Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Jedno Królestwo 3

Jedno Królestwo 3Wymyśliłem własny język do opowiadania:
Igno dujo - wedle rozkazu.
Dosan pupopo. Mo bombi kohota - Szykować maczety. Nie okazujcie litości.  
To tylko 2 przykłady języka Leśników.
W dalszych częściach go przedstawię. Komentarze mile widziane. Komu się podoba to łapka. Pozdro.
Zapraszam również na wattpad
https://www.wattpad.com/story/256822255?utm_source=android&utm_medium=facebook_messenger&utm_content=share_reading&wp_page=reading_part_end&wp_uname=MaciekWu&wp_originator=QRM0GusRHkXCaTi9FpFHZBvMX%2BOnwDK69J%2FFBVAmC6DEeQIkmAWAkGv5wYiIaeOYyXtMqKXnRoldM6i2txE2lfBnZ6cUB3P8Rl2SUz6oHTM9SgH0VqYjwd%2F7QhTPz7na


Dorian był tego wieczoru o wiele spokojniejszy. Wszystko przebiegało zgodnie z planem. Króla nie męczyły koszmary. Obudził się wypoczęty. Za drzwiami słyszał kręcącą się służbę. Nagle rozległo się ciche pukanie do drzwi.
- Proszę! - powiedział Dorian. - A, to ty Kodo. Dlaczego tak wcześnie wstałeś?
- Nie mogę spać, jestem taki podekscytowany!
- O, ile dzisiaj w tobie energii - roześmiał się król. - O której wypływacie?
- Koło południa. A transport z Agoj?
- Chyba w tym samym czasie. Zależy, ile potrwa załadunek.
- To się z nimi będę mijał. Idę na śniadanie, a potem do portu.
- Poczekaj na mnie, zjemy razem.
- Dobrze. Będziemy mogli jeszcze porozmawiać.
Gdy tylko książę skończył posiłek, natychmiast udał się do portu, gdzie czekał na niego okręt. Chciał zobaczyć, jak załoga przygotowuje się do żeglugi. W końcu nadeszło południe i mogli wypłynąć.   
Minęli dwa wzgórza i znaleźli się na pełnym morzu. Adrian w oddali dostrzegł konwój ze złotem. Z jednego okrętu wymachiwano flagą oznaczającą zagrożenie, więc od razu wydał rozkaz:
- Ster na lewą burtę, płyniemy do konwoju.
- Tak jest, dowódco! - krzyknął sternik.
- Dlaczego skręcamy? - zainteresował się Kodo.
- Na jednym z okrętów podniesiono alarm - poinformował księcia Adrian.
Odległość między jednostkami zmniejszała się szybko. Wreszcie statki znalazły się na tyle blisko, że ludzie mogli się porozumieć. Adrian i Kodo dostrzegli Mefista:
- Zawracajcie! - krzyknął.  
- Dlaczego? - zapytał Adrian.
- Mam list do króla, nie wolno wypływać żadnemu okrętowi.
- Ale my płyniemy na spotkanie z królem Kordianem - wtrącił się Kodo.
- W którą stronę? – zapytał Mefisto.
- Na południe - powiedział kapitan.
- Nie wolno wam, pod żadnym pozorem - zaprotestował Mefisto.
- Ale dlaczego? - krzyknął Kodo.
- Bo to niebezpieczne. Trzeba szybko zawiadomić króla.
Stanowczy ton Mefista sprawił, że Kodo nakazał bosmanowi powrót do portu. Udały się tam wszystkie okręty. Dopiero po zejściu na ląd książę mógł przeczytać list od Nataniela i wtedy zrozumiał zachowanie Mefista. Szybko przyprowadzono konie i po chwili dwaj mężczyźni gnali w kierunku zamku. Zostawili rumaki na dziedzińcu, wbiegli po schodach i szybko udali się do sali tronowej, w której znaleźli Doriana. Na ich widok król podniósł się z miejsca.
- Kodo? Mefisto? Co tu robicie? - zapytał.
- Panie, mam dla ciebie ważny list od Nataniela - Mefisto podał władcy pismo.
Król rozwinął je drżącymi rękami. Zaczął czytać. Nagle zbladł, nogi się pod nim ugięły i osunął się na tron.
- Ojcze, dobrze się czujesz? - zaniepokoił się Kodo.
- Słabo mi się zrobiło - rzekł król.
- Wezwę medyka – powiedział Mefisto.
- Nie trzeba - zaprotestował Dorian. - Dajcie mi pióro, pergamin i moją pieczęć.
Napisał dwa listy i wręczył je mężczyznom.
