– Może nie. Przynajmniej odejdzie mu ochota podglądania dziewczynek.
Wiatr pokręciła głową.
– Wchodzisz pierwsza?
Blondynka zaczęła się wspinać na konar. Wiatr trochę się o nią obawiała. Podobnie było pierwszym razem, chociaż wchodzenie na świerk było dużo łatwiejsze. Uspokoiła się, dopiero kiedy Fala dotarła do pierwszych gałęzi. Po chwili zaczęła się piąć do góry. Nie było łatwo. Zdawała sobie sprawę, że upadek z pięciu metrów może zakończyć się tragicznie. Fala czekała.
– Wiesz co Smołko, my jesteśmy zdrowo kopnięte. Co będzie później?
Czarnowłosa tylko się uśmiechnęła.
– Ty się nie martw o później. Mamy zaraz skoczyć.
– Wysoko włazimy?
– Prawie na sam czubek. Gałęzie są tam giętkie. Jak się dobrze odbijemy, wylądujemy o jakieś pięć metrów niżej.
– A jak się nie uda?
Brunetka popatrzyła na swoją przyjaciółkę.
– Uda się. Nigdy nie myśl inaczej. Ja skoczę pierwsza. W razie czego, cię złapię.
– Dasz radę?
– Jesteś moją przyjaciółką. Zdołam.
Wiatr poczuła strach, ale nie tyle, żeby zrezygnować. Były dwa metry od szczytu. Coś jak dziesięciopiętrowy blok. Ziemia wydawała się daleko, a ich rowery małe.
– Teraz albo nigdy – powiedziała chyba do siebie, a może i do blondyneczki.
Odbiła się i poleciała. Fala widziała jej rozwiane włosy. To trwało mniej niż sekundę, ale dla niej czas ciągnął się w nieskończoność. W końcu brunetka dotarła. Pierwsza gałąź nie wytrzymała. Zatrzymała się dwa metry niżej.
– Super. Nie łap samymi dłońmi. Staraj się dłońmi i ramionami. Pewnie porwiesz sukienkę.
Fala nie myślała o ubraniu. To dziwne. Nie myślała o niebezpieczeństwie. O czym myślała? O tym, by być blisko Wiatru. To trwało chwilkę. Celowała nad przyjaciółkę. Zobaczyła zieleń igieł. W sumie nic nie zobaczyła. Czuła jak rwie się jej skóra na dłoniach. Zarejestrowała to, ale nie czuła bólu. Zatrzymała się dwa metry pod przyjaciółką. Teraz poczuła ból. Bolała ją dłoń, żebra i miała otartą skórę na przedramieniu. Rozdarła sukienkę w okolicy brzucha.
– Musimy zrobić to znowu – odrzekła rozradowana.
– Fala, nie! Teraz pomyślałam. To był bardzo głupi pomysł.
Schodziły obolałe. Trwało to wolno. Najgorsze były ostatnie metry. Najniższa gałąź na świerku znajdowała się kilka metrów od ziemi. Na szczęście kora iglastego wielkoluda była łatwiejsza do uchwycenia, przynajmniej można było zaczepić gdzieś palce. Wiatr miała także obtarte dłonie, ale jej ubranie pozostało nienaruszone. Doznała rozcięcia skóry na policzku. Fala miała również podobną ranę na twarzy.
– Będę cię ubezpieczać. Nie schodź, póki nie będę na ziemi. W razie czego cię złapię.
Fala patrzyła, jak Wiatr schodzi. W połowie drogi ześlizgnęła się jej stopa. Na szczęście utrzymała się palcami. Czuła jak jej opuszki krwawią. W końcu zeszła. Patrzyła na Snopka. Fala czuła wszystko. Starała się nie myśleć o bólu. Blondynka schodziła dłużej niż Wiatr. Każdy krok był męką. U niej również palce krwawiły. Obtarła dodatkowo nogę po wewnętrznej stronie lewego kolana. W końcu postawiła stopę na ziemi.
Patrzyły na siebie.
– Oberwie się nam. A jak jeszcze rudy dojdzie, gdzie mieszkamy?
– Myślisz, że zgłoszą na policję?
– To oskarżę go o ... wiesz o co.
