Błysk z ciemności.
Pewnie niewielu ludzi zastanawia się, czym jest ciemność. Nie chodzi o noc bez gwiazd lub nawet pokój z całkowicie zasłoniętymi drzwiami i oknami. On śnił ciemność. Bez kresu, bez końca. Stał nad ogromnym urwiskiem i patrzył na taką czeluść bez dna, przy której wnętrze czarnej dziury byłoby jasnością.
Zwykle ludzie nie mają dwa razy tego samego snu, on miał taki co noc. Nigdy nie zastanawiał się nad tym dlaczego. Nie budził się zlany potem i nie czuł strachu po takim doświadczeniu. Rozmawiał o tym z ojcem kilka razy, od czasu, gdy zaczął coś rozumieć, a to jak pamiętał, zaczęło się, kiedy skończył pięć lat.
Nie pamiętał matki. Wiedział, że ludzie rodzą się z kobiety, bo to również mu powiedział ojciec. Kiedy skończył pięć lat, zaczął go uczyć matematyki i innych przedmiotów. Czasami ojciec wyjeżdżał. To zdarzało się i wcześniej, zanim Blask się pojawił, tak mu ojciec mówił. Od czasu urodzin do wieku pięciu lat, ojciec był z nim cały czas. Ojciec nieco się obawiał, kiedy pierwszy raz wyjechał na kilka dni w interesach. Sprawdził wcześniej kilka razy czy Błysk da sobie sam radę. Nie martwił się, czy potrafi umyć zęby, czy załatwić inne fizjologiczne potrzeby, raczej chodziło o przygotowanie jedzenia. Błysk nauczył się kroić chleb, obierać jarzyny i owoce, potrafił ugotować prostą potrawę.
Może to dziwnie, ale nikogo innego nie znał poza ojcem. Wiedział, że istnieją inni ludzie. Kobiety i mężczyźni. Sam miał ciało mężczyzny. Uczył się w domu i widział na ekranie komputera, jak wyglądają inni mężczyźni. Ojciec pokazał na ekranie komputera, kiedy skończył szesnaście lat, jak wygląda ciało kobiety. To stało się trzy miesiące temu. Ojciec miał na imię Haruun, co w rodzimym języku malezyjskim znaczył bojownik lub lew. Blask nie zastanawiał się, dlaczego ojciec ma takie imię. Wiedział, co oznacza to słowo. Nie pytał ojca o wiele, a właściwie bardzo mało mówił i z tego powodu nie spytał czemu on ma na imię Blask.
Ojciec uczył go wszystkiego od początku, jak długo sięgała jego pamięć. Uczył go mówić, potem pisać i czytać. Haruum dziwił się nieco, chociaż próbował to ukryć, że Błysk uczy się tak łatwo. Wystarczyło, że ojciec raz mu coś pokazał i chłopak już to umiał. Dotyczyło to wszystkiego. Nauki liczenia, gotowania, wszelkich napraw i walki, bo tego ojciec go również uczył. Błysk nie pytał wcale i zdanie, jakie najczęściej wypowiadał, brzmiało: Tak ojcze. Haruum nigdy nie musiał mu czegoś dwa razy powtarzać, bo chłopak wszystko wykonywał. Z tego powodu Haruum nigdy nie podnosił głosu a o stosowaniu kar cielesnych nawet nie myślał. Sam był często bity w dzieciństwie i to o najdrobniejsze sprawy.
Kiedy walczyli od siódmego roku życia, chłopiec widział niejednokrotnie poorane bliznami ciało ojca, ale nigdy nie pytał o przyczynę ich powstania. Haruum i Błysk mieszkali w dżungli. Jedzenie ktoś im przywoził, ale Błysk nie wiedział kto i oczywiście nie pytał o to ojca.
Błysk wyglądał na dorosłego, dwudziestopięcioletniego mężczyznę. Ojciec miał czterdzieści pięć lat i wyglądał na nieco więcej. Był nieco niższy od Blaska i ważył nieco mniej. Tego dnia, kiedy oznajmił synowi, że musi wyjechać w interesach, po raz pierwszy chłopak powiedział dużo więcej niż zwykle.
– Chcę pojechać z tobą – oznajmił, kiedy dowiedział się, że ojciec ma wyjechać na kilka dni.
Haruum spojrzał mu w oczy. Zarówno Blask, jak i Haruum mieli czarne włosy i brązowe oczy.
– To, co robię, jest niebezpieczne, nie wiesz, czym jest moja praca – odparł ojciec.
– Wiem, ojcze – odrzekł chłopak bez chwili zastanowienia.
Twarz ojca wyraziła zdziwienie.
– Skąd wiesz, nigdy ci nie mówiłem?
– Wiem. Zabijasz ludzi. Chociaż przeważnie byli złymi, zabiłeś kilku niezasługujących na śmierć i to cię bardzo martwi. Dzięki lub przez to odczucie wiem, czym się zajmujesz.
Haruum usiadł z wrażenia, co już było czymś wyjątkowym, bo sądził, że opanował całkowicie emocje.
– Czy wiesz coś jeszcze, Blask? – brunet zadał nieco dziwne pytanie, jak na niego.
– Poza tym, czego mnie nauczyłeś, wiem jedno. Mogę wiedzieć, cokolwiek zechcę. Na razie niczego więcej nie potrzebuję.
Haruum patrzył chwilę na chłopaka, a z wyglądu młodego mężczyznę.
– Chodź Blask, musimy porozmawiać.
Weszli do domu i ojciec usiadł za stołem.
– Siadaj, synu – wskazał krzesło obok.
Chłopak usiadł i poczuł się nieco dziwnie.
– Chyba nadszedł czas, byś dowiedział się wszystkiego. Wierzę, w co powiedziałeś przed chwilą.
Brunet tylko spojrzał na ojca. Czy rzeczywiście mógłby wiedzieć wszystko, a tak przecież powiedział?
– Tak naprawdę nie jestem twoim ojcem. W tym normalnym znaczeniu. Nigdy nie miałem żony. Nie znam również moich rodziców. Zostałem zabrany z jakiegoś miejsca i dorastałem razem z innymi sierotami. Trafiłem do pewnej szkoły, która uczyła z nas robić zabójców. Jestem taki. Zabijam. Pracuję dla ludzi, których nawet nigdy nie widziałem. Dostaje zlecenie i je wykonuję. Nie zabijam dzieci i kobiet w widocznej ciąży. Zwykle wykańczam złych ludzi, którzy kogoś skrzywdzili, czasem usuwam konkurentów innych bogatych przedsiębiorców, ale tylko jeśli mają na rękach krew. Takie mam zasady.
Zabiłem osiemdziesiąt trzy osoby. Przez okres pięciu lat od momentu, kiedy cię odnalazłem, miałem przerwę. Powiem ci na początku coś, co może cię zdziwi i w co nie uwierzysz. Nie pochodzisz z Ziemi. W pobliżu domu, w którym mieszkamy, coś spadło. Najpierw zobaczyłem blask, stąd twoje imie. Srebrna kula wielkości ludzkiej głowy. Kiedy ją odnalazłem, bo powstał mały pożar i kula wbiła się na pół metra w poszycie, kula się otworzyła i w środku znajdowałeś się ty. Dziecko płci męskiej. Nieco mniejsze niż normalne. Ważyłeś dwa kilogramy. Na początku nie miałeś pępka, ale po kilku dniach się wytworzył. Oczekiwałem, że pojawią się służby czy wojsko, ale nikt nie przyjechał.
