I tak z powodu, kiedy większość małżeństw się rozpada, w wypadku czwórki, wszystko się wzmocniło. A zanim do tego doszło, coś się wydarzyło.
Ku uciesze Tracy, Jane zadzwoniła trzy dni potem
– Chcesz się spotkać?
Brunetka zastanawiała się szybko. Czy zacząć od przeprosin, czy raczej unikać tego tematu. Wiedziała, że Scott z pewnością jej powiedział.
– Chętnie, może wybierzesz restauracje.
– Mam lepszy pomysł. Scott poleciał na dwa dni do Yorku. A Fala i twoja córka poszły pierwszy raz do klubu. Czyżby dorosły i chcą kogoś poznać?
– Dorosły to one dawno, o ile pamiętasz, miały sześć, a z całą pewnością siedem. Czy proponujesz swój dom? Może lepiej wpadnij do mnie. Będzie Jackson.
– Nie o to chodzi, że go unikam. Zrobiłam dobry obiad, wpadnij do mnie.
Brunetka chciała coś powiedzieć, ale Jane się wyłączyła. Tracy zaczęła się przygotowywać. Zabrała butelkę wina i zamierzała kupić po drodze ciasto. Dostała wiadomość od Jane.
- Powiedz Jacksonowi, że wrócisz późno albo jutro. Mam ochotę się napić.
Błękitnooka przypomniała sobie, że dziewczyny śpią dzisiaj u niej. Dopiero co wróciły z Utah.
W takim razie może mi wywali, jak się zaleje, pomyślała.
Kupiła mus czekoladowy. Po blisko godzinie dzwoniła do drzwi domu Jane i Scotta.
Jane ubrana była szałowo. Miała śliczną zieloną kreację z rejonu. Suknia leżała na niej wyśmienicie. Miedzianowłosa ucałowała jej policzek i weszły do salonu.
– Jane...
– Nic nie mów, zjemy. Lubisz muzykę, prawda?
Tracy poczuła się dziwnie. Nawet o tym jej powiedział? Poczuła odwagę.
– Scott ci mówił?
– O czym? – twarz Jane sygnalizowała zdziwienie.
– O muzyce.
– Nie, nic nie mówił. Nie opowiadał też, w jakiej pozycji to robiliście. Wiem, że było wam dobrze i to wszystko. Nie zaprosiłam cię, żeby robić ci sceny.
– To nie chodziło o seks...
– Wiem, powiedział mi dlaczego, ale byliście blisko, prawda?
– Tak, robiliśmy to. Może to nie był najlepszy pomysł, że przyszłam.
– Przepraszam, siadaj, a ja już podaję obiad.
Po chwili postawiła mięso w sosie grzybowym, surówka z różnych jarzyn i owoców, ryż i ziemniaki. Przyniosła butelkę i dwa kieliszki.
– To nie moje wino – zagadnęła Tracy.
– Och, to jest do obiadu. Twoje wypijemy później.
– To się upijemy.
– Obawiasz się? – Jane pięknie się uśmiechnęła i brunetka musiała przyznać, że zielonooka jest nadal piękna.
– Czego mam się obawiać. Nie jesteś zła, więc nie myślę, że się wstawisz i będziesz mi robić awanturę.
– Z całą pewnością. Nie jestem mściwa, nie planuje nic za plecami. Zaprosiłam cię, żeby wszystko wyjaśnić.
– Myślałam, że Scott ci powiedział...
– W miarę tyle, że zrozumiałam. Wszystko jest w porządku między nami. Nie będę o nic pytać.
– To, co chcesz wyjaśniać?
– Obiecuje ci powiedzieć, zaraz jak zjemy. Masz ochotę pić?
– Kieliszek, może dwa.
– W takim razie ja sama pić nie będę, ale toast wzniesiemy. Za nasze nowe związki.
Błękitnookiej spodobało się, co powiedziała Jane. Obiad smakował świetnie. Mus był pierwszej klasy.
