Słodka Agresja 3.

5.

     Dni mijały leniwie. Sylwia poznała kilka nowych osób, ale nie zmieniło to zbytnio stanu rzeczy. Ich grupka przesiadywała zazwyczaj przed telewizorem i w nużącym tempie pochłaniała kolejne filmy, programy, a nawet reklamy. Od czasu do czasu wywiązywała się jakaś rozmowa i przez tę krótką chwilę wydawało się, że nie jest tak źle.  
     Sylwia dyskretnie śledziła Wiktora. Jednak pomimo tego, co powiedziała jej Raczkowska, nie była w stanie porozmawiać z tym tajemniczym chłopakiem. Sylwia postanowiła więc go obserwować i stało się to jej małą obsesją.
     Wiktor nie był zbyt towarzyski i bardzo rzadko rozmawiał z innymi. Jego ulubionym zajęciem było wpatrywanie się w ogrodzoną, sztuczną murawę orlika. Patrzył wtedy spod bujnej czupryny nieobecnym wzrokiem. Sylwia przyzwyczajała się powoli do tego spojrzenia i w głębi duszy wiedziała, że nie powinna chłopakowi współczuć. Tego właśnie najbardziej nienawidzą niepełnosprawni – współczucia i litości.  
     Pewnego razu, podczas gdy na ekranie przewijał się kolejny nudny film, Sylwia postanowiła dowiedzieć się więcej.
- Ktoś z was rozmawiał kiedyś z Wiktorem? – zapytała, zerkając jeszcze po sali i upewniając się, że chłopaka nie ma akurat w pobliżu.
- Piłkarzem? – zapytał Mateusz, a jego rude włosy zalśniły w blasku padających przez okna popołudniowych promieni słońca. – Niewielu z nim rozmawiało. Niewielu próbowało.
- Ja próbowałam! – włączyła się jak zawsze aktywna Justyna. – Ale nie chciał ze mną rozmawiać.  
- Ciekawe dlaczego... – burknął Mateusz, a Justyna szybko sprzedała mu kuksańca w żebra.
- Czyli nikt z was z nim nie rozmawiał? – ciągnęła Sylwia.
- Gość nie ma powodów, by z kimkolwiek gadać. – oznajmiła Monika i nerwowym ruchem poprawiła opaskę na nadgarstku. Była jedną z „samobójczyń”, jak nazywała je Justyna. – Nie musi pokazywać, że mu zależy.
- Co masz na myśli?
- Jest jednym z tych, którzy przychodzą na określony czas. Już w momencie przyjęcia wiedzą, kiedy wyjdą, bez względu na to, co napisze o nich Raczkowska.  
- Rodzice wysyłają tu takich, żeby poznali trochę innych dzieciaków z problemami. – Mateusz zrobił szeroki, ironiczny uśmiech.  
- Spędzisz tam kilka tygodni i zrozumiesz, że nie tylko ty masz problemy, synu. – Justyna grubym głosem starała się parodiować męski głos. – Tylko o tyle cię proszę, potem zrobisz, co zechcesz.
     Wiktor nie musiał zatem przejmować się ani rozmowami z Raczkowską, ani innymi pacjentami. Prawdopodobnie nie musiał podlewać też żadnej zbędnej roślinki w swoim pokoju. Sylwia mimowolnie pozazdrościła mu sytuacji, ale zaraz złapała się na tym, że przecież Wiktor znalazł się w takiej sytuacji z powodu utraty nogi. To tak jakby gratulować głuchej osobie, że nie musi słuchać głupich rozmów.  
     Zagryzła dolną wargę, aż poczuła na języku krew.  
- Pamiętaj, co mówiła Raczkowska. – mówiła do siebie w myślach. – Głęboki wdech i wydech. Kontroluję to, jestem panią własnego losu.
     Sylwia poczuła, że atak jej przechodzi. Fala gorąca rozchodziła się po jej ciele, wprawiając kolejne partie mięśni w drżenie. Zmieniła szybko pozycję na kanapie i skupiła się na tym, aby nie okazać przed innymi tych złych emocji. Po chwili przejechała wzrokiem po twarzach towarzyszy i uznała z ulgą, że nikt na nią nie patrzy.  
     Na ekranie pojawił się uśmiechnięty prezenter i zaprosił na wieczorną prognozę pogody. Kolejny, leniwy dzień chylił się ku końcowi, a Sylwia mimo niemal całego dnia spędzonego przed telewizorem, poczuła się zmęczona.

