Księga smoków. Część I - Smok Ciemności.

Księga smoków. Część I - Smok Ciemności.ROZDZIAŁ I - Czarna śmierć.

Budzisz się w jak dotąd przez ciebie w nieznanym miejscu. Nie pamiętasz co tu robiłeś  
ani jak się tu znalazłeś.  
Przed sobą widzisz pokaźnych rozmiarów rzekę, która przechodzi przez oddaloną  
o parę kilometrów, średniowieczną wioskę.  



Koło ciebie przebiega mała dróżka,
która w oddali rozwidla się na wschód, czyli do pobliskiego lasu oraz na południe, do wcześniej wspomnianej wioski.
Masz na sobie dość nietypowe ubrania, jak na te czasy. Bowiem nosisz na sobie XXI
wieczne jeansy oraz, już nieco zbrudzony od leżenia na ziemi czarny garnitur.  
Pierwsze co postanawiasz zrobić, to sprawdzić kieszenie w poszukiwaniu  
jakieś wskazówki, odnośnie tego całego zdarzenia. Finalnie jedyne co znajdujesz to kartkę, na której widnieje napis:
"Powodzenia w nowym życiu"
Jeszcze bardziej zmieszany postanawiasz schować kartkę i pójść wzdłuż ścieżki.
Skręcasz na południe. Po drodze mijasz dziwnie spoglądających na ciebie ludzi.  
Gdy wreszcie docierasz do celu, uświadamiasz sobie, że wioska
jest większa niż ci się wydawało.
Posiada rynek, kościół, różnego rodzaju stoiska, brukowane drogi, zamek, a ulice  
są pełne ludzi.
Jedyną różnicą jest to że nie posiada fosy, ani żadnych murów obronnych.
W pewnym momencie zaczepia cię jeden ze strażników, ubrany w srebrną zbroję, której hełm przykrywa mu twarz. Wydaje ci się, że ten język jest inny od tego, którego, uczono cię za młodu, jednak mimo tego go rozumiesz.

Ktoś ty?- Pyta się dziwnie oburzonym głosem.

Z uwagi na to że nie pamiętasz niczego, szybko podłapujesz z tłumu pierwsze, lepsze słowo, którym ktoś, kogoś wołał.

Marek- Odpowiadasz, oraz zauważasz że wypowiadasz słowo w tym samym języku  
co strażnik.

W umyśle już obmyślasz swój plan ucieczki, w razie, gdyby coś źle poszło.

Nigdy cię tutaj nie widziałem, kupcem jesteś?- Pyta się wciąż oburzonym głosem.

Nie, jestem wędrowcem, przybywam z północy.- Odpowiadasz opanowanym głosem.

Skąd masz te dziwne ubrania? Wyglądają na drogie i zbyt cienkie, jak na kogoś  
z północy.- Pyta się podejrzliwym tonem strażnik.

To dlatego że dokonałem wymiany podczas drogi do tego miejsca.- Nadal mówisz  
w pełni opanowanym głosem, mimo iż serce wali ci jak szalone.

Rozumiem, w takim razie jaki masz cel podróży?- Co raz bardziej dociekliwym głosem pyta się strażnik.

Już miałeś odpowiedzieć, gdy nagle rozległ się przeraźliwy ryk, dochodzący z nieba.W jednym momencie  
wszyscy zaczęli uciekać w stronę zamku, dzwony w kościele zaczęły bić,  
a na twarzach ludzi malował się blady strach.

CZARNY SMOK?!, TUTAJ!?- Wrzasnął wystraszony strażnik, aby następnie wrócić
do swoich towarzyszy, kierujących się w stronę zamku.

