Target cz.4

Target cz.4Paryż, 1900

Noc była mroźna.Płatki śniegu spadały leniwie na ziemię, pozostawiając po sobie mokre ślady. Ludzie uciekali do domów, chcąc zdążyć przed prawdziwą śnieżycą. Mężczyzna szedł pewnym krokiem w stronę cerkwi. Oczy miał podkrążone, a na jego policzku dostrzegalny był blednący już siniak. Nigdy nie chciał, żeby jego życie wyglądało tak, jak teraz, ale nauczył się,że nie zawsze wszystko jest takie jakie byśmy tego chcieli. Zawalone ściany budowli stawały się coraz wyraźniejsze. Chłód owiał jego ciało. Zapach siarki wdarł się do nozdrzy, kompletnie zbijając go z tropu. Dopiero cichy jęk przypomniał mu po co tutaj przyszedł.
Blondyn siedział na kobiecie i rozrywał jej bluzkę. Krzyczała, jej strach unosił się w powietrzu. Dlaczego faceci nie rozumieją, że zazwyczaj słowa kobiety jednak odzwierciedlają to co ma na myśli.

-Mama Cię nie nauczyła, że kiedy kobieta mówi nie, to znaczy nie? Ciemnowłosy wyszedł z cienia, wprawiając chłopaka w osłupienie. Nie spodziewał się, że ktoś go tutaj przyłapie, od dawna to wszystko planował, nie biorąc pod uwagę żadnych trudności. Mina mu zrzedła, a na karku pojawiły się kropelki potu.

-Wyjdź teraz, a nie stanie Ci się krzywda-odparł nastolatek. Nie zdawał sprawy z kim ma do czynienia. Gdy ten ani drgnął, odepchnął kobietę i wstał, przygotowany do ataku-Jak Cię zwą? Zapytał. Jego ciało nie zdradzało jego strachu, ale oczy tak. Był przerażony, a w kącikach dostrzegalne były łzy. Mężczyzna zdjął kaptur, a jego zielone oczy przeszyły go na wylot. Nigdy nie czuł takiego bólu, a on przecież nawet go nie dotknął.  

-Raven-odparł obojętnie , nie odrywając od niego wzroku. Musiał wiedzieć kto jest alfą. Młodzieniec zbladł, a oddech uwiązł mu w gardle. Cała odwaga uleciała z niego w jednej chwili.

-To niemożliwe, mówiono że nie żyjesz- wyjąkał, zaciskając nerwowo pięści. Zielonooki roześmiał się głośno, tak jakby usłyszał przed chwilą jakiś dobry kawał. Na jego twarzy pojawiło się coś na kształt uśmiechu.
-Mnie się nie da zabić-wyszeptał mu do ucha. Nawet nie zorientował się,kiedy ten znalazł się przy nim-Za to z Tobą nie powinno być żadnego problemu-wbił mu sztylet prosto w serce, obserwując jak cała krew odpływa mu z twarzy. Brzydził się tego co robił, ale nie znał innego życia. Niestety. Bezwładne ciało osunęło się na ziemię. Wyjął sztylet i wytarł go o ubranie nieboszczyka. Nie lubił brudzić się przy pracy. Rozejrzał się jeszcze za kobietą, ale już dawno musiała uciec. Nie przejął się tym zbytnio, nie przyszedł tutaj po nią. Upewnił się jeszcze, że nie zostawił żadnych śladów i zniknął.

*****

Zwinięty kawałek papieru od Connora cały czas leżał na szafce. Po dłuższej chwili odwinęłam kartkę i zobaczyłam na niej dziewięć cyfr, zostawił mi swój numer z dopiskiem. ,,Niech koleżanka zadzwoni do mnie jak oprzytomnieje ". Uśmiechnęłam się pod nosem i pokiwałam z niedowierzania głową, faceci to takie proste stworzenia.

-Mogłabyś nam skoczyć po jakiś alkohol? Najlepiej wódka i kilka piw-oniemiałam, miał tupet. Był facetem mojej matki, ale dla mnie był nikim.  

