Opowiadanie publikowałem w 2018 roku. To wiadomość dla tych co nie czytali i jednego uprzejmego komentatora. W zależności od treści odcinka będę wstawiał we właściwej kategori. Bohaterkami opowiadania są dwie dziewczyny, które jeszcze się nie pojawiły. Opisywana historia to dramat przygodowy, czasami kryminał, chociaż dopiero pod koniec. Trochę erotyk, ale głównie jest to historia miłosna, która zrodziła się z przyjaźni. Bardzo lubię te opowiadanie. Dedykowałem je wyjątkowej osobie.
Sztorm serca.
Słońce stało w najwyższym punkcie nieba. To było ostatnie lato stulecia. Czy koniec świata jest bliski? Jakson czytał i inne przepowiednie. Podobno istnieje kalendarz Majów, który przepowiadał koniec świata za dwanaście lat. Ale jeżeli się ma osiemnaście lat, to takie myśli są naprawdę dalekie. Szczególnie jeżeli jest lato, a na największej plaży świata jest tyle pięknych młodych ciał.
Co do kwestii największej, to podobno w Brazylii jest większą, ale kto to wie na pewno. Jakson myślał jeszcze chwilę o katastroficznych przepowiedniach. Dorzucił szybko jeszcze kilka powodów, dla których nie powinien umierać. Jego ojciec był multi-milionerem z Texasu, a mama miała kilka milionów dochodu z prowadzenia intratnego interesu w Fabryce snów. Ale największy powód właśnie nadchodził. Jane. Siedział na piachu i odwrócił się, jakby czuł. Szła i wyglądało, że nie dotykała miękkiego złotego podłoża. Pierwsze co dostrzegł to kostki nóg. Potem sandałki i dopiero nogi. Kremowa sukienka kończyła się w połowie ud. Przeleciał wzrokiem do góry. Rozchylone jasnoróżowe usta, zgrabny nosek i kilka piegów. I zielone jak trawa oczy. Delikatny wiaterek rozwiewał rudawe, a więcej miedziane, faliste ciężkie loki, które spadały jak lawina lejącego się czerwonego złota na szczupły kark i ramiona.
– Hej kochanie – odezwała się pierwsza.
Jakson poderwał się z piachu i po chwili delikatnie musnął wilgotne usta.
– Tracy i Scott jak zwykle spóźnieni?
– Wiesz, pewnie nie mogą się oderwać od siebie – uśmiechnął się Jakson.
– Świntuch – teraz Jane pokazała swoje nienaganne białe perły.
– Co w tym złego, kochają się.
Jane usiadła i położyła mu dłoń na kolanie.
– A my?
Szatyn spojrzał na nią z figlarnym uśmiechem.
– Co masz na myśli, kochanie?
Zielone oczy Jane zapaliły się złym ogniem.
– Zaraz cię zamorduję, łotrze.
Po chwili leżała na nim i całowała go po policzkach. Kiedy nasyciła swoje boskie wargi, szepnęła.
– Powiedz, że mnie kochasz.
– Przecież wiesz.
– Wiem głuptasie, ale lubię to słyszeć z twoich ust.
– Mówiłem ci to dzisiaj z pięć razy przez telefon.
– Naprawdę cię zabiję.
Tym razem zobaczył małą zmarszczkę na jej czole. Uznał, że wystarczy przekomarzania.
– Kocham cię mój aniele.
Jej buzia momentalnie się wygładziła.
– Tak przy wszystkich – usłyszeli głos Scotta.
Obok stała jego wybranka, czarnowłosa Tracy.
– A wy co robiliście przed chwilą?
Przez twarz brunetki przeleciał krótki róż zawstydzenia.
– Nie przed chwilą, tylko więcej niż pół godziny temu – odrzekł Scott, patrząc na zegarek.
Po chwili Jackson rozłożył koc i razem usiedli.
– Chcecie coś do picia? – zapytała Tracy.
– Jestem cholernie spragniony – powiedział szatyn i rzucił spojrzenie na dziewczynę.
