Czekoladowa Wenus cz.III

Czekoladowa Wenus cz.IIINiedzielny, wczesny poranek. Kolejny dzień, który zapowiadał się słoneczny i ciepły.
Otworzyłem oczy. Zegar wskazywał 6.45. Słońce bezczelnie wlewało się do mieszkania.
Jego promienie padały wprost na moją twarz.
Pocałowałem Pati delikatnie w ramię i cichutko, powoli wstałem nie chcąc jej zbudzić
przedwcześnie.
Zrobiłem kilka kroków w stronę okna, ale pokusa okazała się silniejsza. Odwróciłem się i
zerknąłem na śpiącą Patrycję. Wyglądała jak kleks na śnieżnobiałym prześcieradle. Była
zwrócona twarzą do ściany. Miała lekko rozrzucone nogi. Lewa ręka leżała wzdłuż ciała a
prawa, zgięta przy jej twarzy. Wpatrywałem się w to nieziemskie zjawisko z zachwytem.
W niemym zachwycie pozostawałem zresztą od piątkowego wieczoru. I sam sobie nie
mogłem się nadziwić.
W łazience umyłem się i właśnie kończyłem się golić, gdy weszła Pati mając na sobie mój
t-shirt. Do tej pory leżał niedbale rzucony na oparciu fotela. Założyła go choć był on nieco
na nią za duży.
- Sorry - powiedziała cicho - ale strasznie mi się chce siku.
Bez żadnej krępacji usiadła na sedesie.
Nie przeszkadzało mi to, bo wiadomo, że z "naturą" nie ma co walczyć, ale byłem trochę
zaskoczony bezpośredniością Pati. Nie zastanawiałem się nad tym długo tylko
opłukiwałem twarz nad wanną. Na myśl przyszły mi słowa, które kiedyś usłyszałem:
"Jestem za tym, aby mieszkać ze sobą przed ślubem. Trzeba dobrze się poznać, zobaczyć,
jaki jest partner na co dzień, a nie tylko od święta. Zobaczyć siebie wczesnym rankiem,
bez makijażu i podczas codziennych obowiązków. Poznać się. Zrozumieć."
To była jedyna mądra rzecz, jaką wymyśliła moja była dziewczyna. Zrobiliśmy tak i było
to mądre posunięcie. Dobre, bo poznaliśmy się na tyle, żeby dojść do wniosku, że wspólne
życie byłoby nieporozumieniem.
Otrząsnąłem się z tych wspomnień.
Pati skończyła, osuszyła papierem, umyła ręce i stanęła tuż za mną obejmując mnie w
pasie. Przytuliła buzię do mojej lewej łopatki.
- Dobrze mi było, wiesz? - wyszeptała.
- Mnie też.
Spojrzałem na nasze odbicie w lustrze. Pięknie wyglądaliśmy. Wpatrywaliśmy się w ten
odwrócony obraz bez słowa. Nie wiem ile to trwało, ale w końcu Patrycja przerwała milczenie:
- O czym myślisz?
- O pięknie tej chwili. Zachwycam się nią i zastanawiam się czy jest prawdziwa i boję się,
że okaże się tylko snem, albo jednostkowym wydarzeniem, do którego będę wracał tylko
we wspomnieniach - rozgadałem się na dobre - Bardzo bym chciał, żebyś była tu nie tylko
tu i teraz, ale i jutro i jeszcze później... - zrobiłem pauzę, zaczerpnąłem oddechu i
kontynuowałem to, co urodziło się w mojej głowie - nie wiem jakie będą kolejne dni,
tygodnie, miesiące, ale jeżeli będą w połowie takie jak te, i nie chodzi mi tylko o seks, to
oboje znajdziemy się w niebie, a raczej to niebo spadnie z wysokości wprost na nas.
Milczała.
- Jestem w tobie zakochany od dawna. I teraz już wiem, że...
- Też cię kocham.
Odwróciłem się twarzą do Pati. Objąłem ją mocno.
- Kiedy kogoś kocham, to oddaję mu się cała i z całą pasją.
- Odczułem to.
Nadal byliśmy w łazience. Przysiadłem na brzegu wanny trzymając ręce na ramionach
Patrycji.
Przysunęła się do mnie jeszcze bliżej. Całowaliśmy swoje twarze. Pati schodziła
pocałunkami w dół. Posuwała językiem po mojej szyi. Po chwili wróciła i znów w dół.
Teraz ramiona i tors.