Mam kontakty, ale nikt nie wie, że istniejesz. Nawet ten, który dostarcza mi jedzenie. To w czym przyleciałeś, jest metalem, ale bardzo lekkim, dużo lżejszym niż aluminium, ale jest twardsze niż diament, bo próbowałem zarysować moim sygnetem. To już wiesz wszystko. Nie wiem, skąd przyleciałeś i po co. Wyglądasz jak człowiek, masz ludzką krew o grupie A. Pobrałem ci i zbadałem. Nigdy się nie skaleczyłeś, nie nabiłeś guza. Dziwię się, że mogłem wówczas wbić ci igłę. Wszystkiego się uczysz natychmiast. Jesteś bardzo małomówny i opanowany.
Mówiłeś mi o śnie, który śnisz co noc. To też dziwne, bo nikt nie ma dwa razy tego samego, a ty masz od blisko szesnastu lat. Czy nadal chcesz ze mną jechać? Mam wykonać zlecenie w Los Angeles, a jak wiesz, mieszkamy w Malezji. Zamierzałem jechać do Singapuru samochodem i stamtąd lecieć do USA, ale jeśli chcesz jechać ze mną, muszę ci załatwić paszport i inne dokumenty.
– Kogo masz zabić? – zapytał Błysk.
– Pedofila, który ma powiązania z rządem i jest chroniony przez służby. Nazywa się John Garrison i mieszka i pracuje w LA.
– Musisz zrobić miecz z tego metalu.
– Jak? Nie mam warunków. Potrafię zrobić miecz ze stali, ale to nie jest stal. Próbowałem rozpuścić, ale to nic nie dało.
– Ojcze – uśmiechnął się Błysk – z moją pomocą nam się uda. Kiedy mi opowiedziałeś moją historię, coś mi się otworzyło. Możemy pójść do kuźni i to zrobić?
– Wykuwanie miecza zajmuje tygodnie. Pracuję jak dawni mistrzowie z Japonii.
– Wiem, bo byłem świadkiem, kiedy zrobiłeś miecz dla siebie. Tym razem pójdzie szybko.
Haruum chyba uwierzył, bo bezzwłocznie wstał, a Błysk udał się za nim. Weszli do szopy zbudowanej tuż przy domu. Kula leżała w sporej drewnianej skrzyni pośród innych sprzętów. Ważyła pół funta.
– Metal jest lekki, zwykle miecz waży od dwóch do trzech funtów – powiedział ojciec.
– To lepiej, będzie łatwiej nim walczyć. – Błysk wziął w dłonie kulę, a ta zaczęła emanować błękitne światło.
– Chyba cię rozpoznaje – powiedział mężczyzna.
– Na to wygląda, jednak nadal nie wiem, skąd pochodzę.
– Pójdziemy do kuźni, niestety nadal nie wiem, jak to zrobimy – Haruum ciągle obserwował światło.
Obaj usłyszeli dziwne dźwięki, które nie były melodią, chociaż momentami tak brzmiały.
– Czy coś z tego rozumiesz, Błysk? – zapytał brunet.
– Tak, wszystko. Podaje mi jak mam wykonać miecz, tylko to.
– Interesujące – powiedział Haruum, a gdy chłopak oddał ojcu kule, a ta przestała świecić i zamilkła.
Poszli do kuźni. Harum i Blask mieli na sobie tradycyjne malezyjskie ubranie baju melayu. Luźne spodnie z bawełny o nazwie seluar, bluza i ozdobny pas songket.
Podczas wyjazdów Haruum zakładał spodnie i bluzę z jedwabiu w różnych kolorach. Po wyjściu z samolotu zakładał zwykłe ubranie. Blask wiedział, że Haruum nie jest religijny i z pewnością nie jest muzułmaninem, jednak dla ułatwienia figurował w dokumentach jako wyznawca proroka Mahometa. Znał Koran.
Błysk nigdy nie pytał, ale wiedział, że jego ojciec jest wszechstronnie wykształcony. Mógł rozmawiać na każdy temat. Mówił bez akcentu po angielsku, francusku, chińsku po japońsku, hiszpańsku i oczywiście po malezyjsku. Znał mechanikę pojazdów. Z powodu swojej profesji znał się na broni palnej i białej. Miał wiedzę o materiałach wybuchowych, chociaż głównie zabijał z karabinu i pistoletu. Rzadko używał noża.
Obydwaj mieli na sobie białe ubrania i pasy również w tym kolorze. Po wejściu do kuźni Harum zdjął bluzę i założył gruby skórzany fartuch i zaczął rozpalać piec. Ku jego zdziwieniu, kiedy piec osiągnął temperaturę do topienia stali, Błysk położył kulę do miejsca, gdzie zwykle ojciec kładł metal do stopienia i kula zaczęła się rozpuszczać.
– Czy możesz mi wyjaśnić, co się dzieje? Wcześniej metal nie reagował na nawet wyższą temperaturę.
– Nie potrafię wyjaśnić. Pewnie to moja obecność zmieniła strukturę materiału. Zgodnie z przekazaną wiedzą metal nazywa się Suu i wytrzymuje 100 milionów stopni lub więcej.
– Co znaczy, wiecej? Temperatura w środku Słońca jest tego rzędu – oznajmił Haruum.
– Według waszych danych Słońce w środku ma piętnaście milionów stopni. Mój przekaz brzmiał: „Kiedy wybuchnie supernowa metal wytrzyma.” Nie potrafię ci wytłumaczyć jak to możliwe. To wygląda na ciało stałe, a nie plazmę – odrzekł Blask.
Mężczyzna spojrzał na chłopaka.
– Ci, którzy cię tu przysłali, są dużo bardziej zaawansowani technicznie niż Ziemianie.
Chłopak spojrzał na człowieka, którego miłował.
– Na to wygląda, ojcze. Tylko nie wiem ani skąd pochodzę, ani w jakim celu mnie posłano. Wiem jedno. Kocham cię ojcze, chociaż w ludzkim pojęciu nim nie jesteś, a ja jako istota z kosmosu nie powinienem mieć pojęcia, czym jest miłość.
Haruum wziął chłopaka w ramiona i mocno go przytulił.
– Wiem, Blask. Jesteś moim szczęściem. Uświadomiłeś mi w tej chwili, że nie chcę już zabijać, nawet jeśli wykańczałem do tej pory tylko złych ludzi. Polecimy do Ameryki, ale nie po to, by wykonać zlecenie, ale bym mógł znaleźć tych, którzy mnie zatrudniają i rozwiązać z nimi umowę.
– Podpisałeś coś, ojcze? – Blask nieco odsunął się od mężczyzny, by lepiej widzieć jego oczy.
– Właściwie nie, tylko to i tak nie ma znaczenia. Pewnie nie będą zadowoleni.
