Bardzo lany poniedziałek, czyli wszystkiego JoAnnowego (część 3)

Bardzo lany poniedziałek, czyli wszystkiego JoAnnowego (część 3)***

ROZDZIAŁ 3/3

*

     Próbujesz się choć trochę uspokoić, lecz nie jest ci to dane. Pan pochyla się bowiem nad tobą i całuje. Jednak nie w usta. Zaczyna lizać ci piczę. Obejmuje wargami klejące się płatki i wsuwa język pomiędzy nie. Wyraźnie delektuje się twym intensywnym smakiem, pojękując coraz namiętniej. Może i się nie widzisz, lecz czujesz aż nadto wyraźnie, jak jesteś lepka. Śliska. Spocona. W każdej innej sytuacji raczej byś się odsunęła, lecz teraz z pełną premedytacją tylko napinasz wciąż drżące mięśnie. Tak, by otworzyć się całkowicie przed…
     Już nie przed Panem. Nie Masterem. Po prostu przed Nim. Ukochanym mężczyzną, który bez najmniejszego śladu niechęci, obaw oraz wstydu spija dosłownie wylewające się z ciebie pożądanie. Wylizuje wzgórek, wnętrze ud, calutką kobiecość od góry do dołu, a nawet niżej. Z jednej strony pragniesz ponownie przeżyć orgazm, jednak z drugiej już teraz ledwo łapiesz oddech. Wolisz nawet nie myśleć, co się stanie, gdy spełnienie nadejdzie ponownie.
     On jednak najwidoczniej nie ma takich wątpliwości. Podnosi się za to, ściąga ci koszulkę do końca i przysiada na piersiach, podstawiając pokaźnego penisa. Wsuwa dłoń pod kark i podnosi, tak byś nie musiała zbytnio napinać szyi. Obejmujesz naprężoną męskość i nasuwasz się na nią. Coraz dalej i dalej. Nie powstrzymuje cię ani gruby trzon, rozpychający usta, ani napierająca coraz silniej na podniebienie główka. Zresztą, nawet gdybyś chciała, twarda ręka nieustannie przytrzymuje cię za głowę i nie pozwala na wycofanie.
     Spieniona ślina wypływa kącikami warg i ścieka po brodzie. Przez głowę przechodzi ci myśl, że tak bardzo pragniesz, by On jeszcze cię dopieścił. Choć przez krótką chwilę. Co prawda kolejna rozkosz nie wydaje się zbyt prawdopodobna, lecz… kto wie? Może jeśli oboje odpowiednio się postaracie? Albo nawet i ty sama? Przecież wystarczyłoby, żebyś uwolniła ręce, schwyciła w nie kryjący się w szufladce niezawodny wibrator pulsacyjny, a reszta pozostanie już jedynie kwestią czasu.

     Jednak nie bez powodu wciąż masz je skute za głową – On po prostu lubi patrzeć, gdy jesteś tak skrępowana. Czasami samymi kajdankami jak teraz, innym razem opleciona zwojami sznura lub wciśnięta w kostium, zależnie od aktualnej okazji, nastroju czy tematyki sesji. W tej chwili także wyraźnie mu się to podoba. Puszcza ci głowę i przesuwa palcami po podniesionych ramionach. Łaskocze lekko odsłonięte żebra. Teraz jest już tak samo zadyszany i mokry jak ty. I najwyraźniej jeszcze bardziej podniecony.
     Cofa biodra, wysuwając ociekające śliną przyrodzenie z twych ust. Nie wstaje jednak, a obejmuje boki piersi dłońmi i unosi z największą delikatnością. Składa jeszcze kilka niespodziewanie troskliwych pocałunków na sterczących sutkach i dopiero po tych czułościach prostuje plecy. Zaczyna się kołysać. Tym razem pchnięcia już od samego początku są mocne i zdecydowane, a z każdą chwilą jeszcze tylko przyspieszają. Nabrzmiała główka ślizga się miękko pomiędzy dwiema falującymi półkulami, wysuwając się spomiędzy nich raz za razem.

     Mimo rozbuchanych emocji bezbłędnie rozpoznajesz znajome spięcie mięśni, które w ciągu ledwie w ciągu ledwie kilku sekund przechodzi w szalone szczytowanie. Podnosisz więc głowę i otwierasz szeroko usta, nie chcąc uronić ani kropli z naprawdę obfitego wytrysku, co oczywiście nijak ci się nie udaje. Kleiste ciepło spływa po policzkach, czole, nawet włosach, łaskocząc przyjemnie.
     Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło – twój tyle co zaspokojony kochanek zbiera własne nasienie dłonią i podstawia ci, byś je oblizała. Ssiesz więc palec za palcem, rozkoszując się słono-słodkawym smakiem. Kiedy zaś myślisz, że tym razem naprawdę jest już po wszystkim, On ponownie cię zaskakuje.
     Obraca się i nasuwa biodra nad twoją głowę. Korzystając z nadarzającej się okazji, zbierasz resztki językiem spermy z penisa, od szczytu po nasadę. Oblizujesz też jądra, po czym powracasz i na powrót obejmujesz go całego ustami. Siorbiesz entuzjastycznie, pozwalając wchodzić w siebie bardzo głęboko, po samo gardło.

