
Mam na imię Iga i jestem atrakcyjną, trzydziestoletnią kobietą, która wie, czego chce. Patrzyłam w lustro, które stało w korytarzu, przeglądając siebie krytycznym, ale zadowolonym okiem. Moje brązowe włosy układały się w naturalne fale, opadając na ramiona, a niebieskie oczy, jak zawsze, miały w sobie ten pewny błysk. Rozmiar mojego biustu zawsze przyciągał spojrzenia – duży, jędrny, idealnie wypełniający stanik, a mój wysportowany tyłek, wynik ciężkich treningów na siłowni, prezentował się w leginsach niemal perfekcyjnie. Nie byłam tak chuda jak modelki, ale daleko mi było do otyłości; faceci często powtarzali, że mam po prostu idealne ciało – kobiety, przy której chce się być i którą chce się dotknąć.
W okresie wakacyjnym dorabiałam jako opiekun na koloniach. To była praca, która dawała mi swobodę, trochę gotówki i często możliwość odwiedzenia ciekawych miejsc. Jednak w tym roku miałam nie mieć wyjazdu. Wszystko już zaplanowane, grafik pusty, co było mi na rękę bardziej niż kiedykolwiek. Powód był prosty i ekscytujący – miała mnie odwiedzić moja przyjaciółka, Julka. Mieszkała na co dzień w Tajlandii, a do Polski przyjeżdżała systematycznie raz do roku. W poprzednim roku nie udało nam się spotkać z powodu moich służbowych obowiązków i jej problemów z lotami, przez co czułam ogromny niedosyt. W tym roku na pewno się musiało udać. Nie mogłam się doczekać, aż w końcu zobaczę ją na żywo, usłyszę jej głos i przytulę ją tak mocno, jak to tylko możliwe.
Julka była zupełnym przeciwieństwem mojej budowy ciała. Była szczupłą blondynką o drobnej, wręcz filigranowej figurze. Miała fajny, mały, kształtny i zgrabny tyłek oraz nie za duże, ale jędrne piersi, które idealnie pasowały do jej wagi. Pobyt w Tajlandii jej służył niesamowicie – była pięknie opalona, jej skóra promieniała zdrowiem, ciepłem i jakimś egzotycznym blaskiem. Kiedy wchodziła do pokoju, zawsze wydawało się, że robi się jaśniej. Czułam ten dreszczyk emocji, pukanie do drzwi przerwało moje rozmyślania. Wskoczyłam na równe nogi i podeszłam do wejścia, serce waliło mi jak młot.
Drzwi się otworzyły i tam stała ona. Uśmiechnięta, promienna, w lekkiej sukience, która podkreślała jej opaleniznę. Właśnie weszła do mieszkania i rzuciła mi się na szyję, nie tracąc ani sekundy. Jej zapach – mieszanka morskiej bryzy, drogiego perfumu i ciepła – otulił mnie natychmiast. Nie było to zwykłe powitanie przyjaciółki. Julka dała mi całusa w usta, a jej wargi były miękkie, wilgotne i gorące. Poczułam, jak moje ciało reaguje na ten kontakt, krew pędziła szybciej w żyłach, a w dole brzucha pojawiło się znajome, ciepłe mrowienie. To nie był pocałunek grzecznościowy, był pełen tęsknoty i ukrytej namiętności, która kipiała między nami od dawna.
Rozdzieliłyśmy się, ale wciąż trzymałyśmy za ręce, patrząc sobie głęboko w oczy. Ustawiłam kawę, parującą, aromatyczną, i usiadłyśmy w salonie, żeby nadrobić zaległości. Rozmowa płynęła naturalnie, śmiałyśmy się, wspominałyśmy stare czasy, ale w powietrzu wciąż unosił się ten elektryzujący, naładowany ładunek seksualny. Julka siedziała naprzeciwko mnie, skrzyżując nogi, co odsłoniło kawałek jej ud, a ja nie mogłam przestać myśleć o tym, jak gładka musi być jej skóra. Wypiłam łyk kawy, czując gorzki posmak, który idealnie kontrastował ze słodkim widokiem przed moimi oczami.
Nagle ciszę przerwał dzwonek telefonu. Leżał na stoliku, wibrując głośno. Westchnęłam, podniosłam słuchawkę, widząc na wyświetlaczu nazwę mojej koleżanki z biura organizacji kolonii.
– Halo? – zapytałam, starając się utrzymać spokojny ton, mimo że w środku denerwowałam się, że przerwałyśmy nasz błogi czas.
– Iga, cholera, mamy awaryjną sytuację – głos po drugiej stronie był nerwowy i szybki. – Dwaj opiekunowie, którzy mieli jechać na obóz nad jezorem, zachorowali. Jedna ma ospę, a drugi złamał nogę wczoraj wieczorem. Jesteśmy w dupie, wyjazd jest jutro rano. Nie mamy nikogo zaufanego na tak krótki wyjazd.
Słuchałam, czując, jak moje plany na wspaniały tydzień z Julką zaczynają się walić jak domek z kart. Masaż, wino, spacery po mieście, noce spędzone na rozmowach i może czymś więcej – wszystko to stawało pod znakiem zapytania.
– Jutro? – powtórzyłam, gładząc dłonią po udzie, usiłując ukoić narastającą irytację. – Ale przecież to niemożliwe, żeby znaleźć kogoś na ostatnią chwilę.
– Wiem, wiem, dlatego dzwonię do ciebie. Jesteś na liście rezerwowej, znasz procedury, dzieciaki cię lubią. Pomożesz? Musimy kogoś wysłać, inaczej wypada nam cały turnus.
Rozejrzałam się po salonie. Julka patrzyła na mnie z pytaniem w oczach, nie słysząc treści rozmowy, ale widząc moje zmieszanie. Moje myśli zaczęły krążyć szaleńczo. Wyjazd jutro. Musiałabym spakować się w kilka godzin. Ale co z Julką? Przecież przyjechała specjalnie dla mnie, nie mogę jej tu zostawić samej w obcym mieszkaniu na tydzień. Albo… mój umysł zaczął przetwarzać informacje szybciej, zaznaczając nową, kuszącą możliwość.
– Dobrze, zgadzam się – powiedziałam do telefonu po chwili wahania. – Ale mam jeden warunek. Zabieram ze sobą osobę towarzyszącą. To moja przyjaciółka, jest pełnoletnia, zdrowa i pomoże mi w opiece. Zgadzacie się?
Po drugiej stronie zapadła cisza na chwilę, słychać było tylko szepty i kartkowanie papierów.
– E… no dobra, jeśli ci to pomoże, to nie ma problemu. Musimy tylko wpisać ją do dokumentów jako asystenta. Jedźcie obie, tylko bądźcie na miejscu wieczorem.
Rozłączyłam się i odłożyłam telefon. Spojrzałam na Julkę, która uśmiechała się niepewnie, wciąż trzymając w ręku filiżankę kawy.
– Słuchaj, skomplikowało się – zaczęłam, wstając i podchodząc do niej. – Muszę jechać na ten wyjazd. Awaryjna sytuacja, potrzebują mnie tam jutro rano. Ale nie chcę cię tu zostawiać.
