Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Sklep motoryzacyjny

Sklepowe Tajemnice
Rafał stał za ladą swojego sklepu z częściami samochodowymi, przeglądając zamówienia na ekranie komputera. Był to typowy poniedziałkowy poranek – klienci wchodzili i wychodzili, pytając o filtry oleju czy klocki hamulcowe. Miał około czterdziestu lat, brunet o surowym wyglądzie, z lekkim zarostem i dłońmi naznaczonymi smarem. Jego żona, Anna, szatynka o ciepłym uśmiechu i figurze, która wciąż przyciągała spojrzenia, siedziała w małym biurze obok, zajmując się fakturami. Ubrana była elegancko, jak zawsze: w czarną spódnicę do kolan, białą bluzkę i cienkie, czarne rajstopy, które podkreślały jej zgrabne nogi. Na zapleczu bywało chłodno, więc czasem zakładała je nawet pod spodnie, ale dziś było cieplej, a ona lubiła czuć się kobieco.
Drzwi sklepu otworzyły się z dzwonkiem, i wszedł Marek, dostawca z hurtowni. Wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna po trzydziestce, z chłopięcym uśmiechem i tatuażem na przedramieniu, który zawsze wystawiał spod zwiniętego rękawa. Przynosił paczki z nowymi częściami – tym razem skrzynki z filtrami i paskami rozrządu. Rafał skinął mu głową, wymieniając uprzejmości o pogodzie i ruchu na drogach.
– Anna, możesz sprawdzić te faktury z dostawą? – zawołał Rafał, nie odrywając wzroku od klienta, który właśnie płacił.
Anna wstała z krzesła, wygładzając spódnicę. Podeszła do lady, mijając Marka, który akurat układał skrzynki na podłodze. Ich spojrzenia spotkały się na chwilę – subtelne, ale znaczące. Marek zawsze był miły, trochę za miły. Komentował jej wygląd w żartobliwy sposób, ale nigdy nie przekraczał granicy. "Pani Anna jak z katalogu mody", mówił czasem, a ona rumieniła się lekko, śmiejąc się.
– Dzień dobry, Marku. Co tam masz dziś? – zapytała, biorąc od niego list przewozowy.
– Same skarby dla waszego sklepu. A pani jak zawsze olśniewająca. Ta spódnica... idealnie pasuje – odparł, podnosząc skrzynkę i idąc za nią na zaplecze, by odłożyć towar.
Zaplecze było spore, z regałami pełnymi części, skrzynkami i stosami opon. Z lady sklepu nie było widać, co dzieje się w głębi – idealne miejsce na szybkie przerwy czy ukryte rozmowy. Rafał został z przodu, obsługując kolejnego klienta, a Anna i Marek weszli między regały.
– Tu jest chłodniej – zauważyła Anna, owijając się ramionami. – Dobrze, że mam rajstopy, inaczej bym zamarzła.
Marek postawił skrzynkę i odwrócił się do niej, jego oczy na chwilę zsunęły się po jej nogach. – Rajstopy? Zawsze się zastanawiałem, jak to jest z kobietami w takim stroju w pracy. Musi być wygodnie... i seksownie.
Słowo "seksownie" zawisło w powietrzu. Anna poczuła lekkie mrowienie, ale zignorowała je, skupiając się na fakturze. – No, wygodnie na pewno. Pomogę ci ułożyć te skrzynki.
Pochyliła się, by podnieść jedną z mniejszych paczek, a jej spódnica podjechała lekko w górę, odsłaniając krawędź rajstop. Marek stał blisko, zbyt blisko. Jego dłoń musnęła jej rękę, gdy sięgał po tę samą skrzynkę. – Ojej, przepraszam – powiedział, ale nie cofnął się od razu. Ich palce splotły się na chwilę, a on uśmiechnął się figlarnie.
– Nie szkodzi – odparła cicho, czując ciepło jego ciała. To było subtelne, ale elektryzujące. Zawsze tak było z Markiem – małe żarty, przypadkowe dotyki podczas dostaw. Rafał nigdy nie zauważał, bo był zajęty z przodu.
