Szept - najdelikatniej tym razem.

Będzie różnie. Raz romantycznie, raz dziko, raz ostro, raz subtelnie.
Tym razem lekko.
........................................
- Nie mów tak więcej – wyszeptała.

- Dobrze. Ale coś jeszcze muszę powiedzieć. – Wstałem i oparłem dłonie na jej ramionach. Do pokoju wdzierało się ciepłe, rozgrzane słońcem powietrze, a kilka promieni lekko oświetlało pogrążony w półmroku pokój. – Czujesz?

- Czy co czuję?- w jej głosie dało się wyczuć niepokój.

- Czy czujesz kwiaty. Pachną za oknem, rozgrzane w słońcu. Po tym deszczu… – westchnąłem kosztując zapachowej nuty.

- Tak. Pięknie pachną – odparła, ściszając głos.

Uśmiechnąłem się i pocałowałem jej szyję. Z zaskoczeniem i ulgą przyjęła dotyk moich warg.

- Ty pachniesz cudowniej – wyszeptałem przesuwając ustami po niewidzialnej linie między szyją, a wyraźnie zarysowanym obojczykiem. Opuściła łagodnie głowę, przymykając oczy, podczas gdy ja otwierałem swoje. Zauważyłem tą różnicę jakiś czas temu. Ona zawsze zamykała oczy, jakby otwierała szerzej pozostałe zmysły, sycąc je rozkoszą. Ja otwierałem swoje jak najszerzej, by chłonąć każdy detal. Zapisywałem go w pamięci po zmieszaniu z zapachem i smakiem miejsca. Chciałem móc przywołać go w każdej dowolnej chwili. Każdy błyszczący od śliny kawałek skóry, który pachniał tak urzekająco. Obezwładniał i podniecał jednocześnie, czego efektem była pulsująca we krwi adrenalina, szybki, ciężki oddech, a w końcu uporczywa i bolesna wręcz erekcja. Nie wiedziała o wszystkim, co dzieje się z moim umysłem i ciałem, gdy jesteśmy tak blisko siebie. Z pewnością było jej łatwiej nie zauważać wszystkiego. Nie potrafiłaby ponosić odpowiedzialności za uczucia, które we mnie budziła. Jeszcze nie.

Jeszcze nie dzisiaj.

Mogłem się jedynie domyślać po jej reakcji, że znalazła się w miejscu, do którego nawet ja nie mam wstępu. Było to trochę dziwne, bo w sumie ja ją tam przywiodłem. Teraz stała przy mnie, tak blisko, prawie w objęciu, ale jej zmysły po całkowitym szaleństwie zamknęły satynowy kokon i spowiły w nim jej umysł. Czułem, jak smakuje mnie przez elektryczną sieć swoich receptorów i napawa się dotykiem wyciszając jednocześnie wszystkie swoje lęki.

- Jesteś piękna – wyszeptałem, wsuwając dłonie pod lekką, luźną koszulkę – Cudowna…

Rozpiąłem jej stanik i odrzuciłem go na fotel. Zdecydowanie nie był nam potrzebny. Wiedziałem, że jest tego samego zdania, choć zdawała się być lekko zaskoczona. Byłem już pewien, że słowa które padły dziś z moich ust, na długo w niej pozostaną.

Nie mogłem dłużej znieść niepewności, którą w niej wyczuwałem. Chciałem przebić się z wolna do sieci wszystkich skrajnych emocji, których byłem przyczyną.

Stojąc za nią, zachłannie pochwyciłem w dłonie jej piersi. Były idealne. Ciężkie, zaokrąglone, napęczniałe z podniecenia i gorące. Falowały powoli w rytmie jej oddechu, którego tempo perfidnie zdradzało uczucia. Nawet, gdyby chciała ukryć falę gorąca, wystarczyłoby moje jedno, głodne i nienasycone spojrzenie w jej duże i błyszczące oczy, bym poznał prawdę. Ale ona nie chciała dziś uciekać w kłamstwo, czułem to wyraźnie. Ciekawość i podniecenie brały górę nad strachem, tworząc niesamowity, gęsty koktajl. Wiedziałem że dziś będzie między nami inaczej. Że to jest ten moment, w którym oboje chcemy dopłynąć do końca. Że to dzisiaj ma być śmielej. Pełniej.