Julka uśmiechnęła się szerzej, wstając też i zbliżając się do mnie.
– Więc co robimy? – zapytała, kładąc dłonie na moich biodrach.
Poczułam jej palce, które delikatnie ściskały moją skórę, i mój oddech się przyspieszył. Wpadłam na pomysł, który był szalony, ale idealny. Połączenie przyjemnego z pożytecznym.
– Jedziesz ze mną – powiedziałam stanowczo, czując przypływ ekscytacji. – Pojedziemy na tę kolonię. Będziemy miały darmowy wyjazd nad jezioro, pokój, jedzenie. Będziemy opiekować się tymi gówniarzami, a wieczorami… no cóż, będziemy miały czas tylko dla siebie. Co ty na to?
Julka parsknęła śmiechem, a potem pociągnęła mnie mocniej do siebie, przyciskając swoje ciało do mojego. Poczułam jej piersi na swoich, ciepło jej ciała przenikało przez moją bluzkę.
– Brzmi jak plan – szepnęła mi do ucha, a jej oddech był gorący i podniecający. – Uwielbiam twoje szalone pomysły, Iga. Będzie się działo.
Poczułam, jak moje sutki twardnieją pod wpływem jej bliskości, a wilgoć w mojej cipce zaczęła się nieśmiało pojawiać. To miało być niezapomniane wakacje. Spakowanie walizek, droga nad jezioro, słońce, woda i ona – obok mnie, w jednym pokoju, przez całe noce. Uśmiechnęłam się do niej i pocałowałam ponownie, tym razem mocniej, wkraczając w jej usta językiem, smakując ją i obiecując sobie, że ten wyjazd wykorzystamy w stu procentach.
Dziesięć włożeń w świetle lampy
Podczas nocnego spaceru nad jezioro Julka i narratorka odkrywają sekretny rytuał w domku uczestników obozu – trzy z zawiązanymi oczami dziewczyny, czterech nagich chłopców i dziesięć rytmicznych włożeń. Obserwacja z mokrej trawy rozpala zmysły, a dłoń Julki wędruje wyżej, gdy wino i pożądanie miesz…
Okolica, w której się znaleźliśmy, była naprawdę piękna. Drewniane domki rozrzucone w dużych odstępach od siebie, otoczone sosnami sięgającymi nieba, lśniły jeszcze w promieniach zachodzącego słońca. Żwir na podjazdach chrzęścił pod butami, a powietrze pachniało żywicą i jeziorem. Radek wręczył nam klucze – jego dłoń, mocna i sucha, na moment zatrzymała się na mojej, a spojrzenie, które rzucił na Julkę, trwało o ułamek sekundy za długo. Ela rozdawała klucze uczestnikom obozu, jej szeroki, hipnotyzujący uśmiech błyskał w półmroku, a ogromne piersi napinały materiał zwężanej bluzki przy każdym oddechu. Wzięłyśmy nasze klucze i poszłyśmy do domku.
Drewno w środku pachniało świeżością, jakby dopiero co postawione. Łóżko z solidną ramą, mała łazienka z oknem, przez które widać było czubki sosen – wszystko było komfortowe i jakościowe, jak na ośrodek wypoczynkowy. Rzuciłyśmy plecaki na podłogę i rozejrzałyśmy się. Julka przeciągnęła się, jej sukienka napięła się na szczupłym ciele, opalona skóra lśniła jeszcze po kąpieli. Chwilę później rozległ się pukanie do drzwi. To była Ewa – stała na progu z uśmiechem i oznajmiła, że i tak jest już późno, więc możemy sobie odpocząć, zrelaksować się, napić czy cokolwiek. Bardzo nas to ucieszyło.
Po kąpieli – gorącej, parującej, podczas której Julka myła mi plecy, a jej dłonie ześlizgiwały się niżej niż było to konieczne – usiadłyśmy na tarasie. Noc była ciepła, księżyc rzucał srebrne światło na korony drzew. Otworzyłyśmy pierwszą butelkę wina i zaczęłyśmy wspominać stare dobre czasy. Julka opowiadała o Chorwacji, o tym, jak po raz pierwszy eksperymentowała z dziewczynami na plaży pod gwiazdami, a jej głos, niski i zmysłowy, sprawiał, że moje uda się zaciskały. Śmiałyśmy się, dotykałyśmy się – jej dłoń na moim kolanie, moje palce na jej nadgarstku. Wino grzało krew, a zapach jej wilgotnej po kąpieli skóry – kokosowy olejek zmieszany z potem – kręcił mi w głowie.
Po drugiej butelce zaczęło się nam nudzić. Julka pierwsza wstała z krzesła i powiedziała, że chce iść na spacer nad jezioro. Poszłyśmy w ciemność, między drzewa, gdzie ścieżka zwężała się do ledwie widocznego szlaku. Julka szła przodem, jej drobna sylwetka majaczyła w księżycowym świetle, gdy nagle skręciła w lewo, w gęste krzewy. Znała ten teren jak nikt – znalazła skrót, który prowadził obok domku uczestników wycieczki. Szłyśmy po cichu, nasze bose stopy – zdjęłyśmy buty jeszcze na tarasie – stąpały po chłodnej trawie. Gęste krzewy ocierały się o nasze ramiona, gdy nagle usłyszałyśmy dziwne dźwięki. Stłumione jęki, ciche westchnienia, szmery.
Zamknęłam usta i złapałam Julkę za ramię. W całym domku były zasłonięte grube zasłony – ciemne, nieprzepuszczające światła. Ale w jednym malutkim oknie, tuż przy ziemi, zasłona była odsłonięta. Z wnętrza sączyło się jasne, ciepłe światło lampy. Pokazałam Julce, żeby była cicho – palec na ustach, uśmiech na twarzy – i zaczęłam się skradać pod okno. Kolana na mokrej trawie, dłonie w ziemi, serce walące w gardle. Zbliżyłam się, wstrzymałam oddech i zajrzałam.
To, co zobaczyłam, całkowicie mnie zaskoczyło i zatkało. Otwarte usta, szerokie oczy, puls między udami. Ręką zawołałam Julkę, żeby sama zobaczyła. Przysunęła się cicho, jej biodra otarły się o moje, i zajrzała.
