Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Sztorm serca cz. 4

     Zrobiło się chłodniej. Zanim poszły do namiotu, załatwiły swoje potrzeby.
     
     – Nie zaszkodzi kwiatkom? – Fala wyglądała na bardziej wzruszoną cała tą rozmową.
     – Nie wiem, mam nadzieję, że nie – Wiatr zaczęła rozsuwać śpiwór, a po chwili zasuwały już namiot.
     – Czy tu są niedźwiedzie?
     – Snopku, kochanie. Pewnie, że są. W każdym większym lesie są. Mam pistolet. Jak sobie nie pójdzie, to ubije misia. Wolałabym jednak nie. Szkoda zwierzaka.
     – Masz pistolet? Nie masz pozwolenia, to nielegalne.
     – Robiłyśmy już par rzeczy nielegalnie. Mamy jechać 300 kilometrów na godzinę. To też nie jest legalne.
     – No tak. Może nie przyjdzie. W razie czego będziesz mnie bronić, tak?
     – Snopku?
     – Co?
     – Zdejmuj wszystko z siebie, zrobimy to.
     – Nie Smołko, nie teraz. Nie tutaj.
     – To się zamknij i przestań marudzić. A jak nie to ci stłukę dupsko.
     – Okej, już się zamykam. O której wstajemy? – blondynka się uśmiechnęła.

     Pomyślała, że może jednak jeszcze pomarudzi... Poczuła, że bardzo by chciała być blisko ze Smołką w ten bardzo intymny sposób.
     
     – O piąta. Śpij już. Kocham cię. Teraz to powiedziałam wyraźnie, a w tym słowie mieści się wszystko.
     
     Fala cmoknęła jej policzek i wtuliła się w jej plecy. Miały dwa śpiwory, ale postanowiły bez słownie spać w jednym. Wiatr odczuwała wielką radość. Czuła się taka szczęśliwa. Misie nie odwiedziły ich namiotu ani nawet okolicy.

     Wyruszyły parę minut po piątej. Przepłukały się w strumyku. Ruszyły.
W mieście Słonego jeziora wzięły hotel. Umyły się i zjadły dobry obiad. Jeszcze tego wieczoru wykonały swoje zamierzenie. Na jednej czwartej mili Fala wyprzedziła ją o całą długość motoru. Osiągnęły szybkość 310 km/g. Dokonały tego w Toolele County blisko Wendover. Pobyły jeszcze jeden dzień i postanowiły wracać.

___________________________________________________________________________________


     Tracy czuła, że nie może poradzić sobie ze zmartwieniem. Ostatnio Jackson wciąż wyjeżdżał, a teraz doszła ta wycieczka dziewczyn. Kiedy dowiedziała się o ich wyczynie dziewięć lat temu, mało nie zemdlała. Potem wszystkie ich pomysły bardzo przeżywała.
Miały wrócić za dwa dni. Spodziewała się chociaż wiadomości. Jakson dzwonił, że wróci również dopiero za dwa dni. A Tracy nie chciała być sama. Rodzice męża pojechali na Alaskę, a jej rodzice zwiedzali Europę. Nie miała wyboru i zadzwoniła do Jane. Ostatnio się nie odwiedzali. Wyczuła, że Jane i Scott przeżywają mały dołek. Wystukała numer. Odebrał Scott.
     
     – Hej. Jest Jane? Takie babskie sprawy.
     – Nie ma. Mieliśmy małą sprzeczkę i postanowiła polecieć na kilka dni do rodziców.
     – Dalej mieszkają w Tacoma?
     – Tak, ale planują przenieść się do Portland.
     – Rozumiem. Fala dzwoniła?
     – Nie, a Wiatr?
     – Też nie. Nawet nie dostałam sms–a. Troszkę mam zły czas, ale nie będę przeszkadzać. Daj znać, jak wróci, Jane.
     
     Wyłączyła się. Dopiero po chwili pomyślała, że właściwie mogłaby porozmawiać ze Scottem. Chciała zadzwonić, ale on ja uprzedził.
     
