(Odcinek 2 z 3, wyszedł trochę długi, wybaczcie autorowi)
Miasto powiatowe gdzieś w PRL, pierwsza połowa lat siedemdziesiątych.
JUBILEUSZ
Część II: Zemsta
W sobotę, długo przed godziną siedemnastą, Heniek już kręcił się po domu kultury. Założył nawet na tę uroczystość jedyną posiadaną marynarkę. Na szyi miał zawieszonego ukochanego Zenita 3M; nie miał lampy do niego, więc kupił najczulsze klisze, jakie mieli w sklepie fotograficznym: 27DIN, jedną długą, 36 klatek i drugą zapasową na 24 klatki. Tę dłuższą załadował do aparatu, a rezerwową miał w kieszeni. W głowie cały czas krążyły mu słowa Heli o panu Janeczku: „Może ma jakieś haki na prezeskę?”. „Skoro on ma, to dlaczego ja nie mógłbym mieć?” – powtarzał sobie w myśli.
Na początku uroczystość przebiegała w zasadzie tak, jak się spodziewał, czyli pani prezes w eleganckiej garsonce witała dostojnych gości: przedstawicieli władz powiatowych, władz miejskich, samego powiatowego sekretarza partii, prezesów z innych okolicznych spółdzielni i instytucji. O dziwo, nie było z nią jej męża. Heniek stał się w pobliżu i starał się wykorzystywać dzienne światło i chwile powitań dla zrobienia zdjęć nieruchomym postaciom. Potem, już w holu głównym, były przemówienia wychwalające dokonania spółdzielni i samej pani prezes, gęsto przetykane żargonem partyjnym, zawsze kończone wręczeniem kwiatów. Zjawił się również dziennikarz z lokalnej gazety, który przeprowadził z bohaterką wieczoru krótki wywiad i pstryknął jej parę zdjęć z gośćmi.
Pani Zofia i pani Maria stały w pobliżu, również eleganckie i gotowe do wychwalania spółdzielni i samej pani prezes, ale nie miały szans na rozmowy z przedstawicielami władz; Kędzikowa zagarnęła wszystkich dla siebie.
Po długiej oficjalnej części uroczystości towarzystwo przeszło do sali teatralnej przerobionej doraźnie na bankietową. Heńkowi udało się pstryknąć parę zdjęć również i tam, ale potem dano mu wyraźnie do zrozumienia, że wprawdzie może tam przebywać i nawet spróbować czegoś ze stołu, ale dokumentowanie tej części uroczystości nie jest mile widziane. Nie zdziwił się, bo wiedział, że oficjele zawsze i wszędzie dobrze jedzą i dużo piją, ale nie chcą, by obywatele o tym wiedzieli; ucieszyła go natomiast szybkość, z jaką prezeska opróżniała kolejne kieliszki. Potwierdziło to jego domysły po znalezieniu wódki w jej biurku, i po zapachu, jaki niekiedy można było wyczuć od niej, gdy wychodziła z pracy.
Zdwoił czujność, bo wraz z coraz mocniejszą nietrzeźwością Kędzikowej rosły szanse na jakieś jej kompromitujące zachowania. „Na pewno coś się trafi – przekonywał sam siebie – może się zacznie zataczać przy gościach, może zachla na amen i spadnie pod stół, może obleje czymś sekretarza partii? Kurwa, niech coś jej stanie, muszę to sfotografować, bez lampy, więc nikt nie zauważy, muszę mieć coś na nią!”. Zdawało mu się, że pani Zofia w pewnym momencie próbowała po cichu przekonać prezeskę, żeby ta zwolniła tempo picia, ale bezskutecznie.
Bankiet rozkręcił się już na dobre, gdy prezeska wstała, bełkotliwie przeprosiła rozmówców i chwiejnym krokiem udała się w kierunku toalet, które znajdowały się blisko sali bankietowej. Zerkał na nią cały czas; trafiła do prawidłowych drzwi i zniknęła za nimi. Po długich kilku minutach wytoczyła się z nich, ale zamiast skierować się w lewo, z powrotem do głównej sali, zataczając się poszła w prawo i w końcu znikła za zakrętem korytarza. Heniek znał ten budynek, bo kiedyś przychodził tu na zajęcia fotograficzne, a pracownia foto była właśnie w tamtym korytarzu. „Czego ona tam szuka? Chyba że chce zejść tamtędy do piwnicy, ale po co? – zastanawiał się. – Z drugiej strony, jest tak pijana, że wszystkiego może próbować. Robi się ciekawie...”.
Wrócił do sali w samą porę.
- Synek, gdzie pani prezes? – zapytała po cichu spanikowana Zofia – sekretarz odjeżdża i chce się pożegnać, ona musi przyjść!
- Pani prezes poszła do toalety – odszepnął chłopak.
- No to leć i ściągnij ją tutaj, biegiem!
- Ja do damskiej toalety? Jak ktoś mnie tam zastanie, to będzie awantura!
Kierowniczka przewróciła oczami, po czym popędziła do toalety sama. Po chwili wróciła na salę wściekła.
- Nie ma jej – warknęła – na pewno ją tam widziałeś?
- Widziałem, że tam wchodziła – potwierdził chłopak.
- Kurwa mać, to szukaj jej! Masz ją znaleźć, rozumiesz? My tu będziemy zabawiać gości, zyskamy trochę na czasie, a ty przekop cały budynek, ale masz ją znaleźć!
Heniek ruszył śladem prezeski, po drodze naciskając klamki wszystkich drzwi, żeby sprawdzić czy nie weszła gdzieś po drodze. W końcu dotarł do drugich znanych mu toalet, schowanych na samym końcu ciemnego korytarza. Zajrzał najpierw do męskiej, ale było w niej pusto i ciemno. Poszedł do damskiej. Był w niej przedsionek z umywalką, a dalej trzy kabiny.
Znalazł prezeskę w ostatniej kabinie. Siedziała na sedesie i spała twardo, oparta o ściankę między kabinami. Pochrapywała przez otwarte usta, a dokoła unosił się odór alkoholu. Bluzkę miała rozpiętą do pasa, widocznie dokuczało jej przedtem gorąco. Spod bluzki wyglądały duże piersi w białym staniku.
- Pani prezes? – zapytał na próbę chłopak, a potem powtórzył głośniej. Nie było żadnej reakcji. Dotknął jej ręki, uniósł ją. Nadal nic. „Szansa jedna na tysiąc – pomyślał. – Ale jak to wykorzystać? Miałem nadzieję na jakieś kompromitujące sytuacje, ale nie na coś takiego! Myśl, człowieku!”
Rzeczywiście, teraz musiał improwizować. Popędził do męskiej toalety obok, nadal zaciemnionej, zdjął marynarkę i pod jej osłoną wymienił klisze w aparacie; robił to wielokrotnie na ślepo, więc nie był to problem. Wyjął i zabezpieczył 36 zdjęć z bankietu, na wszelki wypadek okręcił kasetkę w czarny papier, który miał w kieszeni, a do aparatu włożył rezerwową, krótszą kliszę. Wrócił do toalety damskiej; prezeska nadal chrapała na sedesie. Zaświecił wszystkie możliwe światła i przystąpił do fotografowania.