Zaczęły rozmawiać jakby nigdy nic. O pogodzie o pracy Scotta, o imperium Jacksona i o zdrowiu rodziców. Tracy coś wyczuwała. W końcu nie wytrzymała.
– Co jest? Czuje coś, ale nie wiem co. Powiedz. Prawda czy nie?
Jane patrzyła długo w jej oczy.
– Prawda. Kupiłam coś dla ciebie.
Tracy się zdziwiła.
– Prezent? Dlaczego?
– Żebyś wiedziała, że nie jestem zła. Kupiłam ci suknię z jedwabiu za prawie 500 dolarów. Mam nadzieję, że ci się spodoba.
Jane wstała i podeszła do regału. Wyjęła pudełko. Podała go Tracy. Była to długa delikatna sukienka, biała z delikatnymi ornamentami przy dekolcie. Dopiero teraz czarnowłosa dostrzegła małą kopertę. Otworzyła i przebiegła oczami. Spojrzała na Jane.
– Dlaczego o to prosisz?
– No cóż. Małżeństwo to jedność. On cię widział i ja też bym chciała.
– Ależ...
– Ależ co? Ty potrzebowałaś być z nim blisko, mnie wystarczyło pospacerować dwie godziny, trzymając Jacksona za ręce. Nie musisz. Możesz.
– Ale niczego nie ukrywasz, ja...
– Nie planuję, to jest dla mnie również nowe. Jak sądzisz, czy nasze córki są tak blisko?
– Nie czuję. Wiem, że się kochają. Nie sądzę...
– Wiec?
– Krępuje się.
– Och, rozumiem. – Tracy spojrzała na miedzianowłosą.
– Myślisz, że się boję. Nie. Zaraz przyjdę.
Czarnowłosa poszła do łazienki. Zdjęła ubranie i została w bieliźnie. Patrzyła na swoje odbicie w lustrze.
– Cholera, rozbierać się przed chłopem to co innego, ale przed nią! Mam nadzieję, że niczego nie planuje – powiedziała do siebie.
Zdjęła wszystko i włożyła sukienkę na gołe ciało, zgodnie z instrukcją z liściku. Jane prosiła również, że chce zobaczyć ją nago. Tracy wyszła z łazienki.
– Wyglądasz ślicznie. – Tracy nie zauważyła niczego dziwnego w jej spojrzeniu i dlatego nieco się uspokoiła.
– Twoja kreacja jest też super, to rejon, prawda?
– Też jedwab. Podoba ci się? Dam ci przymierzyć. W zielonym też ci będzie ładnie.
Błękitnooka miała ubranie na sobie, ale czuła się rozebrana. Może z powodu, że Jane na nią tak patrzyła, bo zaczęła robić to w inny sposób.
– Podobają ci się kobiety? – Nie wytrzymała jej wzroku.
Zielonooka spojrzała na nią inaczej
– Skąd ten wniosek?
– Patrzysz tak dziwnie.
– Jesteś piękna.
– Ty też jesteś.
– To podoba ci się prezent?
– Suknia jest bardzo piękna.
– Zrobisz to dla mnie. To nie jest zemsta ani złośliwości. Naprawdę tego chcę.
– Ale nic więcej nie chcesz?
– Ja ci ufam, czemu ty mi nie?
Tracy zdjęła suknie i stała zupełnie nago.
– Jesteś piękna Tracy, bardzo piękna.
Jane wstał i zdjęła swoją zieloną kreację. Tracy poczuła strach. Miedzianowłosa nie miała nic pod spodem, a jakby to było mało, podeszła do niej bardzo blisko.
– Mówiłaś, że nic więcej nie chcesz.
– Ja nie powiedziałam, że nie chce, powiedziałam, że ci ufam. Dobrze, chcę cię pocałować. A reszta będzie zależeć od nas.
– Nie robiłam tego z kobietą, nie jestem lesbijką.
– Ja też nie. Pomyślałam sobie, że mój mąż całował cię wszędzie, więc ja mogę pocałować twoje usta. Mogę?