Po spojrzeniu w górę zauważasz wielką, czarną bestie z ogromnymi skrzydłami
i długim ogonem. Była w pełni pokryta łuskami, a jej ślepia ewidentnie  
spoglądały się w twoją stronę.  
W tej chwili zorientowałeś się, że jesteś sam, na pustym placu. Uświadamiasz sobieże gdziekolwiek spróbujesz uciec, smok może z łatwością cię dogonić, zwłaszczagdy cała wieś opustoszała.     Nie wiesz czy się śmiać z zażenowania, czy płakać z strachu przed śmiercią.  
Bestia ląduje po drugiej stronie placu, jest na pewno większa, od otaczających ją budynków.  
Spogląda na ciebie swoimi ślepiami, które z pewnością nie kierowały się instynktem,  
lecz rozumem. W tej chwili, zza budynków wylał się grad strzał, które emanowały na żółto.  
Strzały wbijały się w łuski smoka, by następnie utworzyć złotą sieć.  
To była magia.
Gdy smok w spokoju czekał na następny ruch, od strony zamku wylało się morze  
srebrnej armii.  
Postanawiasz wykorzystać nieuwagę smoka, aby schować się w pobliskim budynku, ale nim zdążyłeś dobiegać
do celu, smok zdążył wyzionąć niebieski płomień z swojej paszczy, który w parę sekund zmienił morze srebra, w morze śmierci. A złota sieć rozpadła się niczym szkło, po uderzeniu pięścią.
Smok znów zaczął na ciebie spoglądać, będąc już przygotowanym na twój następny ruch. Orientujesz się że jego zachowanie jest spowodowane tym,  
że za tobą jest stoisko z rzemiosłem stworzonym głównie do walki wręcz, natomiast drzwi od domu  
znajdowały się za stoiskiem.
Jedyne co słyszysz to bicie własnego serca oraz systematyczne uderzenie ogona bestii o bruk.  
Mimo iż nigdy nie trzymałeś miecza w ręce, to szacowałeś, że byłbyś wstanie  
ominąć ewentualne płomienie, bowiem smok zieje stosunkowo wąsko,  
a jego głowa nie porusza się najszybciej.
W tym momencie zostaje wypuszczona następna salwa, tym razem czarnych strzał.
Smok najwyraźniej nie miał już ochoty na zabawę w jeża, bowiem spalił większość strzał, nim te zdążyły wylądować. Reszta z nich po wbiciu się w ziemie zaczęła eksplodować,  
tworząc tymczasową zasłonę dymną która dała ci dość czasu, aby w miarę poprawnie  
chwycić miecz, przepasać go na plecy, oraz by zająć dogodną pozycje na ewentualny atak lub unik.  
Gdy zasłona wreszcie opadła, zdenerwowany smok poderwał się do lotu  
i wyrzucił z siebie ogromną kulę ognia, która na pewno trafiła w cel. Stwierdziłeś to po jękach wydobywających się zza ruin. To było ostatnie co przetworzył twój umysł przed tym, jak fala uderzeniowa wrzuciła cię w powietrze, jednocześnie pozbawiając  
cię przytomności...
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
ROZDZIAŁ II - Kim ja jestem?
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
To miał być zwykły dzień...
Budzisz się, jesz śniadanie, idziesz do pracy, typowa rutyna zwykłego człowieka.
Podczas drogi do pracy zauważasz że jakieś małolaty zaczepiają, na oko młodszą od nich kobietę, natychmiast postanawiasz jej pomóc.

Zostawcie mnie!- Warknęła nieznajoma.

Daj spokój, choć, porozmawiamy sobie w parku.- Powiedział z dziwnym uśmiechem jeden z napastników...

W tym momencie wkraczasz do akcji. Chwytasz napastnika za ramie, zmuszając jego ciało do odwrócenia głowy, a następnie uderzyłeś go z prawego sierpowego.

Auu... Ja pier... - Napastnik próbował dokończyć słowo lecz...

W tym momencie to kobieta zmusiła napastnika do odwrócenia się i dała mu z liścia pozbawiając go równowagi po czym uciekła z płaczem.

Zniszczyłeś nam zabawę...- Odzywa się drugi z napastników.  

W takim razie pobawimy się teraz z tobą- Odzywa się trzeci.