-Żartujesz sobie ze mnie? Nie możesz wysłać jednego ze swoich przydupasów?-warknęłam, nie przejmując się, że mogą to usłyszeć. Nie znałam tych ludzi, nie miałam pojęcia o czym rozmawiali i szczerze mówiąc kompletnie mnie to nie interesowało. Byłam zmęczona sytuacją w moim domu, ale nauczyłam się już z tym żyć. Zbudowałam dookoła siebie mur i nikomu oprócz Evy nie udało się przez niego przebić, ale tak mi było dobrze. Wolałam mieć blisko jedną zaufaną osobę, niż tysiąc fałszywych. Mężczyzna przyswajając moje słowa zmarszczył brwi i zacisnął wargi w wąską linię.

-Czy mogłabyś chociaż raz zrobić to o co Cię proszę? Mamę na pewno zainteresuję to , jak się zachowujesz w stosunku do mnie, wtedy na pewno nie pojedziesz na ten swój koncert-jego głos był spokojny, ale w oczach kryło się coś mrocznego. Był świetnym aktorem, ale ja nie dam się nabrać na jego sztuczki. Jednak wizja nie pojechania na Imagine Dragons przeraziła mnie tak bardzo, że postanowiłam ten jeden, jedyny raz mu ustąpić. Nie widząc sensu dalszej dyskusji zabrałam swoje rzeczy i wyszłam. O tej porze roku robiło się już chłodno. Liście spadały z drzew, a wiatr wzmagał się z każdym dniem, a to oznaczało tylko, że jesień zbliża się wielkimi krokami. Szybko pożałowałam, że nie zabrałam ze sobą czegoś cieplejszego. Ulubiona dżinsowa kurtka jednak nie grzała tak dobrze, jak mi się wydawało. Dopiero dzwonek telefonu odgonił moje myśli od tego zimna.

-Stara, mam takiego kaca-głos Evy był zachrypnięty-Czuję się jakbym wypiła kilkanaście piw naraz-parsknęłam, jeżeli oczekiwała ode mnie współczucia to się pomyliła. Cały czas byłam zła za jej bezmyślne zachowanie.

-Dziwisz się? Jak Cię znalazłam to kompletnie nie wiedziałaś co się dzieję-zakaszlała dramatycznie, a ja przewróciłam oczami. Czasami czułam się przy niej, tak jakbym niańczyła młodszą siostrę. Sama doprowadziła się do takiego stanu, następnym razem pomyśli dwa razy.

-Przepraszam noo, nie gniewaj się już- wyobraziłam sobie, jak robi teraz tą swoją płaczliwą minę i się zaśmiałam. Wymyśliła ją , kiedy byłyśmy jeszcze dziećmi, żeby wyłudzić od rodziców wszystko czego chciała. Tak jej zostało do dziś.

-Daj spokój, przynajmniej masz nowego wielbiciela-wyszeptałam, przypominając sobie z jakim zaangażowaniem wczoraj jej pilnował. Prawdziwy książę na białym koniu. Ożywiła się nagle, ale nie specjalnie mnie to zaskoczyło. Za każdym razem, kiedy jakiś nowy facet pojawiał się na horyzoncie, wariowała. Zanim zaczęła zadawać masę pytań rozłączyłam się, pozostawiając ją w słodkim uczuciu niepewności. Pewnie teraz obgryza ze złości paznokcie i przeklina mnie na milion sposobów. Do sklepu miałam jeszcze kilka minut. Założyłam kaptur, wygrzebałam z kieszeni spodni słuchawki i zaczęłam nucić pod nosem ,,Toxic" Britney Spears.

Pół godziny później byłam z powrotem. Położyłam na stole zakupy, zabrałam sobie jedno piwo i wróciłam do pokoju.

-Dwuprocentowe? Niegrzeczna jesteś-usłyszałam. Dante stał oparty o ścianę ze szklanką whisky w dłoni.

-Nie wiesz, że wchodzenie bez pozwolenia do pokoju kobiety grozi śmiercią? Posłałam mu wyzywające spojrzenie. Uśmiechnął się szeroko i podszedł bliżej.

-Kobiety, czy dziewczynki? Jego słowa podziałały na mnie, jak płachta na byka. Miałam ochotę zedrzeć mu ten perfidny uśmieszek z twarzy. Puścił mi oczko, poczułam jak ciśnienie podnosi się coraz bardziej.