Najpierw ujęcia rozgogolonej kobiety, cycki wystające spod bluzki, podwinięta spódnica. Potem... rozpiął rozporek, wyciągnął członka i zaczął się onanizować. Bał się trochę, że ją obudzi, ale zdecydował się na delikatne obmacanie jej cycków i wymacanie piczki przez majtki; samych majtek nie mógł jej ściągnąć, bo obudziłaby się na pewno. Członek zesztywniał szybko, wtedy włożył go w jej dłoń leżącą bezwładnie na udzie i też pstryknął parę razy, a potem powtórzył to trzymając fiuta w jej ustach. Za każdym razem miał nadzieję, że dobrze wycelował obiektyw, bo fotografował z góry i z boku, więc nie mógł patrzeć w wizjer aparatu i dopiero przy wywoływaniu kliszy miał się dowiedzieć, czy i co z tego wyszło. Walił konia dalej, a kiedy poczuł, że dochodzi, skierował wytrysk na ściankę kabiny i spuścił się starając się nie wydobyć z siebie głosu.
Odetchnął chwilę, oparty o ścianę. Potem zwitkiem papieru toaletowego delikatnie przeniósł trochę spermy ze ścianki na policzek chrapiącej prezeski. Wyszło idealnie. Pstryknął ze dwa razy, a potem… Penis sterczał mu jeszcze trochę, więc przybliżył go do jej twarzy i pstryknął tak, żeby na zdjęciu wyglądało jakby właśnie tam się spuścił. Adrenalina buzująca we krwi rozzuchwaliła go: wziął odrobinę spermy ze ścianki i delikatnie umieścił ją na wargach otwartych ust kobiety. I znowu aparat poszedł w ruch uwieczniając to, co tak naprawdę nie miało miejsca.
Po zapełnieniu kliszy Heniek wytarł porządnie ściankę, a potem oczyścił papierem toaletowym twarz prezeski. „Trudno, makijaż trochę się rozmazał, ale po takiej popijawie to normalne – pomyślał – każda babka to zrozumie”. Zapiął bluzkę prezeski i poprawił trochę spódnicę, po czym ruszył biegiem z powrotem na bankiet. Wpadł tam zadyszany w samą porę, żeby zobaczyć wściekłe przełożone i plecy sekretarza partii znikającego w wyjściu.
- Gdzieżeś ty był, baranie? – rzuciła się do niego Zofia – gdzie pani prezes?
- Pani Zofio, znalazłem ją na samym końcu, w damskiej toalecie, musiała przejść tam daleko z tej obok – wydyszał.
- To gdzie ona jest, idioto, przyprowadź ją tutaj!
- Nie mogę, jest kłopot, pani prezes… no, śpi tam twardo, bo za dużo wypiła – dokończył ściszonym głosem – nie mogę jej dobudzić!
- Kurwa mać! – Zofia już nawet nie próbowała się hamować. – Maryśka! Chodź tu, a ty prowadź do tego kibla!
Heniek zaprowadził je do odległej damskiej toalety, właściwie nie mając pewności, czy Kędzikowa ciągle tam jest; mogła przecież w międzyczasie obudzić się i powędrować dalej w pijanym widzie. Ale była tam, nadal pochrapywała na sedesie śmierdząc wódą. Sekretarka na ten widok rzuciła taką wiązankę, że nawet Zofia była zdumiona.
- Maryśka, nie ma czasu na przekleństwa, trzeba ją dobudzić!
- I co zrobisz, jak ją obudzisz, idiotko, zaprowadzisz ją na bankiet w tym stanie? Zaraz, niech pomyślę… Lecę do dyrektora domu kultury, zadzwonię z jego gabinetu do jej domu, do męża, niech tu przyjeżdża i ją zabiera! Ci z powiatu i z ratusza nie mogą jej zobaczyć w takim stanie!
Maria pobiegła dzwonić, a Zofia popatrzyła z powątpiewaniem na swoją śpiącą szefową.
- Synek, jesteś silny, ale czy dasz radę doprowadzić ją do samochodu? – zapytała.
- Sam to chyba nie, ale jeśli któraś z was mi pomoże, to tak – odpowiedział, pomijając w emocjach formę grzecznościową „pani”. Zofia nie zwróciła na to uwagi, za to nagle chwyciła go jedną ręką za marynarkę, a drugą wprost za gardło i przycisnęła do ściany.
- Słuchaj, synek – wysyczała – jeśli piśniesz słówko, co tu widziałeś, to jesteś skończony, kapujesz? Skończony w szkole i w ogóle w mieście, jasne, gnoju? Morda w kubeł!
Chłopak z trudem opanował chęć walnięcia tej głupiej baby, najgorszej w spółdzielni zaraz po prezesce. Był wyższy od niej niemal o głowę, cięższy i znacznie silniejszy; mógł się uwolnić bez problemu i przyłożyć jej raz, a dobrze, ale takie coś mogłoby się skończyć dla niej szpitalem, a dla niego - poprawczakiem lub więzieniem.
- Jasne, jasne – odpowiedział tylko, zgrywając przestraszonego. – I tak bym niczego nie powiedział, chcę zaliczyć te praktyki. Niech pani już mnie puści, dobrze?
Przyglądała mu się przez chwilę, wreszcie puściła. Czekali w milczeniu na informacje od Marii.
Dzięki obecności męża prezeski w domu plan się powiódł. Kędzikowa opuściła dom kultury bocznym wejściem, uwieszona na ramionach Marii i Heńka, i odjechała samochodem do domu. Obie pracownice z żalem informowały gości o nagłym złym samopoczuciu pani prezes, przepraszały i dziękowały za przybycie; nie było to trudne, bo wielu gości wyszło wcześniej, a niektórzy pozostali byli w podobnym stanie, co bohaterka wieczoru. Niestety nie udało się odkręcić nieprzyjemnej sytuacji z brakiem pożegnania powiatowego sekretarza partii.
Heniek dotarł do domu koło północy. Spał niewiele, bo miał tylko niecałą niedzielę na utrwalenie obu negatywów, wywołanie i wysuszenie około pięćdziesięciu zdjęć, i oczywiście na dokładne schowanie przed rodzicami niektórych z nich oraz samych negatywów. Ale się udało! Zdjęciami z uroczystości pochwalił się rodzicom, którzy wieczorem wrócili od babci. Mama pochwaliła jakość zdjęć i elegancję gości, ojciec przejrzał zdjęcia pobieżnie i westchnął ciężko:
- Heniu, takie zdjęcia to ja codziennie widzę w „Trybunie Ludu”, takie same garnitury, przemówienia i kwiaty, tylko sekretarze się zmieniają. Sensacja to będzie dopiero wtedy, kiedy w gazecie pokażą takie coś – potrząsnął zdjęciem z sali bankietowej przedstawiającym bardzo obficie zastawiony stół.
III TYDZIEŃ
Część III – Kara
W poniedziałek rano po podpisaniu listy obecności Hela poszła do działu rachunkowości, a Heniek został w sekretariacie.
- Na co czekasz? – zapytała sekretarka – chcesz, żeby pani prezes zobaczyła, jak się tu obijasz?
- Ale ja właśnie muszę wejść do pani prezes – wyjaśnił – Mam do pokazania zdjęcia, które zrobiłem na jubileuszu.
- Nie jest w najlepszym humorze, przyjdź później.