Nagle poczułeś tępe uderzenie na lewej skroni, by następnie dostać w splot słoneczny.
Końcowo dostałeś czymś tępym po nodze, przez co wywróciłeś się uderzając tyłem głowy o chodnik.

O kur...(Zatrzymujące się auta zagłuszyły resztę słowa)- wrzasnął uciekający napastnik.

Czujesz jak ci pulsuję głowa z bólu, widzisz dookoła siebie plamę krwi.
Ktoś cię obraca, ale nie wiedząc czemu, nie możesz w żaden sposób zareagować.  
Coś do ciebie mówi, ale nie wiesz co. Widzisz jak ktoś najprawdopodobniej dzwoni po pogotowie, ale ty już wiesz jak to się skończy. Nagle poczułeś się senny...
Ciemność...ból zaczął ustępować...cisza... nie jesteś w stanie myśleć...zasypiasz snem, który myślałeś, że będzie wieczny, ale najwidoczniej się pomyliłeś, bo wybudzasz się w nieznanym świecie, niczego nie pamiętając.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
ROZDZIAŁ III- Gruzy.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Budzisz się. Twoja głowa jest zalana krwią. Dookoła ciebie są jeszcze płonące pozostałości po budynkach oraz zwęglone lub zmasakrowane ciała. Całe miasto zostało zrównane z ziemią. Nawet zamek się nie ostał. Jaki cel miał ten smok? zemsta, zabawa? To wszystko nie ma sensu. Przynajmniej przypomniałeś sobie z skąd pochodzisz, jednak wciąż nie pamiętasz swojego imienia.
Próbujesz wstać podpierając się mieczem, najwyraźniej obeszło się bez złamań. Może to dlatego że stoisko z jedzeniem choć trochę zamortyzowało wyrzut. Nie zmienia to faktu, że wszystko cię boli. Resztkami sił bierzesz w miarę czysty chleb i próbujesz udać się do w miarę stabilnej ściany, która kiedyś była częścią domu. Opierając się o ścianę, zajadasz chleb który najwyraźniej ma już swoje dni.  
Dopiero teraz poczułeś nieprzyjemny zapach w powietrzu. Szacujesz że leżałeś parę dni nieprzytomny i jakimś cudem jeszcze żyjesz.  
Po zjedzeniu skromnej kolacji usypiasz na  
kolejne parę godzin.
Rankiem jesteś już w stanie jako tako chodzić, jednak wciąż chodzeniem jest to ciężko nazwać.  
Zbierasz to co jadalne i to co pitne do torby, którą znalazłeś na ziemi i starasz się wydostać z gruzowisk, które wcześniej były wsią. Po drodze napotykasz na czarną łuskę która najpewniej należała do smoka. Z uwagi na to, jak potężny był ten smok, postanawiasz zabrać ją ze sobą. Po wydostaniu się z gruzów kładziesz się na zielonej trawie i pijesz parę łyków wina z manierki. Nie było dobrej jakości, ale lepsze to niż nic.  
Po godzinie wstajesz, i rozpoczynasz marsz przed siebie.
Przez parę dni szedłeś przed siebie polną drogą. Zajadając chleb który popijałeś winem.
Po obudzeniu się, rutyną stała się próba upolowania czegokolwiek.  
Podczas wędrówki zauważasz dziwny, pionowy, głaz który jest trzy razy większy od ciebie oraz połyskuje niebieskawym światłem. Z kamienia, po lewej stronie, u dołu rozlewała się mała stróżka wody, która zamieniała się w kałuże.
Po paru minutach postanawiasz podejść do głazu, głównie dlatego że kończy ci wino w manierce i chcesz sprawdzić czy to źródło jest pitne.  
Zamaczasz mały palec w stróżce wody po czym próbujesz, czy woda nie jest słona.
Ku swojej uciesze woda była słodka, oraz na oko czysta. To już sprawia że za parę godzin możesz się wreszcie obmyć z zaschniętej krwi i brudu.  
Dajesz pod źródłouszkodzone, ale wciąż całe drewniane wiaderko, po czym wracasz na polowania.
Ku swojej uciesze zauważasz małą sarnę, zajadającą się trawą na skraju lasu.  
