Apokalipsa spółka z.o.o.

Apokalipsa spółka z.o.o.Zapraszam do jednej z wielu małych, rodzinnych firm. Z pozoru to zwykła firma. Nastawiona na zysk, z pracowitym siedmioosobowym zespołem, rodzinna spółka. Ale tylko z pozoru, bo pracują w niej Jeźdźcy Apokalipsy, Chaos i Nierządnica Babilońska. Nawet oni chcą zarobić. Lecz są w swoim żywiole, ponieważ zajmują się Końcem Świata! Witam w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością: Apokalipsa!

Tego ranka jak zwykle, Śmierć wstał koło 7 rano:
  - Aaaa! - ziewnięciem rozpoczął wtorek - Pora wstawać. Sama Apokalipsa się nie zacznie.
  - Która to? - spytał zaspany Wojna, sprawdzając jak zwykle czy ma koło poduszki nóż, miecz, gloka i kałacha.
  - 7:13, braciszku. Idę obudzić Zarazę, Głód i Chaos. A ty idź się umyć.
  - Dobrze, mamo.
Śmierć wszedł do sąsiedniego pokoju i od progu krzyknął:
- Wstawać! Głód, Zaraza, Chaos pobudka!
- Czego się, kurwa, drzesz? - denerwował się Zaraza
- Dziś nasz wielki dzień! Pierwsze zlecenie od samego Boga! - cieszył się Śmierć
- To dziś? Zapomniałem! - krzyknął Głód
- Ale sam Bóg? Chodzi o Dni Ostateczne? - dopytywała się Chaos. Jako jedna z dwóch kobiet w zespole, sypiała z każdym. Jednak Babilońska była jeszcze lepsza. Kiedyś uprawiała seks z czterema Jeźdźcami jednej nocy. Niestety Babi wyjechała na kilka dni na Ziemię i wszyscy tensknili. Nawet Chaos.
- Nie. Mamy zniszczyć wymiar 34. I narazie był u nas tylko Święty. Bogu znudzili się trytoni.  
  Wymiarów było około miliona. Ziemia to był pierwszy wymiar, jedyny który Bóg stworzył ku czemuś większemu. Niebo i Piekło to wymiary 2 i 3. Tych też Bóg nie chciał niszczyć. Pozostałe to eksperymenty, które przeprowadzał gdy nie pilnował Ziemi.
- Nudy! Wolałem już Blitzkrieg! Ale fajnie było kiedy pomagaliśmy Niemcom. A pamiętacie twarz Hitlera, gdy powiedzieliśmy, że odchodzimy? - wspominał Zaraza
- Bóg się nieźle wkurwił po Francji. Za karę musieliśmy pomóc Ameryce. Ale Ci to mieli rozmach. Dwa miasta, dwie bomby atomowe. Lubię ich. A ten porucznik! Taki przystojniak, tylko szkoda, że hetero - wtórował mu Głód
- Koniec wspominek! Do roboty! Głód robisz śniadanie, Chaos - myć się, Zaraza - idziesz biegać?
- No. Tylko się przebiorę. Ja dziś prowadzę.
- Dobra.
Śmierć jako szef miał dużą władzę nad zespołem i musiał ją wykorzystać aby ogarnąć zespół. Zaraza i Głód byli dobrzy w pracy, ale strasznie leniwi, więc czasem trzeba było ich pogonić. Dziś mieli pierwsze poważne zlecenie. Jak im się uda, to Bóg rozwarzy dotacje ze skarbu Nieba. Będą mogli rozwinąć firmę, a może nawet zatrudnić samego Abaddona, Anioła Zagłady. To byłby ogromny krok na przód, ponieważ Abaddon jako kapitan Aniołów Miecza, elitarnej jazdy Nieba, pomógłby rozniecać wojny. Skończyliby z zakulisowymi machinacjami i działali sprawniej.  
Takie oto przemyślenia zaprzątały głowę Śmierci, gdy z Zarazą biegł przez Eden. Piękny był Ogród. Szczególnie latem.
- Śmierć, co myślisz o zleceniu? - nagle zapytał Zaraza
- Nie wiem. W sumie spoko, dziś Wojna schodzi, a jutro dołączam. Potem za sześć dni schodzisz ty i Głód, a dzieła dokończy Chaos za półtora tygodnia - Śmierć wyłuszczył Zarazie cały plan. Czas w Niebie biegł 30 razy wolniej niż w innych wymiarach, więc dla aniołów w Niebie jeden dzień to miesiąc gdzie indziej. To było przydatne, acz czasem wkurzało. Częściej wkurzało.
Biegnąc przez puszczę starszą niż sam czas ciągle rozmawiali o zleceniu, dopracowując plan na wykonanie zadania. Chcieli zrobić dobre wrażenie na Bogu. Jutro miał przyjść rano, po raport z pierwszego etapu prac. Maił przychodzić codziennie i sprawdzać postęp prac.
Po pół godzinie wrócili do siedziby i poszli się myć. Potem zjedli śniadanie i zabrali się do pracy. Głównie polegało to spaniu w specjalnych komorach. Wtedy przenosili się do wybranego wymiaru i tam przebywali w postaci duchowej. Byli czymś w rodzaju bezciałowej świadomości czy też duszy. W tym staniu byli w stanie wpływać na istoty rozumne przez przekaz podprogowy i podświadomość zmieniając tym istotom psychikę w niewielkim stopniu, aby robiły to co Jeźdźcy chcą. Mogli zmieniać bieg histori, aż do całkowitego zniszczenia życia w danym wymiarze. Potem Abaddon niszczył pusty wymiar i tak wyglądał Koniec Świata.