Znowu krótki rumieniec przeleciał po jej twarzy. Ale tylko on to dostrzegł, bo Scott i Jane patrzyli na wodę. Dziewczyna wyjęła butelkę Pepsi z koszyka. Jackson wziął ją z jej dłoni i delikatnie musnął jej dłoń. Błękitnooka rzuciła mu wystraszone spojrzenie i uciekła z oczami. Chłopak pociągnął spory łyk i wytarł usta ręką.
– Teraz będę jeszcze bardziej spragniony, sam cukier.
– Ale z ciebie dżentelmen – odezwał się Scott. Nie dość, że ci dała pić, to, zamiast podziękować, narzekasz.
– Nie odebrałam tego tak – szepnęła Tracy.
Teraz Jane i Scott popatrzyli po nich. Zarówno Scott i Jane wyczuli charakter rozmowy.
Na ślicznej twarzy Jane przebiegało zdziwienie, zaskoczenie i ból. W końcu tamując łzę, powiedziała.
– Mówiłeś przed chwilą, że mnie kochasz.
Jackson popatrzył na nią.
– A co nie wygląda, że tak jest?
– Raczej nie. To znaczy, chyba ci się pomyliły obiekty – powiedział poważnie Scott.
Wstał i wyciągnął dłoń do Jane.
– Chodź, przejdziemy się brzegiem oceanu.
Po chwili oddalili się w kierunku wody i zniknęli wśród innych sylwetek.
– Głupio wyszło – szepnęła Tracy.
Jackson chciał powiedzieć coś innego, ale sam zdziwił się, co wyszło z jego ust.
– Naprawdę to robiliście?
Teraz śniada twarz brunetki okryła się pąsem.
– Całowałam się z nim i trochę się dotykaliśmy. A w sumie czemu ci to mówię, masz swoją dziewczynę...
– Chyba miałem – powiedział smutno.
– Jesteśmy przyjaciółmi. Poznaliśmy się razem rok temu, co się dzieje?
Szatyn usiadł blisko niej, tak że jego usta były o kilka centymetrów od jej.
– Dlaczego nie zrobiłaś tego z nim jeszcze?
Tracy uciekała z oczami i powtórzyła swoją mantrę.
– Już ci mówiłam, że masz swoją dziewczynę i...
Jackson nie dał jej skończyć. Ich usta połączył delikatny z początku, a po chwili gorący pocałunek.
– Jack, co robisz, przecież jesteś z Jane.
– Ale nie o tym marzę. Powiedz, że chcesz być ze Scottem i o wszystkim zapomnę.
Ale jej oczy otworzyły się szerzej i Jackson stwierdził, że kalifornijskie niebo może się schować. A jej usta wypowiedziały coś bardziej słodkiego niż napój, którym go niedawno uraczyła.
– Mógłbyś zapomnieć?
Chłopak patrzył w piasek i rysował mimowolnie na nim serce.
– Naprawdę głupio wyszło. Poczułem to już pół roku temu. Dlaczego myślisz, Jane jest wciąż dziewicą, jak ty?
Tracy uśmiechnęła się i szepnęła.
– Skąd wiesz, że jestem?
Szatyn przełknął nerwowo ślinę.
– A nie jesteś?
Brunetka zaczęła go gładzić delikatnie po włosach.
– Może i jestem, a może i nie. Chcesz się przekonać?
– Przestań mnie dręczyć – szepnął chłopak.
– Nie chciałam tego, wybacz. Kocham cię już od pięciu miesięcy.
Złapała się za usta. Trwała cisza. Nie słyszeli ani głosów tłumu, ani nawet fal oceanu.
– Zrozumieją? – zapytał cicho.
– Myślę, że wciąż jesteśmy przyjaciółmi. A poza tym sądzę, że Scott też woli Jane.
– Będzie płakać, jestem draniem. Powinienem jej powiedzieć dawno.
Tracy gładziła go po twarzy.
– Też jestem winna. Przyjechałeś Ferrari?
– Tak.
– Ja przywiozłam Scotta swoim Mercedesem. Zostawisz im kluczyki, a ja napiszę kartkę, dobrze?
– Myślisz, że zrozumieją? – Jakson wiedział, że ma naprawdę zakłopotaną minę.
– Już zrozumieli, Jane jest silna, a Scott jest dobry w leczeniu serca. Chodźmy.