- Mefisto, weź to i udaj się do portu, przeczytaj im moje rozkazy.
- Tak, panie.
- A ty, mój synu, masz drugi list i ruszaj do garnizonu zamkowego. Znajdź jego dowódcę, Williama. Oddaj mu pismo.
Mężczyźni szybko opuścili salę, zaś król wezwał strażnika.
- Wezwij do mnie swego dowódcę, szybko.
Żołnierz nawet nie zdążył odpowiedzieć, tylko pobiegł ile sił w nogach. Wpadł z impetem do warowni:
- Generale, szybko, król cię wzywa – wysapał.
Dowódca poderwał się jak strzała i szybkim krokiem ruszył przez plac. Po chwili stanął przed królem.
- Wzywałeś mnie, panie.
Tak. Trzymaj wszystkich swoich ludzi w gotowości.
- Dobrze. Czy coś się stało, panie?
- Na razie nie mogę jeszcze wiele powiedzieć. Dostałem list od Nataniela. Razem z Alkidem popłynęli na południe od Agoj. Musimy czekać, aż wrócą.  
- Już idę wydać rozkazy.
- W razie czego - Mefisto będzie w porcie.
- Na pewno się przyda.
- A wszystkich gości masz eskortować osobiście do zamku.
- Wedle twoich rozkazów, panie.
Tymczasem Mefisto dotarł do portu, podszedł do chłopców, którzy byli gońcami i kazał im sprowadzić wszystkich kapitanów. Sam wszedł do jednego z budynków, a nie mogąc się uspokoić, chodził w tę i z powrotem. Powoli zaczęli przybywać kapitanowie. Kiedy byli już wszyscy, Mefisto ich przywitał.
- Co się stało? Dlaczego zostaliśmy wezwani? – spytał jeden z żołnierzy.
- Mam rozkazy od króla – Mefisto złamał pieczęć i zaczął czytać:
Wszystkie okręty mają wyruszyć w morze i patrolować nasze wybrzeże. O jakimkolwiek zagrożeniu należy meldować jak najszybciej. Statki przypływające z gośćmi mają być eskortowane do samego portu. Rozkaz wykonać natychmiast!
- Cztery najsilniejsze okręty będą ochraniać statki gości – dodał Mefisto.
Wszyscy wstali, nie zadając żadnych pytań, i udali się do swoich załóg. Mefisto ruszył w stronę latarni - stamtąd będzie mógł wszystko bacznie obserwować. Po drodze spotkał generała:
- Witaj, Gregor. Tobie też wyznaczono zadanie?
- Tak. Mam rozstawić straże i chronić gości w drodze do zamku.
- Ja wejdę na wieżę. Cała flota została postawiona w stan gotowości, lada moment zaczną wypływać. Chcę zobaczyć, czy wszystko przebiega zgodnie z planem.
- A co się tak naprawdę stało? Mamy pełne ręce roboty, każdy mój żołnierz został postawiony w stan gotowości.
- Coś się wydarzyło na południu, nic więcej nie wiem, czekamy na Nataniela.
Pożegnali się i rozeszli - każdy w swoją stronę.
*
W kopalni Modo wykonał wszystkie obowiązki, wyznaczył żołnierzom posterunki, a sam udał się do wieży obserwacyjnej. W oddali widział dwa statki na pełnym morzu. Nie miał żadnych wieści od ojca, martwił się, chociaż nie wiedział do końca, co się stało. Podszedł do niego jeden ze strażników:
- Książę, czemu jesteś taki smutny?
- Dręczy mnie brak jakichkolwiek wiadomości.
- Trzeba się trochę uspokoić, na razie mamy wszystko pod kontrolą. Niektórym ludziom trzeba jednak dać odpocząć, żeby potem miał kto zmienić tych, którzy stoją na posterunkach.
- Zajmiesz się tym w moim imieniu.
- Tak, panie,
- Powiedz mi,  jaka jest wojna? - zapytał nagle Modo.
- Straszna. Byłem na dwóch. Na jednej zostałem ranny, ale jakoś się z tego wylizałem. Wojna to spustoszenie, niszczy człowieka, naturę i wszystko, co dobre.
- Oby teraz nas taki los nie spotkał.
- Trzeba w to wierzyć. Idę wykonać rozkaz.
- Idź, tylko wróć do mnie potem. Mam jeszcze kilka pytań.
*
Mefisto dotarł do latarni i wszedł na górę. Widział wszystko, co się dzieje na morzu. Okręty jeden po drugim wypływały z portu. Zaczął rozmyślać o tym, co się dalej wydarzy, jaki będzie jego los. Poczuł głód. Od dobrych paru godzin nic nie przełknął.