Szarpnęła mocniej ręką i zerwała ze mnie ręcznik, którym byłem przewiązany w pasie.
Byłem podniecony. Mój członek prężył się dumnie wystając jak pal spomiędzy gęstego
owłosienia. Ujęła go w dłoń. Poruszała nią lekko by po chwili pocałować go w sam
czubek. Otworzyła usta i pochłonęła go całego. Spojrzała na mnie z dołu.
- Lubisz tak?
- Ooo tak... - wysapałem.
Właśnie nadpływała pierwsza fala rozkoszy.
Miałem przymknięte powieki, ale patrzyłem co robi Pati.
Mój penis znikał cały w jej ustach, by po chwili ukazać się znów w pełnej krasie.
Warkoczyki Pati latały jak szalone w przód i w tył. Dłonie opierała na moich nogach.
Drżałem w ekstazie. Wszystko zaczęło wirować przed oczami. Płynąłem, płynąłem...
- Zaraz dojdę - odezwałem się.
Wypuściła z ust mojego penisa, ale kontynuowała pieszczotę ręką.
Wytrysnąłem obficie na wysokości jej piersi na koszulkę, którą wciąż miała na sobie.
Znalazła się tam pierwsza i zaraz druga fala nasienia. Drżałem jakbym miał febrę. Pati
otworzyła ponownie usta i wysysała resztę spermy. Mój mały karlał w jej ustach.
Spojrzała na mnie. Po chwili spuściła wzrok i całowała sflaczałego penisa i moje nogi.
- Cudowna jesteś - szepnąłem.
Uniosłem jej brodę dłonią do góry. Potem podniosłem całą. Objąłem mocno.
- Kocham cię - szepnąłem do jej ucha.
Postaliśmy tak jeszcze chwilę. Lecz nagle myśl zapłonęła we mnie jak ogień. Porwałem
Pati na ręce i uniosłem do góry. Kopniakiem otworzyłem drzwi łazienki.
Położyłem Pati na łóżku. Uklęknąłem przy niej. Pomogłem ściągnąć koszulkę i
odrzuciłem ja ponownie na fotel.
Całowałem brzuch Pati. Moje usta raz wędrowały w stronę górzystego terenu, by po chwili wrócić na wzgórek obrośnięty zmysłowym trójkącikiem czarnej jak smoła trawy.
Jeden palec wsadziłem pomiędzy wargi sromowe. W środku Patrycja była już bardzo
mokra. Poruszałem nim jakby to był penis. Kilka pchnięć, a Pati już jęczała zapamiętale.
Wpakowałem swój język w pępek Pati, by od tego punktu wyznaczać nim mokre od śliny
nowe drogi, którymi miałem podążać. Odwróciłem Pati tak, aby moja głowa znalazła się
między jej nogami.
Rozszerzyłem je, a następnie rozszerzyłem palcami jej srom. Dotknąłem językiem
łechtaczki. Pati w tym momencie aż podskoczyła. Po chwili dotknąłem jej po raz drugi.
Reakcja była nieco spokojniejsza, ale też zauważalna. I jeszcze raz. I jeszcze raz. Nie
odrywałem od niej ust. Pati jęczała jakby była na torturach. Muszę przyznać, że była to
genialna muzyka dla moich uszu.
Język mój jak motyle skrzydło muskał delikatnie różowe wargi sromowe. Pati objęła
nogami moją szyję. Jęknęła głośno.
Mój język tonął w jej intymnym soku. Był niczym fala tsunami. Lubrykant rozlał się po
języku uruchamiając kubki smakowe.
Miałem w ustach najprawdziwszą esencję kobiety. To była istna ambrozja, życiodajny
nektar. Spijałem łapczywie słodycz Patrycji. To był mój narkotyk, bez którego nie mogłem
już żyć.
Poranek nadal był w pełnym rozkwicie.
Leżałem na lewym boku trzymając głowę między nogami Patrycji. Usnąłem, z pewnością
usnąłem, ale kiedy otworzyłem oczy ujrzałem tuż przed nimi cipkę Pati. Był to jeden z
piękniejszych widoków. Poza otwarciem oczu nie uczyniłem żadnego innego ruchu. Pati
też chyba zapadła w sen. Jeśli o mnie chodzi to mógłbym tak już zostać aż do końca świata
albo mojego końca.
Sekundy leniwie mijały, a my trwaliśmy blisko siebie.