Sal, wtulona we mnie tyłem, delikatnie poruszała biodrami, które ocierały się o mojego naprężonego członka. Wydawała z siebie ciche westchnienia i zamierała. Przywarła do mnie plecami wtulając głowę w zagłębienie szyi. Ułożyła dłonie na moich, jakby chciała jeszcze bardziej poczuć zespolenie naszych ciał i siłę mojego dotyku.

- Uwielbiam je – powiedziałem jakby nie swoim głosem i ścisnąłem lekko sutki. Zadrżała i oparła się na mnie mocniej, odrzucając głowę do tyłu. Przesunąłem dłoń ku górze i objąłem odsłoniętą szyję. Gładziłem ją przez chwilę, dotykając jedynie kciukiem i palcem wskazującym. Zacisnąłem na niej wszystkie palce, gdy kolejna fala emocji wypieściła całą sieć moich neuronów. Druga dłoń nadrabiała zaległości. Trzymałem ją za piersi, obejmując szeroko, a one wisiały ciężko na moim ramieniu. Po kolei bawiłem się nimi. Ściskałem, by puścić i pozwolić dłoni zważyć cudowny ciężar, a następnie uciekałem do sutka, którym przesuwałem po kolejnych palcach. Czułem jej dreszcze, choć mogłoby się zdawać, że to ja mam z tego większą satysfakcję.

Przypomniałem sobie to uczucie, gdy wychodziłem na łąkę, będąc jeszcze małym dzieckiem. Gdy w wieku pięciu lat, stawałem na wysuszonej lipcowym słońcem trawy, a moje nozdrza atakował słodki zapach drzew owocowych, z radością odkrywałem południową porę. To nie była zwyczajna pora. Południe było pełne niezliczonej magii, która działa się w naszym domu. Zazwyczaj dopadała mnie właśnie w trakcie zabawy. Rzadko bawiłem się z rówieśnikami. Jak zwykle więc sam szukałem skarbów, budowałem niezwykle skomplikowane twory i rozmyślałem o alternatywnych światach. Myślałem wtedy o miejscu, w którym szczęście przepełnia człowieka tak mocno, że osiąga stały, niemalejący poziom i zastyga jak gorąca lawa po erupcji. Czułem to wtedy, gdy stałem przed samym słońcem, mrużąc oczy przed jego majestatem. Wtedy, gdy wesoły sygnał lata z radiem docierał moich uszu, obwieszczając nadejście deserowej pory. Serek homogenizowany o smaku waniliowym, lub galaretka z bitą śmietaną…

Ani jedno, ani drugie, nie smakowały mi już nigdy tak bardzo jak temu małemu, samotnemu chłopcu w południe.

Ale to, co czułem wtedy, jako mały berbeć, czułem również obecnie. W tej chwili moje ciało przeszywał stały, słonecznie ciepły dreszcz. Było południe. A ja słyszałem sygnał obwieszczający porę deseru…

Jej piersi były już wypieszczone i choć nie chciałem ich zostawiać nawet na chwilę, postanowiłem przenieść się na pozostałe skrawki nieodkrytego lądu.

Obróciłem ją przodem.

