Pomiot Demona - część 3

Cześć, cześć :)) Część nie pojawiła się w odpowiednim terminie - ponieważ mój komputer umarł śmiercią tragiczną. Odratowałam opowiadanie - lecz spowodowało to mały poślizg na blogu. Życie lubi dawać się we znaki... Następnego rozdziału możecie się spodziewać w weekend - muszę nadrobić stracony tydzień!
Pozdrawiam i zapraszam do komentowania ^^

~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~  

Musiałam wziąć się w garść.  
Ludzie, policja, nie znajdą mnie. Nawet jeślibym zostawiła swoją wizytówkę, oni nie będą w stanie mnie namierzyć.
Pomiot demona... pamiętacie? Po ojcu mam bardzo przydatny talent. Mogę zmieniać formę mojej postaci. Raz mogę być schorowaną starowinką, a raz groźnym zapaśnikiem sumo. Potrafiłam także zmieniać proporcje swojego ciała. Tak też zrobiłam podczas tego morderstwa. „Nie mogła wtedy mieć więcej niż dziesięć lat.” - to słowa zapisane przez Łajbiego, na forum. Miałam kształty dziesięciolatki, lecz siłę dorosłego mężczyzny. Nigdy nie można spodziewać się oczywistego.  
'Cicha woda brzegi rwie...'
Przyniosłam kołdrę z łóżka i ułożyłam się na kanapie. Nie poszłabym spać, jednak było mi chłodno. Okryłam kołdrą zmarznięte ramiona i znów zagłębiłam się w swoich myślach.  
Co powinnam teraz zrobić...? Śmierć... Ona powinna mi to wszystko wytłumaczyć. Wątpię, żeby tata coś wiedział, chociaż w sumie, tatuś wie wszystko...  
Musiałam do niego wrócić. Czy on nadaj istniał? Jeśli Pani Śmierć nie była już naszym sojusznikiem, mogłam już nigdy nie ujrzeć tatusia.  
Tylko jak się do niego przeniosę – pytałam samą siebie, choć, nie oszukujmy się, znałam odpowiedź. Śmierć. Musiałam umrzeć. Tylko dwa argumenty trzymały mnie na Ziemi, a mianowicie:
Czy Pani zwana Śmiercią nadal jest z nami? Jeśli nie, to umrę. I nie powrócę. Zatracę się w nieistniejącej rzeczywistości. Tego bym nie chciała.  
Poza tym, moja śmierć zabiera dużo energii. Nie wiem ile zostało jej tatusiowi. Jeśli ma jej za mało, zabiję go, przenosząc się do niego.
Jednak na coś musiałam się zdecydować. Musiałam to zrobić, aby upewnić się, że wszystko w porządku. Zostało ostatnie pytanie... jak umrę?
Brałam pod uwagę podcięcie żył, poderżnięcie gardła, cios w serce... ostatecznie zdecydowałam się na coś, co przyniesie mi trochę frajdy. Otworzyłam okno na całą szerokość. Poczułam jak wiatr rozwiewa moje włosy, a na rękach pojawia się gęsia skórka. Nie dlatego, że bałam się śmierci... to z zimna – kogo ja oszukiwałam? Okropnie bałam się śmierci. Bałam się czy powstanę. Bałam się o tatusia.  
Stanęłam na parapecie i szeroko rozłożyłam ręce. Czułam się taka wolna, a zarazem spętana węzłem odpowiedzialności i głupoty. Przeszedł mnie dreszcz i zaczęłam mruczeć wyliczankę mamy...

Raz, dwa, trzy – oni giną, żyjesz ty.
Cztery, pięć, sześć – dziś na Ziemię pora wejść.
Siedem, osiem, dziewięć – i nie będą raczej w niebie.