Błysk zrozumiał słowa ojca, ale chciał wiedzieć dokładniej.
– Czy twoja odmowa może spowodować, że ty staniesz się ofiarą?
Haruum ponownie popatrzył na chłopaka.
– Muszę to brać pod uwagę. W takich profesjach jest różnie. Postaram się wyczuć, co zmierzają. Dlatego muszę ich zobaczyć osobiście. Takich spraw nie załatwia się przez telefon albo elektroniczną pocztą – uśmiechnął się krótko do syna.
– Najpierw zrobię miecz dla ciebie – powiedział i odsunęli się od siebie.
Blask obserwował, co robi ojciec. Nigdy się nie zastanawiał nad tym, że tak łatwo wszystkiego się uczył. Teraz w pewnym sensie to zrozumiał. Z opowiadań ojca wynikało, że inni ludzie uczą się dłużej, a czasem nawet nie potrafią po długim czasie.
Srebrny metal zastygł w formie i po pewnym czasie Haruum zaczął go kształtować uderzeniami młota.
– Czy pozwolisz mi kontynuować, ojcze? Myślę, że dam radę.
– Wykucie miecza nie polega tylko na nadaniu mu kształtu. Widziałeś, jak wykuwałem moje, ale czy to wystarczy, byś mógł ten wykonać?
– Od chwili kiedy mi opowiedziałeś o moim przybyciu, coś się we mnie zmieniło. Jakbym zaczął się jeszcze bardziej zmieniać. Ty może byś to nazwał rozwojem. Wiem tyle o robieni mieczy co ty. – Blask wiedział, że jest nawet nieco inaczej.
Nie zastanawiał się nad tym, dlaczego tak jest. Mógł wiedzieć wszystko, co chciał, ale zdecydował się mieć wiedzę, którą posiadł Haruum. Tylko coś w nim go zmuszało w jakiś sposób, być doskonałym. Skoro posiadł wiedzę, jak Haruum wykonuje miecze, Blask w ułamku stał się najlepszym z tych, którzy to robią. Ojciec nauczał go mądrości, a jedną z nich była skromność i dlatego Błysk nie powiedział Haruumowi, że zrobi to lepie od niego.
Ojciec podał mu młot i zaczął w milczeniu obserwować poczynania syna. Po chwili już zrozumiał, że chłopak wykonuje to doskonale. Przez kilka godzin kuli metal na zmianę. Haruum nie miał pojęcia czy należy potraktować kosmiczny metal podobnie jak stal, z którego wykuwa się najlepsze miecze. Uczył chłopca walczyć samurajskimi mieczami, oczywiście na początku ćwiczyli atrapami z bambusa. Według nazwy samurajski miecz jest w zasadzie szablą, bo nie jest całkowicie prosty. Blask znał myśli ojca od momentu, kiedy dowiedział się, że nie jest człowiekiem. Wiedział, że metal z jego planety nie musi być wielokrotnie przekuwany, ale nie wspomniał o tym Haruumowi, i dlatego wykonywali miecz, jakby materiałem była stal.
– W poprzednich wiekach mistrzowie wschodu przekuwali miecz setki razy. To nie stal, ale chcę, by był przekuty, chociaż kilkadziesiąt razy – ojciec poczuł chęć, by podzielić się swoimi myślami z Blaskiem, nie wiedząc, że on już to wie.
– Tak będzie dobrze, chociaż nie czuję, by to cokolwiek zmieniło. To pewnie wszystko przetnie.
– I ja tak czuję. Może ten miecz ci się przyda do czegoś, o czym nie wiesz.
– Może – Blask pierwszy raz poczuł, że ojciec jest dużo bardziej mądry, niż do tej chwili myślał.
Po czterech godzinach miecz przyjął właściwą formę.
– Teraz musimy go naostrzyć. Czy sądzisz, że damy radę?
– To, co wiem, jest dla mnie jasne. Mogę to zrobić tylko palcami. To dziwne, prawda?
Ojciec spojrzał na chłopaka.
– Już dawno przestałeś mnie zadziwiać. Właściwie zastanawiałam się, kiedy objawisz swoje kosmiczne własności. Właśnie teraz to się zaczęło.
Blask tylko się uśmiechnął i ujął kciukiem i wskazującym palcem ostrze i przeciągnął. Miecz od razu stał się ostry jak brzytwa.
– O! Tego się nie spodziewałem, sądziłem, że będziesz musiał powtórzyć czynność kilka razy – Haruum naprawdę się zdziwił. – Teraz pozostała kwestia zrobienia rękojeści. Nie będzie tak odporna, jak sam metal.
– Nie szkodzi. W momencie, kiedy skończysz, a ja wezmę go w dłonie, zmienię strukturę rękojeści i stanie się podobnie twarda jak sam metal.
Ojciec przyjął to, co usłyszał i oczywiście uwierzył.
Dopiero o dziesiątej wieczorem skończyli. Usiedli do stołu.
– O tej porze nie zwykłem jeść, ale poczułem głód – powiedział ojciec.
– Zrobię ci coś. Na co masz ochotę? – chłopak spojrzał swoim spokojnym wzrokiem na Haruuma.
– Zwykłą kanapkę z rybą. Z tym wędzonym łososiem.
Po chwili Blask podał mu jedzenie na talerzu.
– Dziękuję – powiedział i zaczął jeść.
Chłopak obserwował go w milczeniu.
– Jadłeś ludzkie jedzenie przez szesnaście lat, a ja od teraz zacząłem się zastanawiać czy musiałeś.
– Bardzo lubię jeść – Blask uśmiechnął się miło.
– My musimy, ale również to sprawia nam przyjemność. Zresztą wszystko, co robimy, tak odbieramy. Obserwowanie zachodów Słońca, słuchanie śpiewu ptaków, zasypianie po ciężkim dniu. Niestety na tej ziemi jest więcej cierpienia, którego na szczęście nie zaznałeś.
– Nie wiem, czy muszę spać lub jeść, ale robię to, ponieważ ty to robisz – odpowiedź Blaska nieco zdziwiła bruneta.
– Jesteś taki ludzki i kocham cię jak syna. Wiem, że masz uczucia, chociaż okazujesz je jeszcze mniej niż ja.
– Czyli wiedziałeś, że mam do ciebie uczucie. Cieszy mnie to.
– Tak Blask. Te lata, kiedy jesteś ze mną, uważam za najszczęśliwsze.
Blask podszedł do ojca. Haruum wstał i po chwili ponownie się przytulili.
– Czas spać. Przynajmniej ja muszę. To ostatnia noc w naszym domu. Już tu nie wrócimy.
– Tak ojcze i ja to wiem.
Haruum czasami spał z synem w tej samej sypialni, ale zwykle obaj nocowali we własnych pokojach.
Spotkali się kilka minut przed szóstą rano.
– Jak spałeś synu? – Haruum zapytał, jak to czynił już wielokrotnie.
Blask spojrzał na bruneta.
– Stało się coś nowego. Jak wiesz zawsze mam jeden sen. Widzę niekończącą się ciemność. I tak było tej nocy, ale sen skończył się inaczej. Zobaczyłem kobietę.
