Praskie wspomnienia część 4

Praskie wspomnienia część 4Kolejnym wyzwaniem był prezent jaki otrzymałem od babci na imieniny.  Podarowała mi gitarę.  Od tego dnia każdą wolną chwilę poświęciłem nauce gry na tym instrumencie.  Po sześciu miesiącach opanowałem podstawowe chwyty( akordy)  co umożliwiło mi grę utworów popularnych zespołów.  Często siadaliśmy z Markiem na ławeczce przed blokiem żeby pograć. Znaliśmy tylko kawałki zespołów młodzieżowych ery bigbitu. Towarzyszyły nam dziewczyny i  koledzy. Kiedyś gdy tak siedzieliśmy w kilkanaście osób, podszedł do nas jeden z najgroźniejszych bandytów pięćdziesięcioletni “Globus". Prawie połowę swego życia przesiedział w mamrze. Pięć lat dostał w pierwszym wyroku za zabicie człowieka w bójce. Kolejne piętnaście za zabicie meliniarza,  który sprzedał mu trefny alkohol.  W zasadzie dostał wyrok dwadzieścia pięć lat ale wyszedł po skróceniu go za dobre sprawowanie. Jego mołojecką sławę ugruntował pojedynek na brzytwy, który stoczył zaraz po wyjściu z więzienia z “Siwym". Powodem był spór o “ Buśkę" z którą obydwaj chcieli mieszkać.  
Pijany, zażądał źeby mu zagrać andrusowskie tango.  Chętnie byśmy to zrobili, ale nie umieliśmy.  Wkurwiony Globus,  któremu wszyscy grajkowie w okolicznych knajpach grali na życzenie za  darmo,   uderzył mnie otwartą ręką w twarz.  Zagroził przy tym, że jeśli nie zagramy to połamie nam gitary.  Zdesperowany, rzuciłem gitarę na kolana siedzącej obok dziewczyny i z całej siły dwoma rękoma, pchnąłem w pierś napastnika.  Zamroczony alkoholem i nie spodziewając ataku,  przewrócił się na plecy jak wór. Uderzył przy tym głową w trotuar i stracił przytomność. My uciekliśmy w tym zamieszaniu, a do leżącego ktoś wezwał pogotowie.  Po opatrzeniu i założeniu opatrunku poszkodowany odmówił udania się do szpitala.  To zdarzenie nie pozostało bez następstw.  Ojcowie Marka i mój  ( notabene koledzy z AK)  przeprowadzili z Globusem męską rozmowę i zagrozili mu że go skasują, jeśli nas nie zostawi w spokoju.  Poza tym poszła fama po dzielnicy,  że jak pierdolnąłem Globusa to pogotowie musiało przyjechać. Nie wyprowadzałem nikogo z błędu, że to było pchnięcie a nie cios. Raptem powiększyła się liczba znajomych, którzy zaczęli mi pierwsi cześć mówić na dzielnicy.  
Szkoła,  treningi,  nauka gry na gitarze i kochanka wokół tych spraw kręciło się moje życie.  
Pewnego dnia nie poszedłem do szkoły. Siedziałem w domu brzdąkając na gitarze. W pewnym momencie usłyszałem nawoływania i krzyki oraz odgłos kroków kogoś kto biegł po schodach. Z ciekawości otworzyłem drzwi wejściowe do wspólnego korytarza i zobaczyłem biegnącego “Afrykana “, który krzyczał- gonią mnie psy. Zaprosiłem go do środka i starannie zamknąłem drzwi wejściowe jak i wewnętrzne do do naszego mieszkania. Siedzieliśmy po cichu nasłuchując. Po kilkunastu minutach ktoś zaczął energicznie dobijać się do drzwi wejściowych. Po dłuższej chwili starsza kobieta,  która zamieszkiwała w sąsiednim lokalu otworzyła drzwi. Do wspólnego korytarza wszedł pukający.  Przedstawił się jako sierżant milicji i zapytał czy nikt tu nie wchodził.  Staruszka która słabo słyszała, odparła że nikt.  Nie pytana, dodała że jej rodzina jest poza domem.  Dodała że u nas też nikogo nie ma.  Na dowód swoich słów nacisnęła klamkę drzwi do naszego mieszkania,  które przezornie zamknąłem. Milicjant poszedł sprawdzać inne mieszkania a my zaczęliśmy półgłosem rozmawiać. Afrykan wypytywał mnie o szkołę i o akcję z Globusem a na koniec stwierdził że mimo że jestem małolatem to mam u git ludzi z naszego terenu“ w porządku". Gdyby ktoś próbował pytać u kogo,  miałem podawać jego ksywkę. Niedługo potem wróciła moja babcia.  Nie okazała zdziwienia na widok niespodziewanego gościa.  Że się połapała w sytuacji , świadczył fakt, że kiedy Afrykan chciał wychodzić,  powiedziała żeby został bo radiowóz milicji nadal stoi pod domem. Poczęstowała nas zupą a po jakimś czasie wyszła przed dom sprawdzić co się dzieje. Kiedy wróciła , powiedziała, że nie ma już milicji.  Tu muszę wtrącić parę słów o git ludziach i Afrykanie.  Na dzielnicy rządzili ludzie z nowej grypsery, zwani git ludźmi. Byli to młodzi mężczyźni z reguły po wyrokach .  Pozostali dzielili się na grypsujących i nie grypsujących.  Ja należałem do tej drugiej grupy. Ci którzy “biegali" z git ludźmi dzielili się na tych co mieli “ w porządku “ i tych co mieli “kiepsko”. W naszym rejonie pierwsze skrzypce wśród git ludzi grali Afrykan i Sum. Pozostali to “Czarny" , “Rudy “- starszy brat Zygmunta, “Cygan" ,”Siwy". Innych ksywkę nie pamiętam ponieważ skład grupy się zmieniał.  Jedni szli do więzienia,  niektórzy do wojska. Niektórzy wyjeżdżali, zmieniając miejsce zamieszkania. Starzy kryminaliści jak Globus,  byli nazywani zgredami i byli poza grupą.  Nikt ich nie zaczepiał bez ważnego powodu, ale niepisane prawa i wzorce zachowań ustalali ci młodzi.  
Dalej robiłem swoje a o sprawie z Afrykanem zapomniałem. Kiedy przestali go poszukiwać ,cała ich grupa zaczęła się spowrotem spotykać w małpim gaju nad Wisłą.  
Po około dwóch miesiącach po opisanym zdarzeniu,  przechodziłem tamtędy chcąc pójść do sąsiada, który nad Wisłą miał swoją miejscówkę na ryby i obiecał mi pokazać jak się je łowi metodą gruntową. Nagle zawołał mnie Afrykan.  Siedzieli w większej grupie,  popijając wino. Wśród nich była chyba najpiękniejsza dziewczyna w okolicy, osiemnastolatka Ela ksywka “ Lalka”. Widywałem ją na podwórku,  ale ona nie zwracała uwagi na takich małolatów jak ja. Patrzyli na mnie z ciekawością , zdziwieni po co mnie zawołał. Powiedział,  że uratowałem mu dupę, dając mu schronienie przed milicją. Dodał że po to mnie przedstawia, żeby wiedzieli że mam u nich “w porządku “ i gdybym potrzebował pomocy,  to będą mi pomogać. Pierwszy ruszył Sum i podał mi rękę.  Po nim zrobili to pozostali. Na końcu swoją dłoń podała mi Lalka, sympatycznie się uśmiechając. Dostałem też wino w musztardówce.  Na szczęście skończyło się tylko na jednej szklaneczkę.  To był pierwszy raz w życiu kiedy piłem alkohol.  Poszedłem na ryby ale rozbolała mnie głowa,  więc niewiele pamiętam z nauk sąsiada. Siedziałem nad wodą tak długo aż przestała mnie głowa boleć i mogłem wrócić do domu.  
Kolejne dni mijały dość monotonnie. Tylko nikt mnie nie zaczepiał.  Widać rozeszło się po okolicy że “biegam z git ludźmi" .  
Zakończył się rok szkolny i wyjechałem na dwa miesiące na wieś w koszalińskie.  Oczywiście z gitarą i nauką przekazane przez sąsiadkę . Luz,  wyprawy do lasu,  pływanie, jazda  konna i łowienie ryb w czystej Parsęcie. I ona.  Osiemnastolatka o imieniu Ksenia , córka wysiedlonych  ludzi   z  Bieszczad . Niezbyt wysoka o pięknych długich włosach zaplatanych w gruby warkocz. Twarz nie skażona żadnym makijażem.  Proporcjonalna budowa ciała,  zgrabne choć silne nogi, twarde piersi wielkości dużych jabłek,  ze sterczącymi sutkami ,  widocznymi przez lnianą bluzkę. Biustonosza nie nosiła. Taka typowa naturszczyca. I zaiskrzyło. Stóg siana,  jakieś nadrzeczne krzaki, las który otaczał wioskę,  to były miejsca naszych potajemnych spotkań . Okazało się że mimo młodego wieku nie jest dziewicą.  Bóg ustrzegł od wpadek,  zarówno wykrycia naszych schadzek jak i od tego, że nie zaszła w ciążę.  Wysiedleńcy to ludzie  należący albo sympatyzujący z UPA więc nienawidzili Lachów.
I wykrycie naszego związku mogło się źle skończyć zarówno dla niej jak i dla mnie.  
Po jakże udanych wakacjach,  nastąpił powrót na Pragę.  Dziewczyny których broniłem poszły do liceum.  Ja rozpocząłem naukę w ósmej klasie. Coraz częściej przebywałem z ekipą Suma i Afrykana w małpim gaju nad Wisłą.  Niekiedy głównie przy sobocie,  ruszałem z nimi w miasto. Alkohol,  bójki i awantury były w czasie tych wypraw na porządku dziennym. Zawsze się trafiali jacyś oponenci i powód do zadymy. Nie pękałem w takich sytuacjach,  co ugruntowało moją pozycję w grupie.  