Jazda powrotna zajęła im trzy razy dłużej. Dojechały do domu Scotta i Jane. Rezydencja rodziny czarnowłosej była oddalona o prawie dwadzieścia mil. Chciały jakoś przemknąć się niezauważone. Niestety dostrzegła ich Jane.
– Co się stało! Pobił was kto, napadł? Boże, jak wy wyglądacie! – Jej twarz wyrażała trwogę.
– Nic mi nie jest – odrzekła Fala.
– Mówcie szybko, na litość boską! – spojrzała na brunetkę, jakby czuł, że jej córka nie powie nic więcej.
– Skakałyśmy z drzewa – powiedziała Wiatr.
– Boże! – Jane pobladła. Patrzyła na swoją córkę to znowu na brunetkę.
– To było wysoko?
– Sto stóp, może sto dziesięć.
– Nie rozumiem – wyszeptała jeszcze bardziej blada Jane.
– Tam są dwa wysokie drzewa. Dąb i świerk, rosną blisko siebie, jakieś dziesięć metrów od siebie, ale gałęzie się zazębiają. Łatwizna!. Skakałyśmy z dębu na świerk, mamusiu.
– Widzę, że z Wiatr jest lepiej – powiedział jakby zahipnotyzowana. – Jane nie mogła zebrać myśli.
– Mogłyście się zabić. I co byśmy poczęli? Której to pomysł?
– Masz coś na obtarcia, trochę szczypie. Potem ci wszystko powiemy. – Blondynka uznała, że jeśli zajmie mamę pomocą, ta nieco się uspokoi.
Po chwili zostały w samych majtkach. Skóra Wiatru była zaczerwieniona. Poza krwawiącymi palcami nic jej nie było. Miedzianowłosa przesypała proszkiem jej zaczerwienione miejsca i dała miękką bawełnianą piżamę. Gorzej było z Falą. Po chwili miała plastry na torsie, nodze i rękach. Jane nie miała siły robić im awantury.
– Przez tydzień nigdzie nie idziecie. I chce wiedzieć, czyj to był pomysł.
Wiatr chciała otworzyć usta.
– To ja wymyśliłam – szepnęła Fala. – Było cudnie. Mamusiu, mogę brzydko powiedzieć?
– Co takiego?
Jane poczuła się przybyszem z obcej planety. Jej córka i jej jedyna i najbliższa przyjaciółka ryzykowały życie, a wyglądało, że ich to nawet nie wzruszyło.
– Co chcesz powiedzieć?
– Było zajebiście.
– Fala!
– Pani Jane, to był mój pomysł, to ja ją namówiłam.
– Mamusiu nie wierz jej. Pomysł latania pochodził ode mnie.
– Pani Jane, to ja, naprawdę.
Jane puściły nerwy.
– Do pokoju, na górę! Żadnej telewizji, komputera. Nic. Cały tydzień jesteście w domu. Nie wiem, co ojciec powie?
– Będzie z nas dumny, myślę – powiedziała Fala i próbowała się uśmiechnąć, ale zabolał ją rozcięty policzek.
W połowie schodów blondynka się odwróciła.
– I jeszcze coś się stało, mamusiu.
– Nie mów, może nie dojdą kto – szepnęła Wiatr.
Fala już podjęła decyzję i nie zamierzała milczeć.
– Zanim weszłyśmy, miałyśmy przygodę. Bardzo źle wychowany rudzielec chciał zobaczyć moje majtki. Popchnął mnie dwa razy i próbował trzeci.
Jane już czuła co się stało.
– I co było dalej?
– Dostał kopa w krocze i rozwaliłam mu nos.
– Kolega go chciał pomścić i musiałam mu dać Yoko Tobi Geri – dodała brunetka.
– Gdzie go kopnęłaś?
– Lekko.
– Gdzie, pytam? – Jane podniosła głos.
– W policzek, naprawdę lekko.
– Na górę. Zobaczymy, co tata powie.
Weszły do pokoju blondynki. Jane usiadła ciężko na fotelu.
– Czy my urodziłyśmy chłopców, czy dziewczyny? Co z nich będzie, kiedy wyrosną?
Całkiem inny problem miały dziewczynki, kiedy weszły na górę i zamknęły drzwi w pokoju Fali.
– Dlaczego powiedziałeś, że to ty? – zapytała Fala
– Jesteś moją przyjaciółką, musiałam wziąć winę na siebie.
– Dlaczego to zrobiłaś?