W środku, na podłodze, trzy dziewczyny siedziały w samych majtkach i luźnych t-shirtach, plecami do siebie, z zasłoniętymi oczami – szmatkami zawiązanymi na głowach. Ich nogi były rozchylone, dłonie opierały się na kolanach, piersi sterczały pod materiałem koszulek, sutki napięte. Wokół nich czterech chłopców – całkowicie nagich, z twardymi, sterczącymi kutasami – krążyło w kółko. Każdy podchodził do jednej z dziewczyn, wsuwał kutasa w jej usta – dziesięć razy, rytmicznie, głęboko – i przechodził dalej do następnej. Dziewczyny nie wiedziały, kto jest przy kim, ich głowy odchylały się, usta otwierały na oślep, języki wylizywały żołędzie, gdy chłopak się zbliżał. Jeden z nich – szeroki w barkach, z tatuażem na biodrze – trzymał dziewczynę za włosy i wsuwał się głęboko, aż jego jądra uderzały o jej podbródek. Liczył na głos: „siedem, osiem, dziewięć, dziesięć" – i odchodził, a na jego miejsce wchodził następny, z kutasem mokrym od śliny poprzedniej dziewczyny. Trzecia dziewczyna, drobna brunetka w białych majtkach, stękała głośniej od pozostałych, jej dłoń zsunęła się między uda i gładziła mokrą plamę na materiale. Czwarty chłopak, najmłodszy z wyglądu, miał największego kutasa – gruby, z wyraźnie zarysowaną żyłką – i gdy wsuwał go w usta drugiej dziewczyny, blondynce z kucykiem, ta zakrztusiła się i jęknęła, a ślina spłynęła jej po brodzie.
Julka obok mnie zamarła. Jej oddech stał się płytki, szybki. Czułam, jak jej ciało napina się przy moim, a jej dłoń – nieświadomie czy świadomie – zsunęła się na moje udo i ścisnęła. Jej oczy były przyklejone do okna, źrenice rozszerzone, usta rozchylone. W środku chłopak z tatuażem skończył swoje dziesięć włożeń i przeszedł do trzeciej dziewczyny, a jego miejsce zajął ten z największym kutasem. Blondynka otworzyła usta szerzej, jej policzki zapadły się, gdy wessała go głęboko, a jej dłonie zacisnęły się na pośladkach chłopaka, przyciągając go bliżej. Liczył: „jeden, dwa, trzy..." – a jego głos był chrapliwy, przerywany ciężkim oddechem.
Moje serce biło tak mocno, że słyszałam je w uszach. Wilgoć między moimi udami – pozostałość po dotykach Julki w autokarze – nasiliła się. Czułam, jak pończochy ocierają się o nagą skórę pod sukienką, a każdy ruch podkreślał pulsujące napięcie w moim łonie. Julka obok mnie drżała, jej opalana skóra pokryła się gęsią skórką na ramionach, a jej dłoń na moim udzie przesunęła się wyżej, palce znalazły brzeg leginsów i wsunęły się pod materiał, dotykając nagiej skóry mojego biodra. Nie odrywała wzroku od okna. W środku dziewczyny zmieniły pozycję – jedna z nich, szatynka w czarnych majtkach, pochyliła się do przodu, a chłopak za nią wsunął kutasa w jej usta od góry, jej głowa odrzucona do tyłu, gardło otwarte. Dwie pozostałe nadal siedziały plecami do siebie, ale ich dłonie – jakby na sygnał – zsunęły się do swoich cipki i zaczęły się gładzić przez materiał majtek, podczas gdy chłopcy krążyli wokół nich, ich kutasy sterczące, lśniące od śliny, gotowe na kolejne dziesięć włożeń.
Pakowanie walizek upłynęło w gorączkowym tempie, przerywanym tylko krótkimi, namiętnymi pocałunkami i dotykami, które sprawiały, że moje dłonie drżały, gdy wkładałam ubrania do plecaka. Julka, wciąż w tej lekkiej sukience, która podkreślała jej opaleniznę, pomagała mi, ale jej uwaga wciąż wędrowała w stronę mojego ciała. Kiedy w końcu zamknęłam zamek, spojrzałyśmy na siebie z tym samym, głodnym spojrzeniem, ale czas gonił. Musiałyśmy ruszać.
Szybki przejazd taksówką i już byłyśmy na miejscu zbiórki. Powietrze było chłodne, ranne słońce dopiero co przebijało się przez chmury. Na parkingu stał duży, żółty autokar, a obok niego czekało małżeństwo, które od razu zidentyfikowałam jako naszych współpracowników.
– Ela, Radek? – zapytałam, podchodząc bliżej, trzymając Julkę pod rękę.
Kobieta uśmiechnęła się szeroko, wyciągając dłoń. Na pierwszy rzut oka Ela miała w sobie to coś, co od razu kojarzyło się ze szkolną korytarzową – typowa, miła nauczycielka. Ale kiedy przyjrzałam się jej bliżej, moim oczom ukazał się znacznie ciekawszy widok. Miała na sobie zwężaną bluzkę, która ledwo powstrzymywała jej piersi. Były ogromne, pełne, jędrne i wylewały się spod dekoltu, falując z każdym jej ruchem. Gdy się schylała po torbę, materiał napiął się do granic możliwości, odsłaniając kawałek gładkiej skóry i głęboki rozstęp. Jej biodra były masywne, a tyłek szeroki i okrągły, wyraźnie odznaczający się pod obcisłą spódnicą. Nosiła farbowane na blond włosy, ścięte prosto do ramion, które falowały lekko przy wietrze.
Mężczyzna stał obok, wysoki, przynajmniej sto dziewięćdziesiąt centymetrów. Był szczupły, ale widać było, że dba o siebie – pod elegancką koszulą i dobrze skrojonymi spodniami rysowały się mięśnie. Sprawiał wrażenie elegancika, kogoś, kto woli garnitur niż dres, ale w jego oczach widać było ulgę.
– O, dziękujemy, dziękujemy, że w ogóle zdołałyście przyjechać! – zaczął Radek, chwytając mnie za rękę i ściskając ją mocno. – Gdyby nie wy, musielibyśmy zapłacić gigantyczną karę za odwołanie wyjazdu. To byłby koniec naszego budżetu na ten rok.
– Nie ma sprawy, sytuacja awaryjna, rozumiem – odpowiedziałam, czując, jak Julka ściska się mocniej do mojego biodra. – Jesteśmy gotowe do pracy.
– Super, super – Ela kiwała głową z entuzjazmem, a jej duże piersi podskoczyły w rytm jej ruchów. – Mamy dwie nieduże grupy, razem osiem osób młodzieży, chłopcy i dziewczynki. Jedziemy nad jezioro, są tam domki kempingowe. Będzie wspaniale, dzieciaki pokochają to miejsce.
– Brzmi świetnie – mruknęłam, choć moje myśli wciąż krążyły wokół Julki, która obok mnie pachniała tropikalnym kremem do opalania i czymś jeszcze, czymś słodkim, co sprawiało, że moje sutki twardniały pod bluzką.
Wsiadaliśmy do autokaru. Kiedy wchodziłam po schodkach, czułam na sobie wzrok Radka, który nie mógł oderwać oczu od mojego tyłka obcisłego w leginsy, a Ela z uśmiechem patrzyła na Julkę, oceniając jej drobną, zgrabną sylwetkę. Rozmieszczałyśmy bagaże w luku bagażowym, a potem zajęłyśmy miejsca z tyłu pojazdu. Autokar był pusty, poza nami i małżeństwem siedzącym z przodu, co dawało nam odrobinę prywatności.