Pochylasz głowę nisko, po czym szukasz drogi jak najcichszego podejścia do sarny
by ją podejść od tyłu i dźgnąć tak, by miecz jak najgłębiej się w niej zatopił.
Gdy już jesteś wystarczająco blisko, rzucasz się sprintem na sarnę, która nie w porę cię zauważa, przez co została dogłębnie dźgnięta. Wystraszona ofiara zaczęła uciekać, lecz nie trwało to długo. Gdy ta opadła z sił szybko ją dogoniłeś, po czym zakończyłeś jej cierpienia szybkim ruchem.  
Mimo iż nie jesteś dobry w skórowaniu, to całkiem dobrze ci poszło wykrajanie mięsa, które następnie opłukałeś i zacząłeś piec nad ogniskiem. Wróciłeś do kamienia po wiaderko, po czym zmyłeś bród z swojego ciała, jednocześnie biorąc jak najmniej wody. Dawno nie czułeś się tak rześko, a to dlatego że po drodze nie mogłeś znaleźć najmniejszego źródła, gdyż nie chciałeś zbytnio się oddalać od ścieżki.
Po powrocie do obozu zjadłeś mięso z sarny, popijając resztą wody
po czym postanowiłeś jeszcze raz wrócić do tajemniczego kamienia i go zbadać.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Rozdział IV- Runa
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Po zbliżeniu się do kamienia, postanawiasz go dotknąć.  
"Skoro woda, która się z niego wydobywała była pitna, to raczej nie powinno się nic stać po jego dotknięciu" - Pomyślałeś.
Wystawiasz rękę do przodu z zamiarem dotknięcia kamienia. Gdy po dotknięciu opuszkami palców nic się nie dzieje, kładziesz całą dłoń na kamieniu. Po chwili zauważasz że nie możesz oderwać dłoni od kamienia, jakby była czymś przyklejona.  
Zaczynasz panikować, nie wiesz co się dzieję. Miecz jest za tobą, ale jednocześnie poza zasięgiem drugiej dłoni oraz nóg.
Nagle czujesz dziwny przepływ energii, nie jest to, to samo co energia potrzebna do ruchu czy pracy organów, lecz mimo tego twój organizm zaczął ją przyswajać.  
Po chwili zauważasz że kamień traci swój charakterystyczny blask, a strużka wody wydobywająca się z kamienia staje się co raz to węższa.  
Twoja skóra zaczęła stopniowo wydzielać niebieski blask.  
Po chwili kamień przestał się wyróżniać czymkolwiek od innych kamieni, a woda przestała się z niego lać.  
W tym momencie twoja ręka odkleiła się od głazu a skóra wróciła do normalności.
Ty sam oszołomiony wywróciłeś się na plecy. Po paru chwilach konsternacji, postanowiłeś udawać że nic takiego nie miało miejsca.  
Głaz za tobą niczym wysadzony rozpadł się na kawałki, które na szczęście cię nie trafiły, choć było blisko.  
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Rozdział V- Pytania znajdują swoje odpowiedzi.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Po tygodniu marszu wzdłuż drogi, wreszcie docierasz do miasta.
Miasto to jest ogromne. Posiada wielki na 20 metrów mur z fosą, która bardziej przypomina kanion niż fosę. Uświadamiasz sobie że wyglądasz na przeciętnego kupca, bowiem masz na sobie większy bagaż od tego, który może mieć spłukany wędrowiec.  
Po dotarciu przed fosę, która odgradza cię od bramy miasta, jedyne co możesz zrobić to czekać aż otworzą bramę.  
Po około godzinie czekania zauważasz że most zaczął opadać, a brama podnosić.  
Gdy już tak się stało, z miasta wyszła pewna kobieta, w towarzystwie dwóch rycerzy.
Miała ona na sobie: na oko drogą suknie koloru turkusowego oraz pergamin z piórem.

Ktoś ty? I czego tu szukasz? - Spytała się nieznajoma.