Kolejne dostawy stały się rytuałem. Marek przyjeżdżał dwa razy w tygodniu, zawsze z uśmiechem i komplementem. Anna zaczęła czekać na te wizyty. Jednego dnia, gdy Rafał wyszedł na chwilę do banku, zostawiając ją samą w sklepie, Marek pojawił się wcześniej niż zwykle.
– Specjalna dostawa – powiedział, wnosząc ciężką skrzynkę. – Pomóc?
Anna kiwnęła głową, prowadząc go na zaplecze. Tym razem ubrała sukienkę – czerwoną, przylegającą, z pończochami samonośnymi, bo było cieplej. Gdy schyliła się po etykietę, poczuła jego spojrzenie na swoich udach.
– Anna, jesteś nie do zniesienia – mruknął, stając za nią. Jego dłonie dotknęły jej talii, niby by pomóc, ale przytrzymały dłużej. Odwróciła się, ich twarze były blisko.
– Co ty robisz? – szepnęła, ale nie odepchnęła go. Serce biło jej mocniej.
– To, co oboje chcemy od dawna – odparł, a jego usta musnęły jej szyję. Lekki pocałunek, subtelny, ale obiecujący. Cofnęła się, rumieniąc, ale w jej oczach błysnęło pożądanie. Rafał mógł wrócić w każdej chwili, ale to ryzyko dodawało pikanterii.
Następnym razem poszło dalej. Rafał był zajęty z klientem, który upierał się przy zniżce. Anna i Marek weszli na zaplecze z paczkami. Tym razem nie udawali. Gdy tylko skrzynki stały na ziemi, Marek przyciągnął ją do siebie, całując namiętnie. Jej dłonie wplotły się w jego włosy, a on podniósł jej spódnicę, dotykając rajstop.
– Czekałem na to – wyszeptał, przesuwając palcami po jej udzie. Anna jęknęła cicho, czując wilgoć między nogami. Oparła się o regał, pozwalając mu na więcej. Jego ręka wślizgnęła się pod rajstopy, masując delikatnie.
– Nie tutaj... Rafał... – protestowała słabo, ale jej ciało mówiło co innego. Marek klęknął, zsuwając rajstopy w dół, a jego usta znalazły drogę do jej intymnych miejsc. Lizał powoli, subtelnie na początek, budując napięcie. Anna zakryła usta dłonią, by nie krzyczeć.
Ale to było tylko preludium. Kolejna dostawa – Rafał wyszedł po lunch, zostawiając sklep pod jej opieką. Marek zamknął drzwi zaplecza, a oni rzucili się na siebie jak wygłodniali. Rozerwał jej bluzkę, odsłaniając piersi w koronkowym staniku. Ssąc sutki, jednocześnie zdejmował jej spódnicę. Anna rozpięła jego spodnie, biorąc go w dłoń – twardy, pulsujący.
– Weź mnie – błagała, opierając się o stół z narzędziami. Marek wszedł w nią mocno, rytmicznie, wypełniając ją całkowicie. Jej pończochy zsunęły się do kostek, a ona wiła się pod nim, drapiąc plecy. Dźwięki ich ciał – klaski, jęki – wypełniały zaplecze. On przyspieszał, gryząc jej szyję, zostawiając ślady, które później ukryje pod golfem.
– Jesteś moja – warczał, dochodząc w niej głęboko. Anna szczytowała chwilę później, drżąc w ekstazie. Leżeli na podłodze, dysząc, a w tle słychać było dzwonek drzwi – klient wchodził. Szybko się ubrali, wychodząc jak gdyby nigdy nic.
Zdrada stała się ich sekretem. Każda dostawa kończyła się na zapleczu – coraz ostrzej, z nowymi pozycjami, zabawkami ukradzionymi z szuflady Anny. Rafał niczego nie podejrzewał, skupiony na biznesie. A Anna? Czuła winę, ale pożądanie było silniejsze. Sklep stał się ich placem zabaw, pełnym części samochodowych i zakazanych namiętności.

Bellokarpiello

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 1227 słów i 6958 znaków. Tagi: #Zdrada #zona

Dodaj komentarz