Julka usiadła przy oknie, a ja obok niej. Gdy autokar ruszył, oparłam głowę na jej ramieniu, czując ciepło jej ciała. Jej dłoń spoczęła na moim udzie, palce powoli, prawie niezauważalnie, zaczęły kreślić wzory po materiale leginsów. Serce mi zabiło szybciej. Przez okno mijaliśmy miasto, które powoli zamieniało się w zielone tereny. Mój umysł wciąż wracał do widoku Eli i jej ogromnych cycków, które wylewały się z bluzki, oraz do eleganckiego, wysokiego Radka. Ciekawe, jak ten tydzień potoczy się w ich towarzystwie.
Podróż mijała w półdrzemce, pełnej szeptów i dotyków. Julka co jakiś czas odwracała się do mnie, całując mnie w szyję, a ja musiałam stłumić jęk, który cisnął się na moje wargi, pamiętając o obecności innych osób kilka rzędów przed nami. Jej dłoń zsunęła się wyżej, pod sam spódnicę mojej sukienki, którą założyłam rano dla wygody, ale teraz czułam, jak jej palce dotykają mojej nagiej skóry powyżej pończoch. Byłam mokra, bardzo mokra, i wiedziałam, że ona to czuje.
Po kilku godzinach jazdy krajobraz zmienił się drastycznie. Zamiast drzew i budynków pojawiło się błyszczące taflą jezioro i gęsty las. Autokar zwolnił i skręcił w wąską, żwirową drogę prowadzącą do ośrodka.
– Jesteśmy na miejscu – głos kierowcy przerwał moją zadumę i namiętny szept Julki.
Wysiadłyśmy na duży, piaszczysty plac. Powietrze pachniało żywicą i jeziorem. Dookoła rosły wysokie sosny, a między nimi widziałyśmy drewniane domki kempingowe. Było malowniczo i cicho, z dala od zgiełku miasta. Radek i Ela już stali na ziemi, rozciągając się po długiej jeździe.
– Witajcie nad jeziorem! – zawołała Ela, rozkładając ramiona szeroko, co jeszcze bardziej podkreśliło jej imponujący biust. – To nasza baza na najbliższy tydzień. Domki są po prawej stronie, a plaża jest tuż za tymi drzewami.
Rozejrzałam się po miejscu. Było idealne – odizolowane, spokojne, z wieloma zakątkami, gdzie można się ukryć. Spojrzałam na Julkę, która mrugała do mnie znacząco, wiedząc, o czym myślę. Ten tydzień zapowiadał się znacznie ciekawiej, niż sądziłam na początku. Mieszanka mojego niepohamowanego popędu, uroczej Julki, piersi Eli, które kusiły wzrok, i eleganckiego Radka sprawiała, że moje ciało pulsowało w oczekiwaniu. To miało być niezapomniane.
Okolica, w której się znaleźliśmy, była naprawdę piękna. Drewniane domki rozrzucone w dużych odstępach od siebie, otoczone sosnami sięgającymi nieba, lśniły jeszcze w promieniach zachodzącego słońca. Żwir na podjazdach chrzęścił pod butami, a powietrze pachniało żywicą i jeziorem. Radek wręczył nam klucze – jego dłoń, mocna i sucha, na moment zatrzymała się na mojej, a spojrzenie, które rzucił na Julkę, trwało o ułamek sekundy za długo. Ela rozdawała klucze uczestnikom obozu, jej szeroki, hipnotyzujący uśmiech błyskał w półmroku, a ogromne piersi napinały materiał zwężanej bluzki przy każdym oddechu. Wzięłyśmy nasze klucze i poszłyśmy do domku.
Drewno w środku pachniało świeżością, jakby dopiero co postawione. Łóżko z solidną ramą, mała łazienka z oknem, przez które widać było czubki sosen – wszystko było komfortowe i jakościowe, jak na ośrodek wypoczynkowy. Rzuciłyśmy plecaki na podłogę i rozejrzałyśmy się. Julka przeciągnęła się, jej sukienka napięła się na szczupłym ciele, opalona skóra lśniła jeszcze po kąpieli. Chwilę później rozległ się pukanie do drzwi. To była Ewa – stała na progu z uśmiechem i oznajmiła, że i tak jest już późno, więc możemy sobie odpocząć, zrelaksować się, napić czy cokolwiek. Bardzo nas to ucieszyło.
Po kąpieli – gorącej, parującej, podczas której Julka myła mi plecy, a jej dłonie ześlizgiwały się niżej niż było to konieczne – usiadłyśmy na tarasie. Noc była ciepła, księżyc rzucał srebrne światło na korony drzew. Otworzyłyśmy pierwszą butelkę wina i zaczęłyśmy wspominać stare dobre czasy. Julka opowiadała o Chorwacji, o tym, jak po raz pierwszy eksperymentowała z dziewczynami na plaży pod gwiazdami, a jej głos, niski i zmysłowy, sprawiał, że moje uda się zaciskały. Śmiałyśmy się, dotykałyśmy się – jej dłoń na moim kolanie, moje palce na jej nadgarstku. Wino grzało krew, a zapach jej wilgotnej po kąpieli skóry – kokosowy olejek zmieszany z potem – kręcił mi w głowie.
Po drugiej butelce zaczęło się nam nudzić. Julka pierwsza wstała z krzesła i powiedziała, że chce iść na spacer nad jezioro. Poszłyśmy w ciemność, między drzewa, gdzie ścieżka zwężała się do ledwie widocznego szlaku. Julka szła przodem, jej drobna sylwetka majaczyła w księżycowym świetle, gdy nagle skręciła w lewo, w gęste krzewy. Znała ten teren jak nikt – znalazła skrót, który prowadził obok domku uczestników wycieczki. Szłyśmy po cichu, nasze bose stopy – zdjęłyśmy buty jeszcze na tarasie – stąpały po chłodnej trawie. Gęste krzewy ocierały się o nasze ramiona, gdy nagle usłyszałyśmy dziwne dźwięki. Stłumione jęki, ciche westchnienia, szmery.
Zamknęłam usta i złapałam Julkę za ramię. W całym domku były zasłonięte grube zasłony – ciemne, nieprzepuszczające światła. Ale w jednym malutkim oknie, tuż przy ziemi, zasłona była odsłonięta. Z wnętrza sączyło się jasne, ciepłe światło lampy. Pokazałam Julce, żeby była cicho – palec na ustach, uśmiech na twarzy – i zaczęłam się skradać pod okno. Kolana na mokrej trawie, dłonie w ziemi, serce walące w gardle. Zbliżyłam się, wstrzymałam oddech i zajrzałam.
To, co zobaczyłam, całkowicie mnie zaskoczyło i zatkało. Otwarte usta, szerokie oczy, puls między udami. Ręką zawołałam Julkę, żeby sama zobaczyła. Przysunęła się cicho, jej biodra otarły się o moje, i zajrzała.