- Pocałuj mnie – szepnąłem, nim nasze wargi zbliżyły się do siebie. Poczułem ich słodycz, nim jeszcze się zetknęły. Ułamek sekundy później mój mózg rejestrował już miękkość jej warg, które stawały się płaskie od nacisku. Rozchyliła je lekko, ale dałem radę wsunąć swoje usta pomiędzy. Zacisnąłem je, łapiąc jej wargę i pociągnąłem do siebie. Teraz ja zamknąłem oczy. Jej twarz była tak blisko mojej, że nie byłem w stanie jej studiować. Poza tym, chciałem w pełni poddać się tej chwili. Wrócić do tego uczucia, do stanu, który był tak utęsknionym. Pragnąłem go sobie przypomnieć, wyizolować i ponownie zapamiętać po odświeżeniu. Pomyślałem przez chwilę, że w dorosłym życiu też zdarzają się momenty, gdy człowiek żyje z całą pewnością. Nasze usta przesuwały się po sobie, powoli rozcierając jej lśniący błyszczyk. Nie miałem pewności co do jego smaku. Nie potrafiłem dotrzeć teraz do tej części swojej głowy. Pozostałe zmysły były rozedrgane i szalały ze szczęścia, blokując połowę smaku. Ale nie był mi teraz niezbędny w pełnym wymiarze. Delikatny smak jej ust był wszystkim, czego potrzebowałem i wszystkim, co mogłem odebrać. Moja dłoń bezwiednie, leniwie i spokojnie wsunęła się w jej rozpuszczone, gęste włosy jak wąż wspinający się po drzewie. Zaatakowałem powoli jej pachnącą szamponem gęstwinę i zastygłem, zaciskając na niej palce. Zesztywniała na moment i mocniej zacisnęła wargi. Opuściłem lekko głowę i pocałowałem jej ramię.

- Kocham – szepnąłem i przesunąłem głowę pod jej szyję – cię – pocałowałem kolejne miejsce – bardzo – powiedziałem, tym razem całując jej drugie ramię. Przesunąłem ustami od barku w górę, całując ją drobnymi kroczkami raz po raz, mówiąc – bardzo… bardzo… bardzo… – po każdym złożeniu ust na pachnącej skórze. Sal drżała i oddychała coraz ciężej, co rusz wzdychając. Była jak w transie po godzinnym masażu. Gdy dłonie masażysty unoszą się i pozostawiają wilgotną od olejku skórę lekką. Było jej cudownie.

- Uwielbiam twoją duszę – szepnąłem wprost do ucha – kocham ją tak, jak twoje ciało, z którym są jednością. Obie są przepiękne – szeptałem, chodząc wokół – obie są niezwykłe. Obie są nieznane…

Stanąłem za nią i delikatnie wsunąłem dłonie pod koszulkę. Dotknąłem bioder i z wolna podnosząc ręce do góry zdjąłem z niej okrycie. Koszulka poszybowała w ślad za stanikiem.

- Nie ruszaj się teraz – wyszeptałem i obszedłem ją dookoła. Stała zawstydzona swoją nagością, z dłońmi skrzyżowanymi na piersiach. Jej piękne włosy opadały swoim ciężarem przysłaniając twarz, lecz czułem, że patrzy na mnie przechylając na bok głowę. Dyszała z podniecenia, spragniona każdego kolejnego ruchu.

