Brutalny gwałt analny cz.5

Poniedziałek, 7:35
Okolice jeziora spowite były gęstą, mleczną narzutą, całkowicie utrudniającą możliwość dostrzeżenia czegokolwiek. Nie przeszkadzało to jednak grupkom wędkarzy, ochoczo moczącym swe kije w zimnej tafli jeziora.
Górski przechadzając się wzdłuż linii brzegowej, minął kilka takich osób, kompletnie nie zawracających sobie nim głowy. Dla nich najważniejszy był spokój i ruch spławika, podrygującego na leniwych falach.
Na końcu ścieżki znajdowała się przystań, będąca bazą wypadową dla pasjonatów rozmaitych sportów wodnych.
Przystań lata świetności miała już dawno za sobą. Niebieska, odchodząca płatami od ścian farba, w kilku miejscach powybijane szyby, nie stanowiły najlepszej wizytówki. Jednak w okresie letnim amatorów wodnych wrażeń nie brakowało.
Przy budynkach gospodarczych kręcił się żwawy staruszek, wodujący w przystani różne sprzęty, od rowerków wodnych, poprzez kajaki, na łódkach kończąc.
- Prawdziwy wilk morski. – podkomisarz uśmiechnął się sam do siebie.
Długa siwa broda zdobiła oblicze dziadka, ciemnogranatowa żeglarska czapka z daszkiem, w ustach fajka, z której raz za razem wydobywał się obłok siwego dymu.
- Dzień dobry. – odezwał się młody policjant.
- Dobry, dobry. – odpowiedział starzec. – Spóźniłeś się. Ale to już nieważne, chodź pomóż mi.
Kolejna łódka z pluskiem zacumowała przy nabrzeżu.
Starzec dopiero teraz podniósł swój wzrok, spoglądając na twarz Górskiego.
- Yyy, przepraszam. – wydawał się nieco zakłopotany zaprzęgnięciem do roboty nieznajomego. – Myślałem, że to mój nowy pomocnik. – powiedział, podając mu swą spracowaną dłoń.
- Nic się nie stało. Przyda mi się odrobina ruchu z rana. – Górski odwzajemnił jego uścisk, uśmiechając się na myśl o pomyłce.
- Jeszcze zamknięte. Otwieramy dopiero o 9. – starzec wypuścił kolejny obłok dymu.
- Ja nie w tej sprawie. – wyciągnął swoją szmatę, okazując ją marynarzowi.
Dziadek zmarszczył czoło, zachodząc w głowę, czego może dotyczyć ta niecodzienna wizyta.
- Mój interes jest legalny. – wypalił bez zastanowienia.
- Szczerze mówiąc, w tej sprawie też nie jestem. – uśmiechnął się policjant, próbując załagodzić napięcie mięśni, jakie niewątpliwie powstało w tym starym organizmie. – W sobotę niedaleko znaleziono ciało młodej dziewczyny. Być może widział pan coś, co mogłoby być niezwykłe, może odbiegające od tego, co widywał pan zazwyczaj.
Starzec podrapał się po siwej brodzie.
- Nie wiem, czy jestem w stanie panu pomóc. Kiedy zaczynam pracę, jest jeszcze dosyć ciemno, do tego ta cholerna mgła. – zamyślił się. – Jak w horrorze. – dodał po chwili.
Starzec splunął na zniszczone dłonie, po czym zaczął je energicznie pocierać, wypuszczając kolejny obłok dymu. Jego twarz zdawała się być zamyślona, jakby nieobecna.
- W sobotę, tak? – popatrzył na twarz Górskiego, oczekując na przytaknięcie. – Hmmm. Chyba jest coś, co mógłbym panu powiedzieć.