Tracy pogodziła się z sytuacją. Nie czuła, że tego chce. Nie myślała, jak to może odebrać. Po prostu się zgodziła.
– Możesz.
Jane podeszła. Trace poczuła drżenie, kiedy ich ciała się zetknęły, najpierw piersiami i więcej, kiedy Jane przysunęła do niej łono. Po chwili usta Jane zetknęły się z jej. Nie było straszne ani obrzydliwe. Było miłe. Tracy czuła się lekko podniecona, ale nic nie powiedziała.
– Chciałbym jeszcze jednego, oczywiście możesz odmówić. Chcę cię zobaczyć, jak to robisz.
– Jane proszę, nie...
Zielonooka była w końcu doświadczoną kobietą i umiała dostrzec zmiany, a przede wszystkim wiedziała, kiedy nie jest nie, a kiedy znaczy tak. Miała pewność, że to nie Tracy, znaczyło tak.
Tracy była podniecona. Jak dawno nie albo nigdy.
– Możesz mnie mieć, a ja mogę cię pieścić, tylko ani Jackson ani Scott nie mogą się dowiedzieć.
– Och doprawdy?
Jane odeszła i złożyła białą suknię. Podała zieloną dla Tracy. Brunetka ubrała się.
– A jednak się zemściłaś – powiedziała zła.
– Tak to odebrałaś?
– Podnieciłaś mnie. Ze Scottem tak nie było. Było miło, ale to wyszło z ducha. To co teraz? Jestem nawet gotowa cię o to prosić.
– Nie musisz. Nie jesteśmy sukami w stanie roju. Nie mówię, że nigdy. Nie dzisiaj. Nie miałam planu ani mi w głowie się mścić. Nie traktuję cię jak zabawkę. Tego chciałam, a ty się zgodziłaś. Może posunęłam się za daleko, a kiedy wspomniałaś o tajemnicy, zrozumiałam, że zrobiłam błąd.
– Jestem podniecona. Chcę to rozładować. Możesz?
– Czuję, że cię skrzywdziłam. Wybacz. Nie mogę się zmusić. Możesz to zrobić sama. W łazience w mojej sypialnie. Możesz to zrobić przy mnie, ale nie sądzę, że zmienię zdanie.
– Dlaczego mnie poniżasz?
– Och! Doprawdy tak to odbierasz? Dobrze, zrobię ci to. A ty będziesz wiedzieć, że sama tego nie chcę. Zrobię to mechanicznie. Tego chcesz? Powiedz? Nie czułabyś się wówczas bardziej poniżona?
Trace poczuła łzy.
– Zemściłaś się, wiedz to.
– Teraz to odczułam, ale uwierz mi, że nie chciałam tego. – Jane zaczęła płakać.
Kiedy Trace to zobaczyła, uwierzyła jej. Poczuła się lepiej.
– Już w porządku, mogę się umyć?
– Jasne. Dam ci ręcznik. Ja po tobie. Biała jest dla ciebie. Przyjmujesz?
– Tak, Jane. Będę miała pamiątkę. Wybacz. To był błąd.
– Że przyszłaś?
– Nie, że zrobiłam to ze Scottem. Mogłam pomyśleć.
– Cóż, stało się. I się nie odstanie. Nie żałuj. Chciałaś. On też chciał. Pamiętaj albo zapomnij. Ja pamiętam, ale przysięgam, że nic nie planowałam. Chociaż teraz widzę, że też źle zrobiłam.
Tracy przytuliła się do Jane. Cicho płakały. I te łzy bardzo im pomogły. Bardzo.
____________________________________
Dziewczyny zaparkowały swoje motory. Miały zabezpieczenia elektroniczne. Dodatkowo spięły je grubymi łańcuchami.
