Re-medium – rozdział II

II

     „No i porażka” – skwitowałem w myślach, obserwując nieznajomą siorbiącą gorącą herbatę z maminego kubka. Siedziała przy jadalnianym stole, opatulona polarowym kocem niczym larwa w kokonie. „Co innego mogłem jednak zrobić?”. Przecież to było jasne jak słońce, że otrzyma ode mnie gościnę, skoro posiadała informacje na temat zaginięcia rodzicielki.
     Pozwoliłem dziewczynie przez chwilę zbierać myśli, sam zajmując na powrót miejsce przy oknie. W końcu głośno stuknęła opróżnionym naczyniem o blat, po czym rzekła:
   – Nie przywykłam do owijania w bawełnę, zatem nie bardzo wiem, jak poprowadzić rozmowę – zaczęła niepewnie, gdy na dźwięk odkładanego kubka odwróciłem łepetynę w stronę stołu. Woda nadal skapywała z jej lekko osuszonych włosów. Przedstawiała więc iście żałosny obrazek. Jedynym, co mocno przykuwało wzrok na mizernej twarzyczce, były wielkie oczy, równie brązowe jak proste druty wystające ze skalpu. Ślepia błyszczały tak mocno, iż za każdym razem, kiedy w nie zaglądałem miałem ochotę poznać powód ekscytacji. A może po prostu onieśmielał kobietkę widok naszej chaty? Matka zawsze bardzo dbała o dom, zatem nie szczędziła kasy na różne bibeloty oraz sprzątała minimum dwa razy w tygodniu. Odkąd jej zabrakło, nieco zapuściłem cztery kąty, ale zawsze jako tako ogarniałem poko…
   – Jestem złodziejką. Nazywam się Nes i okradłam pana matkę. – Słowa te wyrwały mnie z zamyślenia, waląc z liścia prosto w pysk. „I ja kogoś takiego wpuściłem do domu?!”.
   – Łaaał – wypowiedziałem jedyne, co przyszło do głowy. – Ness? Jak ten potwór?
   – Tamto to Nessie. Ja jestem Nes. Jedno „s” na końcu.
     „Patrzcie jaka mądrala! Pouczać mnie będzie, gówniara jedna! Ma dziewucha tupet. Nic dziwnego, iż przeszła na złą stronę mocy”.
   – Powiedz zatem Nes przez jedno „s”, dlaczego po usłyszeniu takiej rewelacji, nie powinienem zadzwonić po gliny, żeby pochłonęły cię ręce sprawiedliwości? Taksiarza maglowali przez kilka godzin. Kieszonkowca wezmą pewnie pod większą lupę i zatrzymają na caluteńką noc. Ba! Może nawet zostaniesz główną podejrzaną?
   – Patrząc na polską policję, naprawdę śmiem wątpić – stwierdziła naraz dużo pewniej, a następnie sięgnęła po pusty już kubson oraz wyciągnęła go w moją stronę. – Mogę prosić o kolejną herbatkę. Smaczna jest.
     Aż zaniemówiłem z wrażenia. Jakim cudem te niewyglądające na więcej niż dwadzieścia lat dziewczynisko, mogło w obecnej sytuacji rzucać tak absurdalne prośby? Z chujem się na łby pozamieniała? Szczyt bezczelności to za mało powiedziane!
   – Nie dostaniesz nawet mililitra deszczówki, dopóki nie wyśpiewasz wszystkiego, co wiesz o tamtym dniu. – Zrobiłem trzy kroki do przodu i wyrwałem kubek z kobiecej dłoni. Aż zaświszczały tipsy na szczupłych palcach. Tym razem jednak nie zamierzałem odpuścić.
   – Nudny jesteś. – Obrzuciła mnie spojrzeniem, przewracając oczyma. – Ale niech już będzie. Aczkolwiek wątpię, byś w cokolwiek uwierzył…
   – Przekonamy się. – Skrzyżowałem przed sobą ręce, nadal trzymając fajans w prawej dłoni. Nie uszło mojej uwadze, że sprawnie przeszła na „ty”. Nie zamierzałem być więc w najmniejszym stopniu dłużny. – Gadaj.
     Westchnęła teatralnie, po czym poprawiła koc. Przetarła o niego kilka razy paznokcie i zaczęła mówić:
   – Abyś zrozumiał, co mam do powiedzenia, musisz dowiedzieć się o mnie kilku rzeczy…
   – Dobra, to ja usiądę, bo zaczyna wiać telenowelą brazylijską – przerwałem „Nesce”. Szybko obszedłem stół, klapiąc zadkiem na krześle u jego szczytu. Potem machnąłem ręką, mówiąc:
   – Kontynuuj.
   – Podoba mi się twoje poczucie humoru – skomentowała oraz wygięła usteczka do góry. Szereg drobnych ząbków błysnął przed moimi gałami. Nie warto było jednak tracić czasu na obserwacje, zatem ponagliłem:
   – „Fajno”, a teraz do brzegu.
   – Na czym skończyłam? A! No! W wielkim skrócie: nie mam kochającej rodzinki, dorastałam w bidulu, a jak miałam szesnaście lat, zwiałam z sierocińca, porzucając budę…
   – Doprawdy, jest się czym chwalić – rzuciłem mimochodem, na co małolata zrobiła minę w stylu „Ha! Ha! Bardzo śmieszne” i niewzruszona ciągnęła dalej:
  – Pomieszkiwałam kątem u znajomych, czasem w jakichś pustostanach, nie raz, nie dwa w obrabianej chacie. Swoją drogą, byłoby tutaj co podwędzić. – Uśmiech wykwitł na dziewczęcej twarzy. – Ale swoich nie tykam. Znaczy no, mój to nie jesteś, jednak muszę spłacić dług wdzięczności. Pani Bożena, pomimo iż ją „zrobberowałam” powiedziała na odchodne kilka miłych słów, a potem pobiegła w kierunku uczelni…
   – Zaraz, zaraz. – Podniosłem gwałtownie rękę w górę. – Przecież mama nigdy nie dotarła na zajęcia.
   – I tu właśnie, mój drogi kawalerze pojawia się pytanie. – „Nessie” poszerzyła wcześniejszy uśmiech. – Dlaczego nie zawitała na zajęciach, skoro była tak blisko szkoły?
   – Nie drocz się ze mną – ostrzegłem, piorunując nieznajomą spojrzeniem. – Wiesz czy nie?
   – Och, jaki niecierpliwy okaz… – zaczęła, po czym owinęła palec o mokry kosmyk. – Otóż, twoja matka nie weszła tego dnia do budynku, bo spotkała kogoś  na uczelnianych schodach i odjechała z nim w nieokreślonym kierunku.  
   – Skoro nie wiesz, gdzie pojechali, jak niby masz mi pomóc?
   – To proste. – Wskazała głową na kubek, który mocno ściskałem obiema dłońmi, gotując się od nadmiaru emocji. – Jak tylko dostanę drugą „hierbatkię”, w te pędy wyjawię, skąd gościa znam.

Kocwiaczek

opublikowała opowiadanie w kategorii thriller i kryminalne, użyła 994 słów i 5768 znaków, zaktualizowała 20 lip o 19:11.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • shakadap

    Dobrze napisane, wciągające, tylko krótkie.
    Czekam na dalszy ciąg.  
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • Kocwiaczek

    @shakadap, cały czas się rozgrzewam. Pewnie bedzie jak przy Zdzi*ze-Gwiazdeczce. Najpierw pomalutku, a później z grubej rury ;) Dzięki, że jesteś i czytasz. Pozdrowienia!