Dotknąłem językiem warg sromowych Pati. Przez jej ciało przebiegł dreszcz. Intymny śluz
zaschnął między jej wargami i stąd, myślę ta reakcja.
Niedługo później Pati poruszyła się i otworzyła oczy.
Poprawiłem się i ułożyłem twarzą przy twarzy.
- Mamy coś w planach? - spytała cicho.
- No nie wiem - zastanowiłem się chwilę - może najpierw wyjdziemy po prostu z łóżka...
- Chce ci się?
- Nie - moja reakcja była natychmiastowa - zbyt dobrze mi jest.
- Mnie też. Jak to się stało, że nie wpadliśmy na siebie wcześniej?
- Nie wiem, może dopiero teraz nadszedł nasz czas.
- I niech trwa, prawda?
- Prawda.
Poleżeliśmy jeszcze kilka minut i nadludzkim wysiłkiem zwlekliśmy się wreszcie. Kilka
jeszcze minut zabrała nam toaleta późno poranna i doprowadzenie się do względnego
porządku.
Zasiedliśmy do śniadania. Potem ja z pewną obawą włączyłem laptopa i komórkę. Tak jak
się spodziewałem były maile od kolegów z pracy, ale nawet nie musiałem ich otwierać,
aby domyślić się ich treści. Całość mieściła się w jednym pytaniu: "Czy pyknąłeś
Czekoladkę?". Podobnie jeśli chodzi o telefon. To samo pytanie zawarte w pięciu sms-ach i cztery powiadomienia, że "ktoś dzwonił".
Tylko jeden sms był normalny. Od Mamy. Pytała czy wpadnę na obiad.
Pokazałem wiadomości Patrycji.
- I co im odpiszesz? - spytała.
- Jak to co? Nic – odparłem, chociaż całemu światu chciałbym wykrzyczeć jaki to jestem
szczęśliwy - niech ich zżera niepewność.
A jeśli chodzi o sms od Mamy, to na śmierć zapomniałem do niej zadzwonić. Chciałem
zadzwonić i wymówić się grzecznie, ale nagle kolejna myśl walnęła mnie prosto w
makówkę.
- Może pójdziemy razem? - zaproponowałem.
- Może nie powinnam. Idź sam - Pati nie była przekonana na sto procent.
- Albo idziemy razem, albo nie idę wcale – zdecydowałem.
Po minie Patrycji widziałem, że tak naprawdę, to ma cholerną ochotę iść ze mną na obiad
do moich rodziców. Zadzwoniłem więc i powiedziałem, że wpadnę z przyjaciółką. Mama
bardzo się z tego ucieszyła.
Pozostało nam zagospodarować czas do godziny obiadu. Podjechaliśmy więc do
mieszkania Pati, gdzie się przebrała. Było jeszcze sporo czasu, więc siłą rozpędu
wpadliśmy na wystawę prac mojego serdecznego przyjacila, by poobcować z jego sztuką.
Wreszcie nadszedł ten moment.
Pati zrobiła duże, oszałamiające wręcz wrażenie na mojej rodzince. Szczególnie na Kasi,
mojej czteroletniej siostrzenicy. Długo pozostała z otwartą ze zdziwienia buzią. Pytała
nawet Patrycję czy jest pomalowana. Dała spokój, gdy Patrycja zaproponowała, żeby sama
sprawdziła, czy lakier pod paznokciem nie schodzi. Uśmialiśmy się do rozpuku. Do Kasi
szybko dotarło, że nie wszyscy ludzie są tacy, jak ci dokoła niej.
Z Mileną, moją siostrą też dość szybko się dogadały. Z Rodzicami też ok, więc obiad
przebiegał w miłej i serdecznej atmosferze.
Milena obserwowała nas uważnie z tajemniczym uśmiechem na ustach.
- Od razu widać, że chyba niedawno wyszliście z łóżka - szepnęła mi, gdy wynosiliśmy
zastawę do kuchni i na chwilę zostaliśmy sami.
- Po czym wnosisz?
- Znam cię
No, no, no. Zostaliśmy rozszyfrowani.
Kasia nie odstępowała Pati na krok i była bardzo zbulwersowana, gdy się żegnaliśmy.
Poszliśmy jeszcze na spacer brzegiem jeziora na peryferiach miasta. Już się zmierzchało.
Niedziela miała się ku końcowi. Wracaliśmy wolno do samochodu. Już mieliśmy plan na
