XXXCiekawska cz.2

XXXCiekawska (cz.2)

Po otwarciu konta zaskoczyła ją liczba wiadomości. Kilkunastu mężczyzn dobijało się do niej, zachwalając swoje zalety. „ Jak na targu niewolników – pomyślała. Zabawię się w białą panią z plantacji bawełny i wybiorę sobie jakiegoś czarnuszka.”
Otwierała kolejne wiadomości i przeglądała profile. Większość, zagajała w prosty sposób:
- Cześć, co słychać? Jak masz na imię? Co tu robisz? Jak wyglądasz? Pokażesz się?
Widać, że nawet nie chciało im się zapoznać z profilem, w którym podała dużo informacji o sobie. Zupełnie, jakby brali udział w jakimś wyścigu i próbowali zająć dogodną pozycję do finiszu. Kto pierwszy ten lepszy. Uświadomiła sobie, że tutaj, jak w soczewce widać, tę odwieczną walkę samca o samicę. Na swoich profilach puszą się jak egzotyczne ptaki, obnosząc kolorowe pióra – wypasionych fur, zagranicznych wojaży, umięśnionych ciał, ukończonych fakultetów i prężących się członków. Wszystko, tylko po to, żeby ją dopaść, powalić, zaciągnąć do jaskini i zapłodnić. Świat się zmienia. Cywilizuje. Obrastamy warstwami kultury. Zmieniają się mody i trendy. Ale, ta - uświadomiona lub nie - chęć przedłużenia gatunku, posiania swoich genów, determinuje wszelkie ludzkie działania. Na portalach randkowych osiąga to masę krytyczną.
Na „ofiarę” wybrała sobie 44 letniego gościa o nicku „Wodniak”. Facet reklamuje się na swoim profilu jako biznesmen i wielbiciel sportów wodnych. „Typowy kryzys wieku średniego – pomyślała i odpowiedziała, na jego:
- Cześć, mała. Ja też szukam tu odskoczni od nudy w małżeństwie.
- Powodzenie związku zależy od obojga partnerów. Może, w tym momencie, Twoja żona, pisze o nudzie w związku, jakiemuś kolesiowi na tym, czy innym portalu?
Musiała trafić w czuły punkt, bo facet zareagował:
- Oczywiście, masz rację, ale ja nie czuje się winny za taki stan rzeczy. Ciężko pracuję, dbam o siebie, organizuję atrakcyjne wyjazdy wakacyjne. A przede wszystkim jestem dobry w te klocki. Równie dobrze, mógłbym, za nudę w Twoim związku, obarczyć Ciebie! Szybko wydajesz sądy!
- To dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze? - spytała.
- Nie wiem. Byliśmy dobraną parą od liceum. Nasz związek przetrwał okres studiów, chociaż byliśmy w różnych miastach. Ślub z miłości. Dzieci. Klasyka.
- Hmm...No, to w sumie masz zagwostkę. Przepraszam, że tak na Ciebie wsiadłam, ale tylu tu ściemniaczy… - odpisała zbita z tropu.
- A jak jest z Tobą? - spytał.
Udała, że tego nie widzi i drążyła dalej:
- W sumie to masz spełnione życie. Wielu ludzi wzięłoby je w ciemno. O co, konkretnie chodzi?
- Nie odpowiedziałaś na pytanie!
- No dobra... Teraz jeszcze ja, ale potem Ty się spowiadasz – dodał i przesłał mrugającą okiem buźkę. Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi, albo o seks, albo o pieniądze. W moim przypadku chodzi o seks i wszystko co się z tym wiąże.