Po śniadaniu Wojna wskoczył do wymiaru 34 i miał zamiar rozpocząć wojnę między słonowodnymi i słodkowodnymi trytonami. Jeśli dałby radę, zaczęłyby się Dni Ostateczne. Śmierć obserwował jego starania, leżąc w innej kapsule, ale w trybie obserwatora. Dla niego czas biegł dwa razy szybciej niż w Niebie i tylko 15 razy szybciej niż w 34 wymiarze. Przez kilka godzin obserwował jak radzi sobie Wojna. Musiał przyzanć, że robi to dobrze. Po kilku dniach wywołał napięcia między oboma rasami trytonów. Wystarczyły kolejne dwa tygodnie, aby zaczął się wyścig zbrojeń i zimna wojna. Dwa dni przed końcem miesiąca rozpoczęła się wojna.
Śmierć wyszedł z kabiny i poszedł zjeść kolację. Głód robił pyszne jedzenie. Zajmował się kateringiem. Pomimo imienia, które sugerował coś zupełnie innego, to wcale nie jadł dużo. Sam twierdził, że najwięcej radości sprawiało mu robienie dobrego jedzenia dla innych.
Następnego dnia Śmierć wstał wcześniej niż zwykle i szybko zjadł śniadanie i przygotował się na wizytę Boga. Czekał na wielką kule światła pod jaką występował Duch Święty. Lecz nagle ktoś zapukał do dżwi:
- Jest tam ktoś? Wizytacja!
- Otwieram! - krzyknął Śmierć
Otworzył dżwi, a za nimi stał sam Jezus!
- Dzień dobry! Przyszedłem sprawdzić postęp prac.
- Zapraszam! Pomimo jednego dnia mamy za sobą już dużo pracy! Wojna wczoraj z rana wskoczył do 34 wymiaru. Około 22 czasu Nieba, wywołał konflikt zbrojny między obiema rasami trytonów. Za kilka minut dołączam do niego i zacznę zbierać żniwo. Jeśli wszystko pójdzie dobrze to za dawa tygodnie czasu Nieba zadanie będzie wykonane. Mamy nadzieję, że nie będzie żadnych problemów. Jeśli takie by wystąpiły to obsunięcie nie przekroczy jednego dnia czasu Nieba. - wyjaśnił cały plan Jezusowi
- Dobrze. Usłyszałem już wszystko. Teraz chciałbym poobserwować was przy pracy. Całą wizyta nie potrwa dłużej niż półgodziny. - odpowiedział Jezus
Po chwili Śmierć połżył się w komorze i wskoczył do wymiaru 34. Tam wylądował w środku walki. Zaczął zabijać. Mordował każdego kto się nawinął. Od generała po szeregowca. Wszystkich jednakowo. Każdego tak samo. Bez uprzedzeń, bez różnic. Po kilku tygodniach dołączyli do niego Zaraza i Głód. Wprowadzali zamęt i chaos w całym wymiarze. Sama Chaos dołączyła do nich na dwa tygodnie przed końcem zabawy. Gdy skończyli w tym wymiarze, wyszli i z powrotem weszli w swoje ciała. A tam czekał na nich Jezus:
- Brawo! Jestem z was dumny, moje dzieci! Brawo! Jestem pod wielkim wrażeniem! Tak szybko i tak dobrze wykonanego Końca Świata, to sam bym nie zrobił! - gratulował Bóg
- Huuu! Jeszcze czyściciele dokończą robotę i gotowe! Zmęczyłem się! To było chyba najlepsze zlecenie. - cieszyłem się z końca pracy
- Pomyślimy na górze o dofinansowaniu waszej firmy. Zapewniam, że widzimy potencjał. Do widzenia i powodzenia. - pożegnał się z nimi Bóg
- Kotku, mówiłam Ci żebyś się nie przemęczał! Zmęczyłeś się? - usłyszał głos swojej miłości
- Babi, jasteś w końcu! Część! Stęskniliśmy się za tobą! Prawda chłopcy? - przywitał się z Nierządnicą Babilońską
- Bardzo! Brakowało nam Ciebie! - zapewniała reszta zespołu
Tego dnia odbył się bankiet z okazji wykonanego zlecenia, powrotu Babi i uzyskania dofinansowania od Boga. Wszyscy pili i brali narkotyki. Ziemskie używki nie szkodzą aniołom więc się nie ograniczali. Wszystko zakończyło się wspólną, długą i upojną orgią. Nikomu nie śpieszyło się nigdzie, więc zabawa ciągnęła się do późna. Długo jeszcze wspominali tak szczęśliwy dzień.

I tak oto radośnie oraz przyjemnie zaczął się Koniec Świata.

1 komentarz

 
  • Robert72

    Bardzo delikatny temat, ze względu na postacie, Mi się podoba .