Zdążyłam dokończyć zdanie i niewidzialna siła wypchnęła mnie przez okno. Czemu wybrałam taką, 'dziwnie-spektakularną' śmierć? Odpowiedź jest prosta. Chciałam być wolna. Wolna od wszystkich trosk, bólu, morderstwa. Chciałam – choć raz w życiu – poczuć się wolna, jak ptak. Kiedy spadałam rozłożyłam ręce szeroko, niczym skrzydła. Uśmiechnęłam się i nagle usłyszałam śmiech. Mój śmiech. Cieszyłam się jak dziecko. Mój lot trwał jednak krócej niż oczekiwałam. Ziemia z zawrotną szybkością się do mnie zbliżała, albo raczej; to ja zbliżałam się do niej. W mojej głowie już pojawił się głuchy grzmot łamanych kości i mój krzyk uwięzły w gardle. Zamknęłam oczy, byłam gotowa. Jednak...
Ktoś uderzył mnie w twarz.

- Głupia dziewucha! No otwieraj te ślepia, przecież Cię złapałam – ona? Nie, nie... słyszałam jak umieram... czułam to.  

Otworzyłam niepewnie oczy. Stałam na środku ulicy, bez najmniejszego zadrapania. Ona mnie uratowała. Pani Śmierć, mnie uratowała... oczywiście – jeśli można nazwać to ratunkiem.

- Masz bardzo wybujałą wyobraźnię, jak na dzieciaka tego sknerusa. No już, ruszaj się! Musimy poważnie porozmawiać.

Nie odezwałam się. Śmierć zawsze zachowywała się jak moja matka. Zawsze wszystko wiedziała i mnie pouczała. Ale też biła i wyzywała. Lecz ja nie umiałam się obronić. Wiedziałam, że wszystko zależy od niej. Ona nie była moją matką, nawet nigdy nie próbowała nią być! Czując na sobie jej ciężkie spojrzenie, ruszyłam przodem prowadząc ją do mojego tymczasowego mieszkania. Rozejrzała się uważnie, ale nie skrytykowała bałaganu znajdującego się w salonie. Zaproponowałam coś do picia, ale ona odpowiedziała mi tylko zdegustowanym spojrzeniem. No tak, Śmierć nie potrzebuje nic do życia – prócz ofiar. Mogłam jej zaproponować, co najwyżej, trupa sąsiadki z piętra niżej.  
Ale jak wyglądała Pani Śmierć? Otóż, widziałam szkaradę. Wysoką anorektyczkę o skórze szarej jak popiół. Czarne włosy dla pasa, mieniły się złowieszczo przy każdym, najmniejszym ruchu głowy... To 'coś', Pani Śmierć, nie jest jednak ludzką kobietą. Z głowy tego potwora wystają cztery długie, poskręcane rogi. Zakończone ostrymi szpikulcami. Z tyłu widzę czarne skrzydła, z milionami białych wybrzuszeń. Do czego służą? – pytanie które nasuwa się jako pierwsze. Ubrana w postrzępioną granatową suknie i wysokie obcasy, wygląda co najmniej strasznie. Na jej twarzy pierwsze rzucają się oczy... lub ich brak. Na miejscu, w którym powinny być, widniały dwa, puste oczodoły. Bił od nich nienaturalny, biały blask. Brak uszu u tej kreatury, wcale nie poprawiał jej wyglądu. Jedyne co widnieje na jej twarzy to paskudny uśmiech. Wyszczerza wszystkie swoje ostre, jak u rekina, zęby. Usta ma pomalowane mocno czerwoną szminką, przynajmniej, wolałam myśleć o tym jak o szmince... Śmierć stoi prosto, nie garbi się – zawsze powtarzała, że każda szanująca się istota chodzi wyprostowana.  
Ona jest straszna, gdybym nie była przyzwyczajona do jej widoku, padłabym jak długa, już po pierwszym rzucie oka. Jednak nadal przechodziły mnie dreszcze, a na ręce wchodziła gęsia skórka, na myśl o tym potworze.
Do czego są te wybrzuszenia...? No cóż, to mało przyjemna część.
Śmierć jest wieczna, dlatego, gdybyśmy okazali się z tatą mało pomocni, a nasze wojska były zbyt nikłe – ona miała swoją ucieczkę zaplanowaną. Te wybrzuszenia to małe więzienia dla najwybitniejszych wojowników wszech czasów. Zbiera najlepszych, na moment kiedy oni będą bronili jej w razie niebezpieczeństwa. Niby nieśmiertelna, ale ból odczuwa. Można ją torturować – ale jej więźniowie na to nie pozwolą. Jedyna szansa na dłuższe osłabienie jej to wybicie jej 'więźniów-ochroniarzy'. Co na pewno, nie byłoby takie proste...
Nie chcąc się narazić na jej gniew, zaprosiłam ją do stołu, przy którym mogłyśmy usiąść. Popatrzyłam na nią wyczekująco, spodziewając się że na mnie nakrzyczy, jednak nie zrobiła tego... wydawała się zmieszana...