Kiedy Jane i Scott wrócili po trzech kwadransach, zobaczyli kartkę na kocu.
Nadal jesteśmy przyjaciółmi, prawda? Lepiej późno niż wcale. Tracy dorysowała jeszcze cztery serca.
Jane objęła mocno Scotta i nie zważając na innych, cicho płakała.
– Cicho maleńka, cicho.
Jane płakała dobre pięć minut.
– Drań – wyszeptała.
– Już dość dawno to wyczułem – odrzekł.
Miedzianowłosa wytarła łzy i spojrzała na niego trzeźwo.
– W takim razie jak mogłeś z nią spać – podniosła nieco głos.
– Tylko się całowałem, a ostatnio miałem wrażenie, że ona wyobrażała sobie, że to z nim się całuje. A ja...
Jane wpatrywała się w niego swoimi wielkimi oczami.
– Co ty?
Scott patrzył chwilę bez słów i w końcu wydukał.
– I ja też.
Zielonooka poczuła mrówki na plecach.
– Możesz mówić jaśniej?
– A nie robię tego? – Dwa uczucia prowadziły bitwę w smukłym ciele dziewczyny. Zrozumiała, ale nadal się tliło co czuła do Jacksona.
– Tylko jak wrócimy. Tracy cię przywiozła, a ja przyjechałam z Jackem.
Scott uśmiechnął się i odwrócił kartkę.
Kluczyki do wozu są pod kocem, musicie troszkę poszukać głębiej.
Po chwili je wykopali. Zebrali wszystko i po piętnastu minutach siedzieli już w czerwonej Testarossie.
– Scott, wiem, kogo miałeś na myśli, o kim marzyłeś, ale możesz to powiedzieć wyraźnie?
– A mogę inaczej?
Jane poczuła mrówki tym razem w dole brzucha.
– Jeszcze godzinę temu miałam pewność, że kocham Jacksona. – Przymknęła oczy i po chwili odczuła chłodne i wilgotne usta Scotta. Już po sekundzie wiedziała, że usta zakochanego mężczyzny są nieporównywalnie słodsze.
______________________________________________________
Trace zatrzymała samochód przed swoim domem.
– I co teraz? – zapytała.
– Ja mam powiedzieć? – zapytał chłopak.
– Masz odziedziczyć za kilka lat imperium ojca, więc powinieneś być stanowczy.
Chłopak nie mógł wydobyć głosu, wobec tego brunetka kontynuowała.
– Jestem niemoralna. Dwie godziny temu całowałam się ze Scottem, a teraz...
Popatrzyła na niego i znowu jej buzia miała różowy pąs.
– Chyba oboje o tym dawno marzyliśmy.
Mrowienie wzmogło się, tym razem w całym jej ciele, kiedy szli razem do jej pokoju.
– Nie ma rodziców? – zapytał szybko.
– Aż do poniedziałku.
– Nie wiem, czy dam radę tak długo.
Tracy uśmiechnęła się i szepnęła.
– Siedemnastolatki nie mają doświadczenia, ale mają niezłomną siłę walki.
Po chwili oboje starali się nie spieszyć ze zdejmowaniem ubrań. Dziewczyna zastanawiała się, że zawsze się bardzo krępowała zdjąć bluzkę przy swoim byłym chłopaku, a teraz z wielką łatwością pozbyła się wszystkiego. Patrzyła z lekkim zdenerwowaniem na nagie ciało Jacksona.
– Pomogę ci, ale bądź delikatny.
– Chyba się więcej boję niż ty, ale nie mogę dłużej czekać.
– Ani ja – szepnęła i przywarła swoim młodym ciałem do niego.
– Tak dawno marzyłem o tym.
– I ja także.
Ogień podniecenia zaczął się palić coraz mocniej w ich ciałach...
Leżała trochę spocona i opierała głowę na jego torsie.
– Zawsze myślałam jak to będzie.
– Z nim?
Popatrzyła na niego z lekka złością.
– Z tobą! Za kogo mnie masz!
– Żartowałem. Też tego chciałem z tobą. To znaczy nie tego. Wszystkiego. I jak się sprawiłem?
– Dla mnie, super. Myślałam, że będzie bardziej boleć. Chcesz się czegoś napić?