-Skoro jesteś taki wyszczekany, to podejrzewam, że masz jakiś kompleks-przekręciłam głowę i spojrzałam wymownie na jego krocze-Hmm, ciekawe tylko jaki-zmrużył niebezpiecznie oczy, ale nic nie powiedział.Jego męska duma musiała zostać urażona, ups. Zatrzymał się przy drzwiach

-Mógłbym Ci udowodnić, że się mylisz, ale nie dałabyś sobie ze mną rady-zacisnęłam zęby- A poza tym jesteś zbyt łatwym celem-dodał i wyszedł. Rzuciłam w jego stronę poduszką, ale nawet go nie dotknęła. Dupek,pomyślałam.

Całą noc nie mogłam zasnąć, odtwarzając sobie w głowie raz po raz jego słowa. Okropnie mnie denerwował, ale fascynacja była większa. Mnóstwo pytań kotłowało mi się w głowie; Kim jest? Ile ma lat? Co go łączy z tym dupkiem? Niestety raczej nieprędko się dowiem. Odpaliłam laptopa i weszłam na przeglądarkę. Musiałam zdobyć jakieś informację, mieć haka przy naszej kolejnej rozmowie. Wpisanie jego imienia nie miało najmniejszego sensu, byłam pewna że wyskoczy mi ckliwa historia o miłości Dantego z Beatrycze i się nie pomyliłam. Wygrzebałam z zakamarków swojego mózgu nazwę klubu, pamiętałam że rzuciła mi się w oczy.

Addiction, nazwa raczej nietypowa. Poważnie zwątpiłam w jego zdrowie psychiczne.

Na pierwszej stronie nie znalazłam nic ciekawego, same zdjęcia i podstawowe informacje.

Dopiero kolejna przyciągnęła moją uwagę;

Dwudziesty sierpnia, 2010

,,Dante Angelo-piękny, młody i ambitny.''

Wielu z Was pewnie zastanawiało się, kto zdecydował się na kupno jednej z najdroższych kamienic w mieście, a oto Wasza odpowiedź, Dante Angelo. Przystojny Włoch podjął się wyremontowania i odnowienia zabytku. Ku zaskoczeniu wszystkich otworzył tam ekskluzywny klub, pomimo licznych protestów ze strony władz, działalność funkcjonuje aż do dzisiaj. Nadal nie wiadomo czy zrobił to dla sławy , czy chciał coś wszystkim udowodnić . Warto poświęcić też uwagę jego życiu prywatnemu. Mężczyzna jest kobieciarzem, jeszcze żadna panna nie zagrzała na dłużej miejsca w jego sercu. Drogie singielki szykujcie się, może którejś z Was się to uda.

Gia Leather

Miałam dziwne przeczucie co do jego osoby. To mogła być, jakaś grubsza afera, a ja musiałam ją odkryć.

Drugi maj, 2011

Justin Angelo popełnia samobójstwo.

Ciało trzydziestolatka zostało odnalezione dzisiaj o godzinie czwartej rano, w jego mieszkaniu. Przyczyna śmierci dalej nie jest znana, prawdopodobnie było nią przedawkowanie środków przeciwbólowych.  

Gia Leather

Ciarki przeszły wzdłuż mojego ciała, nie wiedziałam, że Dante miał rodzinę. W zasadzie nic o nim nie wiedziałam. Moja fascynacja pogłębiła się. Po wpisaniu ,,Justin Angelo", niczego więcej nie znalazłam. Informację powtarzały się, pozostałe artykuły nie podawały żadnych konkretów. Podsuwały mi jedynie więcej pytań. Na ostatniej stronie udało mi się znaleźć jeszcze coś ciekawego:

Drugi maj, 2012

Wiadomości z ostatniej chwili!

Dante Angelo brutalnie pobity.

Mężczyznę znaleziono pod klubem, leżącego w kałuży krwi!

W tempie natychmiastowym został przetransportowany do szpitala, z którego wypisał się na własne żądanie. Szczegóły nie są jednak znane, Angelo nie ujawnił żadnych faktów, ani prasie, ani policji.

Gia Leather.

