Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Sztorm serca cz. 6

     Jednakże Fala była nieźle wkurzona. Nawet się nie zastanawiała. Wyskoczyła. Jedną stopą trafiła bruneta w nadgarstek dłoni, w której trzymał nóż, druga spotkała się z jego szczęką. Po chwili leżał na ziemi. Dwóch pozostałych robiło wrażenie, że są lepsi w walce. Drugi brunet wyprowadził szybki prosty cios. Fala zdołała zrobić unik, ale uderzenie ja nieco oszołomiło. Chciał poprawić, ale Wiatr skoczyła jak ranna tygrysica. Złapała go za rękę, która miała zrobić krzywdę blondynce. Wyłamała ją w nadgarstku. Kątem oka dostrzegła cios ostatniego z czwórki. Musiała się bronić i nie zdołała całkowicie unieszkodliwić bruneta. Zdołała go tylko odepchnąć. Otrzymała kopnięcie w żebra, ale nie czuła. Adrenalina szalała w jej ciele. Szatyn uderzył ją pięścią w twarz. Właściwie obtarł się, ale i tak rozciął jej wargę. Fala doszła do siebie. Zaatakowała bruneta. Teraz już się dobrze przygotowała. Otwartą dłonią uderzyła nos bruneta. Oszołomiła go. Stał na nogach, ale był zamroczony. To trwało sekundę. W pierwszej chwili chciała go uderzyć wyprostowanymi palcami w Jabłko Adama.

     – Nie, Snopku – usłyszała.

     Tylko dlatego w ostatniej chwili zmieniła zdanie i tym prawdopodobnie Wiatr uratowała mu życie. Fala uderzyła go otwartą dłonią w bok szczęki i zgiętymi palcami wyrwała ją z żuchwy. Brunet poleciał na chodnik, jęcząc z bólu. Blondyn dochodził do siebie, ale nie zdążył się całkiem podnieść, bo Fala poprawiła mu prostym kopnięciem. Zazgrzytały wybite zęby.
Tymczasem walka pomiędzy szatynem i Wiatr wyglądała na wyrównaną. Był szybki. Wiatr musiała się naprawdę starać. Dostała cios w żołądek i miała rozcięty łuk brwiowy. W końcu jakimś cudem udało mu się ja złapać z tyłu, Trzymał ją silnymi rękami w okolicy piersi. Jej ręce były obezwładnione. Fala już ruszyła na pomoc, ale jej wstawiennictwo okazało się niepotrzebne. Chłopak był o głowę wyższy i to było jego gwoździem do trumny. Fala zamachnęła się nogą i z całą siłą walnęła go w czoło. Musiał mieć twardą głowę, bo nadal stał, ale oczywiście był oszołomiony i to wykorzystała Wiatr. Snopek zauważyła coś w jej oczach, czego nigdy jeszcze nie widziała.

     – Smołko, nie!

     Wiatr nie usłuchała. Najpierw złamała z głośnym chrzęstem, jego rękę w łokciu. Po ułamku chwili jej niskie yoko- geri przełamało jego prawą nogę w kolanie. Słychać było okropny chrzęst łamanych kości. Rosły młodzian padł z nienaturalnie wygięta nogą i prawicą. Złe błyskawice strzelały z jej oczu. Fala poczuła, co chce zrobić Wiatr.

     – Nie rób tego. Nie będę mogła żyć bez ciebie.

     Wiatr uklękła nad nieprzytomnym z bólu chłopakiem i szykowała pięść, by mu złamać tchawicę, co z pewnością pozbawiłoby go życia. Brunetka spojrzała na Fale i odpuściła. Było po wszystkim. Sandra i Kira stały blade.

     – O kurwa, w życiu czegoś takiego nie widziałam. Chciałaś go zabić, widziałem w twoich oczach.

     Wiatr popatrzyła na Sandrę.

     – Nie jesteś brzydka, pamiętaj. Chodźcie, odwieziemy was do domu.