- To znaczy? - dopytywała
- Aleś Ty dociekliwa. - odpowiedział. Myślałem, że jestem na portalu randkowym, a trafiłem na kozetkę u psychoanalityka.
- Jak nie chcesz to nie pisz – odpisała.
- Z jakiś powodów poczułem do Ciebie słabość i chcę, żeby nie było między nami tajemnic – zadeklarował. W sumie, to do urodzenia dzieci wszystko było jak w romantycznym filmie. Żyliśmy na całego: imprezy, romantyczne wakacje i seks… dużo seksu. Po urodzeniu dzieci, ona - z żony i kochanki - przeistoczyła się w mamusię, żeby nie rzec, w matronę. Ja też cieszyłem się ojcostwem, ale uważałem, że trzeba być wystarczająco dobrym ojcem i korzystać również z życia. Ona wręcz przeciwnie, jakby się jej wszystko w głowie poprzestawiało. Tylko, dzieci, dla dzieci i o dzieciach!
Chociaż i jej, i moi rodzice deklarowali pomoc, to ona uważała, że tego nie potrzebuje, że da sobie sama radę, i że wie najlepiej, co i jak. Tak się w to macierzyństwo wkręciła, że przestała dostrzegać wszystko inne, no i mnie. Przy takim podejściu - Zosi samosi - chodziła wiecznie zmęczona, zaniedbana, a seks był od wielkiego święta. Myślałem, że to się zmieni, kiedy dzieciaki pójdą do szkoły, ale zaczęły się zajęcia dodatkowe, odrabianie lekcji, rady rodziców, przedstawienia szkolne i wycieczki. Zupełnie, jakby uznała, że jej życie kończy się na zostaniu matką i wychowaniu progenitury.
- No, to masz przechlapane – napisała i dołączyła przerażoną buźkę. I dodała:
- I jak sobie z tym wszystkim radzisz?
- A jak myślisz, dlaczego tu jestem? Długo walczyłem o zmianę status quo, ale moje próby zaogniały tylko sytuację. W końcu poddałem się.
- ...i pocieszasz samotne mamuśki – dokończyła za niego.
-  Trzeba mieć w życiu jakiś cel – dodał i przesłał (lol). No, ale wystarczy o mnie. Jak to jest z Tobą?
- W sumie, to podobnie – odpisała.
- Chyba nie twierdzisz, że Twój mąż ma obsesję ojcostwa!?
- No, nie - odpowiedziała szybko. Chodzi o to oddalanie się od siebie. Przyczyny są różne, skutki podobne.
- Czyli? - dopytywał.
- W sumie, to przez pierwsze lata wychowania dzieci przeszliśmy razem. Ja nie świrowałam z dziećmi, tak jak Twoja  żona (mam nadzieję, że się nie gniewasz za to określenie), a mąż pomagał we wszystkim. Teraz są w pierwszych klasach podstawówki i nadal wymagają opieki, ale jakoś to ogarniamy.
- To, o co, właściwie Tobie chodzi? - napisał.
- Praca... On dużo pracuje! Nie dba o siebie…- napisała i wykrzyczała te słowa w myślach, próbując zagłuszyć, prawdziwy powód swojej tu obecności.
- Tak jest w wielu małżeństwach, ale to jeszcze nie powód, żeby szukać pocieszenia na portalu randkowym – odpisał. Musi chodzić o coś więcej…?
- Hmm… No, tak… Wiesz, on był moim pierwszym i jedynym chłopakiem, i… - dukała jak pensjonarka.
- I chcesz sprawdzić, jak to jest z innymi? - napisał.
