Lizzy 4

Niepewnie uniosła jedną powiekę. Czy to już ranek? Tego nie była pewna. Wymacała zegarek na szafce i musiała minąć chwila, nim jej ostrość wzroku powróciła i mogła odczytać godzinę. Ósma rano. Leniwie zwlokła się z łóżka i poczłapała odsłonić okna. Ciężkie zasłony blokowały wszelkie promienie słońca, które natychmiast wpadły do środka, gdy tylko Liz im na to pozwoliła. Przymrużyła powieki, gdy rażące światło ją oślepiło. Po chwili jednak jej oczy przyzwyczaiły się do jasności. Potarła twarz i gwałtownie zamrugała powiekami, widząc na podjeździe nieznany samochód. Możliwe, że to tylko ktoś do Nirana, w końcu był ważnym biznesmenem, mógł spotykać się z najważniejszymi klientami w domu.  Miała jednak złe przeczucia. Przezornie, szybko się ubrała i doprowadziła twarz oraz włosy do porządku. Standardowo uzbroiła się po zęby i cicho nacisnęła klamkę. Szła powoli i nasłuchiwała. Rozpoznała Nirana i Malie. Ale był jeszcze ktoś. Miała wrażenie, że kiedyś już gdzieś słyszała ten niski, męski głos, ale nie była pewna, do kogo należy. Wciąż dręczyło ją mroczne uczucie, że zaraz stanie się coś niemiłego. Niepewnie stawiała kolejne kroki, aż w końcu stanęła w progu jadalni. Jej oczy zmieniły się w maleńkie szparki, gdy dostrzegła skuloną Malie, u boku roześmianego Nirana. Siedzieli tyłem do niej. Nieznajomy zajął miejsce z brzegu. Liz zacisnęła pięści, gdy zobaczyła, jak przyjaciółka, drżącą dłonią, podaje mężowi miseczkę z płatkami owsianymi. O mało nie pękła ze złości, gdy usłyszała jego pytanie, skierowane do ciemnowłosej:
- Nakarmisz mnie?
Nie odpowiedziała. Z oczami pełnymi łez, chwyciła łyżkę i zanurzyła ją w gęstej mazi. Blondynka gniewnie zmarszczyła brwi i szybkim krokiem podeszła do stołu. Wzrok miała wlepiony w Nirana. Stanęła obok niego i gdy tylko ją ujrzał, chwyciła miskę i wylała jej zawartość na jego idealnie ułożone włosy.
- I jak? Smakowało? – zapytała z chytrym uśmieszkiem.  
- Lizzy – wydukała zszokowana dziewczyna, z szeroko otwartym oczyma.  
- Widzę, że masz gościa o ognistym temperamencie.
Jasnowłosa skierowała swój piorunujący wzrok na gościa. Coś w niej drgnęło, gdy dostrzegła jego twarz. Minęła zaledwie sekunda, a ona już wiedziała. To był on. Jedna z przyczyn jej próby samobójczej.  
- Ty… - wysyczała przez zaciśnięte zęby i powoli zaczęła się do niego zbliżać.
- Czyli mnie poznałaś? Jak miło cię znów widzieć, Liz. Jesteś jeszcze ładniejsza, niż wcześniej – uśmiechnął się czarująco, a zarazem diabelsko.  
- Zdajesz sobie sprawę  z tego, w jakiej jesteś sytuacji?
- Owszem, będę mieszkać ze ślicznotką.  
- Słucham? – zdębiała.  
- Liz, poznaj naszego nowego współlokatora – wtrącił Niran, ocierając twarz chusteczką.  
Blondynka przez chwilę mierzyła go nienawistnym wzrokiem, po czym przeniosła spojrzenie na największą kanalię, jaka kroczyła po świecie. Uśmiechnęła się leniwie, lecz był to uśmiech zwiastujący natychmiastowe unicestwienie. W mgnieniu oka wyciągnęła broń zza pasa i zamierzała przyłożyć ją do skroni przeciwnika. Ten jednak, jakby przewidział to i dokładnie w tym samym momencie, w jego dłoni pojawił się pistolet. Oboje mierzyli do siebie, patrząc na siebie wrogo.  
- Nawet jeśli mam resztę życia spędzić za kratkami, z chęcią wyślę cię do diabła – warknęła, a jej oczy zdawały się być przesiąknięte furią i czystą nienawiścią.  
- O ile ci się uda. Chyba wiesz, że to nie będzie takie łatwe. Mnie trudno pokonać, powinnaś o tym wiedzieć.  