     – Wiesz co Tracy, może się spotkamy.
     – Właśnie miałam zadzwonić. Nie bardzo chce mi się ruszać. Może wpadniesz do mnie. Zrobię coś lekkiego do jedzenia i wypijemy po lampce wina.
     – Dobry pomysł. Będę za godzinę.
     
     Przerwał połączenie. A chciała jeszcze chwile porozmawiać. Pomyślała, że porozmawiają, kiedy wpadnie.
Zaczęła przygotowywać jedzenie. Pomyślała coś i to ją z elektryzowało. Przyszła jej głupia myśl, że chciałaby przypomnieć sobie, jak smakują jego usta. Poprawiła sukienkę, zastanowiła się, czy powinna się podmalować, ale przecież nigdy tego nie robiła.

     Przyjechał po pięćdziesięciu minutach. Pocałował jej policzek i dał tuzin róż.
     – Jackson się zapyta skąd – spojrzała mu prosto w oczy.
     – Powiesz, że ode mnie. To nie przestępstwo.
     – Żartowałam, powoli zaczyna kochać więcej miliony, niż mnie.
     – Nie przesadzaj. To pewnie mały kryzys, każde małżeństwo to ma.
     – Może masz i rację. Siadaj, zaraz podaję. Nastaw coś do słuchania.

     Scott poszukał jakiejś miłej muzyki. Usiadł. Tracy podła ziemniaki, łososia i surówkę. Postawiła dobre francuskie wino. Rozmawiali o jego pracy, Jacksona, a potem o dzieciach.
     – Mogłaby napisać, co by ja to kosztowało – znowu spojrzał na bruneta., a on na nią.
     – Pamiętasz nas? Też nie dawaliśmy znaku. Teraz to się na nas odzywa.
     – Nas. Miło to zabrzmiało.
     – Też masz sentyment?
     – Jasne. – Tracy przygryzła usta, a Scott to dostrzegł.
     – Coś mi chcesz powiedzieć? – wyczuwał ale nie miał całkiem pewności.
     – To głupie. I nie wiem, co sobie pomyślisz.
     – Co mam pomyśleć. Znamy się osiemnaście lat. Mów.
     – Jak przygotowywałam obiad, zaraz po twoim telefonie pomyślałam sobie o naszych pocałunkach. Pomyślałam, jak po tylu latach smakowałyby twoje usta.
     Szatyn popatrzył na byłą dziewczynę.
     – Szczerość za szczerość. Też coś takiego pomyślałem wczoraj.

     Tracy poczuła dziwne uczucie. Zastanowiła się, czy dobrze się stało, że to powiedziała, ale w oczach Scotta nie zauważyła niczego innego.

,,To jest wciąż ten sam chłopak" – pomyślała.

     – Przecież przez jeden pocałunek chyba się nie zawali świat, nie sądzisz?
     – Chyba nie. Tylko pytanie, czy ma to być tajemnicą? – zapytała.
     – Może lepiej nich będzie – odrzekł.
     – Miła muzyka, potańczymy?
     – Mam wielką ochotę, Tracy.

     Podszedł i wziął jej rękę. Po chwili tańczyli. Najpierw w lekkim oddaleniu, w końcu nie była pewna czy on ją przyciągnął, czy raczej sama się wtuliła w jego ramiona.
     
     – Jest dobry nastrój, żeby spróbować – szepnęła.

     Poczuła jego usta. Odebrała to jako uroczy pocałunek.
     
     – Miło, prawda?
     – Tak Tracy. Powtórzymy?
     – Tak, możemy.

     Teraz już wiedziała, że na tym się nie skończy. On wyczuł, że jest podniecona. Zaczęli się całować.
Pocałunek był bardzo namiętny, jednak oboje wiedzieli, że mogą się zatrzymać. Tylko że ani ona, ani on nie chcieli tak zostawić. Widział to w jej oczach. Zaczął rozpinać jej sukienkę. Tym razem zdjął z niej wszystko. Wiedziała, że Scott tego chce. Nie przyszło jej do głowy, że właśnie zdradza Jacksona, a wręcz czuła się dobrze. Lekka i wolna.
Kiedy skończyli, wcale nie czuła się inaczej. Pomyślała nawet, czy to złe co się stało. Uznała, że w sumie to powinno się stać osiemnaście lat temu.