Nazywam się Marek, jestem kupcem i szukam schronienia na najbliższe 4 dni.- Odpowiedziałeś spokojnym, lecz pewnym siebie głosem.

Rozumiem.-Rzekła kobieta zapisując coś na pergaminie. W tym czasie jeden z strażników sprawdzał twój plecak.

Panno Klaro- Rzekł rycerz, po wyjęciu dość pokaźnych rozmiarów łuski smoka.

Skąd masz tak cenny towar?, czy wiesz że odprawianie magii śmierci jest tu zakazane?  

Najmocniej przepraszam, nie zdawałem sobie z tego sprawy. Chciałem ją wykorzystać jako cło za wstęp do miasta oraz możliwość handlu tego, co mam w swoim plecaku. - Odpowiedziałeś, jednak nie mogłeś już ukryć strachu słysząc słowa kobiety.

Jako urzędnik muszę cię sprawdzić, czy któryś z przedmiotów nie zaabsorbował tej zakazanej magii, a za łuskę mogę dać 2000 złotych monet Tormanii minus 19 srebrnych za cło. Mimo iż ta magia jest zakazana to i tak jest wielce pożądana wśród królestw, takie jak to.

W tym momencie z miasta wyszło dwóch  ludzi. Mężczyzna po lewej miał niebieskie szaty, a po prawej złote. Nie trudno się domyśleć, że jeden był kupcem. Drugi zaś badał mój plecak.

Gdzie znalazłeś tak cenną łuskę?- Spytała się zaciekawiona.  

Podczas ucieczki z miasta, zostało zaatakowane przez tego właśnie smoka.- Odpowiedziałeś nie kryjąc goryczy na twarzy na same wspomnienia o tamtym wydarzeniu.

Jak daleko jest to miasto?- Spytała kobieta tym razem, jak u innych, w jej oczach widać było strach.

Około 8 dni marszu z odsypianiem.- Odpowiedziałeś.

Gdzie później skierował się smok.- Spytała szybko.

Niestety nie wiem, podczas ucieczki straciłem przytomność.- Odpowiedziałeś pół-prawdą. Nie możesz przecież powiedzieć, że próbowałeś walczyć w pojedynkę ze smokiem, który zrównał całe miasto z powierzchni ziemi.

Rozumiem, wchodź do miasta, szybko.- Odpowiedziała poganiając cię.  
Zebrałeś zapłatę w postaci 7 sakiewek, spakowałeś rzeczy i wszedłeś do środka.

Podwoić straże na murach, przygotować się na ewentualny atak, nie otwierać bram, utworzyć barierę.- Rozkazywał rycerz, który dotąd był cicho.

Setki ludzi w niebieskich szatach ustawiło się dookoła murów. Trzymali oni kamienie świecące na żółto, jednak te w żaden sposób z nimi nie reagowały. Z kamieni zaczęła się wydobywać złota wiązka, która zaczęła tworzyć kopułę dookoła miasta, stworzoną z czegoś, co przypominało szkło. Gdy kopuła się złączyła w wszystkich miejscach, stała się całkowicie niewidzialna, a wcześniej wspomniane kamienie wybuchły jak ten w lesie.
Przypomniałeś sobie o łusce, przecież jej też dotknąłeś, mimo iż nie przywarła do twojej dłoni, to wciąż dotyk jej powodował dziwne mrowienie.  
Podszedłeś do jednego z magów który wcześniej stworzył barierę, zaoferowawszy mu 20 srebrnych monet Tormanii, zgodził ci udzielić wszystkich informacji o runach, jakie znał.
Po wejściu do karczmy, bez zbędnych ceregiel spytał się co chce wiedzieć.

Jak działa tworzenie bariery?- Postanowiłeś że to co cię najbardziej interesuje, lepiej przełożyć na dalszy plan.  