– Wiesz dlaczego, Snopku.
– Dobra wiem, ja też bym tak postąpiła. Myślisz, że tata będzie bardzo zły?
– Nie myślę. Jesteś jego oczkiem w głowie.
– Wiesz co, ja go bardzo lubię. Mój tata jest fajny, ale twój jest inny.
Brunetka usiadła i patrzyła w ścianę. Fala patrzyła na nią.
– Czy lubisz go więcej niż swojego tatę?
Wiatr popatrzyła na nią uważnie.
– Nie więcej. Tak samo, ale inaczej.
Fala zaczęła się śmiać, ale zaraz przestała.
– Bolą mnie żebra. Wiesz, pomyślałam teraz, że jakbyśmy umarły, to byłoby im przykro.
– Gadasz bzdury. Nie umarłybyśmy obie.
Teraz z kolei Fala popatrzyła na nią.
– Dlaczego tak mówisz?
– Wiatr zachowała się cholernie trzeźwo jak na siedmiolatkę.
– Przecież gdybym spadła, nie skakałabyś, prawda?
Blondynka usiadła blisko Wiatru i powiedziała cicho.
– Zeszłabym ostrożnie i sprawdziła co z tobą.
Wiatr popatrzyła na nią.
– A gdybym nie żyła? Nie płakałabyś, prawda? Tata mówi, że świat jest twardy. Nie można się mazgaić.
Fala mimo bólu położyła głowę na jej ramieniu.
– Płakałabym. Jesteś dla mnie najbliższą istotą.
Wiatr bez namysłu zapytała.
– Bliższą niż mama i tata?
– Oni są dobrzy, ale tak.
Wiatr gładziła jej złote włosy.
– Kiedy ciebie by zabrakło, spaliłabym cały świat z żalu.
Fala się poruszyła i popatrzyła prosto w oczy przyjaciółki.
– Wiesz co Smołko. Kiedy skoczyłam, nie bałam się, ale teraz się boję. Nie mów tak!
– Dobrze Snopku, ale to prawda. Bez ciebie świat by nie był nic wart dla mnie.
Fala poczuła w swoim małym ciele ciepło, a potem gorąco. Pomyślała, że nikt jej nigdy nie sprawi większej rozkoszy od tej, którą teraz poczuła.
Ostatecznie chłopcy ich nie znaleźli, mimo że ich rodzice byli bardzo niezadowoleni. Rudy powiedział, że spadł z roweru. Hiszpan w ogóle się nie przyznał, mimo że dobry tydzień nie mógł normalnie gryźć. Po kilku dniach zapomnieli i nie szukali zemsty. Natomiast dziewięciolatek śnił kilka kolejnych dni śliczna buzię Fali. Bardzo chciał ją jeszcze raz zobaczyć, ale niestety nigdy jej więcej nie widział w swoim życiu.
_________________________________________________
Mijały lata. Dziewczyny urosły. Wczoraj ukończyły szesnaście lat. Jackson pomagał ojcu. Zdecydowali, że za dwa lata przekaże całkowitą kontrolę nad jego majątkiem, a przede wszystkim interesem. Często wyjeżdżał, ale Tracy wciąż była szczęśliwą żoną i matką. Wiatr i Fala nadal pozostały nierozłączne. Czy doświadczenie z dzieciństwa ich coś nauczyło? Tak, więcej ryzykowały. Ich nowa fantazja to skoki ze spadochronu, ale z najpóźniej możliwym otwieraniem czaszy. Doszło do tego jazda na motorze i wyścigi. Wiatr jako bogatsza dostała cacko za ponad 100 tysięcy dolarów. Włoski super motocykl Augusta MV F4 R 312. Fala musiała zadowolić się innym włoskim cackiem Augusta Tamburini. Oba motory osiągały prędkość 300 kilometrów na godzinę. Brunetka miała swój motocykl tylko tydzień.
– Czemu nie powiedziałeś, że kosztuje aż tyle? – zapytała Jacksona. – Wiesz, jak się teraz czuję? Chcę taki sam motocykl jak ma Fala.
I niezbyt zadowolony ojciec sprzedał i kupił taki sam model. Pod kolor oczu mamy. Fala miała zielony, a Wiatr błękitny. W wakacje pojechały razem.
– Tylko uważajcie – prosili rodzice.
