Lizzy

Zniecierpliwiona, popatrzyła na zegarek. Cholera, spóźni się.  Krążyła po lotnisku bez celu. Nie było żadnej wolnej taksówki, musiała czekać na autobus. Dopiero co przyleciała do Tajlandii, a już miała ochotę wracać. Spojrzała na swój bagaż. Wielka waliza i torba ciążąca na ramieniu nie poprawiały jej samopoczucia. Nie chciała tu nigdy wracać, ale musiała. Cóż, to tu była jej ojczyzna. Zaklęła szpetnie pod nosem. Gdyby nie prośba najważniejszej osoby w jej życiu, za nic w świecie nikt by jej tu nie zobaczył. Pomyślała o Malie, swojej jedynej przyjaciółce z dzieciństwa. Znały się od zawsze. Ich drogi rozeszły się, gdy Lizzy wyprowadziła się z rodzicami do Anglii. Uważały się za siostry, więc to rozstanie nie było łatwe.  
Westchnęła, przypominając sobie łzy w oczach przyjaciółki, gdy się żegnały. To było pięć lat temu. Tak bardzo nie chciała jej opuszczać, ale nie miała wyjścia. Przeżyła tu straszne chwile i nie chciała nigdy do tego wracać. Nawet teraz, mając dwadzieścia dwa lata, wciąż czuła się nieswojo w tym miejscu. Zacisnęła pieści, musi być silna dla Malie. Ona jej potrzebuje i to bardzo. Ma kłopoty i ktoś musi się nią zaopiekować. Wezbrał w niej gniew, gdy przypomniała sobie słowa dziewczyny:
- Lizzy błagam, pomóż mi. On nie chce dać mi spokoju. Prześladuje mnie. Podstępem zmusił mnie do małżeństwa i teraz muszę z nim mieszkać. Szantażuje mnie, że zniszczy moją rodzinę, jeśli odmówię.  
To wszystko było jakąś kpiną. Nie mogła uwierzyć, że Malie dała się w to wpakować. Niemniej jednak, musiała jej pomóc. Cała sprawa wciąż nie była dla niej jasna, ale musiała posiłkować się na tym, co wiedziała tymczasowo. Dowie się wszystkiego na miejscu.  
     Odetchnęła, gdy w końcu mogła wysiąść z tej nagrzanej do tysiąca stopni puszki na kołach, zwanej autobusem. Otarła pot z czoła. Potrzebowała orzeźwiającej kąpieli i to zaraz.  
- Malie, już jestem – powiadomiła przyjaciółkę, gdy ta do niej zadzwoniła.  
- To świetnie! Zaraz po ciebie przyjadę.  
- Dobrze, czekam. Tylko pośpiesz się, jest tu gorąco, zaraz się rozpłynę.  
- Jasne – dziewczyna zaśmiała się i dodała – będę za kilka minut.  
Jak powiedziała, tak było. Lizzy nie musiała długo czekać. Zdziwiło ją jednak jedno. Samochód, jakim przyjechała Malie, nie należał to tanich. Niska, szczuplutka dziewczyna wyszła jej na przywitanie. Jej ciemne, falowane włosy opadały na opalone ramiona. Niemal czarne oczy zasłaniały okulary przeciwsłoneczne. Ubrana była w zwiewną, białą sukienkę, która zachwycała swą prostotą, ale i elegancją.  
- Lizzy, tak się cieszę, że cię widzę!  
Padły sobie w ramiona.  
- Ja też, Malie, ja też. A teraz powiedz mi, skąd masz taki samochód.  
- Mogę wydawać pieniądze na co zechcę, to chyba jedyny plus tego małżeństwa. – Dziewczyna uśmiechnęła się smutno.  
- Jak to się w ogóle stało?
- To bardzo długa i skomplikowana historia.  
- Muszę wiedzieć o wszystkim.
- Wolę nie rozmawiać o tym tutaj.  
- Powiedz mi tylko, jak mam go traktować, gdy go spotkam.  
- Tak, jak traktowałabyś kogoś, kto żywi się bólem innych.
- Słucham? – O mało nie zabrakło jej tchu.  
- Niran nie jest taki, jaki się wydaje. Z początku miły i kochany, okazuje się tyranem bez serca. - Ramiona ciemnowłosej zaczęły drżeć.  
- Siostrzyczko, nie płacz, jestem tu, żeby ci pomóc. Wyciągnę cię z tego, obiecuję.
- Dziękuję – wyszeptała. – Dziękuję, że masz odwagę mnie wspierać.  
- Chodźmy do samochodu – zaproponowała.
Malie skinęła głową i podeszła do bagażnika. Uchyliła jego klapę i pomogła przyjaciółce wpakować bagaże.  
- Daleko mieszkasz? – zapytała Lizzy, gdy ruszyły w drogę.
- Nie, jakieś piętnaście minut jazdy autostradą.  