- Ale ja muszę teraz, bo ona czeka na te zdjęcia – Heniek otworzył pierwsze drzwi gabinetu i zastukał do drugich.
- Czego?!
Heniek otworzył drzwi.
- Dzień dobry, pani prezes – powiedział grzecznie – przyniosłem do obejrzenia zdjęcia z jubileuszu.
- Dawaj je! I zamykaj te drzwi, nie jesteś u siebie w oborze! Maryśka, nie przeszkadzaj mi teraz!
Heniek starannie zamknął jedne i drugie drzwi i rzutem oka upewnił się, że zasłony okienne są jak zwykle szczelnie zasunięte. Podszedł do biura i położył na nim kopertę ze zdjęciami.
- Większość wyszła dobrze, ale przy niektórych światła było za mało, a ja nie miałem dobrej lampy, więc...
- Zamknij się, sama ocenię – burknęła, wyciągnęła zdjęcia z koperty i zaczęła po kolei przeglądać. Przy jednych mruczała „Dobre”, przy kilku „To do dupy”, ale zdecydowana większość zyskała jej aprobatę.
- To z sekretarzem bardzo dobre, to z ludźmi z powiatu też, a to co? Aha, wręczali mi kwiaty, trochę rozmazane, ale ujdzie… O, tu jest przedstawiciel władz wojewódzkich, to dobrze… Po chuja zrobiłeś zdjęcie stołu z tym całym alkoholem?! Do wyrzucenia to!
- Pani prezes, ale tam wszyscy oficjalni goście siedzieli za stołem, jedyna okazja, żeby pokazać ilu ważnych gości było na jubileuszu, z powiatu i miasta.
- To można zachować do szuflady, ale nie waż się tego gdzieś pokazać! Wystarczy, jest ze trzydzieści, wybierze się piętnaście - dwadzieścia najlepszych i wywiesi w gablocie przy wejściu, niech ludzie wiedzą, ile ta spółdzielnia znaczy dla miasta! I do gazety je wyślemy! Dobra, zostaw zdjęcia i do roboty, nie będziesz tu bumelował!
Heniek odetchnął głęboko. „Tylko nie spieprzyć tego, nie bać się, to ona ma się bać” – powtarzał sobie w myślach.
- Tu jest jeszcze drugi komplet zdjęć – powiedział, obszedł biurko i podał jej drugą kopertę.
- To czemu nie dajesz od razu, matole? – wzięła kopertę, wyciągnęła plik zdjęć i zerknęła na fotkę na wierzchu. Zamarła nad biurkiem.
- Co to, kurwa, ma znaczyć? – wycharczała.
Na wierzchu leżało jej zdjęcie ze spermą na jej twarzy i kutasem koło ust. Mimo słabego światła w łazience wyszło dobrze, mogło się zdawać, że kobieta właśnie skończyła obciągać i przyjęła wytrysk na twarz.
- Dalej – powiedział krótko chłopak.
Oszołomiona spojrzała na niego i zaczęła przeglądać dalsze zdjęcia: ona rozkraczona, ze spódnicą podwiniętą do pasa, ona z bluzką tak rozpiętą, że cycki wylewały się ze stanika, ona z czyimś kutasem w dłoni, i wreszcie najgorsze – kilka zdjęć pokazujących ją wyraźnie, jak bierze do ust sterczącego fiuta.
- Co to jest, do chuja? – nie przebierała w słowach.
- To właśnie chuje, które pani ssała na bankiecie – odparł z uśmieszkiem. – Przyjemnie było? Właścicielom na pewno, bo to widać. Mąż się ucieszy, że pani tak potrafi i też będzie chciał.
- Ty gnoju – prezeska zerwała się z fotela – ja cię zniszczę, tu skurwysynu, ty...
- Cicho bądź! – położył jej dłoń na ramieniu i bez wysiłku posadził w fotelu, stanął nad nią z zaciśniętymi pięściami. – Jest kilka takich kompletów, negatywy są dobrze schowane, a gdyby coś mi się przypadkiem stało, to i tak całe miasto zobaczy, jak ciągnęłaś druta, jednego za drugim. Zobaczą też te zdjęcia, których w kopercie nie ma: jak obciągasz niepełnoletniemu – zablefował mocno. – A to już jest kryminał, rozumiesz?
Kędzikowa drżącymi dłońmi sięgnęła po zdjęcie na wierzchu i zaczęła je drzeć na małe kawałeczki. Przytrzymał jej ręce swoją jedną dłonią, a drugą rozpiął guziki bluzki, złapał ją za piersi i zaczął obmacywać, chcąc zdominować ją i przestraszyć jeszcze bardziej. Szarpnęła się usiłując się wyrwać. Zacisnął mocniej dłoń na jej przegubach, wyciągnął jej cycki ze stanika i obmacywał w najlepsze.
- W sobotę byłaś bardziej chętna do tych panów – zaśmiał się. – Jak będę chciał, to codziennie będzie teraz taka macanka, albo i lepsza. Bo mam te zdjęcia, rozumiesz?
Wsunął rękę głęboko pod spódnicę i sięgnął między jej nogi. Nie miała rajstop, tylko pończochy. Sięgnął głębiej i stwierdził ze zdziwieniem, że jej majtki są wilgotne. Wsadził palce pod nie i pomasował szparę – też była wilgotna.
- Podgrzałaś się? – stwierdził zaskoczony – To przez te zdjęcia czy przez macanie? Czy może przypomniałaś sobie, co wyrabiałaś w sobotę? Przyznaj się, od czego jesteś taka mokra?
Kędzikowa odwróciła głowę w bok.
- Dobra, nieważne. Patrz sobie na zdjęcia! – warknął, wyprostował się i jeszcze na chwilę wrócił do obmacywania obfitego biustu. Szarpała się, ale trzymał wciąż jej dłonie w swojej jednej. Kiedy przestał i się odsunął, gorączkowo poprawiła bieliznę i zapięła bluzkę.
- Tak to sobie wyobrażasz, chujku? – zapytała drżącym z wściekłości głosem. – Że codziennie będzie macanka i może jeszcze darmowy lodzik? Ty zboczeńcu!
- Nie będzie, bo nie jestem tym zainteresowany, mam młodsze dupcie do dymania – odpowiedział spokojnie. – Chyba że sama poprosisz, he, he. To było po to, żeby ci pokazać, w jakie bagno wpadłaś.
- W takim razie… czego chcesz? – zapytała z nutą zaskoczenia w głosie.
- Trzy sprawy: po pierwsze, dostajemy czwórki z praktyk, oboje, ja i Helena. W oceny piątkowe nikt by i tak nie uwierzył. Po drugie: mamy spokój do końca praktyk, siedzimy w księgowości i rachunkach, tak jak to powinno być z praktykantami. Mogę dla pozorów pomóc czasem przy przeładunkach, ale tylko w razie konieczności, a nie cały czas, jak do tej pory. I po trzecie: weźmiesz na smycz tego buca Janeczka, ma dać spokój Heli. Co on wyrabia z innymi to twój problem, bo urządził sobie prywatny burdel w twojej spółdzielni, ale od Heli ma się trzymać z daleka. Jasne? Bo jak nie, to... – znów wskazał ruchem głowy zdjęcia.
Prezeska zagryzła wargi.