Nie było na nie siły. Wyglądało, że nie mogą żyć bez ryzyka. Wybierały miejsca bez radarów, patroli, ale i tak miały szczęście. Czy rodzice nie obawiali się o nie? Oczywiście. Dziewczyny uczyły się samoobrony. Aikido i izraelski system obronny, Krav-maga. Spokojniejsza była Fala, do momentu jak ktoś nie przegiął. Wówczas tylko Wiatr mogła ją uspokoić.
Pojechały w wakacje do stanu Utah, żeby odwiedzić okolicę Słonego Jeziora. Oczywiście to miejsce jest najbardziej znane z siedziby Mormonów. W pierwszej chwili rodzice się wystraszyli, że coś nowego opanowało ich córki.
– Jesteście zainteresowane religią?– zapytał Scott.
– Czemu, tato? – zapytała Fala.
– Jest tam wielu Mormonów.
– Tak wiemy. Po prostu zwiedzamy nasz wielki kraj. W następne lato jedziemy do Wielkiego Kanionu Colorado.
– Och, słyszałem, że mamy wszyscy razem jechać do Tajlandii. W Koh Samui.
– Pomyślimy o tym, tatusiu.
Spakowane i ubrane w motocyklowe stroje pojechały. Miały do przejechania trochę ponad tysiąc kilometrów. Zamierzały pokonać tę trasę w dwa dni. Poza miłością do ryzyka wszystko inne leżało w normie. Nie paliły, nie piły. Żadna z nich nie znosiła makijażu, tatuaży czy dekoracji ciała. Fala nadal kochała sukienki, a Wiatr ich nie znosiła. Uczyły się dobrze. Kiedy pytali je o przyszłość, zgodnie odpowiadały, że dzisiaj jest dzisiaj.
Jeszcze jedna sprawa spędzała sen z oczu obu rodzicom. Nie miały żadnych większych kontaktów z chłopcami. Nigdy nie szły na zabawy w klubach, domówki czy inne spotkania. Tracy bardziej zajęła się tą sprawą i stwierdziła, że z pewnością dziewczyny też je nie interesują. One oczywiście zdawały sobie ze wszystkiego sprawę.
Jechały z dozwoloną prędkością. Po siedmiu godzinach zjechały z autostrady numer 15 i skręciły w pobliżu Cove Fort w drogę numer 70, by zatrzymać się w parku narodowym Fishlake. Była to oaza świeżej wody z gór. Miały możliwość powspinać się po górach albo po prostu pochodzić. Rozbiły namiot w środku bezludnej okolicy z dala od szlaków. Jadły wcześniej, więc zabrały tylko wodę, chociaż niedaleko płynął strumień.
– Pięknie tu, nie uważasz? – zapytała Fala.
– Będziemy włazić na skały? – pominęła jej pytanie, Wiatr.
– Chciałabym tu pobyć do rana.
– Jasne, jest super. Tak zrobimy.
Rozbiły namiot. Położyły koc obok i patrzyły na niebo.
– Wiesz, że Tracy sprawdzała, czy nie jesteśmy zwolenniczkami kobiet? – odezwała się Wiatr.
– Tak. Mamy szesnaście lat i nie mamy chłopaków, a więc jesteśmy lesby.
– Wiesz, że oni poznali się w tym wieku?
– Tak, słyszałam. Scott chodził pół roku z Tracy, a Jackson z twoją mamą.
Milczały.
– Lubisz chłopaków? – zapytała Fala.
– Nie mam nic do nich. Paru pobiłyśmy, tylko to.
– Ale może nie wszyscy są tacy – odrzekła Fala.
– Szukaj, jak chcesz. Mnie się podoba jeden, ale jest zajęty.
– A więc jednak – powiedziała smutno blondynka.
Wiatr wyczuła powód smutku. Przekręciła się na bok i spojrzała na Falę.
– Głuptas, nikt nie zajmie twojego miejsca w moim sercu.
– Chcesz powiedzieć, ze mnie kochasz? – ucieszyła się Fala.
– Jesteś nienormalna czy co? Pewnie, że tak. Od czasu jak pamiętam.
– Kręcę cię? – Fala widocznie chciała wiedzieć coś nieco dokładniej.
– Snopku, coś z tobą nie tak?
– Czemu, ja czasem myślę o tobie w ten sposób.