– O, to coś nowego. Jak wyglądała?
Blask wpatrywał się w oczy ojca.
– Nie! Źle powiedziałem. Dwie kobiety! Bardzo podobne. Obie były brunetkami. To bardzo dziwne, bo odczułem, że je znam.
– Tak, to rzeczywiście dziwne. My ludzie mamy czasem prorocze sny. Co twój oznacz, nie mam pojęcia.
Zjedli zwykłe śniadanie. Haruum miał białego Bentleya Latającą Ostrygę. Samochód był zaparkowany w podziemnym garażu. Zrobiono go wiele lat temu, zanim Blask przyleciał. Cała komora unosiła się do góry, a kiedy samochód wjeżdżał lub wyjeżdżał, chowała się ponownie, a na górze pokrywało ją zwykłe leśne poszycie.
Haruum wziął jedną walizkę z ubraniami dla nich.
– Bierzemy twój miecz, tylko jak go wniesiemy do samolotu? Może uruchomię moje kontakty.
Blask tylko się uśmiechnął.
– Wczoraj ci nie mówiłem. Ten metal mnie słucha, tak to mogę ująć. Kiedy dojedziemy do lotniska, wtopi się w moje ciało i będzie niewykrywalny.
– Skoro mówisz, to tak będzie. Może i to nie będzie potrzebne, ale zrobimy dla ciebie dokumenty.
– To uczyni mnie bardziej ludzkim, prawda? – chłopak ponownie się uśmiechnął – dobrze, że z tobą lecę ojcze. Te kobiety mieszkają w Los Angeles. To nie proroctwo, spotkam je.
– Wiesz dokładnie gdzie? – zapytał Haruum.
– Nie. Mam nadzieję, że je znajdę. Wiem to napewno.
Po kilku minutach wyjechali. Haruum najpierw planował zniszczyć dom, ale uznał, że będzie lepiej, jeśli go zostawi. Usunął tylko swoje elektroniczne wiadomości. Nie zastanawiał się, czy ktoś i kiedy tu przyjedzie, ale brał taka ewentualność, że tak może się zdarzyć.
Błysk z ojcem mieszkali trzydzieści mil od granic miasta Temerloh. Po dojechaniu do tego miejsca mieli jechać federalna droga numer 10 aż do samego Singapuru.
_______________________________________________________________________________________
Kiedy wzeszło słońce nad Los Angeles, unosiła się lekka mgiełka, jednak po kilku minutach zaczęła znikać. Coś uporczywego przerwało sen brunetki. Po omacku szukała intruza i w końcu zgasiła budzik.
– Och – jęknęła – czemu w tej chwili?
Wstała z łóżka i poszła do łazienki.
Nie szło im najlepiej przez ostatnie miesiące. Co prawda Sean wywiązywał się z alimentów, ale miała cięcia budżetowe w pracy i z pełnego etatu zabrano jej dziesięć godzin tygodniowo. Ojciec jej córki okazał się totalnym dupkiem. Byli czternaście lat i nagle zaczął wszystko kwestionować. To, że jest ojcem i zupełna niedorzeczność, że jakoby nigdy się nie poznali. Kretyn. Zoe to trochę przeżyła, znaczy rozstanie mamy z ojcem. Na szczęście jej stosunki z Seanem pozostały dobre. Spotykała się z nim, zgodnie z zaleceniami sądu dwa razy w miesiącu i na szczęście, chociaż córce nie gadał bzdur, że nie jest jej ojcem.
– Cholera, ale przystojniak – wyszeptała, zanim szczoteczka do zębów zniknęła w jej ustach.
Po chwili drzwi się otworzyły i weszła córka. Szesnastoletnia brunetka była bardzo podobno do matki. Wyglądała bardzo poważnie jak na swój wiek i kiedy szły do sklepów, niektórzy mogli je brać za siostry. No może z daleka, bo jednak na twarzy Megan znalazło się kilka drobnych zmarszczek, których jej pociecha nie miała.
– Strasznie jęczałaś mamusiu – lekko zaspana brunetka objęła ją krótko i usiadła na muszli klozetowej.
– Come on! – matka nieco się wzburzyła – będziesz sikać przy mnie?
– Strasznie mi się chce – Zoe uniosła lekko czarne brwi do góry, a na jej twarzy pojawił się wyraz totalnej ulgi.
Skończyła i spuściła wodę, wyminęła matkę i weszła do wanny.
Zawsze była śmiała, natomiast Megan tym nieco się od niej różniła. Znad ceraty wyfrunęła cienka bawełniana koszulka i Megan usłyszały szum wody z prysznica.
– Zołza! Przez nią się spóźnię do pracy – powiedziała cicho.
– Słyszałam, kochanie – głos dziewczyny świadczył, że ma dobry humor.
,,Jak mogła słyszeć, przecież powiedziałam tak cicho” – pomyślała i po umyciu zębów poszła do kuchni.
Na szczęście córka dość szybko się umyła. W tej samej koszulce pokazała się w kuchni.
– Sorry, mamusiu. Leć brać kąpiel, a ja dokończę śniadanko i w ten sposób się nie spóźnisz, pod warunkiem że twój Ford zapali.
Megan weszła do łazienki i znalazła się błyskawicznie pod prysznicem. Obliczała w myśli czy zdąży. Dochodziła siódma, kiedy ubrana weszła do kuchni. Zoe naprawdę musiała się spieszyć, bo podczas kiedy Megan brała prysznic i się ubierała, córka zdążyła zrobić cztery kanapki, jajecznicę i zaparzyć herbatę.
– Szybko ci to poszło, Zoe. Musimy się pospieszyć, bo się spóźnię, chyba że pojedziesz autobusem do szkoły.
Córka spojrzała na nią jak na przybysza z obcej planety.
– Halo! Jest trzeci lipca, od tygodnia mam wakacje!
Brunetka spojrzała na córkę krótko, ale z lekkim niedowierzaniem.
– Naprawdę? Czemu sądziłam, że masz nadal szkołę?
– Tego nie wiem. Miałaś erotyczny sen?
Megan przypomniała sobie bruneta ze snu. Szła parkiem, po kamienistej drodze i zobaczyła go siedzącego na ławce. Zatrzymała się przed nim, on wstał i wyglądało, że zamierza ją pocałować i wówczas budzik przerwał miłe chwile.
– Nie powinnaś o to pytać, kochanie – starała się, żeby głos przybrał nieco karcący ton.
– Przecież to nie jest aż tak intymne pytanie. Nie chciałam pytać o szczegóły.
Megan chciała chyba odpowiedzieć, ale zamiast tego ugryzła kanapkę. Czuła wzrok córki. Przełknęła kęs i spojrzała na nią.
– Co? Czemu się tak przyglądasz?
– Chyba nie zamierzasz iść tak do pracy?
Teraz brwi matki zeszły się na środku czoła.
– A to niby dlaczego? Czy źle mi w tej zielonej sukience? – patrzyła prosto w oczy córki.
Ta się uśmiechnęła, a potem zaczęła śmiać.