- A jaką ja mam gwarancję, że nikomu nie pokażesz tych zdjęć, ty łachudro? – zapytała całkiem innym tonem, ale nawet teraz nie potrafiła powstrzymać się od wyzywania.
- Nie masz żadnej. Zniszczę zdjęcia i negatywy, ale nie teraz zaraz, tylko po końcu roku szkolnego, żebyś nie odwaliła nam jeszcze jakiegoś numeru po zakończeniu praktyk. Jeśli spróbujesz, zdjęcia pójdą w miasto. Uwierzysz mi czy nie, to już twoja sprawa. To jak będzie?
Kędzikowa bez słowa pokiwała głową.
+
Sekretarka popatrzyła na Heńka wychodzącego z gabinetu.
- Wyglądasz jakbyś miał zawał, jesteś strasznie blady, co ci się stało?
- A bo pani prezes tak na mnie nakrzyczała – odparł chłopak ze spuszczoną głową – nawyzywała za zdjęcia i jednocześnie pochwaliła zdjęcia i będziemy je wywieszać w gablocie, chociaż podobno są do kitu, i tak się zdenerwowałem, bo już w ogóle nie rozumiem, o co jej chodzi. Żałuję, że zacząłem z tymi zdjęciami, ale ja tylko chciałem zaliczyć praktyki!
- Zejdź jej z oczu na razie – poradziła sekretarka – jak się zdecyduje, to cię zawoła.
Część IV: Pierwsze konsekwencje
Dwie godziny później Kędzikowa w drodze do toalety dopadła na korytarzu Helę niosącą puste skrzynki.
- Co ty tu robisz z tymi skrzynkami, sikso, miałaś pomagać w księgowości?!
- Ale przecież pani prezes posłała mnie najpierw do magazynów do pani Zofii, bo tam ludzi było mało, i tak już zostało – tłumaczyła się dziewczyna.
- Czy wyście się z osłem na łby pozamieniały?! Teresa płacze, że nie ma pomocy do raportów dla ministerstwa, ściągaj te robocze łachy i szoruj do niej!
- Tak jest, pani prezes – Hela zrobiła w tył zwrot i popędziła do piwnicy przebrać się.
Pani Teresa, główna (i jedyna) księgowa w spółdzielni, wychyliła się ze swojego pokoju.
- Pani prezes, ja mam jeszcze taką prośbę: czy ten drugi praktykant nie mógłby posprzątać u nas na wysokich meblach? Jest wysoki, a sprzątaczka tam nijak nie sięga, a nam już kurz z lamp leci na głowy.
- To niech sprząta, znajdźcie go i pokażcie mu robotę! Skaranie boskie z tymi ludźmi, czy ja muszę wszystko za was załatwiać?!
W ten sposób oboje praktykanci trafili do działu księgowości i rozliczeń z rolnikami. Hela, pod kierunkiem pani Teresy, zajęła się wypełnianiem skomplikowanych formularzy, a Heniek przez dwa dni ścierał kurze i mył wysokie meble i lampy w pokojach. Była to również praca fizyczna, ale o niebo lepsza od harówki w magazynach. Jednocześnie słuchał pani Teresy mówiącej bardzo zrozumiale o aktywach i pasywach, kontach przeciwstawnych i bilansach oraz podziwiał zdolności Heli, która bardzo szybko połapała się w skomplikowanych dokumentach finansowych. Jednak cały czas z tyłu głowy pulsowała obawa: czy prezeska nie zaryzykuje? Czy nie zawiadomi milicji? „Może przesadziłem z tym macaniem, chociaż po prawdzie to należało jej się więcej. Może w ogóle przesadziłem, żaden ze mnie szantażysta, nie mam na to nerwów!”. Dopiero teraz dopadły go wątpliwości, ale odwrotu już nie było.
+++
W czwartek prezeska z furią wpadła do działu rachunkowości.
- Waciak, do roboty do magazynu – warknęła. – Zaległe dostawy przyjechały, trzeba wszystko szykować na jutro do zbiorowej wysyłki, a u Zośki znów dwaj robole się uchlali i nie przyszli! Ruszaj dupę, przebieraj się, papiery poczekają!
Heniek posłusznie ruszył do pracy fizycznej; skoro była to swego rodzaju sytuacja awaryjna, nie zaprotestował. Pamiętał, co powiedział jej w poniedziałek i nie chciał dawać innym powodu do podejrzeń, że ma z nią jakieś układy. Przez cały dzień zasuwał w magazynach i na placu; na koniec pracy był tak zakurzony i spocony, że zdecydował się przed wyjściem do domu skorzystać z prysznica, który znajdował się w piwnicy budynku, przy szatni. Nie pytał nikogo o zgodę, chociaż właściwie powinien, bo już raz kierowniczka Zofia nawrzeszczała na niego, że „prysznice są dla pracowników, a nie dla praktykantów i niech sobie wybije luksusy z głowy”.
Hela już wyszła do domu. Ręcznik i mydło miał w szafce, więc w samym stroju roboczym udał się do kąpieli. Na szczęście nie było przerwy w dostawie ciepłej wody, więc z ulgą zmył z siebie brud i pot. Płukał się już, gdy drzwi od kabiny prysznicowej otworzyły się i stanęła w nich pani Zofia. Chłopak szybko zasłonił się ręcznikiem, klnąc w duchu poniewczasie, że zapomniał zamknąć się od środka. Natychmiast przypomniały mu się jej uśmieszki i ekscesy.
- Pani kierowniczko ja już kończę – wymamrotał – za minutkę prysznic będzie wolny.
- Dobrze, dobrze, poczekam – odparła z dziwną miną pani Zofia, nie ruszając się z miejsca. Była ubrana w fartuch roboczy, tak jak większość pracowników, opięty na jej dużym biuście, i robocze klapki.
- No, ale… Ja nie mogę dokończyć, kiedy pani tu stoi.
- A co ty chciałeś kończyć, synku? – uśmiechnęła się kobieta. – Płukanie czy inną zabawę?
- Nie no, co też pani, przecież widzi pani... kąpię się po pracy.
- No to już skończ to, bo będziesz za czysty – sięgnęła do kranu i zakręciła wodę.
Po czym… spokojnie rozpięła guziki swojego fartucha i ściągnęła go, i zaraz potem stanik i majtki. Była teraz kompletnie naga! Stała tak i gapiła się na niego, a on gapił się na duże piersi, trochę obwisłe, ale wciąż robiące duże wrażenie, na kępę czarnych włosów pod brzuchem, na szerokie biodra i w ogóle na całkiem niezłą figurę pięćdziesięciolatki i poczuł, że szybko dostaje wzwodu. „Czego ona ode mnie chce? – myślał chaotycznie – nie dość prezeski, która podgrzewa się własnymi zdjęciami, to jeszcze ta jest zboczona? Kierowniczka ze spółdzielni z uczniem-praktykantem? W razie jakiejś wpadki wszystko zwali na mnie. Co to ma być, jakaś prowokacja? Oskarżenie o gwałt szykuje, czy co?”
- Pani Zofio, co też pani... – zaczął się jąkać – to nie wypada, żebym ja tu był z panią razem… Ktoś może wejść i co sobie pomyśli? Ja już wychodzę.
Kobieta odwiesiła fartuch i bieliznę na haczyk przyczepiony na drzwiach, po czym przekręciła klucz pod klamką.