Dłonie jej się pociły, a serce biło jak oszalałe. To miała być tylko zabawa, a czuła się, jak na egzaminie maturalnym. Miała ochotę to przerwać. Jednym kliknięciem mogła zakończyć czat, ale anonimowość ośmieliła ją do kontynuowania dialogu. Uświadomiła sobie, że to pierwsza osoba od lat, z którą tak szczerze rozmawia. Czuła rosnące podniecenie. Niby, to tylko zwykła rozmowa, która jednak przywoływała chwile niespełnienia i uruchamiała wyobraźnię.
- Tak – odpisała.
- Co, tak? - zapytał. Szukasz przygody?
- Nie wiem…-odpisała.
Wiedziała, że zbliża się przełomowy moment w jej dotychczasowym życiu. Ta niewinna rozmowa na czacie ekscytowała ją. Miała wszystkie objawy podniecenia seksualnego – drżała z emocji, a serce biło, jak oszalałe. Rozsądek kazał jej uciąć tę rozmowę; wykpić się od odpowiedzi; spławić faceta. Z drugiej strony, ta gra wciągała ją powoli, jak bagno na uroczysku. „Przecież, po to, tu jesteś… tego, tak naprawdę chciałaś - powtarzała w myślach. Ta decyzja, została podjęta dużo wcześniej. Teraz trzeba ją tylko zrealizować. Powiedz mu, a potem się zobaczy – racjonalizowała. Dopóki nie ściągniesz majtek masz nad tym kontrolę, baw się…”
- On mnie nie zaspokaja – wypaliła. I zamarła.
- Tzn? Ma małego? Szybko dochodzi? Nie przykłada się? Brakuje mu fantazji? Rzadko ma ochotę? - wystrzelił serią pytań.
Zamyśliła się… Szybko dochodzi, to fakt podstawowy. A co do reszty…? Właściwie, to też się zgadza. Szczególnie w ostatnich latach, gdyby nie jej inicjatywa, to seksu byłoby zero. O fantazyjnej grze, też trudno mówić, kiedy on tylko myśli, żeby go włożyć. A jak już włoży, to wiadomo...pstryk i światło. Co do rozmiaru? Na filmach, które oglądała wszystkie były o wiele większe. No, ale to filmy. Wiadomo, faceci są dobierani pod tym kątem. W tych krótkich momentach, kiedy był w niej, było jej dobrze i nawet po ciąży, nie odczuwała jakiegoś dyskomfortu, braku wypełnienia.
- Wszystkiego po trochu, ale największy problem, to szybkie dochodzenie – odpisała.
- No, ale w dzisiejszych czasach, to nie powinien być wielki problem. Takie rzeczy można leczyć – odpisał.
- Powiedz, to mojemu miśkowi. To typowy facet. I, jak każdy, twierdzi, że problemy to mają inni, a z nim jest wszystko w porządku. - napisała.
- Daj mi jego numer, to z nim pogadam)- odpisał ze śmiechem.
- Nawet tak nie żartuj – stwierdziła. To byłby koniec naszego związku.
- Musi Ciebie to męczyć, skoro przełamałaś się i tu jesteś – odpisał.
- Tak. Wiesz, ja się facetom podobam. Podrywają mnie w pracy i na ulicy. Żebyś sobie nie myślał, że jestem jakąś grubą krową, z brakami w uzębieniu i dlatego ten mój, odwala swoją robotę byle jak, i byle szybko.
- No, właśnie. A'propos wyglądu. Może byśmy się sobie pokazali? - napisał.
- W sumie, dlaczego nie. Tylko liczę na dyskrecję. Nie chwal się kumplom, bo może mnie któryś zna. Ty pierwszy. Podaję maila: annangel@onet.pl
Po chwili na skrzynkę przyszedł mail od: wodnik29@interia.eu „Wspomnienie ostatniego lata i pozdrowienie od Roberta.”