Jackson poparzył na nią swoimi dobrymi brązowymi oczami i uśmiechnął się zagadkowo.
– Możesz to inaczej sprecyzować?
Dziewczyna nie zrozumiała w pierwszej sekundzie, ale zaraz załapała.
– Jesteś spragniony?
– Bardzo.
Tracy wstała i nie zakładając niczego, ruszyła do drzwi. Odwróciła się i z uśmiechem rzekła.
– Wiem, gdzie patrzyłeś.
Zostawiła uchylone drzwi. Jackson pomyślał, że kołyszące się pośladki Tracy, to najpiękniejsza rzecz na świecie. Szybko zmienił zdanie, kiedy wróciła z dwoma szklankami soku z ananasa.
Otworzyła swoje i tak duże oczy i zapytała.
– Czy na Jane też tak patrzyłeś?
– Nigdy nie widziałem jej całkiem nago.
Pili spokojnie napoje.Tracy odłożyła swoją szklankę i wzięła drugą.
– Kochamy się dalej, czy jesteś zmęczony?
Rzuciła spojrzenie na jego ładnie wyrzeźbione ciało i uśmiechnęła się znowu.
– Widzę, że co niektórzy są nadal dumni. Muszę coś na to zaradzić.
Przywarła do niego swoim zgrabnym ciałem.
– Weźmiesz mnie za żonę?
– Choćby dzisiaj – odrzekł.
– Mogę poprowadzić? – zapytała, przygryzając delikatnie wargę
– Jasne, marzę o tym, kochanie. – Poczuł jak podniecenie ponownie w nim narasta, ale wcale się tego nie wstydził.
Zanim ogień rozkoszy zaczął na nowo palić się w jego ciele, stwierdził, że to ,,kochanie” brzmi zdecydowanie bardziej autentycznie.
Tracy i Jakson prawie nie wychodzili z jej sypialni do niedzieli po południu. Kiedy już naprawdę nie mieli sił i leżeli ubrani w samą bieliznę, Brunetka zaczęła liczyć. Poczuła chwilę strach. Jak to przyjmie? Czy to pierwszy test jego uczucia? Wahała się chwilę i w końcu wyszeptała.
– Mam środek cyklu, mogłam zajść.
Wyraz twarzy Jacksona rozwiał jej wszystkie obawy.
– To byłoby cudownie, kochanie – szepnął wzruszony.
Tracy pocałowała go z największą miłością. Za kilka tygodni już wiedziała. Została matką a on ojcem.
_____________________________________________________
Scott prowadził ostrożnie. Jackson już nie raz dawał mu prowadzić. Byli naprawdę przyjaciółmi. Jane nic nie mówiła. Czuła zdenerwowanie. A więc to Scott ją kocha. Rozważała swoje uczucie do Jacksona. Zastanawiała się, czy to była miłość, ale nie to stanowiło problem w tej chwili. Był nim pocałunek Scotta. Całowała się z Jacksonem od pół roku i nigdy nic takiego nie czuła. Ani on, ani ona nie pragnęli posunąć swojej fizycznej zażyłości dalej. Teraz rozumiała jego powody, ale czemu ona nie chciała? Czuła się nie gotowa, czy raczej jej podświadomość podpowiadała, że to nie ten. Jak mogła być tak ślepa.
Czy to możliwe, że naprawdę niczego nie zauważyła? Teraz jakby zasłona spadła i zaczęła przypominać sobie spojrzenia i przelotne dotyki dłoni między Tracy a Jacksonem, ale to tak bardzo ją nie absorbowało, jak zachowanie Scotta. Jak mogła nie dostrzec tych spojrzeń! Oczywiście, widziała je, ale uparcie tłumaczyła sobie, że to tylko oznaka przyjaźni. Zaczęła gorączkowo myśleć, co może się stać w ciągu najbliższej godziny. Dobrze, pocałował ją, ale nie robił wrażenia natarczywego. Miała pewność, że ją kocha. A ona? Czy ma do niego jakieś inne uczucie niż przyjaźni? Nie miała wcale ochoty się odegrać. Brała pod uwagę, że właśnie w tej chwili Jackson i Tracy mogą się w sobie zatapiać. Nareszcie dostrzegła, co było w głębi jej błękitnych oczu, kiedy patrzyła na Jacksona. Zostawiła tą myśli z wielką łatwością. Czuła, że chce się ofiarować Scottowi. Dlaczego? Czy tylko dlatego, że ją kocha? A czy ona nie powinna również? Coś ją niepokoiło. Uważała, że jest skromna i raczej powściągliwa w tych sprawach. Czy to możliwe, że jeden pocałunek Scotta mógł to zburzyć? Przyjęła z łatwością tezę, że go pokocha i to już wkrótce. I to nie będzie stanowić problemu. Z drugiej strony miała pewność, że teraz go jeszcze nie kocha. Więc co? Czemu czuje cały czas dziwne prądy w ciele? Czemu od kwadransa jej brodawki są napięte i jest wilgotna w wiadomym miejscu? Nie wiedziała, czy powinna powiedzieć o tym Scottowi, czy raczej milczeć.