     Doszły do motorów. Przy leżących zebrał się tłumek, ludzie robili zdjęcia swoimi komórkami... Kiedy ruszyły, słychać było dźwięk syren policyjnych.
Po dwudziestu minutach dojechały. Dziewczyny mieszkały razem w dość biednej dzielnicy.

     – Wejdźcie, musimy was opatrzeć.
     – Przegięłyśmy, Snopku. Też go chciałaś zabić, jesteśmy szalone.

     Potem już nic się nie odzywały. Sandra zajęła się Wiatr, a Kira Falą.
Po piętnastu minutach wyglądały już lepiej. Sandra zrobiła herbaty. Kiedy Fala ją piła czuła jak szczypie ją w środku buzia. Zbierały się do wyjścia.

     – Na pewno nie chcecie zostać?
     – Musimy lecieć. Pewnie was będą przesłuchiwać.
     – Myślisz, że będzie sprawa? – zapytała Kira.
     – Z całą pewnością. Ten facet może nigdy nie będzie chodził.


     Za dwa dni przyjechała policja. Najpierw okazało się, że szatyn to wicemistrz Kalifornii Full-kontaktu. Lekarze stwierdzili, że może zacznie chodzić po roku. O karierze sportowej może zapomnieć. Dziewczyny miały sprawę. Zeznania Sandry i Kiry troszkę pomogły. Gdyby nie nóż po stronie poszkodowanych, wyrok byłby wyższy. Sędzia uznał przekroczenie zasad obrony i skazał Wiatr na dwa lata w zawieszeniu, Fala otrzymała wyrok pół roku. Obrońca dziewczyn złożył odwołanie. Pieniądze ojca Jacksona zrobiły swoje. Ostatecznie Zapłacono odszkodowanie dla dwóch najbardziej poszkodowanych w wysokości 950 tys. dolarów dla byłego mistrza pełnego kontaktu i 75 tys. dla blondyna. Fala została uniewinniona, a Wiatr skazano na pół roku domowego aresztu.

     Dziewczyny pierwszy raz miały bardzo poważną rozmowę z rodzicami i dziadkami. Nie odzywały się wiele. Zostały zawieszone na rok w szkole. Oczywiście inne strony mediów chciały zrobić z nich gwiazdy, ale to w ogóle nie interesowała ani Wiatr, ani Falę.

     – Trzeba było nam nie iść do tego klubu – powiedziała Fala.
     – To mogło się wszędzie zdarzyć.

     Całymi dniami siedziały razem w pokoju. Jackson wynajął im luksusowe condo w dobrej dzielnicy.

     – To poważna sprawa. Najmniejsza wpadka i obie lądujecie w więzieniu – powiedział Jackson.
A mamy jechać w wakacje do Tajlandii.

     – My nie chcemy lecieć do Tajlandii, planujemy łazić po Wielkim Kanionie.
     – Gdyby nie pieniądze ojca, siedziałbyś w więzieniu. Bez dyskusji. Będzie mnie to kosztować. Wychowałem złą dziewczynę. A ty Fala nie jesteś lepsza.

     Wiatr chciała coś powiedzieć, co nie poprawiłoby sytuacji, ale Snopek ją powstrzymała.

     – Poprawimy się, Jackson. Nigdy już nie nazywaj swojej córki, złą. Nigdy. Rozumiesz?

     Zły ogień palił się w jej cudnych oczach. Jackson poczuł strach.
Potem postanowili wynająć im apartament. Ponieważ dziewczyny i tak mało wychodziły, załatwiono im codzienną dostawę jedzenia. Miały mały ogródek. Poza Kira i Sandrą, które wpadały raz na miesiąc, nikt ich nie odwiedzał. W niedziele jechały do rodziców na obiad.
Wiatr bardzo zabolały słowa ojca. Zmieniła się i zamknęła w sobie. Godzinami siedziała i patrzyła w dal. Snopek bardzo się o nią martwiła.

     – Co mogę dla ciebie zrobić, kochanie – zapytała w końcu Fala.