Aby to zrobić musisz odnaleźć runę światła, w dzień jest nie widoczna, lecz w nocy zaczyna świecić na żółto, latarnie są z nich zrobione. Każda runa służy do jednego, określonego celu. W celu utworzenia bariery koncentrujesz się na runie do czasu, aż ta nie ulegnie zniknięciu.
Runa światła może łączyć się z innymi runami tago samego rodzaju, używających, co ułatwia tworzenie barier wokół miast.  

Zniknięciu?- Spytałeś się.

Tak, wygląda to jak wybuch, lecz w rzeczywistości odłamki runy znikną, gdy przestaniesz na nie patrzeć.- Odpowiedział rozmówca.

Jakie istnieją runy?- Spytałeś się spokojnie?

A chodziłeś ty na nauki gdzie za młodu?- Spytał ironicznie.
Światła, Blasku, Wody, Życia, Śmierci i najrzadsza, czyli Otchłani.  
Smoki można nazwać takimi chodzącymi runami, tylko że są okropnie upierdliwe, i zabójcze.- Odpowiedział z goryczą na twarzy.

Czy ludzie mogą absorbować runy?- Przeszedłeś do głównego pytania.

Nie, ale gdyby tak było to ludzie już dawno by się pozabijali runą blasku, śmierci  
oraz otchłani.- Odpowiedział z westchnięciem.

Na tym zakończyłeś rozmowę z magiem, postawiłeś mu piwo i dałeś 20 srebrnych monet.

"Czyli ludzie nie mogą absorbować run... W takim razie, czym ja jestem?"- Pomyślałeś podczas wychodzenia z karczmy.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Rozdział VI- Odkrycie tajemnicy o sobie.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Po wyjściu z karczmy, wynająłeś pokój w pobliskim zajeździe, a następnie parę godzin rozmyślałeś o sobie...

"Kim jestem?"

"Skąd się tu wziąłem?"

"Jak ta dziwna kartka dostała się do mojej kieszeni?"

"Dlaczego mogę absorbować runy, skoro inni ludzie nie mogą?"

"Czy jestem człowiekiem?"

"Jeżeli nie...to czym jestem?"

Przypomniało ci się że przecież moc każdej runy może być uwolniona... A skoro ty ją zabsorbowałeś to oznacza że...  

Jestem chodzącym odkurzaczem na runy- wymknęło ci się, dobrze że jesteś sam w pokoju.

Jest w nim tylko łóżko pod ścianą, okno na panoramę miasta i krzesło pod wcześniej wspomnianym oknem.  
"Nie to nie to...W takim razie"- Pomyślałeś


Postanowiłeś coś sprawdzić, wyszedłeś na opustoszały plac zajazdu. Słońce było już dawno za horyzontem, przez chwile z ciekawością spoglądałeś, jak runa światła zapala się w czymś co jedyne co ma wspólnego z latarnią w twoim wspomnieniu to, to że jest na pręcie.  

Przypomniało ci się jak zaabsorbowałeś runę, według twoich domysłów to należy...

Wystawiłeś swoją rękę do przodu, skierowaną na nieczynną już fontannę, wyraźnie skupiałeś się na runiach wody i śmierci, ponieważ wiedziałeś że to są jedyne runy które możesz posiadać.
Po chwili twoja prawa ręka, którą wystawiłeś do przodu zaczęła przypominać czarną dziurę pochłaniającą niebieskie światło, które się z z niej także wydobywało.  
Poczułeś znajome mrowienie na środku dłoni, wiedziałeś że już nie ma odwrotu.

