity.

Co ciekawe, pisałem nie tylko jako autor, ale również jako autorka. Do historii przeszedł mój słynny tekst pod tytułem “Psychologia miłości”, w którym “pytałam” jak stać się wyjątkową i wymarzoną kobietą dla swojego partnera, jak sprawić, by mężczyzna, którego wybieramy, obdarowywał nas miłością?

Najprościej odpowiedziałabym — wystarczy kochać. Wierzę, że prawdziwe uczucie podświadomie kieruje naszymi działaniami tak, byśmy miłość odzwierciedlały. Kiedyś nazwano by to „czarną magią”; dzisiaj pewnie psychologią związku lub czymś równie zagmatwanym. Ja w każdym razie wolę po prostu kochać swojego mężczyznę, naprawdę i szczerze, oraz zwyczajnie mu to okazywać.

Znam pragnienia swojego faceta, bo go słucham i jestem obecna w jego życiu. Dlatego wiem, że każdy mężczyzna chciałby, by jego partnerka uważała, że jest niezwykły. Samce chcą czuć, że są podziwiane za swoją inteligencję, wrażliwość, że ich ukochana dostrzega to „coś”. Pragną być doceniane. Każdy reprezentant płci brzydkiej będzie dbał o kobietę, która go podziwia. Oczywiście nie mam na myśli fałszywych komplementów i pustych słów. Jeżeli mężczyzna słyszy od swojej lepszej połówki, że jest dla niej wyjątkowy, to tak właśnie się czuje. Z kolei gdy czuje się kimś niezwykłym, jego partnerka również będzie dla niego zjawiskowa. Mężczyźni nie są naiwni i — wbrew powszechnym spekulacjom — nie nabiorą się na nieuzasadnione czołobitne i służalcze pochlebstwa. Podziw musi być szczery, a facet musi mieć pewność, że kobieta go rozumie. Tu nie potrzeba wielkich słów, wystarczy na przykład poprawienie krawata… Niby niuans, ale ukazujący autentyczne zainteresowanie partnerem. Niestety, wiele par docenia siebie jedynie w początkowej fazie współżycia. Wtedy wzajemne komplementowanie się jest wszechobecne. Jednak z biegiem czasu zachwyt powszechnieje a partnerzy przestają doceniać piękno i wartości, które ich łączą. To wielki błąd, pamięć trzeba pielęgnować. Rozważania o przeżytych razem momentach, wspominanie z ukochanym tego, co kiedyś zachwycało, to wspaniały sposób na teraźniejsze spędzanie czasu, powrót do największych namiętności. Za żadne skarby nie chciałabym tego utracić.

Wierzę w mojego mężczyznę, dostrzegam jego talenty i wspieram go. Jestem przy nim ilekroć mnie potrzebuje, podnoszę na duchu i zawsze stoję u jego boku. Kobieta, która wierzy w to, co jest w stanie osiągnąć jej facet, daje mu niezwykłą siłę. Moja wiara sprawia, że partner stara się jeszcze bardziej. Jestem jego motywacją do działania. Oczywiście nie oczekuję jedynie wielkich osiągnięć. Dlatego mój mężczyzna ma aspiracje i poczucie, że ma dla kogo się starać. Dla niego to bardzo ważna rzecz. Jeśli czuje obojętność ze strony partnerki, przestaje się nią interesować. Jestem absolutnie przekonana, że najbardziej szczęśliwi są ci partnerzy, którzy są wobec siebie lojalni. Związek jest jak gra w tej samej drużynie. Niestety, bardzo często jestem świadkiem sytuacji, w których kobiety zapominają, że powinny stać po stronie partnera. Ironizują i szydzą z niego w towarzystwie, wypominając mu różne potknięcia. To niedopuszczalny błąd! Każda kobieta, która w obecności innych osób neguje jakiekolwiek umiejętności swojego mężczyzny, bardzo go rani. Dlatego nigdy nie przyłączam się do takich reprezentantek płci pięknej. Na nich nie można polegać, nie są ani dobrymi partnerkami, ani koleżankami. Mężczyzna musi wiedzieć, że może na mnie liczyć. Bycie lojalną nie oznacza jednak, że moje zdanie musi się pokrywać z poglądem partnera. Mówię mu o swoich wątpliwościach, próbując zrozumieć jego punkt widzenia. Negowanie jego pomysłów na wstępie zamyka jakąkolwiek dyskusję, sprawia, że sama odbieram sobie szansę na zaproponowanie rozwiązania. Z kolei dobry partner nie podkopuje wiary w siebie osobie, którą kocha.

Z natury mężczyzna ma silną potrzebę zapewnienia bytu swojej partnerce. Dzisiaj pieniądze nie są takim wyrazem opiekuńczości jakim były dawniej. Kobiety pracują i zarabiają, ale mężczyzna nadal chce czuć, że to on „rozdaje karty”. Jeśli jednak usłyszy, że nie jest do niczego potrzebny, bo ma do czynienia z kobietą niezależną, zastanawia się, po co ma tkwić w takim związku. Po pewnym czasie odchodzi, bo nie widzi dla siebie miejsca. Dlatego mądra kobieta potrafi być silna, ale też wie, jak pokazać swojemu mężczyźnie, że go potrzebuje.Idźmy jednak dalej. Dla każdego mężczyzny ogromne znaczenie ma potwierdzenie jego atrakcyjności seksualnej. Jeśli kobieta przestaje dostrzegać męskość swojego partnera, rujnuje mu poczucie wartości. Niezależnie od tego ile czasu trwa związek, partner zawsze chce uznania, musi wiedzieć, że podnieca… Dlatego ona powinna okazywać swojemu ukochanemu zainteresowanie w tej dziedzinie. I wcale nie chodzi tu o wysokie „c”. Po prostu mówię swojemu partnerowi jak bardzo mnie podnieca, gdy… i że jest cudowny, kiedy…