– Nie patrz – powiedziałem i choć nie mogłem tego stwierdzić z całą pewnością czułem, że zamknęła oczy. Zbliżyłem się i klęknąłem przed nią. Wsunąłem palce pod gumkę jej spodenek. Poluzowałem je trochę, złapałem zębami i pomagając sobie dłońmi, ściągnąłem je w dół, wzdłuż linii jej gładkich nóg. Gdy podniosłem wzrok, zobaczyłem jej łono. Choć skrzyżowała lekko nogi, nie była w stanie go zasłonić, tak jak ja teraz nie byłem w stanie się powstrzymać od pocałowania jej. Delikatnie oparłem usta o miękkie wargi jej gorącego trójkąta, po czym przycisnąłem się do nich mocno. Poczułem jej smak i pulsowanie mojego członka, który chciał się jak najszybciej zagłębić w gorącej strukturze. Lekko słodki, ciepły i urzekający zapach uwodził moje zmysły. Sal zadrżała mocniej i oparła dłonie na moich ramionach. Wciąż miałem na sobie czarną, bawełnianą koszulę, w której zaczęło mi się robić gorąco. Przerwałem pieszczotę, na którą czas miał nadejść później i ruszyłem ustami w prostej linii w górę, aż dotarłem do pępka. Zanurzyłem w nim język i delikatnie zatoczyłem okrąg. Poczułem, jak złożyła na mojej głowie obie dłonie i przesuwała nimi po miękkich włosach. Ta cudowna elektryczność przeniosła się na skórę głowy i niemalże wyłączała mnie całkowicie. Zachwiałem się lekko. Wstałem powoli, nie odrywając ust od gorącego ciała. Następnym przystankiem były piersi, za którymi tęskniłem od chwili, gdy zdjąłem z nich dłonie. Rzuciłem się na nie szybko i schowałem chłodny sutek w ustach. Jęknęła przeciągle, obejmując moją głowę ramionami. Zamknęła ją w nich, jakby nie miała zamiaru mnie wypuszczać, gdy bawiłem się jej słodkim guziczkiem. Stwardniał, a jej całe ciało podrygiwało z rozkoszy. Czułem puls w swoich dłoniach, a ona czuła jego odbicie. Myślała o tym, że stajemy się jednością. Zresztą, nie tylko ona tak myślała.

Pomyślałem, że chciałbym teraz być w niej.

Nie fizycznie.

Po prostu chciałbym czuć to samo, co ona czuje. Podłączyć się do mózgu i za pomocą sprzężenia zwrotnego obdarowywać rozkoszą, którą czułbym tak, jak ona. Chciałbym podążać za jej myślami i ich brakiem, za westchnieniami i falowaniem. To by było cudowne – pomyślałem- i w końcu mógłbym poczuć to tak, jak czuje kobieta. Moje sutki nie były tak wrażliwe, więc z definicji nie mogłem sobie wyobrazić jej uczucia. Moje poprzednie partnerki prawie w ogóle nie reagowały na pieszczoty piersi. Mogłem się nimi bawić tylko chwilami, nim zdążyły się znudzić, lub gdy spały. Wsuwałem wtedy dłoń pod piżamę i ważyłem w dłoni ich cudowną strukturę. Sal była zdecydowanie bardziej podatna na każde dotknięcie. Jej ciało falowało obecnie pod wpływem pieszczot moich ust. Zmieniając co chwilę obiekt swojej zabawy gryzłem, całowałem, ssałem i całowałem piękne kształty o konsystencji zbliżonej do napełnionego wodą balonu. Były jednak nieco bardziej miękkie, gorące i zdaje się słodkie w smaku. Tak, były zdecydowanie słodkie w smaku i mógłbym je pieścić bez końca, obracając głowę we wszystkich kierunkach, by pod każdym kątem dotrzeć do ich wrażliwych punktów. W zasadzie całe jej piersi były jedną wielką strefą erogenną, co było dla mnie niezwykłym zaskoczeniem. Wielkim, radosnym zaskoczeniem. Zdałem sobie sprawę z faktu, że traktowałem je jako pewnego rodzaju zabawkę. Właściwie dotychczas całe kobiece ciało było dla mnie jedną, wielką, cudowną zabawką. Każdy zakamarek był stworzony specjalnie do tego, by go posmakować. Dotknąć, wypieścić, przejść do następnego i jeżeli wystarczyło na to czasu, wrócić do niego raz jeszcze.

Uczucie, które urosło między nami, zapobiegło potraktowaniu jej ciała przedmiotowo. To, co teraz robiliśmy, nie było mi obce.

Zdawało mi się jednak, że to z Sal robię wszystko po raz pierwszy.

I jak zawsze, chciałem zapamiętać każdą chwilę.

…………………………………………………………………………………………..

I żyli długo i nieszczęśliwie…

Żartuję. Jeszcze sam nie wiem.

EduardTomson

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 2497 słów i 13430 znaków.

2 komentarze

 
  • Grania

    Czy jest gdzies ciag dalszy?

  • Zauroczona

    Lubie to... Czekam na ciąg dalszy!