Praskie wspomnienia część 2

- Nie kłam ,gnoju.  Brak ci odwagi żeby się  przyznać.
Mówiąc te słowa podchodził bliżej  mnie. Był starszy i silniejszy, mimo to nie uciekałem. Przyjąłem obronną postawę i patrzyłem mu prosto w oczy.  
- Ja nie kłamię, to Zygmunt mnie napadł i chciał zabrać mi colta.  
- Jakiego colta ? O czym ty pierdolisz?  
Zacisnął pięść szykując się do zadania ciosu. Cofnąłem się o krok do tyłu nie spuszczając z niego wzroku. Nagle jego wzrok powędrował ponad moją głową. Zauważył nadchodzącego Adama. Sytuacja się zmieniła. Adam od razu przystąpił do rzeczy.  
- Mówiłem że te dzieciaki są pod moją ochroną.  Czego się go czepiasz?  
- Bo w walce użył narzędzia i rozbił głowę bratu.  
- Zygmunt to tchórz i kłamca, nie wiem co ci powiedział ale to nieprawda. Napadł na nich gdy się bawili w ruinach. Wszyscy to potwierdzili.  Więc spadaj bo oberwiesz.  
Brat Zygmunta odszedł bez słowa. Podziękowałem Adamowi  za interwencję.  Po pewnym czasie zauważyłem, że w szkole koledzy patrzą na mnie inaczej. Drastycznie się zmniejszyła ilość zaczepek i bójek. Szczególnie kiedy po dwudniowej nieobecności zjawił się Zygmunt.  Głowę miał owinientą bandażem, który tworzył czepek Hipokratesa. Od tej pory omijał mnie z daleka.  
To zdarzenie uzmysłowiło mi,  że żeby mieć spokój i szacunek, trzeba nie bać się i postawić nawet starszemu i silniejszemu. Ale samo postanowienie to nie wszystko . Trzeba było się nauczyć walczyć.  Poprosiłem ojca o instrukcję.  Ojciec, przedwojenny fan uprawiania “ciężkiej atletyki"  * a także boksu i gimnastyki akrobatycznej,  zgodził się pod warunkiem że będą to głównie techniki obronne a zdobyta wiedza ma być używana do samoobrony.  Ale podstawą ćwiczeń była gimnastyka akrobatyczna.  Szczególnie ćwiczenia równowagi na jednej nodze, robienie mostka w tym także z użyciem do podparcia pleców głowy,co uwalniało ręce.  Musiałem także skakać na skakance. Ojciec preferował aktywną obronę.  Żadnych twardych bloków, tylko uniki ciałem, głową a także zbicia ciosów.  Dopiero w starszym wieku doceniłem mądrość tych założeń.  Po prostu byłem za słaby fizycznie na twardą obronę. Podstawą takiej taktyki musiały być: szybkość i wytrzymałość.  Więc biegaliśmy wspólnie i codziennie trenowaliśmy uniki i zbicia. Po paru miesiącach zacząłem zauważać różnicę w czasie bójek. Coraz lepiej radziłem sobie z wyższymi,  silniejszymi i starszymi przeciwnikami.  Wśród rówieśników nie miałem sobie równych. Z tamtych lat najbardziej zapamiętałem dzień kiedy mój ojciec wrócił do domu w jasnym popelinowym płaszczu, pochlapanym mocno zaschniętą krwią.  Byliśmy w domu przerażeni ale uspokoił nas,  mówiąc że to nie jego krew.  Indagowany przez babcię i mamę,  wydusił niechętnie że został napadnięty przez jakiś opryszków i obronił się. A krew dlatego zaschła że musiał złożyć zeznania na Cyryla i Metodego.Te zdarzenia spowodowały, że tym bardziej przykładałem się do treningu.  Rodzice postawili mi jeszcze jeden warunek.  Zgadzali się na duży luz pod warunkiem efektywnej nauki w szkole.  Doświadczenia ostatniej wojny w której moja rodzina straciła cały majątek, skutkowało nauką powtarzaną przy każdej okazji okazji jak mantra “to co masz w głowie, tego Ci nikt nie zabierze". Ponieważ nieraz się przekonałem, że moi rodzice byli konsekwentni to nie miałem wyjścia i musiałem się uczyć. Cały wolny czas poświęcałem nauce i treningowi. Tylko od czasu do czasu mogłem spotkać się z kolegami i wyskoczyć porozrabiać na dzielnicy. Z innych ciekawych zdarzeń zapamiętałem zdarzenie ze szkoły. Syn oficera z nowych bloków Wiesiek zaczął w szatni obmacywać koleżankę Lidkę . Ona i jej koleżanka Krysia były źle traktowane przez rówieśników ponieważ obie były córkami rozwódek i nie miał kto stanąć kto w ich obronie.  Lidka się broniła i podrapała agresora,  który rozwścieczony uderzył ją w twarz. Akurat wszedłem do szatni i widząc co się dzieje odepchnąłem Wieśka. Był ode mnie starszy o rok ale nie miało to dla mnie znaczenia. Pewnie by na tym się skończyło, ale to był koniec lekcji i w szatni było sporo uczniów.  Koledzy zaczęli go podpuszczać i nie miał wyjścia. Rzucił się na mnie z pięściami i został za to ukarany. Oberwał kilka ciosów w twarz,  rozbiłem mu nos i rozciąłem wargi.  Pokonany przysiadł w kącie a obie dziewczyny wyszły ze mną.  Mimo moich protestów odprowadziły mnie pod dom niosąc mój tornister oraz worek z kapciami.  Trzeba było trafu że pod domem spotkaliśmy mojego ojca który przyszedł na obiad.  Dziewczyny od razu wygadały to co się stało. W domu ojciec udzielił mi krótkiej reprymendy. Gadał jakieś banały: że w szkole nie należy stosować przemocy, a kiedy zapytałem to co miałem zrobić nic mi nie odrzekł.  To że zajście powinienem zgłosić nauczycielom nie chciało mu przejść przez gardło.  Na Pradze się nie donosiło.  
Następnego dnia w szkole wychowaczyni klasy zapytała się o zajście.  Nim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć,  koledzy z klasy opowiedzieli o zdarzeniu. Nauczycielka poprosiła mnie o  dzienniczek i wpisała prośbę o przyjście rodzica lub opiekuna do szkoły. Uśmiechnęła, się do mnie i powiedziała że wezwanie rodziców to pomysł kierownika szkoły.  Po przyjściu do domu,  znowu odprowadzony przez Lidkę i Krysię opowiedziałem o wszystkim ojcu. Wiedziałem że prawdomówność rodzice cenili najbardziej.  
Do szkoły poszedł ojciec. Po powrocie powiedział tylko tyle że załatwił temat.  Kiedyś po latach usłyszał że wtedy był również ojciec Wieśka. Mój ojciec w obecności kierownika, oświadczył temu oficerów ze przed wojną oficer by bronił honoru kobiety w razie potrzeby stając nawet do pojedynku.  Zapytał czy teraz w polskim wojsku są inne standardy. Tak zaskoczył tym stwierdzeniem ich obydwu ze uznali moje zachowanie za uzasadnione. Sprawa rozniosła się szybko po szkole a te dziewczyny inni koledzy zostawili w spokoju.  Wdzięczne, do końca roku odprowadzały mnie do domu, nosząc za mnie tornister i worek. Kiedy protestowałem, z uśmiechem mówiły że muszę mieć wolne ręce gdybym musiał je bronić.  