Wiatr i Fala miały podobne budowy. 173 cm wzrostu, 65 kg ciała. Obie były bardzo ładne. Uczyły się dobrze. Chłopcy ze szkoły dawno zrezygnowali. Wszyscy je znali. Niektórzy kibicowali im podczas skoków. Miału dwa lata temu poważną wpadkę, ale ponieważ chłopcy zaczęli, sprawa się rozeszła. Pobiły trzech rosłych bambrów. Od tego czasu nikt nie wchodził im w drogę. Od tego czasu ich umiejętności sztuk walki wzrosły, a apetyt na ryzyko się podwoił. Cieszyły się już na myśl, że w przyszłym roku pojadą razem do Wielkiego kanionu. To był pomysł Wiatru, żeby pójść do klubu. Umówiły się, że nie będą nic pić. Chciały zobaczyć, jak to jest być wśród tłumu, tańczyć, zatracić się.... Snopek dała się namówić, żeby założyć spodnie. Obie ubrały się jak żołnierze. Miały luźne spodnie w zielono-brązowo-żółte plamy i białe bawełniane koszulki. Miału płaskie sportowe buty. Pod spodem bawełnianą bieliznę. Nie zwracały uwagi na to, że już w kolejce zagadywali je niektórzy chłopcy. Wyglądały dużo poważniej, na co najmniej osiemnaście lat, ale rosły bramkarz nie chciał ich wpuścić, kiedy zobaczył dokumenty.
– To jest nocny klub, dyskoteki dla dzieci są trochę dalej.
– Nie pijemy alkoholu – powiedziała Wiatr.
– Każdy tak mówi. Nie chcę mieć kłopotów z LAPD.
– Chodź, Wiatr. Niech się pocałują w dupę.
– Ej, już zaczynasz ubliżać, mała cipko?
– Licz się ze słowami, mięśniowcu – szepnęła Fala.
Podszedł wysoki dobrze zbudowany chłopak.
– Znam was. To wy skakałyście z wieżowca w zeszłym roku. Cliff, wpuść je. To super laski.
– A co będzie jak...
– Cliff, to mój klub, comprendo amigo? Wchodźcie dziewczyny. Jestem John Mc Cornic.
– John. Dzięki. To jest Wiatr, a ja jestem Fala. Dziękujemy. – Fala cmoknęła go w policzek.
– Szybka jesteś, Fala - powiedział John.
Blondynka przybliżyła twarz do jego ucha i szepnęła.
– Jesteś ok, ale nie się śliń. Mamy po 16 lat, a poza tym jesteśmy razem, rozumiesz?
– Najładniejsze lesby, jakie ostatnio widziałem – uśmiechnął się szeroko. - Szkoda. Miłej zabawy.
Dziewczyny weszły. Światła migały, muzyka grała rytmiczny rytm. Od razu weszły na parkiet. Nie było tam zbyt dużo miejsca.
– Co mu powiedziałaś, chciałam mu przywalić za lesbę – zapytała Wiatr.
– Powiedziałam, że jesteśmy razem. Inaczej by się nie odczepił. Typowy samiec.
– Długo tu nie pobędziemy, za głośno.
Ostatecznie zostały. Po prawie dwóch godzinach podeszły do baru. Barman zdziwił się, że chcą wody i to z butelki.
– I tak zapłacicie siedem dolarów – rzekł.
Wiatr dała dwadzieścia dolców i nie chciała reszty. Młody mężczyzna dał im po dwie butelki.
Stały kilka minut przy barze. Po chwili podeszły dwie dziewczyny. Czego nie można było poznać od razu, że nimi są. Przynajmniej jedna wyglądała jak chłopak.
– Cześć – powiedziała ostrzyżona na jeża brunetka. Miała kolczyk w uchu i mały gwoździk w języku. Jestem Sandra, a to jest Kira – pokazała na wyglądającą jak chłopak dziewczynę.
Kira miała kilka tatuaży na rękach, wystrzyżoną prawie do czaszki głowę.
– Dostrzegłam was na parkiecie. Nie lubicie chłopców, my też za nimi nie przepadamy – powiedziała Kira.
Fala już miała coś powiedzieć, ale Wiatr szepnęła jej coś na ucho.
– Daj im chociaż nadzieję.
– Jestem Fala, a to moja siostra Wiatr.