– Och, a więc jednak. Śpię dzisiaj na zewnątrz – roześmiała się Wiatr.
Fala patrzyła na nią uważnie.
– Naprawdę na ciebie nie działam?
– Głupia blondynka – Wiatr zrobiła nieco zagniewaną minę.
Fala poczuła łzy w oczach i odwrócił się na bok.
– Nie mazgaj się – brunetka od razu pożałowała swoich słów.
– Wcale nie płaczę – Snopek wytarła szybko policzki i przykleiła sztuczny uśmiech.
Leżała odwrócona tyłem do Wiatru, ale znała brunetkę jak siebie i wiedziała co się zaraz stanie.
Wiatr przekręciła ją ostro na plecy i pocałowała namiętnie w usta. Fala otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia.
– Co robisz?
– Nie zadawaj głupich pytań. Pocałowałem cię. Jak bardzo chcesz, jestem twoja. Chcesz zniszczyć coś pięknego, proszę bardzo. – Fala zauważyła, że Wiatr zaczyna rozpinać guziki koszuli.
– Co robisz! Ja tylko zapytałam, czuję to samo co ty. Jesteś dla mnie wszystkim. Nie potrzebuje nikogo, tylko ciebie. Brałam to pod uwagę, gdybyś chciała, mogłabym być z tobą bardzo blisko...
– To jesteś totalny głuptas. Ja odczuwam dokładnie to samo. Wcale mi to nie potrzebne, ale dla ciebie zrobiłabym wszystko. Myślałam, że wiesz. I wybacz, co powiedziałam wcześniej. Jesteś bardzo mądrą blondynką. To, że jesteśmy mocno pieprznięte to inna sprawa.
Fala patrzyła na nią i pocałowała ją delikatnie w usta.
– Czuję się z tobą szczęśliwa. Nie potrafię się określić. Nie chcę nikogo, bo mam ciebie, ale jakbyś zdecydowała się z kimś być, to nie byłabym przez to nieszczęśliwa. Pod warunkiem że ty byłabyś szczęśliwa.
– Odczuwam dokładnie to samo. Wiesz, że czuje to od czwartego roku życia? Troszkę się martwiłam wtedy pod tym wielkim dębem. Prosiłam Tego u góry, żebyś nie spadła.
– Wierzysz, że jest tam?
– Wierzę, że jest wszędzie.
– To ciekawe. Nigdy o tym nie myślałam, ale wezmę to pod uwagę.
– Co weźmiesz pod uwagę?
– No, że jest wszędzie.
– Tak jest napisane.
– Gdzie?
– W Biblii.
– Nie jest, pokaż mi.
– Nie mam ze sobą.
– Dziwne, bo ja mam. Może być, ale nie musi. Chodzi o to, że On jest, który nie Jest. Może więcej niż, że jest, który Jest.
– Chyba masz rację – powiedziała Fala po krótkim namyśle.
– To mogę spać spokojnie w namiocie – uśmiechnęła się Wiatr.
– Po co pytasz, przecież wiesz, ale powiedziałaś, że podoba ci się jeden chłopak.
– Jest zajęty, to też powiedziałam.
– Znaczy, że jakby nie był, byłabyś z nim?
– Nie, głuptasie. Będę z tobą do końca życia. Do chwili jak będziesz tego chcieć.
– Czyli mnie kochasz?
– Pytałaś sklerozo.
– Pamiętam, powiedziałaś: jak długo pamiętasz, ale nie powiedziałaś co.
– Chyba wiem, o co ci chodzi.
Wiatr wstała i zaczęła zbierać kwiaty z pobliskiej trawy. Po chwili wróciła.
– Takiego wyznania nie można robić z pustą ręką. To dla ciebie, umiłowana. Kocham Cię więcej niż swoje życie.
Fala uśmiechnęła się ślicznie.
– Ja ciebie też bardzo kocham. Mogę cię pocałować, bo nic nie mam?
– To rusz dupsko i pozbieraj mi kwiatki. Każda kobieta lubi kwiaty, nie tylko ty.
Fala się uśmiechnęła i wstała. Po chwili wróciła ze sporym bukietem.
– Poświęcimy jedną butelkę, bo szkoda ich – spojrzała na kwiatki.
– Jasne Smołko, nie ma sprawy.