Piątek, 23:35
Udręczone ciało dziewczyny drżało, jakby rozrywane strachem, rozpaczliwie próbującym wydostać się na zewnątrz.
Odgłos kroków człowieka schodzącego po drewnianych schodach, niósł się echem po całym pomieszczeniu.
Rita nie wiedziała, skąd dochodzą dźwięki. Mocno zacisnęła swe powieki, kuląc się jeszcze bardziej. Kuląc się, niczym zwierzyna ukryta w zaroślach w nadziei, że drapieżnik jej nie dopadnie.
Jej usta poruszały się bezdźwięcznie, powodowane spazmami jej ciała.
- Witaj, moja droga! – gwałciciel pojawił się za jej plecami, uderzając w klatkę, w której była więziona.
Czuła na swoich nagich ramionach jego oddech. Czuła jego palce dotykające jej skóry.
- Długo spałaś. – wyszeptał. – Stanowczo zbyt długo. – zaśmiał się. – Nieładnie, oj nieładnie. Dlaczego mi to robisz? Dlaczego?! – krzyknął. – Odpowiedz, kurwo! Przecież wiesz, że czeka nas mnóstwo pracy. – nagle zmienił ton swojego głosu.
Kiedy ciało odmawia posłuszeństwa, przy życiu trzyma cię jedynie siła woli. Każdy jakąś ma. Kiedy uda ci się złamać drugiego człowieka, niewiele już potrzeba, by go zranić. Każdy dźwięk, każdy gest, krzyk, a nawet szept. Wszystko to rozrywa udręczony umysł, pozostawiając w nim nieodwracalne zniszczenia.
Odgłos otwieranego zamka, skrzypnięcie zardzewiałej kraty. Brutalna dłoń łapiąca za włosy. Ból. Wielki ból. Ogrom bólu.
- Pora się zabawić. – szarpnął ją, śmiejąc się w głos.

Poniedziałek, 8:05
Krempa ocknął się w swoim gabinecie, siedząc w fotelu przy biurku, całą noc ślęczał nad aktami sprawy. Przetarł oczy od niechcenia, przeciągając się. – Kurwa. – pomyślał. Bolały go wszystkie kości.  
Ostrość widzenia powoli do niego wracała, równie wolno przychodziło mu odzyskiwanie zdolności racjonalnego postrzegania rzeczywistości.
Na biurku leżały porozrzucane fotografie. Martwa dziewczyna patrzyła na niego spod zamkniętych powiek, jak gdyby chciała go naprowadzić na jakiś trop. Komisarz potrząsnął głową, sprawiając, iż ułuda rozpłynęła się w powietrzu.
- Kawa i papierosy. Kawa i papierosy. – powtarzał, mrucząc pod nosem. – Tego mi potrzeba.
Sięgnął do kieszeni, wyjmując paczkę papierosów. Pusta.
- Kurwa. – zaklął pod nosem.
Spojrzał na popielniczkę na swoim biurku i kolejne puste opakowanie. Wszystko stało się jasne. W ciągu nocy wypalił dwie paczki.
Krempa ruszył w końcu swoje stare dupsko z fotela, próbując rozprostować zasiedziane kości. Otworzył okno, wpuszczając nieco świeżego powietrza, mającego problem z przebiciem się przez nikotynowy odór.
Sięgnął po telefon, wystukując numer.
- Pani Aniu, jest jakaś szansa na kawę? – spytał najgrzeczniej, jak tylko potrafił.
- Myślę, że dałoby się coś zorganizować. Ciężka noc? – dopytywała.
- Nawet sobie pani nie wyobraża, jak bardzo. – na powrót opadł ciężko na fotel. – A właśnie. Pojawił się już Górski?
- Niech sobie pan wyobrazi, że komisarze nie zwierzają mi się z tego, gdzie są i co robią. – próbowała zażartować. – Zaraz przyślę kogoś z kawą.
- Dziękuję. – powiedział, odkładając słuchawkę.