nadchodzącą noc. Spędzimy ją każde u siebie. Tak wymyśliliśmy, chociaż żadne z nas nie
było z tego pomysłu zadowolone. Ale może to i dobry pomysł.
Wracaliśmy więc wolno, w strachu przed rychłym rozstaniem.
Pati kolejny raz zaskoczyła mnie. Siadła na tylnym siedzeniu i zawołała bym siadł obok.
Usiadłem.
Przytuliła się do mnie.
- Wspaniały weekend, co?
- Mhm – mruknąłem.
- Spodziewałeś się takiego zakończenia imprezy?
Nie - i nagle się wzdrygnąłem - pomyśleć, że mógłbym na nią wcale nie przyjść.
- Strata byłaby nie do powetowania.
- Właśnie.
Rozpinała już guziki mojej koszuli i wsadziła dłoń pod materiał. Gładziła mój tors.
- Masz ochotę na fajne zakończenie weekendu?
Pokiwałem głową.
- Można by zakończyć go czymś ekstra – stwierdziłem.
Tylko na to czekała. Sięgnęła ręką pod siebie, uniosła się trochę i po chwili trzymała w
dłoni swoje majteczki. Odrzuciła je na przedni fotel. Całowała mnie, a jej ręka próbowała
poradzić sobie z paskiem i zamkiem dżinsów. Wreszcie wyłuskała spod materiału mojego
ptaszka i zacisnęła na nim dłoń. Jej ruchy były gwałtowne, jakby jak najszybciej chciała
postawić go do pionu. Pochyliła się i objęła go ustami. Ssała z całej siły. Ja zaś sięgnąłem
ręką pomiędzy jej nogi od strony pupy. Namacałem szparkę i wsunąłem tam palec.
Pati niestrudzenie otulała mojego penisa wargami, lizała i zaciskała na nim zęby. W tym
była niezrównaną mistrzynią i potrafiła zrobić dobrze ustami swojemu mężczyźnie.
Przełożyła nogę nad moimi nogami i przytrzymując mojego żołnierzyka palcami usiadła
na mnie wsuwając go między nie. Już trzymałem ją w biodrach, a Pati unosiła się do góry i
opadała raz po raz. Obejmowała mnie za szyję. Patrzyliśmy na siebie przeszczęśliwi.
Szczęście, radość, miłość, ekscytacja i spełnienie było namalowane lub może lepiej
powiedzieć: było wyryte na naszych twarzach.
Samochód aż się trząsł wprawiony w drgania naszymi coraz gwałtowniejszymi ruchami
To było niebo. Najprawdziwsze niebo na ziemi, a my w samym centrum tego miejsca.
Anioły patrzyły na nas siedząc tuż obok nas. Może nawet i razem z nami w samochodzie.
To było jak nirwana (choć to już inna religia).
To było... zabrakło mi słów.
A kiedy wytrysnąłem w Patrycję, nieba te otworzyły się przed nami jeszcze szerzej.
#
POSTSCRIPTUM:
W poniedziałek rano przyjechałem po Patrycję i razem pojechaliśmy do pracy. Wysiadając
wzbudziliśmy ogromną ciekawość. W oczach wielu czaiły się pytania, które jednak
pozostały bez odpowiedzi. My nie puściliśmy pary z gęby.
Każdy mógł sobie myśleć, co tylko chciał.
Wkrótce zamieszkaliśmy razem .

darjim

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i obyczajowe, użył 2564 słów i 13473 znaków. Tagi: #murzynka #namiętność #delikatnie

3 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Chaosik

    Przyjemne opowiadanie. Ostatnio sam potrzebowałem odskoczni od "Ostrych" klimatów, więc tym bardziej mi się podobało. :)

  • darjim

    @Chaosik ostre klimaty mają w sobie to coś. Osobiście bardzo je lubię, ale pewnie masz rację: co za dużo to niezdrowo. Cieszę się, że moja Czekoladowa Wenus przypadła ci do gustu.

  • eksperymentujacy

    Fajne opowiadanie i dobrze napisane :)
    Świetny start weekendu !

  • Historyczka

    Pati jęczała jakby była na torturach. Muszę przyznać, że była to
    genialna muzyka dla moich uszu.  - doskonałe!

  • darjim

    @Historyczka Dziękuję Ci bardzo.