- Nie kłopocz się synku, nikt tu teraz nie przyjdzie. Wszyscy wiedzą, że ja tu przychodzę się kąpać, i że lepiej mi nie podpadać – powiedziała spokojnie. – Co, nie podobam ci się? Daj, sprawdzę – i nagłym ruchem wyrwała mu ręcznik, którym się zasłaniał.
Heniek usiłował zasłonić się rękami, ale nie bardzo mu się to udawało; jego duży penis, którego nieraz z dumą porównywał z mniejszymi interesami kolegów teraz stał na baczność.
- Noooo, niezły… widzę, że jednak się podobam – stwierdziła z tym samym niepokojącym uśmieszkiem pani Zofia.
- Proszę pani – spróbował ostatniej szansy – ja jeszcze nie mam osiemnastu lat, jestem niepełnoletni, tylko wyglądam na dorosłego, mogą być kłopoty…
- Ale piętnaście skończyłeś?
- Już dawno, przecież jestem już w trzeciej klasie.
- No to kłopoty będą tylko wtedy, jeśli nie będziesz się mnie słuchał. I nie gadaj, że nie masz ochoty, siurek ci sterczy jakbyś zobaczył wszystkie pizdy ze swojej szkoły na golasa – nie hamowała się w wulgaryzmach.
Zrobiła zdecydowanie krok naprzód, popchnęła go, aż oparł się o ścianę, i przywarła do niego całym ciałem. Jedną dłonią odciągnęła jego ręce na bok, drugą chwyciła sterczącego fiuta i zaczęła go masować. Czuł na skórze jej przyśpieszony oddech.
- Dupczyłeś już? – zapytała po chwili.
- Proszę mnie zostawić…
- Dupczyłeś już? – powtórzyła pytanie.
To pytanie przelało czarę goryczy; chłopak poczuł, że wściekłość na tę babę bierze górę nad jego zakłopotaniem. „Jakim prawem ona mnie pyta o takie rzeczy, to nie jej zasrany interes! Jakim prawem w ogóle mnie obmacuje? Czy ona myśli, że każdy nastolatek wydyma taką wredotę tylko dlatego, że jest goła i chętna?”
Z łatwością uwolnił ręce z jej chwytu i odsunął ją od siebie.
- Dosyć tego – warknął – Mówię, że proszę mnie zostawić! Łapy przy sobie! Od tych spraw masz męża, a jeśli on ci nie wystarcza, to Janeczek chętnie pomoże.
Kierowniczka widać nie spodziewała się takiego obrotu sprawy, bo przez chwilę stała zdezorientowana. A po chwili spróbowała uderzyć go w twarz. Tylko spróbowała, bo chłopak bez problemu zasłonił się przed uderzeniem.
- Pani Zofio – powiedział niespodziewanie spokojnie – proszę przestać. Pani widziała, co ja potrafię robić z workami po 30 kilo? Pani się ubierze i zapomnimy o sprawie, dobrze?
- Ty gnoju... – wysyczała kierowniczka, po czym chwyciła bieliznę i fartuch z wieszaka i wypadła z kabiny.
Wściekły chłopak oparł się o ścianę, potem nogi mu zmiękły; osunął się na podłogę i ukrył twarz w dłoniach. Erekcja ustąpiła całkowicie, dyszał głośno, był na skraju płaczu ze zdenerwowania i złości. „Co to było? Jak ona mogła? A może źle zrobiłem? Może powinienem wydupczyć babę, i jeszcze zaproponować powtórkę za tydzień? Nie, po prostu nie, ona nie ma prawa robić mi takich rzeczy, tak jak Janeczek nie prawa robić tego Heli!”.
Posiedział jeszcze chwilę, odetchnął głęboko i dźwignął się na nogi; wytarł się do końca, owinął w ręcznik i wyszedł do szafki w korytarzu założyć ubranie. „Oby to był koniec, oby następny tydzień minął spokojnie – myślał – niech Kędzikowa boi się tych zdjęć na tyle, żeby w razie czego opanować Zośkę, bo inaczej… bieda. Do końca praktyk jeszcze ponad tydzień, trzeba być czujnym do ostatniej chwili.”
Heniek nie wiedział, że nieświadomie zyskał nad obiema kobietami przewagę: ich strach, ale nie ten przed konsekwencjami ich czynów. W obu tych sytuacjach, w gabinecie prezeski i pod prysznicem obie kobiety po prostu przestraszyły się go fizycznie. Kędzikowa widziała go stojącego nad nią, znacznie wyższego, z zaciśniętymi pięściami, a kierowniczka faktycznie przypomniała sobie, że ten o wiele silniejszy od niej chłopak potrafił bez problemu wrzucać na pakę bardzo ciężkie worki, więc wydało jej się, że jeśli znów podniesie na niego rękę, to… no cóż, praktykant potraktuje ją jak taki worek.
IV TYDZIEŃ
W ostatni piątek praktyk około południa pani Maria wywołała Heńka z działu księgowości, w którym oboje spędzili cały tydzień.
- Pani prezes cię woła, masz iść do niej z dzienniczkami praktyk – wręczyła mu dokumenty, które przez ostatni miesiąc trzymała w szufladzie w sekretariacie i wydawała tylko dla uzupełnienia wpisów.
- Jesteś wreszcie – warknęła głośno prezeska, gdy wchodził. – O, przynajmniej nauczyłeś się zamykać drzwi! Dawaj papiery.
Przejrzała dzienniczki, obejrzała wpisy w rodzaju „praca w magazynie”, „praca w księgowości” dokonywane na koniec każdego dnia praktyk. Wzięła w dłoń pióro, chwilę siedziała w milczeniu zagryzając wargi, po czym w obu dzienniczkach w rubryce „Ogólna ocena praktyk” wpisała wyraźnie „4 (dobry)”. Pokazała mu wpisy.
- Może być? – zapytała krótko.
- Może – odparł równie zwięźle. Nie dał poznać po sobie ulgi; do ostatniej chwili obawiał się jakiegoś nieczystego chwytu z jej strony. Okazało się jednak, że sprawa jeszcze nie jest zamknięta.
Prezeska wstała z fotela i dokumentami w dłoni wyszła do sekretariatu.
- Maryśka, tu są ich dzienniczki – rzuciła je na biuro sekretarki. – Wpisałam oceny dzisiaj, bo jutro rano mam lekarza i nie będzie mnie w pracy. Podstempluj je moją pieczątką i naszą firmową, ale dopiero jutro o dwunastej, przed ich wyjściem! I niech im Baśka jutro wypłaci stawki praktykanckie, według przepisów, ma takie upoważnienie. Ale jeśli bachory jutro się spóźnią albo będą chcieli wyjść wcześniej, albo cokolwiek skrewią na do widzenia, to dzienniczki do pieca i niech się sami martwią, co dalej z praktykami!
Cofnęła się do gabinetu, wzięła płaszcz i torebkę i bez słowa opuściła budynek.
Pani Maria zajrzała do dzienniczków i na widok wpisanych czwórek aż znieruchomiała.
- Pani prezes wpisała wam „dobry”? – nie mogła uwierzyć własnym oczom. – To przez te zdjęcia?
- Moje zdjęcia, ale i ciężka praca Heli w księgowości, ale warto było. Nawet pani nie wie, jaka to dla nas radość, te czwórki – zapewniał ją wylewnie Heniek. – Może dostaniemy kiedyś lepszą pracę dzięki temu.