- A co z twoimi rodzicami? Dlaczego nie zwróciłaś się do nich?
Dziewczyna zacisnęła palce na kierownicy, słysząc to pytanie. Lizzy uważnie ją obserwowała. Sprawa zapewne jest bardzo zawiła.
- Nie mogą. Jeśli spróbują, on ich zniszczy. Ciebie nie zna, nie wie, kim jesteś. Nic nie może zrobić tobie, ani twoim bliskim.  
- Może dlatego, że już ich nie mam.
- Jak to? – W głosie dziewczyny było słychać zaskoczenie.
- Zginęli rok temu w katastrofie lotniczej. Nie miałam nikogo, poza nimi. Jestem sama.  
- Masz mnie – odparła cichym głosem.
- Tak i dlatego nie pozwolę mu cię tknąć. Pamiętasz, że zawsze interesowałam się bronią?
- Tak, czasem przerażała mnie twoja wiedza na ten temat.
- Rozwinęłam to hobby. Ukończyła kilka kursów z samoobrony i muszę się pochwalić, że jestem całkiem niezła. Nawet mogę mieć własną broń. Mam pozwolenie. Dlatego możesz czuć się przy mnie bezpiecznie.  
- Poważnie? Nie wiedziałam, że zostałaś tajniakiem!
- Nie zostałam żadnym tajniakiem – zaśmiała się. – Umiem się bronić i ciebie też ochronię w razie potrzeby.  
- Ostrzegam, że z nim może być ciężko. Od dwóch tygodni staram się go unikać.
- Jak długo jesteście małżeństwem?  
- Formalnie już pół roku, ale dopiero niedawno zmusił mnie do tego, aby mieszkała z nim. Rodzice próbowali mnie chronić, ale udało im się to tylko na kilka miesięcy. Powiedział, że zniszczy naszą kwiaciarnię, jeśli nadal będę mieszkała z nimi.  
- Dlatego się zgodziłaś?  
- Tak. Mój ojciec chciał mnie powstrzymać, ale nie miałam wyboru. Co byśmy zrobili, gdyby przez niego stracilibyśmy jedyne źródło dochodu? Jedynym wyjściem było przystanie na jego żądania.  
- Czy… on cię skrzywdził? – zapytała cichym głosem, czując, że robi jej się słabo.
- Nie – zaprzeczyła. – Próbował, ale chyba ma jeszcze w sobie coś z człowieka i widząc, że nie chcę, dał mi spokój. Wiem, że to jednak nie będzie trwało wiecznie.  
Lizzy poczuła ulgę. Na całe szczęście, jej przyjaciółka nie doświadczyła tego okropieństwa.  
- Cieszę się. Zamorduję go, jeśli ci coś zrobi. Mówię poważnie. Nie daruję mu. Nigdy. Jak w ogóle doszło do tego małżeństwa?  
- Rodzice mieli długi. Ten, od którego pożyczyli pieniądze, powiedział, że im daruje, jeśli wyjdę za niego. On miał z sześćdziesiąt lat!  
- I co było dalej?
- Wtedy pojawił się Niran. Nie wiem, skąd i dlaczego, ale zaproponował, że spłaci moich rodziców, a ja mam podpisać akt małżeństwa z nim. Potrzebował tylko tego papierku. Chodziło o interesy. Nic wielkiego, tylko jeden podpis. Umowa była taka, że ja fikcyjnie jestem jego żoną, ale nic nas nie łączy. A on miał zniwelować długi i tak nasze drogi miały się rozejść. Nie wiem, dlaczego tak się na mnie uwziął. Mógł mieć każdą. Właściwie wciąż może. Jest jednym z najbogatszych ludzi w kraju. Odziedziczył fortunę po ojcu.  
- Nie wydało ci się to podejrzane, że akurat ty?
- Tak, ale nie miałam wyjścia. Teraz jestem w jeszcze gorszej sytuacji…
- Skąd pewność, że nie wyrzuci mnie, kiedy mnie pozna?
- Nie wyrzuci. Obiecał mi, że jeśli chcę, mogę zabrać kogoś ze sobą do jego domu. Taka była umowa. Z rodziny nikogo nie zabiorę, nie mogę ich na nic narażać. Dlatego też zrozumiem, jeśli i ty nie zechcesz tam zostać.  
- Spokojnie. Ja na pewno cię nie zostawię. Pamiętaj, że mam tylko ciebie. Nie mogę cię stracić.  
- Dziękuję, naprawdę.
Zatrzymała samochód przed bramą. Lizzy rozejrzała się dookoła i o mało nie zagwizdała z wrażenia. To miejsce było niemal, jak wyrwane z bajki. Po wjeździe na posesję, musiały jeszcze jechać kilkaset metrów, nim dotarły pod dom, a raczej willę.  
- Gorąco! – jęknęła Lizzy przeciągle, gdy wysiadła i przeczesała palcami swoje blond włosy.
- Nie dziwię się, masz na sobie czarne ubrania.  