     Wiatr patrzyła na nią dobre pięć minut, zanim otworzyła usta.

     – Nic nie możesz zrobić. Wiesz, że jesteśmy zdrowo pojebane. Mamy obie agresją w sobie. Tak naprawdę nie potrzebuję ryzyka. Chciałam być z tobą. Tylko tego chciałam. – W jej oczach pojawiły się łzy.
     – Nie mazgaj się – szepnęła Snopek. – Masz mnie. Zawsze.

     Fala zaczęła całować jej oczy. Potem policzki, a potem usta. Wiatr przygarnęła ją do siebie i zaczęły się całować. Najpierw delikatnie potem bardziej namiętnie. Fala rozebrała całkiem Wiatr. Zaczęła całować jej dłonie i całe ręce, potem szyje i piersi.

     – Możesz mnie całować i dotykać, ale nie tam – powiedziała Wiatr i wskazała łono.
     – Dobrze, Smołko. Nie zrobię nic, czego nie pragniesz.

     Wiatr dostrzegła smutek w jej oczach. Blondynka całowała jej tylko dłonie i ramiona. Czarnowłosa zdawała się nic nie czuć. Po godzinie zasnęły.

     Następne dni były podobne. Błękitnooka robiła jedzenie, sprzątała, prała. Wiatr nadal siedziała i patrzyła w jeden punkt ściany, a jeżeli była w ogródku, skupiała wzrok na dalekim punkcie horyzontu albo nieba.
Minął tydzień. Zrobiło się nieco chłodniej na dworze. Zjadły kolację. Fala wyglądała dobrze, Wiatr nieco schudła, może dwa kilogramy. Zasnęły.

     Fala poczuła coś na twarzy. Otworzyła oczy. Lampka nocna oświetlała pokój. Wiatr siedziała nago na łóżku. Czasami spały razem, a innym razem na swoich łózkach. Kiedy Wiatr dostrzegła, że jej przyjaciółka się obudziła, uśmiech wykwitła na jej buzi.

     – Dawno nie widziałam uśmiechu na twojej ślicznej buzi – szepnęła Fala.
     – Wybacz, że cię wtedy odrzuciłam, chcesz mnie nadal?
     – Nie odrzuciłaś mnie, a czemu mam cię chcieć? Mam cię. Cały czas.
     – Pytam, czy chcesz kochać moje ciało. Tak, jestem twoja. Zawsze.
     – Chyba czujesz, nie musisz pytać. Wiesz, że od dawna jesteś jedynym powodem, dla którego żyję.

     Już wielokrotnie widziały swoje ciała, ale tak jak teraz pierwszy raz. Były całkowicie oddane sobie. Odkrywały z radością, co najbardziej sprawiało im rozkosz. Od tej nocy powtarzało się to często.

______________________________________________________________________________


     Przyszła wiosna i w końcu lato. Rodzice zwrócili uwagę, że Wiatr jest szczęśliwsza. Rozmawiała więcej i stała się łagodniejsza. Oczywiście nie domyślili się powodu, bo dziewczyny ani o ułamek nie zmieniły swojego zachowania. Przy innych ani nawet kiedy były same. Różnica była wyraźna przy intymnym zbliżeniu. Żadna z nich nie była stroną męską. Obie pozostały całkowicie kobiece. Jackson załatwił dwutygodniowy pobyt dla wszystkich w pięknej części Tajlandii. Fala i Wiatr chciały być w Wielkim Kanionie Kolorado, ale nie chciały już kłótni i udawały, że wszystko jest w najlepszym porządku.
Cała rodzina ze strony Wiatru i Fali pojechała na Koh Sanui, tą piękna wyspę Tailandii. Oczywiście wszystko finansował ojciec Jacksona. To miał być prezent z jego strony na zakończenie swojej oficjalnej pozycji jako właściciela i CO swoich naftowych interesów. Wynajął ponad 150 metrów kwadratowych pokoje, z prywatną plażą i basenami. Hotel ten kosztuje 930$ za noc. Mieli być tam dwa tygodnie. Oczywiście jak to bywa w życiu, sprawy wynikły i w drugim tygodniu pozostał tylko Scott, jego żona Jane i ich córka Fala. No i oczywiście jej miłość, przyjaciółka i powód, dla którego żyła, Wiatr.
Dziewczyny nudziły się, ale przynajmniej miały siebie. Wszystko wyglądało super. Pokoje, jedzenie i plaże. Czyste niebo i idealny ocean. Dziewiątego dnia zaczął się sztorm. Zupełnie niezapowiedziany. To bardzo bezpieczny rejon pogodowy. Co prawda nawiedziło go tsunami w 2004 roku, ale nie spowodowało strat, jak na Sri Lance gdzie zginęło ponad dwieście tysięcy ludzi. Teraz fale były ogromne i słychać było ryk wiatru.