– Uprzedzam cię, Zoe! Jestem twoją matką i należy mi się odrobina szacunku! – teraz już nie ukrywała złości.
Brunetka przestała się śmiać i spoważniała.
– Mam do ciebie duże uczucie. Bardzo duże. A o szacunku nie musisz wspominać. Włożyłaś sukienkę na lewą stronę – powiedziała to poważnie, ale po chwili ponownie wybuchnęła śmiechem.
Megan spojrzała na swoje uda i jej policzki się zarumieniły.
– Cholera! – powiedziała cicho i wstała od stołu.
Poszła do pokoju. Zdjęła sukienkę i zamierzała ją z powrotem włożyć, tym razem dobrze, ale usłyszała, że weszła córka.
– Chyba się nie gniewasz, mamusiu? – Zoe powiedziała to miło i ją objęła.
Megan poczuła się dziwnie. Miała cienki, dość odważny komplecik bielizny, a Zoe przywarła do jej ciała dość ciasno. Obie miały tak samo duże piersi wielkości kubków C a koszulka Zoe była dość cienka. Jej uśmiechnięta buzia znalazła się tuż przy twarzy matki.
,,Czy ona chce mnie pocałować” – przemknęło jej przez głowę.
Zoe cmoknęła ją blisko ust, ale nadal w policzek i puściła z objęć.
Megan sekundę milczała, ale w końcu się odezwała.
– Należy pukać. Co, gdybym była nago?
Zoe lekko przekręciła głowę i subtelnie się uśmiechnęła.
– To, co by się stało wielkiego? Jesteś strasznie wstydliwa. I to kogo? Własnej córki!
Megan chciała coś powiedzieć, ale Zoe już wyszła. Po chwili znowu spotkały się w kuchni.
– Mam nadzieję, że nie będzie dużych korków – powiedziała do brunetki po przełknięciu kolejnego kęsa.
– W tym mieście zawsze jest ruch, szczególnie w piątek – powiedziała od niechcenia Zoe.
– Cholera! Poważnie jest piątek? – Megan wyglądała na całkowicie zaskoczoną.
Zoe popatrzyła na nią dłużej.
– Co się dzieje mamusiu? Wszystko dobrze? Chyba potrzebujesz wypoczynku. Dobrze, że jutro sobota. Przypominam, że jedziemy na rowerach do tego parku, więc jeśli ktoś cię zaprosi, to będziesz dopiero wolna wieczorem.
– Wiesz dobrze, że mnie nikt nie zaprosi – burknęła matka.
Potem wszystko już działo się bez problemów. Megan zjadła kanapki, przetarła usta serwetką, podeszła do wyjściowych drzwi i wzięła klucze od samochodu.
– Powinnam być około piątej, pa – spojrzała na córkę.
Zoe podeszła do niej, ale tym razem stanęła w małym oddaleniu. Mega ucałowała oba policzki córki i wyszła.
– Zrobię obiad i posprzątam – powiedziała to, kiedy brunetka dochodziła do samochodu, a matka mogła to usłyszeć, ponieważ córka stała w drzwiach.
,,Powinnam zdąrzyć” – przemknęło jej przez głowę.
Dojazd zajmował czterdzieści minut. Było piętnaście po siódmej, a zaczynała o ósmej.
Niestety, los nie okazał się zbyt łaskawy. Rozrusznik zakręcił kilka razy, ale niestety jej dwudziestoletni Ford Torus nie zapalił.
,,No ładnie. Jeszcze tego brakowało” – wyszła z samochodu uprzednio luzując zamknięcie maski.
Otworzyła ją i spojrzała na silnik. Raczej nie znała się na mechanice pojazdów, ale skoro wóz nie zapalił, to pewnie bateria siadła. Wiedziała przynajmniej tyle, że skoro kręcił, to rozrusznik działał, a wskazówka poziomu paliwa wskazywała pół baku. Zamknęła maskę i po wejściu do wozu spróbowała ponownie. Tym razem usłyszała, tylko terkotanie i rozrusznik nawet nie dał znaku życia.
– Kurwa! – zaklęła – jak się spóźnię, to mnie wywalą.
Nie chciała nawet myśleć, co wówczas się stanie. Na Seana z pewnością nie mogła liczyć. Pozostawała taksówka, ale koszt równał się połowie dniówki, a zanim przyjedzie to i tak się spóźni. Wyszła z samochodu i poszła do domu. Zoe stała przy zlewie i zmywała po śniadaniu.
– Nie zapalił drań – ton głosu Megan wskazywał, że jest nieco załamana.
– Może ja spróbuję, mamusiu? – Zoe wytarła ręce i zamierzała wyjść na dwór.
– Masz tylko cienką koszulkę do spania. Prześwituje i widać to i tamto. Załóż chociaż szlafrok!
Córka spojrzała krótko na mamę i jej wyraz twarzy wskazywał, że całkiem się z nią zgadza. Za minutę już w zielonym szlafroku z bawełny wyszła z mamą.
– Spróbuj zapalić – powiedziała do mamy – tylko najpierw zwolnij zamknięcie maski.
– Bateria jest martwa, nic nie zrobisz – jej głos wskazywał, że nie ma najmniejszej nadziei.
Zoe otworzyła maskę i chyba wiedziała, co ma zrobić. W zasadzie, kiedy kończyła zmywanie czuła, że tak się stanie. Gdyby ktoś z doświadczeniem widział, co chce uczynić, pewnie by ją powstrzymał. Zoe złapała bezpośrednio dwoma dłońmi obie ołowiane końcówki. Nastąpiło małe spięcie. Poleciała mała błyskawica, tylko nie z baterii, ale dłoni dziewczyny. Samochód zastartował po sekundzie. Zoe zamknęła maskę. Podeszła do okna od strony kierowcy.
– Jedź ostrożnie, mamusiu – zbagatelizowała fakt, że Megan z pewnością chciała coś powiedzieć i od razu poszła do domu.
– Dziwne. Bateria była martwa – powiedziała cicho brunetka.
Zegarek na radiu wskazywał, że spóźni się co najmniej dziesięć minut. Ruszyła spokojnie.
Kiedy dojechała do pracy, poczuła się dziwnie. Weszła do biura za dziesięć ósma.
– Witaj Megan – powitała ją sekretarka.
– Dzień dobry, Suzan – minęła ją i weszła do swojego małego pokoiku.
Ciężko usiadła i automatycznie włączyła komputer. Pamiętała tylko urywki z drogi, jakby pojedyncze obrazy.
,,To nie jest możliwe, był spory ruch. Nie pamiętam większości trasy. Chyba naprawdę jestem przemęczona” – pokręciła głową i zabrała się za pracę.
Tymczasem Zoe ubrała się w jeansy i koszulkę. Założyła oczywiście majtki, ale nie zakładała stanika. Weszła do sypialni matki i pościeliła jej łóżko. Też miała sen, ale nie odebrała go erotycznie. Śniła, że szła ścieżką w parku i zobaczyła przystojnego bruneta siedzącego na ławce. Zatrzymała się przed nim, a on wówczas wstał i stanął tak blisko, że odczuła, że chce ją pocałować. Zastanawiała się, co śniło się mamie.