W środku, na podłodze, trzy dziewczyny siedziały w samych majtkach i luźnych t-shirtach, plecami do siebie, z zasłoniętymi oczami – szmatkami zawiązanymi na głowach. Ich nogi były rozchylone, dłonie opierały się na kolanach, piersi sterczały pod materiałem koszulek, sutki napięte. Wokół nich czterech chłopców – całkowicie nagich, z twardymi, sterczącymi kutasami – krążyło w kółko. Każdy podchodził do jednej z dziewczyn, wsuwał kutasa w jej usta – dziesięć razy, rytmicznie, głęboko – i przechodził dalej do następnej. Dziewczyny nie wiedziały, kto jest przy kim, ich głowy odchylały się, usta otwierały na oślep, języki wylizywały żołędzie, gdy chłopak się zbliżał. Jeden z nich – szeroki w barkach, z tatuażem na biodrze – trzymał dziewczynę za włosy i wsuwał się głęboko, aż jego jądra uderzały o jej podbródek. Liczył na głos: „siedem, osiem, dziewięć, dziesięć" – i odchodził, a na jego miejsce wchodził następny, z kutasem mokrym od śliny poprzedniej dziewczyny. Trzecia dziewczyna, drobna brunetka w białych majtkach, stękała głośniej od pozostałych, jej dłoń zsunęła się między uda i gładziła mokrą plamę na materiale. Czwarty chłopak, najmłodszy z wyglądu, miał największego kutasa – gruby, z wyraźnie zarysowaną żyłką – i gdy wsuwał go w usta drugiej dziewczyny, blondynce z kucykiem, ta zakrztusiła się i jęknęła, a ślina spłynęła jej po brodzie.
Julka obok mnie zamarła. Jej oddech stał się płytki, szybki. Czułam, jak jej ciało napina się przy moim, a jej dłoń – nieświadomie czy świadomie – zsunęła się na moje udo i ścisnęła. Jej oczy były przyklejone do okna, źrenice rozszerzone, usta rozchylone. W środku chłopak z tatuażem skończył swoje dziesięć włożeń i przeszedł do trzeciej dziewczyny, a jego miejsce zajął ten z największym kutasem. Blondynka otworzyła usta szerzej, jej policzki zapadły się, gdy wessała go głęboko, a jej dłonie zacisnęły się na pośladkach chłopaka, przyciągając go bliżej. Liczył: „jeden, dwa, trzy..." – a jego głos był chrapliwy, przerywany ciężkim oddechem.
Moje serce biło tak mocno, że słyszałam je w uszach. Wilgoć między moimi udami – pozostałość po dotykach Julki w autokarze – nasiliła się. Czułam, jak pończochy ocierają się o nagą skórę pod sukienką, a każdy ruch podkreślał pulsujące napięcie w moim łonie. Julka obok mnie drżała, jej opalana skóra pokryła się gęsią skórką na ramionach, a jej dłoń na moim udzie przesunęła się wyżej, palce znalazły brzeg leginsów i wsunęły się pod materiał, dotykając nagiej skóry mojego biodra. Nie odrywała wzroku od okna. W środku dziewczyny zmieniły pozycję – jedna z nich, szatynka w czarnych majtkach, pochyliła się do przodu, a chłopak za nią wsunął kutasa w jej usta od góry, jej głowa odrzucona do tyłu, gardło otwarte. Dwie pozostałe nadal siedziały plecami do siebie, ale ich dłonie – jakby na sygnał – zsunęły się do swoich cipki i zaczęły się gładzić przez materiał majtek, podczas gdy chłopcy krążyli wokół nich, ich kutasy sterczące, lśniące od śliny, gotowe na kolejne dziesięć włożeń.
Moja cipka była już tak mokra, że czułam, jak wilgoć ścieka po wewnętrznej stronie uda, płynąc w dół po pończosze. Dreszcz przeszedł przez moje ciało, gdy patrzyłam, jak ten najmłodszy chłopak — ten z największym kutasem — wsuwa się w usta blondynki z kucykiem, a jej policzki wydymają się z każdym ruchem. Jej śliny było tyle, że spływała po brodzie, kapiąc na jej koszulkę. Nie wytrzymałam. Wsunęłam rękę w pas leginsów, zjechałam dłonią po gładkiej skórze brzucha i dotknęłam rozgrzanego, wilgotnego mięsa między udami. Złapałam oddech, gdy moje palce znalazły nabrzmiałą łechtaczkę — twardą, pulsującą pod opuszkami. Zaczęłam ją masować powoli, okrężnymi ruchami, nie odrywając wzroku od okna.
Julka drgnęła obok mnie. Jej oddech — płytki, urywany — zmienił się w cichy jęk, gdy zerknęła na moją rękę znikającą w spodniach. Przełknęła ślinę. Jej ciemne oczy, rozszerzone źrenice, błysnęły w bladym świetle księżyca. Bez słowa, jednym płynnym ruchem, wsunęła obie dłonie pod brzeg swojej sukienki, podciągnęła ją na biodrach i zanurzyła palce w majtkach. Jej biodra drgnęły do przodu, a z jej ust wyrwał się cichy, urywany dźwięk — coś między westchnieniem a jękiem, który stłumiła, zagryzając wargę. Patrzyłyśmy na ten spektakl jak na film porno, z tym że nasze własne ciała były sceną równie intensywną — dwie kobiety w mokrej trawie, z rękami w majtkach, z twarzami zarumienionymi i rozszerzonymi źrenicami, obserwujące przez okno coś, czego nie powinny widzieć.
W środku scena zmieniła się błyskawicznie. Jeden z chłopaków — ten o szerokich barkach i tatuażu na biodrze — pochylił się, złapał brunetkę w czarnych majtkach za ramiona i podniósł ją z podłogi. "Na czworaka" — powiedział niskim, chropowatym głosem, a ona posłusznie uklękła, wypinając swój okrągły tyłek w jego stronę. Pozostali poszli za jego przykładem. W ciągu kilku sekund wszystkie trzy dziewczyny klęczały na czworakach, z zawiązanymi oczami, z tyłkami uniesionymi w powietrzu, a ich koszulki zsunęły się po plecach, odsłaniając nagą skórę i kształtne pośladki. Chłopak z tatuażem szarpnął majtki brunetki w dół, a jego kutasa — twardego, grubego, lśniącego od śliny — przycisnął do jej wejścia. Wszedł w nią jednym mocnym pchnięciem, a ona wygięła się w łuku, wydając z siebie jęk tak głośny, że przeszedł przez szyby i uderzył nas jak fala.
Czterech chłopaków i trzy dziewczyny — rachunek nie wychodził, ale szybko zrozumiałam zasady. Trzech ruchało, a czwarty — ten, który musiał czekać — stawał przed twarzą każdej z nich po kolei, chwytając za włosy i wsuwając kutasa w usta. Blondynka z kucykiem dostała go jako pierwsza — ten młody, z największym fiutem, jakiego widziałam u tak młodego chłopaka, gruby jak nadgarstek, z napletkiem ściągniętym za żołądź, lśnił, gdy wsunął go głęboko w jej usta. Zakrztusiła się, ślina tryskała, ale on trzymał ją za kucyk i pompował rytmicznie. Drobna brunetka w białych majtkach — klęcząc na czworakach z tyłkiem uniesionym, podczas gdy jeden z chłopaków ruchał ją od tyłu — sięgnęła ręką i zaczęła się gładzić przez majtki, a jej palce poruszały się w tym samym rytmie, w którym chłopak wbijał się w nią.