W załączniku były dwa zdjęcia. Na jednym opalony, sympatyczny i uśmiechnięty brunet na tle portu jachtowego. Na drugim ten sam za sterami żaglówki.
Nie przewidziała takiego biegu wypadków i w panice przeglądała zdjęcia z ostatnich wakacji. Wszędzie towarzyszył jej mąż lub dzieciaki. „ Ani chwili dla siebie – pomyślała. Rzeczywiście, ideał matki Polki, z wyobrażeń prezesa.” W końcu znalazła jedno, jak stoi na tle zachodzącego słońca, w cienkiej obcisłej sukience na kołobrzeskiej plaży. Po chwili namysłu, poszła do damskiej toalety i po poprawieniu makijażu zrobiła sobie zdjęcie odbicia w lustrze. Uznała, że będzie to fajny kontrast. Obcisły, biurowy kostium z rozpiętą bluzką uwydatniał jej piersi, dojrzałą figurę, a figlarny uśmiech błąkający się na jej ustach, zachęcał do flirtu.
Wysłała zdjęcia z pozdrowieniem od Anki.
- No, no...fajna z Ciebie laska – odpisał. Ten Twój, to chyba rzeczywiście nie potrafi docenić takiego skarbu – komplementował.
- Tobie, też niczego nie brakuje, przynajmniej, jeżeli chodzi, o to co widać na zdjęciach – odpowiedziała i zaraz pomyślała: „Ty flirciaro! Ledwo poznałaś gościa, a już robisz jakieś aluzje do jego przyrodzenia? Głodnemu, chleb na myśli...”
Wymienili jeszcze kilka zdań, gdy on nagle napisał:
- Wiesz, muszę kończyć. Wracam, zaraz do domu, a rano wylatuję na tydzień do Kanady. Będę bardzo zajęty i raczej nie znajdę czasu na randkowanie. Ale po powrocie, mam nadzieję kontynuować naszą znajomość. Może w realu? A Ty?
Zaskoczona, wyrwana jak z letargu zdążyła tylko napisać:
- Tak, bardzo chętnie.
Pożegnał się i wylogował.  
Ogarnęło ją irracjonalne poczucie osamotnienia, wręcz porzucenia. Wilgotność majtek wskazywała na to, że jej organizm liczył na coś więcej! Czuła się nie zaspokojona, jak wtedy, gdy mąż kończył zbyt wcześnie. Rozejrzała się dookoła. W biurze była sama. Dotknęła swoich piersi. Były nabrzmiałe i wrażliwe. Patrzyła z pożądaniem na zdjęcie Roberta. Delikatnie, opuszkami palców pieściła szyję podążając dłonią od ucha do biustu. Rozpięła jeden, a potem drugi guzik bluzki i objęła całą dłonią pierś, ukrytą pod biustonoszem. Rozparła się wygodnie w fotelu i rozpięła pozostałe guziki. Uwolniła bluzkę ze spódnicy i objęła oboma rękoma piersi. Przez chwilę unosiła je w dłoniach, jakby chciała je w nich zważyć. Potem wyswobodziła jedną i zaczęła pieścić jej brodawkę. Sutek, jak czuły detektor, przetwarzał mechaniczne ruchy dłoni i palców na elektryczno-chemiczne bodźce, rozchodzące się powoli po całym ciele. Nagle, usłyszała trzask gwałtownie zamykanych drzwi i charakterystyczne skrzypienie wózka sprzątaczki. Spojrzała na zegarek. Była 16.20. „Boże, ale się zasiedziałam” . W popłochu porządkowała swoje ubranie. Szybko pozbierała rzeczy i wyszła z budynku. Akurat podjechał autobus. Podbiegła do niego i wcisnęła się do środka mimo wielkiego tłoku.