- Zmieniłam się. Już nie jestem taka, jak pięć lat temu. Nic pokonasz mnie tak łatwo.  
- To fakt, zmieniłaś się… Wyostrzył ci się język, jest na czym zawiesić oko… Ale to chyba tyle. Nie sądzę, abyś była silniejsza psychicznie, niż wtedy. Jesteś tylko małą, pokrzywdzoną… - urwał, widząc, jak jej różowe usta rozciągają się w uśmiechu.  
- Doprawdy? Niedocenianie przeciwnika nie jest w twoim stylu, Suriyonie. Tym razem nawet się do mnie  nie zbliżysz, twój braciszek tym bardziej. Jeśli chcesz go tu sprowadzić, śmiało. Z chęcią wypruję mu flaki. Zapłacisz mi za to, co mi zrobiłeś. On też.  
- Obawiam się, że się spóźniłaś. Przedawkował.  
- Szkoda, naprawdę. Wolałabym, ukatrupić go osobiście, ale widzę, że nie będzie mi dane tego dokonać. W takim razie ty musisz mi wystarczyć.  
- Zapowiada się ciekawie. Czekam na to.  
- Liz, skąd się znacie? – odezwała się cicho Malie.  
- Zmienił moje życie w piekło. Jestem mu coś winna za to.  
- Nigdy nie pytałaś, dlaczego chciała popełnić samobójstwo? – zapytał Niran, zwracając się do żony.  
Lizzy zacisnęła zęby. A jednak znalazł coś, co mogło ją wyprowadzić z równowagi. Doprawdy, udało mu się perfekcyjnie.  
- Skąd o tym wiesz? – Ciemnowłosa z przerażeniem spojrzała na męża.  
- Kochanie, wiem o niej wszystko. To nie było dobre posunięcie, aby ją tu sprowadzać… Wiesz, co jej zrobił?
- Dość – przerwała mu Liz. – To przeszłość. Już dawno się z tym uporałam, a zatruwanie życia tej gnidzie będzie tylko urozmaiceniem i w sumie jestem ci niemal wdzięczna za sprowadzenie go tutaj. Nie muszę go szukać. Sam się nawinął, wybornie.  
- Zobaczymy, czy będzie tak wspaniale, jak sądzisz – powiedział Niran, mierząc ją kpiącym spojrzeniem.  
- Mam pokój obok ciebie, także będziemy dobrze się bawić – odezwał się Suriyon.  
- W to nie wątpię. – Posłała mu jedno spojrzenie pełne pogardy i wyszła, ciągnąc Malie za sobą.  
- Wybieracie się dokądś? – zapytał Niran, nim znikły mu z oczu.  
- Owszem, ale nie twój interes, gdzie – odpowiedziała, nawet na niego nie patrząc.  
- Nie rób nic głupiego.  
Przystanęła i prychnęła pod nosem.  
- Myślisz, że ciebie posłucham?  
- A ty myślisz, że ci pozwolę? On pójdzie z wami, wszędzie. Nigdzie się bez niego nie ruszysz.  
- Widzę, że nie cenisz sobie życia przyjaciela. Wiesz, że wypadki chodzą po ludziach? Przykro by było, gdyby przypadkiem coś mu się stało, nie sądzisz? – zapytała i posłała mu szatański uśmiech.  
- Nie pozbędziesz się go tak łatwo. Celowo wybrałem kogoś, kto jest w stanie ci dorównać i nie zawaha się przed niczym, jak ty. Jest mi winien przysługę, więc życzę ci miłej zabawy. Na pewno nie będziecie się nudzić. To dla ciebie. – Rzucił jej kluczyki od samochodu.  
Złapała je w locie, patrząc na niego uważnym spojrzeniem.  
- Dlaczego mi je dajesz?
- Samochód jest twój, rób z nim co chcesz.
- A jeśli odmówię?
- Będziecie jeździć z Suriyonem.  
- Wciąż nie rozumiem, jaki masz cel.
- To bezpieczny samochód, ma kuloodporne szyby. Dbam o żonę.  
- Chyba nie wiesz, co oznacza słowo „dbać”.  
- Wiem lepiej, niż może ci się wydawać. A teraz będę się już zbierał. Miłego dnia, drogie panie. Do zobaczenia wieczorem.  
Wyszedł, posyłając Liz ostrzegawcze spojrzenie. Wiedziała, że ucieczka od niego nie będzie łatwa, a jeszcze ma na głowie dodatkowy kłopot. Suriyon. Na sam widok jego twarzy robiło jej się niedobrze i budziły się w niej mordercze instynkty. Obiecała sobie, że ta gnida słono zapłaci jej za krzywdę, której przez niego doświadczyła.  