Piątek, 23:40
Szelest wleczonego ciała przeszywał mroczną ciszę przy akompaniamencie pełnego bólu pojękiwania. Coraz mniej sił. Wola walki zdawała się być z każdą chwilą coraz bardziej wypłowiała. Chęć życia? Ta umarła już dawno, jedynie jakaś znikoma część umysłu kurczowo trzymała się świata żywych. Jakby nieświadoma ogromu cierpienia, wgryzającego się w drobne ciało.
A tak naprawdę wystarczyłoby jedynie zamknąć powieki. Poddać się. Rozluźnić dłoń, zaciśniętą na poręczy życia.
Przeklęty stół. Ołtarz cierpienia. Cuchnący krwią, spermą i zużytym olejem. Ołtarz, na którym ból zbiera swoje żniwo.
Gdzie w tym czasie jest Bóg? Czyż nie widzi? A może nie chce widzieć, odwracając swój wzrok. Kompletnie ignorując zawodzenie cierpiących, składanych w ofierze.
W imię czego? W imię bestii piekielnych, z którymi stwórca ma układ. Swoisty pakt.
Odwraca wzrok. Nie widzi. A jeśli on nie widzi, to czyż ból jest, czy też go nie ma?
Oprawca ciągnie swą ofiarę. Otarte stopy na nowo pozbywające się kolejnych warstw naskórka.  
Krwawy ślad wskazujący sedno cierpienia.
Oczyszczenie. Poprzez ból, upodlenie i krew.
- Uczynię cię nieśmiertelną. – szepcze, niemal wpychając jej język do ucha.
Kolejny mrożący krew w żyłach dźwięk. Dźwięk przesuwających się metalowych ogniw.
Dziewczyna upada na ziemię, puszczona przez swojego oprawcę, w ślad za nią upada rdzawy łańcuch.
Metalowe pierścienie zaciśnięte na nadgarstkach, przy pomocy łańcucha napędzanego siłą mięśni, unoszą jej bezwładne ciało coraz wyżej i wyżej.  
Ofiara zawisła na wyciągniętych wysoko rękach, ze stopami oderwanymi od podłoża, tak, jak jej pokiereszowany umysł, oderwany został od piekielnej rzeczywistości.

Poniedziałek, 8:10
Górski z zaciekawieniem patrzył na zamyśloną twarz starca, próbującego przypomnieć sobie wydarzenia sprzed dwóch dni. Jego źrenice nerwowo poruszały się, jakby chcąc pobudzić mózg do sięgnięcia do mglistych obszarów nienajlepszej już pamięci.
- A tak, już pamiętam. – starzec przerwał pełną napięcia ciszę. – Zacząłem pracę, jak każdego dnia. Jezioro, jak zawsze rano, spowite było gęstą mgłą. To nic nadzwyczajnego. – wypuścił kolejny obłok gęstego dymu z płuc. – Zwodowałem już dwa kajaki i właśnie to samo miałem zrobić z trzecim, kiedy wydawało mi się, że słyszę warczący odgłos silnika. – popatrzył na twarz komisarza. – No wie pan, takiego zaburtowego.
- To coś niezwykłego? – Górski nie krył zdziwienia, przerywając mu. – Przecież takie silniki są używane w łodziach.
- No właśnie, to jest dziwne. – starzec wbił w niego wzrok. – Na tym jeziorze nie można korzystać z silników spalinowych. Wszyscy tego bardzo przestrzegają. Wędkarze pilnują siebie nawzajem. – powiedział z dumą w głosie.
- Co było dalej? – historyjka zaciekawiła młodego glinę.
- Hmm, wszedłem na pomost, chcąc ustalić, skąd dobiega dźwięk. – znów się zamyślił. – Przez tę cholerną mgłę ciężko było cokolwiek dostrzec. Nagle odgłos silnika ustał, a z mgły wyłonił się kształt niewielkiej łodzi. Dryfował w kierunku tamtego brzegu, niesiony siłą rozpędu. – powiedział wskazując palcem kierunek.
Górski popatrzył za wyciągniętą dłonią starca. Serce zaczęło mu szybciej bić.
- Jest pan pewien?
- Młodzieńcze, jestem już stary, ale nie aż tak, by się mylić. – odpowiedział.
Górski miał świadomość, że nareszcie miał jakiś trop. Dokładnie w miejscu, którego kierunek wskazał starzec, znaleziono ciało dziewczyny.
- Co było dalej?
- W sumie nic. Łódka zniknęła za cyplem. Pomyślałem, że to jakiś nowy wędkarz, nie znający jeszcze zasad. Uśmiechnąłem się nawet na myśl o tym, jaki wycisk dostanie, kiedy starzy dowiedzą się, że użył silnika.
- Niczego pan więcej nie słyszał? Niczego niepokojącego?
- Nie. Wróciłem do własnych zajęć. – wskazał na swój dobytek. – Jak pan widzi, mam tu dużo pracy. – powiedział. – A, no tak, zapomniałbym. Po jakimś czasie, znów usłyszałem ten sam silnik. A łódka odpłynęła w tym samym kierunku, z którego przypłynęła.
- Rozpoznałby pan tego człowieka?
- To ponad czterysta metrów. Nawet bez mgły miałbym z tym problem. – kolejny raz zmierzwił siwą brodę. – Obawiam się, że nie będę w stanie panu pomóc. – To była stara łajba. Nic nadzwyczajnego.
- Rozumiem. I tak dziękuję. Bardzo mi pan pomógł. – uścisnął wyciągnięta dłoń. – Do widzenia.
Górski postanowił wrócić na miejsce znalezienia zwłok, kiedy dobiegło go wołanie starca.
- Jest jeszcze coś. – wołał za nim.
Komisarz zatrzymał się odwracając w jego kierunku. – Nareszcie coś. – pomyślał.