Jej policzki nadal płonęły niezaspokojonym podnieceniem, a wilgotna pusia, czekała na finał, który nie miał nastąpić. Trzymała się jedną ręką poręczy i w myślach analizowała, to co się wydarzyło w ostatnich godzinach. Kierowca musiał być niespełnionym rajdowcem, bo jechał szybko, nie przejmując się pasażerami, którzy przewalali się, jak worki ziemniaków, kiedy ostro wchodził w zakręty. Przy kolejnym, nie zdołała utrzymać równowagi i wpadła z impetem na jakiegoś faceta. Gdyby jej nie przytrzymał, upadłaby na kolana. Złapał ją powyżej pasa, tak, że jego dłoń wylądowała na biuście.  
- Przepraszam, przepraszam Pana bardzo, ale ten kierowca jedzie jak wariat – tłumaczyła się zmieszana.
- Nic nie szkodzi – odpowiedział. Cała przyjemność po mojej stronie – szepnął jej do ucha, trzymając nadal dłoń na jej piersi. Autobus zatrzymał się na przystanku i do środka wepchnęła się kolejna porcja pasażerów. Teraz byli ściśnięci jak sardynki w puszce. Mężczyzna ośmielony tą sytuacją, przysunął się do niej od tyłu.
- Proszę Pana… Ręka... - szepnęła skonfudowana.
Facet, jakby tego nie słyszał, przysunął się jeszcze bliżej - tak, że dotykał biodrami jej pupy. Rozejrzała się na boki, jakby szukała pomocy, a może sprawdzała tylko, czy nikt nie widzi tych umizgów faceta?
- Proszę, niech Pan weźmie rękę – wysyczała zerkając do tyłu na intruza. Gość wyglądał na pięćdziesięcio-paroletniego. Uśmiechnął się lubieżnie i ścisnął, całą dłonią jej pierś. Zawstydzona opuściła głowę. Powinna krzyknąć, zrobić awanturę, ale nie potrafiła się przełamać. Złapała tylko za jego dłoń, usiłując zdjąć ją z biustu. On, jednak, wczepił się w nią, jak rzep, a dodatkowo zaczął się ocierać o jej tyłek. Zrezygnowana; poddała pierwszą bazę i opuściła rękę, żeby osłonić tyły. Przez to, napastnik zyskał pole manewru i wepchnął łapę pod bluzkę. Pochylił się nad nią i dyszał do ucha:
- Podoba Ci się…? Lubisz, to…?
- Nie… - wyszeptała, bez przekonania, spod opuszczonej głowy.
Czuła jak sutek nabrzmiewa. Usiłowała powstrzymać tę reakcję organizmu, ale on już to wyczuł pod palcami i triumfalnie wysyczał:
- Widzę, że Ci się, jednak podoba, suko…
Westchnęła i ponowiła:
- Proszę, nie…
Powiedziała to jednak tak cicho, że nawet ona, ledwo to usłyszała. Zagryzła wargi, gdy poczuła, jak coś twardego rośnie, napierając na jej pośladki. Chciała go odepchnąć ręką, ale tylko natrafiła na jego nabrzmiałe krocze. On naparł na jej dłoń i przycisnął ją biodrami do pupy. Czuła jak kutas mu pulsuje w spodniach, a on szepnął gorącym oddechem:
- Czujesz go, suko? Złap go! Zobacz jaki jest  duży!
Dyszała z podniecenia. Drżała na całym ciele. I wtedy, wbrew sobie...złapała go za krocze i przesunęła dłonią w górę i w dół… Gość był wniebowzięty:
- Tak…, o tak…- sapał i ściskał coraz mocniej w palcach jej sutek.
Ona zacisnęła uda w oczekiwaniu na nadchodzący orgazm. W końcu opuściła głowę, oderwała dłoń od faceta i zakryła nią usta, tłumiąc okrzyk spełnienia. On przywarł do niej, przyciągnął do siebie i sycił się jej paroksyzmami orgazmu. Po długiej chwili, uspokoiła się i wolno podniosła głowę. Stopniowo jej oddech i puls uspokajały się. Facet stał obok, jak, gdyby, nigdy nic. I tylko wielkie wybrzuszenie w okolicach rozporka, wskazywało na jego silne podniecenie. Przyglądał się jej z pożądaniem. Pochylił się i wyszeptał:
- Dobrze, ci było?
Spojrzała na niego zawstydzona, a w jej zamglonych oczach, krył się blask spełnienia:
- Tak, mój Panie! - powiedziała, patrząc poddańczo w jego oczy.
- To teraz zrób coś z tym… - odparł i wymownie spojrzał na rozporek.
Rozejrzała się dookoła. Kolejni pasażerowie wysiadali i w autobusie rozluźniło się na tyle, że zwolniły się nawet miejsca siedzące.
- Ale, jak? - spytała. Ja zresztą zaraz wysiadam.
- Odprowadzę Cię – zadeklarował szybko.
- Lepiej nie. Jeszcze ktoś nas zobaczy – prosiła.
- Nie bój się – odpowiedział. Będę szedł za Tobą – dodał. To kolejny etap naszej zabawy. Na pewno się Tobie spodoba.
Wysiadła na swoim przystanku, a on za nią.  
„Boże, co ja wyprawiam – pomyślała przechodząc na drugą stronę ulicy. Ale byłby skandal, gdyby w autobusie, ktoś się zorientował. Na pewno jechali jacyś ludzie, których znała, przynajmniej, z widzenia. Co za sytuacja, jak z erotycznego snu i to jeszcze nie koniec”
Obejrzała się. Szedł za nią kilka kroków.
„Zwykły facet z brzuszkiem i początkami łysiny. I te jego sękate dłonie – pewnie pracuje nimi. Na wspomnienie dotyku szorstkich palców na jej piersi przeszedł ją dreszcz podniecenia. Zbyszek ma dłonie jak kobieta. W ogóle jest taki nie umięśniony. Jedyny rozwinięty mięsień to ten piwny. Jak to było? Miał być kaloryfer, a jest bojler. Obejrzała się jeszcze raz. Boże on jest chyba starszy niż mi się wydawało! Pewnie mógłby być moim ojcem! Co ja wyprawiam!”  
Z tych myśli wyrwał ją jego głos:
- Chodź !
Złapał ją za rękę i pociągnął za sobą. Akurat przechodzili koło remontowanej kamienicy. Robotnicy już poszli, a uchylone drzwi zapraszały do środka. Prowadził ją przez amfiladę drzwi. Szła, powłócząc nogami, przepełniona coraz większymi wątpliwościami. Ciągnął ją za sobą jak niesforne dziecko. W końcu powiedziała:
- Nie, nie chcę!
Nie zwracał na nią uwagi. Usiłowała się wyrwać, ale trzymał ją mocno. W końcu zniecierpliwiony, zatrzymał się, wykrzykując jej w twarz:
- Co, nie! Teraz nie…? A w autobusie było Ci dobrze? Chcesz tego suko, tylko się krygujesz! - mówił.
A ona – pod naporem tych słów - cofała się, aż jej plecy oparły się o ścianę. Przysunął twarz i wpatrywał się w nią z taką intensywnością, że nie wytrzymała jego wzroku i odwróciła głowę. Liznął ją w policzek i zaczął mówić do ucha:
- Nie bój się. Zobaczysz, jak Ci dogodzę. Będziesz błagała o więcej.
W tym czasie rozpinał jej bluzkę. Całował szyję i policzki. Kiedy uwolnił piersi z biustonosza, zawołał triumfalnie:
- Tu jesteście, moje piękne!
Przyparł ją do ściany i macał piersi. Całował je i ssał. Kąsał i lizał. Podniecenie znów nią owładnęło. Odwróciła głowę i obserwowała, jak jej sutki twardnieją pod wpływem jego pieszczot.
Na chwilę oderwał się od nich i spojrzał na nią:
- Ładne masz te cyce – wychrypiał. Karmiłaś już nimi, co? Teraz ja się nimi pobawię. Przysunął się bliżej i pocałował ją wpychając język do ust. Całowali się długo, aż traciła oddech. Pieścił jej piersi i obsypywał pocałunkami twarz. Jego ręka zjechała po biodrze na tyłek. Przyciągnął ją mocno do siebie, ściskając pośladki. Znów poczuła na brzuchu, jego rosnącą męskość.
- Czujesz, go ?– wyszeptał jej do ucha. Dotknij go!