Na koniec zdradzę jeszcze jedną ważną rzecz. Jeśli mężczyzna usłyszy, że podnieca swoją kobietę, sprawiając jej niespodzianki, będzie ją zaskakiwał coraz częściej. Albowiem poczucie męskości jest silnie związane z umiejętnością zaspokojenia kobiety. Dlatego warto zapewniać ukochanego, że jest dla nas atrakcyjny. Tak buduje się silna więź — relacja, której nie zburzy żadna przeciwność losu.

Oczywiście jako “autorkę” interesowały mnie również wszelkie kwestie modowe.

— Kiedyś wyparty z szaf przez emancypantki i nazywany przez nasze prababki narzędziem tortur, dziś uważany za jedną z najbardziej zmysłowych części garderoby. Gorset, bo o nim mowa, wraca na salony — pewnego dnia oznajmiłem na łamach Zmysłów.

Prawdziwa kobiecość wymaga prawdziwego stroju, który na ołtarzu seksualności składa funkcjonalność i wygodę. Nic to jednak. Kobiety coraz częściej sięgają po „symbol zniewolenia”, który stał się mieszanką atrybutów uwodzenia z różnych epok. Co nimi kieruje przy wyborze ubrania, które więcej zasłania niż odsłania? Odpowiedź jest prosta — gorset to seksualny wabik. Mając to na uwadze, wiele kobiet chętnie przywdziewa gorsety, słusznie dopatrując się w nich aluzji do garderoby średniowiecznych kurtyzan…

— Jako stuprocentowa kobieta twierdzę, że zakładając gorset mogę inspirować się ikonami wielu epok. Najbardziej odpowiada mi wysmakowany styl Marii Antoniny. Uwielbiam barok, bo to okres wybitnego upiększania ciała. Kobiety z tamtej epoki wyglądały wiecznie młodo, delikatnie i ponętnie — dowodziłem z pełnym przekonaniem.

W późniejszych czasach gorset przybrał kształt klepsydry. Jego głównym zadaniem było uzyskanie jak największego wcięcia w talii. Oczywiście gorset pełnił rolę jedynie bielizny, skrytość pod ubraniem była bowiem podyktowana względami pruderyjnymi; swoiście pojęta przyzwoitość skutecznie maskowała erotyzm przed szeroką publicznością.

— Dziś, gdy poszukuję modowej inspiracji, zawsze przychodzą mi na myśl lata czterdzieste ubiegłego wieku. Nie można przecenić wkładu burleski w wygląd kobiecej sylwetki. Tradycyjna, pieczołowicie zasznurowana, znakomicie wyprofilowana konstrukcja gorsetu nie tylko kreśliła talię osy lub nadawała kobiecie wdzięczną linię łabędzia, ale również wynosiła dekolt na piedestał cielesności — kontynuowałem.

Obecnie gorset nie jest ukrywanym elementem bielizny. Uzyskał miano pełnoprawnej, dekoracyjnej części składowej kobiecego ubioru. Powiem więcej — teraz dominuje i błyszczy przyozdobiony całą gamą dodatków, wśród których prym wiodą specjalne kamienie i metale szlachetne. Najważniejsze jest jednak to, że gorset (przy całej swej subtelności) nadal prowokuje, w dalszym ciągu emanuje tajemnicą… Dziś luksusowe marki oferują mnogość wzorów i fasonów. Gorsetowe sukienki rzeźbią figurę a bieliźniane wersje rozpalają męskie zmysły buduarowym stylem retro. Kuszą atłasowe tkaniny, uwodzą aksamitne tasiemki, zniewalają dekoracyjne ramiączka, ściągają wzrok delikatne elementy koronkowe. Najpiękniejsze barwy pożądania to purpura, butelkowa zieleń, ciągle modna malina, szafirowy niebieski oraz wszelkie odmiany fioletu i różu. Współczesny gorset idealnie spaja się z ciałem, podkreśla talię, unosi i eksponuje biust, zdecydowanie wpływa na prezencję dekoltu. Więcej, dzięki tej bieliźnie kobiety olśniewają otoczenie swym wdziękiem. Są nie tylko piękne, ale i pewne siebie. Sznurujmy więc, pętajmy i zniewalajmy nasze ciała. Oczywiście wszystko w imię piękna…

A propos niego, wróćmy do Anastazji. Zawsze miła i uśmiechnięta, była pięknem w najczystszej postaci. Atrakcyjna, wysoka, szczupła, z krągłymi biodrami i średniej wielkości biustem dwudziestodwuletnia blondynka szybko zawróciła mi w głowie. Świadoma swojego ciała, lubiła je i chętnie nim kokietowała. Wyglądała seksownie i w wieczorowej kreacji, kiedy szła z szefem na oficjalną kolację, i w zwykłych dżinsach połączonych z bawełnianą koszulką. Nie zakładała wówczas stanika, kusząc odciskającymi się na cienkim materiale sutkami. Tak, zdecydowanie zwracała na siebie uwagę. Mimo młodego wieku emanowała dojrzałym, świadomym erotyzmem, tak różnym od taniej, pretensjonalnej wulgarności rówieśniczek. Do tego ten kuszący trzepot rzęs… Drobne szczegóły takie jak zmysłowo rozchylone usta, szeroko otwarte, błyszczące namiętnością oczy, frywolne gładzenie szyi, wyzywające poprawianie włosów czy częste pochylanie się ku rozmówcy sprawiały, że jej twarz nabierała wyrazu i piękna. Żywa gestykulacja, uciekająca schematom mimika, czarujące spojrzenie — to wszystko wyrażało zmysłowość i seksapil. Ta dziewczyna miała w sobie coś z grzechu. Urzekła mnie tym, że zawsze spoglądała w stronę niezbadanych obszarów, szukając okazji do poszerzenia istniejącego pejzażu doznań. Odnajdywanie takich możliwości, a także świadomość, że da się je wykorzystać, było bardzo ekscytujące. Do tego stopnia, iż później znalazło to odzwierciedlenie w naszych spotkaniach…