Nagle, niebiesko-czarne światło było skupione tylko na środku dłoni, zaczęło świecić co raz mocniej, oraz coraz mocniej wspomniane światło było pochłaniane.
Naglę z ręki wystrzeliła wiązka wody wielkości dłoni pod ogromnym ciśnieniem.  
Po uderzeniu w fontannę, ta była jednocześnie wysadzana w powietrze, a ciśnienie wody parło wciąż na przód, ty sam w ogóle nie odczuwałeś siły odrzutu, która by cię wyrzuciła na przeciwległą ścianę. Szybko skierowałeś promień ku niebu i przestałeś się w ogóle skupiać na runach w tobie. Tak jak zamierzałeś: wiązka wody stawała się co raz cieńsza a ciśnienie co raz mniejsze.  
Gdy promień całkowicie zniknął, dopiero teraz zauważyłeś że zrobiłeś ogromną dziurę w barierze nad tobą, a pęknięcia były widoczne na całej kopule. Postanowiłeś działać szybko.  
Wziąłeś runę światła z latarni. Ta natychmiastowo do ciebie przywarła, po sekundzie znikając w towarzystwie charakterystycznego, małego wybuchu.  
Następnie pomyślałeś o runie światła i śmierci.
Po sekundzie pojawiła się charakterystyczna fuzja światła z czernią, by po chwili wystrzelić wiązkę oślepiającego, złotego światła. Oszołomiony, wywróciłeś się na ziemię, ale nadal trzymałeś prawą rękę skierowaną ku barierze. Po paru sekundach promień został przez ciebie zduszony.
Bariera została nałożona z taką grubością, że emitowane przez nią światło na chwilę stworzyło iluzje dnia. Gdy bariera wróciła do normalności, szybko zebrałeś manatki
i pomyślałeś że lepiej będzie zachować anonimowość. Wziąłeś swoje rzeczy, kawałek pergaminu a następnie napisałeś runą światła:

"Pokój VI był dziś pusty,"
Kartkę położyłeś na ladzie, a na nią położyłeś jedną złotą monetę.

Normalnie nocleg kosztował 4 miedziane monety.(Dla porównania jedna srebrna moneta kosztuję 100 miedzianych monet, a jedna złota moneta kosztuje 20 srebrnych monet. Nie muszę mówić że waluta jest fikcyjna)  

Gospodarz w między czasie zastanawiał się z co się stało na jego dziedzińcu, skoro cała fontanna wyleciała w powietrze, w latarni brakuje runy, przed chwilą bariera stała się najpotężniejszą barierą na świecie, a przeciwległy dom jest prawie przeszyty na wylot dziurą w kształcie okręgu.  

Gdy adrenalina wreszcie opadła, wreszcie poczułeś skutki swoich działań:
Twoja prawa ręka bolała jak nigdy dotąd, a ry sam poczułeś ogromne zmęczenie. Po paru chwilach padłeś na bruk zasypiając mocnym snem.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------  
Rozdział VII- Mały problem.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ciemność, przez chwilę wydaje ci się że zapadłeś w świadomy sen, lecz coś tu nie gra, jakby ktoś był w twoim umyśle, czułeś to. przeglądał twe wspomnienia.  
Nagle przemówił do ciebie tajemniczy głos:

Dołącz do mnie, człowieku. Bądź moim panem, dzięki któremu pozbawimy ten świat życia ludzkiego. Jako mój jeździec, będziesz władał potęgą, której skrawek już zdążyłeś poznać. - Przemówił obcy ci głos.

Kim ty jesteś?- Odpowiedziałeś myślami.

Jestem zrodzonym z ciemności, synem apokalipsy, władcą umysłów i pożeraczem czasu. Jestem Królem Smoków. Dołącz do mnie, czekam z odpowiedzią, za 30 dni zjawie się nad miastem, i to od ciebie zależy kim zostaniesz. Żegnaj, wybrańcze.- Rzekł król.

Po tych słowach dziwna świadomość opuściła twój umysł, pozwalając ci zapaść w właściwy sen.

Halo, proszę pana, proszę się odezwać!- Mówił nieznajomy, kobiecy głos.
Ty jednak nie byłeś w stanie nawet powiek otworzyć, twoje ciało jak i umysł były całkowicie wyczerpane po ostatnich wydarzeniach.

Spójrzcie! Ten znak, który on ma na prawej dłoni!- Powiedział ktoś z tłumu.

"Jaki znak?, ja nie mam żadnego znaku na ręce"- Pomyślałeś, nawet już nie próbując otworzyć powiek.

Później ich wezwiemy, a teraz dajcie runę Życia!- Odpowiedziała kobieta.
Po paru sekundach znów zapadłeś w głęboki sen.