W całej tej historii największą niewiadomą była dla mnie dziennikarka. Większość jej artykułów skupiała się przede wszystkim na nim. Ciekawość czy obsesja? Zapisałam w notatniku najistotniejsze dla mnie rzeczy: DANTE, POBICIE, KLUB, GIA.

Znalezienie do niej kontaktu, nie było większym problemem. Kobieta reklamowała się na każdej plotkarskiej stronie. Postanowiłam, że zadzwonię do niej z samego rana i postaram się przekonać ją do spotkania, chociaż to nie powinno być problemem.

Bo w końcu kto może znać Pana popularnego lepiej niż wścibska dziennikarka? Mogła być kluczem do rozszyfrowania jego osoby.  

****
-Dodzwoniłeś się do poczty głosowej, abonent ma wyłączony telefon, lub jest poza zasięgiem- sekretarka powtarzała to samo od pół godziny. Głowa już mnie rozbolała. Postanowiłam zrobić sobie przerwę i poczekać, aż kobieta do mnie oddzwoni. Poinformowałam wcześniej przyjaciółkę, że mnie nie będzie i zaczęłam działać. Mark wyszedł do pracy, a ja odczekałam chwilę, żeby mnie nie zauważył. Akurat, kiedy miałam wychodzić usłyszałam dzwonek telefonu. Nieznany numer wyświetlił się na ekranie.

-Tak, słucham? odpowiedziała mi długa cisza. Jedynie nerwowy oddech po drugiej stronie upewnił mnie, że nie jest to żaden głuchy telefon. Nie wiem dlaczego, ale instynktownie wyczułam, że to kobieta. Być może nawet ta, której szukałam.

-Czego Pani ode mnie chcę? Wydzwania Pani na mój prywatny numer od rana-tak, jak podejrzewałam, była to dziennikarka. Jej głos był cichy, zupełnie tak jakby szeptała. Wydawała się być przestraszona. Długo zastanawiałam się, co powiedzieć żeby jej całkiem nie spłoszyć. Musiałam się z nią spotkać.

-Dante Angelo, mówi to coś Pani? westchnęła, ale się nie rozłączyła, a to dobry znak. Chciała ze mną porozmawiać, czułam to.

-W parku o dziewiętnastej, czarny kapelusz-zakończyła podłączenie, nie dając mi szansy na zadanie jakiegokolwiek pytania. Jednak do spotkania miałam jeszcze kilka godzin, nie mogłam teraz siedzieć bezczynnie. Zdecydowałam się pójść do tego klubu.  

O tej porze było praktycznie pusto, ochroniarze siedzieli przy barze, chyba nie spodziewając się żadnych gości, a ja miałam zamiar to wykorzystać. Weszłam do środka z grupą kilku osób. Nie mogłam zwracać na siebie uwagi jeżeli chciałam trochę pomyszkować. W korytarzu, obok toalet znalazłam jeszcze jedne drzwi, prawdopodobnie była to jakaś piwniczka. W końcu wzrokiem odnalazłam schody. Prowadziły na górę, ale ku mojemu zaskoczeniu nie było tam żadnej sali, tylko biuro. Idealne miejsce, żeby zacząć. Upewniłam się, że nikt za mną nie poszedł i po cichu zamknęłam drzwi, kneblując je od środka krzesłem. W środku było ciemno, pachniało drewnem. Na środku stało wielkie biurko, a na ścianach wisiało kilka obrazów. Poza tym dostrzegłam jeszcze barek i balkon na przeciwko mnie. Pomieszczenie było surowe, nie było w nim żadnej intymności. Ktoś zdecydowanie cenił sobie prywatność, nie można było się do niczego przyczepić. Idealny porządek. Podeszłam ostrożnie do biurka, starając się nie narobić hałasu. Tak, jak się spodziewałam szuflady były zamknięte na klucz. Całe szczęście, ze naoglądałam się dużo programów kryminalnych, gdzie tłumaczyli, jak w łatwy sposób się włamać. Wystarczyło mi spinka do włosów. Włożyłam ją do dziurki od klucza pod odpowiednim kątem i kręciłam na przemian w lewo i prawo. Usłyszałam pstryknięcie i szuflada była otwarta. Kilka teczek upadło, wysypując przy tym kartki. Rachunki, kilka podań o pracę i umowy z dostawcami, nic szczególnego. W kolejnych szafkach też nie znalazłam nic specjalnego, dopiero małe pudełeczko zwróciło moją uwagę. W środku znalazłam dwa takie same klucze i pierścień z krukiem. Jeden z kluczy postanowiłam zabrać, nigdy nie wiadomo kiedy może się przydać. Gdy usłyszałam kroki po drugiej stronie oddech uwiązł mi w gardle. Zamknęłam wszystkie szuflady i postanowiłam, że schowam się na balkonie. Zostawiłam lekko uchylone drzwi,żeby potem jakoś wyjść. Ciężkie kroki rozniosły się po pokoju, ktoś dokładnie przejrzał każdy kąt. Przed wyjściem domknął jeszcze drzwi balkonowe.