Gdy pierwszy raz ją zobaczyłem, kusiła widokiem, co więcej — powabem zapowiadała spełnienie najskrytszych męskich marzeń. Jako osoba szczególnie wyczulona na kobiece piękno, wodziłem za nią wzrokiem jak wytrawny myśliwy za dziką zwierzyną. Tak, obudziła we mnie instynkt łowcy. Nie było dnia, aby ponętne kształty Anastazji nie wywoływały u mnie dreszczy podniecenia, abym nie pożerał wzrokiem pośladkow, idealnie ukształtowanych w klubie fitness, żebym nie wyobrażał sobie jak Anastazja leży pode mną i każde samcze pchnięcie kwituje rozkosznym jęknięciem. Opętany lubieżnymi wizjami słyszałem, jak pod wpływem mej szaleńczej galopady pojedyncze łkania kochanki przechodzą w kwilenie, oczami wyobraźni widziałem jak szarpane orgazmem ciało przyjmuje kolejne porcje rozkoszy, ponętnie tryskające do rozgrzanego wnętrza…

Pewnego dnia, gdy jego resztki noc zabrała w ramiona i słodko utuliła do snu, zaproponowałem Anastazji wspólne wyjście na branżowe targi. Od zarania dziejów cielesność budziła emocje. Także dziś penetruje nasze zmysły i fantazje, wydobywa na światło dzienne skryte pragnienia. Wydarzenie o nazwie EROtrends miało udowodnić, że między intymnością a magią jest znak równości. Chcąc się o tym osobiście przekonać, wziąłem Anastazję i wspólnie przekroczyliśmy drugą stronę lustra… Skusiło nas to, co na pozór niedostępne. Czemu zajęliśmy się tematyką seksualności człowieka? Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta, wręcz banalna — bo to temat tabu. Zjawisko głęboko ukryte na dnie ludzkiej duszy. Czasami tak bardzo pokątne, że niby jest, a jakby go nie było. A jak już jest, często spychamy je do sfery podświadomości. Mając to na uwadze, zapragnęliśmy poznać istotę EROtrends.

Na początek swoim występem przywitała nas Agnieszka Marczak — artystka z wieloletnim doświadczeniem estradowym w kraju i za granicą. Wszystkie jej występy pełne są pasji i szacunku do publiczności, której całkowicie oddaje się z chwilą wejścia na scenę. Przed kurtyną profesjonalna akrobatka-kontorsjonistka, mistrzyni hula hoop oraz ceniona na świecie tancerka brzucha. Profesjonalizm i regularność pokazów przyniósł jej rok 2007, choć swój debiut przed wielką publicznością miała już jako czterolatka. Będąc córką artystów cyrkowych wzrastała w atmosferze wielkiego szacunku do sceny i sztuki. Od tamtej pory Agnieszka wystąpiła w czternastu krajach, między innymi w Japonii, Chinach, USA, Katarze, Zjednoczonych Emiratach Arabskich oraz Izraelu. Jest także laureatką wielu międzynarodowych konkursów. Regularnie współpracując z firmami w Polsce, łącznie oddała już ponad tysiąc występów! Każdy z nich traktując jako ten wyjątkowy… To wszechstronnie uzdolniona akrobatka i tancerka. Jej ekstremalne wyginanie ciała rozgrzało atmosferę do czerwoności, zaś ekwilibrystyka z obręczami hula hoop oraz taniec brzucha spowodowały, że męska część publiczności wielokrotnie nagradzała artystkę gromkimi brawami.

Oczywiście nie zabrakło również Betty Q, pierwszej polskiej performerki burleski. Temat kobiecości, siostrzeństwa, czułego dbania o ciało i urodę nie mógł się skończyć w życiu Betty inaczej niż zachwytem nad sztuką burleski. Burleski, która jest radosną celebracją kobiecego ciała i jego niesformatowanej zmysłowości. Ciała ubranego w pióra, cekiny, teatralne kostiumy i rozebranego — zgodnie z autorskim scenariuszem, choreografią, plastyczną wizją performerki.