Poszła do swojego pokoju i zaczęła od pościelenia łóżka. Po kilku minutach wyciągnęła odkurzacz i zaczęła sprzątać. Wszystko szło dobrze. Wolała to zrobić rano, bo zapowiadał się gorący dzień, a w domu nie mieli klimatyzacji. Przydałaby się, ale zainstalowanie kosztowało sporo. Zoe myślała, aby podjąć pracę w wakacje, tym by znacznie pomogła mamie. Przynajmniej przez dwa miesiące nie musiałyby oglądać każdego dolara dwa razy, zanim go wydadzą.
Już w zasadzie kończyła, kiedy niechcący potrąciła biodrem stolik z ozdobną wazą z Chin. To jedyna pamiątka Megan po jej rodzicach. Odwróciła się i zobaczyła, że antyk zmierza nieuchronnie w kierunku drewnianej podłogi. I wówczas coś się stało. Zoe to zarejestrowała. Bez wielkiego pośpiechu zrobiła krok w kierunku stolika i złapała wazę w dłonie. Spojrzała wkoło. Wszystko jakby zwolniło i to wielokrotnie.
Widziała pojedyncze drobinki kurzu stojące w powietrzu, muchę jak macha skrzydłami, ale bardzo wolno, że wyglądała jakby prawie zastygła. Nieco tylko zdziwiona wyłączyła odkurzacz i poszła do kuchni. Od razu skupiła wzrok na kropli kapiącej z kranu. Wyglądała jakby stała w powietrzu. Zoe postępowała świadomie. Wróciła do pokoju, ponownie zauważyła muchę, obserwowała ją chwilkę, to znaczy doliczyła się czterech ruchów skrzydeł, wróciła do kuchni i miała pewność, że ta sama kropla, którą widziała wcześniej, zdołała przebyć drogę połowy cala. Potem wszystko wróciło do normalnej prędkości.
,,Interesujące” – pomyślała.
Sprzątnęła dywan w przedpokoju, bo tylko to pozostało. Schował odkurzacz do schowka i powkładała rzeczy do pralki. Usiadła na kanapie w salonie i zaczęła się zastanowić co zrobić na obiad.
Megan wróciła przed szóstą. W domu pachniało obiadem. Zoe ugotowała jarzynową zupę, a na drugie zrobiła bitki wołowe w sosie grzybowym, do tego uprażyła ciemny ryż i zrobiła surówkę z kwaszonej kapusty, jabłka i marchewki. Na deser zrobiła galaretkę wiśniową z mrożonymi truskawkami.
– Jak twój dzień, mamusiu? – przytuliła mamę jeszcze w przedpokoju i pocałowała policzek.
– Nie uwierzysz! Nie spóźniłam się, a powinnam co najmniej kwadrans. Zamiast tego byłam za dziesięć ósma. Szef chyba miał humor. Powiedział, że jestem sumienną pracownicą i należy mi się podwyżka. Dostanę za tydzień pięć dolarów więcej za godzinę. Wspomniał, że być może dostanie nowe zlecenie i będzie mógł dać pracownikom podobną ilość godzin jak poprzednio.
– To super. Umyj rączki i będziemy jeść. Mam nadzieję, że będzie ci smakowało.
– Jesteś cudowną córką. Czasami tak się zachowujesz, jakbyś to ty była moją mamą – powiedziała Megan.
Miały miłe popołudnie i wieczór. Grały w karty i obejrzały film o dinozaurach tych stworzonych genetycznie. Położyły się do łóżek koło jedenastej.
Tym razem była naprawdę zła. Budzik przerwała jej tak miłą chwilę! Jednak kiedy otworzyła oczy, zobaczyła, że nie jest sama w sypialni. Po sekundzie uświadomił sobie tą wyjątkowo wstydliwą sytuację. Leżała odkryta, bo cienka kołdra leżała obok łóżka. Żeby tylko to! Zwykle spała w samej koszulce i tak było tej nocy. Zoe stała w drzwiach sypialni w swojej bliźniaczej koszulce nocnej, lekko przed kolana. Megan leżała z szeroko rozsuniętymi udami, a jej koszulka była podwinięta prawie pod piersi. Prawa dłoń zasłaniała najbardziej intymną część ciała i Megan poczuła, że nie jest w tym miejscu zbyt sucha. Brunetka była tak zaskoczona obecnością córki, że pozostała bez ruchu, jak zamurowana, dopiero po sekundzie obciągnęła koszulkę i złączyła uda.
– Nie powinnaś wchodzić – powiedziała cicho.
– Myślałam, że coś się stało. Jęczałaś bardzo głośno. Dopiero kiedy otworzyłam drzwi, zrozumiałam, że to nie koszmar.
Twarz Megan okrył gorący rumieniec.
– Przepraszam, ale chyba mi brakuje czegoś, bo tym razem sen był bardzo, bardzo intymny.
Zoe nie była aż tak głupia, żeby nie zrozumieć, co mama miała na myśli, jednak uznał, że będzie lepiej, jeżeli nie skomentuje jej słów. Mimo bardzo niekomfortowej sytuacji Megan nadal nie reagowała, więc Zoe podniosła kołdrę z podłogi i okryła mamę.
Usiadła na łóżku i zaczęła gładzić włosy Megan.
– Śnił ci się facet? – niby zapytała, ale przecież miała pewność.
Widać było, że Megan nie za bardzo jest łatwo o tym mówić. Córka była bardzo dorosła na swój wiek i nie tylko fizycznie, jednak matka nie powinna córce opowiadać takiego snu. Mimo to, coś ją popychało, żeby opowiedzieć, ale w sposób najbardziej do przyjęcia.
– To dziwne. Zwykle mam sny, ale ten był wyjątkowy, podobnie jak i wczorajszy. Śnił mi się ten sam mężczyzna.
Zoe zamrugała powiekami.
– Ten sam mężczyzna? Co ci się wczoraj śniło? – wpatrywała się w mamę, jakby chciała dotrzeć do środka jej duszy.
– Wczorajszej nocy – Megan wypuściła wolno powietrze z płuc i odczuła, że tamten sen może jej opowiedzieć, bez żadnego zdenerwowania. – Szłam drogą w parku i w oddali zobaczyłam siedzącego na ławce bruneta. Podeszłam blisko, a gdy stanęłam naprzeciwko, on wstał i podszedł tak blisko i patrzył mi prosto w oczy, że poczułam chęć, by go pocałować. Miałam prawie pewność, że on chciał tego samego.
– Jak wyglądał? – Megan poczuła, że Zoe bierze jej dłoń.
– Wyglądał na trzydzieści lat, może więcej, ale niewiele. Wysoki, dobrze zbudowany brunet. Miał błękitne jeansy i żółtą bluzkę. Dlaczego pytasz? – spojrzała na córkę i miała pewność, że ta informacja zrobiła na niej wrażenie.
– Wczoraj miałam taki sam sen. Rozumiesz? Identyczny! Poza tym ten młody mężczyzna wydał mi się bardzo znajomy.