Ich młode, wielkie kutasy — jak na sterydach, twarde jak stal, z żyłami pulsującymi pod cienką skórą — pracowały bez przerw. Chłopak z tatuażem ruchał brunetkę tak mocno, że jej pośladki trzęsły się z każdym uderzeniem, a dźwięk uderzeń ciała o ciało — mokry, rytmiczny, jak oklaski — napełniał pokój. Zmieniali się. Co kilkanaście uderzeń jeden się wycofywał, a inny zajmował jego miejsce, wchodząc w tę samą dziurkę bez słowa, jakby to był trening, jakby to był obóz, jakby to była rutyna. Dziewczyny jęczały coraz głośniej, ich głosy nakładały się na siebie — wysoki, cienki jęk blondynki, niski, chropowaty pomruk brunetki w czarnych majtkach, urywane westchnienia drobnej brunetki, która wciąż się gładziła, a jej palce były już mokre.
Moje palce pracowały coraz szybciej. Byłam tak mokra, że moje majtki były całkowicie przesiąknięte, a wilgoć spływała po dłoni. Masowałam łechtaczkę w kółkach, wciskając dwa palce głębiej, czując, jak ściany mojej cipki zaciskają się na nich. Biodra poruszały się same, w rytm, w którym chłopak z tatuażem wbijał się w brunetkę. Julka obok mnie dygotała. Jej dłoń pod sukienką poruszała się szybko, urywanie, a jej oddech przyspieszył do punktu, w którym wiedziałam, że jest blisko. Nasze biodra stykały się — jej szczupła, opalona noga przyciśnięta do mojego uda w pończosze — i to dotknięcie, ta bliskość, ten wspólny podglądactwo, napędzało nas obie. Byłam na skraju. Czułam, jak napięcie narasta w dole brzucha, jak mięśnie ud się zaciskają, jak oddech staje się urywany —
Wtedy pies zaczął szczekać.
Dźwięk przeciął noc jak nóż — głośny, urywany, gdzieś za krzakami, blisko. Moje serce stanęło. Julka zamarła, jej dłoń w majtkach, oczy szeroko otwarte. Pies szczekał ponownie, tym razem głośniej, bliżej, a do tego doszedł skrzyp żwiru pod butami — ktoś szedł w naszą stronę ścieżką.
Julka chwyciła mnie za nadgarstek. Jej palce — mokre, śliskie od jej własnej wilgoci — zacisnęły się na mojej skórze. Poluzowały się natychmiast i pociągnęła mnie w dół, w gęste krzaki, z dala od okna. Podniosłam się na drżących nogach, wyciągając rękę z leginsów, i pobiegłam za nią, bose stopy uderzające o chłodną, wilgotną trawę. Gałęzie drapały mnie po ramionach, pończochy zahaczały się o zarośla, ale nie zatrzymałam się. Serce biło mi w gardle, oddech urywany, a między udami wciąż pulsowało niedokończone napięcie — orgazm, który mi uciekł, zostawiając mnie drżącą i rozgorączkowaną.
Julka biegła przede mną, jej sukienka podwinięta na biodrach, majtki wciąż ściągnięte, szczupłe nogi błyszczące od księżycowego światła. Skręciła w lewo, między sosnami, i zniknęła w ciemności. Pies szczekał coraz głośniej, ale za nami — nie przed nami. Ktoś szedł ścieżką, ale nie naszą ścieżką. Zatrzymałam się za grubym pniem sosny, dysząc, przyciskając plecy do szorstkiej kory. Julka pojawiła się obok mnie, jej twarz lśniła od potu, oczy dzikie, oddech urywany.
"Chodź" — wyszeptała, chwytając mnie za rękę. "Wracamy do domku."
Poszłam za nią przez ciemny las, bose stopy na igliwiu, z cipką wciąż mokrą i pulsującą, z obrazem tych twardych, młodych kutasów wbijających się w dziewczyny wciąż wrytym w pamięć.
Szarpane pończochy drapały o gołą stopę, gdy biegliśmy przez las, ale Julka nie zwalniała — jej dłoń zaciskała się na moim nadgarstku jak imadło, ciągnąc mnie między pnie. Oddech palił mi w piersi, cipka pulsowała wciąż niedopieszczona, wilgoć zlepiała wewnętrzną stronę ud. Gdy wypadliśmy na szeroką ścieżkę, Julka zwolniła, zgięła się wpół, dłoń na kolanach, i roześmiała się cicho — tym swoim gardłowym śmiechem, który zawsze kończył się na mojej szyi.
— Chodź — wyszeptała, prostując się. — Tam, do budynku.
Szliśmy żwirową drogą wzdłuż kompleksu. Księżyc oświetlał niskie, drewniane zabudowania — stołówkę z ciemnymi oknami, salę bilardową z matowym szkłem w drzwiach, mini barek z żaluzją wpół opuszczoną, automaty z jedzeniem migające słabym niebieskim światłem, salę gier z wyłączonymi ekranami. Wszędzie cisza, tylko świerszcze i nasz nierówny oddech. Łapałem mnie za rękę, splatała palce z moimi, ciepłe i spocone, i pociągnęła w stronę wejścia.
Drzwi ustąpiły pod naciskiem — nie były zamknięte. Weszliśmy do środka, do korytarzyka pachnącego drewnem i starym linoleum. Julka od razu skręciła w lewo, do mini barku. Otworzyła szafkę, wyciągnęła butelkę taniej wódki, znalazła dwie szklanki, nalewając po równo. Dodała pochlapanie soku z automatu. Podała mi jedną.
— Na nerwy — mrugnęła.
Wypiłam łyk. Alkohol przeciął gardło, rozlał się ciepłem w żołądku. Julka piła szybciej, dwa duże łyki, i ruszyła dalej, trzymając szklankę jak bumerang. Wpadliśmy do sali bilardowej.
Sala była ogromna — dwa stoły do bilarda z zielonym suknem, lampy nad nimi wyłączone, a w głębi parawany ustawione w linii, przedzielające pomieszczenie na pół. Za parawanami — szafki, graty, kartony, niepotrzebne krzesła ułożone jedno na drugim. Julka od razu skierowała się tam, a ja za nią, z drinkiem w dłoni, bosa, z pończochami strzępiącymi się na łydkach.
Zaczęliśmy węszyć. Otworzyłam jedną szafkę — w środku stare ksero, segregator z etykietą „Harmonogram 2019", puste pudełka po papierosach. Julka grzebała w kartonie, wyciągnęła pognieciony plakat z obozem sportowym, roześmiała się cicho. Jej sukienka wciąż była podciągnięta na biodrach, majtki wciąż ściągnięte do połowy ud — zapomniała o nich albo nie obchodziło ją to.
Nagle — skrzypienie zawiasów.
Drzwi sali bilardowej otworzyły się. Zamilkliśmy w połowie ruchu. Julka zamarzła z ręką w kartonie. Automatycznie ukucnęliśmy za stertą starych krzeseł, schylając głowy. Serce biło mi w gardle. Świadomość, że nie powinniśmy tu być, że grzebiemy w cudzych rzeczach, wryła się w mięśnie jak skurcz.