     Oczy Fali się zaiskrzyły.

     – Idziemy pływać, Smołko.
     – Coś ty wariatko, jest sztorm!
     – Masz stracha?
     – Nie, ale to niebezpieczne.

     Fala zaczęła się śmiać.

     – I ty to mówisz? Poważnie? Niebezpieczne? Co robimy bezpieczne?
     – Dobra wariatko, idziemy. Tylko żeby nikt nas nie widział.

     Pobiegły w kostiumach. Fale były wysokie. Wejść do wody nie było łatwo, a co dopiero pływać. W końcu zaczęły zmagać się z falami. Trzymały się blisko, ale szalejące fale starały się je rozdzielić. Po dziesięciu minutach zdecydowały się wrócić, ale nie mogły. Tworzyły się zawirowania i ocean wciągał je dalej. Nie były daleko. Może sto metrów od brzegu. Były silne i wysportowane, ale kto pokona szalejący ocean? Poczuły, że to ich ostatnie chwile. To, że umierają, nie było istotne. Od dziesięciu lat codziennie zaglądały śmierci w oczy. I drwiły z niej. A teraz walczyły o życie, ale o coś zdawały się walczyć bardziej. Żeby być obok w tej ostatniej chwili, ale sztorm miał inne zdanie. Kiedy zachłystując się słoną wodą, udało im się w końcu zbliżyć na metr, jedna fala odrzucała je na dziesięć albo i piętnaście metrów.

     – Smołko, tonę – udało się krzyknąć Fali.
     – Snopku, nie dawaj się, wytrzymamy.

     Spieniona fala pochłonęła Wiatr, ale po sekundzie udało się jej wypłynąć.

_____________________________________________________________________________________


     – Gdzie dziewczyny? – zapytał Scott.
     – Są w pokoju – odrzekła Jane.

     Do pokoju wbiegł chłopiec hotelowy.

     – Panie Clark, wasze córki toną!

     Jane i Scott wybiegli na dwór. Deszcz padał, wiatr hulał. Scott wyprzedził żonę i biegł w kierunku plaży. Dostrzegł złote włosy Fali. Zobaczył też Wiatr. Wskoczył bez wahania w niebezpieczną wodę. Mimo wysiłku udało mu się zbliżyć tylko kawałek. Parł naprzód. W końcu po pięciu minutach była niedaleko. Wiedział, że sam ma małe szanse. Dziewczyny znajdowały się blisko siebie. Nie dostrzegł strachu, tylko nadludzkie zmaganie na ich zalanych wodą twarzach. Nagle boczna fala odrzuciła jego córkę na piętnaście metrów. Obie znikły pod wodą. Z wielkim, prawie niemożliwym wysiłkiem zanurkował. Ile to trwało? Pół minuty, minutę. Półprzytomny chwycił czarnowłosą. Była nieprzytomna. Udało mu się wypłynąć. Jak na ironię ogromna fala wyrzuciła go na piasek wraz z ciałem Wiatru.

     – Sztuczne oddychanie – krzyknął do Jane – płynę po Snopka.