Nie zareagowała, więc chwycił jej rękę i nakierował dłoń na krocze. Poruszył nią kilka razy, pocierając członka. Czuła jak kutas rośnie mu w spodniach.  
„ Boże, on jest taki duży – pomyślała. O wiele większy od Zbyszka.”  
Jakby czytał w jej myślach powiedział, zaglądając, w jej zdziwione oczy:
- Miałaś takiego? Zobaczysz dziwko, jak będziesz kwiczeć z rozkoszy.
Jego ręce powędrowały w dół, na jej uda. Złapał za krawędź spódnicy i podciągnął ją, aż na biodra.
Bezceremonialnie wepchnął łapę między jej nogi i powędrował w górę. Syknęła z bólu, kiedy ścisnął cipkę i zaczął mocno ugniatać. Drugą ręką złapał ją za włosy, odchylił głowę do tyłu i całował, penetrując językiem jej usta. Zaczęła jęczeć z podniecenia. Puścił ją. Stała oparta plecami o ścianę. Dyszała. Powoli włożył jej rękę w majtki. Gdy dojechał, środkowym palcem do wzgórka łonowego i dotknął szorstkim paluchem, łechtaczki, jęknęła przeciągle. Przyglądał się z bliska jej reakcji, kiedy penetrował ją palcem.
- Ciasna jesteś – stwierdził.
I nagle, jakby sobie przypomniał, że czas biegnie nieubłaganie i szkoda go tracić na zbędne pieszczoty – ściągnął jej rajstopy z majtkami do samych kostek. Złapał za włosy i obrócił twarzą do ściany. Oparła się dłońmi o wystający parapet zamurowanego okna i zastygła w oczekiwaniu.
On nieśpiesznie rozpinał rozporek. Słyszała chrobot suwaka i metaliczny dźwięk rozpinanej klamry paska. Drżała cała z podekscytowania, a na pośladkach pojawiła się gęsia skórka. Kiedy odwróciła głowę w jego kierunku, ujrzała w jego dłoni wielkiego kutasa. Przesuwał dłonią wzdłuż niego, jakby chciał go jeszcze bardziej podpompować. Gdy ujrzał strach w jej oczach, powiedział:
- Nie bój się, będę delikatny. Widzę, że takiego jeszcze nie miałaś. Zabezpieczasz się czy założyć gumę?
- Zabezpieczam…, ale... wiesz nie znamy się i…
- Nie bój się, jestem zdrowy. Nie dawno badałem się, a od tego czasu żadnej nie miałem, więc…
„Co robić? - pomyślała. Z gumą bezpiecznie, ale przy tych rozmiarach obetrze mi wszystko, więc...”
- Dobrze, niech będzie bez. Ale na pewno jesteś zdrowy, bo ja mam męża i…? - wyszeptała zestrachana.
- Aaa...,  mężatka?!- powiedział podchodząc do niej od tyłu. To chyba coś słabo stary się Tobą zajmuje, skoro tak panikujesz.
Odciągnął ją za biodra i położył dłoń na plecach. Wygięła się w łuk, wypinając pięknie dupkę w kierunku faceta. Ten, przez chwilę, masował jeszcze jej cipkę, a potem wepchnął w nią dwa palce. Syknęła z bólu. Poruszał nimi kręcąc młynka. Pusia w przyśpieszonym tempie wydzielała lubrykant,   przygotowując się na przyjęcie nowego właściciela.
Potem rozszerzył palcami dziurkę, splunął do środka i przyłożył kutasa do szparki.
Odwróciła się i błagalnym głosem prosiła:
- Tylko delikatnie, proszę…
Gość nie odpowiedział. Splunął na dłoń i zwilżył czubek kutasa. Następnie przyłożył go do szparki i lekko naparł. Łeb z mozołem wcisnął się do środka. Anka, syknęła z bólu i cofnęła biodra. Fiut wysunął się z pochwy, a facet zareagował gniewnie:
- Stój suko, nie strugaj tu dziewicy!
Przymierzył się jeszcze raz, ale już nie był taki delikatny. Jednym pchnięciem wepchnął go do połowy. Jęknęła żałośnie:
- Aaaaa...Boli…