6.

- Goooool! – darł się komentator sportowy z prawdziwą wprawą i przejęciem. – Wspaniałe trafienie! Czy państwo to widzieli!?
     Do Sylwii docierały kolejne wrzaski i podniecony głos wydobywający się niewielkiego głośnika. Podniosła głowę i poczuła ból w karku. Musiała zasnąć na kanapie.
- Cholera. – wydusiła, siadając prosto i masując szyję.  
     Drzemka nie należała do zbyt przyjemnych. Nie dość, że przy każdym poruszeniu głową czuła teraz bolesne pulsowanie, to jeszcze straciła na kilka chwil kontakt ze światem. To była bez dwóch zdań jedna z tych drzemek, po których człowiek musi chwilę pomyśleć, zanim sobie przypomni, jak się nazywa.  
     Sylwia zauważyła, że za oknem zrobiło się już dość ciemno. Sanitariusze ogłaszali wszystkim ciszę nocną zazwyczaj między 22:00, a 22:30. W wyjątkowych okolicznościach pozwalali niektórym na trochę dłuższe przebywanie we wspólnej sali, pod warunkiem zachowania względnej ciszy.  
     Na kanapie siedział już tylko Mateusz i Bartek, reszta Sali wyglądała na pustą. Chłopcy, widząc, że się obudziła, pomachali.
- Witaj śpiąca królewno! – przywitał ją ten pierwszy. – jak się spało?
- Zajebiście. – burknęła Sylwia. – dlaczego nikt mnie nie obudził?  
- Zbyt smacznie spałaś. – odezwał się drugi chłopak. – nie mieliśmy serca.
- Jasne...
     Sylwia pokręciła szyją i poczuła, jak mięśnie stopniowo wracają na swoje miejsce. Miała nadzieję, że podczas snu nie wyglądała jak kompletna idiotka. Z drugiej strony, kogo to z resztą obchodziło? Jej na pewno nie.
- Kto gra? – zapytała, chociaż o piłce nic praktycznie nie wiedziała.
     Mateusz spojrzał na nią badawczo, jakby sprawdzał, czy jest w ogóle godna udzielania jej tej informacji.
- Chelsea przeciwko Tottenhamowi. – powiedział ktoś z boku.
     Sylwia niemal podskoczyła. Przy słabym świetle jarzeniówek zupełnie przegapiła za pierwszym razem obecność dziwnego cienia po lewej stronie kanapy. Poczekała chwilę, aż blask ekranu telewizora rozświetli bardziej tamto miejsce. Tuż obok niej stał srebrny wózek, a na nim siedział nie kto inny, jak Wiktor.
     Ciarki przebiegły jej po plecach i ze zdziwieniem poczuła, że się czerwieni. Na szczęście przy takim świetle i tak nikt tego nie zauważy. Nawet Wiktor. Sylwia zesztywniała mimowolnie, a w sercu poczuła znajome, przyspieszone bicie.  
     Bartek i Mateusz wymieniali między sobą spostrzeżenia z meczu. Sylwia nie była jednak w stanie skupić na ich słowach choć trochę uwagi. Zamiast tego sprawdziła dyskretnie, w jakim stanie są jej włosy i gdy przebiegła po nich dłonią, z bólem zrozumiała, że znajdują się w okropnym nieładzie. Ściągnęła szybkim ruchem gumkę z nadgarstka i zrobiła kucyk.  