– O rety! Odniosłam to samo wrażenie! Jak mogłyśmy mieć identyczny sen? A teraz... przed chwilą... byłam z nim blisko. Wybacz, że mnie tak zobaczyłaś. On chciał... to znaczy ja też bardzo chciałam... – Megan zamilkła, bo takiej miny nigdy nie widziała u córki.
– Miałam identyczny sen, tyle że nie jestem pewna, czy jęczałam jak ty. Cholera! To jest niemożliwe! I te zjawiska z czasem...
– O czym mówisz córeczko? Jakie zjawiska?
Zoe opowiedziała jej zdarzenie z wazą i wszystko potem.
– W takim razie i ja ci coś powiem. Nie wiem, co zrobiłaś, że samochód zapalił. Miałam pewność, że się spóźnię. Jechałam normalnie, bo jest ciężko przyspieszyć w takich korkach. Powinnam się spóźnić z piętnaście minut, a przyjechałam dziesięć minut przed ósmą. Problem jest w tym, że nie pamiętałam większości trasy. Tak jakbym przeskakiwała jakieś miejsca, ulice... Przyjechałam później do domu, bo wstąpiłam do garażu. Sprawdzili baterię i powiedzieli, że jest jak nowa.
– To bardzo dziwne – powiedziała tylko Zoe. – I wiesz co, Megan? Wcale nie jestem zazdrosna o tego faceta.
Matka spojrzała na córkę i tylko zmrużyła na chwilę powieki, tak, że zasłoniły połowę oczu.
– Dziwnie to zabrzmiało, kiedy nazwałaś mnie po imieniu.
Zoe spojrzała na matkę i uśmiechnęła się krótko.
– Czemu dziwnie? To naturalne, kiedy mama mówi tak do córki.
Megan popatrzyła na nią tylko nieco zdziwiona.
– Przecież to ja jestem twoją matką, a nie ty moją, kochanie.
Zoe otworzyła szerzej oczy.
– Co ty mówisz, córeczko. Przecież dobrze pamiętam, kiedy cię urodziłam. Po prostu tego zapragnęłam i się pojawiłaś, od razu dorosła – spojrzała na nią inaczej – Co ja gadam! Zupełnie nie rozumiem, co się dzieje!
Siedziały chwile w milczeniu.
– To jest zbyt dziwne, żeby było normalne. To wszystko. Dwa takie same sny, zwolnienie czasu u ciebie i jakaś teleportacja u mnie. Niebywałe!
– Zrobię śniadanie. Idź, się umyj mamusiu, bo mamy jechać na wycieczkę. Pogoda jest super. – Uśmiechnęła się, krótko ucałował policzek Megan, wstała i wyszła.
Wyglądało na to, że jakby obie zapomniały, co się przed chwilą stało. Przy śniadaniu Megan wspomniała, że omyłkowo lub bardziej z przyzwyczajenia nastawiła budzik na szóstą trzydzieści, bo przecież w sobotę mogła dłużej pospać.
Przed dziewiątą wyjechały. Obie miały damskie rowery kupione za mniej niż sto dolarów. Zarobki Megan nie pozwalały na kupno profesjonalnego sprzętu ani kostiumów, zresztą rzadko jeździły, więc w zasadzie nie potrzebowały wyjątkowo drogich rowerów ani kolarek. Zabrały małe plecaki z piciem i zaopatrzyły się w kilka kanapek.
Jechały prawie trzydzieści minut małymi uliczkami, by w końcu dotrzeć do parku. Tu w lecie często można było spotkać rodziny z dziećmi. Zatrzymały się na małej polance.
– Mogłyśmy wziąć kocyki – przyznała Megan.
– Jest sucho, nic się nam nie stanie mamusi jak posiedzimy na trawie.
Postawiły rowery przy drzewie i usiadły. Na razie dostrzegły z daleka tylko jedną rodzinę z trójką dzieci. Zoe położyła się na trawie i patrzyła w niebo. Megan spojrzała na córkę kilka razy, a potem uniosła wzrok i dostrzegła, że jedzie dwójka. Dziewczynka mogła mieć z dziewięć czy dziesięć lat a ojciec trzydzieści kilka. Dziewczynka miała rude, a właściwie miedziane włosy. Jasną cerę. Jej tata był brunetem, ale nie przypominał faceta ze snu. Zaparkowali swoje rowery około dwudziestu jardów od nich. Megan zauważyła, że mężczyzna chciał zatrzymać się dalej, ale córka go pewnie przekonała, żeby zatrzymali się w tym miejscu. Po chwili ojciec wyjął ze swojego plecaka termos i kanapki oraz piłkę. Znowu brunetka zauważyła, że mała chciała od razu grać, ale on nie za bardzo miał na to ochotę. Dziewczynka nie była zbyt zadowolona, ale też nie można było poznać, że jest zła. Zaczęła odbijać piłkę ręką, a potem kopnęła kilka razy. Megan nie miała pewności czy jest to piłka do siatkówki, czy raczej do piłki nożnej. Przestała patrzeć w tamtym kierunku i spojrzała na córkę.
– O czym myślisz, kochanie? – zagadnęła.
Zoe spojrzała na nią od razu.
– Wiesz, może Sean ma racje. Może nie jestem jego córką.
Megan poczuła się dziwnie.
– Czemu tak mówisz? – powinna gwałtowniej zareagować, ale coś sobie uświadomiła.
To było raczej niemożliwe, żeby i Zoe o tym samym pomyślała. Chociaż szansa, że się myśli o podobnych sprawach jest znacznie większa niż ta, że się ma identyczne sny i to dwie noce z rzędu!
– Mam wspomnienia dzieciństwa i pamiętam was z tego okresu, a potem sobie uświadamiam, że to chyba sztuczne. Zwykle, kiedy tak mi się dzieje w tej samej chwili, przypominam sobie, że pragnęłam cię mieć i się pojawiłaś w takiej formie, jakiej jesteś teraz. I to nie jest tutaj. Coś jest z nami nie tak!
Ponownie Megan powinna zareagować, ale nie mogła, ponieważ i u niej często się zdarzały takie sytuacje, że miała wrażenie, a nawet pewność, że jej wspomnienia dotyczące poznania Seana, ciąża i wychowanie małej Zoe to fikcja. Coraz mocniej myślała o nieznajomym ze snu. Znała go! Tylko skąd?
Ich wzajemne rozmyślania i jednocześnie rozmowę zakłóciła piłka, bo właśnie przyturlała się do nich i zatrzymała dwie stopy obok. Po kilku chwilach przybiegła dziewczynka.
– Przepraszam, źle mi się kopnęło. Tata na razie nie chce ze mną grać i muszę sama.
Zoe podniosła się i usiała, a po chwili wstała.
– Chcesz, to pogramy, do czasu jak tacie się zachce.
Mała od razu się ucieszyła.
– Naprawdę byś chciała? Jestem Freya – wyciągnęła smukłą rękę.
– Cześć Freya. Ja jestem Zoe, a to moja mama Megan.
Megan uśmiechnęła się do dziewczynki.
– Twój tata nie będzie miał nic przeciwko temu, że pograsz z moją Zoe?
– Chyba nie, ale mogę zapytać – chyba przezornie zostawiła piłkę i pobiegła do ojca.