- On żyje – stwierdziła sucho fakt. Spojrzałam na nią, a mój wzrok mówił: „No co ty nie powiesz?”. Widząc, że nie zamierzam się odezwać, mówiła dalej. - Posłuchaj, zabiłaś go. Nie mam pojęcia, dlaczego przeżył. Miałam go w garści. Jego Dusza była już u twojego ojca – rzuciłam jej krzywe spojrzenie. Dobrze wiedziała, że nie lubię jak ktoś, prócz mnie, nazywa tak tatę. - Była już u niego – mówiła dalej – ale uciekła. Uciekła! - ostatnie słowo wykrzyknęła.

Dusza. Uciekła.
Te słowa nie mogły do mnie dotrzeć.  

- Jak to: „Uciekła”?! - wykrzyknęłam te słowa tak głośno, iż niewątpliwie mój głos będzie nawiedzał ludzi w snach...

Anaela

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1390 słów i 7972 znaków.

4 komentarze

 
  • xptoja

    Muzę opracować jakąś inną technikę komentowania, bo nie mogę w kółko pisać, że fabuła była ciekawa i opowiadanie, opowiadanie też było ciekawe : P no ale co tu pisać, skoro taka prawda, ot co. Tylko jak zaczęłam czytać tu opowiadania to właśnie durś trafiam na takie startujące, a ja słabo czekam, no ale wyjścia brak to czekam ; )

  • krufka

    To że uciekła Wam dusza jest niedopuszczalne, wychodzi na to, że nie bardzo znacie się na swojej robocie. Trzeba się było lepiej uczyć, a nie tylko o pierdołach myśleć... :D

  • Anaela

    @krufka Hehe, prawda :D

  • yorek

    Czekam na ciąg dalszy spodobało mi się jeszcze bardziej  :lol2:

  • Anaela

    @yorek Miło to słyszeć :)

  • Kuri

    "Mogłam jej zaproponować, co najwyżej, trupa sąsiadki z piętra niżej" xD - Kawy? - Nie, dziękuję. - Herbaty? - Też nie. - Trupa sąsiadki? Mieszka piętro niżej. - Skoro nalegasz...   A tak ogólnie, akcja się rozkręca, bardzo dobrze. Fajny opis śmierci, tylko dlaczego nie nosi przy sobie kosy? :P Szkoda, że protagonistka (czy może antagonistka? Nie wiem jak ją nazwać) nie zabiła się, byłoby ciekawie jakby zeskrobywali ją z chodnika :D Czekam na ciąg dalszy!

  • claire

    @Kuri hahahahaha xD rozwalasz mnie :D

  • Anaela

    @Kuri Kosa byłaby oczywista, dlatego sobie ją odpuściłam xd
    Zeskrobywanie z chodnika, mówisz? Ciekawa teoria, nie powiem xd Dzięki za komentarz - mam nadzieję, że następne części też Ci się spodobają ^^