*”nazwa obejmująca dawniej 2 dyscypliny sportu: zapasy i podnoszenie ciężarów; do 1957 w jednej organizacji - Polskim Tow. Atletycznym

400 czyt.
100%95
AnonimS

opublikował opowiadanie w kategorii kryminalne i obyczajowe, użył 1153 słów i 6465 znaków, zaktualizował 3 kwi o 18:28.

5 komentarzy

 
  • kaszmir

    kaszmir · 1 lipca

    Dzień dobry
    Poruszasz bardzo ważne aspekty jak prawdomówność i honor (kobiety). W mojej rodzinie mundur pojawiał się w każdym pokoleniu. Ale najbardziej wspominam mojego dziadka w ułańskim rynsztunku. Cóż czasy się zmieniają i pewne wartości uznaje się za stereotypowe. Ruch emancypacji zmienił rolę kobiety i dobrze, ale pewne konwenanse w niektórych sprawach powinny pozostać. Jesteśmy niezależne, wykształcone ale lubię jak każda kobieta być adorowana i broniona przez mężczyznę.  

    Podobnie jak u ciebie w mojej rodzinie kładło się na wykształceni, nauka była na pierwszym planie... słyszę do dzisiaj słowa rodziców uczcie się dzieciaki, żeby wam lepiej w życiu było. Tak poza to z domu najwięcej wynosimy nauki i wskazówek na życie.

    Pozdrawiam i milego dnia

  • AuRoRa

    AuRoRa · 5 kwietnia

    Warto słuchać mądrości rodziców, czasem się tego nie docenia, ale po czasie okazuje się, że były cenne. Bronieni płci słabszej to wyczyn godny pochwały Przyjemnie się czyta te wspomnienia.

  • angie

    angie · 3 kwietnia

    Cytując klasyka "Zestaw na tak"

  • Margerita

    Margerita · 3 kwietnia

    łapka w górę bo miał rację kiedyś się mężczyźni pojedynkowali o kobietę a teraz

  • nefer

    nefer · 3 kwietnia

    Jak zawsze, dobrze Ci wychodzą spomnienia.