     Jane zaczęła sztuczne oddychanie i jednocześnie masaż serca. Po dwóch minutach Wiatr zaczęła kasłać. Otworzyła oczy. Spojrzała na Jane

     – Snopek?!
     – Scott popłynął drugi raz – powiedziała głucho.

     Dziewczyna zerwała się i pobiegła do wody.

     – Nie, Wiatr! Wracaj!

     Scott płynął. Dławił się wodą, nurkował. Poczuł, że wszystko ucieka. Zemdlał.

     Jane patrzyła bezradnie na szalejący żywioł. Nie widziała, że w koło zebrało się kilka osób.
Pierwsza fala wyrzuciła czarnowłosą. Po pół minucie o trzydzieści metrów dalej splecione ciała Scotta i Fali. Pojawili się ratownicy. Znowu Wiatr pierwsza zobaczyła niebo i klęczącego nad nią człowieka. Podniosła się i zobaczyła Snopka i Scotta. Mężczyzna wdmuchiwał powietrze do ust córki. Wiatr dotarła do nich po kilku sekundach. Ktoś pojawił się z maszyną do pobudzania serca. Trzy razy ciało Fali unosiło się gwałtownie po elektrycznym impulsie.

     – Nie żyje – powiedział Tajlandczyk.

     Wiatr odepchnęła go gwałtownie i zaczęła reanimację. Wdmuchiwała powietrze i uciskała klatkę piersiową Snopka.

     – Ona nie żyje, kochanie – szepnął Scott.
     – Kłamiesz, ona żyje! – Wiatr zaczęła bić pięścią w tors Fali.
     – Wstawaj, nie poddawaj się, Żyj!!!

     Próbowali ją odciągnąć. Walczyła. W końcu opadła na ciało umiłowanej osoby.

     – Nie tak, nie tak! Nie tak miało być!

     Jane patrzyła na martwe ciało córki. Scott stał obok.

     – Dlaczego nie ratowałeś jej – powiedziała cicho.

     Scott poczuł ciarki.

     – Wiatr była bliżej.

     – Co powiedziałeś? – Jane podniosła głos.
     – Nie miałem szans ratować ich obu, Wiatr była bliżej, sam mogłem zginąć!
     – Zabiłeś ją – szepnęła blada Jane. – Zabiłeś moją córkę.

     Teraz Wiatr stała obok.

     – Dlaczego nie dałeś mi umrzeć. Ja nie będę żyła bez niej. Ona jest dla mnie jedynym sensem życia.
Wiatr wydała krzyk rozpaczy. Scott odczuł ból. Wiedział, że jego umiłowana dziewczynka już nigdy nie klepnie go w ramie, nie przytuli, nie pocałuje policzka. Wiatr leżała na martwym ciele kochanki i jedynej miłości. Płakała.

     – Boże, dlaczego mi ją zabrałeś? To ja powinna umrzeć. I tak nie będę żyła. Zabrałeś mi ją! Teraz spalę Twój świat.

*

     Tydzień potem odbył się pogrzeb Fali. Wiatr nie płakała. Miała na sobie czarną sukienkę za kolana, czarny welon na twarzy, a w dłoni trzymała białą różę. Zanim trumna została spuszczona na dno ciemnego dołu podeszła i położyła kwiat na orzechowej trumnie.

     – Niedługo się spotkamy, umiłowana.

     Nie doczekała końca. Pobiegła do swojego motoru. Mokry czarny jedwab przyklejał się do jej ciała. Ruszyła...  

     Jane stała blada jak trup. Scott stał obok. Jackson i Tracy płakali, jakby to ich córka umarła.

     – Jane – szepnął Scott.
     – Nie ma już Jane, odeszła wraz z Falą.

     Podeszła do drugiej pary.

     – Tak mi przykro, Jane – powiedział Jackson.
     – To twoja wina – zasyczała Jane. – Chciały jechać do Kolorado, ty i twój tatuś uparliście się na tę przeklęta Tajlandię.
     – Co ty mówisz, Jane! One mogły zginąć każdego dnia – podniosła głos Tracy.
     – Zamknij się, też jesteś winna. Wszyscy jesteście winni. Oddajcie mi moją słodką dziewczynkę! Oddajcie mi ją!!