Biorąc pod uwagę całokształt życia Betty, nie trzeba nikogo przekonywać, że za każdym razem występ naszej Porcy Papessy to nie lada gratka dla miłośników tego gatunku. Nie ukrywam, że i ja byłem zachwycony. Przechodząc się z Anastazją między stoiskami, w głowie kołatała nam jedna myśl: seks to tajemnica, która uwodzi niczym freski Giotta. Niestety, często przestajemy ją odkrywać, co odbija się na jakości naszego życia. Co zrobić aby zainspirować się do zmysłowości? Na początek zacznijmy chodzić na takie imprezy jak EROtrends. Tego typu miejsca skupiają ludzi, którzy nie boją się swobodnie rozmawiać o seksie i z przyjemnością oddają się poszukiwaniom niezbadanych dotąd sfer erogennych. Jak jednak uatrakcyjnić świat intymnych doznań? Przede wszystkim zrelaksujmy się. Zamiast wpuszczać do naszej sypialni problemy dnia codziennego, zachwyćmy się przyjemnością wynikającą z bliskości. Nie bójmy się również „pomocników rozkoszy”. Według badaczy z Indiana University, w Stanach Zjednoczonych przeszło pięćdziesiąt procent kobiet używa wibratorów, a siedemdziesiąt procent mężczyzn pozytywnie odbiera stosowanie w sypialni gadżetów seksualnych. Co ciekawe, biżuteria erotyczna i seksowna bielizna to przedsmak rozkoszy, która z czasem może się zamienić w praktyki bardziej wyrafinowane typu bondage (zabawa polegająca na tym, że jeden z partnerów krępuje drugiego za pomocą sznura, kajdanek, chust czy apaszek). O tym, że jest popyt na tego typu fantazje, z całą mocą pokazała popularność książki „Pięćdziesiąt twarzy Greya”.

A jak jest na rodzimym podwórku? Nasze społeczeństwo jest w tej sferze „na dorobku”. Nie można jednak powiedzieć, że kinbaku shibari (japońska sztuka unieruchamiania ciała liną) nie ma w Polsce zwolenników. Mogliśmy się o tym przekonać na targach, gdzie pokaz wiązania w celach erotycznych spotkał się z dużym zainteresowaniem. Jednak w skali kraju omawiane zjawisko jest marginalne. W większości przypadków seksu nie traktujemy jak ważnego elementu życia emocjonalnego. Po części bierze się to z tego, że nie chcemy/nie potrafimy pogłębiać relacji z drugim człowiekiem. Tymczasem niezaspokojone potrzeby akceptacji i bliskiego kontaktu mają przełożenie na całe nasze życie. Wybór jest więc prosty: albo dalej będziemy tkwić w objęciach wszechobecnej pruderii, albo — odkryjemy sferę cielesną, w której prym wiodą rozkosz, pożądanie i namiętność. Decyzja należy do nas.

Pomna tej prawdy Anastazja, owego wieczoru zaprowadziła mnie do krainy spełnienia. Jej seksowne figi manifestowały pewność siebie i wyrafinowane piękno. Miękka koronka, która delikatnie otulała skórę, sprawiała, że noszenie tej bielizny było czystą przyjemnością. Zmysłowy krój perfekcyjnie eksponował pośladki, podkreślając kobiecy wdzięk w najbardziej subtelny i uwodzicielski sposób. Dodatkowy detal z przodu, ozdobna srebrna zawieszka, była wisienką na torcie, która przyciągała wzrok i dodawała bieliźnie jeszcze więcej uroku. Jakby tego było mało, eleganckie czarne pończochy ze szwem Kabarette zdobiła zmysłowa koronka. Owa część garderoby wyraźnie podkreślała profil nóg — zaś cienki szew z tyłu dodatkowo je modelował, optycznie wyszczuplając. W ruchu takie kabaretki hipnotyzowały spojrzenia, a nogi wyglądały obłędnie! Z kolei pas do owych pończoch był niezwykle eteryczną konstrukcją. Jego przód prezentował koronkowy łuk, uformowany w taki sposób, by podkreślać kobiece centrum, tył zaś był minimalistyczną, geometryczną ramą, która apetycznie wyróżniała pośladki. Duet cienkich pasków i koronki tworzył wyjątkowo gustowną parę — zaskakiwał elegancją i seksapilem…

Nasza intymna znajomość zaczęła się dość niewinnie. Chcąc pokazać mi, że ma ogromną ochotę na rozkosz, pogładziła dłonią moje okolice intymne, szepcząc do ucha, że bardzo lubi to robić. Męskość obudziła się i stanęła na baczność. Zanim jednak doczekała się konkretnej pieszczoty, wybranka serca pobudziła dłońmi kilka innych punktów na moim ciele. Delikatnie pogładziła ramiona, kark, klatkę piersiową, stopniowo zniżając się do celu słodkiej podróży. Kiedy dłonie były coraz bliżej napiętej rozkoszy, celowo ominęła okolice intymne, za to zmysłowo musnęła opuszkami palców uda, następnie wróciła do podbrzusza. Im więcej bodźców otrzymywało moje ciało, tym silniej zaczynało odczuwać potrzebę pieszczoty przyrodzenia. W końcu przyszedł upragniony moment.

Delikatnie chwyciła pełne nektaru winogrona, następnie spokojnym, leniwym ruchem przesunęła dłonią ku główce penisa. Oplotła ją zwinnymi paluszkami i ponownie przesunęła po całej długości przyrodzenia — aż do soczystych kul. Po chwili chwyciła penisa obiema dłońmi, następnie kciukami naprzemiennie uciskała i głaskała trzon. Nie robiła tego gwałtownie, ruch był miękki i jednostajny. W pewnym momencie palce chwyciły główkę i zacisnęły się tak, jakby chciały wyciskać cytrynę. Nie używała siły. Nacisk był odczuwalny, ale nie bolesny. Druga dłoń podtrzymywała przyrodzenie w okolicy klejnotów. Po chwili rozpoczęła pieścić żołądź, robiła to przez napletek, rytmicznie go zsuwając i nasuwając. Poświęcała również uwagę miejscu między główką a trzonem, stosując finezyjne metody ucisku. Raz trzymała penisa u podstawy, innym razem obejmowała, stymulując od podstawy do żołędzi. Umieszczała dłonie po obu stronach trzonu, z palcami zwróconymi ku sobie pocierała w przód i w tył, jakby chciała rozpalić ogień za pomocą patyczków… Pobudzała również żołądź, uciskając wędzidełko. W miarę wzrostu mojego podniecenia zwiększała stymulację, gdy zaś oznaki nadchodzącej rozkoszy były coraz wyraźniejsze, nagle zaprzestała pieszczot. Niedosyt był tak podniecający, że „przelane” w dłonie pożądanie w pełni zaspokoiło moje erotyczne pragnienie… Lepki i słodki nektar, który znalazł ujście na zwinnych dłoniach kochanki, był należytym podziękowaniem za osiągniecie mistrzostwa w sztuce erotycznego rękodzieła…