427 czyt.
100%94
AnonimS

opublikował opowiadanie w kategorii kryminalne i obyczajowe, użył 1478 słów i 8314 znaków, zaktualizował 16 kwi o 12:19.

4 komentarze

 
  • kaszmir

    kaszmir · 1 lipca

    I takie wspomnienia pisze życie. Z tego co widzę bojowy chłopak z ciebie był. Inne czasy i inna rzeczywistość musiała tworzyć mocne podwaliny aby mógł egzystować człowiek. Gitara była bardzo modna w tamtych czasach i chłopak z gitarą znaczył tak wiele. Mój brat też był samoukiem i nawet założyli zespół. Kamienice były zasiedlone przez różne środowiska, ale było ciekawie i bardziej swojsko. Ludzie pomagali sobie i byli otwarci na siebie. Pierwsze miłości na zawsze chyba pozostają w pamięci.  
    Bardzo miłe muskające po trzewiach wspomnienia, mimo tych wszystkich podbojów.  

    Pozdrawiam

  • Iga21

    Iga21 · 4 czerwca

    Zajebiste

  • Margerita

    Margerita · 25 kwietnia

    łapka w górę to rzeczywiście piękny prezent

  • angie

    angie · 17 kwietnia

    Mam nadzieję, że mój komentarz nie zabrzmi obraźliwie, ale to jest urocze. Pozdrawiam!