Kutas pulsował w jej wnętrzu, jakby miał zaraz wystrzelić. Facet lekko wycofał go i naparł z impetem. Poczuła, jak przedziera się przez jej wnętrze, torując sobie drogę potężnym łbem. Zaskowyczała z bólu i usiłowała uciec spod pręgierza, ale gość trzymał ją mocno za biodra i przy każdym, kolejnym pchnięciu, wchodził w nią coraz głębiej.
- Nie, nie..., proszę...boli… wolniej...EeeeAaaajjj… - wykrzykiwała.
„Boże, co za ból. Może zaraz skończy? - powtarzała w myślach”  
On jednak, nabierał tempa i kręcił tyłkiem, wwiercając się w nią do granic pochwy. Czuła, jak członek wypełnia każdy zakamarek pusi i rozpycha ją we wszystkich kierunkach.
- Podoba Ci się?! Krzycz suko, krzycz! - wołał.
Wspinała się na palce i odpychała ręką jego biodra, ale on zawsze był na miejscu i pacyfikował bez pardonu, te próby oporu. Jego sędzia i egzekutor, wymierzał natychmiastowo i boleśnie karę, za karą. Nagle, facet zatrzymał się i powoli zaczął wyciągać kutasa.
„Boże, koniec – pomyślała z radością”  
Wyjął go i trzymał w dłoni. Przyglądał się rozgrzanej do czerwoności i nabrzmiałej cipce. Przykucnął i zaczął ją lizać. Westchnęła z ulgą. Pociągnięcia języka były jak okłady na zmaltretowaną pusię. Stopniowo rozkosz, zastąpiła ból i rozpływała się po jej biodrach.
- Tak, o tak… - jęczała.
Facet, to czubkiem języka dotykał jej łechtaczki, to pociągnięciem całego języka, zlizywał wypływające z niej soki. Wiła się z rozkoszy, kręcąc biodrami i przestępując z nogi na nogę, jak egzotyczna tancerka. Gdy jej finał był już blisko, facet przerwał, stanął za nią i znów wepchnął dręczyciela. Bolało ją, ale tym razem czuła też wypełniającą ją stopniowo energię. Znała to spod prysznica, kiedy zaspokajała się po nieudanym seksie ze Zbyszkiem. To jednak było coś innego, mocniejszego. Prysznicowe orgazmy, w porównaniu z tym co nadchodziło, były jak letnia bryza przy tajfunie. Każda cząstka jej pochwy była teraz czułym detektorem. Myśli i doznania przelatywały jej mózg i ciało z prędkością światła. Delikatne wibracje, jak skrzydła owada, rodziły się w jej wnętrzu i stopniowo wzmacniane, przy każdym pchnięciu kutasa, docierały do brzucha, piersi i mózgu. W różnych częściach ciała, jak zarzewie ognia, rozbłyskiwały ogniska rozkoszy, by w końcu objąć pożarem całe ciało.
- Aaaaa… - jej przeciągły krzyk oznajmił, że „To” nadchodzi
Charczała wykrzykując nieartykułowane słowa rozkoszy. Miotała całym ciałem, jak w ataku epilepsji. Drżała, jak porażona prądem, a jej dłonie zacisnęły się na parapecie. Widziała w ślubnej obrączce, zniekształcony obraz swojej twarzy, wykrzywionej dzikim krzykiem. Obrączka lśniła w promieniach zachodzącego słońca. Patrzyła na nią, jak zahipnotyzowana wstrząsana kolejnymi falami orgazmu. Gdzieś w oddali facet kończył, wyśpiewując swoją arię miłości. Poczuła fale spermy wypełniające jej pochwę, co jeszcze bardziej wzmocniło doznania. Kakafonia dźwięków rozkoszy mężczyzny i kobiety wypełniła puste pomieszczenie i poniosła się echem po budynku.

c.d.n.

6 919 czyt.
100%304
gonzo

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 4711 słów i 26046 znaków.

4 komentarze

 
  • Morfina

    Morfina · 4 dni temu

    Przyjemne... Tylko ta  ''pusia''  trochę infantylnie brzmi wśród dojrzałych emocji...

  • Poznaniak

    Poznaniak · 5 dni temu · 381258671

    Dobre

  • elninio1972

    elninio1972 · 6 dni temu

    nice

  • AnonimS

    AnonimS · 6 dni temu

    Łatwo mu poszło.