     – I co teraz? – zapytał Scott.
     – Nie rozumiem, co masz na myśli?
     – No, że zdradziliśmy naszych partnerów.
     – Och, tak to odebrałeś? – lekko się zdziwiła.
     – A ty, nie?
     – Nie.

     Scott zaczął gorączkowo myśleć.
     
     – To znaczy, że nie miałabyś nic przeciwko, jakby Jackson to zrobił z Jane?
     – Nie. Jakby chciał i ona. Czemu miałabym być? Myślałam, że chciałeś mnie. Nie chodziło mi o seks ani o przyjemność.      Taką miałam zawsze z nim.

     Scott zaczął rozważać jej słowa.
     
     – Chyba rozumiem. To było przyjacielskie. Teraz to czuję. Nie sądzę, bym mógł to zrobić z kimkolwiek innym do czasu, jak Jane żyje.
     – O, więc należysz do ludzi, że rozwód nie wystarczy?
     – Nie widzę powodów, żebym miał się rozwieźć. – Tracy popatrzyła na niego, wsparłszy się na łokciu.
     – Mogę cię prosić o jedno?
     – Tak.
     – Powiedz jej o tym, a ja powiem Jacksonowi, kiedy wróci. No może nie w drzwiach.
     – Dlaczego tego chcesz?
     – Bo nie czuje się winna. Poza tym, jeżeli coś w nich jest, to też to zrobią.
     – Dla rewanżu?
     – To byłby bardzo niski powód. Ja chciałam być z tobą. Może ta sytuacja temu pomogła. I myślałam, że ty tego też chciałeś.
     – Chciałem. Nie poleciałem na ciało. Tak jak i ciebie Jackson, Jane mnie całkiem satysfakcjonuje. Kocham ją nadal. Nic się nie zmieniło. Przynajmniej teraz tak czuję.
     – To dobrze, bo zaczęłam się martwić. Zostaniesz na noc?
     – A chciałbyś?
     – Tak.
     – A co będzie rano?
     – Na razie jest wieczór.
     
     Zadzwoniła jej komórka.

     – To Wiatr – szepnęła do Scotta.

     Ułożyła ciało w pozycji siedzącej.

     – Hej kochanie. Dobrze, że dzwonisz.
     – Jesteśmy Salt Lake Cité, wcześniej był słaby zasięg. Spałyśmy w namiocie i Fala bała się, że przyjdą niedźwiedzie.
     – Wszystko dobrze, jechałyście uważnie?
     – Tak, jutro mamy zamiar się pościgać. Pewnie Snopek wygra. Chcemy pojechać, jak najszybciej się da, ponad 300.
     – Boże!
     – Nie martw się. Wszystko będzie dobrze. Jesteś z kimś?

     Trace poczuła, że krew odpływa z jej twarzy.

     – Taty nie ma.
     – Wiem, bo wysłał mi sms–a. Powiedz...

     Tracy miała chwilę, by podjąć decyzję.

     – Jest ze mną Scott.
     – Tak właśnie czułam.

     Brunetka się wystraszyła.

     – Jak to czułaś? Co czułaś? Dlaczego?
     – Jesteś pewna mamo, że chcesz to usłyszeć?
     – Nie rozumiem, co masz na myśli? – Tracy nieco podniosła głos.
     – Mówiłaś, że jesteś ze mną szczera, a teraz pogrywasz sobie. Dlaczego?

     Tracy miała kłopot, ale miłość matki zwyciężyła.

     – Byłam z nim blisko...
     – O teraz lepiej. Rozumiem. Powiedz tacie, zrozumie.
     – Tak, kochanie. Jestem zaszokowana.
     – Jest w porządku, pozdrów go, albo lepiej poczekaj, bo Snopek mi wyrywa telefon.
     – Scott patrzył na Tracy.
     – Fala chce z tobą rozmawiać.

     Mężczyzna również poprawił się na łóżku i przełknął ślinę.
     
     – Hej, kochanie.
     – Jesteśmy całe. Jechałyśmy przepisowo, a jutro wyciśniemy z maszyn wszystko. Smołka pewnie wygra, ale ja się także postaram.