Kroki na linoleum. Kliknięcie zamka — drzwi zamknęły się od środka. Klucz przekręcony.
Cisza.
Potem — cmokanie. Mokre, głośne, niepospieszne. I szelest materiału, szelest zdejmowanego ubrania, zamek rozpinany, cichy jęk, stłumiony, kobiecy.
Julka spojrzała na mnie. Jej oczy były ogromne, źrenice rozszerzone. Usta rozchyliły się. Wymieniłyśmy spojrzenie — i zaczęłyśmy się czołgać. Na kolanach, między szafkami, trzymając drinki przy piersi, przesuwałyśmy się w stronę parawanów. Znalazłam szczelinę między dwoma panelami — szeroką na dwa palce — i przyłożyłam oko.
To, co zobaczyłam, uderzyło mnie w splot słoneczny.
Ela. Nasza Ela — organizatorka, ta z szerokim, hipnotyzującym uśmiechem, ta, która rano rozdawała klucze z twarzą nauczycielki — całowała się z facetem opartym o stół do bilarda. Był młodszy od niej, może dwudziestoparoletni, szczupły, z ciemnymi włosami i t-shirtem obcisłym na płaskim brzuchu. Jej dłonie wplątane w jego włosy, jego dłonie na jej biodrach, usta zlepione, języki widoczne między wargami.
Zjeżdżała ustami w dół. Po szyi, po obojczyku, po klatce piersiowej. Na kolanach — rozchylone uda, obcisła spódnica podciągnięta — wyciągnęła rękę i rozpięła mu spodnie. Wyciągnęła kutasa. Twardego, grubego, z ciemną żołędzią lśniącą w słabym świetle z korytarza. Włożyła go do ust. Całowała go najpierw — powoli, namaszczonymi wargami, oblizując żołądź jak lizaka — potem wzięła głębiej, policzki zapadły się, głowa zaczęła pracować w rytmie, mokre mlaskanie wypełniło pusty pokój.
Robiła to łapczywie. Namiętnie. Jakby to było jedyne, czego pragnęła — jakby reszta świata przestała istnieć. Jedną ręką masowała mu jaja, drugą trzymała się jego uda, paznokcie wbijały się w mięsień. Jej ogromne cyce kołysały się pod rozpiętą bluzką, prawie wypadając z miseczki stanika. Młody facet odchylił głowę, warknął cicho, wbił palce w jej włosy i pchnął biodra do przodu — wszedł głębiej w jej gardło. Ela nie zakrztusiła się. Przyjęła go, jęknęła wokół kutasa, a dźwięk wibrował w jego ciele.
Po chwili wyciągnął ją za włosy, odrywając od siebie. Jego kutas lśnił od jej śliny, pulsował. Zdjął jej stanik jednym ruchem — haczyk z przodu, proste — i jej piersi wypadły, ciężkie, opalone, z dużymi ciemnymi sutkami sterczącymi od podniecenia. Włożył kutasa między cyce. Ela zepchnęła piersi dłońmi, zgniotła go w miękkim kanale, a on zaczął poruszać biodrami, wsuwając się między jej cyce, żołądź wychodząc z dekoltu przy każdym pchnięciu. Ela oblizała usta, spojrzała na niego z dołu, jej język wysunął się, próbując złapać żołądź przy każdym ruchu.
— Dobra — powiedział, dysząc. — Odwróć się i wypnij. Nie mamy dużo czasu.
Ela posłuchała. Odwróciła się, oparła rękami o stół do bilarda, wypięła szeroki, okrągły tyłek. Zdjął jej rajstopy — zsunął je z pośladków, ściągnął majtki, odsłaniając opaloną skórę i wilgotną cipkę, różową między udami. Wszedł w nią jednym pchnięciem. Twardym, głębokim, bez ostrzeżenia. Ela wygięła plecy, jej piersi zgniotły się o zielone suknio stołu, z ust wydobył się jęk — głośny, zbyt głośny.
Zatrzymał się. Wyciągnął się do połowy, pochylił, złapał ją za włosy z tyłu głowy.
— Zamknij mordę — warknął. — Przypał będzie, jak nas usłyszą.
Ela zacisnęła zęby. Skinęła głową. Wbił się z powrotem — mocniej, szybciej — i zaczął ruchać ją na ostro, trzymając ją za biodra, wbijając palce w opaloną skórę, jej tyłek trzęsł się przy każdym pchnięciu, uda klaskały o jego biodra. Ela gryzła wargi, ale ciche jęki uciekały mimo wszystko, stół do bilarda zaskrzypiał pod nimi.
Obok mnie Julka dygotała. Jej dłoń znowu zanurzyła się pod sukienką, palce pracowały szybko, oddech płytki, przyspieszony. Nasze biodra stykały się w kuckach za parawanem, a ja znowu patrzyłam — i znowu nie mogłam przestać.
Jego biodra uderzały w nią coraz szybciej, każdy ruch kończył się twardym, głuchym plaśnięciem skóry o skórę, które odbijało się echem od ścian sali bilardowej. Ela organizatorka zacisnęła dłonie na krawędzi stołu, zielony filc pod jej palcami ciemniał od potu, jej plecy wyginały się w łuk, a z gardła wyrywały się stłumione, urywane jęki, które zagłuszała wbijając zęby we własną wargę. Chłopak nachylił się nad nią, jedną rękę wbił w jej biodro, drugą chwycił ją za włosy i odciągnął głowę do tyłu. Jej szyja napięta, odsłoniła gardło, a on warknął coś cicho, czego nie usłyszałam, i pchnął ostatni raz — najmocniej, dociskając kutasa w nią tak głęboko, jak to było możliwe. Zadygotał, jego pośladki zacisnęły się, biodra zamarły w bezruchu przytrzymane ciasno przy jej tyłku, i wiedziałam, że spuścił się w środku. Stał tak przez kilka sekund, oddychając ciężko, potem powoli wyciągnął kutasa — widziałam, jak z jej rozchylonej, mokrej cipki ścieka biała sperma, spływając po udzie na pończochę.
Chłopak naciągnął spodnie, zapiął rozporek, poprawił koszulkę — wszystko w trzydzieści sekund. Ela organizatorka wciąż klęczała na czworakach na stole, jej wielkie piersi wisiały wolno, oddech miał płytki i urywany. „Muszę lecieć" — rzucił, sięgając po klucz, który leżał na bilardzie. „Będę miał nieprzyjemności." Ela odwróciła głowę, policzek przyklejony do filcu, ale nic nie odpowiedziała. „Było ekstra" — dodał, klepiąc ją otwartą dłonią w gołe dupsko, tak że mięso zatrzęsło się od uderzenia. Drzwi skrzypnęły i zamknęły się za nim. Został tylko zapach potu, spermy i stęchłego drewna.