     Scott chciał ją uspokoić. Szarpnęła się i zasyczała.
     – Nie dotykaj mnie. Ty ją zabiłeś, wolałeś uratować tamtą.
     – Co mówisz, Jane. Kochałem Snopka jak ty, a może więcej.
     – Więcej? Jak śmiesz tak mówić! Ja ją nosiłam dziewięć miesięcy pod sercem, ja ją karmiłam piersią. Kto może kochać bardziej niż matka? Zapłacicie mi za to. Wszyscy!

     Psychologowie, z którymi się spotkał Scott, rokowali poprawę u Jane.
Założyła pozew o rozwód i wyniosła się z domu. Wiatr zmieniła zamki w swoim kondominium. Całe dnie leżała i tuliła do twarzy piżamkę Fali. Kupiła ją jej tydzień przed wyjazdem do Koh Sanui. Ponieważ jej okres zawieszonej kary minął, mogła robić cokolwiek, ale nie robiła nic. Mało spała, nie myła się i mało jadła. Raz odwiedziły ją Sandra i Kira. Wpuściła je, ale się nie odzywała. Pozwoliła się jedynie przytulić na moment. Nawet wówczas trzymała różową piżamkę Snopka.

_____________________________________________________


     Minął miesiąc. Wiatr wzięła prysznic, uprała ubranie, zrobiła porządek. Ubrała się w czarne dresy i wzięła się za trening. Po tygodniu przybrała, na wadzę, odzyskała sprawność.
Tego popołudnia ubrała się jak zwykle. Jeansy, bluzka, kurtka. Zeszła do garażu i zapaliła swój motocykl. Podjechał pod dom Scotta. Zapukała do drzwi. Po minucie otworzył. Nie wygadał dobrze. Miał trzydniowy zarost.

     – O, Wiatr. Wejdź. Zaraz zrobię herbaty albo kawy. Co wolisz?
     – Herbata... może być.

     Siedziała na stołku w kuchni.

     – Jak Jane?
     – Nie odzywa się. Nie zmieniło się nic. Twierdzi, że to ja zabiłem Falę, bo uratowałem ciebie. – Scott zaczął płakać. – Moja kochana córeczka.

     Błękitnooka podeszła do niego i przytuliła go mocno.

     – Uratowałeś mnie, bo byłam bliżej. Ja to rozumiem. Nie mam do ciebie żalu.

     Scott sądziła, że czarnowłosej chodzi, że nie ratował Snopka.
     – Byłaś bliżej, tak obie byście zginęły.
     – Nie mam do ciebie żalu, że mnie uratowałeś. Nic więcej się nie zmieniło.

     Patrzył na nią zaskoczony. Poczuł, że bierze jego twarz w dłonie i po ułamku sekundy poczuł jej usta na swoich. To nie był przyjacielski pocałunek. Scott był tak zaskoczony, że dopiero po chwili oderwał usta.

     – Wiatr dlaczego?

     Uśmiechnęła się i szepnęła

     – Spalę świat.

     Zobaczył, że idzie w kierunku drzwi

     – Poczekaj...

     Zatrzymała się i odwróciła.

     – Znajdziesz mnie, jeżeli bardzo tego zapragniesz – powiedział tylko tyle.

     Spojrzała na niego tak, że poczuł ciarki aż do szpiku kości. Po chwili uśmiech pojawił się na jej ślicznej twarzy

     – Spalę.

     Odwróciła się i wyszła. Stał bez ruchu, usłyszał, jak włącza silnik motoru. Usiadł na stoliku.

     – Boże, co ona zamierza? – ujął głowę w dłonie, a po chwili dotknął palcami ust.

Sapphire77

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i miłosne, użył 3361 słów i 19096 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.

  • Użytkownik Pumciak

    Pięknie napisane opowiadanie czekam na więcej

    8 godz. temu