Piątek, 23:45
- Jesteś taka rozkoszna. – powiedział, zlizując krew z jej stóp.
Jego język delektował się smakiem na wpół zaschniętej posoki. Czubkiem wwiercał się, świdrował, otwierając zasklepione rany.
Odsunął się na odległość wyciągniętej ręki. Ciało dziewczyny wisiało, zawieszone na nadgarstkach, które były unieruchomione wysoko nad głową, pochyloną w kierunku prawego ramienia. Twarz była już mocno poobijana. Jedno oko wyraźnie napuchnięte. Z narządów rodnych kobiety wypływała krew, znacząc, zaschniętymi na wewnętrznej części ud strużkami, drogę cierpienia.
Kolejny raz zwierzęca erekcja zawładnęła jego zmysłami i ciałem. Chwycił wiszące nogi dziewczyny, przesuwając po nich lubieżnie dłońmi. Przyciskał je do swej twarzy, lizał i przygryzał. Zapach zaschniętej krwi, wymieszanej ze spermą pobudzał oprawcę. Chciał więcej.
Dyszał wyraźnie podniecony, delektując się widokiem cierpienia, którego był jedyną przyczyną.
Na wysokości swojej twarzy miał zmasakrowaną cipkę dziewczyny. Przysunął się do niej wysuwając język. Słony smak.
Szarpnął, rozrywając sklejone skrzepy.
Dziewczyna cicho jęknęła. Ból był nie do zniesienia, jednak ona nie miała już sił krzyczeć.
Gwałciciel odsunął się jak oparzony.
- Podnieca cię to, kurwo?! – krzyknął. – Podnieca??!! – darł się bez opamiętania.
Zwyrodnialec wpadł w szał, kopiąc wszystko, co tylko znalazło się w zasięgu jego nóg. Grymas dzikiego szału zaznaczył się na jego twarzy, tak, jakby to wszystko sprawiało mu ból.
- Nie! Nieee! Nieeeeee!!!!!!!!! – wrzeszczał. – Ty suko! Ty kurwo! Mało ci?! Mało?! – kompletnie nie panował już nad swoimi nerwami.
Potknął się, przelatując przez stół.
Dziewczyna wisiała nieprzytomna, nieświadoma furii swojego oprawcy. Furii, która miała się na niej odbić.
Mężczyzna poczuł się upokorzony, panicznie rozglądał się wkoło, szukając czegokolwiek, co pozwoliłoby mu się zemścić, za doznane w jego mniemaniu krzywdy.
Spojrzał na dziewczynę, biorąc do ręki drewnianą pałkę.
- Teraz się zabawimy. – wysyczał, strzelając śliną.

GokuBadBoy

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 2266 słów i 13397 znaków.

7 komentarzy

 
  • eleni

    Czekam na kolejne części :-)

  • GokuBadBoy

    @eleni, postaram się, by takowe powstały.

  • eleni

    Aż mnie dreszcze przechodziły jak to czytałam  
    Bardzo realistyczne

  • GokuBadBoy

    @eleni, dzięki.