Rodzice mieli spędzić weekend na spotkaniu w Waszyngtonie.
– Jedziemy do mnie, dobrze?
– Jasne, wiesz, że lubię twoich rodziców.
– Polecieli na cały weekend do stolicy.
– Aha. Znaczy, nie ma nikogo w domu. Jest ok, posiedzę trochę i pojadę do siebie, chyba że potrzebujesz towarzystwa.
– Potrzebuję.
– Rozumiem.
– Nie rozumiesz.
– Tak, teraz rozumiem, że nie rozumiem.
– Ale zaraz zrozumiesz, tylko nie wiem, co sobie o mnie pomyślisz?
– Z pewnością nic złego. Skoro już wiesz, że to ciebie kochałem i kocham, to zdajesz sobie sprawę, że nie mogę pomyśleć nic złego.
Dojechali.
– Jesteś głodny?
– Nie tak bardzo.
– Nie możemy zaczynać naszej relacji od kłamstwa.
Popatrzyła mu prosto w oczy.
– Jestem głodny. Poza tobą zjadłbym jakieś jedzenie.
Wystraszył się trochę swoich odważnych słów.
– Przepraszam – szepnął.
Ona nic nie odpowiedziała. Weszli do kuchni i Jane niezwłocznie wzięła się za przygotowywanie jedzenia. Scott obserwował ją i w końcu zdecydował się przerwać ciszę.
– Czuję się lekko, że już mam to za sobą.
– Egoista. Nic cię nie obchodzi, że ja cierpię.
Poczuł się głupio.
– Wybacz, strasznie mi przykro, że Jack cię zostawił, ale w końcu lepiej, że to się stało teraz, niż jakby miało się stać już po tym.
Jane przestała mieszać sos.
– Co masz na myśli?
Jej spojrzenie nie wróżyło nic dobrego.
– No znaczy, że bylibyście blisko i dopiero potem...
– Za kogo masz Jacksona? Myślisz, że dlaczego mnie nie tknął, co!
– No wiadomo, kochał Tracy, więc...
– Więc co? A ja to niby nie mam nic do powiedzenia? A jak bym chciała, to myślisz, że on jest z żelaza?
– Nie wiem, ja bym nie ruszył Tracy, bo ciebie kochałem.
Wyznanie Scotta trochę ją osłabiło. Nie bardzo wiedziała, co chcę osiągnąć tą dyskusją. Patrzyła zła na swojego przyjaciela.
– Tracy?
– Co masz mi do powiedzenia?
– Sos się przypala.
– Co? Jaki sos? Cholera!
Patelnia dymiła.
– Zaraz ci zrobię następny, mam cały garnek. To nie jest najważniejsze.
Scott patrzył na nią tak, że czuła, jak się topi w środku i łagodnieje.
– Powiem ci, bo mam do ciebie zaufanie. Szczególnie jak mi wyznałeś miłość.
– Dobrze, Jane. Powiesz mi. Tylko nadal nie rozumiem.
– Wiesz, że jestem przyzwoitą dziewczyną.
– Nie mam wątpliwości, że tak jest - patrzył na nią jak w święty obraz.
Miedzianowłosa patrzyła na niego uważnie.
– Kochasz mnie, tak? – zapytała w ten sposób, że poczuł, iż kolana robią się miękkie.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.