Pierwsze spełnienie z Anastazją zapoczątkowało całą serię rozkosznych uniesień, do których chętnie wracałem… Teraz, dzięki fantazjom o Ladacznicy, doświadczałem z Anastazją „drugiej młodości”. Na powrót wymienialiśmy pocałunki. Soczyste, głębokie, długie, z użyciem oszalałych języków. Nasze ciała falowały w jednostajnym rytmie, płynnie, niczym morskie fale. Wzdychaliśmy przy tym oboje, nasze oddechy stawały się coraz szybsze i głośniejsze, po czym nagły skurcz targał nami i padaliśmy obok siebie nieruchomi, sparaliżowani wszechogarniającym błogostanem, promieniujący szczęściem, którego opisać nie sposób.

W osiągnięciu niespotykanej dotąd rozkoszy pomocne okazały się strip cluby. Większość mężczyzn uważa, że klub ze striptizem to wymysł czasów współczesnych. Nic bardziej mylnego, nasi przodkowie też lubili sobie pofolgować w kwestiach rozpusty. Ich bezwstydność w tym temacie zaowocowała dzisiejszą wysmakowaną rozrywką. Kiedyś jednak też była szara codzienność, od której chciano się uwolnić, szukając miejsc gdzie królowała zmysłowość.

Pierwszy klub go-go powstał w USA w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, zaś początek erotycznych występów tancerek topless miał miejsce w klubie Condor w San Francisco. Wywołały one prawdziwą burzę, ponieważ odbyły się w czasach rewolucji seksualnej, kiedy modne stawały się pozamałżeńskie kontakty intymne, na popularności zyskiwała literatura seksuologiczna i ubrania odsłaniające ciało, a pierwsze sex shopy oraz kina porno wyrastały jak grzyby po deszczu. Tę scenerię uzupełniały występy erotyczne, które zyskały wierne grono entuzjastów. Pierwszy striptiz został zaprezentowany na balu w Moulin Rouge w Paryżu, skąd lotem błyskawicy rozpowszechnił się po całym globie. Kobiety przejmowały od siebie zamiłowanie do tańca erotycznego. Ich ciała, pokryte brokatem, otulone przygaszonym światłem, wyglądały niecodziennie i zachwycająco. Z czasem choreografia autorstwa mistrzów tańca klasycznego zadbała o wydźwięk emocjonalny.

Pomny zmysłowej przeszłości zapragnąłem, aby starannie zaaranżowane wnętrza przeniosły mnie do innej rzeczywistości. Chciałem wygodnie się rozsiąść na komfortowej kanapie i podziwiać występy pięknych i zdolnych tancerek, całą przyjemność wzbogacając smakiem wysokiej jakości trunku. Zacząłem więc poszukiwania najlepszego miejsca. Wybór był nie lada zadaniem, ponieważ dziś owe przybytki są niemal w każdym większym mieście. Skryte, znane tylko koneserom kobiecego piękna, pasjonatom, którzy za swoją namiętność są w stanie zapłacić krocie… Kameralne wnętrza, dyskretna zabawa w towarzystwie zmysłowych striptizerek, których choreografia i erotyczne układy taneczne to prawdziwe show. Do tego bar z bogatą kartą alkoholi i softdrinków… Można się zatracić, nieprawdaż?

Night cluby kuszą, VIP-Roomy uwodzą dyskrecją, zaś za woalką prywatności dzieją się bardzo, bardzo niegrzeczne rzeczy… Towarzystwo pięknych tancerek nobilituje, wyróżnia, wreszcie wzbudza zazdrość… Wielu bowiem chciałoby znaleźć się w elitarnym miejscu, które cieszy się zasłużoną renomą. W night clubach prestiż miesza się z elegancją, piękno z wyuzdaniem, pożądanie z namiętnością. Zmysłowe tancerki owijają męskie ciała niczym bluszcze, zaś wyśmienite alkohole czynią atmosferę przyjemną w intymnym obcowaniu… Co odważniejsi udają się na zasłużony odpoczynek do specjalnych Dance Roomów. Tam odpowiednio wyselekcjonowane tancerki spełnią oczekiwania nawet najbardziej wymagającego klienta. Striptiz upaja męskie zmysły pięknem kobiecego ciała, grzech wisi w powietrzu niczym miecz Damoklesa. Jeszcze chwila a dojdzie do… rozkoszy…