     Ojciec Fali nie mógł pojąć, że córka w ogóle z nim rozmawia, a jeżeli już to nie robi mu awantury. Miał powiedzieć coś innego.

     – Kocham mamę, jeżeli o to chodzi. – Usłyszał szczery śmiech z drugiej strony.
     – To komiczne, nie sądzisz, tato? Kochasz mamę i leżysz w łóżku z Tracy. Mam nadzieję, że nie zaczniecie w czwórkę.
     – Zakazuje ci tak mówić! – podniósł głos.
     – Zakazujesz mi? Nie mogłeś mi nic zakazać, kiedy miałam siedem lat, więc nie próbuj, kiedy mam szesnaście. Kocham cię jak ojca. I kocham mamę. Myślę, że mieliście powody, żeby być z sobą teraz, w takiej sytuacji. Żeby cię nie martwić. Nikt kto się urodził, nie może mi nic zakazać, poza jedną osobą.

     Scott wszedł na temat, w którym nie czuł się zbyt pewnie.

     – Nie boisz się Boga?
     – Powiedziałam, kto się urodził. On Jest. A nie chcesz wiedzieć, kto jest tą osobą?
     – Domyślam się, że to Wiatr.
     – Dobrze się domyślasz. Dobra, będę kończyć. Pozdrów Tracy.

     Wyłączyła się. Patrzyli na siebie.

     – Mamy niesamowite dzieci, nie sądzisz? – zapytała kobieta.
     – Tak. Myślisz, że one...
     – Moja kobieca intuicja mówi mi, że to coś większego. To miłość, przyjaźń i coś jeszcze, czego nie mogę pojąć. Tak jakby jedna żyła w drugiej. I dla drugiej. To jest niesamowite.
     – Martwię się o nie. One dziennie ryzykują. Myślałem, że umrę ze strachu, kiedy skakały z tego budynku.
     – Poleżmy tak. Tak jest dobrze. Wiesz, co poczułam? Że teraz jakbyśmy zaszyli tę dziurę, która powstała tego dnia na plaży. Było coś z nami, ale nie byliśmy dla siebie. I to coś przerwało tyle lat. Chciałam ci się dziś ofiarować. Wówczas nie mogłam i może nie chciałam, a teraz dorosłam do tego.
     – Ja nie wiem. Chciałem cię dzisiaj. Nie samej rozkoszy jak tego, żeby z tobą być. A kiedy wspomniałem o jutrze...
     – Scott, już ci mówiłam. Jest dzisiaj. Wiem, co chcesz powiedzieć, ja też to biorę pod uwagę, ale nie chcę ani o tym myśleć, ani planować na tak. Nie chcę też się zmuszać, żeby tego nie było. Może to głupie mówić o tym teraz, ale nadal kocham Jacksona. Nie pochwali mnie za to, ale nie sądzę, żeby to był powód do rozwodu. Wiem, że mogę dużo stracić, ale nie czuję, że tak będzie.
     – Tak, Tracy. Jesteśmy dorośli i musimy umieć stanąć twarzą do konsekwencji naszych poczynań. Poleżmy, a potem zaśniemy, dobrze?
     – Tak.

     Leżeli na plecach i trzymali swoje dłonie. Najdziwniejsze było to, że Scott myślał o Jane, a Tracy o swoim mężu. Przed samym zaśnięciem, Scott pomyślał o Wietrze i Fali. To była ostatnia myśl przed zaśnięciem.
Następnego ranka do niczego nie doszło, chociaż poprzedniego wieczoru obydwoje mieli prawie co do tego pewność, że to się stanie.

     Nikt, nawet Fala nie pomyślał, skąd Wiatr wiedziała, że jej mama jest w łóżku ze Scottem. A chociaż Fala powinna to wiedzieć. Cóż, kochała Wiatr tak mocno, że zapomniała, że Smołka kocha jeszcze kogoś równie mocno, tylko nieco inaczej...

     Tracy powiedziała o tym mężowi. Zastanowiło ją jego zachowanie. Patrzył na nią długo, a potem zapytał, czy chce rozwodu. Kiedy powiedziała, że nie, przestał o tym rozmawiać. Tracy poczuła się dziwnie. Nie chciała kłótni, ale sądziła, że jego reakcja będzie inna.