Ponieważ na ten piątek nie było już zaplanowanych kolejnych dostaw, obie kierowniczki pozwoliły im iść do domu parę minut wcześniej; praktykanci jak zwykle zeszli do szatni w piwnicy przebrać się z fartuchów roboczych w normalne ciuchy. Już na początku praktyk ustalili, że ona będzie się przebierać w kabinie prysznicowej, a on przy szafce. Jednak dzisiaj Helenka chwyciła kolegę za rękaw i pociągnęła go do dalszej części piwnicy. Przez ten miesiąc poznali budynek jak własną kieszeń, więc bez problemu trafiła do małego magazynku; otworzyła drzwi kluczem tkwiącym w zamku, a gdy weszli, zamknęła go od środka. Nie zapaliła światła, bo byłoby widoczne przez małe okienko nad drzwiami, więc mrok rozświetlało tylko światło wpadające przez piwniczne, zakurzone okienka.
- Czego tu szukamy? – spytał zdziwiony Heniek – Mało ci jeszcze tej spółdzielni? Chodźmy stąd wreszcie!
- Cśśś, nie tak głośno. Widzisz – zaczęła z zakłopotaniem – ja myślę, że powinnam ci się odwdzięczyć za to, co zrobiłeś.
Heńka przeszedł dreszcz. Czyżby dowiedziała o zdjęciach? Może jakimś cudem podsłuchała? A może Kędzikowa coś nieostrożnie chlapnęła?
- O czym ty mówisz? – zapytał ostrożnie.
- O tym, że załatwiłeś, żeby Janeczek odczepił się ode mnie. Na początku było okropnie, sam widziałeś, ale potem prawie w ogóle nie pchał się z łapami, nie obmacywał mnie, parę razy niby przypadkiem się otarł i to wszystko. Przez całą drugą połowę praktyk miałam spokój. Nie wiem jak to zrobiłeś, ale coś ci się ode mnie za to należy.
Szybko rozpięła guziki fartucha pokazując koledze duże piersi schowane w zwykłym białym staniku. Potem przykucnęła, sięgnęła mu pod fartuch, opuściła spodnie robocze i slipy i od razu przyssała się do fiuta. Ssała główkę i sprawnie masowała go dłonią, widać było, że to nie jest jej pierwszy raz. Heniek, co zrozumiałe, poczuł nagły napływ podniecenia, ale po chwili dotarło do niego, co przed chwilą powiedziała. Z żalem odsunął się i wyciągnął członka z jej ust, po czym podciągnął ją, żeby wstała.
- Dlaczego nie chcesz? – zdziwiła się Hela – Nie lubisz? Każdy chłopak lubi.
- Pewnie, że lubię, tylko…
- Dupczenia nie będzie, bo jeszcze mam okres – zastrzegła dziewczyna stanowczo.
- Idzie o to, że coś ci się pomyliło, ja niczego dla ciebie nie zrobiłem, więc mi nie dziękuj.
- Jak to? A Janeczek?
- Dziewczyno, przecież ja jestem za cienki w uszach na pana Janeczka! Zapomniałaś już, jak omal mnie nie pobił tu obok, w magazynie za to, że mu przeszkodziłem, jak on wtedy ciebie…? Jeszcze nie zwariowałem, żeby znów z nim zaczynać. Gdybym znowu spróbował, to pewnie dopadłby mnie w którymś schowku, albo może w ciemnej uliczce na mieście i załatwił na cacy. To nie moja zasługa, mówię ci. Więc nie dziękuj mi za to, bo potem będziesz myślała, że to dzięki mnie, i jeszcze zaczniesz to rozpowiadać, a to nieprawda – tłumaczył mętnie.
- To nie ty? W takim razie kto?
- Nie wiem – odparł z ulgą, że chyba udało się skierować ciekawość dziewczyny w inną stronę. – Też chciałbym wiedzieć i podziękować, bo mnie też potem było łatwiej. Baba darła się na nas jak zawsze, harowałem przy przeładunkach, ale już nie robiłem wszystkiego za Janeczka. No i wreszcie pracowałem z tobą w innych działach, a tam miałem spokój.
- Dziwne – zadumała się Hela. – A może to coś związanego z tym jubileuszem? Może ktoś z władz coś wtedy powiedział, jemu czy prezesowej? Byłeś tam przecież, a ja nie, widziałeś coś?
- Byłem, bo robiłem zdjęcia; widziałem całą tę aferę, ale czegoś takiego to nie.
- A co dokładnie widziałeś??
Heniek mógł powiedzieć dziewczynie przynajmniej część prawdy.
- Nic nie wiesz? Myślałem, że całe miasto o tym trąbi. Pana Janeczka na jubileuszu w ogóle nie było, a prezesowa strasznie się wtedy upiła – wyjaśniał, niby w skrócie. – Na początku wszystko było dobrze, oklaski, kwiaty, zdjęcia z władzami, wywiad dla gazety, ale potem się rozkręciła z piciem i szybko schlała się się na amen. Znaleźli ją śpiącą w kiblu, nie mogli dobudzić, mąż ją odebrał samochodem. W niedzielę trzeźwiała, w poniedziałek po tej bibce była w pracy cały dzień wściekła, a we wtorek w ogóle nie było jej w spółdzielni, bo była w ratuszu albo w Radzie Narodowej, nie wiem dokładnie. Może wtedy coś jej nagadali na temat traktowania pracowników, może ktoś stąd wygadał się im na imprezie albo napisał jakiś anonim? Więc to pewnie dlatego mieliśmy potem spokój, i mamy te czwórki z praktyk.
- Czwórki? – Hela wytrzeszczyła oczy – Nie tróje? Dała nam czwórki za praktyki? Skąd wiesz?
- Przy mnie wpisała je do dzienniczków, sam widziałem. Tylko na razie dzienniczki leżą u Maryśki i mamy je dostać podstemplowane dopiero jutro. W sumie, jest wytłumaczenie: ja zrobiłem te zdjęcia, a Tereska bez twojej pracy do dzisiaj siedziałaby nad tymi raportami, więc zrobiliśmy dużo ponad nasze obowiązki.
Oszołomiona Helenka zagryzła wargi w zamyśleniu.
- Może i tak – ustąpiła w końcu. – W takim razie mieliśmy naprawdę dużo szczęścia, że to na naszych praktykach był ten jubileusz. Heniek, a powiedz mi w takim razie... – zaczęła się wahać, jakby nie mogąc dobrać słów – to tak głupio zabrzmi... nie chcę, żebyś sobie źle o mnie pomyślał, ale…
- Wykrztuś wreszcie, nie będę tu wiecznie stał!
- Bo... gdyby to nie było podziękowanie, tylko wiesz, tak… po prostu, to… chciałbyś? – wypaliła.
Heniek milczał zaskoczony.