-Kurwa-przeklęłam, kiedy zorientowałam się, że odciął mi drogę ucieczki-Brawo Mia-powiedziałam pod nosem. Za wysoko, żebym mogła zeskoczyć. Pozostało mi jedynie wspinanie się po parapecie. Włożyłam kluczyk i telefon do stanika, upewniając się, że mi nie wypadną. Wzięłam głęboki oddech i weszłam na pierwszy zanim zdążyłam się rozmyślić. Było bardzo ślisko, nie zwróciłam nawet uwagi czy nikt mnie nie obserwuje. Nie mam pojęcia, ile to trwało, ale gdy miałam stanąć na ostatnim parapecie, noga mi ujechało i spadłam-Niech to szlak-tyłek bolał mnie od uderzenia, a na dłoni pojawił się mały krwiak. To się nazywa szczęście początkującego. Dopiero wyciągnięta ręka w moją stronę, przywróciła mnie do rzeczywistości. Connor stał przede mną z tajemniczym uśmiechem-Dzięki-odparłam, kiedy podciągnął mnie do góry.

-Zawsze robisz takie wielkie wejścia? A raczej zejścia? Zagryzłam wargę, główkując nad jakimś wytłumaczeniem-Dlaczego schodziłaś po parapetach, zamiast użyć drzwi? mimowolnie zaśmiałam się, chociaż wcale nie było mi do śmiechu.

-Zatrzasnęłam się w łazience, nikt mnie nie słyszał, a przecież nie mogłam tam spędzić całego dnia-nie uwierzył mi, chociaż nie drążył. Pokiwał tylko głową i zniknął w środku. Szybko się zmyłam i dopiero w domu wyjęłam kluczyk i schowałam go w kosmetyczce.Nikt nie mógł go znaleźć. Adrenalina trzymała mnie jeszcze dłuższą chwilę. Odetchnęłam głęboko i trzęsącymi dłońmi odpaliłam papiey yrosa. Nikotyna koiła moje zszargane nerwy i pozwalała mi się skupić. Niektórzy nazywają to uzależnieniem,ja to nazywam sposobem na odreagowanie.
Wydrukowałam wszystkie artykuły, które znalazłam, zarzuciłam grubą bluzę z kapturem i wyszłam.  
W parku było tłoczno,wszyscy starają się wykorzystać ostatnie ciepłe dni. Rozglądałam się dokładnie, ale na razie nic szczególnego nie rzuciło mi się w oczy. Obeszłam dookoła pół skweru,dopiero przy altanie zauważyłam czarny kapelusz. Zwolniłam, żeby lepiej przyjrzeć się kobiecie. Młode rysy twarzy, odrobinę garbaty nos. Długie,brązowe włosy i szczupła sylwetka.  
-Gia? Zapytałam, będąc już wystarczająco blisko. Podskoczyła na dźwięk swojego imienia i dopiero wtedy zdała sobie sprawę z mojej obecności.
-Zanim na cokolwiek Ci odpowiem, dlaczego Ty nie powiesz mi kim właściwie jesteś? Przeszyła mnie ostrym spojrzeniem i wskazała miejsce obok siebie.

1 komentarz

 
  • AnonimS

    AnonimS · 4 lis 14:46

    Odetchnęłam głęboko i trzęsącymi dłońmi odpaliłam papiey yrosa../ czekam na więcej. Łapka w górę.