     – Kochasz mnie nadal? – zapytała w końcu.
     – Tak.
     – Więc czemu nie jesteś zły?
     – A co to da? Jeżeli chcesz wiedzieć, nie jestem z tego powodu zbyt szczęśliwy. Zapewne zaraz zapytasz, czy chcę rewanżu z Jane. Otóż nie myślę o tym i nie sądzę, że ona tego pragnie. Mam do niej uczucie, jakie miałem i tak będzie do końca, ale jeżeli nadal masz ochotę robić to ze Scottem, to nie widzę powodu, aby nasze małżeństwo nadal trwało.
     – Nie zrobiłam tego, bo miałam ochotę, kocham cię.
     – Wiem. Nie mówmy o tym. Mam na głowie kompanię wartą kilka miliardów, a w domu córkę, która każdego dnia może zginąć. Nie jest mi łatwo.

     Kiedy Tracy to usłyszała, przytuliła się do niego i zaczęła go całować. W końcu, za którymś razem, odwzajemnił jej pocałunek.

     Po godzinie burzliwego współżycia w końcu się uspokoili.

     – Nigdy już tego nie zrobię. Ani ze Scottem, ani z nikim. Masz kredyt, jeżeli chcesz, możesz się odegrać.
Jackson popatrzył na nią z miłością.
     – To tak nie pracuje, kochanie. Co ci przyszło do tego pięknego łebka?
     – Chciałam to jakoś zakończyć, ukoronować. A tak się stało, że ty nie miałeś dla mnie czasu i oni akurat też się trochę poprztykali.
     – Ja to inaczej załatwiłem. Poszedłem z Jane do parku. Trzymałem jej rękę i szliśmy bez słów, ale nie mam do ciebie żalu. On jej pewnie powiedział, a jak ona na to zareaguje, tego nie wiem. Jane jest impulsywna, zawsze taka była...
     – Nie było mi lepiej. Nie szukałam przyjemności.
     – Kochanie, nie mówmy już o tym. Nigdy.

     Tracy przytuliła się do niego. Nigdy jeszcze nie czuła się tak dobrze.

_____________________________________________________________________________

     Jane od razu coś wyczuła. Fali jeszcze nie było. Miały wrócić z Wiatrem następnego dnia.

     – Czy chcesz mi coś powiedzieć? – zapytała.
     – Tak. Miałem romans z Tracy.
     – Znaczy, spałeś z nią?
     – Tak.

     Jane uderzyła go w policzek. Scott patrzył na nią spokojnie.  

     – Pojechałam do rodziców i musiałeś mi to zrobić?
     – To nie tak.
     – To wytłumacz dlaczego? Nie jestem dobrą żoną, kochanką, matką?
     – Jesteś. Zadzwoniła, miała dołek. Ja też. Pokłóciliśmy się, o ile pamiętasz.
     – To nie musiałeś zaraz z nią iść do łóżka.
     – Nie chodziło o to.

     Popatrzyła na niego dłużej.

     – Chyba rozumiem – pocałowała go krótko.
     – Wybacz, ten policzek. Chciałeś coś zakończyć. Ja zrobiłam to dwa lata temu. Poszliśmy się razem przejść. Nie będziecie tego już robić?
     – Nie Jane. Coś się wypełniło. Zostałem na noc i obydwoje sądziliśmy, że to się powtórzy następnego ranka, ale coś się wypełniło. Nie musieliśmy się nawet starać. Jest już dobrze. Nie zrobię tego nigdy.
     – Jak umrę, możesz – uśmiechnęła się.
     – Brakowałoby mi ciebie – również się uśmiechnął.

     Zaczęli się całować. Oboje mieli pragnienie, by wzajemnie zatopić się w sobie...

Sapphire77

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użył 2833 słów i 16074 znaków, zaktualizował 21 paź o 8:42.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.

  • Użytkownik Pumciak

    Coraz bardziej wkręcasz mnie w to opowiadanie czekam na jeszcze pozdrawiam.

    2 godz. temu

  • Użytkownik Sapphire77

    @Pumciak Dziękuję za komentarz. Nie rozumiem co znaczy ,,wkręcasz".

    2 godz. temu