- Pewnie teraz sobie pomyślałeś, że ja lecę tak do wszystkich jak jakaś zdzira – stwierdziła smutno dziewczyna. – Ale to nie tak, ja nie jestem łatwa! Mnie nie lubią w klasie, dziewczyny mnie wyśmiewają w szatni przed wf, chłopaki nazywają „Grubą”…
- Ja nigdy ciebie tak nie nazywałem! – zaprotestował chłopak (co zresztą było zgodne z prawdą) – I większość cię lubi, naprawdę, tylko ci głupi cię wyzywają. I właściwie to ja powinienem dziękować tobie. Gdybyś wtedy, na samym początku, nie powstrzymała mnie z tą skrzynką, to teraz pewnie jechałbym już do poprawczaka. To może ja powinienem ci się odpowiednio odwdzięczyć, na przykład w przyszłym tygodniu? – zażartował i, zaskakując samego siebie, wziął ją za ręce.
- Idź, idź – wyrwała się i szturchnęła go w ramię z uśmiechem. – To jak z tamtym, chcesz czy nie?
Heniek przyciągnął ją do siebie i mocno pocałował w usta. Nie broniła się, objęła go i znów sięgnęła do fiuta.
- Pewnie, że chcę – szepnął – każdy by chciał.
- Ale ja nie każdemu proponuję – obruszyła się.
- Tym bardziej chcę. Tylko najpierw…
Znów całował ją przez dłuższą chwilę, potem rozpiął jej fartuch do końca i rzucił na podłogę, następnie zrobił to samo ze swoim fartuchem i podkoszulką.
- Zdejmij tę uprząż, bo przeszkadza – szepnął.
Zachichotała, sięgnęła do tyłu i po chwili stanik był odpięty. Chłopak odrzucił go i zaczął ssać i pieścić gołe piersi, a po chwili sięgnął jedną ręką do tyłka dziewczyny i zaczął go masować przez majtki. „Ależ ona ma wspaniałe cycki – pomyślał sobie – i dupka niczego sobie, szkoda, że nie mogę dzisiaj ściągnąć jej majtek i zapoznać się z nią bliżej. I w ogóle jest taka… pociągająca. I wcale nie chodzi tylko o ciałko. Dlaczego nie zauważałem jej wcześniej?”.
Hela pod wpływem pieszczot zaczęła postękiwać. Wreszcie rozejrzała się po magazynku i wskazała mu jedyne krzesło stojące w rogu.
- Siadaj tam, będzie wygodniej.
Heniek położył przed krzesłem fartuchy, a następnie zsunął spodnie i slipy; rozsiadł się na krześle z rozstawionymi nogami i odchylił się trochę. Hela uklękła przed nim na podłożonych fartuchach, miała na sobie tylko majtki.
- O kurde, rzeczywiście wielki! – skomentowała sterczącego pionowo członka; chłopak początkowo nie zwrócił uwagi na to „rzeczywiście”.
- No to musisz się postarać – uśmiechnął się; ujął ją za włosy z tyłu głowy, drugą dłonią zsunął skórkę tak, żeby odsłonić całą główkę sterczącego penisa. Otworzyła usta i wciągnęła go. Poczuł jak wargi układają się dokoła trzonu, a język zaczyna jeździć po główce. Zdołał tylko zajęczeć z przyjemności, a potem było coraz lepiej.
Hela zaczęła go wspaniale pieścić ustami, językiem i dłonią. Jedną rękę oparła na jego udzie, drugą trzymała penisa i masowała go u podstawy; ruchami głowy połykała go do połowy i wypuszczała, czasem z wysiłkiem pozwalając główce dotknąć gardła. Język przesuwał się czasem po żołędzi, a czasem po całym członku, od góry do dołu. Heniek oparł ręce na jej nagich ramionach, dyszał coraz szybciej i czuł, że to nie potrwa długo. Przypomniał mu się lodzik od Danki, koleżanki z klasy, dwa miesiące temu; po długich namowach obciągnęła mu po lekcjach w męskim kiblu, ale więcej tam było masowania niż ssania, nie było porównania z tym, co dzisiaj pokazała Hela. To ciepło i wilgoć na główce, ten ucisk i masowanie, to było chyba lepsze niż pośpieszne zabawy z dupciami z niższej klasy, w parku po potańcówkach!
Chwycił ją za pierś i mocno pomasował.
- Uważaj, zaraz dojdę – szepnął – chcesz do buzi czy na buzię?
- Może być do buzi – odszepnęła wyjmując na chwilę członka z ust. Potem powróciła do obciągania. Oparła obie dłonie u nasady penisa, a kilka następnych szybkich i głębokich ruchów głowy wystarczyło, żeby chłopak z głośnym jękiem skończył. Chwycił dziewczynę za głowę i przytrzymał, pompując kilka strumieni spermy do jej ust. Oboje znieruchomieli na długą chwilę. Potem ona podniosła się z kolan, przeszła w drugi róg pomieszczenia i wypluła na brudną podłogę wszystko, co miała w ustach. Wróciła do chłopaka, a on odetchnął głęboko, niespodziewanie chwycił dziewczynę w pasie i posadził ją sobie na kolanach. Objęła go i przytuliła się.
- Dzięki, Helcia – szepnął całując jej piersi ze sterczącymi sutkami i głaszcząc po plecach – jesteś wspaniała. Naprawdę, nie wciskam ci kitu, to było super.
- A ty masz naprawdę dużego, i bardzo fajnego – odszepnęła.
- Powiedz, dlaczego mi obciągnęłaś, skoro nie z wdzięczności?
- To moja sprawa – odparła po chwili milczenia i zacisnęła usta.
- Dobrze, nie chcesz gadać, to nie. Ale i tak było klawo.
- Nikomu nie powiesz?
- Nikomu – zapewnił – nikt nie będzie mówił o tobie źle. Ani że jesteś gruba, ani że łatwa, bo jedno i drugie to nieprawda. Posiedźmy tak jeszcze chwilę, dobrze?
- Dobrze...
Posiedzieli więc jeszcze chwilę przytuleni, prawie nadzy, jakby czekali, że dzięki tej chwilowej bliskości złe wspomnienia ostatniego miesiąca wyparują z nich i znikną. Potem ubrali się w fartuchy i ostrożnie wyszli z magazynku, żeby już normalnie przebrać się i wyjść do domu.
OSTATNIA SOBOTA
Zgodnie z niepisaną tradycją w sobotę na zakończenie praktyk Hela i Heniek przynieśli ciasta upieczone przez ich mamy. Spotkało się to z aplauzem personelu biurowego, a ciasta zyskały wiele pochwał, które obiecali przekazać mamom. Sobota, ostatnia czy nie, była jednak dniem pracy, więc Hela kończyła jeszcze razem z panią Teresą formularze, a Heniek pod kierunkiem kasjerki, pani Basi porządkował raporty kasowe. Odebrali także skromne wynagrodzenie za praktyki.
Kiedy spotkali się znów w sekretariacie, a większość ciast była już zjedzona, pani Zofia postawiła na stół wino.
- Co to za uroczystość bez toastu – obwieściła – wódki nie proponuję, bo jeszcze małolaty jesteście, ale wina możecie już chlapnąć. No to - wasze zdrowie, i żebyście miło wspominali praktyki!
- Zosiu, to nie wypada – zgorszyła się pani Tereska – to jeszcze uczniowie, co oni sobie o nas pomyślą?
Praktykanci popatrzyli na siebie i zobaczyli w swoich oczach tę samą myśl: „One dopiero teraz się martwią o to, co my pomyślimy? Po miesiącu wrzasków i przekleństw Kędzikowej, po bójce pijanych robotników na placu, rozróbach z Janeczkiem, winie w szafkach sekretariatu, po wielu innych takich sprawkach?”. Na dokładkę o tę opinię troszczyła się ta z pań, która traktowała ich najlepiej, i najwięcej ich nauczyła.