  • misia02

    Oby byla kolejna czesc

  • GokuBadBoy

    @misia02, pracuję nad tym.

  • misia02

    @GokuBadBoy ok

  • GokuBadBoy

    @misia02, ok.

  • Szarik

    Okrucieństwo wręcz cieknie z tekstu, odrzuca, ale rewelacyjnie wpisuje się w treść zagadki. Czekam kolejnej części.

  • GokuBadBoy

    @Szarik, dzięki. Zagadka została już wyjaśniona w pierwszej części.

  • Szarik

    @GokuBadBoy mój brak precyzji - powinienem powiedzieć fabuły raczej ;)

  • GokuBadBoy

    @Szarik, ok.

  • Cam

    Aż ciarki przechodzą tak się wczułam :) tematyka ciężka ale opowiadanie napisane rewelacyjnie! Czyta się płynnie na jednym wdechu i chce się więcej!

  • GokuBadBoy

    @Cam, nie pozostaje mi nic innego, jak tylko podziękować, co też niniejszym czynię. Pozdrawiam

  • Tomasz

    Nie mam teraz głowy do czytania, ale kiedy tylko zobaczyłam ten tytuł to moje usta się otworzyły ze zdziwienia, że po takim czasie jest kolejna część, i szczęścia, że jest w ogóle. Przeczytam jutro zaraz po obudzieniu!

  • GokuBadBoy

    @Tomasz, haha. Mówiłem, że do tego powrócę. Trochę to trwało ale ... miło wiedzieć, że ktoś czeka :)

  • Tomasz

    @GokuBadBoy, jak zwykle super piękna część. :D

  • GokuBadBoy

    @Tomasz, ja zwykle dziękuję :D

  • nienasycona

    Sporo osób na to czekało i się nie zawiodą) Zdumiewasz mnie- doskonale sobie radzisz w opowieściach dramatycznych, kryminalnych, erotycznych, baśniowych...jak kiedyś komedię napiszesz, to już nic mnie nie zdoła zdziwić. Tekst, jak zawsze, bardzo dobry; przejmujący, brutalny, ale mnie w pewnym momencie skojarzył się z moim ulubionym fragmentem "Fausta". I za to ukłon, Wietrze...

  • GokuBadBoy

    @nienasycona, dziękuję jak zawsze. Wiesz dlaczego musiałem od tego odpocząć. Myślę, że przez te kilka miesięcy zdążyłem nabrać potrzebnego dystansu do tej tematyki. Co do komedii. Raczej nie napiszę, gdyż nie mam poczucia humoru ;)
    Jeszcze raz dziękuję.

  • nienasycona

    @GokuBadBoy, masz poczucie humoru, ale musisz przyznać, że ja więcej się śmieję. Ach, no tak, zapomniałam- to nigdy nie jest uśmiech, tylko masz skurcze mięśni twarzy, mój ponuraku:)

  • GokuBadBoy

    @nienasycona,dokładnie tak, to chyba przez tą bliznę :P

  • nienasycona

    @GokuBadBoy, tę bliznę:P:P

  • GokuBadBoy

    @nienasycona, dziękuję. Potwierdziłaś moje przypuszczenia ;) Teraz już mam pewność, że analizujesz wszystko co mówię ;)

  • nienasycona

    @GokuBadBoy, a co ja jestem? Jakaś wersja próbna, że testy na mnie przeprowadzasz?:P

  • GokuBadBoy

    @nienasycona, wersja ostateczna ;)

  • nienasycona

    @GokuBadBoy, dobra, idę, bo nie wiem, co powiedzieć na takie dictum:) Dobrze przynajmniej, że Ty jesteś ta wersja ładniejsza:)

  • GokuBadBoy

    @nienasycona, hahahaha yhm już. Zwłaszcza z blizną.

  • nienasycona

    @GokuBadBoy, też mam bliznę obok brwi, Po ospie, Mówiłam, żeś ślepy, jak kret

  • GokuBadBoy

    @nienasycona, akurat na ilość blizn nie powinnaś się ze mną licytować ;)