Ela organizatorka podniosła się powoli, opierając się na dłoniach. Sięgnęła po papierowy ręcznik leżący na szafce obok, przycisnęła go między udami, wycierając spermę z pizdy ruchami dokładnymi i oszczędnymi, jakby robiła to po setny raz. Naciągnęła majtki, poprawiła pończochy, zapięła stanik przednią klamrą — jej palce drżały lekko — i zapięła bluzkę guzik po guziku. Przeczesała dłonią roztrzepane włosy, wygładziła spódnicę i po cichu, na palcach, wyszła z sali, klucz przekręcił się w zamku z cichym kliknięciem.
Cisza, która zapadła, była gęsta jak wata. Odwróciłam głowę do Julki — jej twarz płonęła, policzki ciemnoczerwone, oczy błyszczące, oddech płytki i szybki. Wiedziałam, że wyglądam dokładnie tak samo. Nie powiedziałyśmy ani słowa. Wstałyśmy z kuców, kolana zdrętwiałe, uda nasze dotykały się jeszcze przez ostatni moment, i skierowałyśmy się do wyjścia, niosąc szklanki z resztką wódki. Korytarz, drzwi, nocne powietrze uderzyło nas w twarz chłodem, w którym parowały nasze rozgrzane ciała. Szłyśmy żwirową drogą wzdłuż kompleksu, księżyc oświetlał sosny, a nasze bose stopy stąpały po chłodnej trawie w stronę domku.
Drzwi domku zamknęły się za nami z cichym skrzypnięciem. Drewno pachniało żywicą, w powietrzu unosił się zapach świeżych desek i ciepła z dnia. Usiadłyśmy na swoich łóżkach, które stały obok siebie, odstęp między nimi nie większy niż dłoń. Serce wciąż biło mi w gardle, a między udami czułam mokre ciepło, które nie ustępowało od momentu, gdy zobaczyłam tego chłopaka wchodzącego w Elę jednym pchnięciem.
Leżałyśmy tak przez chwilę, patrząc w sufit, oddech powoli się uspokajał, ale podniecenie nie mijało — wręcz przeciwnie, rosło, rozlewało się gorącem po brzuchu i udach. Obróciłam głowę w stronę Julki. „Wzięłaś wibrator?" — spytałam cicho. Julka zamrugała, jakby wybudzona z transu. „Nie... nie pomyślałam o tym." Jej głos był ochrypły. „A ty?" Nic nie mówiąc, sięgnęłam do torebki leżącej przy łóżku, rozsunęłam zamek i wyjęłam wielki wibrator w kształcie kutasa — różowy, z żyłkami, gruby i długi, z obrotającą się główką. Położyłam go na łóżku między nami. Julka patrzyła na niego, a na jej twarzy pojawił się powolny, drwiący uśmiech.
Przesunęłam się na jej łóżko, kładąc się obok, i zaczęłam rozpinać jej bluzkę — guzik po guziku, odsłaniając opaloną skórę, małe piersi z twardymi, ciemnymi sutkami. Jej dłoń wplotła się w moje włosy, przyciągnęła mnie do siebie i pocałowała — namiętnie, głęboko, jej język wszedł w moje usta, a ja poczułam smak wódki i potu. Zsunęłam bluzkę z jej ramion, potem dół sukienki przez uda, a ona podniosła biodra, pomagając mi. Została naga — szczupła, opalona, z cienką linią włosów nad cipką.
Moja dłoń spłynęła po jej brzuchu w dół, rozsunęła wargi sromowe palcami i zaczęłam masować jej cipkę — powoli, kolistymi ruchami, naciskając na łechtaczkę, czułam pod palcami wilgoć, która rosła z każdą sekundą. Julka wygięła się, jej uda rozchyliły się szerzej, biodra uniosły się do mojej dłoni. Sięgnęłam po wibrator, włączyłam go — niskie buczenie wypełniło drewniany domek — i przystawiłam główkę do jej wejścia. Wsunęłam powoli, centymetr po centymetrze, czując opór jej mięśni, a potem ustąpienie, gdy jej mokra cipka otworzyła się na dobre, pochłaniając całego dildo do samego końca. Jej wnętrze było gorące, śliskie i ciasne wokół wibrującego kształtu.
Zaczęłam poruszać wibratorem — wolno, potem szybciej, rytmicznie, wyciągając go do połowy i wbijając z powrotem, aż jej pośladki unosiły się z łóżka przy każdym pchnięciu. Julka jęczała teraz głośno, nie tłumiąc się, jej dłonie zacisnęły się na prześcieradle, kostki białe, plecy wygięte w łuk, małe piersi drgały z każdym ruchem. Jej cipka była tak mokra, że sok spływał na prześcieradło, a wibrator wchodził i wychodził z mokrym, śliskim dźwiękiem. Patrzyłam na nią — moja piękna przyjaciółka, opalona, rozdygotana, z zamkniętymi oczami i otwartymi ustami — i wbijałam w nią dildo coraz mocniej, szybciej, aż jej ciało napięło się jak struna, uda zacisnęły się wokół mojej dłoni, i doszła — gwałtownie, z długim, urywanym jękiem, jej cipka skurczyła się wokół wibratora, a sok trysnął na moje palce.
Leżała zaspokojona, mokra, z rozrzuconymi rękami, uśmiechając się leniwie, jej oddech powoli się wyrównywał. Wyciągnęłam wibrator z niej i przystawiłam do własnej cipki — byłam tak mokra, że wszedł od razu, bez oporu. Zamknęłam oczy i zobaczyłam to wszystko — Elę na czworakach na stole bilardowym, chłopaka wchodzącego w nią jednym twardym pchnięciem, jego dłoń na jej włosach, jej stłumiony jęk, spermę spływającą po udzie — i podniecenie eksplodowało we mnie jak fala gorąca. Wibrator buczał w moim wnętrzu, poruszałam nim szybko, wbijając głęboko, aż poczułam skurcz — mocny, obejmujący całe ciało — i doszłam, zagryzając wargę, żeby nie krzyczeć.
Po chwili Wstałam cicho z łóżka, starając się nie budzić Julki.
Julka. Tu, ze mną. W tym samym domku, na łóżku obok, naga, zaspokojona, z moją dłonią na jej tyłku. Kiedy się umawiałyśmy na ten obóz, myślałam, że będzie dobrze — stare przyjaciółki, trochę wina, trochę słońca, jezioro. Nie spodziewałam się tego. Nie spodziewałam się, że jej dłoń znajdzie się w moich leginsach w krzakach, że rozbiorę ją do naga na tym łóżku, że wsunę jej wibrator i będę patrzeć, jak dochodzi, z plecami wygiętymi i ustami otwartymi. Nie spodziewałam się, że potem wezmę ten sam wibrator, jeszcze wilgotny od niej, i wsunę go w siebie, myśląc o Radku pieprzącym Elę na stole do bilarda.
Jutro będzie drugi dzień. Jeśli pierwszy przyniósł grupowy seks podglądany przez okno przy ziemi, brutalny akt na stole do bilarda i to, co między nami — to co przyniosą kolejne dni?
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
2 komentarze
Gazda
No no, nie spodziewałem się takich akcji
Czekam ciąg dalszy
Yrek
[komentarz oczekuje na moderacje]