- Ja dziękuję, nie piję – Hela pokręciła głowa, kiedy pani Zofia postawiła przed nią szklankę. – Naprawdę, proszę mi nie nalewać.
- Ale co ty gadasz? Chcesz, żebym się obraziła?
- Absolutnie nie, tylko ja naprawdę nie piję, ani w pracy ani poza pracą.
- Zosiu, nie nalewaj jej, skoro nie chce – pani Tereska ujęła się za praktykantką.
- Ale co „nie nalewaj”, dlaczego ona ma nie pić, skoro my pijemy? Synek, a ty co, dlaczego nie pijesz?
- Bo… też nie piję.
- Następny abstynent się znalazł – zarechotała Zofia – mam wierzyć w to, że młodzież teraz nie pije, choćby wina?
- Nie wiem jak inni, ale ja nie, a już na pewno nie w pracy – odpowiedział Heniek spokojnym głosem, choć w środku już się gotował. Ile czasu jeszcze zostało do tej dwunastej?
Kierowniczka mamrotała coś jeszcze pod nosem, ale nie udało jej się nakłonić praktykantów do wychylenia choćby szklanki wina za zdrowie pracowników.
Wreszcie zaczęli się zbierać do domu. Poszli jeszcze do magazynów pożegnać się z robotnikami, co wywołało zdziwienie i u urzędniczek i u samych robotników.
- Po kiego grzyba do tych roboli? – dziwiła się pani Zofia, choć przecież to ona pracowała z tymi „robolami” na co dzień.
- Pani Zofio – odpowiedział poważnie Heniek – mój ojciec od ponad dwudziestu lat pracuje w fabryce, jest starszym majstrem na wydziale i gdyby się dowiedział, że odchodziłem z pracy i nie pożegnałem się ze wszystkimi, nawet z tymi mniej ważnymi, to tak by mnie prześwięcił, że przez trzy dni bym nie usiadł.
Kierowniczka tylko machnęła ręką lekceważąco.
Odebrali wreszcie od pani Marii podstemplowane dzienniczki praktyk, pożegnali się ze wszystkimi w budynku mniej lub bardziej oficjalnie; pan Janeczek w tę sobotę wyjechał gdzieś Żukiem, co szczęśliwie zdjęło z nich obowiązek uściśnięcia mu dłoni i powiedzenia „Do widzenia”.
Z ogromną ulgą opuścili siedzibę spółdzielni. Po drodze do domu co chwila sprawdzali, czy dzienniczki praktyk z wpisanymi drogocennymi „czwórkami” bezpiecznie tkwią w kieszeniach.
- Miałeś rację rano z tymi ostrzeżeniami – westchnęła w pewnym momencie Hela. – Skąd wiedziałeś, że na sam koniec będą jeszcze się czepiać?
- Nie wiedziałem na pewno, ale miałem takie przeczucie po tym, co Kędzikowa powiedziała wpisując te czwórki; o tym, że jeśli coś przeskrobiemy na do widzenia, to nie zaliczymy praktyk.
- I to wino to była pułapka, tak myślisz?
- Przecież sama zauważyłaś, że coś jest nie tak. Przedtem też chlali w sekretariacie, ale nigdy nas nie częstowali. A dzisiaj namawiali i namawiali. A gdybyśmy wypili, i to całą szklankę, to mogliby nawet wezwać milicję, że niby „niepełnoletni przyszli pijani do pracy”. Im uszłoby na sucho, nam nie.
- Wydaje mi się, że Zośka uwzięła się właśnie na ciebie, nie tylko dzisiaj, ale i w ogóle. Też to widziałeś?
- Tak – odparł krótko. Nie miał ochoty wdawać się w szczegóły.
-Możesz w poniedziałek przyjść pod szkołę trochę wcześniej? – zapytał zmieniając temat. – Musimy uzgodnić zeznania o praktykach.
- To znaczy?
- Jeżeli zaczniemy opowiadać w klasie same najgorsze rzeczy, to zapytają dlaczego dostaliśmy aż czwórki, i dlaczego w ogóle nie wezwaliśmy na nich milicji. A jeśli wszystko najgorsze zataimy, to będzie zdziwienie dlaczego nie dostaliśmy piątek; na dokładkę wieść się rozniesie i ci z następnej klasy bardzo będą chcieli tam iść na praktyki.
- Dobrze, spotkajmy się o pół do ósmej przy sklepie koło szkoły. – zgodziła się Hela.
- Dlaczego nie pod szkołą?
- Dlatego, że… I tak nie zrozumiesz.
- To co, idziemy na lody? – zmienił temat – W końcu jesteśmy teraz taaacy bogaci!
- Nie, dziękuję ci, ja nie jem lodów na mieście.
- Dlaczego? Te na rynku są super!
- Są, ale… kiedyś kupiłam sobie Bambino w SAM-ie spożywczym, jadłam go po drodze, spotkałam Bogdana i następnego dnia cała klasa śmiała się ze mnie, że obżeram się lodami, mimo że i tak jestem gruba. No, może nie cała klasa, ale też było nieprzyjemnie.
- Przecież ty nie jesteś gruba – stwierdził po raz kolejny chłopak – jesteś taka… troszkę większa, niż w sam raz, a poza tym większość dziewczyn w naszej klasie to straszne chudziny.
Doszli do skrzyżowania w centrum, gdzie ich drogi rozchodziły się.
- To co teraz będziesz robić? – spyta trochę niedyskretnie Heniek.
- Zjem obiad i po prostu… będę czytać. Mamie udało się kupić najnowsze „Opowiadania” Niziurskiego, muszę zająć czymś głowę, żeby zapomnieć o praktykach. A ty?
- Ja tak samo: obiad, a potem, nie wiem, może pójdziemy z chłopakami na miasto albo grać w piłkę. Też muszę zająć czymś głowę, bo praktyki ciągle mi w niej siedzą. Tak czy inaczej, muszę ci się jakoś odwdzięczyć za tę skrzynkę.
- Idź, idź, świntuchu – zaśmiała się. – To do poniedziałku – wyciągnęła do niego rękę, a kiedy wyciągnął swoją, wydało mu się, że przytrzymała ją w swojej dłoni trochę dłużej. – Na czwartej lekcji godzina wychowawcza z profesorką, a potem matma z nią. Zobaczymy jaką minę zrobi na widok „czwórek”!
c.d.n. (bo okazało się, że praktyki miały także bardziej długofalowe konsekwencje)
(Jak zwykle, będę wdzięczny za komentarze i recenzje)
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
1 komentarz
TakiJeden
Opowiadanie spodobało mi się, bo ,prócz oczywistego talentu pisarskiego Autora, ma w sobie spory pierwiastek autentyzmu. Pozwala to snuć domysły, że opisane wydarzenia i realia, są w znacznej mierze osobistymi przeżyciami piszącego.
Dodatkowego smaczku sprawia też osadzenie akcji w realiach czasów słusznie minionych, być może nieznanych młodszym czytelnikom.
Czekam na część trzecią, w której zapowiadasz konsekwencje już opisanych wydarzeń. Być może, tak potraktowane obie starsze kobiety, planują zemstę na bohaterze opowiadania.