Chwilę z nim dyskutowała i po chwili przybiegła.
Miała drobne ciało i jasną cerę. Na twarzy kilka piegów. Duże jasnozielone oczy. Zarówno Megan, jak i Zoe dostrzegły smutek na jej buzi, mimo że pozornie wyglądała na szczęśliwą.
– Tata się zgodził pod warunkiem, że wy się zgadzacie.
– Wszystko dobrze, skarbie – powiedziała Megan, wstała i podeszła do mężczyzny.
– Możemy pokopać, mama mu powie, że jest w porządku.
– Wiesz, Zoe? Jesteś bardzo podobna do swojej mamy. Właściwie to wyglądacie jak siostry.
– Tak, to prawda. Powiem ci coś w tajemnicy. Mama jest naprawdę moją córką, a nie ja jej. Jednak, żeby wyglądało naturalniej, ma kilka zmarszczek.
Fereya otworzyła szeroko oczy.
– Mówisz poważnie? – powiedziała cicho.
– Najzupełniej – Zoe się uśmiechnęła.
– To i ja ci powiem tajemnicę. To właściwie nie jest tajemnica, ale nie powinnam tak od razu ci o tym mówić. Tata jest trochę smutny i ja też. To dlatego, że mama... – chyba tego nie planowała, bo posmutniała, a po policzkach pociekły łzy.
Wytarła je dłonią i dodała ciszej.
– Dwa lata temu mamusia umarła na raka. Bardzo za nią tęsknię.
Stała zasmucona i robiła wszystko by ponownie nie zacząć płakać. Zoe ciepło ją przytuliła i wiedziała, że ten odruch spowoduje, przynajmniej na jakiś czas mniejszy żal w sercu dziewczynki.
– Teraz jest w lepszym miejscu, kochanie – powiedziała Zoe, ale prawdę mówiąc, sama w to nie wierzyła.
– Może, ale nam jest smutno. Mnie, bo nie ma jej ze mną, tacie również, chociaż pewnie inaczej.
I wówczas Zoe coś powiedziała, czego może nie powinna, bo przecież takie słowa mogły wywołać nadzieję w sercu małej dziewczynki. Nadzieja, która nie mogła być spełniona.
– Zrobię, co będę mogła, żebyś znowu z nią była i twój tata także.
– Będziemy, jeśli też umrzemy, bo jak inaczej? Ona do nas nie wróci. Wierzyłam w Boga i tak mocno prosiłam, żeby jej nie zabierała, a jednak umarła. Czasem umierają dzieci jak ja i wówczas rodzice płaczą. Dlaczego tak jest?
Zoe nie wiedziała, co powiedzieć.
– Nie możesz wciąż o tym myśleć. Wiem, że pewnie nadal masz żal w serduszku. Nie mamy wpływu na zło, które się dzieje. Chcesz dalej grać?
Freya otarła łzy i przytuliła Zoe.
– Dobrze, będziemy grać. Przepraszam.
Wyglądało, że pogodziła się, z tym że nic nie może zrobić. Megan siedziała niedaleko i pewnie nie słyszała rozmowy, ale mogła się domyślić po zachowaniu dziewczynki, że ta opowiada Zoe coś ważnego.
Zaczęły kopać piłkę. Zoe się uśmiechała, ale w głębi serca czuła smutek. Wiedziała, że ludzie chorują i umierają z różnych powodów i na świecie dzieje się trochę dobrych rzeczy i całe mnóstwo złych i ludzie nic na to nie mogą zrobić, chociaż wiele z tych spraw jest z ich winy. Może nie tylko pojedynczych ludzi, ale rządów i bogatych, wielkich korporacji. Nigdy o tym nie myślała, a właśnie teraz sobie to uświadomiła. Dziewczyna zobaczyła, że tata dziewczynki wstał i zaczął iść w jej kierunku.
– Witam. Jestem George. George Wintson. Czy Freya ci się nie naprzykrza? Jest miłą i grzeczną dziewczynką, ale czasem jest troszkę natrętna. Ma koleżanki w swoim wieku, ale często rozmawia ze starszymi dziewczynami.
– Jest bardzo mila i grzeczna. Bardzo miło mi się z nią gra. Jestem Zoe, pewnie mama się już przedstawiła.
– Tak, powiedziała mi swoje imię a ja jej. Jesteście bardzo podobne. Aż trudno uwierzyć, że masz szesnaście lat a twoja mama trzydzieści pięć. Ona wygląda bardzo młodo, a ty dość dorośle. Dobrze, skoro tak. Dziękuję, że chcesz z nią się bawić.
Zoe dostrzegła, podobny, ukryty smutek w jego oczach.
,,Musiał kochać swoją żonę, a ona pewnie jego” – pomyślała, kiedy mężczyzna wrócił do rowerów.
Kopały piłkę, więc były w oddaleniu. W końcu po dziesięciu minutach Zoe złapała piłkę i podeszła do dziewczynki.
– Masz komórkę?
Mała się ucieszyła, bo chyba wiedziała, dlaczego Zoe o to pyta.
– Mam. Chcesz mój numer? Będziemy sobie czasem pisać?
– Jeśli twój tata się zgodzi.
– Możemy do niego podejść razem? Wiesz, jak mu powiem, to będzie myślał, że to wyszło ode mnie, a przecież zapytałaś pierwsza. Znam cię krótko, ale bardzo cię polubiłam. Sądzisz, że jestem głupia, że tak mówię? – Freya patrzyła na Zoe z taką ufnością.
– Och, nie jesteś głupia. To prawda, że nie wszyscy ludzie są szczerzy. Powinnaś słuchać taty. Chodź, idziemy do niego.
Po chwili podeszły do Georga.
– Czy nie ma pan nic przeciwko temu, bym wymieniła z córką numery komórek? Sama zaproponowałam pierwsza.
Mężczyzna zaczął się przyglądać brunetce nieco inaczej. Widać było, że myśli i próbuje wyczuć, czy Zoe jest w porządku.
– Dobrze. Nie będziesz miała nic przeciwko, że porozmawiam jeszcze z twoją mamą?
Zoe się uśmiechnęła.
– Oczywiście, że nie. Proszę się nie obawiać. Wiem ile lat ma Freya i będę pisać z nią odpowiednio.
Mężczyzna lekko się zmienił na twarzy, być może właśnie o tym pomyślał.
– Dziękuję. Wierzę ci, ale jako ojciec mam obowiązek. Poza tym mam tylko ją... – chyba również pomyślał o zmarłej żonie, bo posmutniał na chwilę. Z pewnością z powodu wieku i doświadczenia potrafił lepiej walczyć z przykrymi wspomnieniami.
Zoe podała numer dziewczynce a ona jej. Potem wróciły do gry, a George rozmawiał chwilę z Megan.
Spędziły razem dwie godziny. Zoe i Megan pojechały dalej, a ojciec zaczął grać z córką w piłkę. Zoe wiedziała, że jeszcze wieczorem napisze wiadomość do dziewczynki. Jak potoczy się ich znajomość, nie wiedziała.
Wróciły z mamą do domu kilka minut po szóstej.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.