     Chwilę później zbeształa się w myślach. Dlaczego tak się denerwujesz, dziewczyno? Wrzuć na luz, nic się nie dzieje! Zrobiła się zła na siebie i swoje zupełnie niezrozumiałe zachowanie. Chciała iść do swojego pokoju, ale pomyślała, że tak nagłe wyjście może źle wyglądać. Zamiast tego zapytała:
- Długo jeszcze? – nikt nawet na nią sie spojrzał.
- Ostatnie dziesięć minut. – burknął po chwili Bartek. Najwyraźniej drużyna, której kibicował, musiała przegrywać.
- Kto wygrywa? – Sylwia wiedziała, że takie pytania zazwyczaj bardzo denerwują facetów podczas oglądania meczu, ale do głowy nie przychodziło jej nic innego, a nie chciała milczeć.
- Jeden do zera dla Tottenhamu, ale spokojnie Chelsea cały czas atakuje i zaraz wyrówna.  
     Nic to Sylwii nie mówiło, ale skinęła głową. Dziesięć minut to nie dużo. Poczeka i pójdzie do pokoju wtedy, gdy i oni się rozejdą. Trochę się uspokoiła.
- Za bardzo się otwierają. – odezwał się znowu znienacka Wiktor, tym razem jednak do Bartka. Miał miękki głos. Pewny, choć pozbawiony emocji. – W dodatku trener ściągnął z boiska ich jedynego defensywnego pomocnika. Chelsea to przegra.  
- Po meczu inaczej będziesz śpiewał. – parsknął pewny siebie Bartek.
     Wiktor nic nie odpowiedział. Powoli obrócił wózek i ruszył w stronę pokoi. Po chwili wszyscy usłyszeli cichy chrzęst zamykanych drzwi dochodzący z korytarza. Bartek i Mateusz skwitowali jego odejście kolejno parsknięciem i machnięciem ręki.
     Myśli Sylwii powędrowały w niebezpiecznym kierunku. Starała się myśleć logicznie, ale im bardziej się skupiała, tym mniej rozumiała. Nie wiedziała, co właściwie powinna czuć. Z jednej strony Wiktor budził w niej niezdrową ciekawość i miała ochotę poznać jego historię. Jednak gdy chłopak znajdował się w pobliżu, czuła coś w rodzaju paraliżu blokującego całe jej ciało i umysł. Gdzieś z tyłu głowy pomyślała, że taka reakcja może oznaczać tylko jedno. Siłą całej swojej woli odtrąciła od siebie myśl o tym, że może coś czuć do Wiktora. To absurd, przecież właściwie go nie zna.  
     Bartek i Mateusz wstali z kanapy. Rudowłosy chłopak szybkim ruchem sięgnął po pilota. Ekran zrobił się czarny, a Sylwia wybudziła się z letargu.  
- Koniec? Kto wygrał? – zapytała. – Musiałam znowu na chwilkę odpłynąć. – powiedziała, aby usprawiedliwić pytanie.  
- Dwa do zera. – powiedział zniesmaczony Bartek, po czym chłopcy rozeszli się do swoich pokoi.  
     Sylwia uśmiechnęła się, nie zdając sobie nawet sprawy, że to robi. Z jakiegoś dziwnego powodu ucieszyła się, że Wiktor miał rację. A może uśmiechała się z zupełnie innego powodu? Z całą pewnością nie była teraz w stanie wysnuć żadnego rozsądnego wniosku, poczuła jednak, że po raz pierwszy od dłuższego czasu, nie ma w sobie ani krzty agresji.

2 komentarze

 
  • Lolitkaa1

    Czekam na więcej! :D

  • Mariposa2000

    Super

  • Deaborn

    @Mariposa2000  
    Cieszę się, że się podoba i dziękuję za dobre słowo :)