- Strażniku, masz tu jakąś strawę?
- Tak, zaraz coś przyniosę.
Najedzony, poczuł się lepiej. Ale myśl o przyjacielu, który popłynął w nieznane, nie dawała mu spokoju.
- Panie, w oddali widać statki - głos strażnika wyrwał go z zamyślenia.
- To goście przybywają na przyjęcie - zauważył Mefisto.
- Może się trochę prześpisz, panie, bo czeka nas długa noc. Gdyby się coś działo - obudzę cię.
*
W porcie generał w imieniu króla witał gości, po czym eskortował ich do zamku.
                                                                           *
Na południowy wschód od Modaru, za rzeką, znajdował  się garnizon zamkowy. Prowadził do niego nietypowy most. Z obu jego stron zostały ułożone wały z wielkich głazów, co uniemożliwiało podpłynięcie nawet szalupie. Tam, gdzie było najgłębiej, powbijano zaostrzone pale. Tak doskonale usytuowane pułapki sprawiały, że dotarcie do mostu było trudne, wręcz niemożliwe. Do tego jeszcze bezpieczeństwa strzegły dwie wieże obronne wbudowane w most – po jednej na każdym z jego końców. Rekruci byli szkoleni na elitarnych żołnierzy przez najlepszych dowódców, a następnie przyjmowani do królewskiej armii. Jednak tylko nieliczni mogli zasilić szeregi osobistej straży króla.  
Kuźnie pracowały pełną parą, aby zaopatrzyć żołnierzy w broń. Konstruktorzy balist, katapult i innych machin wojennych opracowywali coraz to nowsze modele. Wytwarzano łuki, strzały, halabardy, piki. Warsztaty płatnerskie produkowały komplety zbroi. Za murami garnizonu znajdowały się ogromne stadniny, a w nich hodowano najlepsze rumaki dla lekkiej i ciężkiej jazdy. Tak rozległe zaplecze wojskowe stanowiło dumę królestwa.
Zaczynał się zwykły poranek. William obudził się skoro świt. Młody, dwudziestoośmioletni dowódca miał pod rozkazami całe wojsko w garnizonie. Opanowany, nie ulegał presji ze strony innych. Cenił życie swoich żołnierzy. Był znakomitym strategiem, generałem i dowódcą. Doglądał treningu swoich podopiecznych, nie uważał się za lepszego od innych, dlatego ciężko go było rozpoznać wśród rekrutów. Jego dumą była ciężka piechota - najsilniejsza uzbrojona jednostka piesza, formacja elitarna, skuteczna zarówno w obronie, jak i w ataku. Nie mógł również złego słowa powiedzieć o kusznikach. Ich bełty przebijały nawet najgrubszy pancerz, szybko zadając śmierć. Ćwiczeni na polach Faraghelu, radzili  sobie dobrze w każdej niebezpiecznej sytuacji.  
Kodo, dojeżdżając do pierwszej bramy, krzyczał, żeby szybko otwierać. Strażnicy poznali go, od razu dali znać kolegom z drugiej wieży. Wrota otworzyły się - najpierw jedne, potem drugie. Jeździec znalazł się na placu.
- Gdzie William? - krzyknął Kodo.
- Na placu treningowym - usłyszał odpowiedź.
W jednej chwili znalazł się na miejscu. Dojrzał generała wśród ćwiczących żołnierzy.
- Williamie,  mam dla ciebie list od mojego ojca.
- Co się stało? - zapytał wojskowy.
- Czytaj, to się dowiesz - Kodo otarł pot z czoła.
William złamał pieczęć i rozwinął list. Zaczął czytać:
                                                                Williamie!
Jako Twój zwierzchnik rozkazuję Ci wysłać do zamku, kopalni oraz na wyspę gospodarczą żołnierzy. Związane jest to z alarmem podniesionym przez Nataniela. Po wydaniu odpowiednich rozkazów stawisz się w zamku.
                                                                                                   król Dorian

Po chwili namysłu William wezwał do siebie trzech podwładnych i rzekł:
- Wybierzecie po trzydziestu ludzi i udacie się na kolejne wyspy. Do wieczora macie być gotowi.
- Tak  jest, generale.
- Książę Kodo napisze ci zaraz list z rozkazami dla kwatermistrza w porcie  - William zwrócił się do jednego z żołnierzy.
- Dobrze.
- Ja muszę jeszcze trochę zostać. Gdy będziesz w zamku pierwszy, to przekaż królowi, że chcę wszystkiego osobiście dopilnować.