Spośród całego wachlarza możliwości wybrałem klub o nazwie Złoty Deszcz. Jeśli miałbym go w największym skrócie opisać, powiedziałbym tak: to olbrzymie pomieszczenie z purpurowymi, wykończonymi atłasem boksami rozmieszczonymi dookoła dolnego piętra. Całą jedną ścianę zajmuje błyszczący bar z lustrami, które stwarzają złudzenie, że całość jest jeszcze większa. W środku parteru znajduje się duży parkiet taneczny. Jest obramowany kratownicą z ruchomymi reflektorami, które emitują oszałamiającą feerię barw. Schody przy parkiecie prowadzą do podwyższenia dla VIP-ów, którego turkusowe loże są oddzielone słupkami z aksamitnymi linami. W jednej z sekcji na podwyższeniu jest pleksiglasowe przepierzenie, które pozwala wszystkim patrzeć na DJ-a. Po całym klubie śmigają hostessy o o wyglądzie modelek, w seksownych spodenkach, dopasowanych topach i purpurowych kwiatach ozdabiających włosy. Lokal sprawia wrażenie szpanerskiego, lecz nie jest pozbawiony smaku, mimo rozstawionych wszędzie reklam rumu Merit.

Pewnej soboty owa perła w koronie namiętności otworzyła przede mną i Anastazją swoje podwoje. Wizyta w tym miejscu to zawsze uczta — zarówno dla ciała, jak i ducha. Każdy wielbiciel kobiecych wdzięków z pewnością będzie zachwycony. Tancerki zatrudnione w klubie są skrajnie piękne, bulwersująco zmysłowe i potrafią to efektownie wykorzystać. Z drugiej strony, lokal nie stawia wyłącznie na zauważalną urodę — dziewczyny to nie tylko ładne ciała i urokliwe twarze, ale przede wszystkim kompletne artystki, prezentujące pokazy na najwyższym poziomie. Prawdziwy pole dance to dziedzina sztuki, która mocno wykracza poza zwykłe wdzięczenie się na scenie. Tancerki są demonicznie gibkie, maniakalnie wysportowane i panują nad ruchami w stu procentach. My woleliśmy jednak chłonąć piękne widoki w bardziej kameralnej atmosferze, zdecydowaliśmy się więc na prywatny pokaz w specjalnie do tego przeznaczonym pomieszczeniu. Tylko w ten sposób mogliśmy osiągnąć pełną intymność i skupić się na wszystkich walorach striptizu…

Naszym oczom ukazała się posągowa piękność, która wykonała płomienny lap dance w połączeniu z wyjątkowym pokazem tańca erotycznego. Wyrazista czerń pończoch w duecie z żywą czerwienią były jak paso doble, które łączy niepokorne żywioły w jedną całość. Ostry szew i florystyczna ozdoba ud to czysta esencja prawdziwej kobiecości! Te czarne pończochy wprowadzały do stylizacji nieco żywiołowej pasji i świeżego powiewu pewności siebie. Wzorowane na gorącym tańcu, łączyły w sobie kontrastujące elementy — głęboką, zmysłową czerń i błyszczącą, ognistą czerwień, tworząc jedyne w swoim rodzaju doznanie. Ostry szew biegnący z tyłu pończoch dodawał charyzmatycznego akcentu, podczas gdy delikatne, florystyczne zdobienia na udach uwydatniały kobiecą finezję.

Kocie ruchy oczarowały zmysły, to był jednak dopiero początek. Filuterna tancerka z wdziękiem pozbywała się garderoby i uwodząc spojrzeniem raz aresztowała mnie w seksownym mundurze policjantki, innym zaś razem dominowała w kokieteryjnym kostiumie nauczycielki, o której fantazjowałem w szkolnej ławce.

— Czy to jawa czy sen? — pytałem sam siebie, obserwując wabiący taniec pięknej kobiety w stroju francuskiej pokojówki, która po chwili zamieniła się w uroczą i nadzwyczaj zgrabną pielęgniarkę gotową zaaplikować świeżą dawkę niezatartych emocji i konkretnych wrażeń.

Istna kobieta kameleon. Oto bowiem stała przed nami piękność, która tańczyła w szpagacie i wykonywała striptiz jako topless cheerleaderka w fitnessowym układzie gimnastycznym…

Ta mieszanka pięknych obrazów kusiła nieczyste myśli, te zaś musiały znaleźć upust… Jego ofiarą stała się Anastazja. Cofnęłam się i wsparłam plecami o ścianę, on zaś podszedł i chwycił pierś. Jęknęłam. Oblizując językiem górną wargę, zachęcałam intruza do dalszych kroków, rozpiął więc rozporek i wystawił na światło dzienne dumnie sterczącą klingę… To był jednak dopiero początek. Nagle Krzysztof podniósł moją nogę i zarzucił na swoje biodro. W tym momencie poczułam czubek penisa u samego wejścia do mokrej szparki. Doświadczałam jak delikatnie i powoli wbija się w ciasną cipkę. Tak wszedł niemalże do połowy, po czym mocnym pchnięciem wbił się do samego końca. Zawyłam z rozkoszy. Pchnięcia były mocne, głębokie i coraz szybsze. Nie mogąc ustać, objęłam Krzysztofa za szyję i zarzuciłam na jego biodro drugą nogę. Z całych sił nabiłam się na maczugę. Poczułam jak penis niemal rozrywa mokrą i rozgorączkowaną szparkę, zachłannie rozpychając się na boki. Ale mój samczyk nie zwracał na to uwagi… Trzymał mnie za pośladki, popychając coraz szybciej i głębiej. Jęczałam z rozkoszy i rzucałam głową na wszystkie strony. W rytm jego posuwistych ruchów unosiłam się i opadałam, wbijając w siebie penisa. Byłam już blisko, o krok, prawie, niemal… Czułam jak jego instrument pulsuje w mym wnętrzu. Nagle, po serii miłosnych zapasów, nadszedł długo wyczekiwany orgazm — szczytowanie, jakiego dotąd nie przeżyłam. Krzyknęłam pełnią emocji i rzuciłam biodrami w obu horyzontalnych kierunkach. Gdy targały mną spazmy rozkoszy, Krzysztof nie przestawał bryzgać spermą. Oszalałam… Straciłam poczucie rzeczywistości…

Druga część namiętnego scenariusza nastąpiła, gdy Anastazja wracała do domu. Była lekko na rauszu, który nie pozostawał bez wpływu na zmęczenie. Tymczasem w pewnym momencie Krzysztof postanowił ponownie ugasić pragnienie.