- To gdzie jedziemy? – Suriyon zapytał radośnie, uśmiechając się do Liz.
Zmierzyła go ognistym spojrzeniem pełnym pogardy i nienawiści. Gniewnie zmarszczyła brwi i syknęła jadowicie:
- Ty sukinsynu, nigdzie nie jedziesz.  
- Auć, zabolało. – Teatralnie wywrócił oczyma i przyłożył rękę do serca.  
- Zapamiętaj sobie jedno. Zbliż się do mnie na odległość pięciu metrów, a zagwarantuję ci życie kaleki.  
- Nawet nie przekraczając takiej odległości mogę ci nieźle zaszkodzić. Nie doceniasz mnie, Liz.  
- Spróbuj to zrobić, a przekonasz się, kim się stałam.  
- Zaryzykuję – odparł z kpiącym uśmieszkiem.  
Nie odpowiedziała, tylko odeszła, zabierając ze sobą Malie.  
- Idź się przygotować, za godzinę pojedziemy na zakupy – poleciła Liz i zostawiała przyjaciółkę samą.  
Nawet się nie obejrzała. Parła prosto przed siebie. Pragnęła choć chwili samotności, aby wszystko sobie przemyśleć. Szła, jak zahipnotyzowana. Wzrok miała wlepiony prosto przed siebie. Wszystko powróciło, jak się spodziewała. Ale tym razem nie ugnie się pod naporem przeszłości. Pokona to. Musi. Przez jej głowę przeleciało miliony wspomnień… Szczególnie dobrze zapamiętała jedno.
To była zimna i deszczowa noc. Wracali do domu po niezbyt udanym wieczorze. Widziała, że był wściekły, tylko nie potrafiła określić konkretnego powodu. To przez to, że ten dzień był dla niego naprawdę pechowy i kulminacja tego dała taki efekt? Czy chodziło o coś jeszcze? Poczuła zapach papierosów i skrzywiła się. Nienawidziła tego smrodu. Skoro jednak zapalił, a doskonale wiedział, że tego nie znosiła, musiał być na skraju wytrzymałości. Milczał przez całą drogę. Spojrzała na jego profil, ale dostrzegła tylko kaptur, który zarzucił na głowę. Zacisnęła zęby i wlepiła wzrok za okno. Nie chciała, aby widział jej łzy. Jechał naprawdę szybko, choć było ślisko, ciemno i padał deszcz. To tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że coś jest nie tak. W końcu dotarli pod jej dom. Wyszła z samochodu, starając się zachować choć pozory, że jego zachowanie nie robi na niej wrażenia. W mgnieniu oka wyciągnął z bagażnika jej torbę. Spojrzała na niego i to wystarczyło, by zrozumiała, iż on nie ma najmniejszej ochoty dłużej z nią przebywać. Nawet samo patrzenie na nią zdawało się być dla niego nie do zniesienia. Poczuła bolesny uścisk w gardle. Schyliła się po torbę, choć początkowo cofnął rękę.
- Daj mi ją, widzę, że jesteś wściekły – powiedziała i odebrała swoją własność.  
Nie chcąc tego bardziej przeciągać, odwróciła się do niego plecami i odeszła. Nim zdążyła wykonać parę kroków, usłyszała, jak ostro rusza z miejsca. Jego złość była niemal widoczna. Chociaż może słowo furia byłoby trafniejsze.  
Oparła się bezsilnie o ścianę. To wspomnienie było bardzo bolesne. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że było ono dopiero początkiem piekła, jakie ją czekało. Teraz, wszystko zdawało się ułożyć w jedną, logiczną całość.  
- Czyżby ktoś źle się poczuł?  
Słysząc ten głos, cała energia, która z niej uleciała, powróciła do niej ze zdwojoną siłą. Nienawiść była bardzo silnym uczuciem, które dawało motywację do działania.



Zachęcam do komentowania ^^ Chciałabym wiedzieć, co Wam się podoba, a co jeszcze muszę poprawić :)

Nataliaaaxd

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i kryminalne, użyła 1987 słów i 10818 znaków.

1 komentarz

 
  • Efkaaa

    Czekam na kolejną część. :)