     Żołnierze oddalili się szybko, by wykonać rozkaz. Jeden z nich najpierw udał się do portu i oddał list kwatermistrzowi.
- Wieczorem ma być gotowych piętnaście łodzi transportowych z zaopatrzeniem - przeczytał mężczyzna. - Rozkazy wydam niezwłocznie - powiedział, odkładając pismo na stół.
*
Kodo powrócił do zamku zmęczony. Pierwsi goście już pojawili się w sali balowej. Książę znalazł ojca siedzącego w swej komnacie.
- Jesteś, mój synu, dopilnowałeś wszystkiego?
- Tak, ojcze.
- A gdzie William?
- Chce dopilnować przygotowań, powinien się zjawić późnym wieczorem.
- A co się dzieje w porcie?
- Statki są już na pełnym morzu.
- Dobrze, idź się przebrać i dołącz do zebranych.
Króla niepokoiło to, że nie ma jeszcze najważniejszego gościa. Nataniel wypłynął dobrych parę godzin temu i ciągle nie było od niego wieści.
William, po dopilnowaniu wszystkiego, ruszył z oddziałem do portu. Szli równym krokiem, za nimi ciągnęły wozy z bronią. W porcie czekały łodzie transportowe. Żołnierze po kolei ładowali niezbędny ekwipunek. Ich dowódca dawał im ostatnie wskazówki. Jednego z nich poprosił na stronę:
- W kopalni znajduje się Modo. Zanieś mu ten list i zostań pod jego rozkazami.
- Tak jest!
W tym czasie Gregor wrócił z zamku. Dowódca straży królewskiej wychowywał się razem z Dorianem, dlatego cieszył się jego zaufaniem. Byli w tym samym wieku, jeden drugiego traktował jak brata. Gregor był człowiekiem poważanym, odważnym, oddałby życie za królestwo. Nie znał strachu, a kunszt szermierczy miał w jednym palcu.
- Witaj, Williamie. Wysyłasz wojsko?– zapytał Gregor.
- Taki rozkaz, jest mobilizacja wszystkich sił – odparł William. - Ale i ty masz pełne ręce roboty! Wszyscy goście dotarli?
- Nie ma jeszcze króla Kordiana.
- Coś musiało go zatrzymać.
- Pewnie tak...
- Muszę już iść do zamku – William pozdrowił Gregora gestem ręki i odszedł.
*
Łodzie transportowe zaczęły wypływać. Zbliżał się wieczór, kiedy pierwsze z nich dotarły do Agoj. Powoli zaczęto wypakowywać uzbrojenie. Pojawił się Modo.
- Witam, książę.
- Witam, kapitanie. Widzę, że posiłki dotarły.
- Tak, mam list od mojego zwierzchnika. Proszę! - podał księciu pismo.
     Modo przebiegł tekst wzrokiem i zamyślił się. Po chwili powiedział:
- Od tej chwili jesteście pod moimi rozkazami.
- Tak, panie.
-Wyznacz ludzi na nocną wartę. A od mojego ojca żadnych wieści?
- Nic. William został wezwany na zamek.
*
W ogrodach Dorian przechadzał się nerwowo. Nie mógł wysiedzieć na balu. Nie było najważniejszego gościa i tym był zakłopotany. W jego głowie krążyło tysiąc myśli: Co będzie dalej? Co się mogło stać? Czy jego królestwo znowu miało powrócić do lat panowania jego brata? Czasu wojen i konfliktów? Nie mógł sobie tego wyobrazić, tyle starań mogło pójść na marne. Myślał, co zrobić na wypadek najgorszego. Nie wiedział, jakie wieści przywiozą Nataniel i Alkid. Ma oddanych ludzi, którzy staną u jego boku w sytuacji zagrożenia. Musi jeszcze mieć obu synów koło siebie. Rano wyśle kogoś po Moda, który pewnie się martwi. Królowi szkoda się zrobiło synów. Pomyślał, że są jeszcze młodzi, a nie wiadomo,  co się może stać. Trzeba zebrać radę wojenną, przygotować jakiś plan. Dorian pomyślał, że gdyby żyła jego żona, pomogłaby mu we wszystkim. Zawsze dodawała mu otuchy i wiary w siebie. Umiała znaleźć wyjście z każdej sytuacji. Teraz jednak trzeba czekać na wieści.  
- Panie - głos służącego przerwał rozmyślania króla.
- Słucham - rzekł Dorian.
- William przybył.
- Poproś go do mnie.
Po chwili William skłonił się przed królem.