— Ściągnij majtki! — stanowczo wypowiedziane polecenie przywróciło Anastazji pełną świadomość.

— Ale jak to, tu, teraz, w tym miejscu? — zasypywała pytaniami kierowcę-lubieżnika.

— Tak, tu, teraz, rób to powoli, chcę napawać się tym widokiem.

Jak powiedział, tak zrobiła. Gdy śnieżnobiała, koronkowa bielizna opadła na podłogę, dłoń kochanka powędrowała na łono i delikatnie na nim spoczęła. Samochód jechał powoli, z radia leniwie sączyła się muzyka, tymczasem Anastazja między szeroko rozłożonymi udami czuła zachłanny dotyk kierowcy. Palce Krzysztofa z pietyzmem penetrowały “sekretny ogród” kochanki. Nienasycenie pchało je wprost w ramiona spełnienia, które wypełniało ciało oblubienicy niczym wykwintny trunek podniebienie kipera. W błogiej czasoprzestrzeni było wszystko, co ceni sobie prawdziwy degustator — wysublimowana głębia smaku, gustowna mozaika zapachów, nieszablonowa jakość podana w akompaniamencie zalotnych kwileń, filuternych jęków i czarujących westchnień… Rozkosz wzbierała jak apetyt, który rósł w miarę kolejnych haustów ukontentowania i soczystych kęsów szczęścia. W końcu stało się to, co się stać musiało — zatryumfowała zachłanność…

— Wyjmij ze schowka czarny woreczek i otwórz go! — padło kolejne polecenie.

— Co się w nim znajduje? — szeptowi wyściełanemu słodkim zmęczeniem towarzyszyła lekka ekscytacja.

— Zajrzyj do środka a sama się przekonasz… — stwierdzenie zawierało w sobie tajemnicę, którą Anastazja pragnęła odkryć czym prędzej.

Jak postanowiła, tak zrobiła. W momencie otwarcia zagadkowej sakiewki, w oku pojawił się lubieżny błysk, policzek zaś spłynął ognistym rumieńcem. Po chwili w samochodzie rozbrzmiał dźwięk wibratora, który rozkosznie zaczął drażnić kobiecą muszelkę… Jechali niemal w milczeniu. Bez mała, bo głuchą ciszę przerywały cicha muzyka dobiegająca z radia, kuszące pomruki urządzenia i słodkie westchnienia Anastazji.

— Zrób sobie dobrze na moich oczach — kochanek ujawnił kolejne oczekiwania.

— Ach, oj, och, hmm… — kokieteryjne kwilenie wypełniło wnętrze samochodu, zaś zalotnik rósł w oczach…

Widziała jak w jego kroku budzi się do życia rozkosz, ta jednak miała dojść do głosu dopiero w domu…

Weszliśmy do klatki. Kiedy idziemy ku schodom, z uwagą przyglądam się wysokim obcasom Anastazji.

— Nie podobają ci się moje buty? Przed oczami staje mi kuszący obraz, jak wspiera się nimi o moje ramiona…

— Bardzo przypadły mi do gustu — mamroczę w nadziei, że moja mina nie zdradza kosmatych myśli, które lada chwila urzeczywistnię…

Przygląda mi się takim wzrokiem, jakby mnie rozbierał, a ja rozkoszuję się tą zmysłową sceną. Czuję się taka seksowna, że celowo zatrzymuję się przed nim i wygładzam sukienkę na bokach.

— Niezły widok — kontynuuje, nie czekając na moją reakcję.

Rumieniąc się, dziękuję za komplement, jak na dobrze wychowaną dziewczynę przystało. Czerwień policzków pali gorącem, gdy czuję wręcz fizycznie jego spojrzenie, którym taksuje mnie uważnie.

— Nie mogę się doczekać powrotu do domu — szepcze mi do ucha…, ja zaś w myślach odpowiadam: zwiąż mnie, zaknebluj, wychłostaj, a później zerżnij tak, jakby nie miało być jutra!

Gdy wchodzimy po schodach, kładzie mi dłoń na kostce, po chwili przesuwa się w górę, ku zgrabnym pośladkom. Zatrzymuję go, zanim dociera do gorącego miejsca między moimi nogami. Pomimo że mnie tam nie dotknął, poczułam napływającą falę żaru, dokładnie pod koronką majtek, która pomału zaczynała robić się wilgotna.

Znów wsunął rękę pod sukienkę i sięgnął w kierunku mokrego zakątka. Zawsze daje mu tyle przyjemności w dotyku… Tym razem nie powstrzymywałam go, pozwoliłam, żeby wsunął palec do ociekającej sokami cipki. Jego palce przystępują do śmiałej eksploracji. Czując delikatne iskierki zwiastujące orgazm, który, jestem tego pewna jak nigdy, będę miała tego wieczoru, nieruchomieję. To, o czym wówczas myślałam, można było streścić jednym słowem: zerżnij mnie! Odpowiedź nadchodzi natychmiast.