     Z początku mogło ci się jeszcze wydawać, lecz teraz widzisz nadto wyraźnie, że dąży do ponownego spełnienia. Na dodatek z pełną premedytacją oraz w bardzo konkretnym celu dopieszcza i ciebie. Obejmuje twe wciąż opięte pończochami uda ramionami i na powrót całuje, pomrukując z zadowoleniem. Jakby tego było mało, nie tylko znów wsuwa palce w rozbudzoną cipkę, ale także chwyta za koreczek. Wyciąga go do połowy, do najszerszego miejsca, po czym puszcza, by sam wskoczył z powrotem. I znowu. I ponownie, tym razem ciągnąc do samego końca i wciskając jednym ruchem aż po uchwyt.
     Wie doskonale, że takie pieszczoty sprawiają ci przyjemność. Chce, byście doszli raz jeszcze. W miarę możliwości wspólnie. Dlatego prosi cię otwarcie, byś o tym uprzedziła, a zrobi wszystko, by się to udało. Bo tego chce. Bo pragnie! Bo ma na ciebie ochotę jak na nikogo innego.
     Nie każesz czekać na siebie zbyt długo. Nieistotne, jak bardzo jesteś wykończona. Takiemu życzeniu po prostu nie potrafisz odmówić. A przede wszystkim nie chcesz. Nie! Nie przegapisz takiej okazji! Nie ma mowy! Dlatego poprawiasz się tak, by było ci jak najwygodniej, unosisz biodra i napinasz je jeszcze mocniej. Jego penis w ustach, język w cipce i korek w tyłeczku bardzo szybko przekonują cię, że zachowałaś sporo więcej sił, niż mogłoby się wydawać.
     I nieważne, że drugą rozkosz przeżywasz sporo krócej, słabiej i nie tak ekspresyjnie. Liczy się, że jest tak samo szczera jak pierwsza, a przede wszystkim znacznie bardziej intymna. Przeżyta równocześnie z twoim ukochanym. Wybrankiem twego serca, ciała oraz duszy. Najwspanialszym z najwspanialszych mężczyzną, który w tym właśnie momencie także dochodzi, wypełniając ci usta nieoczekiwanie obfitym wytryskiem.

     Czujesz się niesamowicie. Fantastycznie. Absolutnie przecudownie! Tak bardzo, że nie zwracasz zupełnie uwagi ani na wciąż unieruchomione ręce, ani obolałe nogi, ani przemoczone prześcieradło, ani rwany oddech, którego nie możesz opanować, ani nic innego. To wszystko jest zupełnie nieistotne!
     Teraz liczysz się tylko ty. Oraz On, leżący obok tak samo zadyszany. Wy oboje. Złączeni tak prawdziwym i szczerym uczuciem, jakie tylko można sobie wyobrazić.
     Ponownie przymykasz oczy i nie bez satysfakcji uśmiechasz się do siebie. Przecież nie dalej jak dzisiejszego poranka w ogóle byś nie pomyślała, iż nawet zmarnowane przez przeziębienie święta mogą mieć swoje dobre strony! Zaskakująco wiele niespodziewanie dobrych stron.
     A skoro w tym roku zajączek zupełnie niespodziewanie sam do ciebie przykicał, przynosząc koszyczek wypełniony tak fantastycznymi oraz jeszcze bardziej namiętnymi prezentami, to w przyszłym koniecznie będziesz musiała zrewanżować się rewizytą. I tym razem na pewno nie ograniczysz się jedynie do w gruncie rzeczy całkiem niewinnego, puchatego ogonka!

     O, nie!

***

Tekst (c) Agnessa Novvak
Ilustracja na okładce (c) JoAnna

Opowiadanie zostało opublikowane premierowo na Pokątnych 05.04.2021. Dziękuję za poszanowanie praw autorskich!

Droga Czytelniczko / Szanowny Czytelniku - spodobał Ci się powyższy tekst? Kliknij łapkę w górę, skomentuj, odwiedź moją stronę autorską na Facebooku (niestety nie mogę wkleić linka niemniej łatwo mnie znaleźć)! Z góry dziękuję!

Dodaj komentarz