- Dobrze, że jesteś. Dopilnowałeś wszystkiego, o co prosiłem?
- Tak, panie.
- To teraz chodź, usiądź ze mną i porozmawiajmy poważnie. Poślę tylko  po Mefista, bo chciałbym, żeby uczestniczył w tym spotkaniu.
     Król zawołał strażnika i polecił mu wezwać Mefista. Czekając, mężczyźni rozmawiali.
- Po co mnie wezwałeś, władco? – zapytał William.
- Wiesz, że jesteśmy w stanie zagrożenia?
- Tak. Co w związku z tym?
- Nie wiemy, jakich wieści możemy się spodziewać, ale trzeba oczekiwać najgorszego.
- Nie należy pochopnie rzucać takich słów.
- Trzeba się jednak przygotować na najgorsze, na wszelki wypadek.
- Ale my nic jeszcze nie wiemy. Królu, przecież wiesz, że wojska pod moją komendą są zawsze gotowe do działania.
- Wiem o tym. Trzeba na wyspę gospodarczą wysłać więcej ludzi do pracy. Musimy gromadzić zapasy.
- A co z kopalnią? Zabierzemy stamtąd ludzi?
- Kopalnię na razie zamkniemy, mamy wystarczającą ilość złota w skarbcu i dwa statki transportowe w porcie. Właśnie, trzeba je jutro rozładować.
- Jak mniemam, wszystkim zajmie się Mefisto.
- Oczywiście. Mam jeszcze prośbę do ciebie, Williamie. Będziesz mi towarzyszył na balu. Muszę gościom powiedzieć, że król Kordian się nie zjawi, bo zatrzymało go coś pilnego.
- Tak, ale nie ma przecież od niego żadnych wieści – stwierdził ze zdziwieniem dowódca.
- Nie. I to mnie martwi. Muszę jednak coś powiedzieć – rozłożył bezradnie ręce król. - Lepiej tak zrobić, nie ma co siać paniki. Innego wyjścia nie ma.
- A jak sobie radzi Kodo.
- Nie daje niczego po sobie poznać. Jest jeszcze młody...
W tym momencie zapukano do drzwi i po chwili ukazał się w nich Mefisto.
- Jestem, panie. Co się stało?
- Mam dla ciebie zadanie: rano zajmiesz się rozładowaniem złota do skarbca, pomoże ci Gregor. Potem popłyniesz do kopalni, przekażesz rozkazy. Moda odeślesz do domu. Zbierzesz wszystkich pracowników i udasz się z nimi na wyspę gospodarczą. Kopalnię należy zamknąć, przynajmniej na jakiś czas.
- Zrobię, co w mojej mocy, panie, by wykonać twoją wolę – powiedział poważnie i roztropnie Mefisto.
Tymczasem Kodo zastępował ojca najlepiej, jak mógł. Zabawiał gości rozmową. Bał się pytań o swoją przyszłą żonę, o jej nieobecność. Miał nadzieję, że ojciec coś wymyśli.
*
Nataniel stał na pokładzie okrętu i wpatrywał się w morze. Płynęli w nieznane. Agoj oddalało się coraz bardziej, a na wodzie nie było śladu tego, co widział z wyspy. Z upływem czasu denerwował się coraz bardziej. Czekał, aż dadzą znać z bocianiego gniazda, że coś zauważyli. W garnizonie pewnie już wszczęto alarm. Moda zostawił samego, ale był przekonany, że książę da sobie radę. Ile to jeszcze potrwa, zanim coś uda się znaleźć? O ile w ogóle się uda... Z zamyślenia wyrwał go głos kapitana Alkida:
- Natanielu, napijesz się czegoś?
- Z chęcią - mężczyzna uśmiechnął się do towarzysza.
- Proszę - Alkid podał generałowi kubek. - Powiedz mi, czego szukamy. Gdybym to wiedział, byłoby prościej – powiedział kapitan.
- Szukamy okrętu, który widziałem z wieży. Miał poszarpane żagle.
- A to ciekawe! Wreszcie coś, czego jeszcze nie widziałem. Jednak i z tym sobie poradzę – uśmiechnął się Alkid.
- Nie ma się z czego śmiać. To poważna sprawa – rzekł Nataniel.
- Masz rację. Nie złość się. Niedługo zapadnie zmrok i nic nie znajdziemy. Jutro skoro świt będziemy kontynuować poszukiwania - powiedział Alkid pojednawczym tonem.

1 komentarz

 
  • Hoplita

    Nie wyjdzie to opowiadanie z poczekalni czy co. Bo nie wiem czy mam wstawiać dalej ???