Po chwili kwiatki stały obok w butelce, a one leżały, trzymając się za ręce i patrzyły w niebo.
– Smołko?
– Czego, marudo.
– Kto to jest?
– Nie chcesz wiedzieć.
– Powiedz.
– A nic nie powiesz?
– Obiecuję.
– Głuptas, nie wiesz, w co się pakujesz. To Scott.
Fala poczuła jakby dostała solidną patelnią w czoło.
– Mój tata?
– Twój tata. Zgadza się.
– W tym sensie?
– Całkowicie.
– Rety!
– Miałaś nie marudzić.
– Nie marudzę. Chyba od niedawna?
– Mylisz się. Dziewięć lat. Pamiętasz ten dzień. Ten skok z drzewa. Pamiętasz, co było, kiedy przyszedł?
– Nie.
– A szkoda. Zakochałam się w nim właśnie w tamtej chwili, ale widać udało mi się ukryć, bo nawet ty się nie kapnęłaś.
– Twój też mi się wydaje fajny, ale to co innego.
– Zgadza się, ale wiesz co? Zaczynasz marudzić. On kocha twoją mamę i podoba mu się jeszcze jedna kobieta.
– Ty.
– Jesteś prawdziwą blondynką. Czy on wygląda na zboka?
– Nie, jest super. Skądże. Kto?
– Po co masz oczy? Tracy.
– Twoja mama?
– Chcesz mnie, Fala? Bo wolę to niż gadanie z tobą o tym.
Snopek zerwała się jak oparzona.
– No wiesz, jak możesz!
– Ok, wybacz. To było głupie. Wybacz – Smołka uznała, że drugi raz w ciągu kilkudziesięciu minut dotknęła wrażliwą duszę Fali.
Fala wróciła na koc. Wyglądało, że jednak to, co powiedziała Wiatr, tak bardzo nie sprawiło jej przykrości.
– Skąd ty to wiesz? A ja nic nie widzę. Poza tobą oczywiście.
– Jesteśmy trochę inne, Snopku.
Wiatr znowu i pocałowała ją w usta. A blondynka patrzyła na nią.
– Jesteś cholernie ładna, wiesz.
– Tak brzydka, nie jestem. I zgrabna i niegłupia. Prawda jest taka, że ty we wszystkim jesteś lepsza. Jesteś piękniejsza ode mnie, zgrabniejsza i mądrzejsza, tylko w tej sprawie jakoś masz zaległości. Przecież zwykle wszystko łapiesz szybciej.
Dłuższa wypowiedź brunetki chyba na nią wpłynęła, bo zapytała.
– Poważnie myślisz, jestem od ciebie ładniejsza?
– Tak, chociaż mi nic nie brakuję. Wiesz co, przestańmy. Bo w końcu się nakręcimy, będzie to, a obawiam się, że wszystko by się popsuło.
– Sądzisz, że jakbyśmy miały seks ze sobą, to by to zniszczyło naszą relację?
– Wiem, że by było inaczej. A ponieważ tak jak jest, jest doskonale, to tak. Popsułoby. To, co mamy teraz, jest piękne.
Fala długo patrzyła w jej twarz.
Snopek bardzo chciała być bardzo blisko z Wiatrem, ale miała dylemat. Chciała widzieć całe jej ciało bez ubrania, pragnęła dotykać i niekoniecznie po sferach intymnych, całować również wszędzie, bez tych miejsc, ale jako nie głupia czuła, a raczej wiedziała, że tak by się nie dało. Któraś z nich by nie wytrzymała i zaczęłyby seks. Fala nie bardzo wierzyła, że COKOLWIEK mogłoby zniszczyć ich relacje, ale nie zamierzała forsować tego tematu i objaśniać Smołce, o czym teraz myślała. Zamiast tego powiedziała coś innego.
– Masz rację. Miłość to bardzo dziwna rzecz. Piękna, ale dziwna. Czemu tam jedziemy?
– Snopku coś z tobą nie tak? Mamy wypróbować te fury – wskazała głową ich motory.
– A jak nas złapią?
– To dziadek będzie zły. Zapłacą dużą kaucję i zabiorą nam nasze stalowe rumaki. Nie mogą nas złapać. Chcę wyciągnąć trzy setki, a to nie będzie łatwe. Bo istnieje opór powietrza, rozumiesz? Wiatr!
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.