— Za chwilę zrealizujemy sen dla dorosłych, który mógłby być treścią ostrego filmu porno… Gdyby nie miejsce, gdzie się znajdujemy, zrobiłbym użytek z pasa, tego, który tak dobrze pamiętasz. Twój tyłek byłby bardzo czerwony, wiesz o tym, prawda?

— Krzysztof, proszę…, przestań…

— Dlaczego mam zamilknąć?

— Bo…, ponieważ… nie wytrzymam…

— Nic z tego, kochanie. Musisz wiedzieć, że zapiąłbym ci również te klamerki z metalowymi ząbkami, na pewno je pamiętasz…

Owa fraza spycha mnie na brzeg przepaści. Czuję, że jeszcze jedno słowo a spadnę w otchłań zatracenia.

Tymczasem przychodzi czas na czyny. Obejmuje mnie wolną ręką w talii i przyciąga do siebie. Skupiam się na każdym, najmniejszym ruchu wykonywanym przez palce kochanka. Te zaś zataczają kółka… przesuwają się do przodu… poszukują… Zduszam jęk, kiedy palce docierają do celu.

— Zawsze taka gotowa? — szepcze, wsuwając się we mnie zachłannie.

Łapię głośny oddech.

— Nie ruszaj się i bądź cicho — ostrzega.

Cała jestem spragniona pieszczot, jego palce zaś wsuwają się i wysuwają, raz po raz. Chcę mu kazać przestać… I kontynuować… I odpuścić… Sama już nie wiem. Opieram się o Krzysztofa, wyczuwając na biodrze potężny wzwód.

— Och… — Jak długo potrwają te męczarnie?

Wkłada…, wyjmuje… Wsuwa…, wyciąga… Delikatnie ocieram się o jego uparte palce, Krzysztof zaś wciąż torturuje. Nos ma zanurzony w moich włosach, a druga dłoń właśnie włącza się do gry.

— Kurwa! Co ty ze mną wyprawiasz?!? — zmysłowo syczę jak rozpustna żmija.

Opieram głowę o jego klatkę piersiową, zamykam oczy i… poddaję się jego nieustępliwości.

— Nie dochodź! — szepcze. — Chcę tego na później…

To dlatego powoli wysuwa ze mnie palce i całuje w policzek.

— Gotowa? — pyta po chwili a oczy mu błyszczą szelmowsko, gdy wsuwa do ust najpierw palec wskazujący, później środkowy, ssąc je zmysłowo.

— Cóż za smak — szepcze, a ja doznaję niemal konwulsji.

Gdy dotarliśmy do apartamentu, odciągnąłem głowę Anastazji i głęboko spojrzałem w jej oczy — błyszczały niczym gwiazdy, usta były lekko otwarte, a oddech ciężki i głęboki. Wiedziała, co ma robić. Posłusznie uklękła przede mną i za chwilę mokry penis zniknął w jej spragnionych ustach. Dotyk warg i ciepłego gardła były niezwykle przyjemne, upajałem się więc tą słodką chwilą, z radością obserwując jak oblubienica namiętnie mnie połyka. Tego wieczoru nie był jednak w planach finał w ustach, przerwałem więc pieszczoty oralne i położyłem Anastazję na kolanach. Mając na udach jej pośladki, postanowiłem związać jej ręce na plecach, a oczy przesłonić aksamitną opaską. Teraz, już bez żadnych problemów, mogłem się zająć ponętną pupą, która kusząco wabiła odcieniem pudrowego różu…

Zacząłem od lekkich klapsów, z lubością obserwując, jak między udami pojawia się wilgoć. Zwiększona siła uderzeń przyprawiła skórę Anastazji o ponętny odcień różu. Przerwałem zadawanie razów, aby po chwili wznowić klapsy. Czasem kilka pod rząd w jeden pośladek, czasem na zmianę. Kolejna przerwa i następna porcja, tym razem siarczystych razów. Czym były mocniejsze, tym wargi Anastazji nabierały coraz większej wilgoci. Jej zachowanie nie pozostawiało wątpliwości, słodkie jęki, przyspieszony oddech i ponętne ruszanie biodrami zapraszały do śmielszych poczynań. Włożyłem więc dłoń między uda i wsunąłem palec w wilgotną norkę, po czym zacząłem pieścić nabrzmiały guziczek. Drugą zaś dłonią nie przestawałem dawać klapsów. Gdy, po dłuższej chwili takiej galopady, przesunąłem mokry palec z łechtaczki przez nabrzmiałe wargi aż do “kakaowego oczka”, Anastazja zawyła niczym wilczyca. Ewidentnie chciała abym drażnił tyłeczek, wodził wokół niego aż w końcu powoli się w nim zanurzył… Takich pragnień się nie lekceważy, jej życzenie zostało więc spełnione. Ból klapsów i pieczenie płynące z coraz czerwieńszych pośladków przeplatały się z przyjemnością analnej penetracji. Ta rozkosz okraszona podnieceniem i wilgocią, delikatnością i intensywnością pieszczot oraz przyozdobiona unieruchomieniem musiała znaleźć ujście w nieziemskim orgazmie. Tak też się stało. Gdy emocje osiągnęły poziom zenitu, Anastazja wygięła ciało niczym opętana i przez parę chwil miotała się na mych kolanach, przywołując z rozkoszy najgorsze przekleństwa jakie znała…

Dodaj komentarz