Blondynka popatrzyła na dopasowane skórzane spodnie i luźną koszulę.  
- Lubię czerń, poza tym, w ten sposób dopasowuje się do swojej roli. Od teraz jestem twoim ochroniarzem.  
Malie zaśmiała się i wyciągnęła torby z bagażnika. Po chwili przed nimi pojawiły się dwie młode dziewczyny.  
- Witamy, pani Malie. Wnieść bagaże pani gościa do środka?  
- Tak, proszę. Lizzy – zwróciła się do przyjaciółki. – Poznaj Pim i Dao. Pracują tu jako pomoc domowa.  
- Hej! – Lizzy wyszczerzyła się przyjaźnie.  
- Dzień dobry pani. – Obie przywitały się, okazując szacunek poprzez złożenie rąk jak do modlitwy i delikatny ukłon.  
- Błagam, nie róbcie tego. Odzwyczaiłam się i teraz ciężko mi na to patrzeć.  
Dziewczyny popatrzyły na siebie zaskoczone, nie rozumiejąc zachowania gościa.  
- Po prostu traktujcie mnie, jak równą sobie – dodała blondynka.  
- Liz – westchnęła Malie – daruj im, nie będą czuły się dobrze, nie okazując ci szacunku. Przywyknij.  
- W porządku – mruknęła pod nosem, zrezygnowana.  
Nie chciała, aby nieustannie przypominano jej gdzie jest. Jeszcze raz spojrzała na zdezorientowane dziewczęta. Były mniej więcej w jej wieku. Już zapomniała, jak to jest okazywać innym szacunek w taki sposób. W Anglii nie musiała tego robić. Tam była anonimowa. Nikt nie zwracał uwagi na jej wygląd. Przefarbowała włosy na blond i zauważyła, że służące dziwnie się na nią patrzą z tego powodu.  
- Chodźmy do środka, musimy nadrobić stracone lata – powiedziała Malie z uśmiechem.  
Lizzy jednak wiedziała, że przyjaciółka nie zamierzała spędzać czasu na ploteczkach. Skoro nie ufała służbie, sprawa musiała być poważna. Nikt nie mógł się na razie dowiedzieć, kim naprawdę była Liz i co potrafi.  
- Nie założył nigdzie podsłuchu? – zapytała jasnowłosa, gdy znalazły się za drzwiami pokoju Malie.  
- Nie wiem – odparła niepewnie. – Nie pomyślałam nawet o tym.
- Sprawdzę.  
Zaczęła przeszukiwać pomieszczenie bardzo dokładnie, ale na szczęście nie znalazła nic podejrzanego. Z ulgą usiadła na łóżku i powiedziała:
- Czysto. Teraz słucham.  
- Szczerze mówiąc, to nie mam pojęcia, co robić. Nie pozwoli mi wziąć rozwodu, nawet nie próbuję. Jest potężny w strefach politycznych i prawnych. Nie mamy najmniejszych szans.  
- Rozumiem, że nawet nie warto o tym myśleć. Dobrze, a ucieczka? Myślałaś o tym?
- Znajdzie mnie wszędzie.  
- Nie, jeśli dobrze cię ukryję. Zawsze możesz wyjechać…
- Nie – przerwała jej. – Zemści się na moich rodzicach. Pamiętaj, że mam młodsze rodzeństwo. Muszą chodzić do szkoły i się uczyć. Potrzebują pieniędzy i rodziców.  
- Ale czego on od ciebie chce? Dlaczego akurat ty?
- Dobre pytanie. Przed tym, zanim zaczął mnie traktować, jak swoją własność, spotkaliśmy się kila razy. Był wspaniały. Nie sądziłam, że tak naprawdę, to tylko ukrywa swoje prawdziwe  oblicze.  
- Ile ma lat?
- Dwadzieścia pięć.  
- Jest tylko trzy lata straszy od nas i jest tak bogaty?
- Mówiłam, że odziedziczył wszystko po ojcu.  
- Racja. A co z jego matką?
- Nie żyje od kilku lat. Ma jeszcze piętnastoletnią siostrę. Wstrętna dziewczyna.
- Słucham?
- Utrudnia mi życie, jak tylko może. Nie wiem, czemu mnie tak nie znosi.  
- Jest teraz w domu?
- Nie, ma jeszcze lekcje w szkole.  
- A on?
- Jest w pracy. Wraca dopiero wieczorem.  
- Pokaż mi dom. Muszę poznać teren boju.
Malie uśmiechnęła się i odparła:
- Oczywiście. Chodź za mną.  




Nie wiem, czy jeszcze ktoś tu mnie pamiętaj ;p Niemniej jednak zapraszam do lektury :)

Nataliaaaxd

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i kryminalne, użyła 2122 słów i 11450 znaków.

1 komentarz

 
  • AnonimS

    Ja ciebie nie kojarzę . Zestaw na tak. Pozdrawiam