Obudziłeś się, tym razem już nic cię nie bolało, a kontrola nad ciałem powróciła do normalności.  
Otworzyłeś oczy, dookoła ciebie byli ludzie w niebieskich szatach, trzymający chyba runę blasku, nie wiesz dokładnie ponieważ jej nigdy nie widziałeś, jednak biała poświata wydobywająca się z nich mówiła wszystko.
Zauważyłeś że na twojej prawej dłoni pojawiło się coś na wzór tatuażu w kształcie smoka. Znak ten nie miał koloru,  był jak lustro odbijające wszystko w ciemnych kolorach.

Kim jesteś? Odpowiadaj prawdą.- Powiedział mężczyzna różniący się tym od innych, że posiadał złoty pas.

Jestem Maciek, jestem kupcem- Odpowiedziałeś. Nie mogłeś ukryć strachu, ponieważ mierzyło do ciebie 12 ludzi kamieniami światła, które wcale małe nie były.

Nie łżyj! Posiadasz znak jeźdźca! Gdzie twój smok!- Wrzasnął mag.
Wiedziałeś że polenizowanie tu nie wiele da, bowiem nie masz żadnych dowodów na to, że nawet nie widziałeś "swojego" smoka na oczy.

Nagle do pokoju weszła kobieta, miała ona złote szaty, blond włosy,  
oczy koloru niebieskiego, a na głowie posiadała koronę.  
Powiedzieć tutaj że była ładna to byłby grzech.
Mimo tego wydaje ci się że gdzieś ją już widziałeś.
Nagle uderzyła w ciebie fala wspomnień:

Młoda dziewczyna, siedziała przed tobą.
Widzisz wszystko z niższej perspektywy.
Składacie sobie obietnice.
"Nie ważne co się stanie, zawsze będę z tobą"- Mówicie w tym samym czasie.
Nagle pojawia się następne wspomnienie:
Dziewczyna jest przez kogoś zabierana, dwie dorosłe osoby z rozmazaną twarzą.
Kolejne wspomnienie:
Jesteś wśród dzieci w różnym wieku, jednakże z nikim nie rozmawiasz.
Przypomina ci się co w tedy myślałeś:
"Obietnic się nie łamie"  
Uderza w ciebie niczym piorun kolejne wspomnienie:
Jesteś starszy.
Ubrany na czarno.
Przed tobą jest grób jakieś kobiety.
Jesteś zalany łzami.
Jedyne co sobie wtedy myślałeś, to ciągle powtarzałeś w myślach:
"Obietnic się nie łamie"

Zalewasz się łzami, poznajesz tą kobietę, a ona najwidoczniej też ciebie poznaje.
To twoja najlepsza, dotąd zmarła przyjaciółka.
Kobieta każe magom się odsunąć, ci protestują, jednak mimo to ustępują.
Wstajesz z łóżka, stajecie na przeciw sobie.
Jedyne co mówi to:
Ja zawsze dotrzymuje obietnic- Oznajmia z uśmiechem na ustach.
Jedyne co dalej robicie, to łapiecie się w mocnym uścisku, już nigdy nie chcąc puścić.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Koniec części I
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kilka słów ode mnie:
Planuje by "Księga Smoków" Była swego rodzaju trylogią, pisaną w wolnym czasie.
Jest to moje pierwsze opowiadanie które napisałem w celach publicznych, więc mimo że tylko jednostki to przeczytały w pełni, to i tak się ciesze że ktokolwiek polubił ten mały świat jakim jest "Księga Smoków"

4 komentarze

 
  • AuRoRa

    Fajnie, że podzieliłeś się swoim opowiadaniem z czytelnikami , przyjemnie się czyta i masz wyobraźnię  , łapka :)

  • WereWolfMax

    Całkiem fajne i nie za krótkie. Czekam na więcej

  • Almach9

    Calkiem przyjemnie sie czyta

  • AnonimS

    Pakiet na tak. Czekam na dalsze części.