Dowcipy - str 101

Viralowe kawały i suchary
  • Sławny profesor chirurgii z Genewy

    Sławny profesor chirurgii z Genewy pyta doktora Frankensteina:  
    - Twój służący mówił mi, że potwór którego stworzyłeś zaczął w zeszłym miesiącu uczyć się grać na skrzypcach. Jak mu to idzie?  
    - Całkiem nieźle. Wczoraj mogłem wreszcie wyjąć sobie watę z uszu!

  • Po co sąsiadko zainstalowała pani

    - Po co, sąsiadko, zainstalowała pani przy telewizorze lusterko wsteczne?
    - To duża wygoda. W ten sposób mogę obserwować męża przy zmywaniu naczyń!

  • Przyjęcie weselne Tańczy młody

    Przyjęcie weselne. Tańczy młody mężczyzna ze starszą, pulchną kobietą. Kończy się taniec, zachwycony młodzieniec podchodzi do swoich towarzyszy weselnych, siada i stwierdza:
    - Ta pani porusza się jak... jak ponton na fali.

  • W Irlandii przewodnik w górach

    W Irlandii przewodnik w górach objaśnia:
    - Te wydrążenia w skale powstały dzięki Szkotowi, który zgubił pensa i powiedział o tym
    znajomym.

  • Siedzi sobie sroka na brzozie a

    Siedzi sobie sroka na brzozie, a tu nagle do brzozy podchodzi krowa i zaczyna się wspinać. Sroka w szoku obserwuje jak krowa spokojnie sadowi się koło niej na gałęzi. Wreszcie pyta krowę:  
    - Krowa, co ty robisz?  
    - No przyszłam sobie wisienek pojeść - mówi krowa.  
    - Ty Krowa... ale to jest brzoza, a nie wiśnia...  
    - Spoko... Wisienki mam w słoiczku!

  • Jednym z ulubionych akcentów kapitana

    Jednym z ulubionych akcentów kapitana Stelmacha w studium wojskowym Politechniki Warszawskiej było powiedzenie: A buty to się wam maja świecić jak psu co? na co kompania zgodnie i z entuzjazmem odkrzykiwała Jaja. Raz kapitan z duma popatrzył w dół i ku ogromnej radości kompanii dodał Albo jak moje!.

  • Roz sie Antek rozchorowoł wzion

    Roz sie Antek rozchorowoł, wzion i umarł. Franckowi to tak blisko ku sercu przyszło, że nie trwało długo i on też wnet stoł pod bramą rajską. Klupie i klupie w te dźwierze, ale dostać sie nie mógł, bo ci anieli tak w niebie głośno śpiewali. Nojbardziej to jednak było słychać Antka. Nic ino wrzeszczoł "Hosanna Alleluja, Hosanna Alleluja!".
    Tego już było Franckowi za długo. Czekoł i czekoł, klupoł i klupoł, aż sie rozeźlił i zaczął szpetnie przeklinać. Te "ogniste pierony" to ino tak jeden za drugim furgały. Teroz było mu już blank jedno czy pódzie do nieba czy do piekła. Naroz brama sie otwarła i wyskoczył z niej Antek w biołej, długiej koszuli z lelują w ręku i woło na całe gardło:
    - Słuchejcie anieli! To jest dlo mie prawdziwo niebiańsko muzyka, to jest balsam dlo moich uszu. Czy słyszycie te dzwony ojczyzny? To są głosy mojego Śląska. Wpuście kamrata do nieba! - No i tak Francek sie tam dostoł.