– Oryginalne imiona. Często tu przychodzicie? – zapytała Sandra.
– Pierwszy raz – odparła Wiatr.
– Można wam coś postawić do picia? – zapytała Kira.
– Mamy już wodę – odrzekła miło Wiatr.
Sandra pocałowała namiętnie Kirę.
– Jesteście postrzelone, znam się na tym – powiedziała Kira. Jesteście siostrami, to nie robicie tego razem, co?
– Nie, ale mamy zamiar.
Wiatr zmarszczyła brwi i szepnęła.
– Co ty gadasz, Snopku!
– Sheaf (po angielsku snopek), fajne imię – odezwała się Sandra. Jesteście odlotowe. Jakbyście się chciały spotkać, to mój numer.
– Ok, nie obiecujemy – krzyknęła Fala, bo było naprawdę głośno.
Sandra przychyliła się do Fali i pocałowała ją w policzek.
– Fajna jesteś Sheaf, najpierw myślałam, że jesteście totalnie porąbane, ale się pomyliłam.
Dziewczyny odeszły. Fala i jej przyjaciółka zostały jeszcze dwie godziny. Podeszły dwa razy do barku i dostały za każdym razem po butelce wody za darmo. Richard, bo tak miał na imię barman, nie chciał więcej pieniędzy.
Wyszły.
– O jak cicho. Trzeba być więcej walniętym niż my, żeby tu często przychodzić.
– Snopku, czemu jej tak powiedziałeś?
– Co masz na myśli?
– Że mamy zamiar to zrobić.
Złotowłosa popatrzyła na przyjaciółkę.
– Tak mnie, czasem nachodzi, od tej wyprawy do słonego jeziora. Powiedziałaś, że to by wszystko popsuło. Czemu tak myślisz?
– Nie wiem. Też o tym myślę. Może by i nie popsuło.
Fala chciała coś powiedzieć, ale zauważyły grupę. I coś się tam działo. Czterech rosłych byczków osaczało... Sandrę i Kirę.
– To te lesbijki – szepnęła Wiatr.
– I co, stanowczo odmawiacie loda? – szydził dość przystojny brunet.
– Spadaj palancie – odrzekła Kira.
Blondyn stał, blisko Sandry.
– Mike, twój mały by się zmniejszył na widok tak obrzydliwej gęby. Najbrzydsze lezby, jakie widziałem.
– Pieprz się, skurwielu – krzyknęła Sandra.
Blondyn uderzył ją lekko w twarz. Kira chciała go uderzyć, ale Mike złapał ją mocno obiema rękami.
Fala nie wytrzymała.
– Ej, palancie, zostaw ją!
Blondyn spojrzał na nią.
– Coś ci się nie widzi, ślicznotko? Widzisz jakie to brzydkie. Spadaj malutka, bo i tobie się obleci.
Wiatr również podchodziła bliżej, ale spóźniła się o ułamek sekundy. Fala zrobiła dwa kroki i strzeliła go obrotowym w lewy policzek. Co było ciekawe, jej noga prawie musnęła głowę Sandry, ale Snopek niczego się nie obawiała, bo kopniecie, było mierzone perfekcyjnie. Blondyn padł jak rażony piorunem. Pozostała trójka przyjęła postawy obronne. Mike wyjął nóż.
– O wy kurwy, za chwile polegniecie - zasyczał.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
1 komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.
Pumciak
To jest czysty sadyzm przerwać opowiadaniw w takim momęcie pozdrawiam
Sapphire77
@Pumciak no nie? Jestem okropny. Przyznaję. Za 3-4 dni będzie dalsza część, jak Bóg da.
Pumciak
@Sapphire77 lepiej byłoby gdyby dał
Sapphire77
@Pumciak Też tak myślę. Ja nie żartuję. Tyle razy widziałem kogoś a nastepnego dnia już go nie było. Sam wiesz, że ludzie zawsze kończa w takich chwilach. Jak wiesz, to dramat, więc nie wszystko się dobrze ułoży.